Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
413 postów 2186 komentarzy

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Lekarz z powołania. Polak - Patriota. Humanista. Misja i Cel Mojego Życia - Pomagać innym ludziom.

AMEN-Autobiografia Naukowa-Odc.70

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Chiny - Szanghaj – są zdumiewające – nigdzie na świecie, nie ma zjawiska tak szybkich zmian... Przyszłość świata jest coraz bardziej uzależniona od przyszłości Chin.

AMEN – Biografia Naukowa – Odc 70

Moje podróże po świecie - współczesności

Jak już wspomniałem, moje życie tak się poukładało, że odwiedziłem w nim większość krajów świata - mieszkałem dłużej w kilku – wszystko zaprojektowane w określonym celu.
Myślę, że jestem już na mecie - gotowy do kolejnego etapu: realizacji Misji Mojego Życia, ale poniżej dla ścisłości i porządku - przedstawiam kilka relacji z podróży po światach przeszłości ale w teraźniejszości (nie zawsze może po kolei) – a raczej tak – jakże to... jak myśli pamięci mnie wiodą...

Chiny:

Byłem w tym wielkim, ciekawym kraju wiele razy. Oczywiście nie będę opisywał wszystkich pobytów. Najbardziej utkwiła w mej pamięci jedna z pierwszych wizyt. Był to rok 1988.
Byłem wtedy Prezesem zarządu Alpha Healthcare Limited.
W jednym z naszych szpitali: Mount Wilga Rehabilitation Center, pracował bioinżynier, Szwajcar o nazwisku Robert Bossard, który skonstruował znakomity; pierwszy na świecie: składany, plastikowy, wózek inwalidzki. Oprócz tego, że był on bardzo lekki i po złożeniu, mieścił się do średniej walizki - jego główną zaletą był fakt,
że nie było w nim żadnych części metalowych (nawet łożyska kółek były plastikowe).
Wózek mógł być stosowany do kąpieli pod wodą, prysznicem, w basenie; do różnych form hydroterapii.
Wszystko składało się z niemetalowych, plastikowych różnych elementów i dwóch kół.
Konstrukcyjnie pojazd był znakomitym rozwiązaniem.
Dr. Robert Bossard miał też całą dokumentację i zatwierdzony patent.

W Australii, rynek był jednak stosunkowo mały aby ruszyć ze światową produkcją tego wózka, a wiec Robert przekonał mnie abyśmy pojechali do Chin i spróbowali tam... z produkcją i marketingiem.
Ze względów czysto rynkowych no i finansowych.

Znałem wtedy ówczesnego Konsula Generalnego Chin w Australii; dość szybko załatwiłem sobie wizę,
na wyjazd do Szanghaju, gdzie znajdowała się największa fabryka sprzętu do rehabilitacji.
Na pierwszą wizytę pojechałem jednak sam; bo Robert z jakichś tam powodów - nie dostał wizy.
Nie znałem wtedy chińskiego, (teraz też nie), więc załatwiono mi tłumacza, samochód z kierowcą – tak abym nie błądził - po tak olbrzymim mieście jakim był (i jest nadal) - Szanghaj.

Leciałem przez Hong Kong, nie było wtedy bezpośrednich połączeń z Sydney do Chin.
W Szanghaju na lotnisku przywitała mnie bardzo ładna, młoda dziewczyna, która okazała się być tłumaczką. Niestety, mówiła po angielsku słabo, w dodatku też cicho. Tak jakby się wstydziła mówić.
W ogóle prawie też nie znała terminologii medycznej. Zaprowadziła mnie do samochodu, którym okazała się w rzeczywistości „polska limuzyna” czyli...po prostuFiat 126p. Rozbawiło mnie to niesłychanie i „do łez” - przypomniały mi się lata mojej młodości samochodowej. „Durnej i chmurnej”.
Wszystko przeszło szybko bez echa zapomnienia – na drodze do rzeczywistości.

Problemem był prosty fakt tego dnia: miałem ze sobą 2 duże walizki; w jednej rzeczy osobiste; w drugiej wózek. Oczywiście to wszystko nie zmieściło się do bagażnika, którego Fiat-126 w sumie nie miał; ani nawet na tylne siedzenie. Tam siedzieli: tłumaczka; no i ochroniarz; nie wiem po co i dlaczego, ale...?
A był jeszcze kierowca...
Pamiętałem z dawnych lat pojemność „malucha” ale wtedy nie było to przydatne. Nie mogłem sam jechać wózkiem inwalidzkim do hotelu – bo nie znałem drogi! Zresztą, pewnie by mnie nie puścili...

Musiałem więc walizkę z wózkiem, przymocować własnym paskiem od spodni do bagażnika dachu a podczas jazdy miałem okno otwarte i jedną ręką trzymałem uchwyt bagażu. Drugą walizkę trzymałem na własnych kolanach; co znacznie ograniczało moją widoczność i swobodę ruchu.
Jechaliśmy z tego powodu, choć nie tylko... bardzo wolno. Charakterystyczną rzeczą na drogach Szanghaju wtedy był niesamowity ruch...Codzień jeździło...tam setki tysięcy ludzi, ale na rowerach.
Czułem się więc tak... jakbym był w peletonie kolarskim - słynnego Wyścigu Pokoju.
Niewiele się własciwie pod tym względem zmieniło. Tylko obecnie zamiast rowerów są samochody. I to wszędzie.

Ale... wbrew tym przeciwnościom losów „chińsko-polskich” - udało nam się jakoś - i to szczęśliwie, po kilku godzinach, bez żadnej zguby bagażu - dotrzeć do Hotelu Hilton w centrum miasta.

Przyjechałem tam w piątek rano. Spotkanie z dyrektorem firmy miałem dopiero w poniedziałek.
Było więc 2 dni, wiele czasu do zwiedzania miasta, które było parterowe, zaniedbane, brudne i wszędzie, absolutnie wszędzie rowery. Wszyscy jednakowo byli ubrani - na niebiesko-szaro. Miasto wyglądało trochę: jak spacerowy plac ponurego więzienia. Przynajmniej takie było moje pierwsze wrażenie. Zupełnie inny świat. Widziałem trochę Szanghaju przedtem - w reportażach telewizyjnych, ale tak naprawdę, żeby poznać prawdę/rzeczywistość, trzeba jej wpierw dotknąć.

Tylko niebo nad nami... było jakieś nadzwyczaj błękitne a chmury najbielszego odcienia białości.

Nawiasem mówiąc - 20 lat potem, w roku 2008, to samo miasto Szanghaj, było absolutnie inne, całkowicie odmienione. W Centrum błyskały kolory i szał różności. Jeden, olbrzymi plac budowy. Nigdzie żadnych parterowych budynków, żadnych rowerów. Wieżowce, lśniące stalą i szkłem; jeden wyższy od drugiego.
Rozmaite rozwiązania architektoniczne, kształty i formy pełne wizji.
Korki samochodowe; najlepsze marki: Mercedesy i RR-oyce. Wszystkie błyszczące nowością.

Wtedy zupełnie nie mogłem rozpoznać miasta. Nie mogłem uwierzyć w wszystkie zmiany, które wydarzyły się w tak krótkim okresie czasu. Miasto było przepełnione energią i nowoczesnością.

Szanghaj 2008 roku, przypominał mi nieco Nowy York i Manhattan, (ktore znałem dość dobrze) - ale znacznie czystszy, dużo bardziej, lepiej zorganizowany. Co na przykład widać było w Metrze – dojeżdżającym wszędzie.
Tylko niebo było wtedy jakieś takie szaro-niebieskie a chmury, koloru brudu zlewały się z ziemią i horyzontem.
Wieczorami, było trochę już lepiej i weselej bo feeria neonów zasłaniała i rozświetlała niebo.

Ostatni raz byłem w Szanghaju w 2018 - 10 lat potem – na konferencji TeleMedycyny Chińskiej.
Miasto przechodziło kolejną rewolucję urbanistyczną i komunikacyjną. To wprost nie do wiary - jak to miasto się szybko zmienia - pod każdym względem i co dzień. Pokazuje to niesłychany oraz wprost nieprawdopodobny potencjał, drzemiący ciągle w ludziach. Dawniej pociąg z Szanghaju do Pekinu jechał parę dni. Dziś 4-5 godzin.
A przecież to dystans 1,300 km. W sumie ta podróż trwa krócej niż samolotem – jeżeli się przyjmie czas bordingu, kontroli, oczekiwania.

Chiny w Szanghaju – są zdumiewające – nigdzie na świecie, nie ma zjawiska tak szybkich zmian...
Rozwój gospodarczy; rozwój nowoczesnych technologii i techniki postępuje własnie tam w Chinach w niemal geometrycznym tempie i niewyobrażalnym ilorazie.
Z drugiej strony Chińczycy są nadal bardzo tradycyjnym i wspaniałym narodem, a obecnie chyba najlepszym przykładem współdziałania ludzi z nowoczesnością, jak i własną tradycją - historią.

Chińska medycyna to również niesamowity, nie do końca może zrozumiały element kultury tego kraju, który prędzej czy później wprowadzi zasadnicze zmiany do medycyny konwencjonalnej.
Studiuję od lat Medycynę Wschodu i Chin i takie jest moje zdanie.
Przyszłość ludzkości może być tylko fuzją doświadczeń przeszłości oraz najnowszych osiągnięć komputerowych – w ramach medycyny Kwantowej – Cybernetycznej. (O czym będę dalej pisał).

Oczywiście są również wielkie koszty oraz rozmaite negatywne efekty dla rozwoju cywilizacji) –
będące rezultatem ostatnich 20-30 lat rozwoju Chin – jako światowej potęgi.

W historii naszego świata wielowiekowe procesy rozwoju cywilizacji i kultury Chin są zjawiskiem niewątpliwie wyjątkowym. Nie można tego ignorować – a raczej dobrze się nad tym zastanowić.

Przed wiekami Sybilla; potem Nostradamus w XVI wieku; wielu innych filozofów przepowiadało:
„Żółta rasa zaleje świat”.

Co będzie dalej – pokaże nam przyszłość. Niewątpliwym jest jedno:

Dzisiejszy świat jest coraz bardziej uzależniony od potęgi umysłowej i przyszłości Chin.

Koniec Odcinka 70

Ryszard Opara
 

KOMENTARZE

  • Przed rokiem 1982 nic by Pan w Chinach nie zdzialal. Technologia
    plastikow to byl wtedy sznurek i bambus. Od roku 1982 zaczeto wywozic amerykanski przemysl do Chin i rezultaty dzis podziwiamy. Nowoczesne miasta, ludzie ubrani w ciuchy modne, co krok to frykasy sprzedaja, szybka komunikacja, podboj kosmosu, na wycieczki po calym swiecie sie szwedaja. Tymczasem w USA w Detroit jelenie biegaja tam gdzie byly fabryki, eleganckie dzielnice mieszkaniowe. Dlaczego tak sie stalo? Proste: Szatan pokaral kraj chrzescijanski a nagrodzil poganski.
  • @staszek kieliszek 06:32:26
    Dlaczego tak się stało?
    Proste. W Chinach panuje prawdziwa narodowa demokracja.
    Chińczycy doskonale się rozpoznają.

    - W białej rasie tródno rozpoznać rodaka.
  • @staszek kieliszek 06:32:26
    "Szatan pokaral kraj chrzescijanski a nagrodzil poganski."

    A Bóg jest bezsilny?

    W Chinach chrześcijan przybywa, w Korei Południowej już są większością. Na Zachodzie chrześcijan ubywa.
  • @goodness 07:58:10
    Chiny wprowadzily "system kredytu spolecznego". Niskie punkty oznaczaja zakaz podrozowania, dostep do dobrze platnej pracy, dobrych szkol, otrzymania pozyczki z banku, zakaz dostepu do szybkiego internetu, skorzystania z hotelu.
    Niskie punkty mozna zarobic za: zla jazde samochodem,palenie w miejscach niedozwolonych, kupowanie zbyt wielu gier komputerowych, psa bez smyczy, zle komentarze na forach, jazde bez biletu, wloczegostwo, marnowanie pieniedzy, oszustwa, rozsiewanie plotek i falszywych wiadomosci.
    System juz pracuje a do roku 2020 kazdy obywatel bedzie w tym systemie.Niebo na ziemi.
  • @staszek kieliszek 18:12:18
    "System juz pracuje a do roku 2020 kazdy obywatel bedzie w tym systemie.Niebo na ziemi."
    -------------
    Chiny a raczej rządzący Chinami - też pracują dla dzieci diabła. Przecież kiedyś dzieci diabła zaflancowały im komunę ze wszystkimi tego konsekwencjami a potem zmusiły je do zabójczej polityki jednego dziecka i to najlepiej chłopca.
    Wniosek?
    Nie przeceniajmy Chin na tym szatańskim świecie, że te się z niego wyłamią! Chiny stanowią ważne dla dzieci diabła ogniwo tzw. globalizacji.
  • @staszek kieliszek 18:12:18
    .
    Taki system kredytu społecznego z niskimi punktami, nam się by przydał na ul. Wiejskiej.

    Serdecznie Pozdrawiam
  • Siedziba fabryki Boeinga. Seatle, stan Washigton, USA.
    Fabryka samolotow co spadaja.737 Max. The Best.
    https://www.youtube.com/watch?v=bpAi70WWBlw
  • @System Wiarygodności Społecznej
    Chiny dobrze myślą, to jednak (obok Persów) cywilizacja fundamentalna, z gatunku tych posuwających całą rasę ludzką do przodu (z chwilowymi przegięciami), ale dla nas, chrześcijan, trzeba byłoby zrobić to na odwrót. Nie -, lecz +.

    Nie karać złymi punktami, a oferować tylko te dobre (no może poza skrajnymi wyjątkami, jak np. wyrok sądowy za przestepstwo umyślne czy rażące niedbalstwo).

    Polacy lubią głaski.
    Lubią też zbierać zdrapki i punkty itd.

    Gdyby to na kasę przekuć lub wymierne korzyści, zrobiliby wszystko, co trzeba. A najlepiej byłoby zrobić to tak, by zamiana punktów na kasę była możliwa, lecz "niewskazana". Tak jak chłopów uczono uprawiać ziemniaki, stawiając straż przy polu dziedzica.

    Od oddolnej organizacji w każdej dziedzinie życia poprzez wysprzątanie powierzchni wspólnych (niczyich) aż po pomoc starszym i niedołężnym.

    Wyszłoby zapewne taniej, niż finansowanie tego z kasy państwa.

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031