Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
413 postów 2186 komentarzy

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Lekarz z powołania. Polak - Patriota. Humanista. Misja i Cel Mojego Życia - Pomagać innym ludziom.

AMEN-Autobiografia Naukowa-Odc.69

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Dylematy życia: Ewolucja - Dojrzewanie versus Plany i Przypadki losu. Zrozumienie - Zmiany versus Stabilizacja - Stagnacja. Umieranie. Podróż przez życie jest bazą wyjściową zrozumienia ludzi i samego siebie.

A kiedy to się dzieje i kiedy to się stanie - powstaje pytanie:
Jak ja człowiek i My ludzie kreujemy własną - wspólną Przyszłość - Co stanowi naszą Przyszłość?

Przejdźmy na kilka chwil - z realiów Naszej niby Rzeczy Pospolitej - w podróże do marzeń.
Moje - nasze podróże przez świat.

Jedną z moich - naszych rodzinnych, największych prawdziwych pasji zawsze było, jest i będzie podróżowanie. Głównie jako zaspokajanie ciekawości poznawanie świata, oraz jego wszystkich różnorodności: cudów, meandrów i charakterów; kolorów, obrazów wszystkiego dobra i wszelkiego zła; tego co stworzyli przede mną i przed nami - ONI wszyscy: to znaczy Pan Bóg, Przeznaczenie, Natura oraz Przodkowie – cywilizacje Wschodu i Zachodu.

W swojej podświadomości, od czasów dojrzałości, chciałem poznawać człowieka, ludzi - możliwie jak najwięcej – właśnie po to aby ich zrozumieć. Tak aby zrozumieć samego siebie, moje „miejsce tu na Ziemi” - a to jest przecież podstawa do zrozumienia obecnej rzeczywistości - wykreowanej historią dzisiejszego świata.
A kiedy wreszcie się to wszystko stanie - być może wtedy będę mógł - coś dla tego świata i dla tych ludzi zrobić...

Jest bowiem pytanie: czy można zrozumieć ludzi, Pana Boga i świat, cokolwiek – nie wychodząc z domu?
Będąc skazanym na całkowitą (może nawet super bezpieczną) stabilizację?
Stabilizacja, (którą na przykład tak bardzo lubią kobiety) - w sumie nic człowiekowi nie daje, nie zmusza go do myślenia, do walki o jutro – do pragnienia jakichkolwiek zmian.
Stabilizacja to stagnacja, czyli w sumie powolne umieranie, cofanie sie do tyłu – bez wiedzy gdzie jest ten tył?
I co stoi za tyłem – w naszym świecie, w naszej wyobraźni. Czy to tylko śmierć –jako wejście w NIEBYT.

Myślę, że każdy z nas, każdy myślący człowiek chciałby mieć długie, zdrowe, bezpieczne, no i dostatnie życie.
A potem być może na granicy naszych marzeń –gdzieś tam jest nieskończoność – a za nią już nieśmiertelność.

Takie myśli i dylematy dręczyły mnie właściwie od początków mego świadomego istnienia. Od czasu, kiedy starałem się zrozumieć co mówi do mnie matka i ojciec; kiedy pierwszy raz poszedłem do kościoła i próbowałem przetłumaczyć sobie, w ciszy nocnej - kazania proboszcza naszej parafii.

W latach dojrzałości, od czasów lekarskich, kiedy zrozumiałem zjawiska życia i śmierci, od kiedy pojąłem istotę czasu i przemijania, stawiałem pytania sobie – o mojej roli w „tym” właśnie życiu i na „tym” świecie.
Wtedy jeszcze nie wiedziałem; obecnie jestem pewien, że całe moje życie ukształtowało się tak... celowo.

Nigdy nie byłem na wojnie – ta skrajność cywilizacji – jest mi znana tylko z relacji innych oraz filmów...ale poza tym w moim życiu osiągnąłem bardzo wiele, może prawie wszystko, potem to wszystko straciłem.

Widziałem też... praktycznie wszystko, byłem praktycznie wszędzie, poznałem wszyskie rasy i charaktery ludzkie-
jeszcze niedawno nie byłem absolutnie pewien czy to wola Pana Boga, czy też Przeznaczenia ale coraz bardziej dochodzę do wniosku, że z pewnością nie był to przypadkowy zbieg okoliczności.

Moim zadaniem – jest realizacja „Misji Mojego Życia”, która w wielkim skrócie sprowadza się do:
1. Pomagać wszystkim innym ludziom w procesie zrozumienia świata i rzeczywistości.
2. Być może...w ten sposób - uratować ludzkość i wszechświat przed ostateczną zagładą.
3. Pokazać każdemu człowiekowi drogę do nieśmiertelności.

To wszystko tematy i zadania – na najbliższą przyszłość.

Zdaję sobie sprawę, że wielu, może nawet każdy kto będzie czytał moje dywagacje/wyznania, dojdzie do wniosku, że jestem „niespełny rozumu”. Akceptuję to i rozumiem...ale... zobaczymy co się stanie w najbliższym czasie...

Ostatnio, po wielu latach niepewności - od kilku miesięcy, mieszkam z powrotem w stabilizacji i spokoju Australii.
Od pierwszego dnia mojego przyjazdu tutaj, każdej nocy chodziłem (i nadal chodzę) samotnie po plażach, rozmyślając nad własną przyszłością oraz pytaniem – dla mnie najważniejszym w życiu: Co dalej?
Pewnej północy podczas takiego spaceru, spotkałem Pana Boga – i od tego dnia rozmawiamy co dzień.
To Pan Bóg kieruje moim życiem – oraz podpowiada mi co dalej...

Będę o tym pisał oraz informował w najbliższej przyszłości – zgodnie z odwieczną zasadą:
„Człowieka można poznać – tylko poprzez owoce jego działań”.
Do zobaczenia i usłyszenia – własnie tam – w działaniach....
Wracając na ziemię codzienności mojej przeszłości -

Właściwie prawdę mówiąc, zawsze z wyżej wymienionych powodów i dylematów, tak naprawdę bardzo trudno mi  było - i jest nadal „usiedzieć na dłużej w jednym miejscu”.

Miałem, zbudowałem w życiu wiele pięknych domów, w różnych lokalizacjach...ale po pewnym czasie...zaczynało mi się tam jakoś nudzić. Potrzebowałem zmiany. Nawet moja żona wiele razy mówiła, że moją prawdziwą pasją życia jest budowanie...I to jest w pewnym sensie racja.

Jakoś nie lubiłem stabilizacji – uważając, że właśnie ta stabilizacja ma negatywny wpływ na budujące procesy kreatywności – a to zagraża funkcjonowaniu mózgu i wyobraźni...
W rezultacie...tak jak kiedyś niedawno podliczyłem – przeprowadzałem się w swoim życiu sam i razem z rodziną - już ponad 50 razy. To wprost niewiarygodne – ale prawdziwe...

Byłem, byliśmy już z żoną - we wszystkich niemal krajach świata – na wszystkich kontynentach.
Arktykę i Antarktydę też zaliczyłem, ale to były krótkie wizyty krótkie, zaledwie parodniowe, i oczywiście niewiele
o takich miejscach mogę powiedzieć – ponad wiedzę znajomą wszystkim.
Śnieg, mróz, lodowce i czyste powietrze. Czasem piękne czyste niebo, czasem burze śnieżne – ale wszystko oglądane głównie z pokładów samolotu – albo też statku pasażerskiego.

Kocham morza i oceany – muszę przyznać, że moim zdaniem najlepsza forma podróżowanie i zwiedzania świata - jest właśnie na pokładzie statku. Zabiera się ze sobą własny pokój z łazienką, własne ubranie, jest kuchnia i wszystko właściwie co potrzeba do życia na codzień – i zawsze jest dach nad głową nocą, i kiedy pada...
Moją ulubionymi liniami pasażerskimi są (i zawsze były): „Silver Sea”, „Crystal Harmony” oraz „The World”...
Na tych statkach spędziłem w sumie około 12 miesięcy życia – jest więc co wspominać.

Ale kocham też góry – czy może być coś piękniejszego niż Himalaje, Andy a nawet Alpy i Tatry, kiedy się patrzy
z góry, z pozycji Pana Boga – na ziemię. A wtedy niebo i gwiazdy są tak blisko – na wyciągnięcie ręki wyobraźni. Tylko trzeba umieć patrzeć i rozumieć.

Kilimandżaro i Nil - w Afryce to dla mnie cuda stworzenia; Sahara – bezmiar marzenia. A Amazonka, którą całą przepłynąłem statkiem od źródeł do ujścia (w tę i nazad) to zupełnie inny, osobny świat - sam w sobie.
Jezioro Titicaca, na której ziemia pływa (pływające wyspy), to kolejny przykład nieskończoności możliwości życia.
Przeszedłem kiedyś szlakiem Inków: od Cuzco – to Machu Picchu, to trzeba samemu przeżyć, pod namiotem historii na drodze do zrozumienia współczesności. Cudów i wspaniałości świata jest wiele, opiszę niektóre po kolei - o wielu krajach a własne stamtąd doświadczenia i refleksje, przekażę w raporcie - na piśmie.

W Australii spędziłem najwięcej swego dorosłego życia ok. 23 lat; w USA sumie ok. 24 miesiące; Nowa Zelandia ok. 8 miesięcy.
(W kilku krajach byłem wiele razy i mógłbym napisać przewodnik po najbardziej interesujących miejscach).
Napisałem już nieco o Grecji i Turcji, ale to było w czasach kiedy byłem turystą z ograniczonym bardzo budżetem i tak naprawdę niewiele mogłem zobaczyć – trudno więc o właściwy opis.

Oczywiście podróżowałem również (najczęściej samolotami). W roku 1993 byłem w Polsce 10 x (z Australii) – czyli praktycznie co miesiąc.

Niewątpliwie podróże kształcą i uczą, ale dla mnie - najważniejsze jest to, że pomagają zrozumieć cały świat i współczesność oraz ludzi – różnych kultur, religii, tradycji i obyczajów.

A to był punkt wyjściowy dla kreacji Misji Mojego Życia. Pierwszy krok 

Koniec Odcinka 69
Ryszard Opara

 

KOMENTARZE

  • @Autor
    "Moim zadaniem – jest realizacja „Misji Mojego Życia”, która w wielkim skrócie sprowadza się do:
    1. Pomagać wszystkim innym ludziom w procesie zrozumienia świata i rzeczywistości.
    2. Być może...w ten sposób - uratować ludzkość i wszechświat przed ostateczną zagładą.
    3. Pokazać każdemu człowiekowi drogę do nieśmiertelności."

    Czyli jednak, Szanowny Ryszardzie, niczego się nie nauczyłeś.
    Jak byłeś megalomanem, tak pozostałeś.

    "Pomaganie innym" - to najbardziej perfidna forma okazywania swej wyższości - czysta ksenofobia. Z tego poczucia biorą się największe "grzechy" świata".
  • @Krzysztof J. Wojtas 08:05:08
    To może olewanie innych albo wręcz szkodzenie innym jest poprawnym zachowaniem ?
    Może na zasadzie ich strata to mój jakiś tam zysk, korzyść ?
    Głupie to trochę.

    Siła synergii polega na tym że każdy wkłada to co ma najlepszego w czym jest najlepszy.
    Zbiór zwykłych przeciętnych ludzi razem tworzy super siłę na zasadzie synergii talentów, umiejętności, możliwości.
    Tak działa drużyna, rodzina, grupa pierwotna...zespół.. i tak powinno działać Państwo.

    Niestety zbyt dużo jest ludzi o mentalności pasożytów...
    dużo brać jak najmniej dawać...
    Walka z pasożytami to chyba najważniejszy front walki o lepszy świat.
    Pasożyty zwykle nie mają moralności ale za to mają "ciąg na koryto".
    Klasyczny przykład z polityki to PO czy PSL i inne KODy, Nowoczesne czy "Obywatelskie".
    Nauczyciele np mają większy ciąg na koryto niż chęć do uczenia dzieci czyli przyszłych pokoleń Polaków (nie wszyscy oczywiście...ale związkowcy, strajkowcy, terroryści)... dla takich uczenie dzieci to biznes a nie misja...
  • zaczyna się robić interesująco
    w opowiadaniu.
  • @Oscar 11:31:01
    tak, tylko jak zebrać taką synergiczną drużynę?

    chociażby historia niniejszej witryny pokazała, że nikogo nie daje się skrzyknąć.
  • @Krzysztof J. Wojtas 08:05:08
    Szanowny Panie Krzysztofie,

    Nie bardzo rozumiem - o czym Pan mówi...

    Na czym polega moja megalomania - (czy też czysta ksenofobia).

    Z wykształcenia i zamiłowania jestem lekarzem, medycyna była, jest i pozostanie największą pasją mojego życia.
    Jako anestezjolog pracowałem w Pogotowiu Ratunkowym oraz na wielu Oddziałach OIOM (Odział Intensywnej Opieki Medycznej).
    Największą radość i satysfakcję miałem, kiedy uratowałem komuś życie.
    Nigdy nie robiłem tego dla pieniędzy...

    W Australii zbudowałem "24hours Medical Center" (przychodnie otwartą całą dobę) oraz kilkanaście prywatnych szpitali. Owszem, przy okazji zarobiłem też sporo pieniędzy, ale moją główną motywacją nigdy nie były pieniądze - zawsze chciałem pomagać ludziom. Chorym ludziom.

    Pod tym względem niewiele się dla mnie zmieniło.
    Chcę nadal, poprzez resztę swojego życia - pomagać chorym ludziom...

    "Misją mojego ŻYCIA" - jest pomaganie wszystkim ludziom żyć długo, najdłużej możliwie w dobrym zdrowiu.
    Chciałbym wszystko zrobić poprzez rozwój Medycyny Cybernetycznej, - opartej na zasadach Fizyki Kwantowej, która pozwoli na całkowicie nowy metody dokładnej diagnostyki medycznej oraz nowych sposobów terapii...

    Co w tym wszystkim złego, niewłaściwego czy ksenofobicznego?

    PS.
    Tak moim marzeniem jest pokierować ludzi w stronę nieśmiertelności.
    Wiem, że to obecnie niemożliwość, ale coż złego w takich marzeniach.

    Pozdrawiam
  • @Oscar 11:31:01
    Szanowny Panie,

    Absolutnie się z Panem zgadzam...

    Marzy mi się to aby przez resztę swojego życia pomagać ludziom.
    Chciałbym aby wszyscy byli zdrowi, żyli długo, szczęśliwie, bez problemów.

    To wszystko zgodnie z moim wyksztalceniem, zawodem i misją życia.
    Będę próbował; być może mi się nie uda - ale będę próbował, dopóki mi starczy sił i życia.

    Coż w tym złego...megalomicznego... ksenofobicznego - jak twierdzi Pan Wojtas...

    Pozdrawiam
  • @Ryszard Opara 12:49:49
    Ja też próbuję na innym polu.
    To nie jet łatwe. Łatwe rozwiązania już dawno zostały "znalezione".
    Poszukiwanie nieznanego jest jak poszukiwanie skarbów... to przygoda, romantyzm... to poszerzanie możliwości naszej cywilizacji...
    ...można drobnymi kroczkami a można skokami...

    To jest dopiero megalomania...
    Nie widzę w tym nic złego...
  • @Oscar 11:31:01
    Nich Pan przeczyta swą uwagę ze zrozumieniem i będzie Pan miał odpowiedź na swoje wątpliwości.
  • @Ryszard Opara 12:30:11
    Historię pańskiego życia znam, więc nie musi mi jej Pan przypominać.
    Natomiast podtrzymuję, że "pomaganie innym" jest perfidną formą narzucania własnej woli itd. Pod przykrywką dobroci robi się rzeczy najgorsze.

    Kiedyś miałem jakąś scysję w Urzędzie Skarbowym i panienka zaczęła mi tłumaczyć, że ona działa przecież dla mojego dobra. Załapał Pan?

    Jeśli czuje Pan potrzebę pracy na rzecz innych - to jest wiele miejsc, gdzie można to robić bezinteresownie.
    Natomiast pomaganie innym wg własnych upodobań - to przegięcie. Czym się różni taka postawa od decyzji spalenia kogoś na stosie? Przecież ci decydenci robili to dla dobra delikwenta(-tki), aby dać jemu (jej) dużo większe dobro - zbawienie.

    Dlatego - moim zdaniem - należy zawsze zacząć od myślenia o sobie. Tak po chrześcijańsku - bo miłuj bliźniego jak siebie samego, a jeśli bliźni nie prosi o pomoc nie można mu jej narzucać.
    Zaś człowiek uczciwy robi wszystko, aby nie wyciągać ręki z prośbą o pomoc.
  • praszę o chwilę dystansu do samego siebie;
    cyt.: "Pewnej północy podczas takiego spaceru, spotkałem Pana Boga – i od tego dnia rozmawiamy co dzień."

    Mam dość przyziemne pytania, o ile oczywiście nie zobowiązano Pana do zachowania milczenia.
    1. Jak wygląda Pan Bóg?
    2. W jakim języku rozmawiacie?
    4. Czy Pańscy ochroniarze wyciągnęli broń na widok Boga?
    3. Czy zapytał Pan już o najważniejsze sprawy typu: co po śmierci, po co nas stworzono, kiedy koniec świata i czy odzyska Pan pieniądze z banku Pekao?

    Jednocześnie mam nadzieję, że Pańskim ulubionym powiedzeniem "panta rhei" nie próbuje nam Pan przekazać jakiegoś ukrytego klucza do autobiografii, że na przykład zgodnie z prawami hydrauliki, aby wszystko płynęło trzeba lać duuuużo wody :-)
  • @Krzysztof J. Wojtas 14:56:35
    Szanowny Panie Krzysztofie,

    Jeżeli Pan tak dobrze zna historię mojego życia, to nie musi Pan czytać mojej autobiografii. Czyż nie szkoda czasu...
    Pan chyba nawet lepiej zna historię mojego życia - niż ja...

    A więc proszę mi powiedzieć - jaka będzie przyszłość...Bo ja przynajmniej wiem co chciałbym robić i co chciałbym osiągnąć...
    A Pan?

    Nie widzę też jak można porównać "Panienkę z Urzędu Skarbowego" i jej próby pomocy Panu - z tym co ja chciałbym robić.
    Ja chciałbym pomagać ludziom zdrowo, długo i szczęśliwie żyć...
    Takie są moje marzenia - i cóż w tym złego?

    Resztę tego co Pan pisze, uważam już za kompletne bzdury; być może
    sprowokowane nadmiarem cytryńcówki..., którą przyznaję produkuje Pan znakomicie.

    Wszystkiego najlepszego
  • @Ryszard Opara 06:40:33
    Też życzę wszystkiego najlepszego.
    Znaczy, skoro pańskim marzeniem jest pomaganie innym, to na początek może by mi Pan pomógł? Jakbym miał tak 1 M PLN - to kupiłbym jacht i wybrał się w rejs dookoła świata.

    Ale jeśli taka "pomoc" to nadmiar dla pańskich mocy przerobowych, to życzę Panu wyjazdu gdzieś np. do Bangladeszu - tam to można pomagać ludziom hurtowo. I za mniejsze pieniądze.

    Czy mogę Panu życzyć więcej? To chyba najlepsza oferta...

    Pozdrawiam
    ;-)))
  • @Nibiru 16:25:01
    Szanowne Panie,

    Dziękuję za Pana ironiczny i sceptyczny komentarz oraz uwagi...
    Może ma Pan rację, że za dużo wody leję - ale powiem Panu szczerze -
    Woda jest podstawą życia - tak jaki i powietrze.
    Bez wody i powietrza - po prostu nie ma życia.

    Odpowiadając na Pańskie pytania, zawarte w komentarzu:

    1. Pan Bóg wygląda jak człowiek; zresztą jak Pan być może słyszał -
    "człowiek został wykreowany na wzór i podobieństwo Pana Boga"
    - a więc mam nadzieję, w tym wzlędzie nie ma Pan wątpliwości.

    2. Zawsze rozmawiam z Panem Bogiem językiem myśli i świadomości,
    konkretnie takim, abyśmy się rozumieli. Najczęściej po polsku.

    4. Chodzę na spacery w samotności. Zresztą tu gdzie mieszkam jest
    bezpiecznie, a ochroniarzy od dawna nie mam i nie potrzebuję.

    3. Z Panem Bogiem rozmawiam o sprawach najważniejszych dla życia,
    dla istnienia Wszechświata; o tym jak ludzie mają żyć i co mają robić
    aby uratować współczesną cywilizację, ludzkość i świat przed zagładą

    Wiem - Pan zapewne doszedł do wniosku, że jestem niespełna rozumu, że zwariowałem - i cokolwiek tam jeszcze.

    Piszę książkę na temat swoich spotkań i rozmów z Panem Bogiem oraz Misji Mojego Życia, która jest wypadkową tego co się zdarzyło w moim życiu do tej pory; własnych przemyśleń oraz inspiracji kreowanych właśnie poprzez rozmowy z Panem Bogiem.

    Tę książkę, pod tytułem "PandeMonium" - piszę po angielsku, być może dlatego, że chcialbym aby książka miała zrozumienie globalne.
    Biografię napisałem po polsku - ma ona znaczenie lokalne. Polskie.

    Ale język, tak czy inaczej, nie ma żadnego znaczenia. Liczy się głownie treść tego co człowiek (w tym wypadku - ja) chce przekazać innym.

    Pozdrawiam
  • @Krzysztof Wojtas
    "pomaganie innym" jest perfidną formą narzucania własnej woli itd. Pod przykrywką dobroci robi się rzeczy najgorsze.

    Nieprawda. Albo: nie zawsze prawda.

    Chęć pomocy może wynikać z różnorakiej motywacji:

    1) z przemożnej chęci zarobku, zawoalowanej altruizmem: jak z kredytami w CHF. Banki zaoferowały rodakom najtańsze (wówczas) na rynku kredyty we frankach szwajcarskich, a Bank Centralny w Szwajcarii tak mądrze (z własnego punktu widzenia) zarządzał przez następne lata stopami procentowymi (dla majętnego nic trudnego), że dziś frankowicze spłacają drożej, niż ci co zaciągnęli w złotych, w skrajnych przypadkach odsetki są dwukrotnie wyższe

    2) z czystej chęci zarobku, ze świadomością tego, że oferuje się klientowi wartościowy produkt. Oczywiście nie za friko. I wcale nie musi być to "narzucanie" pomocy. Ford, produkując taśmowo tani, a w miarę bezawaryjny (jak na ówczesne czasy) samochód, pomógł ludziom przemieszczać się szybko i stosunkowo bezpiecznie. A że przy okazji zarobił? Ano zarobił, przecież nie ukradł. Jest to bodajże najuczciwsza forma pomocy, połączona z zarobkowaniem, bo nikogo do niczego się nie przymusza.

    3) z czystego altruizmu - misjonarze (Matka Teresa).

    Weźmy ten trzeci przykład: pomoc trędowatym. Nikt tej pomocy im nie narzucał, oni po prostu nie mieli najmniejszej możliwości uzyskania jej w inny sposób....
    ---------------------
    Weźmy też inny przykład: pomoc Żydom w czasie II w. św. Ta pomoc miała przejawy wszystkich trzech form pomocy: (1) szmalcownicy "pomagali", ale tak naprawdę, gdy kończyły się pieniądze, wydawali Żydów Niemcom (2) zwykli chłopi ukrywali Żydów, ale inkasowali od nich pieniądze "na jedzenie i utrzymanie", często powiększone o sowitą prowizję z tytułu ryzyka. (3) bohaterowie robili to za darmo.

    Na miejscu kogoś zmuszonego do ukrywania się uważałbym, że forma (2) i (3) są moralnie uczciwe.

    Narzucanie pomocy (o której mówi p. Wojtas) miałoby miejsce tylko w pierwszym przypadku (szantaż: ty mi zapłać, ja Cię ukryję, bo w przeciwnym przypadku to Cię wydam).
  • @Ryszard Opara 07:01:06
    Hallo, Ryszard...
    Czy rzeczywiscie musisz sie az tak obnazac?
    -"Rozmawialem z Bogiem".
    To ja, jako ateista moge to zrozumiec i wedlug wlasnego widzi-mi-sie zinterpretowac.
    W zadnego boga nie wierze. Przynajmniej w jakimkolwiek religijnym ujeciu.
    Ale jestem swiadom, ze istnieje cos, co jest ponad nami.
    Wierze w opiekunow duchowych - zwanych aniolami.
    Wierze w ciaglosc zycia poza smiercia granicy.
    Czym jest smierc?
    Koncem?
    Czy moze poczatkiem...
    ...............
    Szamanizm...
    Nie bede na ten temat pisal, bo jest tego za wiele.
    Sam mozesz w google ten temat znalezc.
    Jeden przyklad z wielu
    https://www.mara-ohm.de/english-1/shamanism/
    Szamanizm , isnieja ludzie (szamani), ktorzy widza wiecej.
    Twoj kontakt...
    Czy z Bogiem?
    Czy z opiekunem duchowym?
    Czy moze z samym soba?
    ..................
    Kiedys z moim synem rozmawialem o Bogu.
    I powiedzial mi ze Bog jest w kazdym z nas.
    A nasze cialo to jego swiatynia.
    I dlatego miedzy innymi nalezy dbac o nasze cialo.
    Bo Bog nie lubi brudu i balaganu.
    :)

    Serdeczne pozdrowienia :)
  • ,,Rozmowa z Bogiem"
    Na 99.999% oznacza rozmowę z szatanem.

    Nie mniej, Bóg swoje sposoby na komunikację z człowiekiem posiada.
    Tylko trzeba się wykazać zgięciem karku, na dobry początek.
    Jesteśmy systemowo balwochwalcami (z nielicznymi wyjątkami). Balwochwalstwo to bardzo ciężki grzech, który wręcz sprowadza do nas szatana (w sposób niezamierzony, oddajemy jemu cześć, jemu dajemy moc, w tym władzę nad nami). Pokazałem już wizerunek Baala na zdjęciu za tzw księdzem. To dość jaskrawy przypadek, powinien być zauważalny nawet dla katolika (uwikłanego w nieuświadomione balwochwalstwo). Odsyłam do pierwszego mojego wpisu (lub jednego z pierwszych).
  • @Krzysztof J. Wojtas 14:56:35 Miłuj blizniego jak ...
    ...siebie samego ale uwaga tu są różne pułapki bo,
    to oznacza, że siebie nie mniej ani NIE WIĘCEJ, dokładnie tyle samo

    Jedyna pozycja jaką znam a która wyczerpująco omawia sedno to:
    ,,Ku życiu duchowemu " Lanzo del Vasta
  • @Ryszard Opara 07:01:06 Czy słyszał pan albo pomyśli o odkryciu...
    ...życiowego powołania ?
    Są nawet sesje 3 dniowe których celem jest odkryciu go.

    Każdy ma jakieś właściwości których nikt inny nie ma i to one są podstawą do służenia innym. Tak, tak postawa służby to początek bo bez jej osiągnięcia nie może być nawet mowy by coś dobrego, coś naprawdę dobrego dokonywać

    Te właściwości każdego człowieka można sobie uzmysłowić przepracowując książki które to rozpracowują
    1. Małachow gdzie w zależności od proporcji 3 sił już od 3 listków zarodkowych z których rośnie cały człowiek z odpowiednimi właściwościami oraz podaje MOŻLIWOŚCI sterowania tymi siłami w celu osiągnięcia harmonii i równowagi w miejsce rozdarcia oraz
    podaje przebieg tak tak PRZEBIEG życia osoby która żyje nieświadomie

    2. Pan Kossecki ,,Tajniki sterowania ludżmi" wbrew pozorom książka o tym tez jak POZNAĆ SAMEGO SIEBIE co jest PODSTAWĄ

    SPRAWDZAJĄC czy umiem się nimi posługiwać co jakiś czas trenuję opowiadając ludziom zdalnie nawet nie widząc i nie słysząc co lubią jeść , co lubią w życiu robić

    Dla Pana wskazuje mi, że ma Pan przewagę zasada siły Wiatru który goni Pana przez życie, a Pan nieświadomy tego sadzi się, ja tak mam ja tak muszę , jest to też związane z pewnym rodzajem naiwności
    Zachęcam do przestudiowania u Małachowa w Biorytmologii uwaga scany darmowe nie zamieszczają wszystkiego co jest w książkach
    Można się przestraszyć jeśli dopuści się do świadomości, że oto ja jestem tym właśnie człowiekiem godnym litości i Łaski.

    Najlepiej oddaje stan człowieka pędzonego przez życie przez siłę zasady Wiatru wiersz kogoś tam
    ,,Wypadł przed dom jak szalony , skoczył na konia i pognał aha tu jak szalony ma być WE WSZYSTKICH KIERUNKACH "

    Bez przepracowania wiedzy z tych 2 pozycji nie może być nawet mowy o poznaniu siebie samego a co dopiero uczynieniu czegoś naprawdę dobrego, bo zawsze intencje nie będą czyste i najczęściej będziemy szukali siebie samego a nie DOBRA PRAWDZIWEGO

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031