Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
347 postów 1881 komentarzy

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Polak. Patriota. Humanista.

AMEN-Autobiografia Naukowa-Odc.52

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Bank Pekao SA zapłacił za akcje Elektrimu SA sam sobie, przelał na swoje inne konto. (zgodnie z tajemnicą Bankową). PEKAO SA - to jedno wielkie szambo kredytowe.

Ciąg Dalszy działań - oszustw: Banku Pekao SA/UniCredit.

Sprawa sfałszowanego podpisu mojej żony, na Umowie Kredytowej wyszła tak naprawdę na jaw dopiero,
kilka lat potem i w normalnym kraju...W Sądzie Najwyższym Australii. Mianowicie...Bank Pekao SA próbował zarejestrować w Australii tzw. Bankowy Tytuł Egzekucyjny (BTE) – aby „spieniężyć” resztki moich aktywów. Problem był jednak taki, że Sąd Najwyższy zapytał o dwa zasadnicze dokumenty, na podstawie których BTE
został w Polsce wydany - dwie proste sprawy takie jak:
1. Umowa zlecenia - zakupu akcji spółki Elektrim SA – podpisana przeze mnie i żonę.
2. Umowę Kredytową – również podpisaną przez nas oboje.

Okazało się jednak, że nie ma żadnego potwierdzenia „zlecenia zakupu akcji”. Bank zeznał, że była moja zgoda ustna, wyrażona telefonicznie...ale nagranie tej rozmowy gdzieś zniknęło.  

Odnośnie Umowy Kredytowej okazało się, że jest tam podpis, ale tylko mój...Sąd zapytał o podpis żony... 
Kilka tygodni potem Bank dostarczył kopię, która zawierała podpis żony..., który był sfałszowany... 
W rezultacie końcowym braku dowodów i właściwej dokumentacji...Sąd Najwyższy odrzucił pozew oraz roszczenia Pekao SA...o rejestrację BTE w Australii - jako rzecz całkowicie niezgodną z prawem.
  
Ja w swojej naiwności, mając tego typu dowody/argumenty, wkrótce po decyzji Sądu Najwyższego, w roku 2010, zdecydowałem na powrót do kraju...w przekonaniu, że jednak Polska jest państwem praworządnym
a więc odzyskam swój utracony majątek...
Byłem święcie przekonany, że fakt sfałszowania podpisu na umowie kredytowej diametralnie odmieni naszą pozycję i roszczenia wobec Banku Pekao SA.
Bez podpisu małżonki – Umowa Kredytowa, była po prostu nieważna...
Ale okazało się, że ja żyję w zupełnie innym świecie. Dla Pekao SA - to nie był żaden problem.
Liczy się wyłącznie i tylko interes Banku – tylko Bank ma rację i tylko Bank ma prawo stanowić Prawo.
A po za tym, cóż to za problem...podrobić podpis...A to ja... muszę... udowodnić, kto to zrobił...

Nasze nadzieje okazały się złudne, będę o tym pisał w dalszej historii „AMEN” - biografii swojego życia.

Powróćmy do początków stycznia 2002 roku...kontynuacji farsy zakłamania i matactwa Pekao SA...
W poniedziałek 7-go stycznia, nie musiałem już nic podpisywać. Nasze dzieciaki poszły do swoich szkół,
a ja wieczorem, razem ze swoimi znajomymi poleciałem na narty do Val Thorens w Alpach Francuskich.
Byliśmy tam dwa tygodnie, całkowicie odizolowani od świata.
Tylko białe szaleństwo – śnieg od rana do wieczora.

W trakcie wsiadania do samolotu LOT, w Genewie, zauważyłem w polskim dzienniku (Puls Biznesu) artykuł
na temat sytuacji Elektrimu. Mianowicie Komisja Papierów Wartościowych - rozpoczęła czynności prawne, dochodzenie, przeciwko Zarządowi Spółki... z powodu braku właściwej informacji - dla GPW i KPW
dotyczącego wniosku Zarządu o upadłość firmy oraz równoległej decyzji Banku Pekao SA -
wycofującej wszystkie linie kredytowe... z Elektrimu.

Oczywiście bardzo mnie to zdziwiło i... zaniepokoiło. Przecież zaledwie 2 tygodnie wcześniej...zainwestowałem
za namową Pekao SA - w Elektrim.
Szczególnie, że dowiedziałem się o wszystkim z prasy, a nie od Banku Pekao SA czy od też zarządu firmy.
Po powrocie do Polski, natychmiast zadzwoniłem do pani Prezes Marii Wiśniewskiej, która wyraźnie nie chciała
ze mną rozmawiać... tłumacząc się rozmaitymi obowiązkami, posiedzeniami.
Skierowała mnie do Vice-Prezesa Cezarego Smorszczewskiego.

Podczas spotkania na kawie (tego samego dnia) Czarek zaczął mnie uspokajać i przekonywać, żebym
się tak za bardzo nie przejmował tymi..., jak to określił...ostatnimi zawirowaniami w ELEKTRIM-ie.
Wyjaśniał, że Zarząd Spółki, rzeczywiście podjął decyzję o złożeniu wniosku o upadłość...ale zrobił to -
tylko z powodów czysto taktycznych. Zapytałem, więc go o szczegóły... 
Okazało się, że głównym problemem Elektrimu była spłata Euro-Obligacji, które były „wymagalne” -
za kilka tygodni, w kwietniu 2002.
Zarząd Elektrimu, jednak nie miał wystarczających funduszy, aby to spłacić w tym terminie, więc zdecydował,
że musi jakoś taktycznie „zaszachować” wierzycieli, by zmusić ich może do negocjacji w sprawie spłaty tych zobowiązań – w późniejszym terminie.

Zapytałem więc: "jaka jest kwota Euro-Obligacji wymaganych do spłaty".
Odpowiedział: „około... 500 mln Euro”.
Początkowo myślałem, że niedosłyszałem, więc z niedowierzaniem zapytałem: "Ile...???"
Czarek powtórzył: „Około 500 mln Euro”. Nieco załamanym, jąkającym się głosem zapytałem...
A ile Elektrim ma dostępnych na to pieniędzy”?
Po chwili udawanego namysłu odpowiedział: „Około 180 mln… a więc sporo kasy im brakuje”.

Dodał, że właśnie dlatego Zarząd Elektrimu, próbuje „taktyki nacisku” - na właścicieli obligacji,
aby po prostu wynegocjować lepsze warunki i przenieść ich spłatę na późniejszy termin.
Zaniemówiłem przez chwilę i zapytałem:
Czarek, dlaczego ty ani ktokolwiek z Banku czy z CDM – Nikt, nigdy mi o tym nie powiedział?!
Przecież Bank dobrze wiedział o sytuacji finansowej Elektrimu i dlatego też, zdecydował się...
wycofać wszystkie linie kredytowe.

Usłyszałem na to:
"No wiesz… myślałem, że jesteś ty o tym dobrze poinformowany".

Oczywiście doskonale wiedział: o wszystkim dowiedziałem się z prasy, co podkreślałem kilka razy.
Zadałem mu kilka dodatkowych pytań, główne dotyczyło prostej sprawy: np wytłumacz mi...

Jak to się stało, że Komitet Kredytowy i Zarząd Banku udzielił mi kredytu na zakup akcji spółki, wiedząc, że Spółka, kilka dni wcześniej - złożyła wniosek o upadłość?
Przecież faktycznie, powinienem przecież, dostać precyzyjną informację, ostrzeżenie...z Banku Pekao SA.
Zanim zainwestowałem w Elektrim. Zanim podpisałem Umowę Kredytową.
Czarek wzruszał tylko ale co chwilę ramionami i nic więcej nie powiedział.
To był chyba ostatni raz, kiedy rozmawialiśmy jeszcze przyjaźnie i bez nerwów.

Wspomniałem już wcześniej - jak się okazało i dowiedziono kilka lat później w Sądzie Najwyższym Australii, Umowy Kredytowej, również nie podpisała... moja żona (na szczęście). Wtedy jak rozumiałem, musiało to mieć
kluczowe znaczenie - przynajmniej powinno mieć, bo bez jej podpisu dokument był nieważny. 
Ale...dla Banku - to żaden problem i w związku z tym... jej podpis został po prostu szybko sfałszowany.
Tak czy inaczej cała umowa kredytowa była niezgodna z prawem.

Nie mieliśmy rozdzielności majątkowej i wszelkie zobowiązania musieliśmy razem podpisywać.
Nie było także żadnej dokumentacji zawarcia transakcji. Nie była ona też nigdzie zarejestrowana... A więc...? 
Zdaniem Sądu Najwyższego w Australii – skoro nie było dokumentacji – nie było transakcji.

Dalsze oszustwa Banku wyszły na jaw w Polsce, po procesie sądowym w Australii. Aby zachować "pozory legalności", w styczniu 2002, (albo potem) – ktoś z pracowników banku sfałszował podpis mojej żony.
Tak potwierdził później - biegły grafolog, powołany przez sąd.
W odpowiedzi na to – Bank, jego prawnicy zaczęli sugerować, że to być może ja - sfałszowałem podpis żony...

A przecież, w normalnych warunkach...autentyczność wszystkich podpisów kredytobiorców na umowie,
była, musi być potwierdzona przez pracownika lub prawnika banku, który jest świadkiem zawarcia umowy.
Tak zresztą było...Takie są wymagane prawem przepisy. 
Ale dla Banku Pekao SA to też nie problem - wszystkio... prawdopodobnie normalka. Codzienność.
To, że Umowa była sfałszowana, było bez znaczenia (bardzo ciekawe, że dla Polskiego Sądu też).
Ważne było jedno: Bank Pekao SA/CDM zapłacił za akcje Elektrimu pieniądze...komuś...tylko na nasze żądanie - nie chciał powiedzieć komu...(to oczywiście "tajemnica Bankowa"). Sąd to potwierdził.

Faktem oczywistym było jedno:
Bank Pekao SA zapłacił za akcje Elektrimu SA sam sobie, przelał na swoje inne konto.
(zgodnie z tajemnicą Bankową).

Jednym słowem, jedno wielkie szambo kredytowe. 
Nigdy więcej w swoim życiu – nie spotkałem takich oszustów jak w Banku Pekao SA.

Na zakończenie tego wątku o metodach działania „Polskiej” instytucji zaufania publicznego czyli...
Banku Pekao SA - dodam mały rodzynek…
Otóż, kiedy jeszcze byłem w dobrych stosunkach z Pekao oraz Dyrektorem „Private Banking”- miałem własną, prywatną skrzynkę depozytową - w sejfie jednego z oddziałów banku. Trzymałem w niej swoje różne papiery, wszystkie oryginały dokumentów i transakcji z Pekao, umów kredytowych.
Wiadomo, że to było ważne. Nie mogłem tego zagubić, trzymając w domu.

Skrzynka Depozytowa zgodnie z prawem, ma 2 klucze. Tak dla bezpieczeństwa.
Jeden jest dla banku, drugi w posiadaniu klienta. Skrzynkę otwiera się tymi dwoma kluczykami, w obecności pracownika departamentu sejfu i depozytów.

Kiedy zaczęły się moje trudności i nieporozumienia z Bankiem Pekao, postanowiłem wszystkie moje papiery wyjąć ze skrzynki i przechować w innym miejscu. Otworzyłem swoją skrzynkę w obecności pracownika banku, wiedząc, że są tam moje dokumenty; trochę gotówki, biżuterii. Przeliczyłem pieniadze, przejrzałem precjoza - wszystko się zgadzało...po czym spakowałem wszystko i teczki do torby i wyszedłem.
Dopiero wieczorem w domu okazało się, że owszem są teczki, ale pełne... pustych kartek papieru i gazet.

Następnego dnia próbowałem zgłosić fakt kradzieży do władz banku, ale nikt...nie chciał mi w to uwierzyć.
Nikt nie chciał ze mną nawet rozmawiać na ten temat.
Zdecydowałem ten fakt zgłosić do prokuratury – ale okazało się... niemożliwym jest udowodnić, co tak naprawdę było w skrzynce. Jakieś tam papiery...a ile są one warte...zapytano mnie...
Nie miałem dowodów: zdjęć np. listy dokumentów ani świadków potwierdzających zawartość....
Taka była opinia urzędników prokuratury a potem również moich... doradców prawnych.
Niemożliwym jest udowodnić manipulacje z własną skrzynką bezpieczeństwa.

Takie właśnie były działania Pekao SA. A to tylko kilka przykładów.


Koniec Odcinka 52.
Ryszard Opara

 

KOMENTARZE

  • Polsko-włoska
    MAFIA!!!
  • autor
    W roku 1939 r. przyszedł do Polski zorganizowany karny Wehrmacht.
    Na początku naprawiali chłopom zepsute w czasie wojny płoty i wypłacali odszkodowania. Niektórzy nawet wierzyli, że oto znów będzie porządek, jak za Bismarcka.

    Ale zaraz za Wehrmachtem przyszły Schutzstaffel SS zabijające profesorów, lekarzy i prawników strzałem w głowę i twierdzące, że wszystko zło, które nas spotyka, to wynik tego, że daliśmy się - my, prosty chłopski polski naród - omamić. Wielu uwierzyło Niemcom, pomagając im potem w zabijaniu Żydów.

    /Wielu z nas zresztą aż do dziś w te niemieckie brednie wierzy/.

    Potem, w latach 1944-1945 r. przyszła do nas druga zaraza - sowiecka Azja. Nieproszona. Ale ta rozgościła tu na dłużej.

    Taka trudna do zdefiniowania mieszanina mentalności chazarskiej, moralności kałmuckiej i chciwości stepowo-mongolskiej. Mgła, o której pisał Herbert.

    Mentalność ta trafiła na żyzny grunt - wyrosła na najbardziej podatnym gruncie, jaki można było wtedy sobie tylko wyobrazić - na oficjalnej tezie o "udzieleniu pomocy w wyparciu niemieckiego faszyzmu" (trudno ten fakt kwestionować nawet dziś, w tym najbardziej podstawowym wymiarze - przegonienie Wehrmachtu z Ziem Polskich niewątpliwie było zasługą Armii Czerwonej).

    Hordy Azjatów przegoniły germańskiego Übermenscha. Ale wraz z azjatycką swołoczą przyszło rozmiękczenie wszystkiego: moralności, prawa, standardów gospodarczych, naukowych i międzyludzkich. Człowiek (rękami powolnych sowietom polskich komunistów) został wyzuty z człowieczeństwa, stał się na powrót zwierzęciem, bestią, siłą roboczą. Oficjalnie wprawdzie zapanowała harmonia: harmoszka, mieszkania, pełne zatrudnienie i wczasy z FWP. Nieoficjalnie: wóda, pijaństwo i kolesiostwo.

    Ostała się jednak jeszcze instancja, której naród wierzył: KRK, stojąca w opozycji do obu tych totalitaryzmów.

    Azjatycki komunizm nie zdecydował się na jawne zaatakowanie KRK. Ale zaczął podejmować oddolne kroki w celu podkopania go, czego efekty widać dziś.

    Jedyne wartości, jakie uznaje i jakie realizuje to sowiecko-azjatyckie cwaniactwo, jest WŁADZA i KORZYŚĆ MATERIALNA.

    Istnieje absolutnie wspólny mianownik pomiędzy mafią bankową a łódzkimi specjalistami od znieczulania Pavulonem czy warszawskimi kamienicznikami (kuratorami dla osoby 140-letniej): Mamona i absolutny brak przyzwoitości.

    "Nie mamy Pańskiego płaszcza i nic na to nie poradzimy", czyli, na płaszczyźnie podświadomej: dałeś się wycyckać, frajerze, i możesz nam naskoczyć - my i tak śmiejemy Ci się prosto w twarz.

    Chyba nigdy w polskiej historii, przez cały okres zaborów, nie było w Polsce takiego nieposzanowania prawa. Bo w XIX w. uczciwość na elementarnym poziomie w kontaktach carat-obywatel była zachowana. A jeśli następowały egzekucje z majątków osób fizycznych, to tylko w oparciu o prawnie kulawą podstawę, ale mającą przynajmniej listek figowy moralnej zasadności (z punktu widzenia cara-imperatora, oczywiście) podstawę (niewierność carskiej Rosji w trakcie powstania styczniowego).

    Nie chcę powiedzieć, że to, co zrobiła III Rzesza, było czymś moralnie lepszym, bo oni zrobili to samo, co azjatyckie kałmuki, tyle że nieco inaczej. W sposób zorganizowany.

    Azjatyckość robi to w sposób własny: zatajony.
    Dlatego tak trudno to zwalczyć.

    Natomiast ta "azjatycka chciwość", swoisty wirus, przez lata PRL-u zakorzeniła się w nas (w każdym z nas). To ciąg dalszy rewolucji sowieckiej, tej z 1917 r., która dała przyzwolenie na zabicie dziedzica i porąbanie fortepianu na opał, choć chrustu tak naprawdę było wokół w bród, tylko się post-pańszczyźnianym nie chciało chodzić do lasu - fortepian był bliżej, a przy tym widowisko przednie i poklask gawiedzi. I lakiery szybciej się zajmowały ogniem niż podmokły chrust.

    Nie ma się co łudzić, że ta kałmucka mentalność kończy się na Uralu, Bugu, Odrze czy Łabie. Nie. Ona jest wszędzie. Ona - od zawsze - jest immanentną częścią ludzkiej psychiki. Ona tkwi na Wall Street, ona lata klasą biznesową nad oceanami i inwestuje w co się da. Ona wygrywa, bo jest sprawniejsza niż uczciwy człowiek, pracujący całe życie na rodzinę. Ta mentalność nie jest związana żadną moralnością: jej narzędziem jest skuteczność, a bożkiem - ilość zer na koncie.

    Przypuszczam, że szeregowi pracownicy Pekao SA. są tu najmniej winni - robili to, co im kazano. Wykonywali swoją pracę. Nawet jeśli to byli prezesi i wiceprezesi (a że na takich stanowiskach osoby te powinny ponieść odpowiedzialność karną, to inna sprawa).

    Oni w swym subiektywnym naiwnym przekonaniu nadal działali na korzyść swojego pracodawcy - walcząc do końca o to, by zapewnić Elektrimowi płynność finansową. Ale posunęli się ewidentnie zbyt daleko... czy to ich wina? (wielu z nich tak siebie właśnie wybiela... przecież działali na korzyść spółki).

    Zapewne zaaranżował to ktoś siedzący wyżej od nich.
    Ktoś, kto wiedział. Ktoś, kto wymusił uległość na akwizytorach/agitatorach maści wszelakiej, podpartych tytułami prezesów i wiceprezesów.

    Współczuję szczerze.
  • @maharaja 09:56:17
    Szeregowi pracownicy są tak samo winni!!!!
    Doskonale wiedzieli co robią.
    Tak samo jak bandyta z Waffen SS, który "tylko wykonywał rozkazy".
  • @
    Leciałem ostatnio węgierskim Wizzairem.

    W samolocie do Wiednia zostawiłem pod fotelem aparat fotograficzny, który miałem przy sobie jako bagaż podręczny (niepodpisany, nierejestrowany).

    Uzmysłowiłem sobie to w Wiedniu, już 10 minut później, zaraz po wyjściu z samolotu, ale nie było możliwości powrotu do samolotu ani zatelefonowania do stewardesy, aparat przepadł. I nie mam zdjęć z Hofburgu ani Schönbrunnu, niestety, poza kilkoma strzałami komórką.

    Spisałem aparat na straty. Dobry poczciwy Canon, o wartości ok. 2 tys. PLN, który dokumentował życie rodzinne od 15 lat.

    Po tygodniu wróciłem do Warszawy i na wszelki wypadek, właściwie po to tylko, by odhaczyć ostatnią ewentualność, poszedłem zapytać o to w biurze rzeczy zagubionych. - ku mojemu zdziwieniu - pan zapytał o numer i datę feralnego lotu, wyszedł na zaplecze i za chwilę przyniósł mój aparat, który wydał mi za pokwitowaniem odbioru. Nie chcąc za to ani grosza "opłaty manipulacyjnej".

    Nie wierzyłem. Kopara mi odpadła. Jest jeszcze uczciwość na tym świecie... aparat wrócił samolotem i został oddany do Biura Rzeczy Znalezionych i czekał na mnie tydzień....

    Może od takich właśnie "małych rzeczy" ludzkość musi zacząć, by odbudować standardy, jakie przez lata wyróżniały cywilizację europejską od reszty dzikiego świata?

    Jeśli nauczymy dzieci, że nie wolno kraść, nie wpadną na pomysł, by za lat 30 naciągać naiwnych....

    Problem w tym, że to naciąganie ma postać zorganizowaną... sprzedaż garnków emerytom za horrendalne kwoty, wciskanie wczasowiczom nieświeżego jedzenia w kurortach wczasowych, zbijanie majątku na naiwnych inwestorach... Dawniej złodziej musiał sam się zniżyć do złodziejskiego fachu. Dziś zatrudnia ludzi i odprowadza za nich składki ZUS i podatki, sam czerpiąc jedynie legalną dywidendę...
  • @
    Pracownicy często nie mają wyboru: albo bezrobocie, albo wykonywanie poleceń pazernego zarządu.

    Niestabilność gospodarcza (groźba bezrobocia) wzmaga u (potencjalnie uczciwych) ludzi podatność na tego typu zachowania.

    Można postawić pytanie: Dlaczego 90% zachodnich sieciowych korporacji nie stawia na takie wartości jak uczciwość, pracowitość czy honor, ale na uległość i podatność? Dlaczego urabiają pracowników na swoją modłę?

    Bo taką plasteliną potem najłatwiej posłużyć się...
  • @
    Jeśli jesteś rzeźnikiem i będziesz zbyt głośno krzyczał, że w Twojej rzeźni rozbierane są nocą martwe krowy, środowisko rzeźników wykluczy Ciebie ze swego grona.

    Jeśli jesteś lekarzem i będziesz zbyt głośno krzyczał, że w Twoim szpitalu lepsze skuteczne drogie leki i terapie są "dla swoich i znajomych królika", a reszta otrzymuje mniej skuteczne zamienniki, będziesz czarną owcą.

    Jeśli jesteś księdzem i napiszesz na forum, że Twoi koledzy podszczypują członków scholi lub podkradają z niedzielnej tacy, nigdy nie awansujesz w kościelnej hierarchii.

    Jeśli udzielasz kredytów i napiszesz, jak się manipuluje przy naliczaniu odsetek (tu dzień, tam dwa dni, tu 0,01%, tam 0,02% i przy 50 tys. klientów daje to miliony), od razu stracisz pracę za ujawnienie tajemnicy bankowej.

    Jeśli pracujesz przy budowie autostrad i ujawnisz, kto i jak podkrada drogie (zapewniające właściwą jakość asfaltu) lepiszcze, wsypując zamiast tego tani badziew, cała branża się od Ciebie odwróci.

    Jeśli jesteś prawnikiem i ujawnisz, w jaki sposób sądy manipulują zwrotkami i terminami przedawnień, nagle zaczniesz cierpieć na brak sensownej klienteli.

    Jeśli jesteś cukiernikiem i napiszesz, co tak naprawdę ląduje w ciastach, zamiast śmietany 36% - niezbędnego składnika drogich a dobrych jakościowo i (względnie) zdrowych ciast, nie będziesz miał kolegów wśród cukierników.

    Na tym polegają właśnie rządy azjatyckiej pazerności.
    Gospodarka jest nastawiona na doraźną KORZYŚĆ, a nie na UCZCIWOŚĆ.

    Nieuczciwa działalność daje szybką korzyść, stąd jest tak ponętna...

    Weźmy choćby działalność w szarej strefie - ona pociąga: jest o 19% bardziej opłacalna (podatek dochodowy) niż legalne oddawanie państwu comiesięcznej daniny /a przy uwzględnieniu ZUS-u, nawet o 40%/.

    Świat się nie zmienia, chyba przez całe wieki tak było: kurtyzany chadzały ubrane w szkarłaty i korale, uczciwe kobiety miały szaty skromne.

    I wcale nie dlatego, że takie były ich gusta, ale że na inne nie było je stać.

    Gdzieś u samych źródeł popełniono błąd - uczciwość nie jest przedstawiana jako rzecz wartościowa, atrakcyjna.

    Cool są: alkohol, seks, kasa i rozrywka.

    I tu tkwi feler.
  • @maharaja 10:13:12
    hehehe za głębokiej komuny byłem na delegacji w Moskwie (wystawa sprzętu technicznego) wracając kupiłem "gumie" czy "Cumie" dzieciom takiego wielkiego misia...
    Na lotnisku przy odprawie postawiłem misia niedokładnie na taśmie
    i misio nie dojechał do samolotu... W Polsce czekałem na misia .. a misia nie było.
    Zgłosiłem obsłudze wypisałem papiery....i.. za dwa tygodnie dostałe telefon.. że misio jest do odbioru na stacji kolejowej w moim mieście.
    Misio się znalazł :) a dzieci były szczęśliwe.
  • O postępowaniu pracowników zawsze decyduje właściciel
    Pracownik wyłącznie wykonuje rozkazy czyli obowiązki służbowe których zakres definiuje właściciel.
    Tak funkcjonowali "kapo" w obozach koncentracyjnych i tak funkcjonują pracownicy korporacji w tym banków.

    A Polityka właściciela gdy jest on "prywatny" jest jedna .. maksimum zysków ... po trupach o ile to nie są zbyt wysokie dla właściciela koszty.
    I z takimi postawami pracowników się stykamy na co dzień.

    Właściciel państwowy ma inne cele czyli inne zadania dla pracowników a właściciel prywatny inne.

    I to jest właściwie wszystko na temat dyskusji o systemie państwa ...
    prywatne czy państwowe..
    Jaki właściciel takie stosunki między przedstawicielami właściciela a klientami właściciela. Klient to zawsze "owieczka" a pracownik to zawsze przedstawiciel właściciela czy "władza".

    Tak to działa i w ramach tego mechanizmu trzeba zbudować jakąś demokrację..
  • @Oscar 11:32:24
    Podstawowym zadaniem człowieka (pracownika, właściciela) podejmującego działalność gospodarczą nie jest BYĆ UCZCIWYM, ale PRZEŻYĆ.

    W systemach wczesnokapitalistycznych (niewielkie obciążenia fiskalne) było łatwo przeżyć, utrzymać się. Pokusą nieuczciwości dotknięci byli ci najbardziej pazerni, a tacy są wszędzie, i w socjalizmie i w kapitalizmie. Przedsiębiorcy nie byli w tych systemach nastawieni antypaństwowo, bo podatki były b. niskie. Przeżyć było stosunkowo łatwo, wystarczyło pracować, dlatego uczciwość na tym elementarnym poziomie zwykłego pracownika i w relacjach szef-pracownik była w cenie.

    W systemach późnokapitalistycznych (pokaźne obciążenia fiskalne) mamy do czynienia z 3-4-5 generacją posiadaczy, tj. z ugruntowanym stanem posiadania i wśród nich pokusa pomnażania bogactwa jest mniejsza (choć nie zawsze). Takie systemy też większą wagę przykładają do uczciwości, a mniejszą do szybkiego zysku. Pojawia się za to chęć ucieczki w raje podatkowe (i to charakteryzuje wszystkich bogaczy, jak kula ziemska długa i szeroka). W tych systemach przeżyć jest stosunkowo łatwo, ale na niskim poziomie, trudno o dobrą pensję na dłuższą metę.

    W Polsce mamy hybrydę wczesnego kapitalizmu (brak kapitału u rodzimych przedsiębiorców, chęć szybkiego dorobienia się) z późnym kapitalizmem (doposażone kapitałowo korporacje międzynarodowe, dysponujące takim know-how, o jakim polskim przedsiębiorcom nie przyszło marzyć) + represjonizm podatkowy państwa (stosunkowo wysokie obciążenia podatkowe, głównie wobec najmniej zarabiających).
    W takim hybrydowym kapitalizmie zarobki to często sinusoida.... od wyżyn aż po dno .... zwłaszcza dla tych podejmujących ryzykowne działania.

    A że hybrydy na dłuższą metę to byty niestrawne, nieudane, więc twierdzenia JK o IV RP trafiły na b. podatny grunt (i PiS rządzi). Każdy widział, jak jest w Polsce po 89 r. Pracę Polacy zaczęli szanować, przestali pić w pracy, ale czy sama uczciwość jako taka zyskała na cenie? Dyskusyjne... Jak widać, PIS-owi też niekoniecznie udaje się tę uczciwość utrzymać (afera KNF, afera dot. zarobków w NBP, teraz ta Srebrna, zamknięty Bartłomiej Misiewicz, sam JK jako rzekomy praktykant łapownictwa... oczywiście domniemanie niewinności, póki co, obowiązuje), ale cień padł.

    Całkowicie zgadzam się natomiast, że nie ma żadnej zależności geograficznej między uczciwością a geografią (nieuczciwy Wschód, uczciwy Zachód). To uproszczenie.

    Jednak ogólne kryteria uczciwości zależą także od poziomu życia. Im większy dostatek powszechny, tym wyższe kryteria uczciwości, to oczywiste.

    Nieprzypadkowo odpowiedzialność członków zarządu spółek akcyjnych za zatajenie / ujawnienie informacji istotnych dla giełdy na początku lat 90-tych była żadna i ulega stopniowemu zaostrzeniu.... cywilizujemy się. Wysokim kosztem, ale jednak.
  • @maharaja 12:06:32
    Nie fetyszyzujmy uczciwości.
    Bo jest jeszcze chciwość ładnie nazywana marzeniami o bogactwie i szczęśliwości.
    A natura rzeczy jest taka że korzyść dla jednego często bywa kosztem dla drugiego.
    Czyli realizacja "marzeń" po "trupach" (kosztach innych ludzi) jest najskuteczniejszą drogą do realizacji marzeń (wydawało by się niewinnych).
    Te koszty innych ludzi to wyzysk pracowniczy(tania siła robocza), wyzysk konsumencki (skuteczna sprzedaż toksyn, badziewia..po wygórowanych cenach).. ten wyzysk to wyzysk środowiska (gospodarka rabunkowa), często zdrada narodowa (za kasę za karierę za realizację marzeń)
    a wszystko to tylko "realizacja marzeń".

    Jak widać to "piękne marzenia" (ale egoistyczne) prowadzą do wszystkiego co najgorsze na świecie ...
    wyzysk, kolonializm, wojny o zasoby, niewolnictwo, handel skórami, organami, dziećmi, kobietami...trucie na wielką skalę GMO, toksyczne leki ...
    to wszystko to tylko pogoń "za marzeniami"
    marzenia się zmieniają w miarę ich zaspokajania...i zawsze rosną..stają się bardziej ambitne.

    Na tym polega problem ludzkości od zarania cywilizacji...
    Wcześniej "marzenia" były ograniczone do najeść się i zdobyć samicę...
    dzisiaj "marzenia" mają znacznie "większy zasięg rażenia".

    I z tymi "marzeniami" trzeba systemowo walczyć bo nic się nie zmieni..
    Poważniej mówiąc trzeba systemowo ograniczać zjawisko oligarchii wszelakiej...bo to ich "marzenia" zabijają miliony..
    "Władza" powinna być całkowicie podporządkowana Narodowi..
    jaka "władza" wyłącznie służba dla Narodu...
    Naród zleca służba wykonuje albo wylatuje z roboty i naród zleca innym bardziej sprawnym służbom realizację zadań.
  • @Oscar 12:24:36
    Współczesność nie fetyszyzuje uczciwości. Współczesność o niej zapomniała. Współczesność fetyszyzuje "samorealizację".

    Tak naprawdę na całym świecie istnieją dwie cywilizacje, cywilizacja wartości i cywilizacja interesu, czy, jak kto woli, cywilizacja Pracy i cywilizacja Zysku (oczywiście pomijam tutaj kanibali, aborygenów czy innych tubylców, którzy nie wyszli jeszcze ze struktur plemienno-rodowych).

    Filozofia ma na to swoją nomenklaturę: Być kontra Mieć.

    Psychologia (upraszając nieco) określa te sprawy takimi oto pojęciami: misyjność (związana z determinizmem) kontra samorealizacja (fetyszyzująca "wolną wolę"). /75% psychologów, socjologów itp. to zwolennicy lewicy, swoją drogą, stąd taki run na samorealizację i spełnianie marzeń za wszelką cenę, w krajach rozwiniętych, przy jednoczesnym całkowitym odrzuceniu tzw. odpowiedzialności społecznej/.

    Ekonomia mówi na to: perspektywa długoterminowa kontra krótkoterminowa.

    Demografia i rynek pracy w krajach rozwiniętych są bezwzględne dla młodej rodziny: kobieta potrzebuje kasy przed 35/40 r. ż., by umodzić sobie gniazdko i zdążyć urodzić zdrowe potomstwo, co - uwzględniając późny wiek wchodzenia na rynek pracy osób po studiach (nominalnych elit) i niedostępność kredytów (nieopłacalność ich zaciągania) - zarówno ją jak i jej partnera popycha ku zachowaniom z gatunku Cywilizacji Interesu (teraz chcemy kasy!).

    I tylko religia ma na to proste określenie: przyzwoitość kontra grzech (Cywilizacja kontra antycywilizacja).

    Zgadzam się - kryształowa uczciwość nie może być jedynym kryterium oceny postaw. Równie ważnym (a w gospodarce być może ważniejszym nawet) kryterium oceny jest opłacalność.

    Ludzkość w spadku po uczciwym eremicie otrzyma jedynie jego pustelnię (oby była w jako tako przyzwoitym stanie), ewentualnie jakieś niezrozumiałe bohomazy.

    W spadku po cwaniaku-Fordzie otrzymaliśmy linie produkcyjne i samochody dla mas. W spadku po Edisonie - światło po zmroku itd. itp. Nawet jeśli ten pierwszy był gburem i antysemitą, a drugi molestował swoją służącą.

    Dlatego zawsze przy ocenie postawy wizjonerów i wynalazców trzeba nieco przymknąć oko na uczciwość, bo inaczej świat nie szedłby do przodu.

    Całkowite oddzielenie jednego od drugiego prowadzi jednak prędzej czy później do zagubienia. Czym innym jest bowiem niezapłacenie przez właściciela fabryki dochodu (uszczuplenie podatku) w chwili, gdy potrzebuje on intensywnie gotówki, a czym innym oszukańcze praktyki jak z Elektrimem, gdy dochodzi do najzwyklejszej najbezczelniejszej kradzieży, i to w majestacie prawa.

    Dawny klasyczny szanujący się złodziej miał bowiem tę przyzwoitość, że sam ryzykował złapaniem go na gorącym uczynku. A współcześni złodzieje chowają się "za osobami prawnymi". Na tym polega upadek standardów....
  • @maharaja 12:59:07
    dodaj jeszcze, że kluczowym elementem odróżniającym obie te cywilizacje jest pojęcie "odpowiedzialności".

    Cywilizacja Interesu jak ognia boi się tego słowa i unika wszelkiej odpowiedzialności (moralnej, karnej, cywilnej, społecznej)...

    A największym zwolennikiem w procesie unikania odpowiedzialności jest skorumpowane sądownictwo.
  • @maharaja 13:23:22
    Tu ilustracja opisanych procesów "demokratycznych"

    Bogata Kalifornia...marzenie młodych i ambitnych .. z marzeniami.
    https://vk.com/videos-177026502?z=video-177026502_456239133%2Fclub177026502%2Fpl_-177026502_-2
  • @maharaja 13:23:22
    W życiu jest jak w boksie..
    Wygrywa ten co lepiej kopie po "jajach" jest skuteczniejszy.
    no i w życiu nie ma sędziego ... (tylko niektórym się wydaje że jest... a to tylko statystyka)
  • RYSZARDZIE NIE ROZUMIEM DLACZEGO UMOWY Z BANKIEM PEKO....TRZYMAŁEŚ W TYM BANKU?
    Ja zawsze dokumenty podpisane z Bankiem przechowywałem w swojej firmie!Ponadto odbierając ze skrytki swój DEPOZYT nie sprawdziłeś , że zapakowali Ci tam pocięte gazety!?Wtenczas powinieneś na miejscu zrobić zdjęcia i narobić tam rabanu!
    Wygląda na to , że byłeś bardzo naiwny i sam sobie strzeliłeś w ....kolano!
    Teraz nie masz dowodów na to co z Tobą zrobiono i z twymi pieniędzmi!?

    Morskie Drużyny Strzeleckie
    Kontradmirał
    Sławomir Ziembiński
  • @Oscar 13:43:44
    https://vk.com/video-177026502_456239133
  • @Czerwony Korsarz z Gdańska 13:46:17
    Opowiadano mi kiedyś że bank ma pulę dopuszczalnych strat na nietrafione kredyty. Ta pula trafia do "swoich" którzy mogą zaciągnąć kredyt i go nie spłacać... bez interwencji komornika.
    Dla "nie swoich" bank ma "pozasądowy tytuł bankowy" i absolutną bezwzględność przy ściąganiu należności tak by i bank i komornik się obłowili.

    Tak działa demokracja solidaruchów.
    Tak są kreowane "elyty" finansowe.
    i nie tylko tak... metod jest wiele.
    Choćby prywatyzacja za "złotówkę" za kredyt bankowy pod przyszłe zyski sprywatyzowanego biznesu (tak była prywatyzowana "Porcelana" w Wałbrzychu.
    Inwestor nie włożył grosza dostał kredyt ... wydoił firmę do czysta, majątek wyprzedał i się ulotnił z milionami.
    .. spełnił swoje "marzenia"
  • @Oscar 13:56:24
    Kiedyś Mateuszka znałem jako prezesa BZWBK
    i od środka widziałem jak kasa płynie zagranicę za "licencje" za znak fabryczny...
    Bank od środka i bank od fasady to całkiem dwie różne instytucje.
    podobnie jak KK... widać tylko fasadę... no i są przecieki często dramatyczne.... ale tylko perfidne kłamstwa..kalumnie..
  • @Oscar 12:24:36 5* za
    "trzeba systemowo ograniczać zjawisko oligarchii wszelakiej...bo to ich "marzenia" zabijają miliony."
  • @maharaja 12:59:07
    Nie wiedziałem,

    "Dlatego zawsze przy ocenie postawy wizjonerów i wynalazców trzeba nieco przymknąć oko na uczciwość, bo inaczej świat nie szedłby do przodu.",

    czyli trzeba wyszukać, co zbroił Jezus, z całą pewnością musiał.
  • @interesariusz z PL 15:26:49
    wszyscy jesteśmy tylko ludźmi..
    na niskim poziomie w hierarchii społecznej nasze słabości są mało groźne...
    groźne są w warunkach pełnej bezkarności zwłaszcza wysokich szczeblach w hierarchii społecznej bo skala rażenia większa.

    wniosek .. kary progresywne wraz pozycją w skali społecznej
    (kradzież batonika to dla ucznia nagana ale dla sędziego wywalenie z zawodu)
    ...idąc za ciosem podatki progresywne...a kwoty wolne od podatków wysokie dla biednych i niskie dla bogatych (czyli takie same dla wszystkich.

    a państwie solidaruchów jest dokładnie odwrotnie.
    i jak tu popierać solidaruchów ?
  • @Oscar 16:04:32
    "kradzież batonika to dla ucznia nagana, ale dla sędziego wywalenie z zawodu"

    Myślę, że dla ucznia nagana, a dla sędziego za pierwszym razem 1000-krotność wartości batonika. Bo z roztargnienia to i Jezusowi mogłoby się zdarzyć włożenie Snickersa za pazuchę, by za bardzo nie gwiazdorzyć.
  • @maharaja 16:15:21
    no dobra ... chciałem tylko wyostrzyć istotę przekazu.
  • @Oscar 16:04:32
    chmmm, z tym się akurat nie zgadzam,

    za kradzież batonika kara dla sędziego, jak dla każdego innego,

    ale za absurdalny wyrok dożywocie i konfiskata majątku.

    W pewnym wycinku tak było za komuny, fałszerze kiełbasy na dyrektorskich posadkach dostali czapy.
  • @maharaja 16:15:21
    to nie tak,

    (chociaż gratuluję pierwszej uwagi, znakomita)

    tylko kary za przestępstwo w ramach pełnienia służby powinny być wyższe,

    dla policjanta, działającego na bieżąco i w stresie - dziesięciokrotność kary przewidzianej dla kowalskiego,

    dla sędziego, który ma czas się zastanowić nad wyrokiem, a nawet ma możność skonsultowania go, 100 krotność kary,

    czyli, sąd 1 instancji niesłusznie oddala pozew na 5 zł,
    po kasacji wyroku płaci 500zł kary
  • @interesariusz z PL 16:53:48
    Wszystkie pomysły ciekawe .. i jak widać po odzyskaniu wolności
    jest szansa na powrót do państwa prawa tego normalnego nie jak dzisiaj talmudycznego.
  • Olej i filtr w samochodzie trzeba zmieniac samemu.
    Krewny moj kupil sobie nowy samochod Saturn.Przy kupnie wcisneli mu dozywotnia zmiane oleju i filtra za rozsadna oplata. Ilekroc krewny widzial mnie ubabranego pod samochodem ,zarykiwal sie smiechem i mowil: "A ja jade do dealera, kawke sobie pije a oni mi to robia."
    Minelo pare lat i krewnemu zatarl sie silnik w aucie. W misce olejowej byla smola a nie olej.Oleju mu nigdy nie zmienili tylko szmata filter ubcierali by wygladal jak nowy.U dealera wysmiali go i pokazali drzwi.
  • @Czerwony Korsarz z Gdańska 13:46:17
    Panie Admirale,

    Miałem wtedy biuro w Pałacyku - przychodziło do mnie mnóstwo ludzi, codziennie - bałem się, że moje ważne dokumenty zaginą, ktoś mi je ukradnie... Miałem też sejf w domu - ale pod Warszawą... a więc...

    Myślałem wtedy zgodnie z Polskim Przysłowiem...:
    "masz to jak w Banku"...

    Nigdy, wtedy nie przypuszzcałem, że Bank może ukraść dokumenty złożone w sejfie/depozycie bankowym...
    A kiedy zdecydowałem je zabrać, było już późno - mieli za parę minut zamknąć Bank; ciemno w depozycie...stały jakieś dwie osoby...a więc...
    wszystko na "pierwszy rzut oka" - wyglądało OK...

    No cóż..."mądry Polak po szkodzie" - a tak jak często mówię - oczywiście tylko o sobie:
    "Polak - przed szkodą i po szkodzie - jest głupi...

    Ahoj
  • Szanowni Państwo
    Szanowni Państwo,

    Dziękuję za wszystkie komentarze.
    Cieszę się, że coraz większa liczba osób czyta moją biografię...

    Będę nadal publikował kolejne odcinki - zastanawiam się też coraz bardziej nad wydaniem "AMEN" - w formie książkowej.

    Jeżeli ktoś z Państwa miałby jakis pomysł - proszę o kontakt.

    Pozdrawiam Państwa
  • Jak firma do mnie dzwoni to znaczy,ze moich pieniedzy chce a nie by
    mi orgazm zrobic.
    Dziwie sie ,ze Pan Opara, wyksztalcony czlowiek, po pobycie na zachodzie, nabral sie na telefony z bandyckiego banko Pekao SA. Chciwosc na kase zaslonila mu myslenie i to wszystko. Nie ma co tu filozofowac. Klasyk jak ze Szwejka, na ktory ludzie sie nabierali i nabierac beda do konca swiata.
  • @staszek kieliszek 06:21:45
    Szanowny Panie Staszku,

    Przykro mi akurat od Pana takie słowa słyszeć - no ale cóż...widocznie zasłużyłem na taką ocenę...

    A już prawdę mówiąc zastanawiałem się nad podróżą do USA, gdzieś tam w okolice Chicago... mam trochę rodziny w Rockford i myślałem, że może wpadnę do Pana na kieliszek, albo piwo, ale po tych słowach wiem, że to poroniony pomysł.

    I zupełnie tak na marginesie...
    Nigdy mi nie zależało na pieniądzach, nigdy nic nie robiłem wyłącznie dla pieniędzy... może dlatego zostałem oszukany przez wszystkich.

    Mam też nadzieję, że nigdy w życiu nie pojadę już do Ameryki, gdzie ludzie mają tylko jednego Boga - Pieniądz.

    Życzę Zdrowia i Pomyślności.
  • @Ryszard Opara 07:01:56
    Czy ja Pana w czyms obrazilem w mym komentarzu? Widze, ze Pan to czlowiek wrazliwy jak panienka, nic powiedziec nie mozna. Zaslepila Pana chciwosc bo w Electrimie co bylo? Nie budowanie szpitali dla ludzi ale zysk latwy byl w marzeniach i nabrali Pana. Nie Pan pierwszy i nie ostatni, nie ma sie czego wstydzic.
    Byl w Chicago taki slynny rzeznik, Bacik. Robil super wedliny, uczciwy, zawsze w sklepie mial tlok.
    Do sklepu przychodzily do niego 2 babcie. Kiedys przyniosly mu 2 monety zlote do sprzedania. Bacik poszedl naprzeciw do jubilera i po pozytywnej ekspertyzie kupil te monety. Babcie powtarzaly ten numer kilka razy, az pewnego dnia przyniosly tych monet caly sloik. Bacik, czlowiek biznesu jak zobaczyl ten zysk to zaplacil babciom od reki $80K, nie idac do jubilera naprzeciw. Oczywiscie monety ze sloika byly falszywe. Pisala o tym prasa polonijna a babcie rozplynely sie w powietrzu. Niektorzy twierdzili ,ze to byly polskie Cyganki ale kto wie?Nabraly Bacika jak Pekao Pana nabralo ale dlaczego Pan na mnie sie gniewa tego nie rozumiem. Moj dom dla Pana jest zawsze otwarty choc skromny. Zapraszalem Pana kiedys i ponawiam. Rozumiem. Mial Pan dzis zly dzien i wypil o jednego za duzo. Mnie sie to dziennie zdarza. Bez uraz. Blogoslawinstwa Bozego zycze.
  • @staszek kieliszek 08:18:50
    Nie ma najmniejszej naiwności w obdarzeniu zaufaniem banku, który ma:

    - 70-letnią historię (stan na lata 90-te)
    - był utworzony jako bank państwowy
    - jest notowany na giełdzie
    - jest pionierem w obrocie giełdowym i bezgotówkowym
    - jest pod kontrolą UniCredit Italiano

    Polska to nie Nigeria, mimo 45 lat komunizmu nadal leży w centrum Europy. Rok 2002 to nasze członkostwo w NATO i aspiracje do UE.

    Są pewne przegięcia, których nawet najbardziej fantazyjna wyobraźnia nie jest w stanie wymyślić. A kilka takich fantazyjnych (totalitarystycznych) przegięć mieliśmy szansę obserwować po 1989 r:

    - znieczulanie pavulonem 55-latki, przed którą najprawdopodobniej jeszcze 20 lat życia, po to tylko, by zarobić na niej 1000 PLN (skóra sprzedana firmom pogrzebowym)

    - ustanowienie kuratora dla osoby 140-letniej

    - brak akt w sądzie i nikt nie wie, co się z nimi stało

    - podanie, że się jest magistrem w kampanii prezydenckiej, gdy się nim nie jest i orzeczenie Sądu Najwyższego, że "nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało" (kreatywna interpretacja SN (brak wpływu na wynik wyborów - przy obiektywnym braku jakichkolwiek narzędzi pozwalających to stwierdzić i walce łeb w łeb do samego końca między Wałęsą i Kwaśniewskim) i płynący stąd wniosek dla wszystkich: skoro wolno prezydentowi, to wolno każdemu) - ówczesny SN zbłaźnił się w tym momencie dokumentnie i nieodwracalnie, udowadniając, że przyzwoitość w życiu publicznym nie ma żadnego znaczenia.

    - zarzuty kierowane przez Michała Boni (agenta SB) wobec JKM, jakoby on sam był agentem, a potem płacz w mediach, że dostaw w twarz...

    Bycie wycyckanym "w majestacie prawa" przez zarząd jednego z największych banków krajowych należy właśnie do tego typu "przegięć", których wyobraźnia nie ogarnia.

    To tak, jakby ksiądz zaraz po spowiedzi poszedł do wiejskiego sklepiku spożywczego i zaczął rozpowiadać, co ta panna spod czwórki mu właśnie opowiedziała...czy też gdyby chirurg mający zestawić złamany przegub wyciął nerkę bądź dentysta znieczulający ząb przed ekstrakcją przy okazji wyrwał sąsiedni, złoty ząb - totalne sprzeniewierzenie się misji, jaka przyświeca wykonywanemu zawodowi.
  • @staszek kieliszek
    Jeśli dzwoni akwizytor, to można się spodziewać, że chce zarobić na prowizji.

    Jeśli do emerytów z małego miasteczka, schorowanych i cierpiących na samotność dzwoni akwizytor badziewia (garnków, których dno po dwóch-trzech gotowaniach ulega wypaczeniu), to niewykształcone osoby mu w 50% przypadków ulegają i to badziewie kupują, bo on ma nad nimi po prostu totalną przewagę: werbalną, emocjonalną i świadomościową.

    Jeśli dzwoni akwizytor PKO SA, przeznaczony do obsługi klienta Premium, to owszem, można się spodziewać, że ma chrapkę na sutą prowizję (co skądinąd jest zrozumiałe), ale naprawdę trudno dopuścić myśl, że chcą kogoś wpuścić na 100% w maliny...

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031