Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
347 postów 1881 komentarzy

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Polak. Patriota. Humanista.

AMEN-Autobiografia Naukowa -Odc.34

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Lata wzrostu i sukcesów na ASX – okres świetności. To było, minęło - ale to musi wrócić.

AMEN – Autobiografia Naukowa Odc. 34

Lata wzrostu i sukcesów na ASX – okres świetności.

W ciągu paru lat, spółkę „matkę” jako holding Alpha Healthcare Ltd przekształciłem w dużą firmę, która miała kilkanaście szpitali (jako własność) plus jeden w zarządzaniu. Całość wykreowałem... właściwie z niczego, jedynym partnerem - doradcą...była moja logika, pragmatyzm i własny rozum. No i determinacja... 

Oczywiście, nie wszystko odbywało się bez problemów, nie wszystkie plany udało się zrealizować.
Ale o porażkach nie pamiętałem długo – starając się nauczyć z nich jedynie właściwych lekcji.

Mieszkałem wtedy w ekskluzywnej dzielnicy St.Ives, na północy Sydney, gdzie zbudowałem wielki, przepiękny dom (o powierzchni ok. 2,000 m2) z salą koncertową, kortem tenisowym, basenem, na działce 6,000 m2.
W Sydney była to powierzchnia wyjątkowej wielkości, rzadko spotykana.
Spełniłem wtedy, jedno z glównych marzeń swojego dzieciństwa – może po raz pierwszy ale nie ostatni. Rezydencja miała 10 sypialni – każda z łazienką.
Byłem osobą coraz bardziej znaną, wszędzie zapraszaną, także do prestiżowych organizacji czy też ekskluzywnych, elitarnych klubów. Cała „śmietanka” towarzyska Sydney, bywała u nas w domu.

Historia z aligatorem… Czyli - który chce być sławny, a który bogaty.

Aby zostać sławnym i bogatym, musiałem jeszcze, jednak wpierw...osobiście odwiedzić Florydę, w USA -
aby tam własnie zdecydować: co więcej w życiu znaczy: sława czy pieniądze.

Było to wkrótce po otwarciu Mt Wilga - drugiego szpitala rehabilitacji dla poszkodowanych w urazach komunikacyjnych, a przed rozpoczęciem budowy kolejnych, które miałem „na tapecie” architeków m.in.
– w różnych dzielnicach Sydney, oraz innych miastach: Woolongong, Gosford.
Byłem wtedy jak to się mówi „na fali”, chociaż akurat wtedy... mieszkałem z dala od oceanu.
Powodziło mi się świetnie, a cały rynek świata medycznego (jak mnie się wydawało)- stał przede mną otworem.

Dostawałem także mnóstwo zaproszeń, na różne konferencje medyczne w Australii, NZ i USA.

Nie bardzo miałem czas aby na wszystkie jeździć ale na światową ekspozycję Centrum Badań i Produkcji
sprzętu do rehabilitacji w Miami, USA – zdecydowałem pojechać.
Zaproszenie było własnoręcznie napisane przez prezesa i właściciela firmy „N-Rehab” Georga W., który
będąc w Australii odwiedził także moje szpitale, chociaż jakoś, nie poznaliśmy się wtedy osobiście.

George, zaprosił mnie wpierw na swoje rancho, gdzieś niedaleko Miami, obiecując wysłać na lotnisko kierowcę. Dowiedziałem się od znajomych biznesmenów, że George - był niesłychanie zamożnym, choć także nieco ekscentrycznym człowiekiem. Był uważany za jednego z głównych „guru” - prekursora inwestycji w szpitalach prywatnych, głównie rehabilitacyjnych w USA. Zaciekawiło mnie to bardzo.

Na konferencję wybrałem się z dr Davidem Manor, moim naczelnym dyrektorem rehabilitacji neurologicznej.
Po długim locie, wylądowaniu na lotnisku w Miami - pojawił się jednak problem: było już dobrze po pólnocy,
wokół pusto - wydawało się, że nikt na nas nie czeka, a ja nie znałem adresu ani telefonu George’a.
Był poniedziałek...rezerwację w hotelu mieliśmy od czwartku; wtedy bowiem - zaczynała się konferencja.

Obaj byliśmy w garniturach, pod krawatem. Z boku stał wprawdzie jakiś jeden, starszy facet, który wyglądał
raczej na „bezdomnego obwiesia”: w klapkach, szortach i podartej koszuli, a poza nim nie było nikogo więcej. Zaczeliśmy dość nerwowo chodzić wokół, zastanawiając się nad...co dalej robić.
W końcu okazało się, że...ten gość, ten "obwieś" - to właśnie George W., który z kolei był przekonany,
że to my go pierwsi rozpoznamy i podejdziemy do niego...

George był z natury małomówny, ale po wyjaśnieniu wątpliwości typu „who i who” (kto jest kto), nieco może zdezorientowani, udaliśmy się za „obwiesiem” do samochodu. Przedstawił się nam jako GW ale trudno było
to sprawdzić; zapytać o paszport. Spodziewaliśmy się kierowcy; tymczasem przyjechał on sam.

Trochę nam ulżyło, gdy zobaczyliśmy jego auto: wielki wojskowy, samochód terenowy, który robił wrażenie; wyglądał jak wóz pancerny. W środku było jeszcze lepiej. Obsługa damska i kierowca.
Dostaliśmy na powitanie jakiegoś drinka z Burbonem, małe „petit four” - czyli coś niecoś do zjedzenia oraz
w prezencie ręczne zegarki - do mierzenia pulsu oraz odległości.

Podróż na rancho trwała 3 godziny a ponieważ szyby pojazdu były zaciemnione, niewiele widziałem.
George, był osobą rzeczywiście niesłychanie ekscentryczną. Im lepiej go poznawałem, tym bardziej mnie zaskakiwał – swoją niezwykłością. Oto - kilka przykładów niezwykłości Georga.

Jego rancho było olbrzymie, miało kilkadziesiąt tysięcy hektarów i nazywało się „Eldorado Bis”.
Sama Rezydencja, na kilku hektarach wypielęgnowanego ogrodu, ogrodzona wysokim na 4 metry płotem elektrycznym była w stylu kolonialnym. Wspaniały, biały Pałac: typu „Przemineło z wiatrem”
Za pałacem był duży basen, 2 korty tenisowe – wszystko przykryte szklanym, rozsuwanym dachem.
Było tam też obok prywatne pole golfowe. Kilkaset hektarów zajmowało prywatne lotnisko, na którym
stało kilka samolotów i helikopterów, między nimi autentyczny, olbrzymi... Boeing 747.
Ponoć rzadko używany ale całkowicie sprawny.

Po prawej stronie od frontu, kilkaset hektarów, zajmowało... prywatne ZOO Georga, bardzo dobrze ogrodzone płotem podwójnym, elektrycznym wysokim na 4 metry. Dzikie zwierzęta (lwy, tygrysy, słonie nosorożce), były
w odpowiednio dużych klatkach - tak, jak to w prawdziwym, publicznym ZOO.
W sumie - był to najlepiej zorganizowany Ogród Zoologiczny, jaki kiedykolwiek w życiu widziałem.
(Osobiście nie lubię ogrodów zoologicznych, uważam, że zwierzęta powinny żyć na wolności).

Poprzez środek ZOO i parku dla zwierząt płynęła rzeka, w której pławiły się autentyczne aligatory.
Zapewne między innymi zwierzętami wodnymi. Ale przynajmniej aligatory było wszędzie widać.
Wszystko super urządzone, z głową oraz zabezpieczone.
ZOO było prawdziwą dumą Georga i jedną z pierwszych rzeczy, które nam pokazał.
George uwielbiał to miejsce; w szczególności jakby podziwiał dzikość, niesamowitość i drapieżność zwierząt...
ale jego faworytem- były właśnie aligatory. Pokazał je nam pod koniec dnia, po zachodzie słońca,
ale było jeszcze na tyle widno, że mogliśmy je doskonale zobaczyć.
Zresztą brzegi szerokiej na 20-30 metrów rzeki, były dość dobrze oświetlone.
Wsiedliśmy do dużej, specjalnej pancernej łodzi i pływaliśmy wokół ponad godzinę, podczas gdy nasz
gospodarz, karmił gady, rzucając im wysoko w górę, kawałki zakrwawionego mięsa.
Aligatory wyskakiwały z wody.

Widocznym było, że karmienie aligatorów sprawiało wielką satysfakcję... dla George.

Cały dzień oglądania posiadłości Georga oraz prywatnego ZOO - było dla mnie i kolegi – Dr Manor dość surrealistyczne w swojej niezwykłości a zakończenie wieczoru, było wprost niewiarygodne...

Byliśmy jeszcze na pokładzie łodzi, pływając ciągle wokół głodnego stada aligatorów.
Nagle George, zwrócił się do nas z pytaniem:
„Tell me, my dear friends which one of you, want to be rich and… who wants to be famous” - Powiedzcie mi drodzy przyjaciele: który z was chce być bogaty, a który sławny".

Nie powiedziałem nic. Dr Manor, jako lekarz odpowiedział, że...on... wolałby być sławnym.
Mnie więc pozostała druga alternatywa i stwierdziłem..., że chcę być albo zostać bogatym.

Na to George zaproponował:
„OK, David. Na mój sygnał wskocz do rzeki, między aligatory - Ja dam Richardowi dobrą kamerę,
żeby nakręcił prawdziwy, dokumentalny film, o tym jak drapieżniki rozrywają człowieka (i to doktora)
błyskawicznie na strzępy.
Ty będziesz sławny - jako pierwszy ochotnik, który poświęcił życie dla spełnienia woli natury i ewolucji.
Richard będzie bogaty. Każdy zapłaci jemu...za ten film, mnóstwo pieniędzy...”

Nie muszę dodawać, że dr Manor stracił szybko ochotę zostania sławnym – ja swój majątek zrobiłem całkiem inaczej – normalną drogą.

George W. był wyjątkowym, niezapomnianym człowiekiem w moim życiu.
Może trochę, jak pisałem wcześniej – ekscentryczny... ale jednak pełen mądrości życiowej.
Nie miał żadnego wykształcenia, został sierotą w dzieciństwie. Nawet nie pamiętał swoich rodziców.
Sam dorobił się wielkiego majątku. Stworzył imperium i World Brand. W krótkim czasie polubiłem go.
Zostaliśmy nawet w pewnym czasie przyjaciółmi. Nigdy nie był żonaty; z wielu powodów, ale nie narzekał
na brak zainteresowania ze strony kobiet. Ubierał się zawsze bardzo skromnie, nawet jakby „po dziadowsku”.
Nie rozumiałem powodów dlaczego tak robił... czy to była ekstrawagancja, wygoda, chęć zwrócenia na siebie uwagi ale w zupełnie inny od standartu sposób...A jednak...coś w nim było, niezwykłego.

Kiedyś zapytał mnie czy wiem..., jak można zdobyć każdą kobietę? Tak właściwie, bez żadnego podtekstu... Odpowiedziałem:
Wydaje mi się, że mam trochę w tym doświadczeń, ale zawsze posłucham rady innego, mężczyzny – doświadczonego - tak jak ty...
On będąc w zamyśleniu, patrzac w niebo zamruczał: -
OK, pokaże ci, jak to się robi – przy jakiejś okazji. Może ty... zrozumiesz kobiety...ja do tej pory mam problemy...

Po kilku dniach, George zaprosił mnie na przejażdżkę - jednym ze swoich ekscentrycznych samochodów....
Warunek był jeden: ja prowadzę, jadę tam...gdzie mi się spodoba. Mam nic nie gadać, tylko obserwować,
jak on będzie podrywał młodą, obcą kobietę. Pojechaliśmy do miejscowości Sydney... ale...na Florydzie.
(Patrząc na mapę Florydy, chciałem zobaczyć jak wygląda, to inne Sydney - w Ameryce... i zdecydowałem
pojechać właśnie tam. 
Na miejscu weszliśmy do jakiejś księgarni. George podszedł do stoiska z książkami kucharskimi.
Po chwili zauważył tam pracownicę sklepu - młodą, szczupłą (ok. 23 lat), bardzo atrakcyjną blondynkę.
Podszedł do niej, poprosił o pomoc w znalezieniu publikacji na temat kuchni tajlandzkiej.
Rozmawiał z nią długo, wyglądając na bardzo zainteresowanego tematem. Nawiasem mówiąc był dobrym kucharzem, a gotowanie było jedną z głównych pasji, sposobu spędzania samotnosci.
W końcu kupił jakieś 2 książki. Zapłacił gotówką.

Stałem cały czas obok i słyszałem co mówi. Nic nadzwyczajnego ani prowokującego. Wyszliśmy na lunch.
W tym czasie George w ogóle nawet do książek nie zajrzał.
Po 2 godzinach, wróciliśmy do tej księgarni i zaczął znowu dialog (tylko o książkach) z tą samą blondynką.
Mówił, że jest „starym kawalerem” jego pasją było i jest...gotowanie i chciał się bardzo nauczyć kuchni tajskiej.
Kupił jeszcze jakieś 2 książki. Dwa dni później, wróciliśmy do księgarni.
Znowu trochę nudnawa rozmowa z tą samą, młodą dziewczyną.
W sumie...naprawdę nic znaczącego...z tej rozmowy nie wynikało.

George oddał jej wszystkie książki. Mówił, że chyba gotowanie jest jednak...na teraz... nie dla niego.
Potem przy mnie, przedstawił się, podał jednak całkiem inne nazwisko, oraz zaprosił ją na kolację.
Byliśmy we trójkę, prawie cały czas. Ja, prawie się nie odzywałem, słuchałem. Tłumaczyłem, że słabo znam angielski, że mnie trochę boli głowa.
George był bardzo miły, elokwentny, zabawny, opowiadał dowcipy – ale żadnych propozycji...

Kilka dni później dziewczyna została kochanką Georga. Oczywiście nie znam szczegółów znajomości.
On miał lat 70, ona 23. Podobno byli razem kilka miesięcy...
Czy ona robiła to dla pieniędzy, czy jej się opłacało - nie wiem. Jaki „on był w łóżku” też nie wiem.
Trudno było mi uwierzyć, że było między nimi jakieś uczucie, a z drugiej strony, ona nie wyglądała na
zwykłą materialistkę... żądną pieniędzy.
W mojej ocenie – obserwując całe zdarzenie z boku była normalna, mądra w rozmowie; uczciwa...

Nie wiem może szukała pomysłu na życie. Wiem, może trudno czasem zrozumieć blondynki –
moim zdaniem ona była chyba farbowana... ale jej działania, cały czas wyglądały na racjonalne.
Choć dla mnie, nie do końca zrozumiałe.

George niestety - kilka lat później popełnił samobójstwo. Rzucił się do swojej rzeki... z głodnymi aligatorami.
Zrobił to w swiadomości samotności. Nie został przez to sławny, ani bogaty.
Tego nie potrzebował. On taki już od dawna był... Przynajmniej w złudzeniach codzienności...

Miał jakąś daleką rodzinę ale cały swój majątek, wszytko ponoć - przekazał na cele charytatywne.
Swoją firmę całkowicie sprzedał - zlikwidował.

Przed śmiercią stwierdził w rozmowie ze mną, że życie przestało go interesować i nie widzi sensu...
ciągnąć dalej tej komedii. Zdecydował więc odejść - w pełni zdrowia i świadomości - do nieskończoności.
Byłem zaskoczony, nieco wzburzony i przez parę dni smutny ...ale w sumie nie powiedziałem NIC.
Skoro taka była jego decyzja - nie miałem na to żadnego wpływu - byłem na drugiej, innej połowie tego świata.

Ja dzięki niemu... też nic nie zdobyłem. Czy świat coś stracił - nie wiem... 
Może jakieś kolejne moje doświadczenie życiowe, ale na pewno - nie stałem się dzięki niemu też...
ani sławny ani bogaty.

Ces't la vie - and Let it Be.

AMEN

Koniec odcinka 34.
Ryszard Opara
 

KOMENTARZE

  • Pytanie!
    Przepraszam, że moje pytanie nie ma bezpośredniego związku z Pana biografią, ale bardzo proszę o odpowiedź na następujące pytanie: Czy zaistniała kiedykolwiek w Australii taka sytuacja, że były publiczne szpitale, czy inne państwowe instytucje, które miały braki w wyposażeniu i w związku z tym powstała fundacja charytatywna, która przy pomocy kwestujących dzieci zbierała fundusze, za które kupowała brakujący sprzęt do tych instytucji i im go wypożyczała?
  • @GPS 06:06:24
    Szanowny Panie GPS,

    Nigdy nie słyszałem o takiej sytuacji aby publiczne szpitale czy też jakieś inne instytucje państwowe, miały braki w wyposażeniu...a w związku z tym powstała jakaś fundacja charytatywna, która przy pomocy kwestujących dzieci zbierała fundusze na brakujący sprzęt do tych instytucji a potem ten sprzęt wypożyczała. Wszystko to brzmi bardzo mało prawdopodobnie.

    Być może wszystkiego tak dobrze nie znam, być może tak bywało dawniej ale ostatecznie mieszkam tu z przerwami od 1980 roku - coś bym słyszał.

    Obecnie budowane szpitale państwowe są naprawdę znakomicie - moim zdaniem wyposażone, mają najlepszy dostępny sprzęt diagnostyczny.

    Oczywiście, jest również wiele rozmaitych fundacji charytatywnych, wspomagajacych biednych, bezdomnych, chorych, sieroty - najbardziej np. znana Wesley Mission, która istnieje of ponad 100 lat - ale to już chyba inna sprawa.

    Jeżeli Pan będzie miał jakieś konkretne pytania z chęcią odpowiem.

    Pozdrawiam
  • @Autor
    Czyli jednak poszedł Pan drogą Georga W.; on uwielbiał życie i jak się nim znudził to z niego zrezygnował.

    Pan chciał być bogaty i nasyciwszy się bogactwem wrócił "do korzeni".

    Koniec taki sam.

    Cóz. Nadzy sie rodzimy i odchodząc nic nie zabieramy.
  • Polecam najnowszą wersję :
    https://cont.ws/@detektywjarzynski/1190015
  • Z przyjemnoscia
    czytam Panska biografie :)
    Duzy talent literacki.
    Przypuszczam, ze Panska kariera spelnilaby sie niezaleznie od wyboru profesji:).
    Jako pisarz bylby Pan rowiez - i bogaty, i slawny.
    Wspomina Pan czasy swojego dziecinstwa..
    Szkolny incydent: "chce byc bogaty".
    Ja chcialem w moim zyciu byc tylko szczesliwym.
    I tez mi sie udalo :)
    ......................

    Kilka dni temu ( bodajze w okolicach 31-go odcinka Panskiej biografii) postawilem sobie pytanie, co zrobilbym bedac chociaz w jednej setnej tak bogaty, jak Pan?
    Pomyslalem o Panu Piskorskim, ktory juz trzeci rok z rzedu wieziony jest bez wyroku i moim zdaniem bezprawnie w Polsce.
    Mysle, ze bez wahania wplacilbym wymagana kaucje 300 000 PLN za to,
    aby zostal zwolniony z aresztu sledczego.
    Ot, tak... Byloby to bardzo "human".
    Nelson Mandela byl wieziony od 1962 do 1990 roku.
    I zostal prezydentem RPA.
    Tak mi cos gwiazdy na niebie ( i fusy po kawie) podpowiadaja, ze i Mateusz Piskorski bedzie kiedys znaczaca postacia (premier/prezydent) w Polsce.
    I gdyby moj dobroczynny gest pozbawic okreslenia "human", to na pewno bylaby to dobra inwestycja na przyszlosc.
    Tym bardziej, ze jest to tylko kaucja.

    Serdeczne pozdrowienia
    -krysz
  • @krysz 13:41:01
    Ciekawe, czy w innych krajach szpiedzy i agenci obcych służb mogą wychodzić za kaucją?
  • @zbig71 13:52:23
    Nie wiem. I nie interesuje mnie to.
    Uwazasz, ze Mateusz Piskorski jest szpiegiem/agentem?
    Bede wdzieczny, jesli jakos uzasadnisz swoje widzimisie.
  • @Krzysztof J. Wojtas 08:08:12
    Szanowny Panie Krzysztofie,

    Ja absolutnie nie poszedłem drogą Georga W.

    Owszem, być może obaj bardzo uwielbialiśmy nasze życie.
    George zdobył wielkie bogactwa, miał wszystko ale może właśnie...mimo wszystko nie był szczęśliwy i dlatego zdecydował odejść w szczycie chwały

    Ja kiedyś byłem bardzo zamożny (oczywiście nie tak jak George) ale potem w rozmaitych okolicznościach, z rozmaitych powodów straciłem swój majątek...
    Ale ja nadal żyję - i przynajmniej moim zdaniem mam przed sobą jeszcze bardzo wiele - mam do spełnienia "Misję Mojego Życia".
    I będę walczył do końca.

    Ale kiedyś tam, wszyscy będziemy musieli odejść.
    Tak jak Pan słusznie podsumował:
    "Koniec jest dla wszystkich taki sam.
    Nadzy się rodzimy i z niczym odchodzimy".

    To jedyna chyba niekwestionowana sprawiedliwość na naszym świecie.

    Pozdrawiam
  • @zbig71 13:52:23
    W żadnych, w tym i USA.
  • @krysz 13:41:01
    Szanowny Panie Krysz,

    Dziękuję bardzo za miłe słowa - mam nadzieję, że będzie Pan nadal czytał moją biografię - jest jeszcze sporo... może 60-70 odcinków i myślę sporo ciekawych rzeczy - będę czekał na dalsze komentarze.

    Piszę również kolejne książki - zajmuje się tym obecnie na codzień.

    Odnośnie Pana Mateusza Piskorskiego...
    Poznałem go kiedyś osobiście i nawet przez pewien czas spotykaliśmy się często. Przychodził do nas do biura na Nowym Świecie. Byłem też obecny (zaproszony) na inaugurację działalności założonej przez niego Partii - "ZMIANA". Miałem tam nawet krótkie wystąpienie, mieliśmy plany współpracy... ale jakoś do tego nie doszło. Przyszłość pokaże...

    Nie bardzo orientuję się w sprawach jego działalności, o których on jest oskarżany i przyznaję, że jestem bardzo całą sprawą zbulwersowany...
    Niestety...tak działa w Polsce Wymiar Sprawiedliwości, który jest zawsze zdominowany interesami partyjnymi.

    Kwestia "kaucji" - trochę się obawiam, że to jest jakaś prowokacja - aby ''znaleźć" współpracowników Pana Psikorskiego i tym samym udowodnić jakiś "antypolski" spisek - znaleźć argumenty na kontynuacje aresztu a nawet ewentualny wyrok.
    Mam nadzieję, że się mylę, ale prawda jest taka, że faktycznie szpiedzy i agenci obcych wywiadów, nie mogą być zwalniani za kaucją...
    Raz jeszcze - mam nadzieję, że się mylę.

    Pozdrawiam

    Ryszard Opara
  • @zbig71 13:52:23
    Szanowny Panie

    Moim zdaniem - ma Pan rację:
    "w innych krajach szpiedzy i agenci obcych służb nie mogą wychodzić za kaucją... Mogą być np. wymieniani na obcych agentów...innych krajów.

    Osobiście uważam, że Pan Piskorski nigdy nie był agentem żadnego wywiadu... To że sympatyzował z Rosją i byłymi krajami należącymi do ZSRR, wcale nie oznacza, ze był agentem rosyjskim.
    Moim zdaniem Pan Piskorski - miał pragmatyczne poglądy polityczne.

    Pozdrawiam
  • @Krzysztof J. Wojtas 08:08:12
    "Cóz. Nadzy sie rodzimy i odchodząc nic nie zabieramy."

    W sumie zabieramy. Tylko nie to, co materialne.
  • @Ryszard Opara 14:26:26
    Chyba Pan nie zrozumiał.
    Georgowi W. najbardziej zależało na przeżywaniu (ciekawych sytuacji, zdobywaniu itp.). To można mieć tylko żyjąc.

    Pan chciał być bogatym.

    Obu wam odebrano (odebrał los) to, co było dla was najcenniejsze. Jemu życie, panu bogactwo.
    To w jaki sposób i dlaczego - to odrębna historia, która wymagałaby bardzo długiego naświetlenia.
  • @lipao45 14:59:43
    A co takiego niematerialnego - mógłby Pan to określić?
    Ciekaw jestem zdania na ten temat, bo mam podobne.
  • @krysz 14:13:06
    Uważam, że jest niewinny, wsadzony do ciupy na ,,życzenie,, SBU. Moje pytanie polega na tym, aby wykazać kretynizm rządzących. Jeśli jest gość, któremu zarzuca się szpiegostwo na rzecz FR i ChRL, to w takim razie za żadną kaucją nie powinien mieć możliwość wyjścia. Zbyt ważny więzień. A tu proszę, kaucja. Stąd moje pytanie.
  • @Ryszard Opara 14:51:06
    Podejrzewam, że M.Piskorski naraził się opcji proukraińskiej w Polsce, a ta jest niemała. Choćby PO i PiS. Po za tym mogły wyjść odpowiednie rozkazy od mocodawców naszych włodarzy, a im raczej nikt w cudnym raju nie odmawia.
  • @Ryszard Opara 07:30:22
    W Kanadzie służba zdrowia i szpitale są opłacane z publicznych pieniędzy. Podobno filantropia stanowi ważne uzupełnienie finansowania szpitali. Słyszałem, że wiele szpitali ma własne organizacje charytatywne zbierające pieniądze na sprzęt. Przykładem mogą być takie znane szpitale jak Sick Children Hospital lub Princess Margaret Hospital in Toronto. Czy to prawda?

    Ciekawi mnie czy podobne mechanizmy działają w Australii. Czy w szpitalach w Australii, które Pan wybudował, albo jakichś innych, które Pan zna, działają organizacje charytatywne, które kupują wyposażenie szpitala? Czy zna Pan więcej takich szpitali na świecie, które swoje wyposażenie finansują z założonych przez siebie fundacji charytatywnych?

    Interesuje mnie to w kontekście akcji Jurka Owsiaka i WOŚP. Moim zdaniem organizacja charytatywna powinna wspierać poszkodowanych ludzi, a nie jakiekolwiek instytucje. Dlatego pytam: https://www.salon24.pl/u/gps65/925148,gdzie-na-swiecie-charytatywnosc-polega-na-pomaganiu-partackim-instytucjom-panstwowym
  • A ja mam takie pytanie
    Czy gdyby pańska sytuacja materialna na to pozwalała, gdyby pieniędzy kilka kufrów w piwnicy stało - to jeszcze raz budował by Pan dom o powierzchni 2000 m2 ?
  • @GPS 19:42:30
    Szanowny Panie,

    Służba Zdrowia w Kanadzie - szczególnie publiczna, państwowa jest w sumie bardzo dobrze zorganizowana - i na bardzo wysokim poziomie.
    Odbywa się to jednak wysokimi kosztami dla podatników
    W Kanadzie chyba ok 13% dochodów państwa jest przeznaczonych własnie na opiekę zdrowotną i służbę zdrowia. Tak przynajmniej było do niedawna - kilka lat temu.

    Oczywiście słyszałem o wielu szpitalach (jak Pan m.in. wspomniał) które, poprzez własne fundacje charytatywne wspomagają własną działalność.
    Nie znam szczegółów ale jestem pewien, że absolutna większość pięniedzy z działalności charywatywnych idzie bezpośrednio do ludzi - chorych np na nowotwory; rozmaite choroby cywilizacyjne; pacjentów poszkodowanych po wypadkach.
    Za sprzęt i wyposażenie diagnostyczne szpitali - płaci Państwo.

    Podobnie jest w Australii. Szpitale Państwowe są finansowane z kasy Ministerstwa Zdrowia a nie przez organizacje charytatywne.

    Przypuszczałem, że Pana pytanie dotyczy działalności akcji J. Owsiaka i WOŚP i absolutnie się zgadzam, że tego typu dziłalność charytatywna, powinna wspomagać ludzi chorych i poszkodowanych a nie instytucje.

    Pozdrawiam
  • @zadziwiony 20:54:59
    Szanowny Panie,

    Spełniłem kilka razy w życiu, swoje marzenie z dzieciństwa - zbudowałem kilka bardzo dużych domów... dlatego, że w dzieciństwie przeżyłem wiele dramatów, o których już pisałem.

    Oprócz tego, zawsze chciałem mieć dużo dzieci - i marzyłem o tym aby one wychowywały się w warunkach dużo lepszych niż moje dzieciństwo.
    Chciałem mieć 12 dzieci (tak jak...Jan Skrzetuski z Trylogii Sienkiewicza)
    Ostatecznie miałem tylko sześcioro...

    Dzisiaj wszystkie są dorosłe...no i chcą być samodzielne.
    Przykro mi czasem z tego powodu - ale je rozumiem.

    Dziś żyję w niedużym ale ładnym, wynajętym mieszkaniu.

    Gdybym dziś miał dużo pieniędzy, przeznaczył bym je na inne cele.
    Napewno nie na budowę dużego domu o powierzchi 2000m2.

    Przeznaczył bym je na leczenie ludzi chorych - na rozmaite choroby cywilizacyjne, które są zmorą współczesności i moim zdaniem olbrzymim zagrożeniem dla przyszłości.

    Dziś marzę o tym aby się zająć Medycyną Cybernetyczną, która moim zdaniem jest przyszłością dla zdrowia ludzkości.
    Będę o tym pisał wkrótce...

    Pozdrawiam
  • Google tajnym narzędziem walki Tajnej Światowej Władzy Centrum >CIA /Mossad z dysydentami na świecie
    https://cont.ws/@detektywjarzynski/1192227
  • @Ryszard Opara 00:15:08
    Znaczy.... pewnie idzie Pan w dobrym kieruknu.
    Pozdrawiam.
  • @detektywmjarzynski 06:04:19
    Jeśli ktoś sądzi, że media społeczne nie służą ugruntowaniu i zapewnienia absolutnej władzy odpowiednim ludziom, to jest po prostu infantylny.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031