Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
408 postów 2142 komentarze

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Lekarz z powołania. Polak - Patriota. Humanista. Misja i Cel Mojego Życia - Pomagać innym ludziom.

AMEN-Autobiografia Naukowa-Odc.51

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Nigdy nie mogłem zrozumieć jak to możliwe, aby jeden z największych banków w Polsce – tzw. „Instytucja Zaufania Publicznego” – czyli Bank PEKAO SA – był zwyczajnym, pospolitym oszustem. Wszystko zgodnie z "Prawem".

Bank PEKAO SA - CDM Pekao SA

Nigdy nie mogłem zrozumieć jak to możliwe, aby jeden z największych banków w Polsce –tzw. „Instytucja Zaufania Publicznego” – Bank PEKAO SA – był zwyczajnym, pospolitym oszustem.
Wszystko zgodnie z Prawem.

Pekao SA, to również jeden z najstarszych banków w naszym kraju - tradycja „Polskiej bankowości”.
Oczywiście Bank to nie tylko Instytucja – to Ludzie, którzy Bankiem kierują.
Niemniej działania tej „Instytucji Zaufania Publicznego, na moją niekorzyść (jako klienta Banku) - były dla mnie wtedy nie do pomyślenia. Przynajmniej nie były możliwe w kraju, w którym żyłem przedtem - w Australii.
Kilka tygodni później, okazało się, że w Polsce wszystko jest możliwe.

Dokładnie tego samego dnia 27.12.2001, w którym „teoretycznie” kupiłem akcje ELEKTRIM-u, zarząd tej spółki, podjął stosowną uchwałę i złożył do Sądu wniosek o upadłość…

Pracownicy banku musieli przecież doskonale o tym wiedzieć, ale nikt nie „pisnął mi”... ani słowa.
Wkrótce okazało się także...że PEKAO SA był największym kredytodawcą spółki ELEKRIM i w tymże grudniu... 2001 roku, podjął decyzję o wycofaniu wszystkich linii kredytowych udzielonych spółce.
O tym, tak bardzo istotnym fakcie, wogóle nie zostałem poinformowany. Gdybym coś wiedział,
to zapytałbym o powody wycofania linii kredytowych, udzielonych Elektrimowi przez Pekao SA.

A znając te wszystkie fakty, żaden przedsiębiorca, (i na pewno nie ja) - nigdy by się nie zgodził,
zainwestować w ELEKTRIM.

W normalnym kraju - podjęcie przez Zarząd Spółki Giełdowej wniosku o upadłość oraz wycofanie kredytów bankowych spółki – jest ściśle regulowane prawem. Wymaga natychmiastowego (w terminie 24godz) poinformowania o takich zdarzeniach Giełdy i Rynku Papierów Wartościowych oraz natychmiastowego wstrzymania wszelkich obrotów papierami spółki.

W Polsce...wszystko odbyło się na zasadzie „cicho-sza”; do czasu wyjaśnienia wszystkich aspektów własnościowych dla osób wtajemniczonych; czyli sprzedaży akcji, pozbyciu się ich najpierw przez Bank oraz rozmaitych kolesiów i znajomych... papierów już „bezwartościowych”.

Dopiero po tym informuje się GPW i rynek. Wprawdzie to niezgodne z przepisami ale przecież...
„cel uświęca środki”. Zwłaszcza bardzo duże środki.

Co najwyżej spółka, która nie dopilnowała regulaminów GPW, albo ktoś tam zapłaci karę, ale to tylko...
„parę groszy” w porównaniu z milionowymi stratami bliskich, wtajemniczonych inwestorów.
Nikt nie ponosi odpowiedzialności finansowej ani karnej - osobiście.
Nic więcej – a więc jest to zwyczajnie prosty rachunek. Traci ten co nic nie wie...

W Polsce: wszystko jest postawione na głowie – szczególnie na „wojnie” o pieniądze i interesy.
Tak się też własnie stało...

Po kilku tygodniach, Komisja Papierów Wartościowych, przeprowadziła poważne postępowanie wyjaśniające...
no i ”ukarała” ELEKTRIM SA., publicznie maksymalną karą finansową- 400,000 zł.
Kara była więc „surowa” - za działania niezgodne z zasadami obowiązującymi na GPW – giełdzie, ale najważniejsze, że kilku inwestorów, w tym Bank Pekao, nie straciło kilkuset milionów.

Kwaśne mleko się wylało, a wielu nieświadomych przekrętu inwestorów- w tym ja - zostali z ręką w... "śmierdzącym nocniku. Na jego dnie leżały już „papiery bezwartościowe” Elektrim-u.
Za straty spółki zapłacili akcjonariusze spółki, ale najwięcej straciłem JA!
I, jak się później okazało – WSZYSTKO.

Do dnia dzisiejszego nie mogę zrozumieć, jak to było możliwe?!!!Pewnie nigdy się nie dowiem.
Przeszedł huragan. Nie wiadomo skąd, nie wiadomo dokąd, przez kogo puszczony i zniszczył wszystkich,
którzy nie byli schowani „w środku” czyli dobrze poinformowanych.

Prosty tzw. Insider Trading. (Handel od wewnątrz.)
W normalnym kraju, ścigany przez Prokuraturę, ale w Polsce... nie było takich przepisów.
To niemal normalka – zwałszcza jak to robi Bank – Instytucja Zaufania Publicznego.
Patrząc z perspektywy czasu- widzę, że pojawiały się wcześniejsze ostrzeżenia, ale ja niestety – jakoś je zignorowałem....

Pierwszy sygnał, który powinien zapalić czerwone światełko mojej czujności, że z bankiem Pekao -
jest nie tak, dostałem przed Wigilią 2001.
W sobotę 22.12.2001, Dyrektor Bankowości Prywatnej Paweł Suszczyński - zaprosił mnie do siebie
na „zwyczajowego śledzika”. W piątek wróciłem z nart (z Francji), - nie mogłem spotkać się więc z nim
wcześniej - aby złożyć sobie wzajemne życzenia.
Zastanawiałem się trochę, dlaczego akurat robimy to w biurze dyrekcji na ulicy Czackiego, ale...

Doszedłem do wniosku, że zawsze koniec roku jest bardzo pracowity dla banku, więc widocznie... on jako obowiązkowy…pracowity szef...
W trakcie rozmowy -„śledzika” Paweł Suszczyński (dyrektor), poinformował mnie o podjęciu z mojego konta znacznej gotówki - (400,000 zł), które musiał gdzieś „szybko zorganizować i były koniecznością”, bo jak powiedział, miał okazję wyjątkowo „okazyjnie”zakupić nowe mieszkanie, przy ulicy Czerniakowskiej.
Jego dobry znajomy deweloper potrzebował natychmiastowej kasy, aby zapłacić odsetki należne do banku
(nie Pekao SA), i po prostu nie było już czasu, by załatwić jemu szybki kredyt.

Byłem bardzo zdziwiony tym postępowaniem Pana Suszczyńskiego i zapytałem go...jak on mógł to zrobić,
bez mojej zgody? Odpowiedział, że nie miał możliwości wcześniej się ze mną skontaktować.
I wprawdzie w wysokich Alpach, gdzie byłem na nartach, zasięg był raczej niewielki, niemniej od razu stwierdziłem, że nie przyjmuję jego argumentacji.
Tymbardziej, że wieczorami byłem zawsze dostępny. Mógł zadzwonić do mojego hotelu.

Ale Pan Dyrektor zareagował dość dziwnie na moje słowa i zaznaczył, że przecież niedawno, głównie dzięki niemu, zarobiłem wiele milionów na transakcji spółki ORBIS, więc kwota 400 tys.- to dla mnie żaden pieniądz.
Podkreślił też dobitnie, że w pewnym sensie...jemu należy się ode chyba mnie - jakaś wdzięczność….
Na koniec lakonicznie dodał, że pieniądze, które wziął - były tylko pożyczką, którą zwróci za miesiąc.
Nazwałem sprawę po imieniu, pytając w oburzeniu, czy żąda ode mnie łapówki... a ponieważ mu jej nie dałem dobrowolnie - to użył podstępu i sam sobie wziął.
Ale na ten argument miał już przygotowaną wcześniej kontrę:

Przypomniał mi, że przed wyjazdem na narty, dałem mu przelew na wypłatę podpisany „in blanco”,
(na wypadek, jakiejś tam nagłej potrzeby), co rzeczywiście było faktem.
Widać planował to od dawna i był dobrze przygotowany do rozmowy.
Od razu też dodał, żebym się tak nie denerwował.
Tuż po Nowym Roku wszystkie pieniądze, jako „pożyczka” z mojego konta - wrócą tam z powrotem.

Ponieważ w tym czasie, kwota 400 tysięcy zł nie stanowiła rzeczywiście dla mnie jakiejś istotnej sumy,
więc mimo oporów, po paru jeszcze kieliszkach - wróciliśmy do dawnej przyjaźni.
Oczywiście z perspektywy czasu wiele rzeczy wygląda inaczej i wtedy, że był to pierwszy - dla mnie sygnał ostrzegawczy, którego nie dostrzegłem.

Drugim ostrzeżeniem był całkowity brak materiałów na temat inwestycji w ELEKTRIM SA,
które Bank Pekao SA i jego Departament Bankowości Prywatnej, wielokrotnie mi obiecywał,
a NIGDY i NIC- na ten temat nie dostarczył.
Niestety do dziś... nie wiem dlaczego, jakoś to zignorowałem. Dopiero po czasie zrozumiałem,
że Bank doskonale znając szczegóły, przewidując jedyne, możliwe zakończenie – nie chciał...
zostawiać za sobą... żadnych pisemnych dowodów przestępstwa.
Często, najtrudniej zrozumieć własną głupotę.

Była wigilia, potem święta, potem znów narty. Wróciłem do Warszawy dopiero w końcu stycznia.
Pan Suszczyński, nigdy mi „pożyczonych” pieniędzy nie oddał. Wprawdzie widziałem się z nim parę razy,
nawet obejrzałem to zakupione mieszkanie, ale skończyło się na niespełnionych obietnicach.
Jako ciekawostkę podam, że w tym samym budynku, piętro wyżej, podobne mieszkanie i na takich zasadach „pożyczki” od... kupiła mieszkanie - Pani Prezes Banku – Maria Wiśniewska.

Kiedy zaś zaczęła się prawdziwa afera z ELEKTRIM-em, Pan Suszczyński o wszystkim...
dziwnie jakoś zapomniał, tak, jak i Pani Prazes oraz większość osób z Zarządu Pekao S.A.
Niektórzy przestali nawet kojarzyć moje nazwisko.
Przynajmniej tak zeznawali w późniejszych procesach Sądowych.

Wracając do wydarzeń grudniowych, Sylwester i sam pobyt w Krynicy, (oprócz tego incydentu z akcjami ELEKTRIM-u, były bardzo udane. Wspaniała zima, śnieżna i mroźna.

Nasze dzieciaki pierwszy raz jeździły na nartach. Wszystko było zupełnie inaczej, niż w Australii.

W piątek, 4-go stycznia 2002, wróciliśmy razem 2-ma samochodami do naszego domu w Zalesiu.
Była godzina 17.00, ku naszemu zdziwieniu, na schodach domu czekały już dwie pracownice...
Banku PEKAO SA., z papierami... gotowymi do naszego podpisu.
Żona zmęczona podróżą, była tym faktem bardzo naprawdę zbulwersowana.

Szczególnie, że dwójka naszych najmłodszych dzieci, była przeziębiona i wymagała szybkiej wizyty u lekarza. Trudno zresztą było jej się dziwić, bo miała już serdecznie dość Banku Pekao i ELEKTRIM-u,
moich „zasranych” - jak to określiła interesów.

Doronia nigdy nie przeklinała, więc musiała autentycznie być wtedy, bardzo i naprawdę zirytowana.
Najważniejsza dla niej była rodzina, dzieci, więc niewiele się namyślając zostawiła nas w domu, zaś sama pojechała z dziećmi do miejscowej przychodni.
Ja również byłem zdziwiony wizytą pracowników Banku, przed czasem u mnie w domu.
Tymbardziej, że zgodnie z wcześniejszą umową, mieliśmy się spotkać na podpisanie dokumentów w biurze
Pekao SA - w obecności naszego prawnika, w następny poniedziałek rano.
Ale dyrektor Oddziału II-go, Pani Urszula Krzyżanowska-Piękoś, która organizowała dokumentację
tłumaczyła, że od przyszłego tygodnia planuje urlop, prosiła więc bardzo, aby załatwić wszystkie podpisy i konieczne formalności...możliwie jeszcze dziś; tego samego dnia.
Ale...chciałem być dżentelmenem;„fair” wobec Pani Dyrektor Oddziału, byłem też dość zmęczony podróżą,
no i... zaskoczony niespodziewaną wizytą osób z Pekao.

Nawet więc dokładnie nie przeglądałem papierów i w rezultacie podpisałem aneksy po prostu tam – |
stawiając parafki, gdzie tego wymagała Pani Dyrektor. Znałem ją przecież od roku dość dobrze.
Ona, uśmiechając się miło wzajemnością... zauważyła, że chciała zaoszczędzić mi trudów przyjazdu do Warszawy, rano w poniedziałek, w korkach wiedząc, że po południu, wybierałem się znów... na narty do Francji.

W tym całym pośpiechu nawet nie zauważyłem, że aneks Umowy Kredytowej zrobiono z wsteczną (02.01.2002) datą. Jak się dowiedziałem później, powodem wstawienia tej daty był to, że Komitet Kredytowy Pekao, tego właśnie dnia podjął stosowną uchwałę przyznania kredytu mnie; wiedząc o upadłości ELKTRIM-u.
Pracownikom Banku zależało nawet na wcześniejszej dacie, ale nie mogli już tego zrobić wcześniej.

Nie wzbudziło nawet mojej czujności to, że Kredyt jest podpisywany tego samego dnia, kiedy został
przyznany przez Komitet Kredytowy. To niesłychana, niespotykana wręcz nigdzie, w Polsce/świecie
sprawność administracji i działu prawnego Banku.

Po prostu, w swojej absurdalnej głupocie – całkowicie uwierzyłem pracownikom Banku!
Poczęstowałem obie Panie kawą i transakcja została sfinalizowana moim podpisem (ale nie żony)!

Koniec Odcinka 51
Ryszard Opara


 

KOMENTARZE

  • Bank PEKAO SA - CDM Pekao SA
    Kto był w 2001 r. właścicielem banku lub jego głównym akcjonariuszem ?
  • @katparanoi 06:51:17
    W 2001 roku właścicielem Banku Pekao SA i głównym akcjonariuszem była Włoska Grupa Finansowa - UniCredito Italiano SpA. (UCI)

    W roku 1999 Skarb Państwa, sprzedał 52.9% akcji Pekao SA, właśnie UCI za kwotę 1 mld dolarów.
    Kwota duża... ale w tym wypadku absolutnie śmieszna, rekord świata - ponieważ zyski Banku w tym czasie były większe niż cena sprzedaży.
    Oprócz tego Pekao SA miał aktywa, które przekraczały kilkadziesiąt razy kwotę sprzedaży.

    Pośrednikiem całej transakcji z ramienia Rządu RP oraz EBOR był Pan Jan Krzysztof Bielecki a z ramienia Skarbu Państwa, umowę sprzedaży podpisała Pani Minister Alicja Kondrasiewicz.

    Tak się dziwnie złożyło (zbieg okoliczności), parę lat później Prezesem Banku Pekao SA - został...nie kto inny a Pan Jan K. Bielecki a potem po 7 latach Pani Kornasiewicz. (oczywiście olbrzymie wynagrodzenia).

    W czasie swojego panowania nad Bankiem Pekao SA - Unicredito - wyciągnęło z Banku - wiele, wiele miliardów dolarów...przy tej okazji - oszukując ludzi takich jak ja.

    Taka to historia "Polskiej Bankowości"
  • @katparanoi 06:51:17
    No właśnie, bo ilustracja tytułowa nie zawiera logo UniCredito Italiano, tylko logo obecnego współwłaściciela banku, PZU?
    Niedopatrzenie?
  • @Ryszard Opara 07:19:02
    Czy ma Pan procesowy materiał źródłowy, akta spraw sądowych ?
    Sądzę, iż w aspekcie konkluzji zawartych w Amen 51, to nie powinno tam być już danych wrażliwych i dlatego też proponuję Panu rozważenie możliwość ich udostępnienia co i też stanowiłoby uszczegółowienie, poprzez ujawnienie materiału źródłowego obecnych Pańskich relacji !
    Przynajmniej dla mnie, poznanie szczegółów bankowych a szczególnie sądowych było by ciekawą rzeczą, zwłaszcza pod kontem ówczesnej odpowiedzialności Rzeczypospolitej za pełne i kompleksowe całościowe bezpieczeństwo obywateli !
    Te Pańskie "historyczne" pokrzywdzenie z przed 18 lat, chciałbym ewentualnie odnieść, oczywiście pod warunkiem uzyskania Pańskiej zgody, porównawczo do teraźniejszości, jako materiał porównawczy, wykazujący kontynuację szeroko pojętego, wielozakresowego obecnego, instytucjonalnego "badziewia" !
  • @reflexión 07:56:40
    o to samo miałem zapytać p. Ryszarda.
    Czy to przypadek?
  • Łajdactwo w PEKAO SA
    Dokładnie 20 lat temu bank PEKAO SA okradł mnie na niewielką kwotę. Było to mniej niż 1000 złotych.

    Założyłem wniosek o wystawienie karty kredytowej w listopadzie 1999. Po kilku dniach dostałem listem poleconym zawiadomienie że karta została wystawiona i jest do odebrania w centrali banku. Akurat zachorowałem na grypę i kartę odebrałem 2 tygodnie później. Po odebraniu dokonałem zakupu zagranicznego dla dokonania którego karta ta była mi potrzebna.

    W połowie grudnia dostałem zestaw transakcji, rzuciłem okiem. Mój zakup został zaksięgowany, sprawdziłem koszty, przelicznik dewizowy. OK. Ale tam jest jeszcze jedna transakcja również zakupu zagranicznego w jakiejś firmie ktorej nie znam.

    W banku pokazali mi dokumentację tej transakcji z datą sprzed pobrania karty przeze mnie. Jasne. Złodziej z banku mnie okradł.

    Dokładnie wyspecyfikowałem sprawę i wysłałem do pani prezes banku jej opis z wnioskiem o schwytanie złodzieja oraz z sugestią jak się przeciw złodziejowi z wnętrza banku zabezpieczyć. Poprosiłem o osobistą rozmowę z panią prezes.

    Prośbę o spotkanie pani prezez zaakceptowała, datę wyznaczyła.

    Kiedy się w jej sekretariacie zjawiłem przywitał mnie uprzejmie jakiś pan informując że pani prezes musiała pilnie wyjść a on jest jej asystentem uprawnionym do zalatwienia mojej sprawy.

    Objaśniłem i pokazałem kopie dokumentów. Facet się uśmiał i mówi, żebym złożył reklamację to mi ja uwzględnią. Dał mi druk do wypełnienia.

    Stwierdizłem że reklamacji JA nie złożę bo transakcję kradzieży pieniędzy z mojego konta dokonał BANK a nie ja a dane o transakcji wraz z adresem i danymi złodzieja łatwo uzyskają w siedzibie firmy w USA.

    Uparłem się. Zlościłem ich przez rok, w wyniku zwrócili mi pieniądze w trybie reklamacji w której sfałszowali że to było moje wystąpienie a mnie w trybie miesiąca kazali zwrócić kredyt ok. 40000 co było w mojej sytuacji wtedy niewykonalne.

    Chandryczenie skończyło się nakazem zwrotu kredytu z olbrzymimi odsetkami - co niestety dokonałem uznając porażkę.
  • @reflexión 07:56:40
    Szanowni Panowie, Panie

    Zmieniłem zdjęcie na Wasze życzenie - pokazujące byłego właściciela Banku Pekao SA - UniCredito Group - oraz głównego rozgrywającego w Pekao SA - ze strony Włochów - "capo dei capi" - Luigi Lovaglio.
    To on tak naprawdę wszystkim rządził, chociaż był "de facto" Prezesem na samym końcu - ostatnie 3 lata władzy Włochów.
    Ale to Pan Luigi Lovaglio - tak naprawdę wszystkim rządził.
    Okradli Polskę, Bank (no i mnie przy okazji) - a potem dobrze sprzedali - komu - Skarbowi Państwa.

    PZU - to przecież Skarb Państwa, który Bank najpierw sprzedał, potem pozwolił Włochom na rozmaite oszustwa a potem Skarb Państwa kupił.
    Jedna ta sama sitwa.

    My Polacy - jesteśmy tylko kozłami ofiarnymi.
  • @katparanoi 08:48:02
    Szanowny Panie,

    Oczywiście mam/mamy wszystkie akta sprawy - jest tego kilkanaście tysięcy stron. Wszystkie akta są oczywiście także w Sądzie Najwyższym.

    No i co z tego?
    Nie będę przecież tego publikował, bo kto będzie to czytał? Nikt tego nie zrozumie...A poza tym jakie to ma znaczenie?

    Polska jest krajem absolutnego bezprawia, a Sądy i Prawnicy są głównie specjalistami od interpretacji Prawa - w zależności jaki zapaść wyrok.
    Uzasadnienie decyzji Sądu Okregowego (I-szej instancji) jest tak napisane, że w sumie NIKT nie może tego zrozumieć.
    Ale wyrok, odrzucający nasz pozew - bez względu na oczywiste dowody w sprawie (np sfałszowanie podpisów) na podstawie tego uzasadnienia, zapadł... i koniec kropka.

    Niestety musimy się pogodzić z realiami obecnej rzeczywistości...
  • @Ryszard Opara 13:07:26
    /Jedna ta sama sitwa./ Racja
  • @Ryszard Opara 13:17:35
    Wzbudził Pan we mnie sarkastyczne skojarzenia !

    Czy Pańskie stwierdzenie: nigdy się nie poddaję ma jeszcze wagę ? !!

    Obecnych możliwości jeszcze szczegółowo nie zgłębiałem ale proszę rozważyć skargę nadzwyczajną do SN !!!

    Terminowo, to się powinien Pan "załapać" !!!! i dlatego pytałem o akta.

    Po ewentualnym jej sporządzeniu, jeszcze przed złożeniem, proszę mi umożliwić "kontrolę" !!!!!, gdyż często korzystam z pomocy adwokackiej dla przysłowiowego "sportu", czy też konieczności procesowej wynikającej z IDIOTYZMU zwanego "przymusem adwokackim" i stwierdzam przy tym totalną adwokacką marnotę.
  • @Ryszard Opara 13:07:26
    Dziękuję za korektę/zmianę zdjęcia.
    To ważne, żeby być precyzyjnym, ponieważ PZU w tamtych czasach zostało niemal zjedzone przez „wydmuszkę” EUREKO w bardziej niż podejrzanych okolicznościach, z zachowaniem wszakże pełnej kontroli Skarbu Państwa. Reasumując, PZU i PEKAO SA stały się ofiarami „klimatu”(albo jak ktoś chce sitwy) wyprzedaży za bezcen „rodowych sreber”
  • @Ryszard Opara 13:07:26
    "...Nikt nie ponosi odpowiedzialności finansowej ani karnej - osobiście...."
    "...My Polacy - jesteśmy tylko kozłami ofiarnymi...."

    Pan ma zbyt dużo do stracenia, ale ile czasu minie, zanim jakiś ograbiony z majątku (np odziedziczonego) nie zrobi tego, co mieli zrobić nasi ojcowie... "zamiast liści".
    Młody, zdesperowany, jak ten facet z Gdańska, samotny, bez rodziny i perspektyw...
    Bez PERSONALNEJ odpowiedzialności NIC się nie zmieni.
  • @p. RO
    Pracownicy banku musieli przecież doskonale o tym wiedzieć, ale nikt nie „pisnął mi”... ani słowa

    To się robi inaczej.

    Do akwirowania klientów wyznaczony zostaje "niegramotny" zaangażowany nic-nie-wiedzący pracownik banku (lub cały dział banku czy nawet inny dom maklerski), który otrzymuje potem obiecaną prowizję. Często - dla zdobycia zaufania - taki wygadany akwizytor ma odpowiednio wysokie stanowisko (zastępca dyrektora działu inwestycyjnego lub starszy specjalista ds. zakupów). A jeśli klient obfity, to i prowizja niemała, więc motywacja jest.

    [Taka osoba (taki dział, taki bank) uzyskuje tym większe profity, im większy przekręt. Wskutek tego najbardziej uważać trzeba zawsze wtedy, gdy ktoś bardzo intensywnie namawia. Zasada ta dotyczy absolutnie każdej dziedziny życia, gospodarki i finansów w szczególności: od timesharingu (ci potrafią myslić oczy błękitem głębi, sprzedając udziały w nieatrakcyjnym domu wypoczynkowym położonym przy drodze szybkiego ruchu i w sąsiedztwie zakładów przemysłowych...) poprzez obligacje, akcje aż po instrumenty pochodne (też potrafią dźwigną finansową złote góry naobiecać... a potem zainkasować swoje).].

    W efekcie ten, kto decyduje o momencie złożenia wniosku o upadłość, wie, że cała akwizycja to lipa. Ale często zarząd do samego końca o tym nie wie.

    Dlatego całość odbywa się w czystych rękawiczkach - chodzi o to, by łapać frajerów jak najdłużej.

    Z tego co Pan opisywał, to jednak trochę ostrzej z Panem pograno (podrobienie podpisów itd., bank działający na dwie strony).

    Jednak zasada szwindlu jest zawsze ta sama: sfinansować za cudze pieniądze własne wtopy inwestycyjne.
  • @laurentp 19:40:38
    Jeszcze dwa lub trzy takie zdarzenia jak to z Gdańska, a będzie problem z obsadą stanowisk publicznych.

    Skutek będzie tylko jeden: wzrosną koszty wynajęcia słupów.

    Słupem jest zawsze ten, kto firmuje cudzy przekręt. Nie wiemy, czy kimś takim był prez. Adamowicz, ale logika nie zna tu ograniczeń: również minister czy premier czy partia rządząca mogą firmować przekręt.

    Dlatego od dawna prawdziwi macherzy starają się pozostać w cieniu, by żaden oszukany nie machnął się na nich z nożem i by ich rodzina nie była nękana porwaniami, wyłudzeniami czy choćby prośbami o wsparcie...

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930