Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
409 postów 2144 komentarze

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Lekarz z powołania. Polak - Patriota. Humanista. Misja i Cel Mojego Życia - Pomagać innym ludziom.

AMEN-Autobiografia Naukowa-Odc.98

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Polskie Prawo - Wymiar Sprawiedliwośći. Moje doświadczenia ostatnich 20 lat życia w kraju: Sędziowie i Prokuratorzy pracują tylko po to aby zgodnie z „Prawem” uzasadniać wyroki, dla tych - tylko i wyłącznie dla tych - co za te wyroki dobrze zapłacą.

PROZA ŻYCIA
Po wielkościach tego świata, kilka przykładów „małości i pospolitości” - naszej podwórkowej -
„Polskiej” rzeczywistości...

Spotkałem także wiele osób, na swojej drodze życia (głównie w Naszym Kraju), którzy niestety, nie najlepiej zapisali się w mojej pamięci.
Zdaję sobie sprawę, że cały dzisiejszy świat jest pełen zła i skrajnych uczuć zazdrości, nienawiści - może
nawet trzeba się z tym pogodzić, ale... kiedy spotykają cię wielkie przykrości, ze strony osób, które darzyłeś wielkim uczuciem i zaufaniem – czasem trudno, nawet może niemożliwością jest takie rzeczy zrozumieć.

W Polskiej dawnej tradycji, podobno funkcjonował zwyczaj..., że osobie, która znajdowała się na „łożu śmierci”, rodzina, przyjaciele, opiekunowie wyciągali poduszkę spod głowy...(a nawet przykrywali tą poduszką głowę) –
tak, żeby umierający przestał oddychać...i dłużej się nie męczył. Robili to podobno właśnie najbliżsi – rodzina...

Mnie trudno zrozumieć...i pogodzić się z takim postepowaniem... być może dlatego, że naturę mam lekarza i zawsze w swoim życiu, walczyłem o jak najdłuższe życie dla swoich pacjentów...
Trudno mi też zrozumieć logikę, motywację takiego postępowania...Tradycje i zwyczaje stanowią jednak ponoć obraz wielowiekowych mądrości Narodu... A więc, gdzie w tym jest sens, logika i prawda...

A może jednak..., zgodnie z powiedzeniem Gordona Gekko (nie Polaka), ze słynnego filmu „Wall Street” :
„If you want to have a real friend – get a dog” – (Jeśli chesz mieć prawdziwego przyjaciela – weź sobie psa) – jakoś bardziej pasuje do „Polskiej” mentalności, szczególnie w czasach obecnych.
Może przykra prawda; warto się nad tym dobrze zastanowić.

Przyjeżdżając do Polski z emigracji, niewątpliwie popełniłem jeden zasadniczy błąd. Pokazałem swoim braciom, znajomym i „przyjaciołom” – że mam dużo pieniędzy, spory majątek i stać mnie na właściwie wszystko. Zbudowałem kilka pięknych domów, jeździłem dobrymi samochodami – razem z kierowcą i ochroną;
chodziłem w eleganckich ubraniach, do eleganckich restauracji itd.

Znajomych wszędzie zapraszałem, wszystko im fundowałem. I nie dlatego, żeby komukolwiek zaimponować.
To było spełnienie moich dziecinnych marzeń...Chciałem być milionerem, i udało mi się; stać mnie było na taki
styl życia; tak właśnie robiłem. Nie przypuszczałem, że to wszystko może być powodem zawiści, zazdrości...
No i że... wszyscy wokół, będą próbować wykorzystać tę znajomość ze mną – dla własnych celów.
Aby mnie oszukać i wykorzystać.
Wiem...to brzmi naiwnością i głupotą z mojej strony. Niestety taki właśnie byłem; i niestety chyba nadal jestem.

W rezultacie końcowym: moi najbliżsi, zaufani, rodzina i „przyjaciele”, w ostatnim etapie mojego życia w Polsce... próbowali wyciągnąć poduszkę spod mojej głowy...i próbowali mnie unicestwić...
Tak aby zatrzymać mój oddech. Zgodnie z „Polską tradycją”.
Wszyscy myśleli, że jestem w stanie śmierci klinicznej.
Na moje szczęście – nie udało IM się zrobić skutecznej „Eutanazji” Ryszarda Opary. Na szczęście w ostatnim momencie, zrozumiałem „tradycje polskości”, całkowicie przejrzałem na oczy i wyjechałem z kraju.

Żyję obecnie skromnie, ale w dobrych warunkach; bez stresów, codziennie spaceruję, właściwie się odżywiam; oddycham, piję wodę; ćwiczę yogę i oddychanie - cieszę się znakomitym zdrowiem!
Patrzę na niedawną przeszłość i własną świetność - z filozoficznym uśmiechem.

Ale tak dla równowagi, podam dwa przykłady, które tkwią w mojej pamięci; jak rana cięta czy też postrzałowa, która zawsze pozostawia po sobie bliznę...
Zmieniam nazwiska, aby nie być posądzany o próbę zemsty; „rewanżu zza świata” - nie chcę im szkodzić...
Już im dawno wybaczyłem ale może warto  przytoczyć kilka słów wspomnienia, aby poznać naturę Polaków. 
Nie chcę też się żalić ani oczekiwać współczucia - to już bez znaczenia. Zresztą...
Wnioski pozostawiam interpretacji i domysłom czytelników.

„Maria Kowalska” – Historia jednej znajomości...

Kiedy w latach 1993-4, wracałem etapami do Polski, wiele rzeczy było dla mnie nowych, trudnych do zrozumienia. Nasz kraj przechodził wtedy przez totalne zmiany, i nie tylko... w sferze życia politycznego czy gospodarczego.
Wszystko właściwie było jakby na etapie przejściowym i...tak naprawdę niewiele osób wiedziało – co i jak będzie dalej. Kto będzie rządził, decydował...Jakie prawa będą konsekwencją "Transformacji Ustrojowej". 
Wszystko było jedną wielką improwizacją...
Trudnych spraw i nierozwiązywalnych problemów było sporo; każdego dnia.
Przywiozłem ze sobą sporo pieniędzy, ale na tamtym rynku, w tym zakresie też były... wielkie niewiadome.
Moim dodatkowym problemem był fakt, że zdecydowałem pomóc swemu bratu, który prowadził zakład krawiecki – ale kompletnie sie na tym nie znałem... No i wyszło to w sumie nie najlepiej...pisałem już o tym w szczegółach.

Niemniej jednak, jedna rzecz dla mnie była pewna i oczywista...
Musiałem znaleźć parę osób, którzy żyjąc w „polskiej” rzeczywistości - jakoś pomogłyby mnie się tutaj odnaleźć, no i pomóc - w działaniach biznesowych.
Oczywiście, już wtedy, znałem sporo ludzi, z górnej, najwyższej „półki politycznej” – ale żaden z nich, w sumie oprócz „dobrej” (najczęściej głupiej) rady, nie mógł wiele zaproponować. Musiałem poznać „ludzi do roboty”, średniego kalibru administratorów, którzy potrafili funkcjonować w realiach ówczesnej rzeczywistości. Szukałem.

W 1994 r., poznałem Marię Kowalską (MK), która była szefową sekretariatu Prezesa, ogólnopolskiej organizacji
i sprawowała się tam świetnie, znała się doskonale na administracji i przepisach prawa, ale...miała dwoje małych, czasem chorowitych dzieci, często więc musiała się nimi zajmować...było to... kosztem interesów pracodawcy.
Była w sumie zbyt mało „dyspozycyjna”czasowo dla Prezesa organizacji. On chciał znaleźć osobę - niezależną rodzinnie; kobietę - asystentkę, która mógłaby pracować po godzinach – czasem w weekendy; na wyjazdach w teren; kogoś bardziej zaangażowanego w różne sprawy organizacji.

Dodatkowym dla mnie atutem Pani MK, było to, że znała się dobrze na krawiectwie, jej mąż prowadził mały zakład, ona projektowała stroje – a więc w tamtych czasach... była w pewnym sensie idealną osobą dla mnie... Była też młoda, atrakcyjna, pogodna – miała wiele atutów kobiecości.

Pan Prezes był jednak honorowym mężczyzną, chciał dla MK, znaleźć dobrą pracę a może nawet też zatrzymać ją na pół etatu. Złożył mi propozycję odnośnie Pani MK – no i dogadaliśmy się od razu.
Pierwsze lata współpracy z MK, były rzeczywiście bardzo dobre, pożyteczne i owocne. Szybko też staliśmy się dość bliskimi przyjaciółmi – a kiedy jeszcze "przyszły na świat" nasze adpotowane dzieci – MK przeprowadziła
się po prostu do naszego domu – razem z swoim mężem i rodziną - i tak w ciągu niedługiego czasu, staliśmy się w penym sensie jedną wielką rodziną.
(Na terenie naszej rezydencji stał całkowicie wyposażony osobny budynek, w którym MK zamieszkała).

Po kilku latach Pani MK, została moją „prawą ręką”, główną asystentką, często reprezentowała mnie w różnych sprawach administracyjnych, w Sądzie, Banku; była członkiem zarządu a nawet Prezesem niektórych naszych spółek. Nie mogłem wszystkiego robić przecież jednosobowo a Pani MK – była zawsze do dyspozycji; miałem do niej absolutne zaufanie. Dawałem jej pełnomocnictwa do reprezentacji niektórych naszych firm...
W pewnym sensie, stała się osobą, dla mnie niezastapioną.
Oczywiście MK również bardzo dobrze zarabiała, dostała w prezencie parę samochodów – a tak przy okazji pomogłem jej w wielu sprawach finansowo: wykup jej mieszkania; zakup działki i domu po naszych zmarłych dziadkach...
Kiedy zaś córka i syn Pani MK... dorosły – dostały też ode mnie, każde z nich – w prezencie mieszkanie.
Pani MK – prawie zawsze mieszkała w jednym z naszych domów – za darmo, opiekując się np. również naszymi nieruchomościami, kiedy mieszkalismy w Australii, gdzie zresztą na nasz koszt – odwiedziła nas parę razy... ze swoimi dziećmi...

Wszystko było dobrze, bez żadnego zarzutu... dopóki...nie przegraliśmy pierwszej sprawy - w Sądzie Okręgowym z Pekao SA. Byliśmy wtedy od kilku lat w Warszawie; stosunki pomiędzy nami zaczęły się stopniowo ochładzać, głównie, a może dlatego, że... nie stać już mnie było - na dużą pensję dla Pani MK.
MK nie mieszkała z nami w jednej z naszych rezydencji, kupiła własny dom (oczywiście, za nasze pieniądze). Jeździła też naszym samochodem. Zmianę w naszych relacjach, traktowałem jednak jako normalny rezultat, konsekwencję wyraźnego osłabienia naszej pozycji finansowej; w związku z czym MK musiała, jakoś sama zacząć dbać o siebie. Pomimo tego, nadal jednak miałem do MK - olbrzymie zaufanie; będąc w 100% pewien,
że potem co ja/my zrobiliśmy dla niej w życiu – zawsze będziemy mogli na nią liczyć...

Niestety, znowu bardzo się pomyliłem. Pani MK, przez ostanie kilka lat zrobiła wiele rzeczy na naszą niekorzyść, próbując (z powodzeniem) wyrwać – ukraść, jak najwięcej dla siebie z naszego jeszcze pozostałego w zasięgu rodziny majątku. Nie będę opisywać wszystkiego. Podam jeden przykład:

Pani MK, podszywając się jako Prezes Spółki XYZ, która była właścicielem naszej rezydencji w Piasecznie; jako Prezes sprzedała 100% udziałów tej spółki – swojemu bliskiemu znajomemu - za kwotę równą wysokości kapitału zakładowego spółki – czyli...za 5,000 zł.
Dom był w przeszłości wyceniany na 15 milionów zł; wprawdzie była na nim hipoteka – ale...podobno nieważna. Rezydencja, była wynajmowana za kwotę ok 20,000 zł miesięcznie – okres najmu 10 lat. Dodatkowo, zgodnie z umową najmu, my rodzina Oparów, mieliśmy prawo mieszkać (zajmować jedno piętro ok 250 m2) - bez żadnych kosztów. (Łatwo więc chyba obliczyć wartość tej nieruchomości dla nas - dla mojej rodziny).

Dla wyjaśnienia: w dniu sprzedaży udziałów spółki XYZ  - MK nie była już, Prezesem tej spółki (byłem nim ja).
Pani MK została odwołana kilka miesięcy wcześniej, ale... ”celowo” złożyła w KRS wadliwy wniosek o zmianę stanowiska Prezesa (niewłaściwa opłata wniosku) – w związku z czym KRS odrzucił wniosek, a Pani MK – absolutnie mnie ani mojej żony - o tym nie powiadomiła.

Na zakończenie tej historii; kiedy Sąd- KRS, jakoś wyjątkowo szybko, bez naszej wiedzy, zarejestrował sprzedaż udziałów spółki XYZ oraz nowego Prezesa (znajomego Pani MK) – zostaliśmy całą rodziną wyrzuceni na ulicę. Tak po prostu - na ulicę. A przy okazji wszystkie nasze cenniejsze ruchomości, pozostałe w domu - ukradziono. Natomiast rzeczy osobiste wywioziono nam "łaskawie" – do brudnego, cieknącego magazynu – w Iwicznej, koło Piaseczna. Tak, żeby pokazać "dobrą wolę" w działaniu... wyrzucania z domu.

Oczywiście natychmiast złożyliśmy doniesienie do Prokuratury: o popełnienie kilku przestępsw przez Panią MK –
i jej znajomego (kradzież domu, ruchomości) oraz wniosek do Sądu odnośnie „Stanu Posiadania” itd – ale...ale... Znajomy Pani MK, zna też wszystkich odpowiednich ludzi i prokuratorów – a więc wszystkie nasze wnioski do Prokuratury zostały odrzucone, bez większego uzasadnienia a sprawę w Sądzie też przegraliśmy.

Tak też właśnie - rzeczy bez jakiejkolwiek logiki, z pozoru niemożliwe - stały się zgodnie z Prawem - możliwe. 

Jako ciekawostkę podaję, że: od tego czasu zresztą, udziały spółki XYZ – zostały sprzedane już kilka razy – innym podmiotom gospodarczym, choć tym samym lub powiązanym osobom - i za każdym razem za 5,000 zł!
Tak że w sumie...nie ma ani winnych, ani odpowiedzialnych. Daleko i długo... trzeba by ich było szukać.
Wszystko zrobione w określonym celu - tak i po to, aby nie było odpowiedzialnych i nie wiadomo kogo skarżyć.

Znalezione obrazy dla zapytania wymiar sprawiedliwości

 Takie jest w Polsce Prawo i Wymiar Sprawiedliwości.
Moje własne doświadczenia ostatnich 20 lat życia w Kraju - przekonały mnie całkowicie co do jednego: 

Sędziowie i Prokuratorzy pracuję tylko po to aby zgodnie z „Prawem” uzasadniać wyroki, dla tych -
tylko i wyłącznie dla "znajomych"
 czyli tych - co za te wyroki dobrze zapłacą.

 

Taka jest też "Małość i Pospolitość" - ludzi w Rzeczy Pospolitej.

 
Koniec Odcinka 98
Ryszard Opara
 

KOMENTARZE

  • poranne dywagacje...
    Miernoty i oszuści w Polsce byli zawsze, ale byli absolutną mniejszością.

    Jednak gdzieś tam po drodze naszej tysiącletniej historii (za krótko żyję, by jednoznacznie ocenić, kiedy to nastąpiło; niektórzy mówią, że to była Sanacja, inni, że początek komuny; jeszcze inni (i to chyba oni mają rację), że to był stały powolny proces degeneracji wartości - komuna wylansowała towarzysza Miernotę, który wraz z kolegą Cwaniakiem oszukał wszystkich, z nią samą włącznie, a na koniec oni obaj pokłócili się i pobili i z nerwów na złość jeden drugiemu zniszczyli wszystko to, co tu jeszcze zostało.

    My po prostu z tego procesu "ubłoconej moralności", "nadszarpniętego zaufania społecznego" i "relatywizmu wartości podstawowych" jeszcze nie wyszliśmy. Rozbierając na czynniki pierwsze, jest to: skurwienie legislatywy (prawo pisane pod oczekiwania "rekinów gospodarki i polityki"), nieskuteczność egzekutywy ("łapownictwo policji, inspektorów kontroli skarbowej itd."), i dyspozycyjność judykatywy (będąca pochodną niespójnego systemu prawnego, nieopartego o wartości podstawowe, lecz zakorzenionego w sowieckim systemie administracyjnej zwierzchności i uległości).

    Chyba każdy zgodzi się ze stwierdzeniem, że Komuna była systemem, w którym uczciwa praca absolutnie nie popłacała. Jeśli uczciwa praca nie popłaca, myślący człowiek ma trzy alternatywy: 1. emigracja wewnętrzna, 2. wyjazd na Zachód, 3. kombinowanie.

    W latach 80-tych, 90- i potem też, wyjechali najlepsi. Zostali albo ludzie bierni (1) albo praktycy od kombinowania (3). Paradoksalnie nie jest to najgorsza cecha (coś a'la zdolność improwizacji), o ile jest sprzężona z elementarną uczciwością. A że jednak poczucie elementarnej uczciwości (i wiary w nas samych) przez 45 lat komuny zostało skutecznie nadwątlone, więc po 89 r. (a i wcześniej, u schyłku tzw. pornokomuny już, także) kolega Improwizator zakolegował się z tow. Cwaniakiem (w skrajnych przypadkach: z tow. Oszustakiem).

    Uczciwość i praca wygrają, ale na to trzeba czasu: 20, 30 lat... Ludzie uczciwi bardzo mozolnie gromadzą kapitał i owoce ich pracy nie są spektakularne, jednak dzisiejsza Polska w porównaniu z gangsterską Polską lat 90-tych jest niemal rajem.

    Z perspektywy szaraczka, oczywiście, któremu dano szansę dziabać w swoim grajdołku i te parę tys. pln zarobić, z dziećmi iść raz na m-c do kina, chodzić w nowych jeansach, raz do roku pojechać na wczasy, raz na 15 lat kupić nowy samochód (po co więcej?).

    Gdzieś tam od góry postępują próby naprawy tej wadliwej rzeczywistości (Kaczyński) i można mentalnie nie lubić go, to jednak nie sposób mu pewnej konsekwencji odmówić.

    Szary Kowalski dowiedział się właśnie, że na swoją dwójkę nieletnich dzieci otrzymuje ów tysiąc złotych, który za rządów Tuska po prostu wyciekał za granicę... więc jak tu nie głosować na PiS? Tej opcji sprzyja od zawsze trzymający stronę naszego polskiego niewyedukowanego i nieco zaściankowego chłopskiego ludu Kościół.

    Gdzieś tam od dołu (szaraczki) po raz pierwszy od końca II w. św. następuje sprzężenie ludu z władzą (coraz większa ilość głosujących na PiS).

    Jednak pośrodku wciąż są bardzo silne warstwy interesantów zainteresowanych utrzymaniem dawnej pozycji - te właśnie grupy interesów są bardzo mocno zakorzenione w mediach, bankach, partiach politycznych, policji, sądownictwie....

    I to z nimi Pan przegrał, a nie z Polską. Polska jest bytem racjonalnym, nikt tutaj na ideowych inwestorów nie wyrzekał - Polacy cenią sobie pracę w firmach z zagranicznym kapitałem, jeśli ma ona ręce i nogi.

    Warstwy interesantów po 2004 r. sprzęgły się z euronurtem, podpięły pod fundusze unijne i trzymają władzę, gdzie się da. Oni - dzięki mediom - starają się zrobić wszystko, by opcja kościelno-narodowa nie uzyskała większości i mają w tym procesie absolutne poparcie unijnych polityków (można zrozumieć więc, jakie założenia gospodarcze przyświecały rozszerzeszeniu Unii - był to po prostu proces ekspansji na słabsze gospodarczo, a atrakcyjne inwestycyjnie regiony Europy Środkowo-Wschodniej: taniej jest bowiem skorumpować lokalne elity, niż budować cywilizowany porządek prawa i odprowadzać podatki tam, gdzie się uzyskuje przychody).

    Opcja kościelno-narodowa z oczywistych względów nie jest czysta i szlachetna (zwłaszcza w kontekście spójności prawnej i moralności obyczajowej), bo sama była też dotknięta tymi samymi procesami degeneracji, jakie po 1945 r. stały się udziałem całego społeczeństwa (efektem tego są właśnie ujawniane dziś skandale pedofilskie - każdy, kto zna polskie realia, wie, że ludzie Kościoła wiele mają na sumieniu).

    Jednak po drugiej stronie - Koalicja Obywatelska - nie ma nic innego: jest tylko DORAŹNY INTERES. Poraża zwłaszcza miałkość tej opcji pod względem systemu wartości... wskutek czego jest ona z góry skazana na przegraną.

    Być może nie ma przed Polską innej drogi, niż kilkuletnia faza (bolszewickiego w swej istocie, lecz jednak nastawionego na odnowę moralną) kibolskiego oddolnego kato-hurra-patriotyzmu...

    Jeśli Kaczyńskiemu faktycznie chodzi o wyrugowanie z życia publicznego, z systemu prawa, z niepisanych zwyczajów, owej spuścizny po komunie ("towarzysz Szmaciak zrobi wszystko, nawet największe świństwo, o ile za tym pójdą pieniądze"), wygra.
  • @autor
    A sposób na wygranie z towarzyszem Szmaciakiem, który już poczuł smak władzy i dobrowolnie z niej nie zrezygnuje, jest tylko jeden:

    Zbudowanie innej rzeczywistości, do której on sam nie będzie miał wstępu.

    A cała rzesza małych szmaciaków chętnie przystąpi do tej "drugiej" rzeczywistości, edukując się w tempie ekspresowym, bo to zdolne lemingi są.

    Z Pana doświadczeń będą uczyć się następni... przychodząc (wracając) tu i mając nieco gotówki trzeba działać jak w skrajnie wrogim sobie środowisku.

    Niestety.
  • nie tylko dla Pana
    "w latach 1993-4 wiele rzeczy było dla mnie nowych, trudnych do zrozumienia."

    tak to jest, gdy pod wpływem propagandy "Polaków z wolnego świata" oddaliśmy nasz dom, Polskę, w łapy agentury wspomaganej przez złodziei.

    Tylko Niemen miał nadzieję, że "ludzi dobrej woli jest więcej".

    Tak niestety nie jest.

    Warto też pamiętać o tym, że złodzieje z chęci realizacji zysku są w stanie ze sobą współpracować, i trzymać sztamę.

    Ludzie dobrej woli, niestety, nie, są jak samotne wyspy.

    Jeśli ta niezdolność ludzi dobrej woli nie zniknie, to świat nadal będzie się staczał. Tylko jak to spowodować?

    A jeśli chodzi o tę Panią, to, jak rozumiem sprawdziała się, gdy pracowała dla Pana i miała perspektywy. A gdy perspektywy zniknęły, "zaczęła dbać o siebie", tj. starała się jak najwięcej ukraść. A czego się Pan spodziewał? Przecież wybrał Pan właśnie taką osobę! Chciał Pan zatrudnić osobę, która posiadała stosowne umiejętności i brak zasad.

    To, co jest trudniejsze do zrozumienia, to to, że w spółdzielniach mieszkaniowych zatrudniają tylko złodziei i kombinatorów. Też z uzasadnieniem, że właśnie ci mają kwalifikacje do zarządzania. Fałszywa perspektywa nie pozwala dostrzec oczywistej sprzeczności. Podobnie postąpił Pan.

    A jeśli chodzi o prokuratorów i ogólnie "domiar niesprawiedliwości" to tak musi być. Wynika to z "niezależności i niezawisłowści sędziowskiej". Na co UE naciska. Proszę zgadnąć, w jakim celu?

    Może w Australii jest lepiej, ale z całą pewnością też cały system się degraduje. Trójpodział władz jest źle pomyślany. Ale przecież w czyimś interesie.
  • @maharaja 07:01:36
    Jeśli ktoś coś zrobi niezrozumiałego, to ludzie przypisują mu status wariata, po czym już nie muszą się zastanawiać nad problemem.

    Tak samo, wszystkie negatywne tendencje społeczne przypisuje się komunie.

    "komuna wylansowała towarzysza Miernotę, który wraz z kolegą Cwaniakiem oszukał wszystkich, z nią samą włącznie, a na koniec oni obaj pokłócili się i pobili i z nerwów na złość jeden drugiemu zniszczyli wszystko to, co tu jeszcze zostało."

    I przestałem czytać.

    Akurat komuna starała się wylansować przodowników pracy. W lansie miernot całkiem inni szatani byli czynni.
  • @maharaja 07:10:01
    pewnym skrawkiem "alternatywnej rzeczywistości" był Nowy Ekran. Niestety, eksperyment się nie powiódł. Jestem ciekaw, czy ktokolwiek z osób mających wpływ na tę organizację (bo nE był w momencie zakładania ruchem autorów), ma pojęcie, dlaczego.
  • @interesariusz z PL 08:10:46
    "Przecież wybrał Pan właśnie taką osobę! Chciał Pan zatrudnić osobę, która posiadała stosowne umiejętności i brak zasad."

    P. Ryszard wybrał osobę "czującą realia". I ona właśnie dała mu odczuć, jak bardzo "czucie realiów" jest odizolowane od elementarnej uczciwości.


    Absolutnie genialna diagnoza, swoją drogą.
  • @interesariusz z PL 08:20:53
    Dla mnie - nie ukrywam - najciekawsze byłoby skonfrontowanie spojrzenia inwestora (p. Opary) na los NE z tym, jak my - szeregowi blogerzy - to widzieliśmy.

    (ciekawe, czy doświadczymy tak dogłębnego opisu zdarzeń, jaki przedstawił nam autor relacjonując podróże przez wszystkie zakątki Ziemi - skądinąd absolutnie pasjonująca lektura!).

    Dzięki opisowi życiorysu p. RO mieliśmy szansę zapoznać się z jego tzw. "bizantyjską" fazą inwestowania w Polsce, z nawiązywaniem relacji ze sferą polityki i z działaniem na styku gospodarka-polityka, czemu towarzyszyło dość wystawne życie, jak to się jawi zwykłemu czytelnikowi.

    Niewykluczone, że za lat 50 te właśnie wspomnienia będą absolutnie kluczowe dla zdiagnozowania procesów zachodzących w Polsce po 1989 r. (styk elit postokrągłostołowych z zachodnim kapitałem), tzn. dla analizy procesu wprowadzania kapitalizmu nie na gruzach klasowego feudalizmu (jak Wokulski), lecz na gruzach (a może solidnych fundamentach?) postkomuny.

    Tego nikt nigdzie wcześniej nie przerabiał, stąd też wartość tych wspomnień bezcenna.

    Mnie zastanawia jedno: z przedstawionych nam wspomnień wyłania się postać inwestora, który przede wszystkim inwestuje agresywnie, krótkoterminowo, z nastawieniem na szybką odsprzedaż i szybki zysk.

    Do tego nie stroni od kontaktów z czołowymi postaciami świata polityki, ba, bardzo aktywnie się w nie angażuje.

    Robienie biznesu w rozumieniu pana Opary z początku lat 90-tych to "triada geniusza": kontakty + pomysł + kapitał. Brakuje mi tutaj natomiast mozolnej, codziennej, szarej, konsekwentnej pracy, która musi być wykonana, by zrobić daną rzecz od A do Z. Oraz cierpliwości, która każe czekać dekadę, by stopa zwrotu zainwestowanego kapitału zaczęła robić wrażenie.

    Nie chcę moralnie tego oceniać - prawem każdego człowieka jest podjęcie decyzji, czy zadowala się małym, a stabilnym zyskiem (praca na etat ew. wybudowanie nieruchomości przemysłowych i mozolne czerpanie zysków z wynajmu) czy też prowadzi ryzykowną, acz dającą duży zysk działalność (tzw. szybka deweloperka/inwestowanie w akcje).

    Bo też nie ma uniwersalnych rozwiązań: co komu po tym, gdy w wieku 65 lat dojdzie do możliwości życia z odsetek, gdy rok później kopnie w kalendarz?

    A z drugiej strony: co komu po tym, że w wieku 35 lat jest milionerem, gdy w wieku 60 lat zostaje bez kasy?

    Natomiast - wracając do NE/Neonu i próbując porównać zdiagnozować przyczyny powodzenia i niepowodzenia rozwoju tego portalu - musimy na wstępie mieć świadomość, że tego typu przedsięwzięcia wymagają bardzo mozolnej, wieloletniej mrówczej i konsekwentnej działalności, ze świadomością celu, programu i środków, które muszą być w to zainwestowane, by dany projekt się obronił / zaczął przynosić zyski / zaczął wywierać realny wpływ na rzeczywistość.
  • @maharaja 09:39:11
    Nie będę się wiele wymądrzał na temat losów nE, o wielu zakulisowych sprawach nie mam pojęcia.

    Ale zwrócę twoją uwagę na rzecz podstawową, większość autorów nE została skrzyknięta, jeszcze zanim on fizycznie powstał.

    Można powiedzieć, że był to mini ruch autorski analogiczny do wielkiego ruchu społecznego "solidarność".

    Oba skończyły podobnie, mimo, że ten pierwszy miał prywatnego właściciela.
  • @interesariusz z PL 09:49:55
    Brać blogerska niedawno (kilku latach od utworzenia nE) dowiedziała się, że oficjalnemu celowi portalu (utworzenie alternatywnej rzeczywistości medialnej) towarzyszył jeszcze jeden (bardziej osobisty) cel (rozprawienie się z oszustwem bankowo-sądowym, jakiego on sam padł ofiarą).

    /Być może osoby bliżej związane z NE o tym wiedziały - mogłem nie doczytać, zastrzegam/

    Taka dwoistość celów to nic złego, oczywiście. Bo co do zasady (dbanie o standardy obrotu gospodarczego i przestrzeganie prawa) oba te cele wcale nie są ze sobą sprzeczne, wprost przeciwnie. Są absolutnie tożsame co do kierunku i komplementarne względem siebie co do skali.

    Problem w tym, że różne są środki do osiągnięcia obu tych celów i zupełnie inna jest perspektywa czasowa niezbędna na ich zrealizowanie.

    Przenieśmy krótko te rozważania na płaszczyznę medyczną:

    - pacjentem jest społeczność gminy (RP), w której powstaje szpital
    - lekarzem - blogerzy (oczywiście o różnym statucie: od naczelnego ŁŁ poprzez pozyskane lokalne sławy publicystyki, mające przyciągnąć klientelę aż po szeregowych blogerów (pielęgniarze, kierowcy i sprzątaczki), którzy (nietrzymani w ryzach) często temu "medialnemu szpitalowi" przynoszą więcej szkody niż pożytku.

    - inwestorem - ideowy lekarz z Australii (który ma dość znaczne, ale z oczywistych względów ograniczone zasoby) - a że innych inwestorów nie ma, póki co), a do tego p. RP funduje absolutnie sprawną i topową aparaturę diagnostyczną (super skrypt nE), projekt rusza.

    - inwestor ma także swój własny osobisty cel - dostanie odszkodowania od innego szpitala, gdzie leczył np. złamaną rękę i źle mu ją złożono, ba, oszukano go na potężną kwotę

    - po pewnym czasie okazuje się, że cel ogólny (kompleksowa diagnoza i wdrożenie leczenia, choćby na małej części społeczności) pozostaje w kontraście do celu inwestora (wywalczenie odszkodowania).

    Sytuacja o tyle trudna, że dopiero skuteczne osiągnięcie tego drugiego celu jest warunkiem uzyskania trwałego finansowania dla celu pierwszego.

    Blogerzy inwestujący swą działalność/czas /inwencję w nE/neon byli z natury rzeczy zainteresowani tym pierwszym (ogólnym) celem - uzyskaniem wpływu na rzeczywistość i poszerzenie świadomości czytelnika / swojej własnej dzięki głębokim komentarzom. Być może niektórzy oczekiwali wymiernych zysków, podobnie jak akcjonariusz oczekuje dywidendy.

    Za mało wiem o kulisach nE, ale niewykluczone, że w pewnym momencie wystąpiła dość istotna kolizja (co do harmonogramu i rodzaju podejmowanych działań) pomiędzy celem nadrzędnym (rozwój portalu) a celem osobistym (uzyskanie słusznego odszkodowania od PKO SA).

    Nie każdy z redaktorów/blogerów chce się angażować w windykację / egzekucję / spory prawne, ba, niektórzy nie chcą w ogóle być z tym kojarzeni. Chcą działać tylko i wyłącznie na ugorze medialnym.

    W każdym razie z perspektywy średnio zaangażowanego czytelnika i autora (jakim byłem), widać, że w procesie skokowego wzrostu popularności nE można wyróżnić fazę blogerską (lata 2010-2011/12), fazę polityczną (2011/12-2013 - próba b. odważnego skupienia wokół nE czołowych polityków polskiej prawicy (JKM, Michalkiewicz) i innych z nurtu partiotyczno-lewicowego (Wrzodak, Tymiński) oraz fazę właścicielską (osobiste zaangażowanie się inwestora w prowadzenie spraw portalu ok. 2013-2014 r.), która w różnych odcieniach trwa aż do dziś).

    Każdy biznesmen wie, że próba żeglowania jedną łajbą jednocześnie do dwóch różnych miejsc jest skazana na niepowodzenie, zwłaszcza gdy bosman niekoniecznie wie, czego chce kapitan i który port najpierw należy wybrać (i np. ile wody pitnej i rumu na pokład załadować).

    Każdy kapitan wie, że dla losu rejsu niekoniecznie pożądane jest osobiste dzierżenie przezeń steru, jednocześnie każdy marynarz potrafi sobie wyobrazić sytuację, w której bosmana brak.
  • @autor
    to tak, jakby najpierw zaokrętować załogę na długi rejs handlowy, a potem, jakiś czas po wypłynięciu z portu, kazać jej walczyć z piratami o zagarnięte przez nich poprzednio łupy... Na rejsy "quasi-korsarskie" (w słusznej sprawie) inną załogę trzeba rekrutować... statek w armaty zbroić, do abordażu załogę sposobić...

    A nE wypłynął dumnie z portu jako czteromasztowy żaglowiec pod banderą pacyfizmu.
  • @maharaja 10:52:22
    Prowadzi Pan bardzo ciekawe są rozważania, aż żal że w kategorii postów Pana licznik jest "0".

    No właśnie.
    Nie zwrócił Pan uwagi, kto przytrafił się kapitanowi RO do zaokrętowania na Nowy Ekran. W większości indywidualiści, żądni sukcesu na dzikich polach interaktywnej komunikacji. Do tego nobilitowani renesansem narodowego zainteresowania politykami historycznymi, właściwymi dla mijających czasów komunikacji wertykalnej.

    Ps.
    Wymieniając "postacie" nie wspomniał Pan o Robercie Winnickim i o znaczeniu Nowego Ekranu dla przetrwania Marszu Niepodległości.
  • Może Pan wie a nie pisze o tym?
    "Sędziowie i Prokuratorzy pracuję tylko po to aby zgodnie z „Prawem” uzasadniać wyroki, dla tych -
    tylko i wyłącznie dla "znajomych" czyli tych - co za te wyroki dobrze zapłacą."

    ...że jest to wynikiem "zażydzenia" prawa jak pisał to już przed II WŚ prof. Feliks Koneczny:

    „Prawo żydowskie nie może być ujęte w jakiś system dla tej przyczyny, iż składa się niemal wyłącznie z kazuistyki, dziesiątek tysięcy kruczków prawnych i trików, zamętu szczegółów powstałych z nieopanowanego mnożenia właśnie owych kruczków prawnych umożliwiających prawowanie się z...prawdą (czyli Jehową), prawowanie się ze stanem faktycznym"

    Profesor użył sformułowania, że prawo na Zachodzie w tym w Polsce jest "zażydzone" a my sami możemy się zgodzić z oceną prof. Modzelewskiego(wypowiedziane w jednym z programów - Studio Polska w TVP Info), że w Polsce prawo jest sprywatyzowane przez korporacje prawnicze( dodałbym, w dużej mierze z udziałem prawników pochodzenia żydowskiego) .
  • Szanowni Panowie - Maharaja i Interesariusz z PL
    Szanowni Panowie Maharaja i Interesariusz

    Prowadzicie Panowie bardzo ciekawą dyskusję - na temat Neon24.pl oraz inne powiązane sprawy.

    Szkoda, że jak pisze Pan Madej - poniżej, nie piszecie tego w formie notek a tylko jako komentarze pod odcinkami autobiografii AMEN.
    Wydaje mi się, jestem przekonany, że macie bardzo ciekawe spojrzenie na sprawy Neon24.pl, a przy okazji moje sprawy...
    Może warto by to było rozszerzyc - w formie ciekawego artykułu.

    Historia Neon24.pl (przedtem NowyEkran), moim skromnym zdaniem - jest fascynująca. To również znakomity przykład rozwoju stosunków międzyludzkich w naszym kraju.

    Uważam, że gdyby Polacy potrafili działać razem, w kategoriach dobra wspólnego...- dzisiaj Neon24/NE - byłby potęgą medialną, należącą do wielkiej społeczności blogerów. Prawdziwa dyktatura pióra społecznego.

    Mówiąc szerzej, gdyby Polacy potrafili dzaiałać razem - w kategoriach Polskiej Racji Stanu - nasz kraj byłby dzisiaj największym mocarstwem Europy - (może i nawet światowym mocarstwem).
    Nie zatrzymali by nas Niemcy, Amerykanie czy Żydzi.

    A tak, jesteśmy tu gdzie jesteśmy - musimy cały czas walczyć o chleb no i przetrwanie.

    Kto ponosi winę - za realia obecnej rzeczywistości???

    Oto jest pytanie...

    Pozdrawiam
  • @Ryszard Opara 13:51:42
    Kto ponosi winę - za realia obecnej rzeczywistości???

    Oczywiście wszyscy ponoszą winę, którzy konstytucyjnie działają wbrew prawom natury przez uznanie trójpodziału jak binarną równowagę.

    Wina nie tkwi w mentalności Polaków.
  • @maharaja 10:52:22
    ja to widzę całkiem inaczej,
    owe rozgrywki dotyczące celu nie są istotne,
    znacznie ważniejsza był .... w organizacji społeczności witryny.

    Ale, nie będę już się mądrzył na ten temat.
  • @Andrzej Madej 12:41:54
    A Panu przeszkadzają indywidualiści ? Co komu po społeczności lemingów?

    A Pan kim jest w sensie indywidualizmu ?

    Sprawnego szefa poznaje się po tym, ile zdoła wycisnąć z tych ludzi, których ma do dyspozycji. Miało się tabun zbuntowanych indywidualistów, to trzeba było tę okoliczność uwzględnić w planach organizacyjnych.

    Mnie osobiście ŁŁ oszukał, bowiem obiecywał witrynę fraktalną, a powstała zcentralizowana, z arogancką administracją, i skrytymi celami oraz polityką.

    Nie było w co się angażować.
  • @35stan 13:07:20
    każdy ma władzę i sędziów, na jakich zasługuje.

    Przecież to co się dzieje, jest wynikiem społecznego przyzwolenia.
  • @Ryszard Opara 13:51:42
    Szanowny Panie,

    dyskutujemy na różne tematy, a tylko wspominamy pańską witrynę, jako jeden z drobnych przykładów ogólnego trendu,

    A piszemy pod pańskimi notkami, bowiem czasem Pan odpowiada, co nadaje pewnego znaczenia dyskusji. To jednak coś innego, niż dyskusja pod inną notką.

    Zwracam Panu uwagę, iż notka w witrynie żyje około doby. Byt określa świadomość, czyli warunkuje zachowania autorskie.

    Zawsze podkreślałem to, co Pan też tutaj przypomina. Polacy nie tylko nie potrafią działać razem, ale i nawzajem się zwalczają. Tak nie było za mojej młodości, tak nie było w stanie wojennym. Ta zaraza się rozprzestrzeniła od głowy, kiedy to solidaruchy, dorwawszy się do władzy, zdradzili ideały Solidarności.
  • @goodness 14:22:04
    Tej myśli nie pojmuję, proszę o rozwinięcie.

    Jak napisałem, trójpodział jest źle pomyślany, i w istocie nie jest podziałem, bowiem domiar niesprawiedliwości uzurpuje sobie prawa suwerena, ponadto jest to dwupodział, bowiem władza wykonawcza jest emanacją ustawodawczej.
  • @interesariusz z PL 16:25:01
    "Przecież to co się dzieje, jest wynikiem społecznego przyzwolenia."

    A to "przyzwolenie" uzyskują poprzez obróbkę świadomosci ludzi, narzędziami, które mają w swych rękach.
    Najpierw zdobyli pieniądze świata a potem polityków a także duchownych, którzy dzierżyli rząd dusz i coraz więcej otumanionych ludzi.
  • @interesariusz z PL 16:23:39
    Są sprawy, w których indywidualizm szkodzi.
    Blokuje rozwój.
    Tak też się przytrafiło Nowemu Ekranowi.
    Pomimo integracyjnych starań Ryszarda Opary i wielu mniej znaczących osób. Byliśmy wszyscy zbyt młodzi, zbyt szczeniaccy.

    Koszty dorastania.
    Pytanie czy potrafimy się uczyć na tych błędach, czy tylko będziemy utyskiwać.
  • @interesariusz z PL 16:35:35, Goodness
    Trójpodział - system jak każdy, ma wady i zalety.

    Durnie i z raju uczynią kołchoz.
    Mędrcy - z burdelu bibliotekę.
  • @interesariusz z PL 16:35:35
    Nikt nie będzie rozumiał, że jest uczestnikiem w zbrodni na ludzkości jak jakiś domniemany podział daje mu równowagę.

    Np: dla przedmiotu w postaci stołka najlepsze są 3 nogi na nierównym terenie.
    Człowiek jako żywy podmiot i jednostka demokracji, aby przeżyć musi korzystać z doskonałej równowagi otrzymanej w prezencie od Boga. W najprostrzej wersji równowagi człowiek powinien mieć możliwość korzystania z czterech stron świata.

    Mniejsza równowaga niż możliwość w czterech kierunkach, dla wszystkich żyjących stworzeń grozi śmiercią. Dlatego prawdziwa demokracja przy równowadze trójpodziału jest nie możliwa.
  • @Andrzej Madej 17:03:31
    Tych działań ja nie dostrzegłem.

    Indywidualizm nie szkodzi, może szkodzić niezdolność do kompromisu, a ta zazwyczaj jest konsekwencją nieuznawania faktów.
  • @maharaja 17:07:53
    Nie rozumiesz mnie, pies nie jest pogrzebany w samym trójpodziale, tylko w sposobie podziału, i jego późniejszej degeneracji (wypaczeniu przyjętej zasady).
  • @goodness 18:03:39
    tego nie rozumiem,

    w odwecie myśl inna, o ile dla zachowania równowagi stołka trzy nogi mają pewną przewagę nad czterema (mają też pewną gorszą stronę), to w przypadku zwierzęcia zdecydowanie lepsze są cztery nogi. Dlaczego ?
  • @interesariusz z PL 22:38:53
    Dlatego, że ograniczenie zwierzęcia czy człowieka do możliwej równowagi tylko w trzech kierunkach jest sprzeczne z prawem natury.
  • @goodness 06:20:48
    Zgodnie z tą tezą (4 w miejsce 3) trójpodział władz wymaga wzmocnienia 4 władzy (mediów), a Bóg chrześcijański wymaga uzupełnienia o czwartą osobę (Bóg Ziemskich Żywiołów) - Bóg Mórz - Neptun/Posejdon?
  • @maharaja 16:16:26
    Celowo omijasz równowagę?

    Martwe przedmioty można dowolnie dzielić.

    Równowaga żywych osobników jest możliwa tylko binarnie. Dlatego miejsce równowagi w konstytucji, które zajmuje trójka musi być zastąpione czwórką.

    Co w niebie wymaga, dziwne siejesz wiadomości.
  • @Andrzej Madej 17:03:31
    Szanowni Państwo,

    Zgodnie z tym co powiedział Pan Andrzej Madej - od samego początku istnienia naszego portalu, przez kilka lat, podejmowałem rozmaite próby integracji społeczności portalu.
    Najpierw Nowego Ekranu, potem Neon24.

    Było wiele spotkań w Warszawie, Krakowie, Gdańsku - ale niestety za każdym razem, w zależności ile osób było obecnych-tyle było koncepcji.
    I nigdy, po prostu - nie mogliśmy się dogadać.

    Moją pierwszą inicjatywą było stworzenie spółki akcyjnej; dlatego portal Nowy Ekran był początkowo własnością spółki Nowy Ekran SA.
    Mieliśmy wtedy wielu - podobno 100,000 blogerów - i gdyby każdy włożył 100 zł - kapitał spółki byłby 10 milionów zł - dzisiaj bylibyśmy potęgą medialną. (100 tys akcjonariuszy...)!

    Ja osobiście zainwestowałem 1 milion zł - ale niestety, niewielu było chętnych, (kilkunastu) którzy zrozumieli moje intencje - zainwestowali
    w sumie razem tylko 50 tys zł.
    Potem jeszcze mieli do mnie pretensje...Uważali siebie za właścicieli - a w sumie oprócz gadania i niewielkiej kwoty kapitału nie było nic wiecej.

    Ja musiałem sam finansować funkcjonowanie NE - z własnych funduszy.
    A koszty były bardzo duże... i kiedy zaczęła się u mnie kończyć kasa - wszyscy byli niezadowoleni - w rezultacie próbowali przejąć własność portalu i w końcu doprowadzili do jego upadku.

    Potem były próby utworzenia spółdzielni - też spaliły na panewce.

    Jesteśmy tu gdzie jesteśmy, a były wielkie szanse bycia na samej górze.

    Oczywiście, wszyscy uważają, że to moja wina. Być może to racja, ale...

    Powiem tylko jedno:
    Gdyby nie ja, gdyby nie moje wysiłki, gdyby nie moje pieniądze -
    Nigdy nie byłoby Nowego Ekranu.
    Nigdy też nie byłoby Neon24.pl.

    Oczywiście - nie zrobłem tego sam. Bez pracy blogerów też nie byłoby
    ani Nowego Ekranu ani Neon24.pl

    Obecnie, nadal funkcjonujemy - jako Forum Polaków - jako Neon24.pl -głównie dzięki pracy (honorowej) - kilku administratorów - takich jak:
    Pani Astra, Jarek Ruszkiewicz, Repsol (i obecnie kilku innych - znanych),
    którym raz jeszcze, bardzo serdecznie dziękuję.

    Ryszard Opara

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930