Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
393 posty 1996 komentarzy

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Polak. Patriota. Humanista.

AMEN-Autobiografia Naukowa-Odc.96

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W ostatnich odcinkach, rozmarzyłem się cudami świata podróży, dookoła globu. Trzeba wracać do codzienności świata obecnego – z tego co było – do tego co będzie. Lejce do dalszych podróży w przyszłość świata i ludzkości... są w naszych rękach...

CD – podróży po kraju Kiwi - Nowej Zelandii...

Kilka słów o Akaroa...
Miasteczko zostało zbudowane w połowie XIX wieku, przez Francuzów, którzy jakoś tam próbowali przejąć kontrolę wyspy przez kolonizatorów Królowej Anglii Wiktorii – no i zdecydowali wysłać do Nowej Zelandii
armadę swoich żołnierzy.
Desant był początkowo udany i Francuzi, zaczęli szybko rozszerzać swoje wpływy na sąsiednie tereny wyspy.
Potem jednak, żołnierze Królowej zorientowali się co do niecnych zamiarów „żabojadów” – i pogonili ich szybko - w nieznane strony Polinezji...
(Francuzi zrobili to podobno z rozkoszą, jako, że tam było cieplej, spokojniej i bardziej bezpiecznie.
Z dala od Anglii).

Znalezione obrazy dla zapytania akaroa

Samo Akaroa leży nad wspaniałą, rozległą zatoką - zawsze pełno tam delfinów, ptaków pingwinów i wszelakiej zwierzyny morskiej.
Od strony lądu miasto graniczy z malowniczymi szczytami skał i gór, z których najwyższy jest „Purple Peak” (purpurowy szczyt). Nazwa tego szczytu pochodzi od kolorów ziemi i zawsze kwitnących kwiatów, których pełno na obu na zboczach góry. Prawie codziennie chodziłem tam
właśnie – między te bajki różnych odcieni, różnych kolorów, które w zachodzącym słońcu, ciągle się zmieniały, wibrując na wietrze blaskami promieni. Jeżeli nie mogłem pójść - podziwiałem góry, spacerując po plaży.

Miasto nie zauroczyło mnie od pierwszego wejrzenia; ale zmieniłem zdanie, kiedy miałem wreszcie szanse spojrzeć, w ciszy i spokoju na słońce, morze i z drugiej strony na puprurowe, kwieciste góry...
Szczególnie potem, po spotkaniu Pana Yen, o którym pisałem w poprzednim odcinku, zawsze starałem się tam pojechać, spędzić trochę wiecej czasu.
A kiedy jeszcze pojawiła się liczna rodzina, w latach 2006-9, parę razy jeździliśmy na wakacje do Akaroa,
razem z szóstką dzieci...Ja chciałem pospacerować, powspominać, pogadać z Panem Yen - o życiu, zdrowiu... Chciałem też aby rodzina, dzieci, przy okazji – poznały całkiem inny świat.
Daleki od...i jakoś bliski, może tylko uczuciowo - do... Polski.

Wynajmowaliśmy tam przepiękny, stary drewniany dom, zbudowany przez pierwszego burmistrza Akaroa; Francuza. Ten dom miał w sobie wiele uroków kolonialnej, dzięwiętnastowiecznej Francji.
W dużym salonie, obok kuchni był piękny marmurowy, prawdziwy kominek, w którym paliło się tylko drzewem. Naprzeciwko stała wygodna, skórzana kanapa a na ścianach wisiały staromodne pejzaże, okolic Akaroa – pełne kolorów morza i gór. Przez okna z jednej strony widać było Purple Peak a z drugiej zatokę – morze Tasmana. Wspaniałe i niezapomniane były tam wieczory, z lampką wina – o zachodzie słońca... i przy trzaskających ogniach kominka.

Miasteczko było w sumie niewielkie, liczyło kilkuset stałych mieszkańców, ale miało w sobie wiele uroków i jakby pozytywnych energii. Czułem się tam zawsze znakomicie i w sumie było tam wszystko to co potrzebne do życia, chociaż może...w miniaturowej formie. Np. było kino miejskie ale... na 6 osób.
Wspaniałe ryby i krewetki, różne owoce morza – swieże, wprost z zatoki - Akaroa Harbour.
Mleko, sery, śmietana; mięsiwa, steki, kury prosto z nawożonego naturalnie pola.
Mało samochodów, prawie wszyscy chodzili wszędzie pieszo.
Żadnego przemysłu, świeże powietrze, można się było głębokim, rzadkim odddechem...upić, upoić.

Znalezione obrazy dla zapytania akaroa

 
Pamiętam też pewne inne; smutno ciekawe zdarzenie, potwierdzenie nieznanych nam „praw natury”.
Nasz wynajęty dom był przy plaży Akaroa i codziennie rano, tuż po przebudzeniu, podczas ćwiczeń yogi, oglądałem przez okno jedną, nierozłączną parę ptaków - bawiących się razem, tuż naprzeciwko.
Jedna miała biały łepek, druga czarny, a poza tym nie widziałem żadnych różnic – przypuszczałem, że Biała była samiczką a czarna samcem. Tak zresztą zacząłem je nazywać - "whitie" i "blacki" 
Prawdowpodobnie były to - jakieś duże kaczki – choć nie znam się, bo nie jestem ornitologiem.
Zresztą to w sumie bez znaczenia.

Whitie i Blackie, zawsze i wszędzie chodziły razem; przynajmniej ja, zawsze widziałem je razem.
Jakoś instynktownie polubiłem je – no i oczywiście codzień, z rana, nosiłem im trochę chlebka albo też jakiegoś innego pożywienia. Jak zauważyłem najlepiej im smakowały płatki owsiane z miodem.
Zjadały wszytko ale równo, po połowie.
Po kilku tygodniach zaprzyjaźniliśmy się; chodziłem do nich rano ok. 9:00 i wieczorem o zmroku przed snem -(przy światałach latarni). Whitie i Blackie – zawsze na mój widok wstawały; witając mnie machaniem ogonków
i radością otwieranych skrzydeł. Czekały na poczęstunek – i ja... zawsze coś tam przynosiłem.

Pewnego jednak poranka, Whitie nie wstała na powitanie a Blackie wyglądała na niespokojną, zaczęła też na mnie, jakoś dziwnie skrzeczeć... Nie bardzo wiedziałem o co chodzi, nie mogłem z nimi pogadać, widziałem, że coś niedobrego się stało...a więc zostawiłem tylko trochę płatków owsianych i poszedłem trochę na bok.
Potem z dystansu...i okna salonu oglądałem ich zachowanie. Whitie wogóle się nie ruszała a Blackie latała wokół, wyglądała na niespokojną, zdenerwowaną. Jakby próbowała szukać pomocy a jednocześnie pogoniać intruzów.

Podobny obraz

 

Przez następne dni...było jakby coraz gorzej, widać, że Whitie była... chora; Blackie wyraźnie zestresowna.
Codziennie przynosiłem im jedzenie, ale niewiele jadły. Tylko Blackie i to w niewielkich ilościach. Bardzo też źle reagowała na moją obecność; skrzeczała, jakby mówiąc abym sobie poszedł.
Kilka dni potem Whitie wogóle przestała się ruszać, leżała z zamkniętymi oczami. Pomyślałem, że zmarła...
Niestety to była prawda. Trudno powiedzieć jakie były tego przyczyny...Nie byłem z nimi caly czas...
Blackie przestała wogóle reagować na otoczenie...cały czas tylko patrzyła w stronę Whitie, której ciało po kilku dniach zaczęło się rozkładać... Ewentualnie zostały po niej tylko kości.
A Blackie już nic nie jadła, wogóle się nie ruszała; cały czas tylko patrzyła na ciało zmarłej – widać było, że nie opuści miejsca, że chce tutaj umrzeć, co zresztą stało się też, po kilku dniach.

Całymi dniami, siedziałem niedaleko na leżaku, patrząc na to co się dzieje, z moimi byłymi przyjaciółmi-kaczkami; niejedna łezka pojawiła mi się w oku. Zastanawiałem się, czy i jak to możliwe.
Czy ptaki myślą, czują, czy też mają jakieś ludzkie uczucia – takie jak miłość, lojalność, poczucie wspólnoty...
Po tym wszystkim zdarzeniu, zostały się tylko kostki zmarłych „kochanków”, które z czasem rozwiał wiatr, albo też zmyły fale morza... w czasie przypływu.

W moim sercu – pozostał smutek, za nieznanymi, nieludzkimi ale przyjaciółmi, którzy odeszli...
Wiele razy potem, chodziłem w to miejsce ale od tej pory, dla mnie, wiało tam - zawsze niezrozumiałą pustką.

Siedząc w ciszy samotności, trzymając w rękach kurczowo resztki pamięci i czasu zastanawiałem się, po raz kolejny w moim zyciu nad odpowiedzią na słynne pytanie Marii Dąbrowskiej, które autorka powieści „Noce i Dnie” włożyła w usta Barbary Niechcic: Gdzie to się wszystko toczy... i po co..?

Zdaję sobie sprawę, że może nie każdemu podobać się głupota mojej filozofii, podróży przez życie.
Być może także uroki natury opisywanych przeze mnie zdarzeń – mało będzie interesować czytelników.
Akaroa, to jedno z niezapomnianych dla mnie miejsc. Nie wiem czy mógłbym tam żyć, jak długo tam bym wytrzymał ale zawsze wyjeżdżałem stamtąd z żalem w duszy i nadzieją, że jeszcze kiedyś - tam powrócę. Chciałbym kiedyś porozmawiać z czasem minionym, z przeszłością i Panem Yan..., którego już nie ma;
nakarmić kaczki...parę ptaków nierozłącznych - na zawsze. Ale cóż to takiego jest zawsze. Abstrakcja czasu?
Takie to życie... i któż tak naprawdę potrafi zrozumieć wszystko to... co się wokół nas dzieje...

A z drugiej strony nie ma wyboru...trzeba podróżować przez życie; nie da się zatrzymać czasu ani przemijania...

Wyspa Północna Nowej Zelandii:

Jest również wiele atrakcji na tej górnej części Nowej Zelandii. Zaczynając od Auckland, które leży nad przepiękną zatoką (ale Sydney jest ciekawsza, nie mówiąc o mojej ulubionej w Rio De Janeiro).
Samo Auckland leży blisko nieczynnego wulkanu (znów Eden), warto zobaczyć, ale raz wystarczy...

Wiele można by pisać...o kraju ludzi i owoców Kiwi. Napewno trzeba zobaczyć geotermalne cuda i fantazje na skałach Rotorua, ciągle aktywny wulkan White Island; Zatokę Obfitości (Bay of Plenty); cudowne, największe jezioro tej części świata (Aus/NZ) –Taupo; odwiedzić Wellington, Coromandel Penisula – jezioro Tekapo - jezioro Frying Pan (Patelnia) - gdzie temperatura wody dochodzi do 200 st C - mnóstwo innych atrakcji godnych podziwu ale o tym może w następnym tomie życia...

Znalezione obrazy dla zapytania jeziora w Nowej Zelandii

Nowa Zelandia, to kraj trochę mniejszy od Polski; ludzi tam zaledwie 4 miliony; za to owiec tyle co ludzi w Polsce.

Wszędzie byłem, wspaniałe wina z rozmaitości krajobrazów Nowej Zelandii piłem – ciągle chciałbym jeszcze...
się napić – ale goni mnie czas i przeznaczenie.

Bardzo ciekawa jest też natura ludzi zamieszkujących Nową Zelandię, ich filozofia życia: zarówno tych rodowitych Maori – oraz migracji ostatnich stuleci. Warto ją poznać i spróbować zrozumieć.
Moim zdaniem, oni myślą o sprawach codziennych życia, zupełnie inaczej niż np. Europejczycy...

W Nowej Zelandii obowiązują 4 języki: Angielski, Maori, Nowozelandski (mieszanka dwóch pierwszych) i Migowy. Tak, tam często i najprędzej można się porozumieć "na migi"... trzeba spróbować a potem się tego nauczyć.

Na powitanie gości - tańczy się tradycyjnie haka a zamiast podania ręki - ludzie pocierają się nosami...

Podobny obraz

 
Jeszcze jeden przykład "inności" ludzi z Krainy Kiwi - NZ.
Na dowód tego zadam pytanie:
Czy to przypadek, że właśnie tam w Nowej Zelandii, wynaleziono zabawę upadku z góry w przepaść:
czyli Bunji jumping...Dlaczego własnie tam?
Wbrew pozorom cudów, rozkoszy i szaleństwa tej przygody – nigdy nie miałem chęci próbować...

Nowo Zelandczycy są też znakomitymi. urodzonymi żeglażami, podróżnikami, zdobywcami,
ich przodek jako pierwsze biały, wdrapał się na Mount Everest – przykłady można mnożyć.
To naród niezwykły... pełen polotu i inwencji, chociaż codzienność i realia współczesności coraz bardziej ograniczają ich możliwości...

No cóż, w ostatnich odcinkach rozmarzyłem się cudami świata podróży, a tu trzeba wracać do codzienności świata obecnego – i nie tylko tego co było – ale co się może jeszcze zdarzyć.

Lejce do dalszych podróży w przyszłość świata i ludzkości ... - są przecież w naszych rękach...

Koniec Odcinka 96

Ryszard Opara
 

KOMENTARZE

  • Antypody Antypodów i me stamtąd wspomnienia
    Jak już jest mowa o Południowej Wyspie NZ to i kilka zdjęć i kilka mych wspomnień stamtąd z grudnia/stycznia 2011/12.

    Byliśmy wtedy we trójkę, w wieku sumarycznym lat 191, z zamiarem wejścia na ten Mt Cook/Aoraki (na zdjęciu poniżej z tekstu , co się nam udało w Nowy Rok, akurat przed północą czasu polskiego:

    http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2012/02/Nasza-ekipa-pod-Mt-Cook.jpg

    (patrz http://www.poznaj-swiat.pl/artykul,Gora_trzech_seniorow_Marek_Glogoczowski,933 )

    Potem objechaliśmy - 2000 km - Południową Wyspę, gdzie na tzw. Przełęczy Gertrudy (1500 m), akurat na tunelem wiodącym do Milford Sund, spotkaliśmy młodą parę b. interesujących Polaków w ich podróży dookoła Świata:

    https://boreasmun.files.wordpress.com/2012/01/spotkanie-na-szczycie.jpg

    (patrz http://markglogg.eu/?p=1566 )

    A jeśli chodzi o ogólne spostrzeżenia obcokrajowca?

    1. Dwa razy zaczynałem się kąpać w cudownie przejrzystej wodzie lokalnych potoków, zarówno na północy (Golden Bay) i w środku Wyspy. Szybko jednak z wody wyskakiwałem, tak zimna ona była. (A pływanie w Otwartym Oceanie jest b. niebezpieczne, tak szybkie są w nim prądy.)

    2. Niestety dziewczyny, w całkiem nieźle - porównując je z amerykańskimi -- wglądającymi miasteczkach, są zazwyczaj b. otyłe. Wyjątki to te pochodzenia zagranicznego (Czeszki i Słowaczki dość liczne w tamtejszej gastronomii; poza parą na przeł. Gertruda spotkaliśmy tylko jedną polską rodzinę).

    3. Przyroda doprawdy wspaniała, wliczając w to muszki-francuszki, po których ukąszeniach jeszcze przez miesiąc na nogach w Polsce miałem ślady.

    4. A tak ogólnie, wyspy te wyłoniły się z Oceanu (po raz drugi!) dopiero 25 milionów lat temu i do 800 lat wstecz nie było w ich lasach, łąkach i stepach ŻADNYCH GADÓW ANI SSAKÓW. Pierwszymi ssakami tamże byli Polinezyjczycy, a w 500 lat później Anglicy. Dzisiaj tam trawę zjada ponoć aż 50 mln owiec i kilkanaście tysięcy, trzymanych w zagrodach, aby na wolność nie uciekły, jeleni rasy red deers hodowanych na mięso.

    5. Za wyjątkim Parków Narodowych, CAŁA WYSPA JEST SPRYWATYZOWANA, wzdłuż dróg ciągną się setki kilometrów płotów z drutu kolczastego, Andrzej Kula, który przywiózł ze sobą (z Melbourne) "spadolot" by sobie poskakać na nim z licznych tamże pagórków, nie znalazł ANI JEDNEGO nie zagrodzonego miejsca, gdzie by mógł dokonać takiego wyczynu.

    A tutaj jeszcze jedno zdjęcie lodowca Tasmana, bezpośrednio z pod Mt Cook, chmury na horyzoncie są oddalone o ok. 500 km i chyba już widać na nim zakrzywienie powierzchni Ziemi, zwłaszcza że zdjęcie zrobione aparatem z normalnym (ogniskowa 50 mm) kątem rozwarcia.

    https://boreasmun.files.wordpress.com/2012/01/climbing-mt-cook-polish-expedition-view-of-tasman-glacier.jpg

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930