Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
408 postów 2142 komentarze

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Lekarz z powołania. Polak - Patriota. Humanista. Misja i Cel Mojego Życia - Pomagać innym ludziom.

AMEN-Autobiografia Naukowa-Odc.79

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Brazylia. Kraj cudów przyrody; tropikalnej puszczy życia i śmierci. Kraj Amazonki; światem zupełnie innym - samym w sobie. Kraj ludzi, których nigdzie indziej na świecie nie ma. Życie i wszystko odbywa się w rytmie samby i odgłosów dżungli.

Ameryka z drugiej strony, na południe od równika. Na zachód od Atlantyka.

Brazylia

To bardzo ciekawy, jeden z największych krajów świata (piąty, jeżeli chodzi o powierzchnię - po Rosji, Kanadzie, Chinach i USA) ale potencjalnie, to mógłby być kraj – potęga, największych możliwości.
Ma wewnątrz wszystko: zasoby mineralne i naturalne, klimat i pogodę. Super powietrze i wodę.
Problemem są jednak ludzie, którzy po prostu nie lubią pracować i całe życie, bez względu na status społeczny, myślą tylko o jednym: jak mieć dobre życie i jak się zabawić.

Brazylia zajmuje niemal połowę Ameryki Południowej ale przede wszystkim, albo moim zdaniem największym skarbem i cudem natury tego kraju...jest Amazonia; której obszary i dorzecza razem - to ponad 7.5 milionów kilometrów kwadratowych, czyli wielkość całej Australii.
Będąc patriotą - tej mojej drugiej ojczyzny i znając ją doskonale – wyobrażam sobie wspaniałość naszego kontynentu, gdyby się kiedyś udało... Antypody nawodnić Amazonką i jej tropikalną, nie spotykaną, gdzie indziej - pełnią życia.
Kiedyś nawet, w latach swojej przedsiębiorczej świetności, przygotowałem projekt... zbudowania dorzecza amazonii w Australii...ale niestety nie znalazłem na to odpowiednich pieniędzy...ani też zrozumienia w znajomych sferach rządowych. Wszyscy raczej patrzyli na mnie – jak na oszołoma, marzyciela – i nie bardzo chcieli rozwijać tematu. Do dziś uważam, że nie mieli racji – i że prędzej czy później ten projekt stanie się koniecznością przetrwania życia w Australii...

Amazonia:
Jedną z moich pierwszych wycieczek do Brazylii, zacząłem od słynnego Manaus, gdzie też łączą się dwie rzeki, (Rio Negro i Sollimoes)- tworząc właśnie Amazonkę. Miasto jest olbrzymie obszarem, gęsto zaludnione - ale typowo dla Brazylii, niestety obecnie bardzo zaśmiecone i niepoukładane.
Niemożliwością byłoby chyba tam żyć - dla kogoś kto się tam właśnie nie urodził...

Sława Manaus zaczęła się w XIX wieku, w erze kauczuku, który tak naprawdę gdzieś tam odkryto.
Dzięki temu, Manaus, w krótkim okresie czasu, stało się mocarstwem gumy i kolonią bogactwa –
(kauczuk wymieniano na złoto)... przeżywając okres, niespotykanej przedtem ani nigdy potem... prosperity.
Tak wielkiej, że wtedy w Centrum miasta, no i w samym środku tropikalnej puszczy – zbudowano wspaniałą, klasyczną operę. Wzorowaną na mediolańskiej La Scali.
Tam też zapraszano największych, światowych artystów – a w tamtych latach koniec XIX wieku, był to niesamowity koszt i wysiłek. Przecież transport był jeszcze oparty o konie – i to wcale nie mechaniczne.
Nie było wtedy samolotów ani samochodów. Była już kolej, a raczej kolejka... a w niej...ludzie po bilety –
na Toscę, Traviattę; Nabucco...Aidę... Cuda muzyki niesamowitości.

Obecnie opera jest już mocno zaniedbana, powoli upada; wraz z rozwojem kultury masowej - „POP” ale wokół jeszcze widać – zakurzone ślady wspaniałości, dawnej świetności.

W Manaus mieszka około 3.5 mln ludzi; klimat jest naprawdę tropikalny i gorący, który sprzyja rozwojowi chorób tropikalnych - wszelkiego rodzaju, roznoszonych przez owady. Zwłaszcza w tym bałaganie.
Widziałem tam (chyba) szczury – wielkości kota... Trzeba naprawdę uważać.
W Manaus jest też port, który w latach dawnej świetności miasta, oprócz produkcji kauczuku, był głównym miejscem pracy dla miejscowych.

Stamtąd własnie wyruszyliśmy statkiem pasażerskim na wycieczkę po Amazonce, która zawsze pozostanie w naszej pamięci. Ta rzeka to jeden wielki świat, sam w sobie.
Pełen wszystkiego: bogactw natury, kultury, tradycji, historii ludzkości - wielu cywilizacji oraz także niespodzianek.
Tego nie da się opisać i nawet zrozumieć. To trzeba umieć przeżyć. Trzeba też na to myśli czasu.
Całymi dniami przesiadywałem na pokładzie naszego statku, czytając historię rzeki, wyobrażając sobie życie z czasów kultury Indian, potem konkwistadorów, potem historię powstania Brazylii.
A jak wspaniałe są noce, pełne gwiazd, odgłosów życia tropikalnej puszczy – zmuszają człowieka wprost do zastanawiania się nad głębszym sensem tego wszystkiego.
Niezapomniane uczucia wielkości, przemijania, istoty tego - co mieści się w skrócie naszego życia...
Nie mogłem zasnąć... Starałem się pojąć, zrozumieć sens życia Rzeki, która jest prawdziwym światem,samym w sobie - a jednocześnie światem nas wszystkich, stworzeń i bytów...całego Wszechświata.

Z Manaus do ujścia Amazonki do Atlantyku w Belem jest ok 2,500 km, płynie się, z przystankami - 2 tygodnie. Ponoć całe rozlewisko, (delta Amazonki u ujścia) ma ponad 200km szerokości, w niektórych miejscach rzeka
jest jak morze – nie widać brzegów.
To niesamowity ogrom rozmaitych form życia i przestrzeni.

Czasami wieczorami, przy świetle gwiazd, siadaliśmy też razem przy ognisku w Indiańskiej wiosce.
A kiedy nie widać rzeki, która zasłania wszystko i posłucha się opowiadań potomków Indian, ludzi prostych ale zupełnie innych – cały świat staje się też całkiem inny – natychmiast się zmienia.
Wtedy, nie trzeba nawet znać języka. I tak wiadomo o czym mówią Indianie.
O swojej historii oraz obecnej codzienności. Problemach życia ze zdobywaniem jedzenia, uprawą roślin, zbiorem plonów, łapaniem ryb. Ich ubranie, tradycje sposób życia, priorytety są inne od naszych – ale uczucia...być może... takie same.
Przyglądałem się wiele razy ich twarzom, gestykulacji, mowie ciała. Moja konkluzja była prosta: Oni wszyscy chcą żyć w swoim świecie, cieszyć się zdrowiem; posiadaniem czegoś co daje im codzienna walka o bezpieczeństwo, przynajmniej w ich świecie, który jest przecież zupełnie inny. Oni nie chcą naszego świata ani naszej cywilizacji.
Chociaż ci ludzie na pozór – może nawet są tacy sami a jednak moim zdaniem całkowicie inni.

Pamiętam, jak w jednej takiej wiosce, były jakieś uroczystości z okazji jakiejś tam wygranej batalii, z dawnej przeszłości i świetności. Mężczyźni ubrani w liściach tropiku, pomalowani groźnie na twarzach, trzymając broń ręczną, pohukiwali gromko i tańczyli w rytm bębnów – ludowy rytuał wojenny. Kobiety „topless” zawodziły „ichnie dumki”. Szukałem w myśli odpowiedzi i porównań – do znanych nam rytuałów współczesności.
Nie odniosłem żadnego sukcesu myślowego. Pomyślałem...to przecież też ludzie.
Zbudowani niby tak samo ale jakże całkowicie inni umysłowo. Czy można to zdefiniować...że oni są dzikusami?

Zapytałem naszego przewodnika, pół żartem i pół serio:
„Czy w tych stronach bywają jeszcze ludożercy?”
On spojrzał na mnie i odpowiedział:
„Nie - ostatniego myśmy, wczoraj - wszyscy zjedli”.

Głównym miastem portowym u ujścia Amazonki do Atlantyku jest Belem, miasto na wysokiej skarpie
- bardzo ciekawe i historyczne; pełno zabytków ale również niesamowitego bałaganu rzeczy i ludzi...

Wybrzeże Atlantyku w Brazylii jest przepiękne krajobrazowo; wszystkie cuda ziemi i natury są niemal wszędzie; na porządku dnia i nocy.
Miasta takie jak:Fortaleza, Salvador, Porto Alegre, Sao Paulo no i oczywiście centrum kraju - Rio de Janeiro. 
Życie tam jakby nieustannie trwa i bije. Zmienia się tylko wszystko to co nad nami.
Niebo – raz pełne słońca; po godzinach przekształca się w czerń między gwiazdami a księżycem.
A życie bije i trwa.
W rytm perkusji, którą ktoś tam wiecznie bije i samby, którą słychać w ludziach i wokół.
Momenty ciszy przerywane sa tylko odgłosami nieustannej motoryzacji a z dala od miast odgłosami dżungli...

Niesłychanie ciekawe; przyrodniczo, krajobrazowo cudem przyrody są lasy i rzeka w Serra do Mar, niedaleko
San Paulo na wybrzeżu Atlantyku. Zajmująca setki tysięcy hektarów prawdziwej natury, subtropikalnej dżungli. Niestety cywilizacja niszczy z uporem to co najpiękniejsze.
Wycinka drzew w lasach parku Serra do Mar, jest najlepszym przykładem bezsensowności naszego świata.
Warto więc może...zanim nastąpi koniec, wybrać sie tam, i przez kilka dni popatrzeć...na kolory przyrody posłuchać szumów drzew, harmonii wodospadów w tle śpiewu ptaków, przerywanych czasami przez poryki dzikich zwierząt – życie nieustajace w sobie. Od wschdu do zachodu.

Spędziłem tam kilka dni sam, w namiocie, na biwaku natury. Żyjąc na wodzie i owocach; myjąc się w strumieniu – spacerując po wzgórzch i nieznanych; rozmyślając o istnieniu w absolutnym milczeniu... pierwszy raz w życiu zrozumiałem, że własciwie niepotrzebny jest mi zegarek. Wystarczy, że spojrzę na słońce albo niebo,
odcień dnia czy nocy... zawsze wiedziałem, która jest godzina. (Nigdy sie nie pomyliłem).
Myślałem zresztą, że już jestem w innym świecie; czasami wprost mi się zdawało, że już nie żyję... i gdyby nie komary..., które przywoływały mnie do realiów codzienności - pozostałbym tak, tam na dłużej.

Opłynąłem całą Amerykę Południową, w swoim życiu dwa razy, w tę i nazad.
To niesamowite przeżycie, świat całkowicie nieznany dla europejczyka – ale oczywiście nie tylko oceany są imponujące. Cała ziemia i kraje Ameryki Południowej są niesłychanie inne oraz niespotykanie ciekawe...
CDN.

Koniec Odcinka 79

Ryszard Opara
 

KOMENTARZE

  • "zastanawiani się nad głębszym sensem tego wszystkiego, ... istoty tego - co mieści się w skrócie naszego życia...
    .... historię powstania Brazylii

    Oni wszyscy chcą żyć w swoim świecie, cieszyć się zdrowiem; posiadaniem czegoś co daje im codzienna walka o bezpieczeństwo, przynajmniej w ich świecie, który jest przecież zupełnie inny. Oni nie chcą naszego świata ani naszej cywilizacji. "

    Tak to jest - kraje zrodzone z rabunku, te, które odgrodziły stare cywilizacje od reszty świata, potem zagarnęły wszystko aż po kres... Brazylia, Kanada, Australia,

    unicestwienia całych cywilizacji się nie wspomina, tylko ofiary bolszewizmu. Polityka szczucia. Innej nie ma. Niestety.

    Czy społeczna dyskusja ma jakikolwiek sens ? Jak się porozumieć ? Jak mają się porozumieć narody ? A jak poszczególni ludzie ? Przecież, nawet na ulicy, ludzie są tak różni, jakby należeli do innych cywilizacji. Żyjemy w niebezpiecznym świecie, w którym nie giniemy tylko dlatego, że mijani na ulicy ludzie, przez czysty przypadek, mają chwilowo co innego na uwadze.
  • Autor
    „Kiedyś nawet, w latach swojej przedsiębiorczej świetności, przygotowałem projekt... zbudowania dorzecza amazonii w Australii...”

    Czy mógłby Pan powiedzieć więcej na temat tego pojektu? Czy klimat Australii by temu sprzyjał?
  • ....
    "Problemem są jednak ludzie, którzy po prostu nie lubią pracować i całe życie, bez względu na status społeczny, myślą tylko o jednym: jak mieć dobre życie i jak się zabawić. "

    Czy można ich za to ganić? Czy naprawdę praca 18 godzin na dobę może dać szczęście? Czy paciorki są najważniejsze na świecie?
    A może im właśnie taki styl życia jaki prowadzą daje radość życia, którego brakuje większości zatyranym Polakom? Osobiście mnie pieniądze nie śmierdzą, ale w miarę upływu lat zdaję sobie coraz bardziej sprawę z tego , że wszystko co możemy mieć, co mamy - mamy tylko w czasowej dzierżawie. Nawet te marne 10 ton złota zakopane w piwnicy jest tylko nic nie wartym złomem w obliczu przemijania czasu.
    Pracować owszem , ale zarabiany pieniądz nie może mieć większej wartości niż nasze życie i zdrowie.
  • Pomyśleć tylko, że
    człowiek odnajduje się dopiero w pełni - kiedy uda mu się oddalić od tzw. cywilizacji a przybliżyć do natury.
    Wniosek?
    Naszą cywilizacje wykolejono poprzez antyfrancuską rewolucję i od tej pory z dnia na dzień jest coraz gorzej. Gorzej - ponieważ zdobycze technologiczne wraz z nauką służą czarciemu pomiotowi do zniewalani i odczłowieczania człowieka - stworzonego przez Boga.
  • @Lotna 14:45:22
    Szanowna Pani,

    Opracowałem cały projekt razem z moimi dwoma architektami, którzy nadzorowali budowę szpitali w Sydney - dla naszej firmy. Był rok 1990.
    Jeden był Australijczykiem - David Evans; drugi Węgrem Zoltan Tokis - obaj byli marzycielami, tak jak i ja - ale ja byłem pomysłodawcą.

    Pomysł powstał wcześniej, kiedy pracowałem w "Royal Flying Doctor Service" - i jako lekarz latałem na wizyty do pacjentów samolotem. Wtedy właśnie zobaczyłem i zrozumiałem wszystkie problemy braku wody w centrum kontynentu...Zacząłem myśleć i marzyć aby to zmienić.

    Ogólnie rzecz biorąc - mój plan przewidywał budowę kilku kanałów o szerokości 200 metrów i głębokości 100 m.
    Jeden (Great Australian Channel - GAC) - z miejscowości Port Augusta, na południu kontynentu do Burketown na północy - połączony z rzekami wschodniej Australii.
    Drugi w kształcie litery Y - z Lake Eyre na wschodzie (gdzie łączył się z GAC) -poprzez pustynie do Broome na północy i Esperance na południu.

    Wody wokół Australii jest mnóstwo (w oceanach), trzeba byłoby ją też więc "odsalniać" - ale to nie problem. Jest wiele technologii.
    Cały projekt wtedy wycenialiśmy na około 600 miliardów AUD.
    To dużo pieniędzy - ale Australię na to napewno byłoby stać.

    Jak pisałem, projekt przedstawiłem kilku znajomym politykom, ale nie spotkał się on z jakimś większym zainteresowaniem...

    Myślę, że prędzej czy później - to będzie koniecznością dla przyszłości kontynentu, który moim zdaniem ma wszystko - oprócz wody.

    Piszę trochę więcej o tym projekcje w innej książce "PandeMonium", którą mam na ukończeniu.

    Uszanowanie
  • @Ryszard Opara 01:02:02
    20 000 000 m3 wody na jeden kilometr kanału tylko na jego wypełnienie.
    Jest taka technologia odsalania?
  • @zadziwiony 11:02:43
    Takie technologie już były 30 lat temu...
    Ja nie podam Panu teraz szczegółów, nie jestem inżynierem a może raczej marzycielem - ale to wszystko jest możliwe. Było możliwe.

    Pozdrawiam
  • @Ryszard Opara 15:58:02
    Jakoś nie mieści mi się ta skala odsalania w głowie. Wg. wiki najwięcej odsala wody obecnie Arabia saudyjska i jest to wielkość 300mln m3 rocznie, a więc 15km pańskiego kanału nie licząc nawadnianych obszarów. Nie twierdzę, że to zupełnie niemożliwe, ale wielkość potrzebnej wody do tego projektu jest nieprawdopodobnie duża .

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930