Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
393 posty 1995 komentarzy

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Polak. Patriota. Humanista.

AMEN-AutoBiografia Naukowa-Odc.97

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Podróże po lądach i oceanach, mogą bardzo pomóc przeznaczeniu, to zależy od od zmysłowości człowieka i jego wyobraźni. Człowiek, musi szybko zauważyć „uśmiechu losu”...i natychmiast zacząć działać. Przeznaczenie - nie znosi „próżni oczekiwania”...

Nasz Świat  - to ludzie.
Kilka przykładów z podróży – znajomości „Wielkich” - tego Świata.

Podróże po lądach i oceanach, nie tylko kształcą. Czasem mogą wprost bardzo pomóc przeznaczeniu,
a to już zależy od samego człowieka; jego zmysłowości i wyobraźni.
Człowiek, musi szybko zauważyć „uśmiechu losu”...i natychmiast zacząć działać.
Przeznaczenie - nie znosi „próżni oczekiwania”...
Fortuna, jak wiadomo sprzyja śmiałkom, to znaczy tym, którzy potrafią zauważyc i zrozumieć dary losu, które przetaczają się przed ich oczami; zdarzeń, które pukają do drzwi, które trzeba po prostu otworzyć aby wykorzystać chwilę...

Jak wspominałem, zawsze kochałem wodę, morza i oceany.
Zawsze wydawało mi się, że na morzu łatwiej można, pełną piersią poddychać; poczuć się tam prawdziwie swobodnym, między niebem pełnym słońca i gwiazd a bezmiarem wody w ciągłym ruchu.
Uwielbiam zwłaszcza podróże statkami pasażerskimi, uważam, że to najlepszy sposób zwiedzania świata...no i robi się to wszystko...razem z własnym pokojem, łazienką.
Na statkach pasażerskich i w swoich podróżach życia spotkałem wiele znakomitości i znanych osób: wymienię kilka nazwisk.

I tak w czasach swojej świetności biznesowej w Australii, poznałem się dość dobrze z wieloma politykami i największymi biznesmenami (tamtych czasów) kraju:
- Premierzy (Malcolm Frazer, Bob Hawke, Paul Keating, John Howard, Neville Wran; Nick Greiner);
- Ministrowie: Paul Collins, Michael Yabsley, (który poznał mnie z wieloma osobami, m.in z byłym Premierem Malcolm Turnbull),
- Australijscy Biznesmeni: Robert Holmes a Court; John Elliott; Alan Bond, Richard Pratt; Dick Smith, Gerry Harvey, Larry Adler; Rene Rivkin; Richard Branson (British) - i wielu, wielu innych.
Nie będę oczywiście opisywał wszytkich – to osobna publikacja, na miarę innych czasów...

Jako ciekawostkę podaję, że Elon Musk, był urodzony tego samego dnia co ja: 28.06 (innego roku)...
Niedawno widziałem z nim jakiś wywiad, w którym stwierdził, że 28.06...to wyjątkowy dzień roku...
Dzień Geniusza.

Znałem osobiście również, większość polskich polityków i bizensmenów „czasów transformacji” RP, ale o tym już wspominałem.

Kiedyś w 1988 roku, kiedy próbowałem inwestować w USA, byłem na przykład oficjalnie „zaproszony na kolację”... z Ronaldem Reganem i Georgem Bushem (seniorem). Byłem nawet dumny z tego, bo moi wszyscy znajomi biznesmeni oraz ludzie w biurze...bardzo jakoś mnie podziwiali...

Potem jak się okazało, był to zwykły „trick” – zbieranie funduszy na kampanię wyborczą Georga Busha.
Kolacja kosztowała mnie 15,000 USD plus koszty podróży - za krótki i zwykły uścisk dłoni obu Panów Prezydentów...,którzy przyszli na kolację ale na krótką chwilę i zaraz polecieli gdzieś indziej...

Wiele było ciekawych innych spotkań i zdarzeń w moim bogatym (jak dotąd życiu), może kiedyś przy okazji wrócę do tego...ale ta historia poniżej, szczególnie jakoś utkwiła w mojej pamięci...

Pewnego razu w 2005 roku, mój bliski znajomy, który akurat miał problem rodzinny (rozwodowy), zaproponował mi kupno swojego apartamentu na dużym, pasażerskim statku o nazwie „The World”. Przedtem, nawet nie wiedziałem, że coś takiego istnieje - wielki statek oceaniczny, „zwodowany” w 2001 roku - pływający po całym świecie ekskluzywny „apartamentowiec”. Poleciałem więc z żoną do Singapuru, gdzie akurat statek zatrzymał się na kilka dni – w podróży dookoła Indochin.

Tak, aby obejrzeć apartament znajomego...zastanowić się nad jego kupnem, a tak przy okazji zwiedzić miasta portowe Malezji, Tajlandii, Borneo, Wietnamu, Kambodży. Wycieczka trwała prawie miesiąc – i była naprawdę niezapomniana, jako podróż po rajach tropiku...ale o tym - przy następnej okazji...

Podobny obraz

 Sam apartament był super, niestety za mały dla naszej rodziny. Były 2 sypialnie...a ja chciałem trzy:
po jednej dla: 3 chłopców; 3 dziewczynek; no i dla nas. Zacząłem więc „kompinować” jak to zrobić.

Tym bardziej, że cena była przystępna; wprawdzie koszty utrzmania niebotyczne, ale jeszcze wtedy, miałem trochę pięniędzy i żyłem w marzeniach...odzyskania strat (chociaż częściowo) - z Pekao SA...
Cóż...nie wyszło. Ale to - wyszło na jaw i okazało się, parę lat potem.

Najciekawszą jednak rzeczą tej podróży, o której niestety dowiedziałem się już po czasie, była inna sprawa.
Obok naszego stolika, zawsze przy śniadaniu, obiedzie i kolacji...siedział facet. Samotny.
Ubrany zawsze tak samo: w czarnej T-shirt i dzinsy; chociaż np. na kolację obowiązywały na statku stroje wieczorowe: marynarka, krawat. On jakoś tego nie przestrzegał i nikt nie zwracał mu uwagi.
W sumie niewiele też jadł; a jedzenie na statku było naprawdę wyborne. Kuchnie całego świata... Nic też nie pił; przynajmniej jeżeli chodzi o alkohole... Zachowywał się w sumie... dość dziwnie.

Ponieważ jestem osobą towarzyską i ciekawską, na trzeci wieczór podszedłem do niego z lampką szampana...
by pogadać. Rozmowa na początku się nie kleiła, pomimo moich starań; w końcu więc zdecydowałem przedstawić się... jako lekarz z Polski, obecnie w Australii, zajmujący się badaniami biomedycyny.
Wiedziałem, że to czasami pomaga i rzeczywiście, on na chwilę, jakby się ożywił ale tylko na moment.
Natomiast kiedy powiedziałem, że obserwuję cienie jego twarzy...od kilku dni i moim zdaniem, jako lekarza - powodem jego smutku jest jakaś...ogólna choroba. Wtedy on jakoś bardzo szybko posmętniał i oczami jakby zasugerował...żebym sobie poszedł. Zauważyłem więc, że popełniłem gafę...ale przed odejściem zapytałem o nazwisko i tak ogólnie - czym się zajmuje.
Odpowiedział jakby nieco zdziwiony... ”Steve” , a po chwili dodał „Steve Jobs”.

Na to ja:
„Ok, I’ve heard this name somewhere before. Your name is Jobs; but, actually what job, do you do… every day” (OK, Słyszałem już gdzieś to nazwisko, ale twoje nazwisko znaczy praca; co robisz...tak na codzień) –zapytałem; próbując trochę pożartować, własnym poczuciem humoru.
(Nie zawsze to wychodzi).
Steve odpowiedział...
„Oh, well, nothing special...I play with computer programs, designing new technologies and all of that…you know” (A tak, niczym specjalnym...gram, majstruję nad programami komputerowymi’’, tworząc nowe technologie i wszystko wokół - stwierdził nieznajomy...
 

Znalezione obrazy dla zapytania steve jobs

 Przyznaję szczerze, nie bardzo wiedziałem, kim on jest i co robi a ponieważ, nie byłem i nie jestem zbyt mocny
w komputerach ani nowych technologiach, zacząłem rozmawiać o jakichś banialukach.
Zapytałem go też jako lekarz o zdrowie...na co on raczej nie zareagował - a w odpowiedzi poprosił - abym opowiedział w kilku słowach o sobie.
Powtórzyłem więc, że jestem lekarzem z Polski, ale ostatnio mieszkam w Australii i prowadzę firmę biomedyczną, która zajmuje się badaniami rozmaitych leków..., próbami klinicznymi...
Steve słuchał z zaciekawieniem a po chwili, patrząc w niebo... zapytał...?
„Did you hear the name Steve Wozniak (Łozniak)? “Czy słyszałeś nazwisko Steve Wozniak”
Moja odpowiedź była szczera i prosta:
„No, I didn’t hear this name before, although name Wozniak is quite common...in Poland”
(Nie, nie słyszałem tego nazwiska, choć jest ono dość pospolite w Polsce)... potem dodałem -
„Why did you ask me this question…? (Dlaczego zadałeś mi to pytanie).
Steve odpowiedział: „Nothing special...Steve Vozniak, was may friend and a business partner in the past… but we parted few years ago…”(nic szczególnego…Steve Wozniak, był moim przyjacielem i partnerem biznesowym w przeszłości…ale rozstaliśmy się kilka lat temu).

Rozmawialiśmy jeszcze parę minut o rozmaitych sprawach ogólnych; potem spotkaliśmy się jeszcze parę razy
ale on gadał nudy...Tylko o programach komputerowych, czego ja bardzo nie kapowałem; w końcu doszedłem do wniosku, że jest monotonny i mało ciekawy...no i przestałem z nim gadać...
On przy rozstaniu napisał mi na kartce swój telefon i adres mailowy, ale ja wtedy nie używałem internetu.
Kartkę z telefonem, wyrzuciłem gdzieś w kąt zapomnienia; przechodząc do codzienności.

Kilka tygodni później, po powrocie do domu, siedzieliśmy ze znajomymi przy kolacji, opowiadając o naszej ostatniej podróży statkiem „The World”; a potem żona pokazywała różne zdjęcia z wycieczki.
Nawet nie wiedziałem, że zrobiła parę zdjęć – kiedy rozmawiałem ze Stevem Jobsem...

Mój znajomy, oglądając te zdjęcia...zakrztusił się i zaniemówił...a kiedy doszedł do siebie zapytał mnie z wielkim przejęciem w głosie... Rozmowa była mniej więcej taka:
„Richard, how do you know this guy... there…”(Richard, skąd ty znasz tego faceta…tam…) - zapytał. Opowiedziałem:
“Well…I just met him on the ship “The World”; talk to him few times, but he was boring, all the time talking about computer programs…I am not interested in this, why do you ask me this question…?
(Tak, właśnie spotkałem go na statku The World, rozmawiałem z nim parę razy, ale był nudziarzem, gadał tylko o programach komputerowych, co mnie mało interesuje – dlaczego mnie o to pytasz?)
“ Do you know his name…? (Czy znasz jego nazwisko…?) Zapytał znowu...
“Yes, I do know his name…Steve Jobs…”(Tak, znam jego nazwisko…Steve Jobs) – Odpowiedziałem...
“And…do you know…who he is…” (I...czy ty wiesz…kto to jest…?)- Zapytał -
“No I don’t…really…he works as a computer programmer… or something like that, so what?
(Nie, tak naprawdę…nie; on pracuje jako programista komputerowy, czy coś takiego…a więc?

“Richard…I don’t believe that…Steve Jobs is the genius; creator; the boss of Apple…he is one of the richest man in the world and…I don’t believe that you don’t know him or you didn’t hear about him...
(Richard, nie mogę uwierzyć w to. Steve Jobs - jest geniuszem, założycielem, szefem Apple; on jest jednym z najbogatszych ludzi na świecie; nie wierzę, że go nie znałeś i nigdy o nim nie słyszałeś...)

Kilka dni potem przeczytałem w Internecie, chyba w Google, historię życia Steva Jobsa, Apple i wiele innych rzeczy w temacie. Dowiedziałem się wtedy, że był chory na raka trzustki, że był po operacji wątroby itd.
Od tamtej pory zacząłem się nim interesować; niestety nie miałem już jego namiarów – a swoich mu nie dałem... To jedna z największych głupot jakie w życiu popełniłem...No cóż...

Jak dowiedziałem się potem, Steve wygrał wiele bitew w swoim płodnym życiu ale musiał się poddać w końcu - swojej własnej wymagającej trzustce, która podobno nie lubiła jabłek (Apples)... No i węglowodanów.
A kiedy przestała produkować insulinę, zaczęła się złośliwie przekształcać w raka.
Nawet mój znak zodiaku, nie był w stanie pomóc...nie było kontaktu.
Chociaż wtedy - to całkowicie głupio zbagatelizowałem...

Gdybym...coś wiedział wtedy o Apple i Steve Jobsie; gdybym we właściwym czasie zapytał, dowiedział się od niego o jego problemach zdrowotnych; gdybym mu także powiedział, o naszym rewelacyjnym leku na raka trzustki – może jego...a może i moje życie ułożyłoby się inaczej...

Gdybym miał takiego pacjenta i gdybym go skutecznie wyleczył, uratował życie...kto wie...
jaka by teraz była moja i jego teraźniejszość...
A tak nasz cudowny lek, z powodu braku moich możliwości finansowania prób klinicznych – poszedł do lamusa (na półkę niebytu) – w ramach tzw. „globalnej strategii” - dużej firmy farmaceutycznej...

Wiem, że takie „gdybanie”, w życiu nie ma większego sensu ale... zawiodła mnie tutaj całkowicie moja intuicja – lekarza i biznesmena a może najbardziej wizjonera – oportunisty.

Geniusz i życie Steva Jobsa, zakończyły się zatrzymaniem akcji serca i oddechu – w wieku 56 lat...
Wiele razy potem, słuchałem w ciszy samotności, ostatnie słowa, które powiedział przed śmiercią Steve: „Najważniejszą rzeczą w życiu – jest życie i zdrowie” – Jaka to prosta i wspaniała prawda...

Jak bardzo niezbadane są wyroki Nieba – czy też przenaczenia...

Koniec Odcinka 97

Ryszard Opara

KOMENTARZE

  • Nigdy nie ceniłem Steva Jobsa, ani jego technicznych osiągnięć
    moim zdaniem wielu potrafiłoby projektować znacznie lepiej, ale nie mają zmysłu rynkowego, nie tkwią w układzie, który pozwoliłby im samorealizować się. Innym przykładem rynkowego gangstera jest Bill Gates. Gdyby nie łajdackie prawo i cwaniactwo rynkowe tego pana, nasze komputery działałyby dużo sprawniej i nie wkurzały nas bez przerwy. To nie jest tak, że bez microsoftu komputeryzacji by nie było. Byłaby inna, i ja mam nadzieję, lepsza. Microsoft to firma, która swoimi produktami odbiera nam zdrowie. Robią to celowo, tj. produkują chłam opatrzony ukrytymi wejściami i właściwościami, aby więcej zarobić i zablokować innych. Ile zdrowia zabiera nieustanne wkurzanie się na używany, przecież na codzień, komputer, ile czasu zabiera przezwyciężanie błędów oprogramowania i jego uciążliwych właściwości. Połowa zawartości internetu to porady, jak się tym chłamem z microsoftu posługiwać. Zgroza.

    Najgorsze w tym jest to, że żółci oszaleli i produkują cwaniaczki powyżej 5 cali. "Rozwój" idzie w nieporządanym kierunku. Wygląda na to, że gdy przyjdzie pora na zmianę telefonu, będę musiał nabyć ogryzka. Najmniejszego.
  • @Autor
    Chyba każdy w swoim życiu miał poczucie szansy, która przeszła bokiem... bo zabrakło jednego słowa, bo przypadek nie pomógł, bo czasu było za mało... bo się rozmowa nie kleiła... bo "Steve Jobs" miał akurat inną wizję.

    Natomiast nikt z nas nie widzi szans, które mogliśmy sami z siebie dać innym, a których im poskąpiliśmy.

    Zgodnie z wschodnią filozofią pojmowaniem świata każda odmowa jest następstwem odmowy, która była naszym udziałem względem innych (karma czy jak tam to zwał), a każda dobra rzecz, która nas spotyka, jest skutkiem naszych dobrych czynów względem innych - dlatego też trzeba tego typu poczucie "niewykorzystanej szansy" traktować jako lusterko, w którym widzimy siebie z przeszłości.

    Nurt reinkarnacji uważa, że grzechy i dobre uczynki popełnione w poprzednim życiu determinuje to, co nas spotyka tutaj.

    Tradycja żydowska (i ogólnie starotestamentowa) stara się uczynki naszych przodków uczynić odpowiedzialnymi za to, co naszym udziałem za naszego życia (a więc po części jest spójna z nurtem reinkarnacji).

    Średniowieczni myśliciele chrześcijańscy (św. Augustyn, ale głównie św. Tomasz) starają się uczynić jednostkę odpowiedzialną za jej los (czyn dziesięciolatka niczym bumerang uderza w dorosłego mężczyznę, czyn popełniony w wieku męskim uderza w tego samego człowieka w podeszłym wieku itd.).

    W większości chrześcijańskich myślicieli panuje tendencja do rozszerzenia tego ujęcia na inne osoby (cierpimy także za grzechy naszych przyjaciół, partnerów itd.), a w nurtach new-age (misz-masz) są ślady wszystkich tego typu poglądów.

    Coś w tym jest - przeanalizujmy nasze życie z przeszłości.
  • @interesariusz z PL 08:12:26
    "Tak, do bycia oportunistą trzeba odwagi, wiary we własne siły, czego wielu zdolnym ludziom brak, a miernoty, pozbawione samokrytycyzmu, wypływają, stąd wszystkie niedole tego świata" - Nieprawidłowo rozumiesz słowo oportunizm. Tutaj akurat źródłosłów NIE wywodzi się od słowa "opór". Oportunista to "karierowicz, człowiek niekierujący się żadnymi stałymi zasadami, dostosowujący się do aktualnych okoliczności dla osiągnięcia własnych korzyści, taka chorągiewka na wietrze". Pzdr.
  • @autor
    jest coś absolutnie kosmicznego i niewyobrażalnego w tym, że na statku oceanicznym spotykają się dwie osoby: chory na nieuleczalną chorobę miliarder i lekarz-wizjoner, który (być może) ma szansę posunąć badania nad rakiem trzustki do przodu, ale nie ma ku temu środków.

    Trudno sobie wyobrazić, jak niewielki jest przypadek, że spotkamy na naszej drodze tak eksponowane osoby...

    Owszem, gdy wcześniej więcej latałem samolotami, to czasem spotykało się znane osoby na pokładzie samolotu: Leszka Balcerowicza, JMRokitę, Leszka Millera, o zwykłych posłach i senatorach nie wspomnę.

    Gdy się mieszka w Warszawie, też jest szansa spotkania na ulicy mniej lub bardziej znanych aktorów (Krzysztof Materna, Justyna Pochanke) polityków (Julia Pitera) czy muzyków (Zbigniew Hołdys, Iwan Komarenko).

    Gdy się spędza czas na statkach oceanicznych, też nie spotyka się tam zwykłego Nowaka, ale ludzi typu Jobs czy Woźniak już i owszem.

    Jednak gdyby kiedyś ten Pana niedoszły lek uzyskał światło dzienne i okazał się przełomem, rozmowy na pokładzie transatlantyku z SJ będą klasycznym przykładem tego, że ktoś z Góry to i tak reżyseruje po swojemu i robi co chce i kiedy chce...
  • @autor
    A być może Steve Jobs usłyszał kiedyś od swojego przyjaciela, drugiego Steve'a, radę: "Wierz mi, Richard, nie ma na tym świecie nic bardziej powszechnego niż ludzie, którzy mają wizję, ale nie mają ku temu środków" i nie chciało mu się gawędzić z jakimś nieznanym mu australijskim lekarzem z Polski, bo uwierzył innym lekarzom, którzy go utwierdziili w przekonaniu, że rak trzustki że to choroba nieuleczalna, więc i tak, nawet gdyby mu Pan przedstawił swoją wizję, nie uzyskałby Pan ani grosza na badania, bo Steve wolałby swój majątek zapisać swoim dzieciom (miał ich ponoć trójkę) i kochanej nad wszystko żonie niż finansować kosztowne badania nad nowotworami.

    PS. Był kiedyś w Pobierowie, przy głównej ulicy, pod koniec lat 80-tych (AD 1989) "BAR U STIFA" (pisane tak, jak się słyszy). Pewnie tylko sezonowa buda, znając życie. Ale pyszne lody tam dawali. Nazywały się "Murzynek", kosztowały fortunę (kasiaści Niemcy całymi tuzinami tam przychodzili prosząc o MURCINKI). Ustawiały się po te desery kolejki. Byłem wtedy młody, miałem lat niespełna 18, byłem tuż przed maturą, miałem własny namiot, grupę przyjaciół, dziurawe jeansy i strasznie strasznie mało pieniędzy. Po opłaceniu biwaku zostało tylko trochę na powrót PKP do domu i na puszki z paprykarzem. Wolałem nie zjeść obiadu, a iść na te lody z moją dziewczyną. Chodziliśmy tam codziennie. Zapamiętałem te desery, bo to najlepsze wakacje mojego życia były. Baru tego pewnie już dawno nie ma, a i Pobierowo zupełnie się zmieniło. Nie wiem, czemu mi się to tak przypomniało - pewnie z okazji dwóch Steve'ów, polskiego i australijskiego. Pzdr.
  • @maharaja 11:21:47
    i tak właśnie termin został użyty, jak go definiujesz.
  • @maharaja 10:53:45
    "Natomiast nikt z nas nie widzi szans, które mogliśmy sami z siebie dać innym, a których im poskąpiliśmy."

    Ja widzę. Widzę też, jak wiele "złych" uczynków wraca. Ale nie zwykłych złych, dokonanych z mojej inicjatywy. Złych, podjętych w samoobronie. Ktoś mnie usiłował wykorzystać, ja się nie dałem, no to później przy lada okazji się mści.
  • @interesariusz z PL 12:20:22
    Należy dodać, iż wracanie złych postępków jest szczególnie widoczne w rodzinie. Pseudo "złych", w zasadzie chodzi o jakieś zawiedzione oczekiwania wobec siebie.

    No i dodam.

    Złe uczynki wracają, odmowy wracają, ale dobre uczynki nie wracją prawie nigdy. Ja takich przypadków nie pamiętam.

    Jeśli dajesz, dawaj dla własnej satysfakcji, rewanżu nie oczekuj.

    Tak od dawna postępuję, obdarowując bliźnich, robię w istocie prezent sobie. Cieszę się, gdy ktoś prezentu używa, cieszę się jego radością.
  • @interesariusz z PL 12:27:47
    czyn podjęty w samoobronie nie jest czynem złym. Nawet nie jest karalny przecież. Albo inaczej: wyrwany z kontekstu jest ZŁEM, widziany w całokształcie okoliczności zostaje pozbawiony epitetu "zły". Staje się usprawiedliwiony.
  • @interesariusz z PL 08:00:21
    jeśli jesteś chory , a nie wiesz na co chorujesz, to możesz mieć boleriozę.
    Mnie przez 30 lat nie potrafili zdiagnozować mojej choroby.
  • @interesariusz z PL 08:12:26
    Komputery spowolnily rozwoj techniki. Na desce kreslarskiej projektuje sie ustrojstwa 3 razy szybciej.Podrecznik do rysowania na komputerze w 3D to ksiega grubosci kilku biblii w jezyku zupelnie nieznanym.Trzeba to wszystko zapamietac.Czas inzyniera to 90% kombinowania jaka funkcje zastosowac, jakie klawisze naciskac aby narysowac kreske od puktu A do punktu B.To tak jakby kazac baletnicy robic piruety w bagnie. O to wlasnie komus chodzilo.
  • @interesariusz z PL 22:09:05
    To masz Pan szczęście: umrzesz zdrowy!!!
    (Znaczy - nie zdiagnozowany. Bo nie ma ludzi zdrowych, są tylko źle zdiagnozowani. Można spytać naszego doktora).
  • @staszek kieliszek 23:50:26
    Często się zgadzamy, jednakże tutaj mam swoje ale,

    zgadzam się, że komputery spowolniły mnóstwo dawniej prostych czynności, co szczególnie widać na poczcie. Dawniej kolejka "biegła" do okienka, a teraz jedną osobę załatwia się wczasie, w którym kiedyś, bez komputerów, złatwiano kilkanaście.

    Dobrze, że do rysowania 3D jest podręcznik, bo mogłoby go wcale nie być. Jak dobrze jest napisany, to już całkiem inna sprawa.

    Trudności w opanowaniu programu wynikają zapewne z jego fatalnego zaprojektowania pod kątem wygodnego posługiwania się nim. Tak jest ze wszystkim. Bo wszystkim wydaje się, że programować, to każdy umie. Każdy, kto się nauczył jakiegoś języka programowania.

    To tak, jakby ktoś nauczył się stukać młotkiem w dłuto, i trafiać, trafiać młotkiem w główkę dłuta. No i na tej podstawie by stwierdził, że on to już rzeźbiarz jak Michelangelo, i wyrzeźbi, co tylko ktoś sobie zażyczy.

    A więc fatalna jakość opogramowania wynika z nieudolności jego twórców. Wszelkiego oprogramowania. Ale są jeszcze programy, które rzeczywiście są spieprzone w celu osiągnięcia pewnych ukrytych celów.

    Ile czasu każdy marnuje na obchodzenie złośliwości wszytych w Microsoft Windows ?
  • @staszek kieliszek
    genialna uwaga.

    Podobnie jest z pilotowaniem samolotów. Autopilot spowodował, że wielu pilotów nie umie latać i - jak ostatnio w Moskwie - nie potrafią normalnie wylądować, gdy przyrządy wariują i wskazania są niestabilne.

    Tak jest w wielu dziedzinach - znajomy lekarz-chirurg skarżył mi się, że gdy wysiadł im w klinice laparoskop, nagle musieli robić tylko 10% z zaplanowanych operacji, bo tylko jeden stary lekarz potrafił ciąć bez tego ustrojstwa do laparoskopii - nikt z młodych się nie podejmował (tzn. niby umieli, ale robili to tylko kilka razy w życiu i woleliby nie).

    Z mojej dziedziny - komputery ułatwiają, przyśpieszają, ale powodują, że ludzie bezkrytycznie zdają się na tę opcję, którą komputer proponuje, i potem wychodzą bzdury.

    Prawdziwym fachowcem jest dziś ten, kto:
    - potrafi bez maszyny
    - potrafi z maszyną
    - potrafi rozróżnić, kiedy lepiej "bez", a kiedy "z"

    Niestety, nacisk na uniwersytetach i w college'ach idzie na wiedzę stosowaną (po trzech latach już, byle szybciej, do pracy!), wskutek czego ludzie niedokształceni biorą się za rzeczy, które komputer im podaje na tacy, wskutek czego wychodzą bzdury.

    Tak się dzieje wszędzie: z diagnostami, redaktorami tekstów, prawnikami, grafikami (żeby zaprojektować ładne logo, wystarczy darmowy edytor graficzny), copywrighterami, niebawem nauczycielami (kult testów i myślenia krótkimi odcinkami, kult IQ oderwanego od głębszych przemyśleń).

    A to tylko maszyny.
    Musimy nauczyć się krytycyzmu wobec nich, bo zginiemy.
    Bo uwierzymy, gdy komputer powie nam: najoptymalniejsza wersja dla Ciebie to zjeść teraz musli wzbogacone cyjankiem.

    pzdr.
  • @staszek kieliszek 23:50:26
    Banki (po kilku latach genialnej prostej obsługi e-systemów płatności) już powoli się nauczyły, że na tym nie zarabiają i że nie chodzi o to, by zapodać klientowi przejrzystą e-bankowość do robienia przelewów, gdzie wszystko może sobie sprawdzić (daty, kwoty, sumy) - coraz częściej upraszczają te funkcje aż do ogłupienia, ale tak, by klient nie potrafił nic sprawdzić i niczego zweryfikować. Gdy chcę odnaleźć przelew sprzed kilku miesięcy, jest to niemożliwe.

    Niebawem nasze dzieci będą płacić kartami kredytowymi nie sprawdzając, jakie kwoty są im co miesiąc księgowane i czy aby to spłata, czy tylko "kwota minimalna", a zadłużenie nie będzie figurować na karcie, bo i po co.... żeby ludzi stresować? Ot, pewnego dnia przyjdą i zlicytują mieszkanie... podałem przykład ekstremalny, ale w tym kierunku to zmierza.
  • @interesariusz z PL 12:20:22
    „Ktoś mnie usiłował wykorzystać, ja się nie dałem, no to później przy lada okazji się mści.”

    Ty to doprawdy masz pecha. Ja myślałam, że największym pechowcem na NEonie był ś.p. Marian Stefaniak, ale nie, okazuje się że to nad interesariuszem z PL wisi jakieś fatum. Marian przynajmniej nie był ponurakiem, potrafił rozchmurzyć dzień, nawet ostatkiem sił i nigdy nie narzekał, choć pies z kulawą nogą się nad nim nie pochylił. Mało tego, uważali go za oszusta - sparaliżowanego, z odleżynami, dogorywającego w jakimś domu opieki społecznej.

    Doprawdy, panowie, z Autorem włącznie - macie takie ciężkie źycie, tylko Wam współczuć.
  • @maharaja 10:38:00
    Niestety, banki zarabiają na gapiostwie, to i muszą je stymulować na wszelkie sposoby, aby klient zapomniał dokonać korzystnych dla siebie czynności.

    No, ale jest demokracja, a w stosunku do działań banków wyjątkowo nieskuteczna. Ostatecznie konto ma prawie każdy, a dziecko, które jest ministrantem tylko bardzo nieliczni. No i co podnosi się wrzask ?
  • coś jakby nam gospodarza wcięło
    jakoś głupio, nie ?
  • @Lotna 11:54:47
    Nie każdy jest wystarczająco "lotny", aby zmierzyć się z Tobą w dyskusji.
  • @
    przepraszam autora i czytelników,
    ale uznałem, iż powinienem usunąć uwagi, dotyczące mnie.
  • najważniejszą rzeczą w życiu jest życie
    ale czy za wszelką cenę i w każdych warunkach?

    to co przy życiu utrzymuje, to nadzieja na poprawę warunków,

    [...]

    Tak, do bycia oportunistą trzeba odwagi, wiary we własne siły, czego wielu zdolnym ludziom brak, a miernoty, pozbawione samokrytycyzmu, wypływają, stąd wszystkie niedole tego świata. Ten organizm, społeczeństwo, jest tak dalece pozbawiony prorozwojowej samoregulacji, że aż dziwne, że nadal żyje.

    A przecież w życiu najważniejszej jest życie.
  • Tak, pamiętam historię leku, który poszedł na półkę
    ponieważ Pan zdradził, że nie zamierza zrobić na nim kokosów, że ma być to "dar", "błogosławieństwo" dla ludzi.

    Chwalebna postawa.

    Oczywiście, coś tam zarobić trzeba, jeśli nie zarobiło się na czymś innym wcześniej. Ale utrzymanie właściwych proporcji pomiędzy własnym zyskiem, a korzyścią dla ludzi, jest cenne.

    Steve Jobs nie wiedział o pańskim leku. I odszedł. Niewiedza kosztuje. Tu, na neonie, był autor, który twierdził, że wyleczył się z raka trzustki metodami naturalnymi, tj. dietą, lewatywami, i amigdaliną.

    Ja nie wiedziałem, na co jest chora najbliższa mi osoba. Gdy już umierała, okazało się, że odchodzi z powodu choroby, która w 21 wieku jest banalnie prosta do wykrycia i łatwa do leczenia. Moja bezradność wobec służby zdrowia obezwładnia mnie, i przyprawia o szaleństwo. Mimo wielu osiągnięć, służba zdrowia to jedno wielkie oszustwo. Ludzie muszą zacząć bronić się sami. Najwyższy czas wypromować samoleczenie. W czasach sieci komputerowej, zapewniającej komunikację między ludźmi, jest to możliwe.

    [...]

    Tylko czym ja się zajmuję ? Propagandą społeczno polityczną w sieci, między innymi na neonie. Bez sensu, ze szkodą dla samego siebie. Jednak stukanie w klawiaturę jest jak narkotyk. Ciągle człowiek się łudzi, że kogoś tam uda się przekonać, aby stał się lepszy.

    Czy jestem zwykłym trolem, czy misjonarzem ?
  • @interesariusz z PL 09:08:13
    jesteś jednym z najoryginalniejszych komentatorów (a to pewna forma misyjności).

    Czasem irytującym swą namolną dosłownością, ale równie często sięgającym aż do samej istoty rzeczy.

    W wielu rzeczach absolutnie z Tobą się nie zgadzam. Ba - diagnozuję rzeczywistość diametralnie odmiennie.

    Wiele spostrzeżeń podzielam.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930