Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
409 postów 2146 komentarzy

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Lekarz z powołania. Polak - Patriota. Humanista. Misja i Cel Mojego Życia - Pomagać innym ludziom.

AMEN-Autobiografia Naukowa-Odc.77

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

„America, America” Pieniądz, moim zdaniem jest prawdziwym, „jedynym Bogiem” i jedyną ideologią życia w USA.

AMEN-AutoBiografia Naukowa- Odc. 77

USA:

„America, America”- tak jak w słowach tej pięknej oraz jednej z moich ulubionych piosenek Ray Charlesa - jest niewątpliwie pod wieloma względami niepowtarzalna. Miała, ma wszystko co potrzeba; nawet więcej niż można
to sobie wyobrazić albo też opisać, wyliczyć, ocenić, zmierzyć, dotknąć, przeżyć.
Nieskończony potencjał...

Ale jednak...najważniejszą rzeczą, spośród nieskończoności dóbr...jest tam ciągłe liczenie: Pieniędzy, zysków, strat; należności i kredytów; akcji, obligacji, parierów różnych wartości oraz instrumentów pochodnych.

Pieniądz, moim zdaniem jest prawdziwym, „jedynym Bogiem” i jedyną ideologią życia w USA.

Potęgę Ameryki zbudowali ludzie, którzy naprawdę wiedzieli jak pracować, którzy nie znali limitów.
Od Long Island... Nowego Jorku, do Golden Gate Bridge i San Francisco, nawet dalej na zachód do Hawai.
Od Miami na południowym wschodzie do Alaski na północnym zachodzie i dalej w Arktykę.
Na skróty poprzez Middle West and East. A potem i wyżej - z ziemi w kosmos – albo niżej do piekła.
Wszystko wygląda z rozmachem imponująco. Jak na filmach z Hollywood i piosenkach country/pop.

Byłem tam wiele razy, w sumie chyba oprócz Polski i Australii, najwięcej swojego życia tam właśnie spędziłem.
To kraj, do którego zresztą zamierzałem początkowo emigrować.
Nie stało się tak, z rozmaitych powodów i patrząc wstecz; w sumie jestem z tego bardzo zadowolony.
USA to po prostu nie moja bajka i mimo kilku przymiarek, teraz jestem pewien, nie mógłbym tam żyć.

Być może dawno temu, kiedyś w epoce pionierów i kolonizacji, kiedy zdobywano dziki zachód – aż do II Wojny Światowej...do czasów Prezydenta Johna Kennedy... byłoby to jeszcze możliwe.
Wtedy Ameryka była krajem pionierów, budowania marzeń, celów i cudów i dokonań.
Gospodarczych ale nie tylko. Także naukowych, artystycznych - wszelakich możliwych w świecie. Ale dziś, we wszechobecnej, miałkiej, tylko na pokaz i tylko na sprzedaż pop kulturze, - „fast food, dolar-mitu”, to nie dla mnie.

Jak wspomniałem wyżej Ameryka to kraj, w którym jedynym Bogiem jest właśnie pieniądz. Tylko i wyłącznie.
Pieniądz definiuje wszystkie znane wartości: wolność, życie, demokrację, dobrobyt i zdrowie; jest jedynym miernikiem sukcesu... jak i wyrokiem porażki w biedę, samotność, niezrozumienie...
Taką właśnie „Ideologię Bytu” Ameryka codziennie, poprzez media eksportuje całej reszcie świata.

Chociaż...twórcy „Mitomani – made in America” - nazywają to: wolnym rynkiem i demokracją itp.
Na marginesie: Oczywiście cały ten „show - przekaz medialny” odbywa się też tylko za pieniądze, aby osiągnąć wpływy i kontrolę, nad porządkiem życia globu naszego, niestety niepowszechnego.

Ameryka uwierzyła w swoją mocarstwowość, nieomylność – i poprzez ideologię materializmu w niezniszczalność – a to jest zawsze, jak historia już wielokrotnie udowodniła: „początek końca”.
Smutne to...ale moim zdaniem prawdziwe. Ja nie widzę przyszłości dla Ameryki...(USA)

Byłem właściwie w większości „milionowych” miast Ameryki. Najbardziej podobał mi się Boston, choć niektóre miasta mają swój wyjątkowy bardzo specyficzny charakter: Austin, Colorado Springs, Aspen, Kansas City; Nashville; San Diego, Seattle; Las Vegas...

Nowy Jork jest fascynujący swym wigorem, tempem. Tam czas, płynie chyba najszybciej na świecie. Inaczej niż gdzie indziej; inaczej niż wszędzie. Washington niespotykana gdzie indziej biurokracja;
Chicago to mieszanina wszystkiego i wszystkich narodowości - w garncu ale jednak pospolitości.
San Francisco – to miasto skrajności i wolności, jak i „miasto snów” Los Angeles i cała Kalifornia... Nigdzie na świecie nie ma tylu pozornych, papierowych bogaczy; coraz więcej jest też tam nędzarzy i ludzi na krawędzi.

Z innej, całkowicie niezrozumiałej dla mnie strony...wbrew naprawdę wielu, zatrważających faktów obecnej rzeczywistości w USA - większość Amerykanów jest optymistami a nawet też wielkimi patriotami.
Być może ONI inaczej rozumieją współczesność, ale większość wierzy w przyszłość i potęgę swego kraju,
będąc całkowicie przekonana, że nie ma lepszego miejsca na świecie – aby żyć niż właśnie Ameryka.
Widać to i czuć na codzień, nie tylko w zdoktrynowanych mediach, ale zwyczajnych rozmowach, kontaktach z ludzmi – wszelkiego pokroju...

Na poparcie moich wrażeń cytuję własną przygodę z włóczęgą...
Kiedyś, kilka miesięcy mieszkałem w pięknej dzielnicy Los Angeles (Marina Del Rei), blisko oceanu i każdego wieczoru, tradycyjnie po kolacji, chodziłem na długie spacery, moim ulubionym pasażem nadmorskim.
Z jednej strony były piękne domy i osiedla oraz restauracje, w których wrzało życiem, a z drugiej strony była szeroka, piaszczysta plaża. Oprócz spacerowiczów (takich jak ja) i „kolarzy” – było też tam sporo ludzi bezdomnych, którzy wieczorem budowali swoje gniazda/łóżka z piasku, aby udać się tam na...nocny odpoczynek.

Kiedyś podszedłem do mężczyzny, w średnim wieku, którego zresztą widywałem tam każdego wieczoru i który
w sumie, wyglądał dość inteligentnie i schludnie...
Szczególnie zaciekawił mnie fakt, że u wezgłowia jego piaszczystego łoża, stała duża amerykańska flaga... Widziałem to, wiele razy przedtem... 
Zagadnąłem go dość zwyczajowo...”How are you and... how things in general”.
Mężczyzna był chętny do rozmowy i opowiedział mi sporo o sobie. Był inżynierem z wykształcenia, aktualnie bezrobotnym i bezdomnym... z powodów złych decyzji inwestycyjnych oraz problemów rodzinnych.
Pogadaliśmy chwilę o życiu...a potem zapytałem go wprost: Dlaczego pomimo tych swoich własnych trudności i niewłaściwego traktowania przez władze socjalne kraju, codziennie stawia flagę USA przy swoim „łóżku” na plaży. On ze zdziwieniem odpowiedział, że kocha swój kraj – Amerykę, i że nie widzi innego miejsca na świecie dla siebie. Wierzył też bardzo, że wkrótce wszystko się zmieni na lepsze...
W następnych miesiącach, każdego wieczoru widziałem go na plaży. Rzadko z nim rozmawiałem, ale...chyba nic się nie zmieniło. Czasem był głodny, czasem nie - ale zawsze pełen optymizmu i flaga USA codzień tam stała...

Niestety w US topnieje szybko klasa średnia, która od zawsze stanowiła największą potęgę Ameryki.
Rośnie za to ilość grubasów i ludzi uzależnionych od wszystkich, rozmaitych negatywów cywilizacji.
Począwszy od narkotyków i leków wszelakich, skończywszy na nieograniczonej konsumpcji węglowodanów.
Rośnie także w geometrycznym postępie liczba biedaków i ludzi w wieku emerytalnym.

Gdyby nie emigracja i technologia oraz w pewnym sensie izolacja geograficzna - przyszłość mocarstwa byłaby bardzo wątpliwa. I tak zresztą... z pewnością się stanie. Moim zdaniem Ameryka (a może i cały świat) nie dożyje do XXII wieku. Mam nadzieję na to, że się całkowicie mylę...

Oczywiście, tak naprawdę są 2 Ameryki. Naród jest podzielony na tych co w miastach; wszyscy w pogoni - za złudną potęgą pieniądza, walczący w codziennych bitwach - o dobrobyt materialny.
Druga grupa to ci, którzy żyją poza miastami - w „country”: na terenach rolnicze, pastwiskach, pustyniach, w górach i lasach, pomiędzy wschodnim a zachodnim wybrzeżem USA. Tam główną rzeczą, każdego dnia jest zawsze ciężka praca: od świtu do nocy - walka o przetrwanie do jutra.
Tam też jest bieda - jako nieodłączna formuła zmagań, jako „bliska krewna codzienności”.

Wszędzie natomiast dominuje „bogactwo”duchowe dnia; reżyserowane przez Media, Hollywood i Wall Street. Ameryka, cały czas buja się emocjonalnie: między Białym Domem a Stanami, których jest pięćdziesiąt – między Giełdą a Hollywood, między Dolarem a Kościołem i Religią; Kowbojem a Kosmonautyką; Techniką a Naturą; Wiarą a Pragmatyzmem. Medycyna i Prawo - to już całkiem osobne tematy, „hybrydy wspólczesności” - warte dyskusji, które w USA..., przybrały monstrualną postać rządzy pieniądza, którymi absolutnie rządzi...
znowu nie co innego - ale wyłącznie pieniądz.
A wszystko, cały ten bajzel - codzienni mieli się we wszechpotężnych mediach (też pieniądza).

Jedną z najgorszych rzeczy, która może się przydarzyć przyzwoitemu i ciężko pracującemu, przez całe życie emerytowi – to poważnie zachorować np. na serce... Wtedy cały dorobek jego życia – idzie w ręce lekarzy i dużych koncernów farmaceutycznych. Znam wiele przykładów/dramatów życia w tym scenariuszu.
Niestety, prawda jest taka, że coraz mniej amerykanów stać na to aby chorować.
Kompletny absurd współczesnej Ameryki.

Moim zdaniem, pokornego obserwatora codzienności – w własnych oparach myśli i marzeń...
Niedługo, w perspektywie czasu i skończoności – USA musi się zawalić. Wszelkie bowiem wartości są tam... materialnie nieludzkie...no i materialno nieludzkie. Wszystko oparte na bardzo kruchym i wrażliwym - wspólnym mianowniku rynku popytu i podaży dolara. Kontrolowanym przez...???

Ameryka zacznie się zapadać od Kalifornii i Pacyfiku do Nowego Jorku i Atlantyku - na oceanach i na lądzie,
który ewoluuje, coraz bardziej z dala od natury - na śmietniskach obłudy i manipulacji.

Moim zdaniem „American Dream”- możliwy kiedyś; obecnie już na zawsze pozostanie niespełniony.

Koniec Odcinka 77

Ryszard Opara
 

KOMENTARZE

  • Brawo, bardzo celna ocena "RAJU (z papieroplastyki) NA ZIEMI"
    Je mieszkałem za Oceanem tylko przez 3 lata "w zaawansowanej młodości". Wtedy też - jako były współorganizator przerzutów "Kultur" paryskich do PRL-u przez Tatry, zacząłem pisać, drukowane mi przez Giedroycia w tejze "Kulturze" artykuły nt. "Wolności na autostradzie" w USA:

    http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2011/11/Kultura-2.jpg

    Wszystko bowiem tamże to UDAWACTWO, że się im ŻYJE DOBRZE. Ale prości ludzie na to UDAWACTWO się nabierają, szczególnie w Polsce, z jej - zorganizowaną w znacznej mierze przez CI(P)A - Solidarnością z amerykańskim BOGIEM o nazwie DOLAR. (CI/P/A to skrót od Central Intelligence /& Propoaganda/ Agency.)

    Ot, tak sobie podówczas 91972 rok!) wyobrażałem CEL ŻYCIA w USA, jeśli tam zostanę:

    http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/01/Not-divine-comedy-computer-god.jpg

    rysunek pochodzi z mej niedoszłej tamże pracy doktorskiej:

    http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2018/04/Not-too-Divine-Comedy-back-2.jpg

    Jej tematem jest obserwacja, że AMERYKANIE - tak jak dawne ludy b. prymitywne (oraz niewprawne jeszcze w patrzeniu dzieci) - NIE POTRAFIĄ ODRÓŻNIAĆ CO JEST ŻYWE A CO MARTWE:

    https://zakop999pl.neon24.pl/post/146835,nareszcie-debilizm-czyli-nowy-amerykanski-wiek-xxi
  • Prawda.
    "Ameryka zacznie się zapadać od Kalifornii i Pacyfiku do Nowego Jorku i Atlantyku - na oceanach i na lądzie,
    który ewoluuje, coraz bardziej z dala od natury - na śmietniskach obłudy i manipulacji."
    -------------
    Jednak czarci pomiot to zapadanie kontroluje tak aby dokonywało się ono równolegle na wszystkich kontynentach - z tym tylko, że likwidacja białej rasy wszędzie na świecie - jest dla tegoż pomiotu - priorytetem.
  • 5*
    Większość Amerykanów ma wdrukowany pogląd, że "sam jesteś kowalem własnego losu". W wielu sytuacjach jest to bardzo pożądane podejście do świata. Gdyby był to świat w którym rola państwa sprowadzałaby się do niezbędnego minimum i panowałaby duża doza wolności to taki pogląd byłby bardzo pozytywny. Wielu Ameryknów nie zorientowało się, że zostali już dość dawno pozbawieni tej wolności. Taki człowiek z Pana realcji (ten bezrobotny inżynier) nawet nie pomyśl, że mógłby się zbuntować, że jego własne państwo go zdradziło i że mógłby się przeciwko temu państwu zbuntować. Powtórzę za Goethe'm "nikt nie jest bardziej zniewolony niż człowiek któremu wydaje się, że jest wolny a w rzeczywistości nim nie jest". Z pewnością wkraczamy w bardzo niebezpieczny okres w historii. Upadający kolos prawdopodobnie zechce pociągnąć innych razem ze sobą.
    A durni Polacy wpatrzeni są w tego molocha z zachwytem.
    Poniżej video ilustracja do tego o czym pisze:
    California is starting to look like Venezuela:
    https://www.youtube.com/watch?v=nVSI0PFUmqE
    Pozdrawiam
  • @autor
    W pewien sposób świat komuny - wspólnego bezpieczeństwa socjalnego (co było dobre) oraz dwóch powszechnie wyznawanych zasady rodem z Sojuza ("nie wychylać się" / "czy się stoi, czy się leży, pensja się należy"), był światem na swój sposób strawnym, ludzkim, wygodnym. Zwalniał z presji. Pozwalał cieszyć się czasem wolnym. Zwalniał, przynajmniej częściowo, ze stresu egzystencjalnego. Taki swoisty syndrom więźnia: jest mi tu dobrze, bo i tak nie mam na nic wpływu.

    Gdyby nie pazerność rządzących (stojąca w jawnej sprzeczności z wyznawanymi przez partię zasadami równego dostępu do dóbr wszelakich) i brak namacalnej płaszczyzny porównawczej (RFN, Austria, Szwecja, Francja, USA, a po części także NRD) można byłoby sądzić, że nawet nie jest źle (przynajmniej mając 18-20 lat tak sądziłem).

    Dzieci i młodzież mieli fajnie. Dorośli natomiast mieli trudniej: widzieli przegięcia, znajomości, układy i robiło się im od tego wszystkiego niedobrze.

    Kapitalizm jest trudniejszy, bo mówi: postaraj się, a będziesz miał więcej. Więcej niż masz teraz, ale także: więcej niż mają inni. To pierwsze jest motywujące, to drugie prowadzi do zaburzeń relacji społecznych: rywalizacja zastępuje współpracę, a indywidualizm - wspólnotowość.

    Nawet ten obecny polski skarlały kapitalizm daje zwykłemu człowiekowi do myślenia: Sąsiad wstaje codziennie rano i zasuwa po 10 godzin, a ma nowego opla, a ja tylko mam na jedzenie...

    Państwa Zachodnie z lat 70-90 (RFN, Skandynawia) chyba wymyśliły najlepszy model, jaki się dało na tej ziemi wytworzyć: kapitalizm oświecony, czyli "społeczna gospodarka rynkowa", polegająca na niwelacji różnic materialnych (USA, a dziś Rosja, Polska, Ukraina) i budowani więzi społecznych (współpraca w miejsce rywalizacji).

    Nie da się tego zadekretować, tak naprawdę każdy musi poczuć. Każdy musi płacić podatki, szanować drogi i mienie publiczne, by to nie niszczało. Ale paradoksalnie właśnie kapitalizm (i własność prywatna) uczą szacunku do tego, co ktoś inny stworzył, a komuna (system bazujący na tym, co wspólne) cierpiała na syndrom niewolnika: to nie moje, to wspólne, czyli niczyje, więc nie jest to moim priorytetem (1 stopień), o to nie dbam (bierność - 2 stopień), więc mogę to niszczyć (agresja, 3 stopień).

    Dziwny jest ten polski kapitalizm. Pokraczny, niesprawiedliwy, z rażącymi dysproporcjami majątkowymi.

    A jednak moralność pracy (na tym podstawowym poziomie) i szacunek do pracodawcy wzrosły.
  • Ja akurat rozumiem tego Amerykanina z flagą
    „Dlaczego pomimo tych swoich własnych trudności i niewłaściwego traktowania przez władze socjalne kraju, codziennie stawia flagę USA przy swoim „łóżku” na plaży. On ze zdziwieniem odpowiedział, że kocha swój kraj – Amerykę, i że nie widzi innego miejsca na świecie dla siebie.”

    Amerykanie nie popełniają błędu, który popełniają Polacy, którzy utożsamiają rządy państwowe z ojczyzną. Amerykanie nie są papierowymi patriotami, którzy obrażają się na swoją ojczyznę, bo została przejęta przez międzynarodowy kartel zbrodniarzy i kryminalistów, w związku z czym życie nie jest łatwe i należy wyemigrować, tak jak rozumują niektórzy Polacy i tak, jak robią to żydzi, którzy w każdej chwili są gotowi, by się przenieść do innego kraju, gdzie źycie będzie łatwiejsze. Miłość do ojczyzny powinna być jak małżeństwo: na dobre i złe, nie tylko na dobre. Faktem jest, że w czasach kapitalizmu - nie globalizmu/korporacjonizmu, Stany Zjednoczone stwarzały największe możliwości, a ludzie cieszyli się wolnością, jak nigdzie indziej na świecie. W wielu stanach do dnia dzisiejszego Amerykanie są uprawnieni do noszenia broni; sama myśl o tym np. przeciętnego mieszczucha w Kanadzie, przyzwyczajonego do zniewolenia od rządu jejmości królowej, przyprawia o zawał serca.
  • @Lotna 11:24:04
    "Miłość do ojczyzny powinna być jak małżeństwo: na dobre i złe, nie tylko na dobre."
    Problem polega na tym, że jeśli taki facet tłucze swoją żonę, eksploatuje ją na każdym kroku, poniża, zdradza, okrada i o nią nie dba to jeśli się ona nie "postawi" to taki los będzie zmuszona znosić przez całe życie.
    Z pewnością najgorszym rozwiązaniem jest przyzwolenie na takie traktowanie bez żadnego sprzeciwu.
  • @Robik 12:03:03
    Ja mówiłam o złych czasach, nie o złym małżeństwie. Zasadnicza różnica.

    Nie podoba ci się porównanie, to porównaj do miłości do dziecka.
  • @maharaja 11:07:26 Odnośnie "A jednak moralność pracy (na tym podstawowym poziomie) i szacunek do pracodawcy wzrosły."
    Ot i właśnie. Przed dokładnie 50 laty, gdy przyjechałem (tj. przyleciałem) na graduate studies do USA, to byłem przerażony BRUDEM i BRZYDOTĄ Nowego Jorku, niechlujnym odziewaniem się Amerykanów i Stertami Śmieci nawet na głównych ulicach tamże. Brak jakiegokolwiek porównania z Zachodnią Europą, którą wcześniej (podróżując po niej i pracując) udało mi się poznać.

    A gdy po 2 miesiącach letniego podróżowania po Ameryce Północnej (Kanada byla o całą klasę bardziej estetyczna) przybyłem do Berkeley, to spotkałem tam amerykańskiego rówieśnika, który dwa lata wcześniej, jako matematyk, miał stypendium na UW w Warszawie. Widząc mój "nos na kwintę" po oglądnięciu pobieżnym (od Oceanu do Oceanu) USA, powiedział mi ze smutkiem TOO MUCH GARBAGE, czując co myślę o jego ojczyźnie.

    A ten GARBAGE to właśnie wynik tej ZBĘCWALONEJ PRACOWITOŚCI, która i Polskę dzisiaj zamienia w zawalony debilnymi reklamami, hipermarketami, samochodami i wszelakim innym, WIELBIONYM PRZEZ LUD BADZIEWIEM (w tym prasa, TV, radio24, rząd, a coraz częściej i kościoły) PRACOWITY ŚMIETNIK.

    I jeszcze mam się cieszyć, że stacjonuje u nas US Army (tam gdzie pracowałem, czyli w Rędzikowie koło Słupska mają nawet ukryte w silosach wyrzutnie rakiet), zjadając zapewne co nieco z mej emerytury.
  • Bardzo dobrze Pan opisal moja nowa ojczyzne i moje zycie.
    :)
  • @Autor
    "Jedną z najgorszych rzeczy, która może się przydarzyć przyzwoitemu i ciężko pracującemu, przez całe życie emerytowi – to poważnie zachorować np. na serce... "

    Oj tam, oj tam, toż przejmowanie kasy od "pracowitych" jest sukcesywną i opanowaną metodą - czego przykładem jest niejaki Ryszard Opara, który sobie myślał, że jest niezależnym biznesmenem, a szybko wytłumaczono mu, że jest tylko pozorantem.

    ;-)))
  • Amerykańskim bogiem jest sex
    a pieniądz to tylko środek do celu.

    Czy ktoś policzył, na ile obecnych bugsów USA obrabowały świat drukując dolary ?

    Przecież całemu światu należy się odszkodowanie.
  • @interesariusz z PL 09:48:14 "Amerykańskim bogiem jest sex a pieniądz to tylko środek do celu."
    Bardzo celne ujęcie istoty tamże życia. Postaram się wykorzystać (z podaniem nicku autora?) tę uwagę jako motto do opracowania "Genitalian Theory of Evolution", które właśnie przygotowuję:

    Patrz jego już 8-letnia podstawa:

    MIND INSIDE GENITALIA
    http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2019/02/mozg-w-genitaliach.bmp
    The Origin (Genesis) of the Chosen People Super Species
  • info od polskiego urlopowicza z USA
    Jak mam ochotę na boczek lub inny cymes uważany za niezdrowy , to płacę tylko gotówką by w razie czego firma ubezpieczeniowa nie odmówła wypłaty odszkodowania z racji niewłaściwego odżywiania....... Cóż więcej dodać.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930