Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
393 posty 1998 komentarzy

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Polak. Patriota. Humanista.

AMEN-Autobiografia Naukowa-Odc.59

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Miejsca pobytu w życiu - zawsze wybiera nam w ostateczności życie... Czas i przeznaczenie. Zgodnie z historycznym powiedzeniem - ”Omnium Panta Rhei”... wszystko płynie (pływa).

Australia Gold Coast. (Powrót do...normalności)

Nasza 2-ga emigracja z Polski do Australii, odbyła się dnia 31.03.2003.
Dziwnym zbiegiem okoliczności, na pokładzie naszego samolotu do Frankfurtu był także...
Prezes BRE banku - Wojciech Kostrzewa. Widziałem, że było mu niezręcznie ale jednocześnie...
jakby odetchnął z ulgą, kiedy powiedziałem mu, że wyjeżdżamy do Australii na stałe. Wiem...to pewnie był przypadek ale... w sensie ludzkim - dawno przestałem wierzyć w cuda, a zwłaszcza przypadki.

Wyjechałem razem z rodziną na Gold Coast, blisko Brisbane, gdzie mieliśmy ładny dom z basenem i
kortem tenisowym, nad zatoką, na wyspie Sovereign Island.
Były to - być może najpiekniejsze lata naszego wspólnego rodzinnego życia. Każdy poranek, zaczynał się rodzinnym śniadaniem, potem odwoziłem dzieci do szkoły, potem prawie codzień grałem w golfa.
Nie było żadnych problemów dnia codziennego – z dala od Polski, Polaków i Banku Pekao SA.

Gold Coast to w tłumaczeniu „złote wybrzeże” i nazwa dokładnie odzwierciedla ten wyjątkowy region Australii. Wspaniałe, szerokie, piaszczyste plaże, które ciągną się setkami kilometrów – taki jest zresztą niemal cały kontynent.
Pogodę Gold Coast, kiedyś dobrze określił jeden z najbardziej znanych sportowców Australii...
były najlepszy tenisista świata - John Newcombe, który powiedział słowa:
Gold Coast – perfect today and better every next day”.
(Gold Coast - perfekcyjny dziś i lepszy, każdego - następnego dnia).

Rzeczywiście tak jest. Codzień pięknie słonecznie; temperatury latem ok 30 st C; zimą +22.
W nocy temperatury rzadko spadają poniżej +15. Taki raj na ziemi; zresztą wiele części Gold Coast –
nawet nosi takie nazwy: Surfers Paradise; Surfers Waters. (Raj serfingu - Raj wodny)
Palmy, bujna tropikalna roślinność, cudowna zieleń, kwiaty, egzotyczne ptaki, kangury, misie koala.
Wspaniały, ciepły i czysty Pacific, w którego wnętrzu kwitnie rafa koralowa.

Właśnie tam na Gold Coast, rozpoczyna się Great Barrier Reef – Wielka Rafa Koralowa;
największy na swiecie morski organizm, doskonałość, co dzień zmieniający się i stale, tętniący
zawsze życiem – wszystko o powierzchni - 350 tys. kilometrów kwadratowych (obszar większy od Polski).

W takich „trudnych warunkach” musiałem spędzić kolejne 7 lat życia...i po ostatnich perturbacjach
biznesowych, wydarzeniach w Polsce – była to super zmiana.
Nie ma większej przyjemności w życiu - jak doskonałość i ciepło kwiatów, w błękitach nieba,
kolorach zieleni, barwach natury i przyrody...
Nareszcie...mogłem zacząć robić rzeczy, o których zawsze marzyłem.

Golf to mój ulubiony sport. Z kilku powodów. Po pierwsze uwielbiam spacerować i co dzień zawsze
chodziłem minimum 10 kilometrów. Kocham przyrodę...a na polu golfowym, gdzie grałem często,
gęsto – niemal zawsze towarzyszyły mi kangury i strusie... Golf jest jedną z niewielu gier, gdzie w sumie
gra się z kimś, ale można grać z samym sobą i w rezultacie zawsze jest z kim walczyć.
Oprócz tego nie ma pośpiechów ani też stresów istnienia.
Gra się swoim własnym poziomem i tempem. Sport idealny, zdrowy, relax – przynajmniej dla mnie.

Dom kupiliśmy kilka lat wcześniej, podczas jednej z naszych corocznych wizyt na Złotym Wybrzeżu Australii. Rezydencja nazywała się Madison, miała działkę około 3.000m2, przylegającą do zatoki.
Wokół były wysokie i niskie palmy kokosowe, dające rozmaite kształty cienia - w dzień i nocą przy księżycu.
Prócz tego eukaliptusy, drzewa pomarańczowe i mango oraz żywopłot, który zmieniał kolor na inny -
o każdej nowej porze roku.
Cały budynek opleciony był kwiecistym bluszczem – różnokolorowym, który jakby kwitł zawsze.
Mieliśmy własną przystań, do której później przycumowana była, nasza łódź motorowa (długości 95 stóp
– 32 metrów) o nazwie EROPAK 8. (Początkowe litery imion wszystkich członków rodziny –było nas ośmioro). Łódź miała miejsca noclegowe dla 12 pasażerów i 2 członków załogi – pełny luksus: kuchnia, jadalnia, barek,
TV satelitarna, toalety, prysznice; wszystko co trzeba na oceanie, zwłaszcza spokojnym, chociaż nie zawsze. Pełna automatyczna nawigacja satelitarna.
Naszym kapitanem był Conrad Bugley, Amerykanin, który przedtem robił to samo, przez wiele lat dla znanego aktora (Henry Fonda), chociaż na dużo większej łodzi... a po jego śmierci, przeniósł się do Australii,
skąd pochodziła jego żona.
Razem z Conradem byliśmy na wielu wycieczkach, wokół Wielkiej Rafy Koralowej i Gold Coast,
które on znał znakomicie. Łódź miała dwa silniki o mocy 2,000 KM każdy i w sumie była to potęga
- ale też...i bardzo kosztowna zabawka.
Aby wypełnić wszystkie zbiorniki paliwa, trzeba było liczyć się z kosztem $25,000. Prócz tego olej,
zaopatrzenie w wodę, żywność, opłaty. Naprawdę...może kosztowna ale i super sprawa.

Kiedy jednak pewnego dnia, wypłynęliśmy dość daleko od brzegu, w nocy złapał nas silny sztorm.
Cała rodzina przeżyła chwilę zgrozy, oprócz mnie. Wiedziałem, że nasza łódź była skonstruowana tak,
że była praktycznie niezatapialna. Zawsze odwracała się swoim dnem, do dołu.
Siedziałem więc na mostku razem z kapitanem i wdychałem bardzo głęboko - grozy przestrzeni,
błyskające niebo z deszczem i piorunami oraz ciemność wiatru i fal.

W życiu najgorszym przeciwnikiem w tych sytuacjach jest strach. Trzeba go zneutralizować.
Moja cała, młoda rodzina siedziała przytulona o objęciach żony, modląc się o lepsze i pogodne jutro...
ale juz dziś!
Próbowałem przemówić im wszystkim do rozsądku ale wiedziałem bez szans pozytywnego skutku.
Kilka godzin później, było po wszystkim, spokojnie dopłynęliśmy do przystani „Spokój” ale nikt
z członków rodziny, już więcej nie miał ochoty wypływać dalej w ocean na Eropaku 8.

Przez następne miesiące Eropak stał przy naszej domowej przystani, bezużytecznie wahając się po falach.
Rdzewiał pustką i bezczynnością.
Było mi smutno i żal naszego pływającego gniazda, kiedyś tętniącego życiem fal.

Pewnego wieczoru, pełnego zachodzącego słońca, siedziałem zadumany samotnością na pustym pokładzie Eropak. Z butelką jakiegoś koniaku, zaglądającego mi w gardło. Przyszedł mój sąsiad, bardzo zacny farmer rodem z Tasmanii. Słysząc moje żale, widząc dwa kieliszki, z tego jeden pusty, powiedział filozoficznie, zakrapiając zatoki...bez zwłoki - kropelkami trunku i łzami krokodyla:
„There are two happy days in the life of the real boatsman.
The first when he buys a boat; the second then he sells the damn thing”.

(Są dwa szczęśliwe dni w życiu prawdziwego żeglarza. Pierwszy, kiedy on kupuje łódź a drugi...
kiedy tę cholerną rzecz sprzedaje).

Wiedziałem, że nadchodzi nieuchronnie czas - na ten drugi koniec – konieczność jako alternatywę szczęścia.
Nie mogłem naprawdę dłużej patrzeć na nasz Eropak 8, bujający się samotnie po falach.
Po kilku miesiącach, znalazłem chętnego na zakup łodzi. Na naszej przystani zrobiła się prawdziwa pustka przestrzeni, zasłanianej czasem szkwałem tego co było... „a se ne wrati” i obrazami innych nieznanych nam pływających obiektów.
Nie były one jednak w stanie zablokować... obrazu mojego żalu, po utracie ziemi, czy też łodzi obiecanej.

Kilka miesięcy potem, dowiedziałem się z gazet, że nasz Eropak 8 zakończył swój żywot na skałach
„zatoki obfitości” (Bay of plenty). Katem był pijany kapitan, nowy właściciel, który naszą pływającą dumę z przeszłości i radosne wspomnienia - zamienił na marne pieniądze ubezpieczyciela.

Ponieważ kocham wodę, morza i oceany, parę następnych lat spędziliśmy podróżując po świecie na
pokładach dużych statków pasażerskich. Po utracie Eropak 8; miałem zamiar kupić apartament na
ekskluzywnym statku „The World”, który pływał przez okrągły rok wokół całego świata...ale nie było
apartamentu wystarczająco dużego dla naszej rodziny.
Myślałem o tym długo, w końcu nic z tego nie wyszło.
Zbyt duże były koszty bieżące, nawet w bezużyteczności w stosunku do wielkości.

Spędziliśmy jednak na The World, w sumie 2 miesiące, podróżując po Karaibach i Indochinach.
Poznaliśmy wtedy - tam sporo ludzi m.in. słynnego twórcę firmy Apple, Steva Jobsa, który miał
największy Penthouse na The World), chociaż wtedy... nawet nie miałem pojęcia... kto to jest.
Opowiem o tym w końcowych odcinkach... podsumowania – reminiscencji...

Ale my w tym czasie...postanowiliśmy pływać po całym świecie, dużymi statkami pasażerskimi.
Naszą ulubioną linią był „SilverSea Line” ale byliśmy też na „Cristal ” oraz „Celebrity Cruises”.
Byliśmy na wszystkich kontynentach, drogą morską.
To najlepsza forma podróżowania, jeżeli ma się: Czas oraz Wolę i Ochotę.
Wtedy można mieć Radość, Wesołą i być Miłosną, która może nawet czasem być i Stara.

Miejsca pobytu w życiu - zawsze wybiera nam w ostateczności życie...
Czas i przeznaczenie.

Pływanie po morzach i oceanach, we własnym pokoju: z ubraniem; łóżkiem, łazienką, labtopem - tak naprawdę tym wszystkim co potrzeba - nawet basenem, sklepem, restauracją, kuchnią – to jest właśnie to.
Najlepsza forma relaksu. Wszystko przy sobie, w zasięgu ręki i to prawdziwe.
Życie na statku, kiedy płynie się przez Pacyfik czy wokół Ameryki Południowej, ma wiele uroków,
swoją specyfikę, czasem zbliża ludzi a niekiedy ich dzieli.

Zgodnie z historycznym powiedzeniem - ”Omnium Panta Rhei”... wszystko płynie (pływa).

Koniec Odcinka 59
Ryszard Opara
 

KOMENTARZE

  • @Autor
    Nudne życie bogacza; zawsze taki gotów je rzucić, aby tylko dodatkowo coś zarobić (niektórzy to określają mianem "orżnięcia" innych).
    Instynkt zbójecki..
  • @Krzysztof J. Wojtas 08:05:47
    No cóż, my żyjemy w kraju, który wygląda na zapomniany przez Boga, niszczony przez tubylców, ale nie musimy się nudzić z butelką na pokładzie.

    Swoją drogą, ciekawe, czy autor zastanawiał się, skąd się wzięły jego pieniądze, jak to jest, że świat dawał mu przez lata papu, a on tylko się opalał. Czy korzytanie z systemu, które takie patologie umożliwia, jest chwalebne?
  • @interesariusz z PL 11:09:55
    Każdy ma własny zakres doświadczeń do przeżycia.

    Wolę kieliszek cytryńcówki przy swoim kominku niż 60-letnią whisky na pokładzie wycieczkowca. Mnie to bardziej pasuje, bo nie muszę się martwić, czy nie okaże się, że jutro przyjdzie komornik i nie wyrzuci z domu (jak Oparę).
    Skąd się wzięły pieniądze opary?
    O to trzeba Nikandera zapytać. On wie.
  • @interesariusz z PL
    Będę tu adwokatem autora:

    W normalnych krajach się normalnie zarabia. Ten, kto podejmuje ryzyko inwestycyjne, ma szansę faktycznie zarobić.

    Przypuszczam, że każdy z nas, gdyby miał szansę (gdyby jego wykształcenie i doświadczenie pokrywało się z potrzebami kapitalistycznego rynku, czy to w Australii, czy to w Europie czy Polsce) skorzystałby na tym. Komentarze "interesariusza z PL" trącą komunizmem i tanim moralizatorstwem.

    Nieuczciwa jest kradzież, a nie podejmowanie ryzyka i zarabianie.

    Fakt, czasem się też traci. Ale czym innym jest wtopa inwestycyjna (np. kupno drogiej niechodliwej nieruchomości, z którą potem nie można nic zrobić), a czym innym nakłonienie do zainwestowania w coś, co zaraz upadnie (świadome wprowadzenie w błąd).

    Gdybym ja tak stracił majątek życia i gdyby droga sądowa okazała się bezskuteczna, poszedłbym do samego diabła, ale uczyniłbym wszystko, by państwo, które takie machlojki dopuszcza, zmieść z powierzchni ziemi. Nawet gdyby to było "nominalnie" moje państwo.

    Bo poszanowanie wartości prywatnej powinno stać ponad polityką.
  • @Krzysztof J. Wojtas 08:05:47
    Szanowny Panie Krzysztofie,

    Nie rozumiem dlaczego Pan mówi o "Instynkcie zbójeckim" albo działaniem polegającym na "orżnięciu" innych.
    Pieniądze można zarabiać w bardzo uczciwy sposób - prowadząc różne interesy.

    W Australii najpierw pracowałem jako lekarz, w szpitalach państwowych i bardzo dobrze zarabiałem. Oczywiście pracowałem bardzo ciężko...

    Np. w Broken Hill... byłem jedynym w tamtym czasie anestezjologiem, czasem pracowałem 168 godzin na tydzień (7 x 24 =168). I za godzinę pracy Rząd płacił mi 100 dolarów - czyli $16,800 - na tydzień.
    Po podatku, dostawałem ok. $12,000 - na tydzień.
    (Dla porównania w Polsce rok wcześniej zarabiałem $ 50 - na miesiąc).

    Wiem, że wydaje się nierealne, niemożliwe...żeby pracować bez przerwy bez odpoczynku ale tak czasem bywało.

    Gdybym został w Broken Hill; po 3 latach byłbym milionerem...
    Gdzie tutaj Pan widzi Instynkt Zbójecki; oszustwa, orżnięcia innych.

    Potem w 1984-5 roku zacząłem prowadzić interesy w Służbie Zdrowia.
    Zbudowałem kilkanaście prywatnych szpitali; wiele klinik, przychodni...
    Stworzyłem firmę, która zatrudniała ok 6 tysiecy ludzi, czyli dałem pracę tak dużej grupie ludzi...
    Znowu, gdzie tu oszustwo; gdzie niewłaściwe praktyki.

    Dzisiaj firma, którą wtedy stworzyłem - jest warta kilkanaście miliardów dolarów.
    Gdybym w 1994 roku jej nie sprzedał, byłbym dzisiaj miliarderem.

    A ja głupi dureń, patriota, z "kompleksem latarnika"... - zdecydowałem sprzedać firmę i wrócić do Polski i dalszą historię Pan chyba zna.

    Raz jeszcze, co ja zrobiłem niewłaściwego, oprócz głupiej może decyzji - powrotu do kraju.

    W Australii zbudowałem też kilka przepięknych domów, na sprzedaży których zarobiłem rzeczywiście sporo kasy. No i co w tym złego...?

    Niech Pan zajrzy w Google - "Madison Sovereign Island" - zobaczy Pan zdjęcia domu, który tam zbudowałem...

    Tylko żal...mi serce ściska...

    Pozdrawiam
  • @maharaja 12:25:21
    Doskonale rozumiem, że ci, którzy w XX wieku w wyniku reform rolnych (1 reforma - parcelacja majątków ziemskich po 1918 r., 2. reforma rolna - w PRL-u, po 1945 r.) potracili majątki ziemskie, poprzysięgli walkę z socjalizmem i komunizmem aż do śmierci.

    Konfiskata (1) tylko na cele publiczne, (2) za słusznym odszkodowaniem.

    Z nierównościami majątkowymi należy walczyć inaczej:
    - poprzez progresywne opodatkowanie dochodu znacznie poniżej średniej
    - poprzez opodatkowanie dziedziczenia nieproduktywnych składników majątku (ale już nie firm i przedsiębiorstw dających miejsca pracy)
    - poprzez dobrowolne nakładanie zobowiązań publicznoprawnych / uświadamianie najlepiej uposażonych obywateli w kwestii ich powinności wobec państwa (masz dużo - musisz dużo z siebie dać).

    Trzeba jednak raz na zawsze skończyć z gadaniem, że "majątek" jest czymś złym, jest nieuczciwy. To, że tak za III RP często było, nie uzasadnia takiego nastawienia.

    Pochwała gołodupstwa = pochwała nieróbstwa.
  • @interesariusz z PL 11:09:55
    Szanowny Panie Interesariusz z PL

    Zadaje Pan pytanie, podobne do Pana Wojtasa - skąd się wzieły moje pieniądze...
    Proszę Pana - ciężko, przez wiele lat na to pracowałem - proszę uprzejmie przeczytać moją odpowiedź powyżej - do Pana Wojtasa; gdzie pewne rzeczy starałem się wyjaśnić.

    Nie rozumiem jednej rzeczy, dlaczego w Polsce, większość ludzi uważa, że bardzo duże pieniądze można zarobić tylko w sposób nieuczciwy, poprzez oszustwa albo rozmaite działania patologiczne - napewno niechwalebne.

    Nie proszę Pana - ja wszystkie swoje (bardzo duże pieniądze) zarobiłem ciężką pracą, kreatywnością, pomysłowością - w uczciwy sposób.

    Tylko właśnie w Polsce zostałem całkowicie oszukany przez Bank Pekao oraz "przyjaciół, znajomych i prawników.
    Taka niestety jest prawda.

    Żal serce i duszę ściska - ale taka jest rzeczywistość.

    Pozdrawiam
  • @Krzysztof J. Wojtas 11:42:06
    Szanowny Panie,

    Tak, każdy ma własny zakres doświadczeń. A kwestia preferencji to także inna sprawa. Ja swój majątek zrobiłem ciężką pracą, w bardzo uczciwy sposób. A straciłem całkowicie, poprzez rozmaite oszustwa w Polsce.

    I to nie komornik w ostateczności wyrzucił mnie z własnego domu. To moi znajomi i przyjaciele "sprzedali sobie" moje dwa domy, ukradli meble... no i właśnie wyrzucili na ulicę. Będę jezscze może o tym pisał.

    Taka jest Polska właśnie...

    Pan Nikander jest czystym teoretykiem. Nie ma pojęcia jak w uczciwy sposób można zarabiać pieniądze.

    Pozdrawiam
  • @
    I w Polsce (przy sprzyjających etapach rozwoju rynku, który się zmienia, niestety) można czasem też nieźle zarobić.

    Zdarzało mi się swego czasu, gdy jeszcze potrafiłem spać po 4-5 godzin= na dobę (dziś nie zarywam snu), wyciągać miesiąc w miesiąc po 20-25 tys. na rękę miesięcznie, po odprowadzeniu podatku doch. Ale to była ciężka, kilkunastogodzinna praca po 6-7 dni w tygodniu.

    Żadne kokosy - ktoś powie? Dla milionera - być może i tak.

    Ale ileż było zgryźliwych uwag wśród znajomych, że jestem krwiopijcą i że pasożytuję... bo inni w tym czasie byli szczęśliwi, gdy po 2 lub 2,5 tys. na rękę zarabiali i starczało im ledwo-ledwo od 1-go do 1-go.

    Powiedzmy sobie to otwarcie: jesteśmy strasznie zawistnym społeczeństwem.

    Być może także dlatego, że tych szans na uczciwe dorobienie się w naszej gospodarce jest naprawdę niewiele....
  • @
    Panie Ryszardzie: proszę nigdy się nie tłumaczyć z tego, że Pan ma (miał).
    Tylko ten, kto intensywnie pracuje, wie, ile to kosztuje.

    Śmierć lekarzy dyżurujących nieprzerwanie po 72 godziny / zawały wśród tych, co pracują po 14 h/dobę nie są przypadkowe.

    Ktoś, kto zarabia po 2 tys. na rękę, z reguły po 8 godzinach wraca do domu, otwiera puszkę piwa i włącza "Kiepskiego" lub "Barwy Szczęścia", szczęśliwy gdy ratę kredytu spłaci, ma szansę doczekać emerytury, jeśli tylko nie przesadzi z piwem i czipsami.

    Ci, co podejmują ryzyko, często w okolicach 40-tki lub 50-tki schodzą z tego świata.

    To jest ta druga, bolesna, ciemna cena sukcesu...
  • @cd.
    Dorabianie się jest niepopularne, bo wymaga wysiłku.

    O wiele łatwiej dać posłuch populistom/komunistom twierdzącym, że bieda wynika z faktu zabrania nadwyżek przez kapitalistę.

    Nieprzypadkowo najwierniejszymi wyborcami republikanów w USA są ci czarnoskórzy obywatele, którzy własną ciężką pracą jednak do czegoś tam doszli. Bo oni doskonale wiedzą, że uczciwość popłaca, a wiara Czarnych i Kolorowych w demokratów wynika z własnego lenistwa i niechęci do pracy.

    W polskich realiach natomiast na oddolne lenistwo nakładają się dwie rzeczy: niedorozwój rynku i przewaga zachodnich molochów, które dysponują przewagą (technologiczną i finansową), o której nawet nie mamy pojęcia.
  • Do Pana Staszek Kieliszek,
    dopiero co wrocilem ze szpitala, wiec jestem troche do tylu.
    W jednym z poprzednich ocinkow autobiografii Pana Opary napisal Pan:
    -"Jak napisal Karol Marks w swym komunistycznym manifescie: trzeba stworzyc nowego czlowieka bez Boga, bez milosci, bez tradycji, bez wiezow rodzinnych."-
    Moja prosba do Pana.
    Czy zechcilby Pan wskazac na konkretne cytaty z owego Manifestu komunistycznego potwierdzajace Pana wypowiedz?
  • @maharaja 12:25:21
    -"Bo poszanowanie wartości prywatnej powinno stać ponad polityką."-

    A co w sytuacji konflikotowej, kiedy poszanowanie Twojej wartosci prywatnej stoi w sprzecznosci z poszanowaniem mojej?
  • @Ryszard Opara 12:26:33
    Jak w nastepnym komentarzu: ja nie oceniam pejoratywnie pańskich działań.
    Natomiast negatywnie oceniam pobudki i okoliczności.
    Cywilizacyjnie mamy do wyboru, aby dążyć do bogactwa, albo dobrobytu.

    To różne podejście do otoczenia.
    Być bogatym, to mieć więcej niż inni. I aby to osiągnąć - trzeba korzystać z pracy innych zachowując część wartości ich pracy dla siebie.
    Za przeproszeniem, ale choćby się Pan zes... z przepracowania, nie byłby Pan w stanie zarobić (lub zrobić) na jacht jaki Pan opisywał.
    Czyli musiał Pan wykorzystywać pracę innych.

    Dobrobyt - to życie zgodnie z posiadanym stanem świadomości, nakierowany na realizację własnych potrzeb. W jakimś stopniu wykorzystuje się też innych na zasadzie wymiany świadczeń, ale bez korzystania z ich pracy celem zgromadzenia kapitału.

    Instynkt zbójecki, to nic innego jak dążenie do bogactwa, czyli posiadania kapitału.
    A Pan opisuje swe doświadczenia życiowe pod tym kątem - czemu się zatem Pan obrusza?

    Jeszcze raz - nie oceniam tego negatywnie, ale cały czas wisi pytanie, czy to i w jakim stopniu przyczyniło się do pańskiego rozwoju.
  • @maharaja 12:50:00
    Szanowny Panie,

    Pewnie Pan ma rację, nie powinienem się tłumaczyć z tego co miałem.
    Chcę jednak próbować przekonać ludzi, że wszystko jest możliwe...

    Tak jak napisałem wyżej, czasem pracowałem, dyżurowałem "non-stop" - 168 godzin na tydzień (7x24) - i nigdy nie byłem zmęczony.
    Ja po prostu mam taki organizm - nigdy nie jestem zmęczony.
    Wiem, że NIKT nie chce w to wierzyć, ale co mam zrobić.
    Jak to udowodnić.

    Zdobyłem kiedyś naprawdę wielki majątek; potem go straciłem...
    I co z tego...
    Czy pieniądze są w życiu najważniejsze? - Dla mnie nie.

    Jak wspomniałem już kilka razy - moje życie nie jest dziełem przypadku.
    Musiałem to wszystko przeżyć - aby zrozumieć życie.
    Aby zrozumieć siebie - i co najważniejsze - aby zrozumieć ludzi.

    To jest solidna podstawa budowy "Misji Mojego Życia".

    Zdaję sobie sprawę, że większość ludzi uważa, jest przekonana, że to nieprawda albo, że ja piszę rozmaite bzdury.

    Ano pożyjemy, zobaczymy...

    Pozdrowienia
  • @maharaja 12:59:30
    @ CD.

    Niestety właśnie takie czasem odnoszę wrażenie, że Polacy nie bardzo rozumieją w jakim świecie żyją. Nie rozumieją, że wszystko jest możliwe.

    Lata zaborów, potem różnych okupacji (niemieckiej, radzieckiej i głupoty) - spowodowały, że Polacy, jakoś zupełnie inaczej rozumieją rzeczywistość.

    Dla Polaków - człowiek zamożny, albo człowiek sukcesu musi być złodziejem, przekrętem albo współpracownikiem jakichś służb.
    Polacy nie wierzą, że normalny człowiek może być zamożnym.

    Taka jest Polska właśnie...

    Pozdrowienia
  • @maharaja
    Pieniądze same w sobie nie są złem. Niestety , nieograniczona możliwość gromadzenia majątku powoduje jego koncentracje do niewyobrażalnych rozmiarów. Ten ogromny majątek daje potem nieograniczoną władzę jednostkom i one dzięki niej układają nam życie w sposób dla nich korzystny. Po prostu kreują rzeczywistość, która nam się nie podoba i z którą tutaj wszyscy walczymy. Te ogromne patologie są właśnie wynikiem uzyskania nieograniczonej władzy przez ogromny kapitał. Nie są złem te jachty posiadłości , własne wyspy samoloty i rakiety. Złem jest ta nieograniczona władza która dają te pieniądze. Co z tym fantem zrobić? Tego nie wiem.
  • @Krzysztof J. Wojtas 14:21:56
    Szanowny Panie Krzysztofie,

    Pisałem o tym już kilka razy... Wyjaśniałem w powyższych komentarzach.

    Najpierw pracowałem bardzo ciężko - niewyobrażalną liczbę godzin tygodniowo - jako lekarz - dyżurny - 168 godz na tydzień - co teoretycznie
    mogłoby mi dać zarobki ponad 500,000 dolarów rocznie!!!

    Potem, dzięki swojej odwadze i kreatywności - zbudowałem firmę, która była właścicielem kilkunastu prywatnych szpitali - zatrudniała kilka tysięcy osób.
    Oczywiście, że ja na tym zarabiałem najwięcej - to było lewarowanie mojego czasu i pomysłowości. Zarobiłem na tym miliony.

    Potem wszystko straciłem - i właśnie o tym piszę.

    Musiałem to wszysto przeżyć - aby zrozumieć ludzi i stworzyć Misję Swojego ŻYCIA. To właśnie było potrzebne do mojego rozwoju.

    Pozdrawiam
  • @zadziwiony
    Czym innym jest prawo jednostki do bogacenia się, a czym innym jest brak limitów/ograniczeń w nieograniczonym gromadzeniu kapitału.

    Odpowiednie regulacje podatkowe (progresja podatkowa, ale nie powyżej przychodu 85 tys. rocznie, jak teraz, bo to śmiech na sali, ale, dajmy na to, 500.000 rocznie, i najlepiej nie skokowa, ale sukcesywna progresja) + przepisy antymonopolowe potrafią skutecznie ograniczyć koncentrację majątku w jednym ręku.

    Zresztą na pewnym poziomie kwotowym nie tyle cena danego towaru (dobra konsumpcyjnego) jest istotna, co raczej informacja + realna możliwość wyłożenia odpowiednich środków w odpowiednim czasie (a to wymaga zakorzenienia, układów, kredytów itd.)

    W przypadku najlepszych przedsiębiorstw z reguły trudno mówić o jednej, stałej, weryfikowalnej cenie np. za udziały lub akcje w spółce akcyjnej. Jesienią ta cena może wynosić X, a wiosną już 1/3X, bo akurat wtedy spółka nagle potrzebuje gotówki. Matematyczna wartość fortun najbogatszych ludzi corocznie zmienia się o ok. 10-15%... czasem nawet o 50%, wg koniunktury.

    Takie wahania cen występują też w odniesieniu do dóbr potocznie używanych przez statystycznych obywateli, ale są one znacznie mniejsze (choć akurat sklepy lombardowe potrafią skupywać np. za 1/2 lub 1/3 wartości).

    Dlatego w kapitalizmie osoby wyposażone w kapitał, a przy tym skłonne do działania agresywnego, potrafią dość szybko gromadzić niebotyczne fortuny.... inna sprawa, że często równie szybko je tracą. To bardziej przypomina wieczne zmaganie się gigantów (fuzje, wrogie przejęcia, konsolidacje itp.), niż mozolne ciułanie grosza do grosza, jakie jest udziałem Kowalskiego. A wiadomo, kto walczy, ten wygrywa. Kto daje na procent do banku, ten wyciąga akurat tyle, by być ciut ponad inflację.

    Trudno osobie, która całe życie z trudem spłaci kredyt i uciuła dziecku na kawalerkę, zrozumieć specyfikę aktywności biznesowej i stres temu towarzyszący.
  • @krysz 14:15:34
    "miało być: "własności prywatnej", nie wartości, mój błąd, przepraszam.

    W sytuacji harmonii (ustalony stan posiadania i czerpania pożytków z rzeczy) nie dochodzi do konfliktów między tym, co Twoje, a co moje.

    Wbrew pozorom harmonia możliwa jest także w feudalizmie, a brak harmonii także w sytuacji w miarę równego rozkładu dóbr. Nie zgadzam się z tezą socjalistów, wyostrzoną przez komunistów, że warunkiem sprawiedliwości społecznej jest równe uposażenie i brak możliwości dziedziczenia tego, co wypracowane.

    Nie zawsze folwark ziemski był źródłem wyzysku. Czasem (w modelowym, idealistycznym ujęciu) był to jeden organizm, w którym różne jednostki miały różne obowiązki, ale wszyscy działali we wspólnym celu.
  • @Ryszard Opara 14:59:41
    Inaczej na to patrzę.
    Nie zazdroszczę Panu talentów (patrz - przypowieść o talentach).
    Jeden ma ich więcej inny mniej.
    Problem jak i do czego te talenty są używane.

    I z tego będziemy rozliczani. Nie z talentów.
  • @maharaja 12:25:21
    no cóż, to pozostanę przy "tanim moralizatorstwie",

    kradzież jest niejawna, rozbój jawny, grabież posiłkuje się przymusem,

    jest jeszcze wykorzystywanie, które wynika z systemu w jakim żyjemy,

    ja akurat nie robię żadnej z czterech wymienionych czynności,

    tj. nie kradnę, nie napadam, nie grabię, i nie wykorzystuję,

    Pan zdaje się w ogóle nie dostrzega systemowego wykorzystywania,

    ponadto przyjmuje, że silniejszy ma prawo wykorzystać swoją siłę, a sprytniejszy oszwabić innych.

    Akurat historia Pana Opary to nic innego, jak "ryzyko inwestycyjne", które przybrało niepomyślny obrót, bo inni mieli lepsze możliwości manipulacji ryzykiem.

    Jeśli ktoś podejmuje ryzyko giełdowe, to jakby grał w pokera, ktoś inny musi stracić. I to jest uczciwe?

    Kto hołduje zasadzie "tanio kupić, drogo sprzedać? To jest uczciwe ?

    Ja w takie gry nie gram. Chociaż kiedyś, gdy tanio nie moralizowałem, też straciłem na akcjach Elektrimu.
  • @Ryszard Opara 12:26:33
    Szanowny Panie,

    jeśli w Polsce zarabiał Pan $12 na tydzień, a w Australii $16 000, od rządu, to znaczy, że grabieżcą jest rząd australijski, który się z Panem dzielił jak ze wspólnikiem. A kogo orżnął rząd australijski, to Pan wie lepiej niż ja.

    Jeśli Pan mówi, że uczciwe jest wybudowanie domu i sprzedanie go z zyskiem, to trudno coś zarzucić, z wyjątkiem tego, dlaczego nabywca nie mógł sobie wybudować domu sam ? Może jednak jest tu gdzieś haczyk.
  • @maharaja 12:32:00
    a to dlaczego nie opodatkować dziedziczenia fabryki ? Wystarczy, aby podatek nie pobierać w formie gotowizny, tylko wpisywać na hipotekę.
  • @Ryszard Opara 12:33:44
    http://m.neon24.pl/75dde5467a92153666497306f86b9c54,13,0.jpg

    Szanowny Panie Opara,

    Pan nie rozumie mojego pytania !

    ja nie pytam o to, skąd Pan wziął pieniądze z ręki do ręki,
    tylko jak wygląda kwestia pańskich pieniędzy w systemie wymiany w społeczeństwie,

    czy ów system powinien wyglądać tak, aby jedni wykorzystywali innych. W całym systemie niestety jest tak, że jedni zarabiają więcej, niż zasługują, a inni mniej.

    Niech Pan zgadnie, kto ustalił reguły systemu. Odpowiem. Zbóje.
  • @Ryszard Opara 12:33:44
    ps.

    Pan wie, kto Pana oszukał. Czy jego majątek został osiągnięty uczciwie? Jeśli nie, to już Pan wie, dlaczego w Polsce ludzie myślą, jak myślą.
  • @maharaja 12:41:36
    he he, ale jak zarabiałeś, nie przedstawiłeś,

    Zbóje też ciężko pracują, a i nocki zarywają.
  • @maharaja 12:50:00
    są tacy, co pracują po 16 godzin, a wiele nie wyciągają, no i nie mają kiedy pić piwa.
  • @maharaja 12:59:30
    nie znam wielu ludzi, którzy dorobili się wysiłkiem, za to znam wielu, którzy dorobili się szczęściem, lub oszustwem, albo wymuszeniem.
  • @Krzysztof J. Wojtas 14:21:56
    dobrze napisane, chociaż to tylko jedna strona medalu
  • @Ryszard Opara 14:31:38
    Proszę Pana, normalny człowiek może być zamożny tylko wtedy, gdy wygra w loto,

    o przepraszam, normalny był do czasu wygrania, potem jest szczęściarzem, a nie normalnym człowiekiem.
  • @maharaja 17:06:13
    jaja sobie robisz, niebotyczna fortuna jest złem, a wysokie zarobki nie ?

    wystarczy podwójna pensja, aby wygryźć sąsiada z kamienicy i wysłać na bruk.
  • Tak sobie gaworzymy,
    o robieniu majatku, o zaradnosci zyciowej, o duzej pracy dla duzych kolaczy.
    O tym, kto lepszy, bo sie dorobil.
    A kto gorszy. Bo sie nie dorobill.
    O tym, kto glupszy, bo majatek stracil.
    A kto madrzejszy, bo jeszcze nie jest biedny.
    Kto zasluguje na wiekszy szacunek?
    Bo pracuje tysiac godzin na tydzien.
    A ten, ktoremu wystarcza 8 godzin w pracy, a potem na piwko i telewizor jest juz tego szacunku nie godzien.
    A co z tymi,ktorzy nawet tego nie maja.
    Ktorzy traca prace, nawet byle jaka i z tego powodu popelniaja samobojstwo. Znam takie przypadki. I w Niemczech, i w Polsce.
    A przeciez nie kazdy musi miec ambicje bycia milionerem.
    W ktoryms odcinku, na samym poczatku, Pan Opara napisal, ze juz jako dziecko chcialby byc bogatym.
    Ja odpowiedzialem, ze moim marzeniem bylo: byc szczesliwym.
    Chyba dzieki przeznaczeniu udalo nam sie obojgu nasze marzenia spelnic:)

    Kolega maharaja ...
    Pracowal duzo i duzo zarabial. Moj szacunek.
    Takie mial mozliwosci i taki byl Jego wybor.
    Ale mam rowny szacunek dla tych, ktorzy z wyboru lub koniecznosci skazani sa tylko na osmiogodzinny dzien pracy. I na egzystencje od 1-go, do 1-go.
    Kwestia ambicji i mozliwosci...
    Moje ambicje czasami przerastaly moje mozliwosci. Czasami proza zycia koryguje nasze marzenia.
    A czasami byc moze popelniamy bledy w realizacji naszych marzen.
    Ale w sumie chodzi chyba tylko o to, jakie stawiamy sobie priorytety.
    Pozwole sobie tu przedstawic przyklad mojego syna (na ktorego swiatopoglad wywarlem jako ojciec jakis okreslony wplyw).
    Punkt wyjscia:
    zyje, zeby pracowac?
    Czy pracuje, zeby zyc.
    Moj syn z wyboru pracuje bardzo malo. Akurat tyle dziennie ile kolega maharaja spal tygodniowo. Czyli ok. 5 godzin dziennie.
    Gdyby pracowal dluzej - zarabialby duzo wiecej.
    Ale on twierdzi, ze mu to niepotrzebne. Dla mojego syna wazniejsze od pracy jest jego hobby.
    Snobord i latawce.
    Tu jest moj syn :)
    https://www.youtube.com/watch?v=i4TLjbpYfD4

    Pytanie...
    Czy lezac na lozu smierci podsumowalbys swoje zycie:
    oh, jaka szkoda, ze nie moge sobie jeszcze troche dorobic?
    Czy moze...
    Och, jaka szkoda, ze nie moge sobie jeszcze troche polatac.
    :)
    Serdeczne pozdrowienia :)

    P.S.
    Moj syn jest sredniego szczebla urzednikiem panstwowym w urzedzie podatkowym. Zajmuije sie blokowaniem kont milionerow bez pokrycia.
    Kiedys powiedzial mi:
    tatus... Ty jestes bogatszy od wielu milionerow. Ty nie masz zadnych dlugow, kredytow, hipotek, zobowiazan. I masz prace :)
  • @krysz 13:47:43
    Analize pisaniny Marksa robili madrzesi odemnie.10 punktowy plan Marksa po przeanalizowaniu wskazuje na to. Likwidacja prywatnej wlasnosci , prawa dziedziczenia po rodzicach, nauka w szkolach panstwowych itp. Jak wygladala teoria Marksa w praktyce wiemy wszyscy.

    http://www.rodaknet.com/rp_art_6391_czytelnia_malzenstwo_i_rodzin_%20wedlug_marksa_engelsa_i_lenina.htm

    Dobrze tez poczytac sobie o rodzinnym zyciu Marksa jakie to bydle bylo.
  • @interesariusz z PL 19:54:40
    Szanowny Panie,

    W Polsce w tamtych czasach, pracując w sumie na trzech posadach:
    W szpitalu na Banacha; Pogotowiu Ratunkowym (na Hożej w Warszawie) oraz Przychodni Rejonowej w Warszawie, Ul Jadźwingów 9 - no i wtedy zarabiałem łącznie ok 5,000 zł. Dolary były wtedy po 100 zł - więc $50.

    W Australii pracowałem jako lekarz - w Szpitalu Państwowym, pracowałem również bardzo ciężko - jak wspominałem 168 godzin na tydzień - no i moja pensja wtedy wyniosła $16,800/tydzień. Po podatku $12,000.

    Pana zdaniem, nie powinienem wziąć tej pensji - a skoro wziąłem to znaczy że byłem wspólnikiem złodzieja...
    Czyli powinenem wziąć może... $12 - tak jak w Polsce.

    A w jaki sposób zapłaciłbym za wynajem mieszkania, za chleb - może powinienem powiedzieć w sklepie, że nie chciałem wziąć pensji i proszę mi dać chleb za darmo....itd itd

    Gdzie tu jest sens - gdzie logika.?

    Zadam pytanie: czy pracował Pan kiedykolwiek 168 godz/tydzień?

    Odnośnie domu - powinienem do zawsze sprzedawać po kosztach?

    Czasem zupełnie nie rozumiem innych ludzi.

    Pozdrawiam
  • @interesariusz z PL 20:01:42
    Szanowny Panie,

    Skoro żyjemy w świecie - na którym są sami zbóje i oszuści - to zapewne należało by wszystkich wsadzić do więzienia - na dożywocie...
    Ale... kto ich będzie skazywał, kto pilnował? Kto im będzie gotował etc.

    Sam Pan przecież tego wszytkiego nie zrobi...

    Jedyny wniosek - należałoby ich wszystkich powybijać...

    No i co... zostanie Pan na świecie sam...

    Jaki jest więc wybór?

    Pozdrawiam
  • @Ryszard Opara 00:15:28
    http://m.neon24.pl/75dde5467a92153666497306f86b9c54,13,0.jpg

    Szanowny Panie,

    Nie napisałem, że nie powinien Pan brać wynagrodzenia, albo, że praca na tej posadzie za te pieniądze była naganna w indywidualnym wymiarze,

    natomiast Pan, pisząc opowieść w której porównuje Pan mój kraj, Polskę, i swój, Australię, powinien mieć świadomość, iż różnica w wynagrodzniach między krajami bierze się między innymi z sankcji, jaki wolny świat stosował wobec "zniewolonego".

    Te szuje, zamykając nas w obozie, oblężonej twierdzy, starając się na wszelkie sposoby nam zaszkodzić, grożąc użyciem bomby atomowej, przekornie, jak to brzydzi, mówili o nas, że to my jesteśmy zniewoleni przez nasze reżimy. To przez nich musieliśmy się zbroić, aby przeżyć. Na szczęście, byli ludzie, których sumienie ruszyło, i zdradzili nam pewne tajemnice nuklearne. Bez ich bohaterstwa byłoby po nas.

    Ale rząd australijski płacąc stosunkowo dużo nie tylko grabił nas, Polskę, należąc do obozu wrogów prowadzących ekonomiczną wojnę przeciwko Polsce, ale z pewnością grabił również swoich własnych podatników. W jaki sposób, Pan wie lepiej. Tylko o tym Pan nie pisze, bowiem w istocie wychwala Pan system społeczny w Australii. Sytem, który wybił Aborygenów prawie do nogi, a potem traktował niedobitków jak podludzi. Kraj złodziei ziemi, którzy odmawiają prawa osiedlania się innym imigrantom, a szczególnie gęsto zaludniony jeszcze nie jest.

    Jak to jest sprawiedliwie z wynagrodzeniami lekarzy można się dowiedzieć płacąc za usługę medyczną w USA. Taki poziom wynagrodzenia osiągnęli medycy bez strajków. Po prostu na wydrę w obliczu potrzebujących pomocy.

    Odnośnie zarobku na sprzedaży domów, posłużę się wykrętem. Niech Pan przestudiuje historię prób budowy domu, o którego zamiar budowy jest obwiniany J. Kaczyński. I zapytam, z jakim zyskiem powinny być sprzedawane wieżowce w Wawie?
  • @Ryszard Opara 00:20:26
    http://m.neon24.pl/75dde5467a92153666497306f86b9c54,13,0.jpg

    Szanowny Panie,

    tak, oszutów i zbójów należy karać, niekoniecznie więzieniem, bo to jest kosztowne,

    a zmienić należy system na taki, w którym wszelkie okazje do oszukiwania i rabowania będą ograniczone.

    Dla przykładu, Pan popierasz system, w którym istnieje tajemnica handlowa. Ja nie. Owo pojęcie służy do "legalnego" nabierania kupujących oraz utrzymania quasi monopoli.

    I tak można bez końca.

    Różnimy się cywilizacyjnie, mimo, że wyrośliśmy w jednym kraju. To proszę zauważyć. Ponadto Pan jest indywidualistą, a ja stworzeniem społecznym, które dostrzega prawa innych do mojego życia, moich działań.
  • @interesariusz z PL 09:14:07
    Jeśli wyznaczymy taki poziom dyskusji, to adwersarzem podnoszonych argumentów może być tylko Stwórca, który dał ludziom różne talenty, narodom różne złoża mineralne i warunki klimatyczne, a państwom różny czas powstania, kwitnienia i zmierzchu, i stąd nierówności.

    Polityka wobec Aborygenów - jakkolwiek z dzisiejszej perspektywy niedopuszczalna - wówczas, jeszcze 200 i 150 lat temu była traktowana jako nieodzowny element postępu i ekspansji cywilizacji Białego Człowieka.

    Przyjmując utopistyczne założenia (ma być tak i tak) można krytykować absolutnie wszystko: (1) dyrektora szkoły, że w ogóle pełni funkcję, która wypacza ideę edukacji egalitarnej i tworzy struktury hierarchiczne, (2) lekarza, że wykonując zawód regulowany przyczynia się do zaniku medycyny naturalnej i utrzymania skostniałych struktur uniwersyteckich, które służą zaliczaniu przedmiotów, a nie przekazywaniu i rozwojowi medycyny (której bez oficjalnych uprawnień nie wolno, pomijając oferowanie naparów z herbatek itp.), czy choćby (3) kierowcę, że przewożąc towar przyczynia się do emisji CO2.

    Świat jest niesprawiedliwie urządzony i z tym każdy się zgodzi.

    Z tym że nurt konserwatywny dąży do tego, by swą aktywnością ten świat uczynić znośnym (choćby adoptując dzieci i stwarzając im lepsze materialnie i emocjonalnie perspektywy)

    A nurt postępowy, tzn. majstrujący przy Dziele Stworzenia (od umiarkowanych reformatorów, jakimi była XIX-wieczna socjaldemokracja poprzez dziwolągi, jakimi byli narodowi faszyści aż po oszołomów jak komuniści) dąży do zakwestionowania tego porządku świata i stworzenia na jego gruzie czegoś - ponoć - lepszego.

    Jak pokazuje historia, nowe nurty absolutnie niczego nie stworzyły.

    Podstawą wszelkiego konstruktywnego działania jest uzmysłowienie sobie, że tworzywo (moment działania, potencjał nam dany (talenta i środki) czy choćby przedział czasowy - długość naszego życia) są niejako z góry zdefiniowane i tylko w pewnym zakresie mamy tutaj moc wyboru - trzeba poruszać się w wyznaczonym nam przez Stwórcę czy tam przypadek, jak kto woli, zakresie, a nie rzucać górnolotne, acz pustosłowne frazy o "zmianie systemu".

    Przemawia do mnie teza gospodarczych liberałów, że z indywidualnych egoizmów tworzy się wspólne dobro.
  • Wielu ludzi co nie mialo nigdy kasy w kieszeni mysli, ze jak kasa jest
    w kieszeni to nic nie boli i uniesienie jest jak nigdy przedtem z najlepsza dziewica, z ta roznica ,ze nie trwa 5 sekund ale jest staly orgazm. Nic wiecej blednego. Boli w pachwinie jak bolalo a uniesienia nie ma. Sprzedalem kiedys dom i mialem czek w kieszeni na $215000.Pojechalem do banku by go wlozyc na konto. Pomyslalem sobie: Jestem bogaczem, wiekszosc ludzi w USA nie ma $500 na koncie w banku a ja jestem 430 razy bogatrzy niz oni i jak sie czuje, czy szczescie jakies odczuwam? Nic nie odczuwalem, ani szczescia , ani uniesienia a zerwana przepona w pachwinie z ciezkiej pracy w fabrykach bolala mnie jak zwykle. W banku panienka kasjerka wziela ten czek i pobiegla do szefa grubego. Ten wylewnie wyszedl z biura i kazal jej nowej kawy zaparzyc, zapraszajac mnie do gabinetu, tlumaczac ,ze taka gotowke nie powinno sie na zwykle konto skladac ale nalezy ja obrocic kilka razy by zostac milionerem a on mi powie jak to zrobic. Pan Opara poszedl na to i przegral. Ja powiedzialem temu oszustowi: "Thank You" a w myslach mialem: Fuck You.

    Czemu tak zadecydowalem? Bo mieszkalem przedtem w Chicago przez rok a to wystarcza by poznac oszustwa jakich nikt inny w swiecie nie wymyslil.
    Miasto Chicago, ewenement swiatowy: w Chicago mozna znalezsc najwiekszego morderce, najwiekszego malarza portretowego, nalepsze polskie kielbasy, najbogatrzych ludzi swiata, najlepsze wszystko i najgorsze..Pieklo na ziemi?
  • @staszek kieliszek 10:04:42
    Bardzo cenna opowieść. I w Polsce już tak jest.

    Bodajże rok 2014, telefon od osobistego doradcy inwestycyjnego (przydzielonego mi oczywiście ad hoc, bo widzieli, ile mam na koncie), czy może wysłać ofertę? Owszem, proszę: oferta w ramach Private Banking lat: faktycznie najwyższe oprocentowanie na rynku rocznych lokat bankowych. Idę do nich, do siedziby banku, jak tu nie skorzystać, byłem wtedy akurat rok przed kupnem mieszkania, miałem jakieś sensowne nadwyżki, chcę to ulokować na tę konkretną lokatę (0,8% ponad to, co oferuje rynek), a pracownik banku do mnie:

    "Wie Pan, jednak bym się zastanowił... ta oferta jest tak naprawdę po to, by pozyskać takich klientów jak Pan... mógłbym zaproponować Panu znacznie ciekawsze oferty niż te marne kilka procent, mamy naprawdę ciekawe akcje w ofercie".

    Krótka moja odpowiedź: Czy gwarantuje Pan stopę zwrotu z tych akcji?

    On: No nie, ... nikt nie gwarantuje stopy zwrotu z akcji... ale wg wytycznych centrali... nasze statystyki pokazują... [bla bla bla...]

    Był bardzo niegrzeczny, aż opryskliwy, gdy obstawałem przed założeniem tej lokaty. Po roku wybrałem wszystko wraz z odsetkami (przez telefon, na odległość), by nie musieć się tłumaczyć z wycofania środków - kolejnej takiej oferty oczywiście już nie było.

    Nie chcę powiedzieć, że inwestowanie na giełdzie jest czymś złym. Ale portfel (zwłaszcza gdy mamy rodzinę na utrzymaniu lub musimy zabezpieczyć się na starość) musi być skonstruowany racjonalnie (konserwatywnie, bezpiecznie), a ryzykować można tylko nadwyżkami, które (gdybyśmy stracili je bezpowrotnie), damy radę przeboleć.
  • @staszek kieliszek
    Tylko kwestią czasu jest wprowadzenie zakazu łączenia klasycznych usług bankowych (oferowanie lokat i kredytów) z usługami z zakresu pośrednictwa finansowego i doradztwa inwestycyjnego. Nawet niech to będzie choćby tylko fizyczne wyodrębnienie (oddzielne pomieszczenia dla Domu Maklerskiego i Banku) - bo to, co się teraz dzieje (nachalne niekiedy nagabywanie klientów), to zabijanie istoty bankowości.

    Bo dziś tak jest, że oto dyrektor oddziału banku (tzn. podmiotu zaufania publicznego) nagle traci z oczu misyjność (bezpieczeństwo finansowe klienta), jaka od stuleci charakteryzowała banki, gdy oto nagle może uzyskać pokaźną prowizję - za inwestowanie cudzych środków (przekabacenie klienta).

    Nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale do banku przychodzi cała masa pracowitych, prostych ludzi, którzy nie mają najmniejszego pojęcia o charakterze inwestycji kapitałowych i ryzyku z tym związanym, a zdarzało się, że wytrawny doradca inwestycyjny namawiał ich na inwestowanie w instrumenty pochodne, nie objaśniając zjawiska lewarowania i konieczności uzupełniania zabezpieczenia, wskutek czego tracili majątki.

    Moją znajomą sekretarkę, która o finansach nie wiedziała wtedy absolutnie nic, namówiono w ramach funduszu powierniczego (co za nazwa, jakie zaufanie!) na jednostki subfunduszu agresywnego, wskutek czego w pół roku straciła połowę oszczędności kilku lat. Bo nie powiedziano jej, że fundusze agresywne to inwestycja na lata... a po pół roku potrzebowała środków i musiała je w niekorzystnym momencie wycofać.

    Oczywiście doradca finansowy nie ponosi najmniejszej odpowiedzialności za "złą poradę" - on tylko inkasuje prowizję od każdej transakcji (nabycia i umorzenia jednostek uczestnictwa), podsuwając coś tam do podpisu, w którym drobną czcionką jest mowa o ryzyku związanym z tymi transakcjami.

    20% przypadkowych szczęściarzy (najczęściej w perspektywie krótkoterminowej) zyskuje, a 80% naiwnych traci.

    Wygranymi są tutaj głównie maklerzy, doradcy inwestycyjni i fundusze zarządzające akcjami itp. Oraz nieliczne grono tych, co się na tym znają.

    To naprawdę nie jest zabawa dla zwykłych ciułaczy.
  • @maharaja 09:48:23
    i Pan tak poważnie ?

    indywidualne egoizmy tworzą piekło, i tylko wyjątkom zawdzięczać możemy jakiś postęp techniczny,

    proszę też nie obrażać stwórcy, który stworzył raj, a ziemię to zawdzięczamy już ludziom,

    to,co mają poszczególne narody, zawdzięczają nie stwórcy, tylko rozbojom swoich przodków,

    W sprawie Aborygenów to może streści Pan politykę rządu, oraz "australijskiego narodu" po II WŚ.
  • @maharaja 10:27:42
    No bo giełda i cała koncepcja akcji to jedno wielkie systemowe oszustwo, kasyno, w którym muszą wygrać właściciele i zarządcy.
  • @staszek kieliszek 10:04:42
    niestety, brak kasy bardzo boli, a kasa daje wolność i możliwości zarządzania i znęcania się nad innymi ludźmi,

    brak kasy to uwięzienie we własnej lepiance i codzienne poszukiwanie czegoś do zjedzenia. Brak kasy to brak jakiejkolwiek pomocy ze wszelkich stron, w tym pomocy medycznej. Brak kasy to odarcie z godności człowieka.

    W strasznym doświadczeniu obozów zagłady ludzie wymierali z głodu i chorób. Wyobraź sobie, że uwalniamy ich w dzisiejszym świecie, w ich łachmanach, bez kasy wpuszczamy w społeczeństwo.

    Też by wymarli, z głodu, zimna, i chorób, tyle, że patrzyli by przez szyby restauracji, jak inni się obżerają. Ich śmierć byłaby przykrzejsza, niż w obozie zagłady.
  • @interesariusz z PL 11:33:51
    Nie twierdzę, że brak kasy nie boli. To jest problem każdego rozwijającego się państwa.

    To także problem warstw bezrobotnych i nisko opłacanych w krajach rozwiniętych.

    Drugim problemem państw rozwiniętych, do których i my powoli się zaliczamy (może jeszcze nie w skali europejskiej, ale w skali globalnej, w porównaniu z np. Afryką lub tą gorszą Ameryką Łacińską, już do nich należymy) jest utrzymanie stosunkowo przyzwoitego poziomu życia z uwagi na niestabilność zatrudnienia (mechanizm "payroll" jako główny element zarządzania zasobami ludzkimi, czyli od pucybuta do milionera (w naszych realiach: od 2-3 tys. brutto do 8-10 tys. brutto, potem na bruk i od nowa to samo).

    Niemcy, Francja i Włochy są w ewidentnej wieloletniej fazie regresu - po raz pierwszy od 1945 r. pokolenie dzieci ma trudniej (na rynku pracy, na rynku nieruchomości) - tzn. gorzej, mniej, mniej stabilnie - niż pokolenie ich rodziców.
  • @interesariusz z PL 11:33:51
    "indywidualne egoizmy tworzą piekło"

    Niektóre indywidua tworzą piekło, inne tworzą wartość dodaną.

    Zdecydowana większość jednak to ludzie uczciwi, płacą podatki, więc jakoś tam ten budżet się domyka. Zwłaszcza obecnie, wierząc oficjalnej propagandzie (40-60 mld rocznie budżet uzyskuje z likwidacji luki podatkowej, jak twierdzi premier Morawiecki).

    Ściągalność podatków + rozsądna progresja podatkowa to podstawowe (a do tego wsparte władczym charakterem państwa) mechanizmy ograniczania indywidualnych egoizmów.

    Chodzi tylko o takie prawo, które eliminuje obchodzenie opodatkowania i ucieczkę do rajów podatkowych. I o takie elity (pracowników urzędów podatkowych), które się nie skorumpują.

    W III RP to było postawione na głowie - urzędy czepiały się szaraczków, a grube ryby robiły ze swymi finansami, co chciały.

    Wierzę, że to się zmienia.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930