Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
366 postów 1916 komentarzy

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Polak. Patriota. Humanista.

AMEN-Autobiografia Naukowa-Odc.35

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Stąd do wielkości i wieczności - Bitwa o prymat i... pierwsza wielka przegrana. Całe nasze życie - to WALKA.

AMEN – Autobiografia Naukowa Odc. 35

Stąd do wielkości i wieczności - Bitwa o prymat i... pierwsza wielka przegrana.

Moje ambicje rosły. Kolejnym etapem było marzenie...i próba zbudowania największej grupy – sieci szpitali prywatnych w Australii. Moja Firma - Alpha Pacific Ltd - (potem Alpha Healthcare Ltd), była właścicielem
12/13 własnych klinik, plasując się na trzecim lub czwartym miejscu w kraju, w sektorze medycznym -
(w zależnosci od sposobu oceny wielkości kapitalizacji).

W tamtych latach liderem, największa grupa prywatnych szpitali w Australii była własnością firmy Hospital Corporation of Australia (HCA), która miała 26 szpitali; będąca z kolei własnością... spółki giełdowej z USA Hospital Corporation Of America - największej w tym czasie chyba firmy tego typu na świecie - (w sumie kilkaset szpitali –głównie w USA, Azji, Europie oraz 26 w Australii).

Drugą (co do wielkości) była spółka Hospitals Of Australia, notowana na giełdzie ASX - posiadała 24 szpitale w Australii. Głównym akcjonariuszem tej spółki była firma Mayne Nickless Ltd, która była inwestorem z całkiem innej branży; ogólnie zajmując się usługami transportowymi.

Wszystkich prywatnych szpitali w Australii było w tym okresie 108.

Był rok 1988.

Pewnego dnia, (jak zwykle zaczynałem dzień o 7.00 rano, przeglądem prasy), przeczytałem w gazecie
Financial Times, że zarząd HCA w USA, podjął decyzję rozpoczęcia tzw. „MBA”(Management buy-out).
Czyli zarząd HCA (Hospital Corporation of America) - zaproponował prywatyzację - poprzez ofertę
złożoną na Giełdzie w Nowym Jorku (NASDAQ) na wykup wszystkich jej akcji - od innych właścicieli spółki.
Wiadomość podziałała na mnie - jak „piorun z jasnego nieba inwestycji”...

Od razu wiedziałem: aby zrobić MBA, a przede wszystkim sfinansować taką transakcję, zarząd HCA-
będzie musiał wziąć olbrzymie kredyty lub też... gdzieś znaleźć - duże pieniądze na wykup akcji.
Z komunikatu giełdowego wynikało, że Zarząd HCA, nie miał jeszcze żadnego dużego inwestora.
Jedyną możliwością sfinansowania transakcji... był więc: kredyt bankowy oraz... sprzedaż aktywów.

Bez względu na okoliczności i sposób prywatyzacji, konieczna była również optymalizacja aktywów.
Można to było osiągnąć poprzez dużą redukcję kosztów (np. zatrudnienia), co jednak było mało prawdopodobne...z uwagi negatywne reakcje rynku lub...sprzedaż niektórych aktywów poza USA.
Instynktownie wyczułem drugą możliwość, oraz to, że w pierwszej kolejności, pod młotek i na rynek
- pójdą szpitale poza granicami USA.

Wartość aktywów HCA, analizując publicznie dostępne dokumenty z Giełdy oraz notowania akcji -
wyceniłem na ok. 7.5 miliarda $. A szpitale HCA w Australii – na ok 3-4% całkowitej kwoty.
Wiedziałem jakoś instynktownie, że otwierają się przede mną wrota spełnienia moich marzeń;
próby zbudowania największej grupy prywatnych szpitali w Australii, a potem...
Natychmiast zorganizowałem spotkanie z Prezesem HCA (Thomas First), który był liderem transakcji MBA. Znałem jego osobiście; spotkaliśmy się wcześniej na kilku konferencjach.
No i już tego samego dnia, siedziałem w samolocie do Nashville, Tennesee, USA.
Tam była główna siedziba HCA.

Następnego dnia o 8.00 rano, byłem w jego biurze. Wyglądał na nieco zmęczonego.
Akurat, jak się dowiedziałem, skończył posiedzenie zarządu spółki.
Po krótkim, zdawkowo- kurtuazyjnym wstępie, przeszedłem do konkretów - powodów mojej wizyty.
Thomas mnie poznał, nie musiałem się przedstawiać.Powiedziałem w skrócie, bez żadnej "bawełny":

"Tom, jestem bardzo zainteresowany kupnem wszystkich szpitali, które HCA posiada w Australii. Proponuję 250 mln USD - jaka jest Twoja cena?" 

On spojrzał na mnie nieco dziwnie, przyglądał się długo z absolutnym niedowierzaniem.
Nie mówił nic przez kilka minut; wydawał się jakby nieobecny myślowo... Potem powiedział:

Richard, this is incredible - To nie do wiary, przed chwilą, skończyliśmy spotkanie zarządu HCA, trwało ono całą noc...Dziś rano właśnie zdecydowaliśmy sprzedać australijskie szpitale, za...USD 250 mln USD”.
Przerwał na chwilę, popijając kilka łyków zimnej kawy...i dodał:

„Jak- ty o tym mogłeś wiedzieć? Przecież byłeś... o ile wiem w samolocie.
Czy ty masz szpiega w naszym zarządzie...?

Odpowiedziałem krótko, bez ogródek:
"Oczywiście, nie mam szpiega – ale myślę, zdaję sobie sprawę, że proponowane przez was „MBA” - oferta prywatyzacji będzie wymagać dużych funduszy. Nie wszystko, chyba da się sfinansować kredytem.
Doszedłem- więc do wniosku, że musicie sprzedać również jakieś aktywa.
Australia - to nie jest dla was „core business” czyli główny interes. Bo daleko...ale to bardzo dobre szpitale,
znam je wszystkie i Ja – moja spółka AHL... jesteśmy zainteresowani...


Thomas nadal był w lekkim szoku. Natychmiast zawołał kilku, swoich członków zarządu,
którzy byli jeszcze obecni w biurze. Przekazał im moją propozycję, która wzbudziła reakcję niedowiary.
Po paru godzinach mieliśmy podpisane HoA – „Heads of Agreement” czyli porozumienie wstępne - wiążące
obie strony na wyłączność - na 3 miesiące; zależne tylko od moich zdolnosci sfinansowania całej transakcji. Zapewniłem Zarząd HCA, że nie będzie z tym problemów.

Po podpisaniu dokumentów – „dealu mojego życia” i kieliszku szampana – „na powodzenie” już o 17.00 po południu byłem na pokładzie samolotu, w drodze powrotnej do Sydney.
Następne osiem godzin lotu spędziłem na rozmyślaniach o dalszych planach...
Podczas kilkugodzinnej przerwy w Honolulu na Hawajach, poprzez asystentkę w Sydney udało mi się zorganizować spotkanie z Prezesem Spółki Mayne Ltd, która była właścicielem kontrolnego pakietu
akcji Hospitals Of Australia, drugiej największej grupy prywatnych szpitali w Australii.
Jej siedzibą było Melbourne; podstawowym przedmiotem działalności – transport na terenie całego kraju.

Akurat w 1988 roku, firma przeżywała spory kryzys (po dużych perturbacjach giełdowych), miała też
duże kłopoty z płynnością i jak twierdził rynek - jej przyszłość była pod dużym znakiem zapytania.
Idealny moment - pomyślałem - aby złożyć im ofertę na zakup akcji szpitali HOA.
To przecież nie jest ich główna branża.
Spotkałem się z Lindsay Bathway - przewodniczącym Rady Nadzorczej i złożyłem propozycję zakupu akcji
w HOA, za kwotę 150 mln AUD. Lindsay był zaskoczony ofertą i zaczął pytać o szczegóły moich planów
odnośnie HOA. Pytał przede wszystkim o źródła finansowania. Interesowała go wyłącznie zapłata gotówką - absolutnie nie akcjami. Byłem dość ostrożny w przekazywaniu moich planów i w zasadzie wymigałem się od odpowiedzi. LB powiedział, że przekaże moją ofertę zarządowi.

Następne dni negocjacji, zakończyły się podpisaniem kolejnego HoA... - porozumienia wstępnego.
Warunek ze strony Mayne N. Ltd. był jeden- zapłata za akcje w całości gotówką lub...
„Irreversible Bank Guarantee”. „Nieodwracalną gwarancją bankową”...

To były dla mnie piękne dni, naprawdę piękne dni.
Pełne emocji, kreatywnej twórczości oraz snach o potędze...
W ciągu tygodnia, udało mi się stworzyć podstawę, do budowy największej grupy prywatnych szpitali w Australii.
A może, w przyszłości na świecie. Na początek byłoby ich 63.
Przyszłą wartość rynkową/kapitałową wyceniłem myślowo na kwotę powyżej 2,0 miliardów dolarów australijskich!

Oczywiście był jeszcze jeden mały problem do rozwiązania. Brakowało mi...ok. 400 milionów (AUD).
Moje szpitale (Alpha Healthcare) - były wysoko wyceniane i stanowiły idealny zalążek nowej grupy,
ale mimo tego musiałem... gdzieś tam... znaleźć te $ 400 milionów.
Lewar finansowy aktywów był jednak niesamowity; prognozy wyglądały wyjątkowo dochodowo.
Mimo braku pieniędzy na ich realizację. Byłem jednak pewien, że finansowanie szybko znajdę.
Przecież to tylko... 400 milionów $ - ale...oparte na prawdziwie, dochodowym, realnym „pięciogwiazdkowym” - rynkowym interesie.

Przyszłość wtedy definiowałem według zasady: - „sky is the limit” - niebo jest limitem.
Jeszcze nie wiedziałem, że na moim niebie bez limitów, zaczynają się gromadzić potężne, czarne chmury.
Żyłem - jak w transie, będąc przekonanym, że przyszłość to tylko kwestia właściwej argumentacji.
Wszystko inne wydawało się bez znaczenia, zresztą do tej pory zawsze, jakoś mi się udawało.
Wykonane przez moich ekspertów analizy wartości rynkowej nowej, zrestrukturyzowanej spółki giełdowej – potwierdzały moje prognozy – ok. 2,2 mld dolarów - 5 razy tyle.
Wyjątkowo atrakcyjne przebicie dla każdego inwestora.
Oczywiście, było również wiele innych, pozostałych do rozwiązania...kwestii, jak na przykład
sprawa kontroli rozbudowanej grupy, którą chciałem absolutnie zatrzymać dla siebie, ale na razie
postanowiłem zostawić to na boku...

Zacząłem się zastanawiać, z kim mam zacząć rozmawiać odnośnie moich planów.
Miałem wiele możliwości, mnóstwo kontaktów ale...wiadomo – dopóki nie ma pieniędzy w kasie,
sprawa jest zawsze pod znakiem zapytania.
Na rynku i GPW, dla takich transakcji było sporo gotówki, choć oczywiście to nie była zwyczajna, prosta propozycja dla banku. Musiałem znaleźć odpowiedniego inwestora/gracza, który pomoże mi
znaleźć fundusze - za dobrą cenę, nie będzie domagał się kontroli, a jednocześnie nie będzie zbytnio
ingerować w zarządzanie.

Mój wybór padł na bardzo znanego i poważanego wówczas inwestora giełdowego, mającego dostęp do nieograniczonych wprost pieniędzy.
Sir Peter Milles, taki był jego oficjalny tytuł, był prezesem największego Funduszu Inwestycyjnego w Australii.
Był również w Radzie Nadzorczej Reserve Bank of Australia (czyli Głównego Banku Federalnego).
Umówiłem się z nim na kolację w jednym z najbardziej ekskluzywnych klubów/restauracji Sydney. Zarezerwowałem stolik w prywatnej salce. Wiedziałem zresztą, że to ulubiony lokal Sir Petera.
Zamówiłem jego ulubionego francuskiego szampana i po znakomitej zresztą kolacji, zasiedliśmy
z cygarami do rozmowy.

Ja bardzo rzadko paliłem, ale wiedziałem, że w towarzystwie Sir Petera - jest to wskazane.
Zrobiłem więc wszystko co możliwe, aby zdobyć jego przychylność.
Sir Peter słuchał w milczeniu, z bardzo dużym zainteresowaniem mej propozycji. Kiedy skończyłem powiedział:

Richard, uważam, że to bardzo ciekawa koncepcja. Proszę mi powiedzieć, kiedy możesz przygotować plan biznesowy (ze wszystkimi załącznikami i listami o wyłącznosci - HoA), abym mógł to „dobrze przetrawić”; potem przygotować i przedstawić na najbliższej Radzie naszego Funduszu”.

Wiedziałem, że to obiecujący początek, ale muszę stworzyć coś wyjątkowego.
Poprosiłem o dwa tygodnie czasu.
Przedtem jednak, tak z ostrożności zasugerowałem podpisanie umowy o poufności.
Sir Peter wyraził zgodę na moje propozycje, od razu więc zacząłem pracować nad Planem Biznesu.
Po 2 dniach, miałem gotowy „draft” czyli szkic, kiedy zadzwonił Sir Peter.
Mówił wprost, że mój pomysł bardzo mu się spodobał i, że właściwie cały czas o tym myśli.
Zapytał, czy dam radę jakoś przyspieszyć przygotowanie Biznes Planu (BP), bo za tydzień ma
nadzwyczajne posiedzenie Rady.
Powiedziałem, że zrobię wszystko - co możliwe i zapytałem czy podpisał umowę o poufności.
Odpowiedział, że dał to do departamentu prawnego i podpisze nazajutrz. Tak rzeczywiście zrobił.

W tym czasie pracowałem (wraz z zespołem prawników/doradców) dosłownie dzień i noc nad redakcją i przygotowaniem Planu Biznesowego. Udało się wszystko skończyć w tydzień.
Zrobiłem 10 kopii i osobiście zaniosłem 2 do sekretariatu Sir Petera. Tego dnia późnym wieczorem -
dostałem od niego telefon: Sir Peter powiedział tylko trzy słowa: „Super - genialne - thanks”.

Dwa dni później Sir Peter zadzwonił, natychmiast po posiedzeniu swojej Rady Funduszu; zaprosił mnie
do tego samego klubu i restauracji. Ten sam pokój, ten sam szampan.
Po znakomitej jak zwykle kolacji, usiedliśmy do cygara. Byłem bardzo podekscytowany.

Sir Peter powiedział:
„Richard, powtarzam jeszcze raz: Masz świetny pomysł, przygotowałeś wzorcowy BP (biznes plan). Ale... właśnie...ale - mam dla ciebie dwie wiadomości: jedną złą, drugą dobrą”.

Zaniepokojony zamieniłem się w słuch. Sir Peter powtórzył, że mój pomysł stworzenia największej grupy prywatnych szpitali jest naprawdę super – a więc Zarząd Funduszu, po wielogodzinnych dyskusjach... zdecydował... tę inwestycję zrobić samemu - beze mnie. To jest ta zła wiadomość.

"A jaka jest...ta dobra wiadomość?" - spytałem odruchowo.

"Damy ci super, naprawdę dobrą propozycję odkupienia twoich szpitali -odpowiedział.
Za gotówkę albo damy ci akcje nowej spółki - Możesz wynegocjować naprawdę dobrą cenę – ale...
kontrola musi być po naszej stronie – czyli Funduszu. To jest warunek, który jest poza wszelką dyskusją..."
 

Byłem prawdę mówiąc całkowicie zdruzgotany, jakoś nie mogąc uwierzyć w słowa Petera Milles.
Zgasiłem cygaro i bardzo nerwowo, podniesionym głosem zacząłem mówić.
„Druga propozycja absolutnie mnie nie interesuje.
Odnośnie pierwszej, to mamy podpisaną umowę o wpółpracy, poufności, przygotowaną zgodnie z prawem.
Mam także podpisane dwa „Heads of Agreement” (porozumienia wstępne) z HCA i HOA.
Mówiąc wprost: Jeżeli to jest wasza ostateczna decyzja, propozycja, nie widzę żadnej innej opcji wyjścia,
muszę sprawę natychmiast oddać do Sądu.
Myślałem..., miałem wielką nadzieję, że razem zrobimy super interes ale...teraz nie mam wyjścia...
Będziemy walczyć tam, może przez kilka lat - w Sądach - Sir Peter. Ja będę walczyć - do upadłego
.
 

Całe Nasze Życie - to WALKA.

 Koniec Odcinka 35
Ryszard Opara
 

KOMENTARZE

  • Morderstwo prezydenta Gdańska Adamowicza
    Ta cala sprawa mi brzydko śmierdzi...to inscenizacja służb specjalnych / ustawka dla podniesienia rankingu Owsiaka i dalszego ogłupiania ….ogłupiałych. Ja na to się nie nabiorę.
    https://www.youtube.com/watch?v=_xu8wwpZGX0
  • autor
    Absolutnie pasjonujące.


    Wiedza o kulisach wielkiego biznesu bezcenna. Potwierdza ona dwie prastare prawdy: pierwsza: uczciwość kończy się tam, gdzie zaczynają się wielkie pieniądze. Druga: koniec końców wygrywa ten, kto w danym czasie dysponuje odpowiednim potencjałem ekonomicznym.

    Ot, Peter Milles to po prostu rzeczoznawca do spraw wyceny cudzych pomysłów. Pozbawiony najmniejszych skrupułów moralnych. Potężny lew, który - gdy widzi młodego tygrysa ciągnącego bawoła - bez chwili zastanowienia odgania go od padliny, sam przejmując zdobycz, ew. pozwalając mu uszczknąć co nieco.

    Winą (właściwie nie winą, a naiwnością) tygrysa było to, że z prośbą o zaciągnięcie schwytanego bawoła w zarośla zwrócił się Pan do samca alfa, zamiast skrzyknąć kilku innych towarzyszy gatunku tygrysiego, mniejszego kalibru.

    To zdarzenie można wytłumaczyć jedynie na poziomie behawioralnym - tam, gdzie interesy globalne, moralność kroczy dwa kroki za siłą.

    Oczywiście życzyłbym Dawidowi zwycięstwa - niechby Goliat udławił się tymi aktywami.

    Czekam z niecierpliwością na kolejny odcinek.

    PS.1 Skąd ta kolosalna poprawa językowego poziomu wypowiedzi? Warto temu aspektowi trochę więcej uwagi poświęcić, niż w pierwszych odcinkach... Czemu mamy zawdzięczać ten szlif? Czyżby taki był warunek wstępny wejścia do ulubionej restauracji sir Petera Millesa?

    PS.2. Czy przypadkiem Peter Milles nie rozpisał potem wśród drobnych inwestorów branży szpitalnej akcji na nowe aktywa, pozyskując w ten sposób niezbędne środki, miast ryzykować własnymi?
  • czasami
    uklada sie inaczej.
    I, co?
    Podnosimy sie i idziemy dalej :)
    https://www.youtube.com/watch?v=2AzpHvLWFUM

    Uzupelnienie :)
    https://www.youtube.com/watch?v=uRT6-CHkFpA

    Serdeczne pozdrowienia:)
  • @krysz 11:33:01
    W sumie to dość sprytny pomysł: jak osiągnąć, by X w biznesie nie podjął określonych działań? Trzeba mu przedstawić je jako własny pomysł i nałożyć na niego zobowiązanie do poufności.

    W cywilizowanych krajach powinna jednak istnieć pewna etyka biznesowa... zakaz podbierania cudzych pomysłów.

    Ale kto z nas nie był piratem, hakerem czy innego rodzaju naruszycielem cudzych praw autorskich?

    Kto nigdy nie miał lewej kopii windowsa na komputerze?

    Kto nie korzystał z windowsa przeznaczonego do celów prywatnych w działalności biznesowej?

    Kto nie kupił pirackiej CD?

    Wszystko się do tego właśnie sprowadza... gdy coś jest ogólnodostępne lub jawne (powiedzenie komuś o swoim pomyśle = udostępnienie go), pomysł jest realizowany przez tych, którzy mają środki i możliwości ku temu... czy w Hollywood, czy na Wall Street, czy gdziekolwiek indziej. Inaczej świat by się nie rozwijał, bo mnóstwo innowacyjnych pomysłów umarłoby z powodu braku możliwości realizacji.

    Nie kradnij - świat nie dorósł jeszcze do tego, by ochronę wynikającą z tego przykazania rozciągnąć na ludzką inwencję.
  • @maharaja 10:30:57
    Szanowny Panie Maharaja,

    Dziękuje uprzejmie za miłe komentarze.

    Mam Pan absolutnie rację. W dziesiejszym świecie niestety rządzą pieniądze - i ten kto je ma stanowi prawo i zawsze na rację.

    Oczywiście, czasem zdarzają się wyjątki ale jak wiemy wyjątki są tylko potwierdzeniem reguły.
    I naprawdę cięzko jest zrobić jakieś większe pieniądze bez pieniędzy.
    No ale próbować trzeba...

    I ja będę próbował, będę walczył nadal...
    Nie będę pisał szczegółów - o tym w następnych odcinkach.

    Pozdrawiam
  • @krysz 11:33:01
    Szanowny Panie,

    Dziękuję za komentarz - no i załączone linki.

    Grak Zorba - to jeden z moich ulubionych filmów - tak jak i Anthony Quinn jeden z moich ulubionych aktorów...

    A czy kiedyś widział Pan...taką piękną katastrofę...

    Pozdrawiam

    PS Jak rozumiem, chciał się Pan ze mną skontaktować - nawet podał Pan w poprzednim komentarzu swój telefon.
    Może Pan spróbuje na PW - albo ja wyślę sms - na Pana telefon.
    Chyba, że Pan poda maila - na PW.
  • Zwykly zjadacz chleba mysli ,ze szpitale sa " not for profit" (nie dla zysku).
    Tu tymczasem widac ,ze sa jak najbardziej dla zysku. Z ludzkiego nieszczescia. Zwyklego zjadacza chleba w amerykanskim banku strasza ,ze transakcja powyzej $5000 jest zglaszana do FBI a na granicy kaza deklarowac sume powyzej $10K, rekwiruja pieniadze czasami. Tymczasem pomiedzy panstwami lataja w powietrzu biliony, o ktore nikt nie pyta.
  • @staszek kieliszek 18:52:22
    Szanowny Panie Staszku,

    Moim zdaniem nic na tym świecie nie ma za darmo -
    nie ma czegoś takiego... jak "non for profit" organizations...

    Przecież np. ja w szpitalach musiałem zatrudniać lekarzy, pielęgniarki oraz cały dodatkowy personel medyczny. Bez tego szpital nie istnieje...
    No i przecież Ci ludzie - nie przyszli by do pracy za darmo, mają swoje rodziny, muszą z czegoś żyć, za coś się utrzymać.

    Po drugie szpitale musiałem wyposażyć w łóżka, sale zabiegowe, blok operacyjny, odpowiedni sprzęt diagnostyczny i terapeutyczny - NIKT nie chciał mi dać tego za darmo.

    Po trzecie - to wszystko było finansowane poprzez spółkę giełdową 0 inwestorzy kupowali akcje Alpha Healthcare Ltd, aby dostać dywidendę, sprzedać akcje etc.etc

    Nawet organizacje religijne tzw. charytatywne - budują szpitale po to aby pomagać chorym a przy okazji na tym zarabiać.
    Co dalej robią z wypracowanymi zyskami - to już inna sprawa i decyzja.

    Wydaje mi się to oczywiste.

    Działalność charytatywna istnieje tylko w teorii....
    (no i może w naszych domach, rodzinach).

    Czy Kościół - jest organizacją charytatywną???

    Taki to już jest NASZ Świat.

    Pozdrawiam
  • @Ryszard Opara 01:59:58
    Pan zawsze grzecznie i dokladnie wszystkim odpisuje. Dzieki.

    Ja swietnie rozumiem jakie realia sa i lepiej, ze leczymy sie w nowoczesnych szpitalach a nie w jakichs lazaretach na siennikach za darmo. Obecny boom na przemysl leczniczy skonczy sie z wymarciem wyzu powojennego a to tylko 5-10 lat gora. W USA na 1 skrzyzowaniu powstalo w ciagu ostatnich 15 lat po 3 apteki a kliniki powstaja jak grzyby po deszczu nadal nie wiadomo po co. Ostatnio jezdza naganiacze po domach i namawiaja ludzi na te kliniki bo klijentow brak. W mym miescie, ktore ma 2 wielkie szpitale, koncza wlasnie budowe trzeciego o nazwie Mercy (Litosc). W egzekwowaniu rachunkow nie bedzie "mercy"! Tak wiec nastepny przekret finansowy: Konczy sie wyz demograficzny a akcje szpitali sprzedaje sie jak cieple buleczki nadal. Za 10 lat te apteki beda puste a Mexykanie otworza w nich stoiska z taco albo zmiany na dobre, uzywane opony. Szpitale tez beda zamykac. Na ostatniej sumie w kosciele ogloszono, ze 9 podstawowych szkol katolickich w mym miescie zostanie zamknietych bo dzieci nie ma.

    Zadaje Pan pytanie:"Czy Kościół - jest organizacją charytatywną???"
    Odpowiadam: Tak. Nie ma na gieldzie akcji kosciola jeszcze.

    Co mnie najbardziej denerwuje w finansach kosciola to dziecinne wrecz podejscie do finansow. Ksieza, ludzie wyksztalceni, a podejmuja wrecz kobiece decyzje finansowe jakby kasa nigdy nie przestala plynac.Tymczasem wiernych brak co daja na tace. W mym kosciele grupa kobiet w radzie parafialnej zadecydowala by wyremontowac kuchnie w przykoscielnej szkole , ktora nie funkcjonuje juz od 50 lat. $80K poszlo na ta kuchnie. Podobnie jest w amerykanskich kosciolach katolickich. Byla moda na budowanie "social halls" ( swietlic), wyposazonych w zawodowa kuchnie restauracyjna ze stali nierdzewnej z najnowszym systemem przeciwpozarowym($35K), itp, itc. Taka salka integracyjna z ta kuchnia to co najmniej $1.6 mln. Ile razy uzywana jest w ciagu roku? Dwa razy na sprzedaz paczkow i kawy na co kuchni zawodowej nie potrzeba. Profesjonalne , restauracyjne palniki w tych wielkich kuchniach nadal sa obcagniete folia i instrukcja obslugi, nigdy nie byly uzywane i w takim stanie wyladuja na zlom. Sklad zlomu w mym miescie to wlasnosc Zyda.
  • @staszek kieliszek 04:40:19
    Szanowny Panie,

    No cóż...tak zostałem wychowany - zawsze grzecznie odpowiadać na zadane mi pytania. Nawet jak mam zupełnie inną opinię i się z nimi nie zgadzam. Myślę, że jestem w tym wieku, że się chyba już nie zmienię.

    Bardzo nie lubię przeklinać, nie lubię jak ludzie używają wulgarnego języka a szczególnie jak to robią kobiety... dla których zawsze miałem wielki szacunek, choć prawdę mówiąc, nie potrafiłem kobiet w życiu zrozumieć.

    Zawsze byłem zdania, że każdy może mieć inne poglądy, ale należy się wyrażać w normalny, kulturalny sposób.

    Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru (albo poranka).
  • @Ryszard Opara 05:53:20
    Panie Ryszardzie! Kobiety zrozumiec Pan chcial !? Ja ciagle powtarzarzam, ze kobiety to dzieci a jedynie wyrosniete.
    Niech sobie Pan wyobrazi , ze moja ( lat 66) wyskoczyla z projektem zrobienia polskiej prywatki z lat 60-70. Maja sie przebierac w stroje z epoki a mnie kazala zrobic galarete z nozek i znalezsc gdzies szklana lufke do papierosow a mnie juz nic sie nie chce.
  • @staszek kieliszek 06:30:04
    Do nóżek dobra jest solidna czyściocha. I kawałek pieczywa na powąchanie po ,,lufce,,
    Może się panu wtedy ,,zachce,,?
  • @staszek kieliszek 06:30:04
    Panie Staszku,

    Wydaje mi się, że między nami jest bardzo wiele podobieństw - pewnie również mamy wiele wspólnych rzeczy, jesteśmy w podobnym wieku itd.
    Dlatego również pewnie rozumiemy siebie nawzajem dość dobrze.

    A kiedy Pan planuje tę polską prywatkę z lat 60-70tych.
    Moze wpadnę, zwłaszcza jeżeli Panu się już nic nie chce.

    Ja ciągle jestem pełen energii - nigdy nie zmęczony, nigdy nie choruję.
    Mam nadzieję...jeszcze wiele, bardzo wiele przede mną...
    A więc może do zobaczenia....

    Pozdrawiam
  • @zbig71 08:22:03
    Całkowicie się z Panem zgadzam...
    Rozumiem, że obaj jesteśmy zaproszeni na tę prywatkę.

    Do zobaczenia więc, a może wtedy i Panu Staszkowi się zachce...

    Pozdrawiam

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930