Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
408 postów 2142 komentarze

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Lekarz z powołania. Polak - Patriota. Humanista. Misja i Cel Mojego Życia - Pomagać innym ludziom.

AMEN-Autobiografia Naukowa-Odc.78

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Stany Zjednoczone są u schyłku swojej świetności. Nic chyba nie jest w stanie uratować Ameryki. Jedynym rozwiązaniem kryzysu finansów państwa, dugu który wielokrotnie przekracza możliwości spłaty – jest wojna ogólnoświatowa...oczywicie...poza USA.

Ciąg dalszy moich myśli - rozważań na temat USA - Ameryki Północnej...

Stany Zjednoczone są u schyłku swojej świetności. Nic nie jest w stanie uratować dzisiejszej Ameryki.
Jedynym rozwiązaniem kryzysu narastającego długu i deficytu finansów państwa, który wielokrotnie przekracza możliwości spłaty – jest wielka wojna ogólnoświatowa...ale oczywiście na teranach... poza USA.

Być może technologia wojskowa/teleinformatyczna oraz rozmaite zbiegi okoliczności, wypromują USA z powrotem na pozycję lidera. A wiadomo, w sytuacji wojny wiatowej...wygrani dyktują warunki całej reszcie świata.
Wtedy też kasacja wszelkich długów i zobowiązań jest kwestią zapisaną na kawałku papieru – porozumienia. Płacą zawsze przegrani.

Problem jest jednak zasadniczy...W dzisiejszym świecie, wiele krajów dysponuje bronią i technologią globalnej masowej zagłady – a więc rezultat wojny światowej jest nieprzewidywalny. Wojny lokalne: na Bliskim Wschodzie, Afryce, Azji czy Ameryce Południowej, a nawet Ukrainie, oprócz materialnych zysków dla amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego – nie przyniosły spodziewanych efektów dominacji światowych rynków energii and wymiernych korzyści geopolitycznych.
Amerykanie to chyba zrozumieli i powoli wycofują się z nieudanych ingerencji lokalnych.

Wieloletnie próby przeksztacenia-konwersji dolara – jako dominującej i jedynej waluty globalnej, też zakończyły się w sumie niepowodzeniem...i wprawdzie były rozmaite, przejściowe korzyści takiej polityki, ale ...ostatecznie „gwoździem do trumny” dolara amerykańskiego...była jego niestabilność i słabość finansowa oraz brak pokrycia
w wartości uniwersalnej, jakim mimo wszystko na naszym świecie, nadal pozostaje...złoto.

Całkowita wymiana waluty – USD – i w ten sposób likwidacja zadłużenia wewnętrznego/zewnętrznego USA -
jest absolutnie nie do przyjęcia przez grupy zarządzające Federal Reserve Bank.
ONI absolutnie wolą przedłużającą się i nieskończoną agonię – od zaaranżowanej eutanazji...
A więc...zaczynanie wszystkiego od nowa – nie jest opcją na dziś absolutnie rozważaną.

Pokojowe i gospodarcze rozwiązanie kryzysu ogólnoświatowego USA – jest właściwe już niemożliwe,
stoją na przeszkodzie Chiny. Ameryka nie ma z nimi, w najbliższej  przyszłości żadnych szans.
Jedyną właściwie opcją/rozwiązaniem, które może uratować USA – jest, jak wspomniałem - wojna globalna.
I to w sumie jest już nieuniknione.
Pozostaje kwestią czasu...albo też przypadku, kiedy ktoś z liderów światowych, straci panowanie nad sobą – i przyciśnie guzik.

Być może jakąś przejściową nadzieją dla Ameryki (USA) na przetrwanie jest Kanada, która wbrew pozorom
oraz rozmaitym ideologiom czy też poglądom, jest przyrodnim bratem i siostrą - USA.

Kanada: Drugie, co do wiekości państwo świata, (obszar 10 mln km2); słabo zaludnione – 35 mln ludności
(mniej niż Polska); ma wszystkie bogactwa naturalne, olbrzymi drzemiący w sobie potencjał.
Kraj w wielu aspektach podobny do Australii (wielkością, zaludnieniem) – podobne struktury terytorialne, państwowe, administracyjnie. Wspaniałe wybrzeża Atlantyku i Pacyfiku – nad którym leży moje ulubione
miasto Kanady – Vancouver – z najpiękniejszą zatoką świata (Harbour).
Bardzo podobna, znakomita służba zdrowia oraz świadczenia socjalne. Jedynie klimat Kanady jest dla mnie trudny do akceptacji; szczególnie na północy kraju; w rejonach podbiegunowych.
Ale podróżowanie samochodem przez Kanadę – to prawdziwa bajka – rodem z Disneyland.
Mógłbym bardzo wiele jeszcze pisać o tym kraju, ale ręka mi już zmarzła przy tych słowach, muszę więc wracać
w rejony ciepłych realiów antypodów...
Tak czy inaczej...
Jestem pewien, że fuzja Ameryki Północnej, a przy okazji połączenia Kanady z USA; pragmatyczna aneksja Meksyku; jako źródła taniej siły roboczej – jest być może niemal koniecznością przyszłości.
Jak i kiedy to się stanie, będzie zależeć tylko od wyobraźni politycznej liderów tych trzech krajów.

Meksyk - ubogi krewny, obu krajów północy; obarczony przeszłością historii Azteków i innych plemion indiańskich - czasów średniowiecza. Kolonizatorzy hiszpańscy, w XVI-XVII wieku pokonali twórców imperium ale potem prócz języka, muzyki i tańca (w pogoni za złotem), niewiele wnieśli dobrego w rozwój tego wspaniałego kraju.
Kraj dobrze zaludniony...ale w sumie... jego przyszłość w czasach dominacji pieniądza marnie wygląda. 
Owszem warto odwiedzić stare ślady imperium Azteków, głównie w Mexico City, warto zobaczyć ze względów turystycznych Acapulco; Cancun czy Tijuanę (na granicy z San Diego) – ale nie warto tam wracać...widać wszędzie brak nadziei i przyszłości w umysłach i mentalnosci Meksykańczyków.

Na koniec - krótka dygresja dotycząca Ameryki Północnej.

W latach młodości, moim ulubionym filmem był „Znikający punkt” (pierwszy film, który obejrzałem razem ze swoją przyszłą żoną w warszawskim Kinie „Atlantis” w 1973r.) Film przedstawia historię - dramat buntu młodości – przeciwko rzeczywistości. Bohater o polskim nazwisku „Kowalski”; jadąc przez Amerykę – walczy z tymi, którzy chcą zatrzymać jego marzenia o absolutnej wolności, rozbija swój samochód i kończy życie...na barierach - ustawionych na jego drodze przez bezduszną, umundurowaną... policję.

Po obejrzeniu tego filmu, w latach swojej buntowniczej młodości czasów PRL-u, postanowiłem, że kiedyś tak jak Kowalski, przejadę przez całe Stany Zjednoczone ale zakończę zupełnie inaczej swoją podróż -w „fabryce snów”- czyli miejscu, krainie mitów - Hollywood.
(Wtedy byłem jeszcze zafascynowany Ameryką...potem po zapoznaniu się z realiami, zmieniłem zdanie...

Zanim to się stało, wyruszyłem parę razy w podróż...wpierw wirtualną; potem moje młodzieńcze marzenie stało się rzeczywistością.

W roku 1990, tuż przed swoją ważną rocznicą urodzinową, poleciałem do Nowego Jorku; poprzez znajomych – udało mi się zakupić (niedrogo) samochód sportowy: Dodge Challenger (rocznik 1970 – podobny do tego, którym jechał ów Kowalski, w Znikającym Punkcie).
Ruszyłem w podróż: poprzez Pittsburg, Chicago, Kansas City, Denver, Las Vegas, Los Angeles: razem ponad 7,500 kilometrów. Podróżowałem z Inkiem - swoim kolegą, z ławki...jeszcze szkolnej, który wyemigrował do Ameryki, w tym samym czasie, co ja do Australii.
Średnio mu się niestety w USA powodziło, był wtedy czasowo bezrobotnym, a ponieważ „Znikający Punkt”,
był też jego ulubionym filmem – a w dodatku ja za wszystko płaciłem, nie miałem problemów aby go przekonać. Inek „robił trochę” za kierowcę i przewodnika, kucharza i ochroniarza.

W Los Angeles, byliśmy obaj wtedy pierwszy raz i w sumie bardzo nas rozczarowała „Fabryka Snów”.
Inek miał kiedyś ambicje aktorskie; na początku swojej emigracji chciał nawet się tam przeprowadzić i zostać, spróbować ale nie wyszło... teraz, przestał żałować. Po dokładnym obejrzeniu LA, zaczęliśmy się zastanawialiśmy się jak wracać z powrotem do Nowego i to Jorku. Ostatecznie podjąłem decyzję aby wracać północą, poprzez Kanadę...a więc pojechaliśmy do San Francisco, stamtąd do Seattle...no i po drugiej stronie Zatoki - do Vancouver (najwspanialszy Harbour świata) a stamtąd do Calgary, potem Winnipeg, Montreal – i z powrotem do Nowego Jorku... w sumie jakieś kolejne 6,500 km.

Ogólnie cała podróż była wspaniała, niezapomniana; chociaż momentami nudnawa i nieco męcząca.
Ratowała nas muzyka „country” – no i rozmowy o planach na przyszłość, których ułożyliśmy wiele, w czasie prawie dwumiesięcznej podróży... Nie będę opisywał szczegółów podróży - to publikacja na przyszłość zrozumienia przeze mnie ludzi, zrozumienia Ameryki współczesnej – z innych, osobistych powodów.

W czasie podróży rozmawialiśmy bardzo wiele o przeszłosci, o życiu, o sensie istnienia, o Panu Bogu ale i o przyszłości. Inek pochodził z bardzo zacnej rodziny, kiedyś był bliskim kolegą, ale jakoś w życiu mu się nie układało. Zauważyłem też, że jakby zazdrościł mi moich sukcesów oraz tego, że właściwie nie liczyłem się z pieniędzmi. Był dobrym, honorowym człowiekiem i po prostu...jakoś chciałem mu pomóc – głośno zastanawiałem się jak to zrobić, obiecałem zaprosić do Australii na swoje urodziny...Może by tam spróbował nowego życia?
Niestety nie było wtedy takiego Internetu i telefonów komórkowych – jak teraz.
Dzwoniłem do Inka wiele razy na stacjonarny telefon – ale on nie odpowiadał. Wysłałem list – też nic.

Miesiąc po moich urodzinach, poleciałem do Nowego Yorku. Tam z wielkim bólem żalu i smutku...dowiedziałem się, że niestety nasze plany i podróż w przyszłość, kilka tygodni wcześniej...zakończyły się tragedią...
Mój kolega z ławy szkolnej i z podróży przez Amerykę - Inek, odnowiony przyjaciel, który był też wielbicielem Wieniawy Długoszewskiego (cały czas opowiadał mi historie z życia generała) – dnia 1 lipca 1990 roku (dwa dni po moich urodzinach), popełnił samobójstwo, wyskakując z okna jakiegoś tam wieżowca w Nowym Jorku.
Jak sprawdziłem później, pokładnie, tego samego dnia roku 1942 – zrobił to generał...

Nie wiem, dlaczego i gdzie to zrobił; czy jakoś pomógł Inkowi... Kowalski – z filmu „Znikający Punkt”.
Czas i miejsce jest zresztą bez znaczenia. Ważni są ludzie, których spotykamy i mijamy w życiu i którzy czasem tak szybko odchodzą...My pozostajemy ze wspomnieniami bezsilności i pytaniem: Dlaczego?
Myślę, że Inek jakoś niestety doszedł do wniosku, że przegrał życie i nie widział sensu jego kontynuacji...
Nie wiem czy moje przemyślenia były zgodne z prawdą czy to raczej prawda ogólna...

Nigdy też nie mogłem zrozumieć - co być może naprawdę połączyło tych trzech całkowicie obcych sobie ludzi...
Mam ciągle w oczach ostatnie spojrzenie Inka w moją stronę –uśmiech smutku na pożegnanie...

Ameryka, Ameryka...

Koniec Odcinka 78

Ryszard Opara
 

KOMENTARZE

  • Tak.
    "Stany Zjednoczone są u schyłku swojej świetności. Nic chyba nie jest w stanie uratować Ameryki."
    -------------
    Jednak na ten problem należy patrzeć przez pryzmat likwidacji cywilizacji białego człowieka i jego samego - przez czarci pomiot. Ponadto - nie da się tutaj przyłożyć do tego problemu - elementarnej logiki - o ile takowa w ogóle istnieje w relacji pasożyt jako dziecko diabła - a żywiciel jako dziecko Boga. Na tej linii nie może być żadnej symbiozy - która nie prowadziłaby do zagłady.
    Wniosek?
    Upadek Białego USA bo tylko takim upadku należy mówić - zresztą zgodnie z planem - wcale nie musi skutkować osłabieniem czarciego pomiotu w ogóle.
  • @demonkracja 09:16:47 - czyli DEMENCJA INTELEKTUALNA
    napisał:

    //na ten problem (depresyjnego charakteru życia w USA) należy patrzeć przez pryzmat likwidacji cywilizacji białego człowieka i jego samego - przez czarci pomiot. //

    No to ja pozwolę sobie przypomnieć STRASZNY SEN jaki miałem, już chyba gdzieś w rok lub dwa lata po po przybyciu na graduate studies (geofizyki) na UC Berkeley, w Kalifornii około roku 1971. Otóż był to okres masowych rewolucji studenckich tamże - i to wywołanych nie tylko wojną w Wietnamie. Jak mi opowiadała dziewczyna, którą akurat "podrywałem" i która pracowała w Bank of America, który w Kalifornii miał prawie tysiąc siedzib, aż 250 z nich zostało przez zrewolucjonizowanych (to był czarci pomiot trockizmu!) studentów bądź podpalonych, bądź zbombardowanych, im do pracy nakazano przychodzić ubranych po "hipisowsku", aby nie budzić agresji młodych klientów, w niedzielę na campusie byłem świadkiem, jak studenci architektury, w ramach najzwyklejszego CZYNU SPOŁECZNEGO rozwalali kilofami beton na dziedzińcu ich Wydziału, by posadzić tam trawę, itd.

    Wtedy to zdolny matematyk Ted Kaczynski (też z UC Berkeley) zaczął wysyłać zaminowane paczki do swych byłych profesorów, entuzjastów informatyki, np. Dawida Gelertnera, ciężko poranionego taką paczką-niespodzianką przed ćwierćwieczem, obecnego doradcy naukowego prezia Trumpa.

    Otóż wtedy mi się śnił, nie żaden "sen emigranta" że wrócił do PRL-u, ale sen o tym, że młodzież studencka w Kalifornii wpadła w samobójczy SZAŁ ANTYAUTOSTRADOWY, że młodzi ludzie zakładali kluby samobójców, którzy wybiegali na siedmiopasmowe już wtedy w Bay of San Francisco autostrady, by ginąc pod kołami tysięcy samochodów, by próbować zatrzymać te LAWINĘ ŚMIERCI.

    I co ciekawsze, gdy opowiedziałem ten STRASZNY SEN memu francuskiemu koledze, który był na graduate studiach Computer Science w Berkeley, sponsorowany przez rząd francuski, to on mi powiedział, że TEŻ MIĄŁ PRAWIE IDENTYCZNY SEN, we Francji w tym okresie dopiero zaczynano budować pierwsze autostrady.

    A co dzisiaj mamy w Polsce? Na obwodnicy Gdańska są już odcinki gdzie autostrada ma aż 7 pasm w jednym kierunku, autostrada z Krakowa, budowana przez Włochów (a więc nie przez "czarci pomiot") zbliża się już do Zakopanego. i w niewielkiej Małopolsce jest z pewnością dużo więcej niż tysiąc placówek PKO, PBH, Alior czy Mbank w którym trzymam swe z emerytury dochody.

    A jak pamiętam z młodości w USA, to po zeń wyjeździe sobie myślałem LEPIEJ SIĘ NIE URODZIĆ, NIŻ MUSIEĆ ŻYĆ W USA - który to odruch myśli OPTYMISTYCZNEJ pozostał mi do dzisiaj, co zresztą się przebija przez teksty które płodzę.
  • Schyłek imperium USA.
    Niby schyłek, zadłużenie nie do spłacenia, ale PKB ostatnio im rośnie nawet przyzwoicie.
    Wojna światowa poza USA jest dzisiaj mało prawdopodobna, świat już stał się globalną wioską gdzie każdy wielki może ugodzić innego wielkiego nawet z drugiego końca świata.
    W przypadku wojny globalnej oba oceany natychmiast staną nie do przebycia...statki to łatwy dzisiaj cel (Hitler tego nie osiągnął mimo wielkich starań).
    Wyizolowane USA nie będzie miało wpływu na lokalne walki proxy (brak zaopatrzenia z USA) i EuroAzja szybko znajdzie się pod kontrolą Rosji i Chin. Podobnie Afryka bo leży blisko Europy a daleko od USA (oceany).

    Jest też chyba inna "tajemnica". Putin się głośno chwali różnymi nowymi broniami które już już mają wejść lub właśnie wchodzą na wyposażenie... Putin to szachista ...on nie popełnia prostych błędów
    ... a błędem byłoby pokazać przeciwnikowi czym dysponujemy..
    Ten teatr z nowymi broniami to to tylko próba zniechęcenia przeciwnika do wojny....kupowanie czasu bo USA muszą znaleźć receptę na te bronie zanim zaatakują.
    Ale tak naprawdę Putin musi mieć w zanadrzu coś znacznie bardziej skutecznego o czym przeciwnik nie ma prawa wiedzieć.
    USA najpewniej nie wiedzą bo jednak prą do wojny...gdyby wiedzieli to by nie pchali ręki w tryby... szukali by drogi ugodowej... tak jak Putin gdy był słaby.

    Jednym słowem, moim zdaniem Putin ma asa lub kilka w rękawie i jak USA zaatakują to Putin zgniecie USA w kilka chwil (poprzez likwidacje centrów dowodzenia, baz wojskowych .. czyli poprzez rozbrojenie decyzyjne i militarne.
    Pytanie co znaczy dla Putina rozbrojenie decyzyjne..
    likwidacja marionetek przy biurkach decyzyjnych to za mało...trzeba zlikwidować jeszcze mózgi które sterują marionetkami w USA i na całym świecie... a te mózgi gdy zdecydują o wojnie to pochowają się najgłębiej jak tylko mogą (a mogą bo są właścicielami połowy świata i księżyca) i to nie w USA ale w Australii, Ameryce południowej.... daleko od globalnego teatru wojny.

    Lekarze wiedza że raka należy wyciąć w całości, dokładnie inaczej pojawią się przeżuty... świat nie chce przerzutów... takich lokalny nazizm wyewoluował w dzisiejszy globalny syjonizm.
    Ideologie są pokrewne ... obie rasistowskie i obie chcą władzy nad światem.
  • Moja koleżanka w czasach PRLu rok 80ty pojechała do USA do siostry.
    Wróciła po chyba 2 miesiącach...
    Była przerażona relacjami tam panującymi...
    ostrą zaciekła bezwzględną walką o zyski przy całkowitej pogardzie dla słabszych... przy jednoczesnym amerykańskim szerokim ale do cna fałszywym "smile".

    Wróciła do ubogiego przecież PRLu z ulgą ...

    A to były jeszcze lata świetności USA co tam się dzieje dzisiaj łatwo zgadnąć... a nawet nie trzeba zgadywać bo jet wiele filmików
    o całych ulicach z bezdomnymi koczownikami... z brutalnością policji.. z dzielnicami opanowanymi przez kolorowa albo i białe gangi...
    z drogami dziurawymi jak nie przymierzają na Ukrainie...
    z mostami które walą się ze starości i braku konserwacji..
    USA dzisiaj to już upadła cywilizacja...jak ZSRR za Jelcyna
    a Putina nie mają...
  • @Berkeley72 12:24:42
    "demonkracja 09:16:47 - czyli DEMENCJA INTELEKTUALNA"

    A nie jest likwidowany biały człowiek przez czarci pomiot?
    Przecież aktualnie na świecie jest chyba "legalnie" jedno państwo narodowe - Izrael gdzie żmijowego plemienia jest najwięcej.
    Pozostałe państwa białego człowieka są metodycznie "oliwkowane".
    Uważam, że celem jest zakolorowanie całego świata oprócz "narodu wybranego" którego biała skóra będzie widocznym dowoden na jego wybraństwo.
    No chyba, że też mnie ogarnęłą demencja intelektualna i jakieś niestworzone pierdy do głowy mi przychodzą.
  • @Berkeley72 12:24:42
    Cóż za głęboka analiza!
    Studenci, tak sami z siebie wpadli w szał destrukcji?
    Piszesz poważnie, czy chcesz zrobić idiotów z czytelników?
  • @zadziwiony 13:04:05 napisał: Uważam, że celem jest zakolorowanie całego świata oprócz "narodu wybranego"
    No to niech "zadziwiony" popatrzy na te zdjęcia:

    http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/02/Finkielkraut-Smollet.jpg

    Rodzice Alaina Finkielkrauta pochodzili z Polski, Kandyjczyka Jussie Smolletta (też pochodzena żydowskiego) to nie wiem skąd.

    http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/02/Marek-G-i-I.-Szamir-w-Kijowie-2004.jpg

    A ten po prawej na zdjęciu powyżej, to Izrael Szamir, też ma pewne cechy negroioalne - ale jego matko pochodzi z Mińska i do dziś czyta po polsku "Pana Tadeusza", którego jej kiedyś przekazałem. A Arabów - czyli prawdziwych, dość ciemnoskórych Semitów - mieszka w Izraelu około 20 procent. Toż to o całe 20 procent bardziej "oliwkowa" siedziba "narodu wybr(akow)anego" niż dzisiejsza Polska!
  • Autor
    Rozbawił mnie Pan tym stwierdzeniem:

    „Bardzo podobna, znakomita służba zdrowia oraz świadczenia socjalne.”

    Ciekawa jestem, skąd te dane? Służba zdrowia leży w gestii prowoncji i terytoriów, więc może się trochę różnić, ale doprawdy nie ma się czym za bardzo szczycić, wziawszy pod uwagę bogactwo Kanady.
    Ze świadczeniami socjalnymi jest jeszcze gorzej, no chyba że mówimy o nielegalnych imigrantach.

    Problem mieszkaniowy jest nieustający i wciąż rosnący, bezdomnych przybyło od kiedy wypuszczono ludzi niegroźnych, chorych umysłowo z zakładów opiekuńczych na pastwę losu, zasiłki dla bezrobotnych są głodowe, a odkąd pamiętam Kanada „walczy” z „child poverty” - ubóstwem dzieci, czyli ich rodzin, które miało zostać zlikwidowane do roku 2000. Ha, ha, ha!
    Już nie mówiąc o tym, że stopa życiowa spada od czasu układu NAFTA, klasa średnia się kurczy, od czasu wyemigrowania przemysłu do Chin, a najlepsze perspektywy na przyszłość mają dzieci i krewni urzędników, oprócz lekarzy i prawników, oczywiście, którzy zarabiają najwięcej; ci ostatni jakoś dziwnym trafem najczęściej będący żydami, choć inteligentnych ludzi z wielu innych nacji w Kanadzie nie brakuje.

    Nawiasem mówiąc, powiedzieć Kanadyjczykowi, że jego kraj powinien się zjednoczyć z USA, to tak jak powiedzieć Polakowi, że jego kraj powinien zostać zjednoczony z Rosją.
  • @Lotna 13:38:51 ad: Studenci, tak sami z siebie wpadli w szał destrukcji?
    Piszesz poważnie, czy chcesz zrobić idiotów z czytelników?

    Tak, dokładnie tak to wyglądało. im młodsi, tym bardziej zażarci. Mnie samemu, choć tylko się przyglądałem - tzw. Gwardia Narodowa na campusie omal mi, drewniana pałą, nóg nie połamała. (Tą "antykomunistyczną Gwardię" to nam podsyłał ówczesny gubernator Kalifornii, Ronald Reagan. Moi amerykańscy koledzy-doktoranci, w wieku takim jak i ja 25-30 lat mi mówili, że Reagan to nie kowboj tylko aktor udający kowboja; to samo z czasem i ja zacząłem myśleć o uwielbianym w Polsce papieżu-Polaku. Kto za tym masowym uwielbieniem stał i nadal stoi?)

    http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2017/09/6.-Wojtyla-Ragan-in-the-name-of-Christ-240x300.jpg

    A co pewien czas mieliśmy - podobne jak te obecne w Wenezueli - przerwy w dostawach prądu elektrycznego, bo najbardziej ZAWZIĘCI wysadzali w powietrze słupy wysokiego napięcia, doprowadzające prąd do campusu. A kiedy przez okno w mym Departamencie Geologii zobaczyłem czarny dym nad gigantyczną Bancroft Library (jedną z największych w USA), to był znak, ze jej zbiory zostały podpalone (pożar na szczęście dość szybko ugaszono). Co obecnie przypomina mi popalenie, przez OSZALAŁYCH CHRZEŚCIJAN, Biblioteki Aleksandryjskiej 1650 lat temu.
  • @Berkeley72 13:51:40
    A kto rządzi w Izraelu? Czy nie czasami w głównej mierze Aszkenazi?
    Może mi zatem szanowny wytłumaczy dlaczego Polska nie może być państwem narodowym- państwem Polaków, a Izrael obnosi się z takim faktem, albowiem oficjalnie jest państwem narodu żydowskiego . Proszę mi także powiedzieć co by się działo, gdyby polski rząd zrobił w tej materii to samo co rząd w Izraelu. I proszę mi nie mówić, że są to sprawy drugorzędne, albowiem mają znaczenie zasadnicze w obliczu dominacji żydowskiej nad innymi narodami.
  • @Berkeley72 17:38:58
    Czyli Solidarność też sama z siebie powstała?
  • @Berkeley72 12:24:42
    "@demonkracja 09:16:47 - czyli DEMENCJA INTELEKTUALNA
    napisał:"
    ---------------
    Są gorsze przypadłości i niejaki @Berkeley jest tego dowodem. Czasy, kiedy desant czarciego pomiotu wyjeżdżający z Niemiec Hitlera do USA - się kłaniają. Potem desant ten opanował tam uczelnie z Berkeley włącznie - a skutki tego opanowania przestawił nam tutaj właśnie niejaki @Berkeley swoim wpisem z którego wynika, że pod latarnią najciemniej.
    Wniosek?
    Ameryka śmierdząca dzisiaj spermą zmieszaną z g*wnem - śmierdzi tak oczywiście sama od siebie - bez niczyjej, mrocznej pomocy.
  • @zadziwiony 17:46:13 Odnośnie "Polski dla Polaków" oraz "Boga-Stwórcy" Solidarności
    to proponuję przekierować pytania "zadziwionego" do Departamentu Stanu USA oraz do znanej panświatowej Organizacji Wykonawczej pod romantyczną nazwą CI(P)A /Inaczej MATRIX. Jakby zadziwiony jeszcze nie kojarzył o jaką to BIOLOGICZNĄ instytucje chodzi, to przypominam Central Inteligence (& Propaganda) Agency./

    Odnośnie LIKWIDACJI PROJEKTU pod nazwą Państwa Narodowe, to z okazji egzaminu doktorskiego z filozofii politycznej, musiałem przeczytac książkę F. A. von Hayeka (Czech austriacki z pochodzenia, pracujacy w London School of Economics) pod tytułem "Indywidualizm i porządek ekonomiczny" z r. 1947.

    A w niej wyczytałem co następuje?

    //[13] ZNIESIENIE SUWERENNOŚCI PAŃSTWOWEJ ... JEST KONIECZNYM I LOGICZNYM ZWIEŃCZENIEM PROGRAMU LIBERALNEGO (S. 294)//.

    Odszukalem to moje opracowanie ideologii London School of Economics sprzed lat już 15, może je wkleję na neonie, bo wciąż jest ono aktualne : http://zaprasza.net/a_y.php?article_id=5204
  • @Berkeley72 18:54:32
    ok. tyle , że najciekawszym elementem z tym związanym jest fakt, że zniesienie suwerenności państwowej i narodowej nie dotyczy Izraela. Tępi się natomiast takie postawy i ludzi je promujących w innych państwach. Dotyczy to w szczególności ruchów narodowych w Polsce.
  • @zadziwiony 21:20:30 Zgadza się. To jest realizacja Biblijnego Planu Bozego
    podziału ludności świata na kasty - ponoć przez pisarzy Biblii skopiowanego z hinduskiego "Kodeksu Praw Mani", wobec nas uproszczonego do zestawu bodajże "7 Praw Noego" - o tym się rozpisuje np. Piotr Bein z Vancouver, ale te "Prawa Narodu przez Pieniądz Wybranego" są ukryte w pracach London School of Economics. Bezbożni komuniści te Prawa Boże obalili i to jest CAŁA ICH ZBRODNIA.
  • @Lotna 13:54:59
    Szanowna Pani,

    Pracowałem jako lekarz (anestezjolog i ogólny) w kilku krajach świata. Zajmowałem się też administracją szpitali prywatnych oraz przychodni, ambulatoriów.

    Być może się mylę; od kilkunastu lat nie zajmuję się już administracją służby zdrowia - ale doskonale znam sytuację w Polsce, Australii, kilku krajach UE; zwiedzałem też USA, Kanadę kilka razy - w tym kontekście.

    Uważam, że pomimo rozmaitych problemów i niedociągnięć, w sumie najlepsze na świecie systemy służby zdrowia są w Australii i Kanadzie.
    Kanada - jako państwo, najwięcej na świecie przeznacza na wydatki w służbie zdrowia pieniędzy - w przeliczeniu na głowę mieszkańca.
    W Kanadzie to ok 14% GDP - a w Polsce np 6% GDP. Australia 11%.
    Moim zdaniem cyfry nie kłamią.

    Być może Pani miała złe doświadczenia...

    Ja osobiście miałem bardzo złe z USA, które ponoć najwięcej wydają na służbę zdrowia na świecie - (moim zdaniem to kompletna bzdura)
    a bardzo dobre doświadczenia z Niemiec, Szwecji, Danii no i z Kanady - oprócz oczywiście Australii.

    Ale może najważniejsze, że Panią rozbawiłem...

    Pozdrawiam
  • @Oscar 12:47:06
    Szanowny Panie,

    Ja niestety miałem też wiele bardzo złych wspomnień z moich pobytów - właśnie tam w USA.
    Jest to kraj oczywiście niesłychanie również ciekawy; byłem tam wiele razy ale zawsze, jakoś z ulgą stamtąd wyjeżdzam...
    I nie bardzo chcę wracać...

    Nigdy nie zapomnę pewnego zdarzenia - rozmowy z przeszłości.
    Byłem wtedy jeszcze dość zamożnym człowiekiem, prowadziłem kilka firm/interesów w USA. (Avantogen Limited)
    Mieszkałem wtedy z rodziną w ładnym wynajętym domu w La Jolla - nad oceanem a biuro miałem w San Diego.
    Moim managerem finansów był facet o nazwisku Joe Boystack, młody bardzo zdolny bankier, który przedtem pracował dla Lehman Brothers a w rezultacie upadku tej firmy stracił, cały swój majątek...był bezrobotny
    Miał też rodzinę i trójkę dzieci...
    Poznałem go przypadkowo; poprzez swojego dawnego kolegę lekarza z Polski i po kilku rozmowach...zaproponowałem pracę, jak i bardzo dobre wynagrodzenie. Był rzeczywiście bardzo dobry w tym co robił, ale mnie przede wszystkim - żal było jego żony i dzieci...szczególnie, że Joe jak mi wspomniał - kilka nawet razy, rozważał samobójstwo...

    Po roku, byliśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi...Był skuteczny w tym co robił. Potem pożyczyłem mu trochę pieniędzy - na zakup wyjątkowej okazji - dla rodziny Joe - ładnego domu w La Jolla.
    Tak aby się "ustabilizował".
    Joe często też bywał u nas w domu na obiedzie; razem z całą rodziną...

    Pewnego jednak dnia, tuż przed wyjazdem do Australli, zapytałem Joe, tak z głupia frant i ciekawości...
    Twierdząc, zgodnie z prawdą: on często z rodziną, bywa u nas w domu zapytałem - dlaczego on nigdy nas nie zaprosi do swojego domu... Tymbardziej, że przecież pożyczyłem mu trochę pieniądzy za zakup tego domu - a nigdy właściwie go nawet w środku nie widziałem...?

    Odpowiedź Joe brzmiała tak (w przetłumaczeniu na język Polski):
    "Richard, ty masz 6-cioro małych dzieci a u mnie w domu, są dość kręte schody na górę - i jeżeli np. któreś z Twoich dzieci, złamałoby nogę u mnie w domu...Ty byś mnie pewnie skarżył o duże odszkodowanie...
    A ja nie mam ubezpieczenia... Nie stać mnie...

    To był ostatni raz, kiedy w życiu rozmawiałem z Joe. Zwolniłem go z pracy; zapłaciłem należne wynagrodzenie - rozstaliśmy się bez słowa.
    Joe nigdy mi nie zwrócił pożyczonych pieniędzy.

    Taka jest też własnie Ameryka...
  • @Ryszard Opara 04:58:03
    nie zgaduję, jaki jest według Pana morał z tej wypowiedzi,
    znam tylko swój, nie przepadam za ludźmi, którzy mnie fałszywie oceniają co do moich zasad moralnych.
  • @interesariusz z PL 22:53:18
    Szanowny Panie,

    Podałem ten przykład, aby potwierdzić że dla Amerykanów najważniejsze są pieniądze. Dla nich Bogiem "jest pieniądz".
    Nic innego (przyjaźn, szacunek, uczucia) są nieważne.

    Jak wspomniałem: Poznałem tego faceta (Joe) dość przypadkowo; pomogłem mu bardzo w trudnej sytuacji rodzinnej - w tym czasie był bez pracy, bez pieniędzy i bez domu.
    Być może, po wszystkich przeżyciach (bankructwo Lehman Brothers)
    stał się doświadczonym, pragmatycznym doradcą finansowym.
    Dla mnie był dobrym doradcą...w kilku sprawach na NASDAQ.

    Po pewnym czasie, jak wspomniałem również, nawet w pewnym sensie - zaprzyjaźniliśmy się.
    Bywał często u nas, z całą rodziną na kolacji, wpadał na drinka.

    Potem nawet pożyczyłem mu sporo pieniędzy, aby odkupił dom, który stracił - w rezultacie osobistej gwarancji i bankructwa firmy Lehman...

    A kiedy go zapytałem dlaczego mnie i mojej rodziny nie zaprosi do siebie... odpowiedział jak napisałem w komentarzu.
    Dla mnie to jest absolutnie nie do przyjęcia...

    Ale może nie mam racji - może taki właśnie mamy teraz świat...

    Pozdrawiam
  • @Ryszard Opara 04:15:25
    Panie Opara, pieniądze wydać nie sztuka, sztuką jest wydać je efektywnie, co nie ma miejsca w Kanadzie, a już szczególnie w USA, gdzie służba zdrowia kosztuje najwiecej, choć być może trudno w to uwierzyć.

    Co rusz podnoszony jest lament, że służba zdrowia w Kanadzie powinna być zreformowana i nic się w tym zakresie nie dzieje, podobnie jak z problemem „child poverty”.

    Nie wypowiadam się na podstawie własnego doświadczenia, a opinii ogólnej Kanadyjczyków, szczególnie mieszkających w Quebeku, choć nie tylko.

    Z własnego doświadczenia natomiast mogę powiedzieć, że pomimo doskonale wyposażonych szpitali i miłych pielęgniarek, zazwyczaj szwankuje albo diagnoza, albo samo wykonanie procedury, błędy kłócące się z podstawową logiką, co miało miejsce zarówno w Quebeku, jak i Ontario. Widocznie miałam pecha.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930