Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
393 posty 1998 komentarzy

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Polak. Patriota. Humanista.

AMEN-Autobiografia Naukowa-Odc.58

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Nie może być większego szczęścia, satysfakcji dla lekarza - niż komuś uratować, "dać" życie. Udało mi się to zrobić wiele razy w przeszłości. Mam wielką nadzieję - w przyszłości zdarzy się to - jeszcze nie raz.

Konieczność powrotu na Antypody. Emigracja bez tarczy – ale z podniesioną głową...

Nasze Dzieci...

Byliśmy małżeństwem od 21.06.1975 roku i zawsze oboje chcieliśmy mieć dzieci. Kiedy jednak (w końcu lat siedemdziesiątych), byliśmy w kraju, rozważając i mając w perspektywie emigrację, nie mogliśmy się
zdecydować na potomstwo, bo to by praktycznie uniemożliwiało nasz wyjazd.
Potem po drodze do....i na początku naszego pobytu w Australii, oboje ciężko pracowaliśmy,
nie było nawet czasu na to aby zająć się wychowawaniem dzieci.
A kiedy żona znowu zaszła w ciążę, niestety poroniła. W miarę upływu lat i wzrostu dobrobytu... nasza chęć potomstwa ciągle narastała. Podczas powtórnej ciąży, okazało się jednak, że mamy konflikt serologiczny -
dwie różne grupy krwi; RH minus i plus...a więc musimy bardzo uważać.

Żona zdecydowała się pójść na specjalną diagnostykę oraz programy, m.in. IVF (który znakomicie już funkcjonował w naszym prywatnym szpitalu w Hunters Hills). Niestety wszelkie kolejne próby zakończyły się niepowodzeniem. Groziła nam bezdzietność a lata młodości, dzietności mijały.
Powoli dochodziliśmy do wniosku, że musimy znaleźć sensowną alternatywę, ale ponieważ już byliśmy zdecydowani na powrót z emigracji do Polski...oboje częstokroć, myśląc o adopcji – jedno było absolutem. Musimy zrobić to w Polsce, kiedy będziemy mieli odpowiednie warunki...Wszystko zaplanowane.

Adopcja:

Po kilku latach pobytu w kraju, mieliśmy 2 olbrzymie, piękne domy, który właściwie "wiały pustką życia".
Wtedy, ostatecznie zdecydowaliśmy się na możliwie szybką adopcję.
Nasza znajoma prawniczka poradziła jak wszystko zorganizować i pojawiła się szansa wzięcia dziewczynki
od kobiety, która miała rodzić za kilka tygodni, ale nie chciała swojego dziecka.
Decyzję podjęliśmy natychmiast.
Żona asystowała przy narodzinach dziewczynki i zabrała niemowle - od razu ze szpitala, do naszego domu.
Było to dla nas wielkie przeżycie. Pomimo, że byłem lekarzem – nie bardzo miałem praktykę w pielęgnacji niemowląt. Żona też, choć oczywiście... każda kobieta ma instynkt. Na wszelki wypadek, wzięliśmy do pomocy - bardzo doświadczoną pielęgniarkę (Panią Kazię) i wszystko odbywało się bez problemów.

Działo się to, w tym samym czasie, kiedy przyjaźniłem się bardzo z Mieczysławem Wachowskim,
często u niego bywałem... w domu lub w Pałacu Prezydenckim. On mnie też odwiedzał.
Jeździliśmy po kraju na zawody żużlowe a czasem także do Gdańska – z wiadomych powodów.
Tam właśnie przez Mieczysława, poznałem Ks. Prałata Henryka Jankowskiego - słynnego kapelana „Solidarności”, który m.in. opiekował się Domem Dziecka im. Janusza Korczaka w Gdańsku.
Pojechaliśmy odwiedzić kiedyś ten Dom, razem z Księdzem Prałatem.

To co tam zobaczyłem, od razu wstrząsnęło mną mocno i wzruszyło do łez.
Było tam wiele dzieci, które mieszkało „jedno na drugim” kilkanaścioro w niewielkich salkach.
Dzienna stawka na jedno dziecko (jedzenie i ubranie) - była wprost niewiarygodnie... śmieszna.
Kilka złotych dziennie (5 zł) – tak jak wspomniała mi - Pani Dyrektor Domu Dziecka.
Ale nawet nie to było najgorsze.
Zobaczyłem w oczach wszystkich dzieci jedną wspólną rzecz, czego im brakuje...
One najbardziej potrzebowały miłości, ciepła, uczucia, przytulenia - potrzebowały rodziny oraz domu.
A myśmy - z żoną mieli to wszystko no i oprócz tego: pieniądze, domy i gotowość do przekazania uczuć,
wartości rodzinnych, dla młodości dorastania.

Moją pierwszą reakcją była adopcja...- wszystkich 30-40 dzieci, będących w ośrodku J. Korczaka.
Oczywiście, było to niemożliwe, z wielu powodów ale już po pierwszej wizycie, przyrzekłem sobie, że spróbuje. Przyjechałem wieczorem do domu i opowiedziałem o tym wszystkim żonie.

Ona nie była już taka chętna. Dopiero co, opanowała sytuację z Kingą (naszą pierwszą córeczką).
Ewentualnie, po kilku dniach rozmów – zgodziła się pojechać do Gdańska i ocenić sytuację na własne oczy. Widziałem, że razem ze mną była wzruszona. W rezultacie... rozmów, wróciliśmy do Zalesia z chłopczykiem. Daliśmy mu na imię Rysio. Tak samo jak ja – jego nowy tata.
Oczywiście, dostaliśmy tę dwójkę dzieci, tylko na okres próbny.
Musieliśmy załatwić jeszcze wszystkie formalności prawne.

Nigdy nie zapomnę gdy w Sądzie Rodzinnym, Pani Sędzia... dość nieoczekiwanie - zapytała mnie:
„Czy Pan tak naprawdę kocha te dzieci i czy jesteśmy oboje całkowicie przekonani do adopcji”.
Przez dłuższy czas nie mogłem z siebie, jakoś wykrztusić jednego słowa. Byłem bardzo wzruszony.
W końcu jednak przemogłem się... odpowiedziałem zachrypniętym głosem: „Taa...aak”...
Nie mogłem absolutnie powiedzieć nic więcej.

Pani Sędzina chyba od razu mi uwierzyła...bo od razu i bez problemów zgodziła się na adopcję.
Utrzymywałem z domem dziecka im. J. Korczaka, przez tamte lata bardzo bliskie relacje.
Pewnego dnia dowiedziałem się, że jest zgoda Sądu na adopcję czwórki rodzeństwa, odebranego matce
(z rozmaitych powodów formalno-prawnych i wychowawczych).
Głównym warunkiem adopcji było to, że trzeba było wziąć wszystkie dzieci.
Sąd nie chciał wyrazić zgody na podział rodzeństwa.
To był jednak wielki problem, bo nikt do tej pory, niestety nie chciał na raz adoptować czwórki.
Natychmiast pojechałem sam do Gdańska.
Były to 2 dziewczynki i 2 chłopaków. Kamil – lat 10; Angelika 7; Olimpia 5 i Patryk 3.
Piękne, miłe, zdrowe, rozgarnięte, dobrze rozwinięte, słowiańskie... blondynki.
Po kilku minutach... wiedziałem jaka będzie moja decyzja. Problem był z żoną.

Kiedy dowiedziała się o tej czwórce...jej pierwsza reakcja była: absolutnie NIE. Mówiła wprost...
nie damy rady, zbyt wiele problemów i obowiązków. Przekonałem ją, żeby może zrobić próbę –
na dwa miesiące, na wakacje. Przyjechały do nas w czerwcu i...zostały z nami na zawsze.
Żona postawiła jeden warunek: musiałem jej przyrzec, że...nie będzie absolutnie więcej adopcji.
Wtedy wyraziłem zgodę...Myślałem, że to tylko będzie przejściowo. Do następnego razu...
Chciałem jeszcze kilka razy adoptować (trzy siostrzyczki, dwójkę rodzeństwa, jeden chłopiec) ale już więcej...
ani razu, nie udało mi się przekonać żony.
Kiedy tylko zaczynałem temat, mówiła twardo NIE. Ja żałuję, ona chyba też.
Po kilku latach, dowiedziałem się, że wszystkie te dzieci - naprawdę marnie skończyły.
A mogłoby być całkiem inaczej. Moja Wina, Moja Wina, Moja bardzo wielka wina.
Nie mogę sobie do dziś - jakoś tego wybaczyć!

Jedno było i jest dla mnie pewne. Najlepszą decyzję, którą kiedykolwiek w swoim życiu zrobiłem -
była to adopcja dzieci. Sześcioro, choć bardzo żałuję, że nie więcej. Wtedy stać nas był na to.
Finansowo i emocjonalnie.
Czyż może być w życiu coś bardziej wspaniałego, jakaś większa wartość niż dać siebie, swoje życie
i miłość komuś, kto tego bardzo potrzebuje i kto nie ma żadnego wyboru, poza biedą.
Zrobiłem tak, żeby zrobić czyjeś życie lepszym, bardziej wartościowym.
Reszta już jest milczeniem, zależy od każdego z nas, jak każdy z nas rozumie życie. Indywidualnie.
Reszta jest mało istotna, chociaż wiadomo, zawsze, zwłaszcza na początku mogą być trudności.
W tym przypadku czwórka rodzeństwa, z domu dziecka, były to już dzieci starsze w czasie adopcji,
wychowywane w warunkach zmian, niepewności, braku miłości i skrajnej biedy.
One właśnie długo nie mogły przyzwyczaić się do zmiany w życiu.

Pamiętam...kiedyś, wszyscy razem poszliśmy na 5-te urodziny syna mojej bratanicy.
Nasze „nowe” dzieci, natychmiast po przyjściu opróżniły wszystkie półmiski ze słodyczy.
To co nie mogły szybko zjeść, pochowały po kieszeniach.
Patryk i Kamil przyszli do mnie chwaląc się ze swych zdobyczy.
Mówili: Tata, zobacz co udało nam się znaleźć...

Musiałem im długo perswadować, aby położyli wszystko z powrotem na miejsce; że u nas w domu
też są banany, cukierki, czekoladki; że u nas, w naszym/ich domu wszystko jest. Bez żadnego limitu.
Trudno walczyć z nawykami, zwłaszcza głodnych, spragnionych dzieci. Nienasyconych.
Było nam trochę głupio i niezręcznie z powodu ich zachowania, ale ostatecznie tamte urodziny skończyły się całkowitym zrozumieniem.

Dzieci z domu opieki, które przyjechały do nas, były właściwie tylko z tym, co miały na sobie.
Ubieranie i karmienie ich, było dla nas na początku dużym problemem.
Trudno było je np. przyzwyczaić do mycia się, jedzenia i picia - we właściwy sposób.
Właściwie dopiero...po kilku miesiącach dzieci zaczęły się jakoś... zachowywać normalnie.
Była to dla nas i innych dzieci oraz całej rodziny – wielka lekcja zrozumienia i pokory.
Były to doświadczenia wyjątkowe, niepowtarzalne.

Obserwacja zachowań dzieci dorastających początkowo w skrajnie negatywnych warunkach,
ich zachowanie po adopcji do stanu dobrobytu - dało nam wszystkim impuls innego spojrzenia na życie.

Życie naszej rodziny, (w tym adoptowanych dzieci) z rozmaitych powodów układało się w tamtych czasach
niemal bajecznie. Mieliśmy 2 duże domy w Zalesiu. Każdy z basenem, kortem tenisowym.
Do dyspozycji były dwie nianie do dzieci, służba: kucharka, sprzątaczka, ochrona, kilku kierowców.
Razem 15 osób. Każde dziecko miało swój pokój ale one wolały być razem.
Śniadania i kolacje – zawsze jedliśmy razem. Kucharki gotowały ale dzieci podawały i sprzątały.
Razem z żoną pochodziliśmy z tradycyjnych rodzin i staraliśmy się przekazać wszystkim dzieciom właściwe zasady współżycia i co było ważne dla nas - polskie tradycje.
Wszystkie dzieci chodziły do szkoły prywatnej amerykańskiej - aby nauczyć się angielskiego.
To było bardzo kosztowne i patrząc z perspektywy czasu nie najlepsze rozwiązanie.
Owszem ich angielski jest perfekt ale wiedza, zwłaszcza historia Polski i świata, prawie żadna.
To samo z innych przedmiotów „naszej” edukacji: biologia, geografia, przyroda, wiedza o świecie.

Jak wspomniałem - adopcja była i jest moją/naszą - najlepszą decyzją życiową.
Dała mi i nam też najwięcej radości i satysfakcji.

Tak jak - w pewnym sensie jest i zdarza się w zawodzie medyka. To co staje się jego powołaniem:
Nie może być większego szczęścia, satysfakcji dla lekarza - niż uratować, "dać" komuś życie.

Udało mi się to zrobić wiele razy w przeszłości. Mam wielką nadzieję - w przyszłości zdarzy się to jeszcze nie raz.

Koniec Odcinka 58

Ryszard Opara
 

KOMENTARZE

  • Fajny opis o tych dzieciach.
    Wieki szacunek za "priorytety".

    W tle i w "kontekście" Dom dziecka pod patronatem "Prałata" o znanych skłonnościach odebrałem jak prywatny rezerwuar potencjalnych ofiar.
    do tego ta stawka żywieniowa w kontraście skrajnego wyuzdanego wręcz przepychu jakim otaczał się "prałat".

    Artykuł bez intencji autora pogłębił mój bardzo negatywny wizerunek "prałata" teraz wizerunek pasuje do gęby "prałata" jak ulał.
    W kreskówkach dla dzieci takie gęby przypisują podobnie mrocznym charakterom... nic dziwnego że dzieci się bały "prałata" jak ognia.

    Wielki szacunek za uratowania od "piekła życia" tych kilkoro dzieci.
    Zawsze podobał mi się serial "Rodzina zastępcza" świetna obsada i fantastyczna fabuła o zwyczajnym życiu.
  • Dzieci...
    Nie pamietam juz, czy to gdzies przeczytalem, czy od kogos uslyszalem...
    Ale na zawsze zapamietalem.
    -" ...bo wszystkie dzieci sa nasze"-

    https://www.youtube.com/watch?v=bX63KddDz9s

    Serdeczne pozdrowienia :)

    P.S.

    Chyba mam cos w sobie,
    bo lgna do mnie stare baby, kulawe psy i bezdomne koty.
    :)
  • @krysz 10:49:13
    Wszystkie dzieci są wspaniałe...
    I to my starsi napełniamy ich czyste, szczere, wspaniałe malutkie rozumki... wiedzą, nawykami, zasadami... i tworzymy z nich "ludzi".
    Tacy ludzie z tych dzieci wyrosną jaki system edukacji i środowisko w którym wyrastają.
    Wszystkie dzieci są takie same a środowisko tworzy z nich "ludzi" albo nowoczesnych albo religijnych fanatyków np dzieci ISIS...to tylko edukacja je zmienia w potwory.. podobnie z leśnymi bandytami, z banderowcami, z Hitlerjugent... i różnymi innymi "patriotami"..

    Słusznie i dramatycznie zauważył Opara że dzieci których nie mógł adoptować wszystkie źle skończyły... to najcięższe możliwe oskarżenie wobec systemu opieki dla dzieci z domów dziecka...
    Kto jak kto ale te dzieci powinny mieć zapewnioną edukację potem mieszkanie (na własność) a po edukacji pracę nawet w warunkach wysokiego bezrobocia.. np w strukturach państwowych... i to powinno być ustawowe zobowiązanie państwa ... a nie jak teraz źle wykształcone, bez pracy i wywalane na bruk po osiągnięciu dojrzałości.
    Wykształcenie , mieszkanie i praca to państwa obowiązek wobec tych nieszczęśliwych dzieci.
  • @Oscar 11:08:14
    -"Wykształcenie , mieszkanie i praca to państwa obowiązek wobec tych nieszczęśliwych dzieci."-
    A kogo to obchodzi?
    To panstwo pt. Polska jest chore.
    Nie jestem na tyle w temacie obeznany, aby wypowiadac sie na temat Panstwowych Domow Dziecka i innych wyznaniowych (katolickich)
    sierocincach.
    Ale jest to temat goracy. I brakuje radykalnych decyzji.
    Mysle jednak, ze koszty utrzymania tych placowek nalezy traktowac nie jako obciazenie, ale jako inwestycja.
    Jaki jest bilans spolecznych korzysci?
    Oszczednosci na kwalifikowanym personelu, kosztach wyzywienia, kosztach edukacji w dalszej konsekwencji generuja tylo nowe obciazenia. Tak finansowe, jak i spoleczne.
    Bo jaka jest przyszlosc wychowankow Domow Dziecka?

    Przyklad:
    https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/siostra-bernadetta-z-zabrza-koszmar-w-zgromadzeniu-siostr-boromeuszek/77v8s7d#slajd-1

    Chcialbym wierzyc, ze ten przyklad to nie jest regula.
    Ale jakos brakuje mi tej wiary. Szczegolnie w odniesieniu do katolickich placowek.
    I to nie tylko w Polsce.

    https://www.youtube.com/watch?v=S3fTw_D3l10

    Serdeczne Pozdrowienia
  • @krysz 12:17:42
    "
    Mysle jednak, ze koszty utrzymania tych placowek nalezy traktowac nie jako obciazenie, ale jako inwestycja.
    "
    To mi się bardzo spodobało.
    Dokładnie tak... Te dzieci z domów dziecka powinny stać się wręcz "elitą" narodu z powodu jakości edukacji, profesjonalnej opieki psychologicznej....
    w końcu zwykli rodzice kochają dzieci ale są amatorami w dziedzinie wychowywania dzieci..
    a dzieci z domów dziecka powinny mieć profesjonalną opiekę a edukację jak wszystkie dzieci...z dostępem do korepetycji...indywidualnego wsparcia..

    I to nie mogą być zakonnice ... to muszą być obojętni ideowo kompetentni merytorycznie fachowcy .. dobrze opłacani...

    To inwestycja dla Państwa a nie miejsce do pasożytowania dla pedofilii i innych zboczeńców, psychicznych dewiantów, czy religijnych ortodoksów.
  • @Oscar 08:49:08
    a czymże ów "prałat" zsłużył sobie na takie potępienie,

    wiesz jaka jest obecna, nie dawna, stawka żywieniowa w sanatorium, szpitalu ?
  • @Oscar 11:08:14
    kumam, dziecko z domu dziecka edukacja i mieszkanie za darmo,
    a dziecko niezaradnych rodziców do końca życia pod mostem.
  • @interesariusz z PL 12:32:14
    Rodzina jest najważniejsza ... i jest wolna samodzielna i powinna mieć i ma wsparcie państwa.
    Dzieci z domu dziecka nie mają rodziny...państwo musi im tą rodzinę zastąpić i nie na poziomie najgorszej np patologicznej rodziny ale na poziomie przyzwoitej dobrej gospodarnej rodziny... np na poziomie średnim +... jako rekompensaty za bak rodziny.
  • @interesariusz z PL 12:30:27
    "prałat" zasłużył "pedofilią" i ostentacyjnym bogactwem w zderzeniu ze stawką żywieniową i warunkami w których żyły dzieci którymi się "opiekował".
  • @Oscar 12:52:09
    pedofilią ? teraz najłatwiej oskarżyć o pedofilię, niesprawdzalne, a człek zniszczony,

    to już lepsze były sądy kapturowe.
  • @interesariusz z PL 14:38:25
    Ci co byli blisko "prałata" wiedzą od dawna, były przecieki...
    To nie pojedynczy "atak" to wiele pokrzywdzonych...
    ja wątpliwości nie mam.
  • @Oscar 08:49:08
    Szanowny Panie,

    Dziękuję za miły komentarz - odnośnie adopcji dzieci.

    Natomiast jeżeli chodzi o Księdza Prałata - no có może nie znałem go dobrze - spotkałem się z nim zaledwie kilka razy - i to na krótko - ale
    na mnie wywarł raczej - bardzo dobre wrażenie.

    Moim zdaniem Ksiądz Jankowski - był człowiekiem idei - i w porównaniu do wielu innych duchownych, których w życiu spotkałem - był niewątpliwie wyjątkową postacią.
    Oczywiście, każdy ma swoje słabości, jest tylko człowiekiem ale ja nie
    zauważyłem "wyuzdanego wręcz przepychu jakim otaczał się "prałat".

    Pozdrawiam
  • @krysz 10:49:13
    I to prawda - wszystkie dzieci są nasze - przynajmniej dopóki nie dorosną.

    A to, że do Pana lgną stare baby, kulawe psy i bezdomne koty - to chyba świadczy, że wszystkie one instnktownie czują w Panu dobrego człowieka.

    Pozdrawiam
  • @interesariusz z PL 12:30:27
    Szanowny Panie,

    Dla zaspokojenia mojej i czytelników ciekawości:

    Jaka jest obecna stawka żywieniowa w sanatorium, szpitalu, a zwłaszcza w domach opieki, w domach dziecka?

    Uprzejmie proszę o informację.

    Pozdrawiam
  • @interesariusz z PL 14:38:25
    Zgadzam się z Panem absolutnie...

    Najłatwiej kogoś oskarżyć o rozmaite grzechy, np pedofilię czy też tak popularne ostatnio "molestowanie seksualne" - zwłaszcza osobę nieżyjącą.

    Jak ona może się bronić?

    Jak ktokolwiek (nawet żywy) może się bronić z takich oskarżeń...?

    Pozdrawiam
  • @Oscar 15:26:14
    Jak wspomniałem, spotkałem Księdza Prałata kilka razy;
    byliśmy razem w Domu Dziecka...

    Ja jestem dość dobrym obserwatorem, z uwagi na swoje wykształcenie i zawód, który wykonywałem przez wiele lat...

    Kiedyś doszedłem do takiej wprawy, pracując jako lekarz, że kiedy wchodził do mojego gabinetu pacjent - natychmiast, nawet bez żadnej rozmowy i badania - z góry wiedziałem - na co jest chory.
    Podam inny przykłąd:
    Rozmawiając z mężczyzną - po kilku słowach mogę wyczuć, że ten gość ma skłonności homoseksualne (z kobietami mi trudniej)...

    W każdym razie nigdy nie wyczułem w Księdzu Prałacie, że ma jakieś dewiacje charakteru.
    Moim zdaniem był normalnym, może nieco próżnym - może popularność i sława uderzyła mu do głowy - ale prócz tego był normalnym człowiekiem.

    Myślę, że się nie mylę w swojej ocenie.

    Pozdrawiam
  • @Oscar 08:49:08
    P.....sz jakby Cie pogielo. Moj krewny byl ministrantem pralata i od niego mam informacje na tema pralata.Ty zas masz wiadomosci od redaktora Faktow I Mitow, mordercy ksiedza Popieluszki, milicjanta Piotrowskiego. Wstydzil bys sie czlowieku tego co tu napisales. Olbo rozum postradales albo jestes opetany przez szatana.Fuj.
  • Ludzie uczuciowi nie powinni odwiedzac domow dziecka.
    Pierwsze wrazenie to zapach moczu, niedomytych cial i wszystko brudne. Wchodzi sie na sale z dziecmi i one czepiaja sie nog tworzac wianuszki wokol nich. Nie mozna kroku zrobic, serce podchodzi do gardla, na sile trzeba sie powstrzymac nie od placzu ale wycia bo lez nie mozna powstrzymac. Taka byla moja pierwsza wizyta w panstwowym domu dziecka w 1971. Tymczasem na ulicach flagi, transparenty, plakaty, na co szly krocie. Sukcesy Gierka, przedplaty na Fiaty, mieszkania, bogacenie sie. Ja , kilkaset metrow od tego domu dziecka zarabialem 3 razy tyle co inzynier. Jak mowilem ludziom o tym domu dziecka to ludzie wzruszali ramionami albo wygodnie mnie nie slyszeli.
    Jak napisal Karol Marks w swym komunistycznym manifescie: trzeba stworzyc nowego czlowieka bez Boga, bez milosci, bez tradycji, bez wiezow rodzinnych. Stworzyc automatony do fabryk lub wojska. Komunistyczne domy dziecka robily wlasnie to o czym Marks marzyl.

    Przed wojna siostry zakonne prowadzily ochronki i udawalo sie im z tych dzieci wychowac nawet wybitnych ludzi. Po wojnie zostawiono siostrom jedynie domy dla uposledzonych dzieci, ktore mogly sobie tam uczyc religii ile chcialy. Moje liceum miescilo sie w budynku odebranym siostrom Felicjankom ale czesc dla dzieci uposledzonych im zostawiono, wiec przez lata liceum moglem obserwowac na przerwach jak siostry tymi dziecmi sie zajmowaly, z jaka miloscia, pietyzmem, spokojem. Nie siostry zakonne ale anioly.

    Bardzo mnie zirytowal nijaki Oscar, ktory szydzi tu z kosciola, ksiezy, a propaguje marksistowski model. Albo niewiedza pomieszana z glupota albo opetanie, albo nie ma sumienia i jest dobrze oplacony.
  • Zadne ze slow wypowiedzianych wtedy nie stracilo znaczenia.
    https://www.youtube.com/watch?v=_st_d8hxitw
  • @staszek kieliszek 02:49:52
    Panie Staszku,

    Całkowicie się z Panem zgadzam, zresztą napisałem 2 komentarze o tym.
    Spotkałem Księdza Prałata kilka razy i na mnie wywarł bardzo dobre wrażenie. Nie ma się co denerwować, stresować.

    Tak niektórzy ludzie uważają a próby przekonania ich są stratą czasu.

    Pozdrawiam
  • @staszek kieliszek 07:56:42
    Panie Staszku,

    Dziękuję za przypomnienie mojego wywiadu - sprzed kilku lat.
    Myślę, że to była bardzo sensowna wypowiedź...

    Chociaż dla mnie ten film wiąże się z nieco smutnymi wspomnieniami....

    Od tam czasu, wiele się w moim życiu zmieniło...W sensie materialnym.

    Ukradziono mi dom, w którym robiłem wywiad (dom sam zbudowałem, był moją własnością od wielu lat), ukradziono mi obrazy, które tam są pokazywane - dosłownie okradziono mnie ze wszystkiego.

    Zostawiono mi jedną rzecz, której NIKT nie może mi ukraść - HONOR.
    I to teraz, mój jedyny skarb -

    Patrzę na swoją przeszłość z uśmiechem filozofii na twarzy.

    No cóż... C'est la vie - and Let it Be.

    Pozdrawiam

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930