Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
366 postów 1916 komentarzy

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Polak. Patriota. Humanista.

AMEN-Autobiografia Naukowa-Odc.36

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Realia rzeczywistości – Świata Pieniądza – Własne Marzenia, można potłuc o twardą ścianę realiów. Za ścianą pusta droga do nikąd. „The one who has gold – is always right” - Ten który trzyma złoto – zawsze ma rację.

AMEN-Autobiografia Naukowa-Odc.36

Realia rzeczywistości – Świata Pieniądza –
Własne Marzenia, można potłuc o twardą ścianę realiów. Za ścianą pusta droga do nikąd.

Moje spotkanie z Sir Peter Miles dobiegało końca. Byłem wzburzony, nie wiedziałem, cóż więcej mogę powiedzieć. Siedzieliśmy obaj w milczeniu, patrząc w sufit realiów.

Ciszę przerwał Sir Peter Milles, który w całkowitym spokoju powiedział:
"Richard, po pierwsze- nie krzycz na mnie. To jest w sumie decyzja Zarządu i ja nic, niewiele mogę zrobić. Postanowili, że po prostu to zbyt dobra okazja by odpuścić.
Po drugie - zastanów się dobrze nad ofertą. Ja naprawdę...staram ci się realnie pomóc..
A ty... nie znajdziesz pieniędzy aby to zrobić... samemu."


Nie powiedziałem Sir Peterowi, nic więcej. Byłem bardzo zdenerwowany. Trzasnąłem drzwiami i wyszedłem.
Nie wiedziałem wtedy, że w Zarządzie jego Funduszu był również Lindsay Bathway z Mayne Ltd i dlatego właśnie zdecydowali się zrobić to razem. Nie chcieli tracić czasu na bzdury i „Opary”.

Następnych kilka dni spędziłem z prawnikami - aby przygotować odpowiedni pozew przeciwko
Sir Peter Milles i jego grupie. Zauważyłem jednak, że moi prawnicy, czynili to jakoś niechętnie,
cały czas podkreślając, że zaczynam walkę z wiatrakami, a raczej z osobą, z którą nie mam większych,
może żadnych szans…wygrania...szkoda czasu i pieniędzy...
Jeden z nich powiedział do mnie wprost:
„Richard, we are farting against the big Thunder”. (Puszczamy bąki - naprzeciw dużym piorunom).

Nie zwracałem na ich komentarze żadnej uwagi. Złożyłem pozew na 1,5 miliarda dolarów - wraz z pełną dokumentacją do Sądu Najwyższego, a kopie od razu poleciłem wysłać kurierem do Sir PM.
Myślałem, żyłem jeszcze cichą nadzieją na jakieś ugodowe załatwienie sprawy.
Byłem nawet gotów pójść na ustępstwa, nawet utraty kontroli nad Grupą.

Czekałem na Godota, a przyszedł Katon.
A może nawet Kat...A może to On – ten Los był tym - Katem. A może było ich kilku. Grupa Katów.


Kolejne wydarzenia zaczęły się rozwijać, jak w kalejdoskopie galaktyki absurdów.
Najpierw dostałem telefon...od Prezesa Zarządu jednego z największych banków Australii: „Comonwealth Bank” (CBA) z zaproszeniem na kolację. Byłem ciut zaskoczony, zastanawiałem się nawet czemu mam zawdzięczać
ten zaszczyt. Znałem tego tego faceta, ale nigdy nie byłem z nim na kolacji.
Błysnął mi także w głowie...promień nadziei - możliwości zorganizowania finansowania transakcji z nimi – z Bankiem CBA.
Ku mojemu zdziwieniu... ten sam klub, ten sam stolik. Przez chwilę nawet wydawało mi się, że może do nas dołączy Sir Peter...miałem ciągle nadzieję na wspólne działania - jakiś pokój, rozejm, negocjacje. Wszystko okazały się złudne.
Petera Abelesa nie było, szampana też nie. Prezes CBA, nie pił w ogóle alkoholu.

Rozmowa była bardzo oficjalna, czyli „na Pan” - co w Australii należy do rzadkości.
Chyba, że ma charakter raczej służbowy. W kilku prostych słowach, Prezes CBA dał mi do zrozumienia,
że jest dobrze poinformowany o moim ostatnim sporze z Sir Peter Milles; różnych problemach prawnych
między nami, jak i o pozwie, który złożyłem w Sądzie Najwyższym.
Powiedział, że Sir Peter - jest największym depozytariuszem Banku CBA, poprzez swój Fundusz...
oraz jest w Radzie Nadzorczej - konsultantem Banku.
Natomiast ja, czyli Alpha Healthcare Ltd, mamy tam linię kredytową... w CBA (AUD 50 mln), na rachunku obrotowym.
Podkreślił, że Zarząd Banku, podjął decyzję nie przedłużania...tej właśnie umowy od następnego miesiąca.
(Była ona od paru lat „rolowana” - co 12 miesięcy).
Zapytałem... nieco zirytowanym głosem - o przyczyny takiej niezrozumiałej decyzji banku.
Przecież wszystko, z naszej strony jest płacone, regulowane zgodnie z umową i harmonogramem.
Odpowiedział, że decyzja banku jest suwerenna i nieodwołalna a związana jest... z możliwością utraty
płynności przez Alpha Healthcare Ltd – czyli rynkowym ryzykiem kredytowym.
Dodał, że chyba znam i rozumiem powody a jeżeli nie to powinienem się dobrze nad nimi zastanowić.

Było dla mnie oczywiste. Prezes CBA działał z czyjegoś polecenia.
Kilka dni później... dostałem identyczną informację od Prezesa Banku (Westpac), finansującego naszą bieżącą działalność. Wszystko bardzo podobnie; według tego samego scenariusza.

Już nie zastanawiałem się więcej...kto kręci ten film. Zaczęło się tak cudownie, bajkowo i nagle ten wymarzony, przewidywany „happy end” - zaczął niespodziewanie przekształcać w horror.
Następstwa utraty kredytów obrotowych, czyli całkowitej płynności... mogłyby być dla mnie... rzeczywiście katastrofalne – z kilku powodów.
Alpha Healthcare Ltd- zatrudniała wówczas kilka tysięcy osób i chociaż była firmą dość dochodową -
nagle zaistniało zagrożenie, że mogę nie mieć środków na wypłatę kolejnych pensji.
Kwota spora - ok. 6.0 mln dolarów.
Na płacenie bieżących zobowiązań, nie byłoby... wystarczających środków obrotowych.

Kolejne gwoździe... do „trumny moich marzeń” zaczęły spadać na mnie (AHL) z innych stron...
Firmy Ubezpieczeniowe płaciły zawsze, ale czasem z opóźnieniem (1-2 miesięcy).
Wtedy akurat nagle, jakoś w ogóle...przestały płacić. Zaczęły żądać, jakichś rozmaitych niespotykanych
dawniej wyjaśnień... To przedłużało okres płatności. Pomimo naszych dużych wysiłków administracyjno- prawnych, niewiele mogliśmy zrobić...wszystko odbywało zgodnie z prawem.
Ręce zaczeły mi opadać, choć już wiedziałem, że trudno mi będzie walczyć z przeciwnościami.
No i ciągle...nic nie mogłem zrobić...

Naszej firmie groziły „zatory płatnicze”, a ponieważ nasz personel (słusznie zresztą), nie chciałby czekać
na pensje – informacje o naszych problemach z płynnością stałyby się wiedzą publiczną.
To z kolei miałoby negatywny wpływ na cenę akcji spółki itd. itd. A moje osobiste akcje częściowo były finansowane kredytem, a więc spadek wartości akcji...poniżej pewnego poziomu...progu...
Wszystko – jak lawina śnieżna - nieuchronne konskwencje braku płynności, czyli gotówki...
Zupełnie nieoczekiwanie, mnie osobiście... no i mojej firmie - zaczęło zagrażać...bankructwo.

Zamach na potencjalnego lidera rynku- AHL - wszystko w "białych" rękawiczkach.

W tym okresie miałem również kilka inwestycji w toku, i związane z nimi faktury do zapłacenia -
oprócz normalnych płatności (zaopatrzenie). Wszystko było finansowane z bieżących obrotów
i dodatkowo właśnie kredytami bankowymi. Mogłem wprawdzie spróbować np. „factoringu”,
ale nie była to opcja na dłuższą metę. Zbyt drogie, niepewne...Zacząłem rozumieć swoje słabości.
Porwałem się do walki z gigantem rynku a moje szanse sukcesu – są niewielkie, mówiąc wprost żadne.
Ta świadomość zaczęła paraliżować moje działania.
Moja firma znalazła się na równi pochyłej w dół – zgodnie ze znanym Prawem Murphiego
(w tłumaczeniu Opary):
„If you think nothing else can go wrong – You wrong”.
Jeśli myślisz, że nic już złego nie może się wydarzyć – nie masz racji”.

Pomijając wszelkie prawa i emocje ”time was of the essence”, czas był kluczem do wszystkiego.
Zwłaszcza do sukcesu, a miarą sukcesu jest czasem po prostu przetrwać. Zwyczajnie... przetrwać.
Sytuację pogarszał fakt, że - jako efekt uboczny krachu na giełdzie, nagle zaczęły rosnąć też
stopy procentowe, a podaż pieniądza kurczyć. Musiałem w ciągu zaledwie kilku tygodni zorganizować alternatywne finansowanie – albo...poddać się. Czyli…. sprzedać się.

Nie miałem wyjścia. Głosem rozsądku wiedziałem: muszę zastopować postępowanie prawne.
Zdecydowałem jednak - wbrew zdrowemu rozsądkowi jeszcze powalczyć.
Najlepiej jak umiałem: pracą i kreatywnością.

Moją główną słabością...i to zawsze... bowiem było to, że nigdy nie umiałem się poddać.
W ciągu następnych tygodni, odbyłem wielki maraton rozmów i negocjacji - pukając we wszelkie,
możliwe drzwi. Wszystkie stały dla mnie otworem.
Znałem większość „wielkich” tamtego świata biznesu. Każdy z nich podziwiał moje osiągnięcia ostatnich lat, zdolność konstruktywnych działań, generowania wartości, przynajmniej tak mi mówiono - prosto w oczy.
A poza plecami – nie wiem.

Ale tym razem, zazwyczaj po tygodniu dostawałem zawsze taką samą odpowiedź - negatywną.
Myślałem: to niemożliwe. Przecież mam dochodową firmę, dobre aktywa, znakomite plany na przyszłość. Wszystko co trzeba, co konieczne. Ale jakoś wtedy wydawało się to bez znaczenia.
Może dlatego, że mówiłem całą prawdę...
Przede mną stał mur. Własną głową tego muru rozwalić nie mogłem.

Na domiar złego ceny akcji mojej Alpha Healthcare, z jakichś niezrozumiałych powodów zaczęły spadać. Domyślałem się, że nie było to przypadkowe, a wręcz umyślnie, nawet zdalnie sterowane.
Zdawałem sobie sprawę, że rynek jest zawsze taki… jaki jest, ale że rynek zawsze ma rację.

Obniżka kursu, jak wspomniałem miała dla mnie osobiście - dodatkowy problem. Moje własne akcje były finansowane (częściowo przynajmniej) kredytem i stanowiły też jego zabezpieczenie.
Poniżej pewnego kursu – groziłaby mi utrata akcji a nawet bankructwo osobiste, ponieważ w ciągu
krótkiego czasu moja sytuacja diametralnie się zmieniła….
Kilka tygodni wcześniej, wydawało mi się, że jestem niepokonany - na szczycie góry sukcesu.
Teraz leciałem w dół. Byłem coraz niżej, a nade mną wisiały olbrzymie zwały śniegu.
Coraz bardziej czułem się na zboczu; pełen lawinowych obaw.

Nagle - zacząłem też tracić wszystkich przyjaciół.

Zgodnie z zasadą: „Przyjaciele przychodzą i odchodzą – za to wrogowie zawsze się kumulują”.

Umówiłem się na spotkanie ze swoim dobrym znajomym - Rene Rivkinem - czołowym graczem na rynku,
kolejnym Midasem, gwiazdą giełdy ASX. Rene znał wszystkich a był znany też z tego, że zawsze w lewym ręku trzymał „różaniec” złotych samorodków, którymi ciągle przebierał.
Wszystkie znalazł jako młody chłopak szukając złota. Każdy „nugget” był oznaczony inaczej.
Kiedy Rene podejmował jakąś decyzję na Giełdzie – zawsze przypadkowo łapał któryś nugget, który mu podpowiadał...co zrobić.
Nikt nie znał tajemnicy jego sukcesów; niektórzy analitycy przypisywali mu siły nadprzyrodzone.

Poszedłem do Rene, opowiedziałem historię ostatnich tygodni i mówię:
Rene - znasz, rozumiesz moją firmę, doradzałeś mi wielokrotnie, odpowiedz mi na pytanie:
„Co się dzieje? Alpha Healthcare ma dobre aktywa, generuje duże zyski, ma nieduże procentowo
zadłużenie, w stosunku do aktywów tzw. („gearing”) - znakomite perspektywy.
Ostatnio udało mi się zmontować naprawdę Super Deal - budowy największego holdingu Prywatnych Szpitali
w Australii. Mam na tę transakcję wyłączność; moje akcje powinny szybować szybko w górę...
Nie tak dawno byłem absolutnie pewien sukcesu. Teraz nie tylko, że nie mogę zorganizować żadnego finansowania Super Dealu, ale zaczęła się - blokada mojej firmy.
Nigdzie nie mogę dostać żadnej obrotowej linii kredytowej, nawet na bieżące potrzeby.
Dodatkowo...kursy akcji mojej firmy zamiast iść w górę - zaczął spadać.
Co mam robić?
Rene powiedział, że bardzo dobrze wie i jest na bieżąco zorientowany w moich problemach.
Stwierdził filozoficznie jak zwykle to powtarzał: Rynek ma zawsze rację.
I po chwili dodał:
Ale rynek tworzą ludzie. A ty chcesz teraz walczyć z ludźmi, którzy sterują tym rynkiem?
To bez sensu. Oni cię zniszczą . Próbujesz zrobić oczywisty zamach na lidera rynku, a dałeś mu zbyt dobrą okazję... Nikt Ci tego nie odpuści...Nie muszę pytać o nawet swoich korali. Musisz sobie tę wojnę darować”
.

Zacząłem rozumieć kolejne „złote” prawo Murphy’ego:
The one who has gold – is always right” - Ten który trzyma złoto – zawsze ma rację.

To była prawda. Nie miałem szans. Byłem zbyt „cienki”, aby dyktować warunki….
Na giełdzie wszystkie przyjaźnie są pozorne, powierzchowne. Na rynku w ogóle nie ma żadnych przyjaźni!
Są tylko interesy.

Tak- jak powiedział kiedyś w filmie Wall Street, Gordon Gekko:
“If you want a friend - get a dog”. „Jeśli chcesz przyjaciela, weź sobie psa”.
Jeszcze nie zamierzałem się jeszcze całkiem poddawać i postanowiłem jakoś przetrwać.
Myślałem, że potrafię wszystko. Okazało się, że mogę zrobić wiele ale... nie umiem przegrywać.
I to jest chyba... mój największy problem do dziś.

Na marginesie tej historii.
Kilka lat potem, będąc w Rzymie, spotkałem Rene, w czasie kiedy zgubił swój „złoty różaniec”.
Robił wszystko aby go odnaleźć ale bez skutku.
Skończyło się jego szczęście na giełdzie, wszelkie imitacje różańca nie przywróciły „hossy” w życiu Rene,
który w ciągu następnych 2-óch lat po kolei: rozwiódł się, zbankrutował a wreszcie popełnił samobójstwo.

Taki jest czasem smutny koniec losów człowieka. Nawet tego z najwyższej półki.

Koniec Odcinka 36
Ryszard Opara
 

KOMENTARZE

  • Autor
    Zbyt duza wiara w ludzi a ludzie sa chciwi i podatni na naciski.
    Zastanawia mnie nieraz dlaczego banki chca szczegolowych planow inwestycyjnych(strategicznych-tzw.busines planow) przed finansowaniem kredytowym inwestycji.
    Chodzi chyba o mozliwosc naciskania na inwestora i ewentualne przejecie interesu.
  • Tak globalna mafia wykańcza gdy poczuje taką potrzebę.
    Mafia mówi rozwijaj się idź do przodu .. buduj...my ci damy kredyty...
    a jak już zbudujesz coś na co mafia dostanie apetytu ... to mafia mówi ..sprzedaj to nam... zapłacimy ...
    Gdy nie chcesz...to mafia przechodzi do kolejnego scenariusza...
    kończą ci się nagle kredyty, wycofują partnerzy, odmawiają "przyjaciele"
    media piszą złe rzeczy...w końcu przychodzi komornik...

    Tak "sprywatyzowano" do mafii połowę Polski.

    Żeby tak wybierać sobie rodzynki z gospodarki mafia musi mieć banki, media oraz "nadzwyczajną kastę"
    I mafia ma te wszystkie "narzędzia" w swoim ręku i w Australii i na całym zachodzie oraz we wszystkich koloniach takich jak Polska ...

    Mafia jest głupia w sensie twórczym ale silna na tyle by ciekawe dochodowe rodzynki przejmować bardzo skutecznie.

    Każdy kto zbuduje jakiś dochodowy biznes dostanie ofertę od mafii..albo ją przyjmie i zajmie się czymś innym albo nie .. i mafia mu interes i tak zabierze.. W Polsce to masowe zjawisko tak jak karuzele VATowskie..
    Są już lokalne "mafijki" które ten sam "biznes" kręcą na poziomie gminnym..
  • Daniel Ellsberg -człowiek , który pokonał Pentagon oraz samego siebie.....sam się nawrócił z podżegacza wojennego
    i przedzieżgnął w obrońcę pokoju.

    Daniel za to co zrobił jest mi osobą bardzo bliską, ja też żyjąc w zakłamanym systemie, będąc jego wysokim funkcjonariuszem i ten system umacniając , co dzień miałem dyskomfort moralny, że źle postępuję. Rosło to we mnie latami , aż stałem się w końcu nowonarodzoną osobą.

    Od wielu juź lat , bez względu na różne przykre konsekwencje i co pokazała ostatnia historia z utratą zycią włącznie kroczę drogą światłości. Przestałem się bać.

    Czekam na przyjście nowego , lepszego świata poprzez przeobrażenie starego, po przebudzeniu się ludzkości, co stanie się nagle i szybko, niezależnie od oporu i strachu jakie to przebudzenie budzi u rządzących.

    PS. Mając 3,5 roku /1954 r./ spadłem z wozu konnego , którym wówczas rozwożono chleb /mieszkałem na widzewskim podwórku, gdzie była piekarnia./ i wóz przejechał po mnie, trafiłem do szpitala w stanie ciężkim , gdzie okazało się , iż na moim ciele nie ma nawet zadrapania i całe są moje narządy wewnętrzne ....pomimo to zalecano moją dalsza obserwację. Mama jednak zdecydowała i wzięła mnie do domu na własne żądanie.

    Ten fragment mojego życiorysu przekonał mnie, że jestem dłużnikiem tego co się wówczas stało. Teraz spłacam ten dług .

    Do tych , którzy w ostatmim czasie mnie opuścili , zdradzili.z glupoty lub dla korzyści ...pozostawili bez wsparcia wtedy , kiedy tego potrzebowałem kieruję słowa :
    " ze złem się nie współpracuje "

    https://vimeo.com/26516136?fbclid=IwAR3NiEURNQS1dgnNubQW9DRhOXmQd4SyozL63d-
  • @Oscar 16:52:39
    Szanowny Panie,

    Jak napisałem kilka razy w swojej biografii: Przeżyłem już bardzo wiele w ciągu swojego życia, na tym naszym świecie.
    Urodziłem i lata młodości, dojrzewania spędziłem w Polsce - potem w latach dorosłości mieszkałem, żyłem, pracowałem, robiłem interesy w wielu innych krajach świata - dlatego też piszę swoją autobiografię -

    Nazwałem swoją bigrafię "naukową" - ponieważ, to nie jest tylko zwykły reportaż i relacja rozmaitych fragmentów mojego życia.
    Jestem człowiekiem myślącym ale również mam nadzieję obiektywnym i dobrym obserwatorem - tego co sie dzieje wokół.

    Byłem praktycznie wszędzie, we wszystkich zakątkach naszego świata, poznałem wiele i to bardzo różnych ludzi...Mam wiele doświadczeń.

    To jest właśnie główny cel pisania i publikacji mojej biografii.
    Chciałbym przekazać swój życiorys - i doświadczenia oraz filozofię życia innym, nowym pokoleniom

    Żyjemy w bardzo dziwnym, trudnym i skomplikowanym świecie.
    Cała ludzkość i cywilizacja - moim zdaniem - zmierza w złym kierunku, w stronę całkowitej zagłady.
    Interesy jednostek coraz bardziej dominują nad dobrem ogólnym.

    Obecna rzeczywistość jest tragiczna dla przyszłości ludzkości...

    Chciałbym aby ludzie to zrozumieli - a wtedy być może zmienią kierunek w którym zmierzają...

    AMEN

    Pozdrawiam
  • @Ryszard Opara
    "Chciałbym aby ludzie to zrozumieli - a wtedy być może zmienią kierunek w którym zmierzają..."

    Ambitny cel, ale nie pokazuje Pan kierunku, w którym należy iść. Ba, ośmielam się stwierdzić, że Pan też nie wszystkie rzeczy ma do końca przemyślane.

    No bo co może zrobić zwykły Kowalski w obecnych realiach? On dalej będzie wykonywał pracę, która jest do wykonania, choćby nie wiem jak debilną (przykład? - dzwonienie przez 8 godz. dziennie w call center i nagabywanie naiwnych kupnem rzekomo genialnych garnków, nowych mebli kuchennych czy wciskaniem ponoć tanich kredytów, groszowych pożyczek za lichwiarskie procenty lub roznoszenie ulotek lub stanie 12 godzin przez weekend jako hostessa z kawałkami sera w hipermarkecie i nachalne częstowanie klientów), bo za tego typu działania kapitalizm płaci i człowiek za otrzymaną pensję może kupić jedzonko i jest co dzieciom do gęby włożyć.

    Nikt natomiast nie płaci za karmienie głodnych ani za budowę domów dla sierot i fundowanie im wypoczynku, ani za pisanie nie wiem jak głębokich notek w blogosferze. Dla tego typu szlachetnej działalności trzeba znaleźć sponsora. A każdy średniej wielkości przedsiębiorca w Polsce miga się od sponsorowania działalnośći dobroczynnej, bo zwykle sam za mało ma nadwyżek. Bo podatki za dużo wynoszą. Bo składki ZUS-owskie czynią jego działalność nieopłacalną. Bo kredyty... itd. itp.

    Szlachetne cele są może i szczytne, ale nikt nie płaci za chęć ich realizacji. Powszechnym celem jest ZYSK - i trudno z tym dyskutować. Taki jest świat.... Socjalizm za cel miał "każdemu po równo", co wypaczało ludzką inwencję i ślady tego w psychice Polaków mamy po dziś: weźmy pod lupę choćby stosunek Polaków do zarobków rządzących: pensje w rządzie są śmiesznie niskie, jak na nasz budżet, a premier Szydło, która stwierdziła, że "nam się to należało" (wg mnie ministrom pracującym po 12 godzin się 5x więcej należy), została przez TVN zrównana z błotem...

    Zdecydowanie lepszym światem (nawet jeśli nie doskonałym) jest ten australijski, przez Pana opisany, który docenia ludzką inwencję i (nawet jeśli nie całkiem uczciwie) przejmuje cudze pomysły, to jednak czuje się w obowiązku tę inwencję jakoś tam wynagrodzić.

    Tak po ludzku - doskonale rozumiem Pana, że trzasnął Pan drzwiami na propozycję "przejęcia" Pana pomysłu.

    Natomiast strategicznie - "sky is the limit" - widocznie niebem był pułap, o który się Pan otarł... a szampana pił Pan z samym panem Bogiem, którego chciał go jako narzędzie (kredytodawcę) wykorzystać...

    Każdy z nas ma swój sufit, o który się obija. Ważne jest, by potrafić zrozumieć, że "działamy jedynie w określonym przedziale". Pan i tak bardzo ten przedział poszerzył, patrząc na punkt startu.

    Wróćmy do polskiej działalności charytatywnej, bo to ostatnio gorący temat:

    Owsiak - polski self-made-man - zapewnił sobie etat/stanowisko dzięki własnej inwencji i ludzkiej dobroczynności. Bo tak naprawdę Owsiak nie jest niczym innym, jak tylko akwizytorem/pośrednikiem handlowym, działającym na styku kilku podmiotów: między inwestorami (społeczeństwo polskie), producentami (firmy sprzedające sprzęt medyczny), szpitalami (firmy leasingujące ten sprzęt od fundacji Owsiaka) a ewentualnymi beneficjentami świadczeń medycznych (chorymi).

    Owsiak (przy pomocy odpowiednich doradców, przypuszczalnie reprezentujących producentów sprzętu) trafnie zdiagnozował cztery rzeczy:
    1) deficyt: wysokospecjalistyczny sprzęt, na który nie stać szpitali, a który jest potrzebny dla dzieci.
    2) potrzebę: tego sprzętu potrzebują Ci, których dzieci (raz na 1 tys. przypadków) znajdą się w potrzebie. Ponieważ nikt nie wie, czy aby jego dziecka nie spotka los i nie będzie musiał wylądować w inkubatorze, rezonansie magnetycznym czy innym skomplikowanym ustrojstwie, więc płacimy.
    3) sposób realizacji: sprzęt pozostaje własnością społeczną (Fundacji utworzonej ze społecznych składek), a Fundacja czerpie zyski z jego leasingu.
    4) grupę uprawnioną do korzystania ze świadczeń - całe społeczeństwo.

    Oczywiście za pracę, którą wykonał (styczniowy show), należy mu się wynagrodzenie, tak jak należy się ono każdemu sprawnemu pośrednikowi/agentowi/animatorowi.

    Jednak to nie Owsiak funduje nam te sprzęty, ale Polacy sami sobie.

    Owsiak jest sprawnym przedstawicielem handlowym, który jest w stanie zrobić show dla wartościowej sprawy. Kult Owsiaka jest na wyrost, co nie znaczy, że robi rzeczy złe. Bo to po prostu zaangażowany autentyczny organizator.

    Z drugiej strony krytykowanie Owsiaka z pozycji liberalnych, że w ten sposób (wspieranie publicznych szpitali) podtrzymuje trupa (państwową służbę zdrowia), która (gdyby nie Owsiak) dawno umarłaby, jest nietrafione.

    Ten trup (państwowa służba zdrowia) na razie jako jedyny zapewnia usługi na skalę powszechną za zerową opłatę (oczywiście wszyscy się na to składamy co roku w styczniu).

    Dopóki zwykła rodzina nie będzie dysponowała nadwyżkami pozwalającymi korzystać jej z benefitów kapitalistycznej służby zdrowia (topograf czy rezonans dla każdego w akceptowalnej cenie, bez nadwyrężenia budżetu), wspomagać państwową służbę zdrowia NALEŻY, bo to jest w interesie Polaków.

    Na przykładzie Owsiaka i WOŚP trzeba się uczyć.

    Oczywiście można próbować przełożyć model Owsiaka na blogosferę. Owsiak miał do zaproponowania coś deficytowego: sprzęt wysokiej jakości, przy pomocy którego rodzimi lekarze byli w stanie leczyć. Pan też coś wartościowego ma: skrypt i portal.


    Czego polskie społeczeństwo potrzebuje dla swych dzieci? Czy potrzebuje jakichś treści, które leczą ich psychikę?

    Tak - potrzebuje wyleczenia z dwóch rzeczy: z etatyzmu oraz z postawy roszczeniowej ("mi się należy"), bo to największy balast po komunizmie.

    Tę misję realizuje Janusz Korwin Mikke, ale robi to w sposób absolutnie partacki, zrażając do siebie wszystkich po kolei, gdy forsuje zupełnie absurdalne i niepasujące do realiów pomysły (postulowanie niezapinania pasów, werbalne lekceważenie kobiet itd. itp.).

    Więc deficyt jest - jak kulturalnie z myślą kons-lib trafić pod strzechy?

    Nawet jeśli uznać, że sprzęt jest (skrypt i portal), autorzy niektórzy, piszący na poziomie, też by się znaleźli (oczywiście tych, którzy całe zło tego świata postrzegają w nacji jedynie nam panującej, trzeba by niczym plewy odrzucić, bo pusty antysemityzm jako wytłumaczenie własnych niepowodzeń do niczego nie prowadzi), to nadal brak elementu trzeciego (darczyńców - subskrypcja akcji spełzła na niczym) i czwartego (czytelników gotowych czytać prezentowane tu treści i w ten sposób poddać siebie i własne dzieci / wnuki terapii dekomunizującej).
  • @RO
    Obecne telewizornie (jedynka i TVN, upraszczając sprawę) podzieliły pomiędzy siebie tort: państwowa telewizja urabia elektorat konserwatywno-propisowski (unijnie sceptyczny), a prywatna urabia elektorat laicko-liberalny.

    Jest to urabianie toporne, obliczone na kształtowanie świadomości mas (milionów).

    Blogosfera do milionów nie dotrze - niech Pan zapomni - na to o 20 lat za wcześnie.

    Blogosfera może natomiast dotrzeć do jednostek, tak jak dociera do nich [tu każdy może sobie wstawić ulubionych autorów:] Michalkiewicz, Salon24, JKM, Maciejewski, Gadowski, Max Kolonko, Ziemkiewicz czy inni, propagując poglądy konkurencyjne do tych oficjalnych.

    Na docieraniu do jednostek trudno zarobić miliony. Niemniej tysiące czytelników to liczba osiągalna dla blogosfery. A tysiące czytelników to także potencjalne tysiące złotych do zarobienia...

    Jeśli telewizji Republika udaje się być rentowną (płatny abonament), gdyż postawiła na wysoką jakość przekazu i widzowie to doceniają i są jej wierni, to też rentowną mogą być portale z blogami. Kwestia tylko znalezienia odpowiedniego modelu biznesowego.

    Prestiż autora / poczytność / odpowiedni reklamodawcy (byle nie viagra i modelowanie piersi, jak za czasów NE bywało) / sprecyzowanie profilu portalu - na tych pojęciach trzeba by się skupić i wokół nich opracować model biznesowy.

    Oczywiście potrzebny jest odpowiedni animator społeczności czytelniczej (drugi Owsiak) oraz autorskiej (swego czasu T. Parol ambitnie zaczął, nie wiem, czemu się potem posypało).

    Od zawsze postuluję: zrezygnować z dogmatu "portal dla wszystkich". Bo cały Neon24 jest jednym wielkim lochem.... kulturalne i przemyślane wypowiedzi i dyskusje można znaleźć na S24 (choć wizualnie się stoczył i zfejsbuczył), a tu, mimo rewelacyjnego narzędzia, ściek.

    Zrezygować z ekstremów (żarliwej religijności, nachalnego katolicyzmu, wszelakiej wyolbrzymionej misyjności, spiskowości, chęci naprawy świata całego (krytyka potęg - USA czy CHIN), a skupić się na tym, co w naszym zasięgu, czyli na sprawach małych, osiągalnych: na naszym, polskim grajdołku, piętnując obiektywnie, trafnie i dogłębnie to, co złe. Tropiąc kłamstwo i definiując postulaty rozwoju.

    A dodatkowo kładąc nacisk na kulturę ("wywiady z ludźmi ze świata kultury, z aktorami, twórcami...) - portal raczej społeczno-polityczny, niż gospodarczo-polityczny.

    Na rynku panuje tu wciąż duża luka.
  • @RO
    Weźmy choćby ostatnią sprawę: zabójstwo prez. Adamowicza.

    Neon24 powinien mieć jakąś minimalną redakcję, systematycznie dobierającą aktualną tematykę, by być na topie (to sine qua non poczytności) i obiektywnie, racjonalnie wziąć do pod lupę i przeanalizować, choćby z perspektywy społecznej, jeśli kryminalna jest poza zasięgiem, (aż się prosi o takie porównanie) kulisy tego zdarzenia z tym sprzed 8 lat, gdy niezrównoważony Ryszard Cyba zamachnął się na pracowników biura poselskiego (bo Jarosław Kaczyński był dla niego niedostępny).

    A co robi N24?

    Ano artykuł GPS o teorii spiskowej.

    Faworyzując teorie spiskowe (podium) portal sam z siebie spycha się z głównego nurtu publicystyki i zapędza w jakąś niszę.

    W ten sposób portal nadal będzie postrzegany jako dziwaczny, oszołomiarski itd. Nawet jeśli GPS miał dobre chęci.

    Podium (te główne artykuły) powinny być wyrazem reprezentowanej przez redakcję przyjętej wyrazistej linii politycznej... bez niej nie ma szans na jakiekolwiek zaistnienie na rynku. No chyba że równa Pan do urbanowskiego NIE, tyle że z drugiej (prawicowej) strony....
  • @maharaja 10:51:08
    "Jeśli telewizji Republika udaje się być rentowną (płatny abonament), gdyż postawiła na wysoką jakość przekazu i widzowie to doceniają i są jej wierni, to też rentowną mogą być portale z blogami. Kwestia tylko znalezienia odpowiedniego modelu biznesowego."

    Rentowność to jedno a inna sprawa gdy tym którzy tworzą taki content nie jest wypłacane wynagrodzenie (od kilku miesięcy) a o łaskę w postaci PLN-ów błaga się rząd, bo uważają że "Władza ma wobec nich dług".
  • @maharaja 11:59:40
    Ale ja moją teorię porządnie uzasadniłem. Co w niej jest oszołomskiego, dziwacznego?
  • @maharaja 10:17:10
    Szanowny Panie,

    Proszę wybaczyć, że z opóźnieniem odpowiadam na Pana 3 komentarze ale częściowo byłem poza zasięgiem...pielgrzymka w nieznane...

    Ma Pan wiele racji w tym co Pan pisze, z niektórymi uwagami całkowicie się zgadzam...
    Obecny świat, rzeczywistość w której żyjemy jest całkowitą domeną pieniądza. Wspominałem o tym już wiele razy - światem rządzą ludzie, którzy mają kontrolę nad emisją i dystrybucją pieniądza...

    Nikt w dzisiejszym świecie, nie ma szansy przeżycia dłużej niż parę dni, jeżeli jakoś, gdzieś - nie załatwi sobie parę groszy...

    Niestety 95% (może więcej) pieniądza jest rękach bardzo wąskiej grupy "elit narodu wybranego". (Wcale nie chodzi mi o jakąkolwiek nację).
    Pozostałe kilka procent jest podzielone na kilka miliardów większych lub mniejszych "ochłapów" - z których żyje ludzkość...

    Jedynym (być może teoretycznie) elementem, poza kontrolą "elit - tych wybranych" -jest ludzka świadomość i niekontrolowalna potęga rozumu.
    No i być może rozmaite ideologie, które za rzeczywistością obecnie stoją

    Dlatego "Elity wybranych", próbują zagrożenia kontrolować - za pomocą własnych mediów i własnych metod kształtowania świadomości.
    Niestety, te narzędzia kontroli są dalekie od doskonałości - ponieważ mimo wszystko, te narzędzia są pod kontrolą ludzi - a więc to jest - albo może być broń obosieczna - nieobliczalna. A wszystko trzeba liczyć...

    Dlatego teraz "Elity" wymyśliły nową formę kontroli ludzkości za pomocą tzw. "sztucznej inteligencji" (AI).
    Kiedy zaś rozwój AI osiągnie doskonałość - a moim zdaniem to tylko kwestia czasu - "Elity" za pomocą AI osiągną absolutną kontrolę nad człowieczeństwem - zamienią ludzi w posłuszne roboty.

    Ludzkość jest obecnie na etapie wyścigów z czasem oraz o kontrolę, która będzie oznaczać przetrwanie we względnej niezależności -
    albo też całkowite zniewolenie i zagładę człowieczeństwa...

    Wojna o przyszłość obecnie odbywa się za pomocą uniwersalnego narzędzia kontroli - jakim obecnie jest pieniądz...

    W ten sposób najłatwiej jest sterować zataczającym się "kołem historii".

    Takie są między innym moje przemyślenia - podczas moich spacerów w samotności oraz własnych dyskusji z przeznaczeniem i Panem Bogiem.

    Pan wybaczy - zagalopowałem się trochę...
    Chyba napiszę o tym osobny artykuł...

    Pozdrowienia
  • @maharaja 10:51:08
    Szanowny Panie,

    Ma Pan rację - w naszym kraju lukratywnym "tortem" kształtowanie opinii publicznej podzieliły się televizornie; TVP, TVN, ale proszę zwrócić uwagę jakie pieniądze (państwowe czy prywatne) za tym stoją...
    Kiedyś były jeszcze gazety (np. GW), czy też inne formy publikacji drukowanych.
    Proszę też zwrócić uwagę jak to wszystko się zmienia - i raz jeszcze KTO i jaka, CZYJA kasa - za tym stoi.

    NowyEkran - miał kiedyś duże szanse na polu mediów internetowych.
    Było tak, dopóki była chęć i wola do współnych działań, czyli wspólnota - no i dopóki były moje pieniądze (może niewielkie...w porównaniu do konkurencji - ale zawsze spore pieniądze).

    A kiedy skończyły się pieniądze, skończyła się jedność w działaniach - no i każdy poszedł - w swoją stronę... tzn do nikąd...

    Neon24.pl - jakoś jeszcze funkcjonuje - i zapewniam Pana, że zrobię wszystko aby trwało to najdłużej, ale dopóki nie odbudujemy jedności, będziemy istnieć na marginesie...

    Jaka jest możliwość odbudowania jedności, znalezienia wspólnej drogi do działań - tylko poprzez budowanie świadomości, poprzez wzajemne zrozumienie. Czy to się uda? Nie wiem...
    Ale wiem z pewnością, że się nie uda, jak niebędziemy próbować!!!

    Dlatego też, moim celem i zamiarem jest odbudowa świadomości.
    Moim zdaniem jest to możliwe tylko wtedy, kiedy Neon24.pl będzie dostępny dla WSZYSTKICH - nie dla wybranych.
    Właśnie dlatego Neon24.pl - jest "FORUM POLAKÓW".

    Może się mylę - czas pokaże.

    Robie to - jako część swojej "Misji Swojego Życia", bo być może i tak naprawdę jedynym, dostępnym jeszcze i może skutecznym narzędziem obrony przed zagładą przyszłości Polski a nawet całej ludzkości - jest internet - jako niezależna - zależna od NAS forma zrozumienia obecnej rzeczywistości a poprzez to - kształtowania świadomości.

    Proszę zauważyć, że wszystkie tzw. media głównego nurtu", które Pan wspomniał - są kontrolowane przez duże korporacje państwowe albo międzynarodowe koncerny prywatne - które mają jeden wspólny cel...
    Kształtowanie opinii publicznej zgodnie z ideologią i filozofią pieniądza.
    W ten sposób najlepiej kontrolować ludzkość.

    Niestety, moim zdaniem w najbliższej przyszłości przyjdzie taki moment, że za pomocą "pstryczka" woli, tych którzy dzierżą kontrolę, wyłączą internet a wtedy... ludzie tacy jak MY - stracą wszelką możliwość komunikacji między sobą.

    Na razie jeszcze media/internet są jednym z głównych narzędzi oraz produkcji masowych zysków, ale jednocześnie absolutnej kontroli.

    A przecież właśnie współczesny świat jest areną wojny o kontrolę nad ludzkością.

    Jedyną bronią (nadal dostępną i nieobliczalną) jest ludzka świadomość oraz potęga rozumu...
    Ale kiedy przyjdzie czas, że ludzie stracą możliwość komunikacji miedzy sobą - ich siła i potęga, będzie ograniczona do działań jednostek.

    A wtedy nawet miliardy jednostek - nie będą miały szans wygrania z jednostką, która ma w rękach absolutną kontrolę nad istnieniem.

    Obecnie na całym świecie - toczy się wojna medialna, o kontrolę nad ludzkością. Ludzie, tak naprawdę jeszcze dobrze tego nie rozumieją - nie zdają sobie sprawy z zagrorzeń. Żyją dniem codziennym.

    Naszym zadaniem jest przekazanie prawdy o obecnej rzeczywistości - tak aby wszyscy ludzie to zrozumieli.

    Jedyną szansą wygrania przyszłości dla ludzkości - są ludzie.

    Pozdrawiam
  • @maharaja 11:59:40
    Szanowny Panie,

    Jak wspomniałem w komentarzach powyżej - rola Neon24.pl jest ściśle określona. Nie będę już tego zmieniał, zresztą to nie moje zadanie.

    To zadanie dla ludzi, którzy tutaj piszą, publikują i komentują.
    Administracja portalu - ma tylko ułatwić procesy pojednania Polaków.

    NEON24.pl - jest Forum Polaków. - Wszystkich Polaków.

    Pozdrawiam
  • @maharaja 10:17:10
    Szanowny Panie

    Na marginesie moich komentarzy powyżej... PS.

    Działalność charytatywna tak naprawdę istnieje w krajach zamożnych.
    Im więcej "bogactwa" i pieniędzy, tym więcej również biedy i skrajności.

    W krajach biednych np. Afryce, niektórych krajach Azji - nie istnieje żadna działalność charytatywna... Powstaje pytanie dlaczego?
    Odpowiedź jest prosta: "Żeby dać trzeba mieć".!

    Równość tak naprawdę jest możliwa w warunkach biedy.
    Równość między ludzmi istnieje tylko w momencie śmierci człowieka.

    Cała działalność charytatywna - to moim zdaniem tylko:
    "bańka mydlana" - ku uciesze gawiedzi... oraz bajki - przekazywane dla
    zamazywania ludziom - obrazów nieszczęścia i niesprawiedliwości.

    Pozdrawiam

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930