Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Dyżury administratorów Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
404 posty 2079 komentarzy

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Lekarz z powołania. Polak - Patriota. Humanista. Misja i Cel Mojego Życia - Pomagać innym ludziom.

AMEN-Autobiografia Naukowa-Odc.45

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Mój prawdziwy przyjaciel - to ten, który dał mi w prezencie cud życia, obudził oraz wyzwolił we mnie wszystkie możliwe energie giganta. Jak dotąd, prócz matki nie spotkałem w życiu takiego przyjaciela.

AMEN – Autobiografia Naukowa Odc. 45

Powrót do początków powrotu do Polski - pierwsze Interesy - Inna Rzeczywistość.

Oczywiście nasz powrót do Polski nie ograniczał się do przyjemności, zabaw, hulanek i swawoli. Przez cały czas, myślałem o różnych interesach. Przed powrotem do kraju sprzedałem większość naszych aktywów w Australii, przywiozłem więc do Polski sporo gotówki - (kilkanaście mln $) - "na start".
Niejednokrotnie z wielu ust słyszałem, że przywiozłem „tych zielonych” znacznie więcej. Stopniowo. 
I to była prawda - no bo przecież te oczy i te usta nie mogły kłamać.

Myślałem głównie o interesach w służbie zdrowia, budowie szpitali - i miałem kilka propozycji inwestycji w tym sektorze od osób reprezentujących firmy takie jak LUXMED (dr Pawłowski) czy ENELMed, (A. Rozwadowski)
ale nie skorzystałem. Uważałem, że ich propozycje są przedwczesne i skazane na niepowodzenie.

Moim zdaniem brak było instrumentów finansujących takie przedsięwzięcia. Konkretnie nie było w kraju właściwego systemu ubezpieczeń zdrowotnych a budowanie prywatnych szpitali czy klinik w oparciu wyłącznie o gotówkę „czarnorynkową”, uważałem za zbyt ryzykowną. Po latach okazało się, jak bardzo się myliłem.
No cóż, w życiu trzeba umieć przyznać się do błędów. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że w naszym kraju obowiązują zasady „wolnej amerykanki”...

Mój brat, z zawodu elektronik od lat prowadził zakład krawiecki, produkujący dżinsy. Robił to w niewielkiej przybudówce - naszego rodzinnego domu, w Zalesiu. Interes prosperował na tyle, że wystarczał na życie
jego rodziny, ale nie miał żadnych perspektyw rozwoju.

Postanowiłem pomóc bratu i w krótkim czasie zrobiłem trzy zasadnicze rzeczy.
Po pierwsze zdecydowałem się kupić nieruchomość, gdzie można było zbudować prawdziwą fabrykę odzieży. Wtedy, rozmaici ludzie, w tym mój brat, przekonywali mnie, że w Polsce jest dobra i wykwalifikowana, ale też jednocześnie tania siła robocza. Zacząłem więc wśród swych znajomych szukać odpowiedniego obiektu.

Odkryłem przy okazji pewną prawidłowość dotyczącą Polski: im więcej człowiek ma pieniędzy - tym łatwiej o znajomych i przyjaciół. Być może to prawo ogólnoświatowe ale często spotykałem ludzi, którzy mnie pytali:
czy znam tego lub owego...bo ci lub owi chwalili się im, że mnie bardzo dobrze znają.
Z reguły odpowiadałem: taaaak?, choć tak naprawdę niejednokrotnie...pierwszy raz słyszałem te nazwiska. Niektórzy twierdzili, że znają mnie już z Australii - co najczęściej było bujdą... przynajmniej jednostronną, bo ja tych ludzi wogóle nie pamiętałem.

Mój prawdziwy przyjaciel - to ten, który dał mi w prezencie cud życia, obudził oraz wyzwolił we mnie wszystkie możliwe energie giganta.
Jak dotąd, prócz matki nie spotkałem w życiu takiego przyjaciela.

Któregoś dnia spotkałem Pana Jurka Pilisa- znajomego mojego brata, który jako były menadżer PRIMB (Przedsiębiorstwo Robót i Montażu Budownictwa), znał wszystkie lokalne osobistości, władze oraz przedsiębiorców w okolicach Piaseczna oraz znakomicie się orientował - co jest na sprzedaż.
Jerzy doradził nam kupno nieruchomości w Zalesiu przy ul. Dworskiej, którą zamierzała sprzedać Krajowa Spółdzielnia Rolnicza (KSR). Jak się wkrótce przekonałem, po wizji lokalnej, obiekt był w niezłym stanie.
Miał biura, magazyny, nowe hale produkcyjne i pięć hektarów terenu, ale cena sprzedaży dla lokalnych biznesmenów była zaporowa.

Wtedy były jeszcze stare, "niemodne" pieniądze. Po kilku spotkaniach/negocjacjach z Zarządem KSR, zdecydowałem kupić obiekt. Dla mnie kwota około $200.000 była wówczas stosunkowo niewielka.
Kilka dni zabrało też przygotowanie umowy. Byliśmy już gotowi podpisać stosowny akt notarialny. Ale…,
kiedy zapytałem o numer ich rachunku bankowego, aby wysłać przelew... okazało się, że Zarząd KRS
oczekuje zapłaty gotówką, i to w dniu... podpisania aktu notarialnego.
Absolutnie nie mogłem tego zrozumieć, ale cóż właściciel ma zawsze rację.
Bez jego zgody, akceptacji warunków, czyli zapłaty gotówką w dniu sprzedaży – jak się dowiedziałem -
transakcji po prostu nie będzie...

Ten warunek zapłaty gotówką... stanowił jednak dla mnie nieoczekiwany problem. Pieniądze miałem wówczas jeszcze ulokowane w Australii i nie wiedziałem, jak szybko przelew może być w kraju. Wahania kursowe dolar - złotówka oraz np. odsetki były w tamtym czasie tak znaczne, że w ciągu doby, banki często - z rozmaitych powodów - po prostu „wstrzymywały” wypłaty przelewów, bo w ten sposób zarabiały krocie.

Nauczyły się tego chyba dobrze od panów: Bagsika i Gąsiorowskiego.
Tylko, że banki w Polsce - mogą robić to samo, jak i inne rzeczy bezkarnie – zgodnie z prawem.
Bo to przecież „Banki” stanowią prawo...
Banki mogą robić wszystko, np. mogą drukować pieniądze ale już osoba fizyczna tego robić nie może.
To dla niej to przestępstwo, kryminał, więzienie...W takich oto warunkach zrozumiałem wtedy , że jakiekolwiek transakcje były niemożliwe do realizacji – jeżeli zapłata nie była zrobiona od razu.

Tak czy inaczej, by uniknąć wszelkich nieporozumień, zdecydowałem wsiąść w samolot i przywieźć do kraju, odpowiednią kwotę w dolarach. Zadzwoniłem do żony, która była w Sydney, aby szybko skontaktowała się z naszym bankiem Westpac i zorganizowała wypłatę gotówką 200.000 dolarów (USD).
Tak - żeby nie marnować czasu. Jednocześnie przekonałem ją, aby zamówiła bilet dla siebie i przyleciała do Polski ze mną - oczywiście jako moja osobista ochrona.

Wszystko zrobiliśmy według ustalonego harmonogramu i chociaż nasz bank w Sydney, trochę kręcił nosem
- ale w końcu wypłacił gotówkę. Nasz mecenas, uzyskał szybko wymaganą zgodę z Banku Federalnego
na jej wywóz z Australii.
Taka jest bowiem procedura prawna wymagana w transferach gotówki powyżej 10,000 dolarów.

Wsiadłem w samolot w Warszawie (wtedy LOT latał do Sydney raz w tygodniu) i po 24 godzinach byłem w Sydney. Taksówką pojechałem do domu, potem z żoną do banku (wraz z odpowiednią walizeczką) i tą samą zresztą taksówką - z powrotem, na lotnisko Mascot (główne lotnisko w Sydney)

Wracaliśmy liniami włoskimi Alitalia i nawet nie byłem specjalnie zmęczony. W tamtych czasach latałem
zawsze pierwszą albo biznes klasą, w której były łóżka albo wygodne rozkładane fotele.
Brałem kilka drinków, zjadałem obiad, kolację i spokojnie zasypiałem na około 8 godzin.
Budziłem się w Singapurze albo Bangkoku, szedłem na godzinny spacer, a potem od nowa: parę drinków,
coś do zjedzenia i znowu „lulu”. Tym razem na 12 godzin.

Najczęściej leciałem do Polski przez Frankfurt, ale tego właśnie dnia, nasza trasa była inna - przez Rzym.
Nigdy nie zapomnę tego lotu, z dużą kasą w walizce. W Rzymie wylądowaliśmy dość późnym wieczorem i nie chciało nam się jechać do "Wiecznego Miasta" przespaliśmy się w Hiltonie, blisko Leonardo da Vinci Air Port. Rano bowiem około 6.30 - mieliśmy już lot do Warszawy.
Wsiedliśmy o 4.30 - do hotelowego autobusu, który zawiózł nas na lotnisko. Z naszego doświadczenia -
taksówki we Włoszech są mało wiarygodne, nie liczą czasu. Tak samo jak i ludzie.
Są naprawdę bardzo mili i sympatyczni, ale zawsze i wszędzie się spóźniają. Nigdy nie dotrzymują słowa.
A ja musiałem być na czas w Polsce i to z odpowiednią kasą.
Był piątek - akt notarialny z KRS był wyznaczony na 14.00. W Warszawie musieliśmy być o 10.00.

Wysiadając z autobusu, nieco zaspany, zapomniałem tej swojej walizeczki z pieniędzmi, wziąłem tylko bagaż podręczny. Właściwie pierwszy raz (i zresztą jedyny w życiu) - podróżowałem z tak dużą gotówką.
Dopiero, chwile potem, przy tzw. „checkin” zauważyłem jej brak. (W walizce z pieniędzmi były nasze paszporty)!

Spojrzałem na żonę i w jej oczach ujrzałem nadzwyczajną bladość o poranku. Przecież to są Włochy.
Bez słowa, rzuciłem się pędem... w stronę autobusu. Trasę 200 metrów pokonałem w trzy sekundy.
Absolutny rekord świata. Żaden sprinter, ani wtedy ani dzisiejszy mistrz czyli Usain Bolt - nie mieliby ze mną, żadnych szans, w wyścigach sprinterskich.
Do autobusu wpadłem, gdy kierowca akurat zabierał się do otwarcia...tej mojej walizki z gotówką.
Powiedziałem po polsku: Chwileczkę! To moje. Wziąłem walizkę i szybko wyszedłem.

Gdybym był tam parę minut później...kierowcy by nie było...no i gotówki, znając Włochów też nie.
Cała nasza transakcja i przyszłość zakładu krawieckiego brata, przez chwilę zawisły na zdolnościach
sprinterskich moich nóg oraz wytrzymałości serca, płuc.
Udało się, dojechaliśmy do Warszawy z papierami, ale to jeszcze nie był koniec naszych przygód.
I mojego biegania.

Podczas podpisywania Aktu Notarialnego, okazało się, że Zarząd KSR chciał zapłatę gotówką, ale w złotówkach. Musieliśmy więc te dolary...jeszcze szybko gdzieś wymienić. A że wartość 1 dolara wtedy wynosiła ok 40.000 zł - tak, że nagle zrobiło się to... 8.0 miliardów złotych. Olbrzymia kasa. Potrzebne było kilka walizek.

W sumie, jak się potem okazało, Zarząd KRS zrobił duży, kosztowny błąd. Kurs dolara podskoczył i wprawdzie
my musieliśmy wokół ganiać po warszawskich kantorach, aby wymienić nasze zielone - na złote,
ale to bardzo się nam opłaciło..
Zostało nam parę nowych walizek i starczyło na kilka obficie zakrapianych kolacji.

Zarobiliśmy na tej wymianie około 10.000 dolarów.

A to przecież piechotą nie chodziło i nadal nie chodzi...

Ktoś, kto kiedyś powiedział, że pieniądze leżą na ulicy – przynajmniej tym razem,
w naszym przypadku miał absolutną rację
.

Koniec Odcinka 45

Ryszard Opara
 

KOMENTARZE

  • Temat na scenariusz filmowy
    Jak i wcześniejsze odcinki.

    Z tym Luxmedem , to rzeczywiscie intuicja Pana Ryszarda zawiodła.

    Pozdrawiam
  • Z pamiętnika młodego lekarza.
    Do znanego na całym świecie specjalisty leczenia nieudacznictwa - doktora Opary operującego na rubieży, przychodzi pacjent Nibiru.
    - Dzień dobry panie doktorze, czy mógłby pan wyleczyć moje wrodzone nieudacznictwo, pyta nieśmiało Nibiru miętosząc beretkę w rękach.
    - OK, ale przedtem muszę was zbadać Nibiru.
    Doktor Opara bierze z chybanowego biurka szklaneczkę z niedopitym czarnym Johnnie Walker’em i jednym haustem dopija, aby się nie zmarnowało. Mimo, że na szklaneczce znajduje się wygrawerowana dedykacja: „Nie podskakuj boś nie kangur. Cz. Kiszczak”, to doktor wkłada szklankę do reklamówki z napisem „Elektrim SA” i wprawnym ruchem roztrzaskuje ją o podłogę. Wysypuje kawałki szkła na krzesło i zachęca:
    - siadajcie Nibiru, rozdziawcie paszczę i wystawcie jęzor do diagnostyki.
    - tak jest panie doktorze
    Nibiru siada ostrożnie na szkłach z wyraźnym bólem, po czym szybko unosi tyłek i wystawia język do inspekcji. Doktor bierze linijkę z podziałką imperialną (bo gabinet jest w Australii podległej jej królewskiej mości Elce z Londynu) i mierzy długość organu mowy.
    - mam dla was Nibiru złą wiadomość. Macie zbyt miękką dupę i zbyt długi jęzor aby zadebiutować na planecie jako udacznik, ale nie przejmujcie się i bądźcie dumni że spełniacie pożyteczną rolę, gdyż bez nieudaczników udacznicy nie mogliby istnieć. Wracajcie do tej swojej Kanady i kurujcie się syropem klonowym, to może się sklonujecie, gdyż jest na was ciągłe zapotrzebowanie we wszystkich branżach.
  • @Nibiru 07:26:56
    Przeprasza Nibru. Gdzie dokładnie znajduje się Klinika Leczenia Nieudacznictwa Wrodzonego i gabinet pogromcy leni, głupców, zazdrośników i ogólnie zer, doktora Antypoda-Opary ?
    Swoją wizyta u niego i trafną diagnozą, którą był postawił (miękka dupa, długi niewyparzony jęzor) zachęciłeś mnie do skorzystania z konsultacji, gdyż, ponieważ cierpię na podobne co Ty dolegliwości, objawiające się chroniczną alergią na komuchów, słupy, służby i ich beneficjentów, oraz ofiary zespołu Delbrucka. A jak widzę, doktor Opara jak wytrawny chirurg, jednym pociągnięciem skalpela odcina wszystkie chorobowe jednostki i wątpliwości.
    Niestety nie mam tyle szczęścia co doktor Opara patrzący na Ocean i spacerujący po plaży i nie mam też tyle szczęścia co Ty siedzący w ciepłej kuchni i obierający ziemniaki.
    Siedzę na tarasie zawinięty w koc, bujam się w "kokonie" popijając gorące kakao, jest zimno ale dość słonecznie. Niedaleko przysiadło stado wron i kawek, podfruwają, kłócą się hałasują.
    Pod lasem pasie się stado jeleni, którym podrzuciłem kukurydzę w kolbach i buraki ćwikłowe. Jest cicho, spokojnie, słońce momentami razi w oczy. W oddali widać miasto..............do którego mnie nie ciągnie.
    Chyba wezmę psa i pójdę po śniadaniu polami na spacer.
    Na spacerze będę rozmyślał o mojej przyszłości, czy nie wziąć przykładu z Pana Opary i nie założyć na żonę i dzieci kilku fundacji i spółek w Polsce, a może zainwestuję też w lokalną rozgłośnie radiową ? Może się kiedyś przyda.
  • @tańczący z widłami 08:15:49
    wziąć przykładu z Pana Opary i nie założyć na żonę i dzieci kilku fundacji i spółek w Polsce, a może zainwestuję też w lokalną rozgłośnie radiową ? Może się kiedyś przyda.
    A masz walizeczkę i 200tyś papieru na te spółki i rozgłośnię? Chociaż to dziś chyba przy krótko t ,,taką,, walizeczka,, wtedy, na początku lat dziewięćdziesiątych trzeba było myśleć.
  • @zbig71 08:28:19
    Walizeczka to jedna sprawa, gorzej z błogosławieństwem od "mojego" żyda.
    W przeciwieństwie do "udaczników" nigdy nie miałem szczęścia go spotkać. Jakoś nigdy nie przyszedł do mnie, nie poklepał po ramieniu i nie powiedział :
    nie martw się tańczący, to nic, że jesteś mało kumaty i nie zdałeś egzaminu z zawodu którego uczyłeś się 6 lat, my ci pomożemy. Masz dobre pochodzenie, ojciec w partii, wujek w partii, żona pierwszorzędne korzenie.
    Masz tu walizeczkę, tam jest stacja benzynowa, przerób ją na przychodnię i wykazuj w papierach, że przyjmujesz 1000 pacjentów dziennie.
    Jak już wypierzesz tę walizeczkę, to dostaniesz większą i kupisz sobie szpital. A potem zobaczymy.
    Tylko nie kręć lodów na boku, bo za uszy wytargamy i zostaniesz z kilkoma marnymi spółkami i fundacjami zarejestrowanymi na rodzinę i 150 milionami długu.
  • @Nibiru 07:26:56
    ;-))))
  • @tańczący z widłami 10:48:19
    Nie smuć się z powodu braku styczności z żydem. Ja taką miałem z 15 lat temu i na 10.000 złotówek mnie oszmulił. A wespół z takim jednym szabes gojem przekręcili mnie wtedy na ok. 100 000 złotówek. Mój ś.p. dziadek, co to z żydami przed wojną handlował, zawsze ostrzegał , by zdala od żydów się trzymać jeśli przy kasie chce się pozostać. Nie posłuchałem więc straciłem.
  • @zadziwiony 13:00:11
    Wcale się nie smucę. Przeciwnie, to Żyd miał ogromne szczęście, że nie wszedł mi w drogę. Z natury jestem nieprzemakalny, no wiesz taki nieudacznik, który gdyby spotkał "swojego" skorego do skorumpowania mnie żyda, zamiast pocałować go w rękę za walizkę, kopnąłbym go w cztery litery, a wcześniej jeszcze wytarmosił porządnie za pejsy.

    Udacznicy mają inną mentalność, bardziej prymitywną ale też bardziej oportunistyczną, bez zasad, bez honoru. Dla pieniędzy, luksusu i sławy zrobią wszystko.
    Spełnieni czują się tylko wtedy, gdy mają więcej od innych, gdy mogą na innych pasożytować. To taka choroba duszy. Nieuleczalna niestety.

    Myślę, że ogromne szkody wyrządził pewnemu zdolnemu chłopcu jego własny ojciec, który powtarzał mu stale jak mantrę :

    SYNU PAMIĘTAJ. NA TYM ŚWIECIE TYLKO DZIECI SĄ UCZCIWE.

    Chcąc zapewne w ten sposób wytłumaczyć przed sobą samym i dziećmi, niehonorowy i podły postępek wstąpienia w szeregi partii za lepsze stanowisko.
    To zwichrowało całkowicie postrzeganie świata przez młodego, niewinnego wówczas jeszcze chłopca i przestawiło jego myślenie na fałszywe tory.
    Bo czyż własnemu ojcu można nie wierzyć, nie ufać w jego słowa i czyny ?
    Czy młody człowiek mógł przypuszczać, że takie słowa i czyny nie mają nic wspólnego z polskością i honorem ? Że są oportunistycznym, talmudycznym i sprzedajnym podejściem do ludzi, świata i Boga ?
    Prawdopodobnie nie mógł. Był za młody, żeby to zrozumieć i ogarnąć, tym bardziej, że ojciec dla każdego syna jest autorytetem i wzorem do naśladowania.
    Tak. Tak. Straszną krzywdę wyrządził ojciec swojemu synowi. Krzywdę tak wielką, że nawet dziś gdy ten syn jest już u schyłku swojego życia, nadal pobrzmiewają w nim te fałszywe, niehonorowe nuty.

    Co powie wspomniany syn, gdy spotka swojego ojca w zaświatach ?
    Dziękuję ci tato, za wspaniałe rady i przykład jaki mi dałeś, bo swoje życie wiodłem w dostatku ?
    Czy raczej powie :
    OSZUKAŁEŚ MNIE STARY DRANIU, SPROWADZIŁEŚ NA ZŁĄ DROGĘ. BYŁEŚ SŁABY, ŻĄDNY WŁADZY I PIENIĘDZY. PRZEZ CIEBIE PRZEŻYŁEM BEZSENSOWNE ŻYCIE NIE ROBIĄC ŻADNEGO MORALNEGO POSTĘPU.
    TYM SAMYM SKAZAŁEŚ SIEBIE I MNIE NA POTĘPIENIE.

    Oto słowo moje
    TzW
  • @tańczący z widłami 14:38:10
    najwyraźniej wciąż jestem dzieckiem ;- )
  • Autor
    Z tym wozeniem gotowki mam tez wspomienia-przewaznie przywozilem do Polski troche ze Szwecji na przelomie lat 80/90 ale max kilka tys. dolarow.
    Mialem nawet specjalna torebke na pasku zakladana przez szyje.
    Te wymiany kantorowe tez byly ciekawe bo oplacalo sie nawet pojechac do innego miasta aby zarobic na roznicy kursow i solidna dniowke.
  • @interesariusz z PL 16:27:15
    Pozostaje mi więc tylko pogratulować :)
    Ja też pozostałem w kwestii uczciwości dzieckiem, ale dla samoobrony przyswoiłem sobie zdolność odczytywania kiedy dorośli zachowują się nie jak dzieci.
  • Po co?
    Panska autobiografia jest fascynujaca.
    Moglaby poluzyc jako scenariusz do filmu... :)
    A ja mam jednak jedno pytanie...
    Dlaczego zdecydowal sie Pan na publikowanie wlasnego prywatnego zycia?
    Wykluczam wzbudzenie posrod czytelnkow - uznania, podziwu, zazdrosci...
    To nie jest Panski kaliber.
    A wiec - po co? Dlaczego?
    Na niektore posty adresowane do Pana otrzymuje komentarze od innych komentatorow...
    Nie odpowiadam.
    Bo, po co?
    Pewien Pan, ktory tanczy z widlami podsumowal mnie jako ulicznego grajka.
    Na jakiej podstawie doszedl do wniosku, ze prezentowany przeze mnie kliip o Limburgu obrazuje mnie w roli ulicznego muzykanta?
    Pozostawiam to fantazji Pana z widlami.
    Moglem odpowiedziec i wyjasnic...
    Ale, po co?
    Moglem temu Panu odpisac, ze nie przyjechalem do Niemiec aby zrobic kariere. Ale ze wyjechalem z Polski aby sie uwolnic sie od mentalnych
    osobistosci typu Pan z widlami.
    W zyciu prywatnym i zawodowym.
    Ale, po co?
    Po co wyjasniac?
    Niech Pan z widlami dalej o mnie mysli, ze jestem ulicznym grajkiem.
    ................................
    Chyba kazdy z nas ma cos szczegolnego o sobie do o/powiedzenia...
    Jak poznalem moja zone?
    Bylem na wczasach w Kolobrzegu.
    Razem z rodzicami.
    Na promenadzie zobaczylem sliczna dziewczyne. Nie byla sama.
    Ona i jeszcze jedna i jeden chlopak.
    Nie wiedzialem, jakie korelacje tu miedzy nimi istnieja.
    Szedlem za nimi. Jakies 5 kilometrow.
    Doszlimy do pola rozsianych kempingow. I cala trojka weszla do jednego.
    Stalem i czekalem.
    Po chwili wyszla moja upatrzona...
    Podszedlem i zapytalem:
    -"Pani mi sie bardzo podoba...
    Czy zechcialaby Pani zostac moja zona?"-
    Po roku bylismy malzenstwem :)
    Nasze szczescie trwalo 35 lat.
    W roku 2013 umarla moja zona na raka trzustki.
    Trzy miesiace po smierci mojej zony stracilem prace. Po dziesieciu latach pracy w jednym zakladzie.
    I, co?
    I nic!
    Nie jestem zadnym wyjatkiem.
    Podobne scenariusze zdarzaja sie kazdego miesica.
    Mam syna i corke:)
    I zawsze mowie.
    Ten stol ma teraz tylko trzy nogi - ale jest stabilny.

    I nie wiem, po co o tym pisze?
  • @krysz 00:16:05
    Szanowny Panie Krysz,

    Zadał Pan bardzo istotne pytanie: Po co?
    Po co piszę - albo dlaczego publikuję własną biografię?

    Napewno nie robię tego dlatego aby się chwalić lub dlatego, że nie za bardzo mam co robić.

    (Napiszę na ten temat w najbliższym czasie notkę na Neon24.pl - ale Pan w pewnym sensie uprzedził notkę - bardzo słusznym pytaniem - a więc odpowiadam:)

    Powodów jest wiele, nie będę teraz podawał wszystkich by nie zanudzać
    Przedstawiam kilka, które akurat teraz przychodzą mi na myśl:

    1. Dla mnie zawsze najważniejszym pytaniem w życiu jest: Co dalej?
    To pytanie w pewnym sensie zawiera wiele innych pytań, miedzy
    innymi własnie: Po co?; Z kim? Dlaczego? itd. itp.

    2. Bardzo ważną rzeczą, w moim życiu, zawsze były próby zrozumienia
    innych ludzi. Nawet nie stram się oceniać ich działań. Raczej próbuję
    zrozumieć tych, innych, wszystkich ludzi.
    Ale żeby zrozumieć innych ludzi trzeba wpierw zrozumieć siebie!
    A jak to najlepiej zrobić?
    W tym sensie - doszedłem do wniosku, że muszę napisać biografię,
    jako podsumowanie swojego życia - aby odpowiedzieć na pytanie:
    "Co dalej".

    3. Zawsze bowiem w życiu, chciałem wiedzieć - dokąd zmierzam...
    Nigdy nie potrafiłem żyć bezczynnie -tak po prostu nic nie robić.

    Miałem zresztą moim zdaniem, bardzo ciekawe życie, podsumowanie
    wszystkiego może być bardzo korzystne dla mnie i dla innych;
    dla zrozumienia innych, do zrozumienia siebie oraz wtedy właśnie
    do odpowiedzi na w/w pytania:

    Sam Pan chyba widzi, że w pewnym sensie publikacja mojej biografii,
    zaczyna przynosić rozmaite rezultaty oraz odpowiedzi.
    Dzięki temu poznałem też sposób rozumowania, filozofię działań
    innych ludzi. To ważne aby zrozumieć ich motywację.
    Czasem może być bardzo niemiłe i przykre, ale żyjąc na tym świecie,
    trzeba też zaakceptować wszystkie plusy i minusy istnienia, zrozumieć
    wszystko co się dzieje wokół a wtedy może spróbować znaleźć jakieś
    sensowne rozwiązanie.

    4. Moim zdaniem autobiografia - czyli historia napisana przez samego
    siebie, jest najlepszym podsumowaniem własnego życia. Jeżeli Pan
    dołączy do tego uwagi oraz komentarze (jakiekolwiek by one były)
    od ludzi znajomych; przyjaciół i nie - ma Pan moim zdaniem wielki
    wyjściowy kapitał! Co dalej?

    Nazwałem swoją biografię - "Autobiografią Naukową - AMEN" - nie
    bez powodów. Za chwilę to wyjaśnie...

    Jak Pan wie jestem już w wieku dojrzałym i patrząc wstecz, próbując podsumować moje życie, doszedłem do wniosku, że moje życie nie jest, i nigdy nie było dziełem przypadku. Moim zdaniem to wszystko co się wydarzyło to: "Przeznaczenie - droga wskazana przez Pana Boga".

    (Jestem osobą wierzącą w Boga - jako Stwórcę. Bóg jest jeden i nie ma nawet znaczenia który. Bóg jest Stwórcą - Kreatorem Wszechświata).

    Z drugiej strony wierzę też w zasady Fizyki Kwantowej, która zakłada że cały Świat jest Energią - w nieskończenie różnych formach i postaciach.

    Ostatnio mieszkam w Australii, każdego wieczoru/nocą, spaceruję po bezludnych okolicach i plażach - w rozmyślaniach.
    Spotkałem kiedyś i teraz codziennie rozmawiam z Panem Bogiem.

    Obecnie jestem już przekonany, że mam do wykonania w najbliższej przyszłości: "Misję Swojego Życia".

    Piszę na ten temat książkę: "PandeMonium".

    Jaka to misja - jakie mam zadania - napiszę wkrótce...

    AMEN - Autobiografia Naukowa - jest własnie wstępem do realizacji:
    "Misji Mojego ŻYCIA"

    Pozdrawiam

    Ryszard Opara

    PS. Być może Pan, wiele osób, czytających ten mój komentarz, pomyśli że jestem osobą "niezrównoważoną pszychicznie", że może na starość...
    Nie będę się takimi sprawami przejmował.
    Najważniejsza jest "Misja Mojego ŻYCIA"
  • @krysz 00:16:05
    No to podpadłeś Pan goodnesowi; on uważa, że stabilność jest przy czterech nogach i nie wiem, czy nawet takie okoliczności są dla niego dostatecznym wyjaśnieniem/usprawiedliwieniem.

    A swoją drogą - wyrazy współczucia. każdy ma swoje do przeżycia i nie zawsze jest to miłe i słodkie. Ważne jakie wyciągamy z tego wnioski i czy to buduje naszą osobowość.
  • @krysz 00:16:05
    Cy t:"Nie odpowiadam. Bo po co ?"
    A no między innymi po to, żeby pozwolić działać interakcji.

    Są dwie szkoły relacji(korelacji) z innymi ludźmi.
    Pierwsza polega na tym, żeby wchodzić w interakcje ze stosunkowo dużą ilością osób i na podstawie ich reakcji, opinii i sugestii budować swój własny światopogląd. (takie rozwiązanie naraża nas oczywiście na nieprzyjemność wysłuchiwania opinii krytycznych)
    Druga, to częściowe zamknięcie się na świat, ludzi, bodźce zewnętrzne oraz opinie i poprzez medytację szukanie rozwiązania w sobie.

    Pan Opara jako były celebryta nie potrafi żyć sam dla siebie. Potrzebuje widowni, sceny, świateł, uznania, podziwu i dlatego ekshibicjonuje się swoimi przeżyciami, które nie wiadomo czemu uznał za ciekawe.
    Już dawno został wyrzucony z ze "złotego kołowrota" na margines a nawet dalej, na rubieże świata, ale nadal rękami i nogami kurczowo trzyma się jak pijany Mongoł jurty, żeby pozostać w centrum.
    To taki kompleks aktora, dla którego zabrakło już pierwszoplanowych ról i gra na 4 planie nieistotną rólkę, a chciałby nadal jeszcze być w centrum uwagi.

    Kolega Krysz z kolei po życiowych niepowodzeniach (kondolencje z powodu straty ukochanej osoby), zdaje się zamknął się w sobie, stał się melancholijny, skupia się na utraconej przeszłości i nie patrzy już w przyszłość. Przestał się rozwijać, drepce w miejscu i rozczula się nad sobą, tak jakby uznał, że teraz to już nic nie ma znaczenia.
    A przecież nie tędy droga. Życie toczy się dalej, przybiera różne oblicza i formy i musimy za tym nadążyć.
    Poza tym osoby patrzące na nas z zaświatów z "Wyraju" nie życzą sobie z pewnością, żebyśmy się załamywali, rezygnowali, chcą nas widzieć szczęśliwymi, zadowolonymi, pogodzonymi i pełnych wiary i nadziei.
    Dlatego trzeba podnieść się i walczyć kolego krysz, dla siebie dla dzieci, dla tych którzy już odeszli i dla PRZYSZŁOŚCI.
  • @Ryszard Opara 02:42:15
    Cyt :"dlaczego publikuję własną biografię?
    Napewno nie robię tego dlatego aby się chwalić"

    No i tu się z Panem całkowicie zgadzam. Nie pisze pan autobiografii, żeby się chwalić, bo tak naprawdę, to nie ma czym się Pan Panie doktorze chwalić.
    Przyznam, przeczytałem kilka pierwszych odcinków biznesografii z zainteresowaniem i mimo wielu nieścisłości były dość ciekawe. Z lektury następnych kilkunastu dowiedziałem się niestety, że jest Pan zupełnie innym człowiekiem niż to sobie wyobrażałem.
    Kolejne odcinki zaczęły obfitować w dziwne związki, dziwne interesy, niemoralne incydenty i wszystko zaczęło się kręci w koło pieniądza.
    Dlatego nie pozostało mi nic innego jak przestać czytać Pana nieinteresujący mnie przebieg kariery biznesowej i odnosić się jedynie do komentarzy pod notką.

    Podsumowując, stwierdzić muszę, że z mojego punktu widzenia, Pańskie życie było bardzo nudne i w zasadzie cały czas kręciło się wokół mamony i dostatku.
    Ma Pan ogromne szczęście, że czytelnicy Pana nie ignorują, lecz komentują Pańskie kolejne odcinki. Ma Pan możliwość w ten sposób, wiele się nauczyć, nadrobić zaległości, zdobyć wiedzę, której Pan obracając się w destrukcyjnym, jeśli chodzi o rozwój człowieczeństwa środowisku, nie nabył.
    Proszę to docenić.
  • @krysz 00:16:05
    Cyt :"Wykluczam wzbudzenie posrod czytelnkow - uznania, podziwu, zazdrosci...
    To nie jest Panski kaliber."

    Cha,cha, cha, dawno już tak snadnie się nie uśmiałem. To Pan kolega zdaje się kompletnie nie zna się na ludziach :)))), skoro tak oczywiste pobudki wyklucza.
    Kaliber pasuje idealnie. Jeden z naboi powinien mieć jeszcze wyryte : narcyzm i samouwielbienie.
  • @tańczący z widłami
    Ta uprawiana przez Ciebie, TzW, krytyka, jest, sorry, dość płytka.

    Po pierwsze: dla każdego w miarę rozgarniętego obserwatora oczywistym jest, że p. Opara jest nie tyle człowiekiem słowa (pisarzem, redaktorem, dziennikarze), lecz przede wszystkim człowiekiem czynu. Zresztą jego życie dobitnie to ukazuje.

    Do pewnych rzeczy w życiu nadają się tylko ludzie czynu. IQ często w życiu przejawia się pozalingwistycznie.

    Mnie także irytuje maniera językowa (dość duża swoboda interpunkcyjno-syntaktyczna, czasem zahaczająca o grafomanię) autora, ale dostrzegam pod nią bardzo pokaźny podkład treściowy (świadectwo epoki) - czasem źródło wiedzy o kulisach zdarzeń, jak np. całe tło znajomości z Wachowskim), a czasem bardzo cenne źródło przenikliwych spostrzeżeń p. Opary - takie rzeczy nie są powszechnie dostępne i to perełka. Wśród chłamu wydumanych wyintelektualizowanych (a językowo poprawnie napisanych) artykułów, które nie są w stanie popchnąć społeczeństwa naszego ani o krok do przodu, tego typu artykuły (biografie) są unikatem. Dlatego czytam z przyjemnością.

    Genialna była uwaga wypowiedziana w jednym z odcinków biografii: "Na świecie jest nadprodukcja geniuszy, którzy mają pomysł, ale nie mają środków na jego wdrożenie".

    Uprawiana przez TzW krytyka biznesmena (który niekoniecznie musi być biegły w sztuce zwięzłego operowania słowem, by być skuteczny i wdrażać pomysł w życie) przypomina mi krytykę uprawianą na Donaldzie Trumpie przez wszelkich lewicowych intelektualistów, od Kalifornii aż po Bug, a może aż po Ural (choć ponoć to ruski agent, więc nie wiem), sfrustrowanych tym, że to nie ich faworytka pani Clinton siedzi teraz na fotelu w Białym Domu. A przecież dureń nie zdołałby wybudować iluś tam hoteli-wieżowców, nie utrzymałby i nie pomnożyłby majątku, nie zbudowałby wokół siebie zaplecza specjalistów, co pozwoliło mu wygrać prawybory i wyboru największego (póki co) mocarstwa światowego. Więc ta frustracja jest tylko i wyłącznie przejawem nieuświadomionych kompleksów.

    Biografia p. Opary jest genialnym, namacalnym źródłem wiedzy o motywacjach i sposobach realizacji celów. O różnicach między światem normalności, ze wszystkimi jego bolączkami (kapitalistyczna Australia) oraz światem pokraczności (postkomunistyczna Polska). O próbach połączenia jednego z drugim. I to źródłem podwójnie cennym, bo bezpośrednim i obfitym.

    Czekam na kolejne odcinki.
  • @maharaja 11:25:43
    Szanowny Panie,

    Dziękuję serdecznie za dobre słowa.
    I choć to dopiero środa - ale będę te słowa pamiętał do niedzieli.
    Wielkiej Niedzieli. A do tego mamy jeszcze trochę czasu.

    Tak, zgadzam się z Panem. Nie studiowałem Polonistyki a Medycynę - i to w dodatku wojskową.
    A tam przeważała łacina - i to nie tylko na zajęciach.

    Moja interpunkcja nie jest związana (być może), z zasadami gramatyki a raczej z procesem myślowym, który staram się "przelać na papier".
    No a cóż, myśli trudno jest czasem zdyscyplinować.
    Tymbardziej, że to raczej stan ducha i uczuć - danej chwili.

    Grafomania...cóż, o ile wiem, wielu znanych autorów - w czasach ich obecności na tym padole - było uważanych za grafomanów.
    Bo dużo pisali.

    Ja napiszę tylko dwie książki, które będą wstępem do dalszej części mojego żywota - powrót do medycyny.

    Mam nadzieję, że jeszcze nie raz, przynajmniej w myślach się spotkamy.

    Do zobaczenia

    A tymczasem - Pozdrowienia
  • @tańczący z widłami 09:39:03
    Szanowny Panie Tzw,

    Miałem nie odpowiadać na Pana komentarze, ale czytając niektóre Pana opinie oraz wypowiedzi, czasem wprost nie sposób nie zareagować, chociażby ogólnikowo.

    Jak Pan wie, jednym z największych problemów współczesności - jest stale narastające zanieczyszczenie środowiska. Śmieci jest coraz więcej, są niemal już wszędzie i coraz bardziej one śmierdzą.
    Są prawdziwą zmorą obecnej rzeczywistoci - współczesnego świata.

    Ja w swoim życiu przeżyłem wiele, pracowałem w młodości jako uczeń, potem student na wielu posadach - 2 razy w PGR-ach - i to PRL-u...

    Ale jakoś nigdy nie pracowałem z gnojem, choć dobrze wiem - że gnój jako nawóz naturalny - jest najlepszym nawozem naturalnym.
    Nigdy też nie pracowałem na śmietniskach...

    Mam wielką nadzieję jednak, że świat nie zginie i że... jakoś, może już w najbliższym czasie - znajdziemy właściwą receptę - co zrobić oraz
    jak oczyścić cały nasz świat ze śmieci. Potrzeba na to nowej kultury...

    Na zakończenie powiem Panu świetny dowcip -pewnie się Pan uśmieje..

    Ja osobiście w najbliższym czasie - zamierzam powrócić do medycyny.
    Wprawdzie może nie tej tzw. konwencjonalnej, która tylko udaje, że leczy ludzi - a tylko właściwie sprzedaje im rozmaite lekarstwa.

    Studiuję medycynę chińską i holistyczną - i chciałbym wrócić do takiej medycyny, która rzeczywiście leczy ludzi.
    To medycyna kwantowa - cybernetyczna.

    Obiecuję, że i dla Szanownego Pana, znajdziemy lekarstwa, chociaż... z drugiej strony, o ile rozumiem Pana poglądy oraz filozofię życia -
    pewnie Pan nie skorzysta.

    Tak czy inaczej życzę zdrowia...i długiego życia.
  • @maharaja 11:25:43
    Wielce Szanowny kolego Maharaja.
    Nie przypominam sobie, abym w jakiś natrętny sposób wypominał Panu Oparze gramatykę, ortografię, czy stylistykę. Pan Opara podobnie jak ja, pisze z serca, naturalnie i spontanicznie. A biorąc pod uwagę to, że żyje w porównaniu do wcześniejszych lat prosperity w samotności i niejako na zesłaniu, nie mając szerszego kontaktu z językiem polskim [żona i dzieci wolą angielski (żona jeszcze jeden inny)], dlatego wszelkie językowe uchybienia należy wybaczyć i przejść na tym do porządku dziennego.
    Liczy się treść i przesłanie.

    A przesłanie mówi wyraźnie.
    Co ma wspólnego kariera Donalda Trampa - żydowskiego wykwitu, podstawionego "Amerykanina" realizującego interesy diaspory żydowskiej. Podstawionego, bo społeczeństwo amerykańskie nie jest jeszcze gotowe na zaakceptowanie jako oficjalnego prezydenta Żyda w jarmułce, z karierą doktora Opary, który własną inteligencją, pomysłowością i zmysłem hochsztaplera giełdowego osiągnął swój materialny sukces ?
    Po co kolega robi takie porównania ?
    Przecież te dwie osoby nie mają ze sobą nic wspólnego (Donald to dureń a Opara to myśliciel).............prócz jednego.
    Tym jednym wspólnym elementem jest ŻĄDZA PIENIĄDZA, PARASOL OCHRONNY I "ZŁY PIENIĄDZ", do którego mieli dostęp.

    P.S. "Rewelacje" o których kolega wspomina (jakiś Waszczykowski i inni, jakieś kulisy przekrętów) kompletnie mnie nie interesują.
    To medialne śmieci.
  • @Ryszard Opara 13:35:41
    Szanowny Panie Opara.
    Prawdę mówiąc nigdy nie brałem na poważnie Pańskich wielokrotnych zapewnień o ignorowaniu i nie odpowiadaniu na moje komentarze.
    Zbyt dobrze znam życie i mentalność oportunistyczną, żeby nie wiedzieć, że gdy dojdzie do zmiany mądrości etapu (a tak jest widocznie w tym przypadku) wczorajsze słowa i zapewnienia, przestają mieć jakiekolwiek znaczenie i przestają być wiążące.
    Inaczej jest z ludźmi honoru.

    Ale do rzeczy.
    Poruszył Pan bardzo istotny problem śmieci.
    Muszę przyznać, że ma Pan całkowitą racje. Poprzez ludzkie działania nasz świat, nasza planeta staje się śmietniskiem, a nagromadzone odpady zalewają już najdalsze zakątki świata.
    Mam na myśli zanieczyszczenia antropogeniczne - efekt uboczny cywilizacji i nowoczesnych technologii, odpady poprodukcyjne takie jak fenole, związki siarki, plastik, folie, pestycydy, elektrozłom, metale ciężkie, PCB, azbest itd.
    Ludzkość, a właściwe nie ludzkość lecz wszechwładne korporacje produkujące te odpady powinny jak najszybciej zadbać o ekologię, w
    tym o segregację i bezpieczną utylizacje tych odpadów.

    Ale to tylko jeden problem odpadów - światowy.
    Jest jeszcze drugi, ważniejszy problem śmieci, nasz polsk i- lokalny.
    Problem ten polega na zaśmieceniu śmieciami naszego społeczeństwa.

    Proces ten zaczęli Niemcy w 1939 roku i kontynuowany był niezwykle starannie po 1944 r i w pewnym stopniu trwa jeszcze do dziś.
    Polegał na odcięciu głowy(UTYLIZACJA) narodowi polskiemu poprzez zlikwidowanie inteligencji polskiej i systematycznym, począwszy od 1944 nakładaniu żydokomunistycznego ciemnego hazarskiego czerepu, na polski korpus (IMPORT ŚMIECI).
    W skład tego przyszytego żydokomunistycznego czerepu wchodzili początkowo oficerowie KGB i UB, a po rozprawieniu się z niedobitkami patriotów i inteligencji, również członkowie ochoczo wstępujący do "MZO".

    Różnego rodzaju śmieci i odpady, miały wtedy swoje używanie, swój czas prosperity. Można było być miernym, ale wystarczyło być lojalnym i wiernym, a partia "MZO" pozwalał tym odpadom nieźle funkcjonować.

    Beneficjentami tego śmieciowego geszeftu były także rodziny. Otrzymywały przydziały na żywność reglamentowaną, ubrania, samochody, mieli do dyspozycji kasyna z posiłkami i wczasy w chronionych ośrodkach.
    Szczególnie ich dzieci korzystały ze śmieciowego dilu.
    Dostawały się do najlepszych uczelni, zamkniętych dla szarego obywatela, a po ich skończeniu dobrze płatne stanowiska w zakładach utylizacji.
    Wystarczyło, że jeden czy dwóch członków rodziny był członkiem "MZO", lub pracował jako tajny śmieciarz, a wszystkie uczelnie i zakłady utylizacji stały otworem.

    Podobnie jak Pan jestem za tym, żeby wreszcie oczyścić Polskę z tych śmieci, z tych importowanych odpadów.
    Zutylizujmy je wspólnie. A jest co utylizować, bo mamy do czynienia z trzema pokoleniami śmieci i odpadów.
    Co prawda starych śmieci zostało już niewiele (czas je na szczęście zutylizował), sczezły w bólach i sromocie, ale nadal śmierdzą okrutnie dzieci tych śmieci, a co gorsza zaczynają już cuchnąć ich wnuki.

    Ale wierzę, że wspólnie damy radę i posegregujemy i zutylizujemy te śmierdzące odpady.
    Proszę też pamiętać, że musimy działać ostrożnie, bo najpierw zamieniono Polakom głowę na żydokomunistyczny czerep, a teraz wpompowują w polski korpus ukraińską krew z domieszkami azjatyckiej.


    P.S. Nomen omen największy i najdokładniej zbadany jest jeśli chodzi o plastik North Pacific Gyre, czyli wir północnego Pacyfiku;
  • @Ryszard Opara 13:35:41
    Zamierza Pan powrócić do medycyny. Cóż, dobry wybór.
    Oczywiście o ile nie zamierza Pan przeprowadzać eksperymentów na ludziach, a tego była bardzo bliska pewna firma umiejscowiona na Hawajach, produkująca szczepionki dla wojska USA. Mam podać nazwę tej firmy ?
    Lepiej nie, bo musiałbym wspomnieć coś o prezesie.

    A więc bardzo się cieszę z Pańskiej decyzji. Do medycyny chińskiej, holistycznej i kwantowej, proszę jeszcze dodać tybetańską i niekonwencjonalną. Może to dać dobre efekty.

    Cyt :"Obiecuję, że i dla Szanownego Pana, znajdziemy lekarstwa".

    Bardzo dziękuję za troskę. Na szczęście nic mi nie dolega.
    Oczywiście jeżeli kiedykolwiek będę miał kłopoty z wypróżnianiem (zatwardzenie), to nie omieszkam skorzystać z pańskich umiejętności i propozycji pomocy.
    Ostrzegam, że podaniem doustnie lekarstwa się nie zadowolę.

    Pozdrawiam serdecznie, życząc również Panu doktorowi zdrowia.
  • @maharaja 11:25:43
    I jeszcze tylko krótko odnośnie genialnej według Ciebie uwagi zawartej w jednym z odcinków biznesografii:
    "Na świecie jest nadprodukcja geniuszy, którzy mają pomysł, ale nie mają środków na jego wdrożenie".

    W Polsce była popularna w wersji :
    "W Polsce jest nadprodukcja genialnych ludzi, którzy mają pomysł, ale są na tyle uczciwi, że służby nigdy w nich nie zainwestują"
  • @Ryszard Opara 02:42:15
    Jestem pod wrażeniem jeśli chodzi o odpowiedzi do komentatorów na które Redaktor odpowiedział , jestem w prawdziwym szoku . Czekając na więcej pozdrawiam z uśmiechem . " Najważniejsza jest "Misja Mojego ŻYCIA"... " Ps : No mam problem ze zrozumieniem . Ideafix ?.
  • @Repsol 21:59:56
    Oj tam, czepiacie się kolego Repsol.
    Z pewnością chodzi koledze o ten fragment :
    " znajdziemy właściwą receptę - co zrobić oraz
    jak oczyścić cały nasz świat ze śmieci. Potrzeba na to nowej kultury.."

    Było już kilka, co ja mówię kilka, kilkadziesiąt a może nawet kilkaset wybitnych postaci w historii świata, chcących czyścić świat ze śmieci (mniemam, że chodzi o nieudaczników) i wprowadzać nową, jedynie słuszna kulturę.
    Jeden z nich ma dziś piękne mauzoleum na Placu Czerwonym, drugiego podobizna odlana jest jako spiżowy pomnik wysoki na kilkadziesiąt metrów, inny doczekał się wielkiego kurhanu usypanego na jego cześć, kolejny podobno spalony pod Reichstagiem dożył sędziwych dni w Argentynie, wielu z nich ma swoje piramidy i rzeźbione w alabastrze przepiękne krypty, a jeszcze innego duch do dziś dnia straszy na wyspie Św. Heleny.
    Ten ostatni dziwnie się rozmnożył, ostatnio widziano trzech takich w Tworkach.

    Warto czyścić świat ze śmieci i wdrażać jedynie słuszną kulturę.
  • Bardzo ciekawy odcinek jak i dyskusja.
    Polacy to zdolny narod. Czy lekarz australijski zrobil by taka kariere w Polsce jak Pan Opara w Australii?

    Tu gdzie mieszkam podobna kariere zrobil Hindus:
    Autostrade miedzystanowa I-90 zbudowano tak ,ze omijala miasto w odleglosci kilku mil, rosla tam kukurydza. Hindus wykupil setki akrow tej ziemi pomiedzy miastem a autostrada, wsunal komus w lape i odrolnil ta ziemie. Ziemia jest teraz komercyjna i sprzedawana na stopy kwadratowe. Powstalo wiele hoteli, centrow hadlowych, uslugowych. Emigrant z Indii zobaczyl cos czego miejscowi nie widzieli i stal sie milionerem.
  • @staszek kieliszek 20:32:47
    Ma Pan rację.
    Napewno żaden lekarz australijski nie zrobił by takiej kariery w Polsce jak ja w Australii. Po pierwsze - żaden by się nie nauczył polskiego... a bez tego byłoby ciężko.

    Zresztą znałem takich dwóch (lekarzy GP), którzy ożenili się z Polkami - (wiadomo Polki to najpiękniejsze kobiety na świecie) - i one chciały wracać do Polski.
    W rezultacie jedno małżeństwo skończyło się rozwodem a drugie wróciło do Australii. W każdym razie, obaj Australijczycy - w Polsce nic nie robili.

    No może pili piwo i nieźle sie bawili, podróżowali - ale po kilku latach pobytu w okolicach Krakowa, nie mówili prawie nic po polsku.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031