Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
393 posty 1998 komentarzy

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Polak. Patriota. Humanista.

AMEN-Autobiografia Naukowa-Odc.33

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Inny wymiar pieniądza. ASX Australian Stock Exchange. Giełda Papierów Wartościowych. Prawo Rynku jest proste. RYNEK - ma zawsze rację.

AMEN – Autobiografia Naukowa odc. 33.

Inny wymiar pieniądza.
ASX Australian Stock Exchange. Giełda Papierów Wartościowych

Oczywiście, prócz codziennej pracy, polegającej na zarządzaniu szpitalami, udzielałem się aktywnie, na wielu innych frontach. To była niemalże konieczność –moje własne przekonanie, że to najlepsza droga rozwoju.
Musiałem na przykład spotykać się z wieloma lekarzami, różych specjalności oraz ludźmi biznesu.
Każdy z nich był inny, miał inne zainteresowania; a moim głównym zadaniem była promocja naszych szpitali.

Nie było to wyjątkowo trudne - ponieważ jestem człowiekiem dość otwartym; byłem też sportowcem i zapalonym tenisistą; grałem „w brydż”- łatwo nawiązywałem potrzebne kontakty towarzyskie.
Z tych też powodów... pragmatycznej konieczności interesów - zacząłem grać w golfa.
Bardzo popularnego wśród Elit Australii

Zapisałem się do kilku prestiżowych klubów i organizacji w Sydney; m.in. Rotary Club; Pioneers Club.
Byłem także członkiem kilku stowarzyszeń lekarskich i fundacji charytatywnych.
Wszystko sprzyjało poznawaniu ludzi, pomagało tworzyć kontakty, konieczne w rozwijaniu interesów.
Dzięki strategii „rzucania kamyków na wody towarzyskie Australii” zacząłem poznawać mnóstwo osób -
włączając ludzi z najwyższych szczebli życia politycznego i gospodarczego.
Tak właśnie buduje się sieć kontaktów - koniecznych do robienia interesów.

Poznałem ówczesnych, kolejnych premierów Australii, z różnych partii (Bob Hawke, Paul Keating - Partia Pracy , John Howard) oraz Premiera NSW (Nick Greiner) oraz wielu ministrów (Peter Collins, Michael Yabsley).
Pozostali wszyscy byli członkami Partii Liberalnej, która na zmianę rządziła Australią - od niemal zawsze.

A ponieważ jak wiadomo polityka idzie ręka w rękę z gospodarką, zacząłem spotykać również najbogatszych ludzi biznesu...m.in: (Alan Bond; John Elliott; Larry Adler; Robert Holmes a Court, Richard Pratt, Kerry Packer i inni). 
Tak poznałem również - Alexa Goldberga - Polaka żydowskiego pochodzenia. (Na przyjęciu w Polskim konsulacie)

W 1986 roku, poznałem Alana Hawkinsa z Nowej Zelandii, ówczesną gwiazdę giełdy w Sydney-(ASX)
Australian Stock Exchange. Alan uwielbiał golfa, obaj byliśmy członkami Royal Australian Golf Club.

Na ASX, powszechnie uważano, że Alan ma „Midas touch” - dotyk Midasa (antycznej legendy, który obracał
na złoto wszystko- czego dotknął). Jeżeli coś kupował to- natychmiast chmary inwestorów za nim leciały i zarabiały "duże krocie na obrocie".

W maju 1987 roku, Alan podjął najbardziej ryzykowną decyzję, inwestycję swojego życia, próbując przejąć kontrolę nad BHP - najstarszą i największą firmą australijską, zaangażowaną w przemysł i górnictwo na całym świecie, notowaną na ASX.
Nikt przedtem, nie miał odwagi tego nawet próbować.
Poprzez firmę EquityCorp Ltd. skupił z rynku 20% akcji BHP a następnie zrobił „wezwanie” na akcje pozostałe. Wszyscy „gracze giełdowi” patrzyli na starania Alana z zapartym tchem.
Akcje BHP szybko szybowały w górę... Alan był już niemal pewien wspaniałego zwycięstwa...Ale...
Kilka dni potem nastąpił krach na giełdach światowych; ceny wszystkich walorów zaczęły spadać
dramatycznie – w tym również BHP. Zawieszono notowania wszystkich spółek i wypłaty dywidendy.

Ponieważ Alan finansował zakup akcji, głównie kredytem, (którego koszt...w takich sytuacjach zawsze
idzie w przeciwną stronę czyli w górę) – jego działania siłą rzeczy skazane były na porażkę.
Alan Hawkins walczył dzielnie jeszcze przez jakiś czas – ale bez skutku.
Po kilku miesiącach z wielkiego bohatera giełdy – stał się wkrótce jej „pariasem” a w końcu zbankrutował.
Potem nawet chyba skończył w więzieniu...

Takie są prawa rynku – który ma zawsze rację.
A że ta racja, jest z reguły po przeciwnej stronie...Cóż. C’est la Vie...and Let it Be...

Cały proces trwał jednak kilkanaście miesięcy, a...w międzyczasie, udało mi się jego przekonać, aby on zainwestował w moje 2 szpitale. Zaproponowałem włożyć szpitale „aportem” - do jego innej spółki
notowanej na Giełdzie o nazwie „Alpha Resources Ltd”, która po sprzedaży wszystkich swoich aktywów
została przekształcona w tzw. „cash box”- skrzynką gotówki z około 40 milionami dolarów na koncie.

Alpha, była szykowana przez Alana jako jedna z trzech spółek do inwestycji; przejęcia kontroli w BHP.
Kiedy to jednak nie wyszło, spółka została bez aktywów i ze sporą gotówką.
Alan dość chętnie wyraził zgodę się na moją propozycję - tym bardziej, że nie miał innego pomysłu na spółkę 

W rezultacie w zamian za 2 szpitale, objąłem 25% akcji spółki, oraz zostałem jej prezesem.
Dodatkowo, Alpha przejeła wszystkie moje szpitalne zobowiązania – kredyty.
Kiedy jednak Alanowi, zacząły się problemy ze spłatą własnych kredytów, na jego aktywa, w tym akcje
firmy Alpha wszedł syndyk...W końcowej rozgrywce, dogadałem się z Syndykiem i przejąłem wszystkie akcje - 60% kapitału spółki Alpha Resources Ltd.

Tak właśnie rozpoczęła się moja przygoda z Giełdą ASX a moją pierwszą samodzielną decyzją -
była zmiana nazwy spółki, która odtąd nazywała się Alpha Healthcare Ltd. (AHL).

Rozpoczął się mój drugi „złoty” okres rozwoju.

Miałem wtedy kontrolę nad spółką giełdową, sporą gotówkę i mogłem zacząć budować sieć szpitali.
To była jedna z moich najlepszych decyzji biznesowych. Zgodnie z moimi marzeniami i planem.

Mogłem też zdobywać kapitał z giełdy, tym bardziej, że wielu inwestorów (po krachu w 1987 roku) - przestało spekulować na giełdzie, natomiast zaczęli interesować się spółkami z dobrymi, „realnymi” aktywami.
Szpitale, były prawdziwą „perłą”, w koronie; dawały stabilne przychody oraz zyski, które były gwarantowane
przez system ubezpieczeń jak i bezpieczeństwo, które gwarantowały aktywa - nieruchomości.

Zacząłem kupować i budować inne szpitale płacąc za nie częściowo gotówką oraz akcjami AHL,
a za remonty, inwestycje płaciłem z kapitału własnego i obrotowego.
Wzrastał szybko mój autorytet jako inwestora - operatora w sektorze służby zdrowia.

Czasem zgłaszali się do mnie ludzie, którzy byli właścicielami szpitala (np. obiektu otrzymanego w wyniku postępowania spadkowego), nie bardzo wiedzieli, jak nim zarządzać, operować.
Takim osobom właśnie najczęściej oferowałem akcje i dywidendy.
Były też i duże firmy, a nawet szpitale publiczne, które szukały dobrych menadżerów.

Np. pewnego dnia, zaprosił mnie na lunch David Greatorex; Prezes jednej z największych wtedy w Sydney -
firm ubezpieczeniowych w Australii – „CAPITA Limited”. Poznaliśmy się w Rotary Club. Podczas wstępnej rozmowy David powiedział mi, że ma duży problem z Perth SurgiCentre (PSC) – nowego szpitala, placówki „chirurgii dziennej” z stolicy Zachodniej Australii.

Poprzedni zarząd Capita Ltd. zbudował szpitala PSC kosztem $15mln. Firma uważała, że to dobra „na czasie” inwestycja ale dwa lata po otwarciu, szpital ciągle świecił pustkami i był „bolesnym” niepotrzebnym kosztem.. dla grupy Capita Ltd.
W rezultacie zmieniono Zarząd firmy... no i on został jej prezesem.
Roczne straty operacyjne wynosiły około 2.5 miliona dolarów –nie było konkretnego planu biznesu ani żadnych określonych perspektyw rozwoju szpitala.

David zapytał wprost - czy zgodziłbym się pojechać do Perth, dobrze ocenić Perth SurgiCentre,
jako business i doradzić jemu - obecnemu Zarządowi Capita Ltd, co dalej z tym zrobić.

Pojechałem tam na tydzień (byłem pierwszy raz w życiu w Perth) i dokonałem gruntownej oceny tej placówki. Zobaczyłem znakomicie zbudowany, nowoczesny obiekt, wyglądający trochę... jak stacja kosmiczna.
Miał naprawdę wszystko co potrzeba; co najważniejsze: 7 sal operacyjnych, diagnostykę computerową:
CT Scan/RTG, gabinety zabiegowe; dobrze wyposażone laboratorium, zaplecze, pokoje konsultacyjne, administrację – wszystko.
Naprawdę, świetnie pomyślane i zaprojektowane. Po kilku dniach wiedziałem wszystko...

Jedynym właściwie problemem była lokalizacja szpitala: Południowe Perth nad rzeką Swan River.
Większość lekarzy specjalistów i wszystkie szpitale były...po drugiej stronie rzeki - w North Perth.
Lekarzom, po prostu nie opłacało się jeździć 20 km - na operacje i zabiegi tam na południe.
Od razu wpadłem na pomysł, jak ten problem łatwo rozwiązać, ale na razie nikomu, nic nie mówiłem.

Po powrocie do Sydney, umówiłem się z Davidem na „robocze” spotkanie.
Zaproponowałem, aby Capita sprzedała szpital PSC - AHL (za uzgodnioną cenę, poprzez emisję
nowych akcji AHL) – ale jednocześnie wpłaciła...do Alpha Healthcare kwotę 2.5 mln $ -
tytułem pokrycia i zwrotu kosztów operacyjnych szpitala PSC - za pierwszy rok.

Początkowo David myślał, że żartuję. Po chwili namysłu powiedział:
"Jak to, Capita zapłaciła 15 mln $ za budowę PSC - ty chcesz to kupić i proponujesz nam trochę
akcji AHL a dodatkowo, żebyśmy My - Wam jeszcze zapłacili... za wasz zakup..., za to $ 2.5 mln!
To przecież totalny absurd" 
- skomentował.
Odpowiedziałem:
"To nie jest żart.
Po pierwsze, proponuje zapłacić uzgodnioną cenę akcjami Alpha, ale muszę mieć czas i gotówkę
na redukcję kosztów operacyjnych Perth SurgiCentre".

Rozwiązanie podstawowych problemów PSC, zajmie mi minimum rok czasu, może dłużej. Podejmę ryzyko ale... muszę to jakoś przecież sfinansować.
Capita może się zgodzić i zaakceptować propozycję albo nie.
A nie mając pomysłu na przyszłość - będzie kontynuowała straty".

Po dwóch tygodniach negocjacji i targów, podpisaliśmy umowę - przejąłem własność firmy -
Perth SurgiCentre, a Capita, zostawiła w kasie spółki - 2.5 miliony dolarów.
To jeden (ale dość znamienny) z przykładów moich działań- jako prezesa Alpha Healthcare Ltd.

Zawsze próbowałem wykreować sytuację: „Win – Win”- czyli taką, w której wszyscy wygrywali.
Po przejęciu administracji Perth SC, pojechałem tam na dłużej. Zorganizowałem szybko kilka wizyt,
i spotkania z większością lekarzy specjalistów z całego Perth.
Zaproponowałem wszystkim udziały w PSC oraz 10% w dywidendzie w zamian za podjęcie tam pracy.
W sumie oddałem 40% własności. Prawie wszyscy wyrazili zgodę i praktycznie już po trzech miesiącach
PSC zaczęło przynosić zyski - (z początku nieduże), ale po roku - było już bardzo dochodowe.
A mnie – ściślej AHL - Alpha Healthcate Limited - zostało w kasie prawie $2.0 mln.

No cóż, punkt widzenia zmienia się - zależności od punktu siedzenia.

A ludzie... jak to ludzie pracują zawsze najbardziej efektywnie, kiedy robią to dla siebie.
Nawet lekarze.

Koniec Odcinka 33
Ryszard Opara
 

KOMENTARZE

  • Traktat o dobrej robocie dr Ryszarda Opary !
    Doskonały przykład właściwego zastosowania percepcji, pragmatyki, logiki,
    fantazji !!! Gratuluję !!! - 6 +
    P.S.
    Poddaję też pod rozwagę "wyrwania" Pańskiego Amen na rzecz naprawy bieżących destrukcji Rzeczypospolitej !!!
    Ważny rok wyborczy !!!
    Z poważaniem :
    katparanoi - 600452525
  • Panie Ryszardzie
    Czytając tę notkę nabiera się nieprzepartego wrażenia, że jednak ktoś stał za tymi pańskimi operacjami finansowymi, gdyż tylko ludzie dobrze obeznani z działaniami ekonomicznymi mogą mieć tego rodzaju wiedzę i zdolność przewidywania.
    Nawet geniusze kończą tak jak to Pan przedstawił w odniesieniu do jednego ze swych znajomych.

    Cały czas przewija się (podskórnie) wątek, że są to powiązania z FOZZ z pejoratywnym podtekstem.
    Tymczasem, nawet jeśli - to ja bardzo pozytywnie widzę takie działania.
    Przecież to genialne posunięcie polskich władz pozwalające "kroić" tych zachodnich złodziei ich własnymi metodami.
    To nadzieja dla nas na przyszłość, że oni nie są tak mądrzy i wszechwładni - że dają się robić w bambuko i to na dużą skalę, a jest tylko kwestią zadbania o własne interesy, aby uzyskać pozytywne efekty.

    W każdym razie - ode mnie ma pan + dodatni.
  • Uzasadnienie dla mojej próby namowy P. Opary !
    Ponieważ amen - niech się tak stanie, wolał bym i też widzieć po zapowiedzi na łamach Neonu określonych wielokierunkowych działań naprawczych funkcjonującego w kraju inwalidztwa instytucjonalnego i legislacyjnego, a dających w efekcie sprawczą i skuteczną oraz bardzo pożądaną społecznie realizacji wykonawczą "ku chwale Ojczyzny" !!!
    Przykładem konieczności takich działań jest skutek wynikający z Pańskiego wpisu.
    Dyskredytująca ocena, wystawiona przede mną dobitnie świadczy o istnieniu ewidentnych ułomności osobniczych !
    Pozytywne i efektywne Pańskie działania arbitralną niczym nie popartą oceną ordynarnie zdyskredytowano !!!
    Niestety tacy osobnicy reprezentują też bardzo liczne grono publicznych funkcjonariuszy, obsadzając też przy tym bardzo dużą ilość stanowisk państwowych !
    Proponuję, konsolidację, by podjąć z tym skuteczną walkę !!!
    Liczę w miarę Pańskich możliwości na ewentualne zainteresowanie się tym tak społecznie ważkim tematem!!!
  • @Krzysztof J. Wojtas 08:17:41
    Szanowny Panie Krzysztofie,

    NIKT - absolutnie NIKT - nie stał za moimi operacjami.
    Żadne służby, żadne WSI and żaden FOZZ...
    Zresztą ja swoje działania biznesowe w Australii, rozpocząłem w 1984 roku a wtedy o ile wiem, chyba jeszcze FOZZ nie było. Może się mylę...

    Wiem, że wszyscy uważają to za niemożliwe, nieprawdopodobne.
    Najłatwiej jest wszystko krytykować, rzucać kłamstwa, insynuacje.

    I powiem może bardzo nieskromnie:
    Za moimi działaniami w Australii - stał tylko i wyłącznie GENIUSZ mojego umysłu - zdolność myślenia oraz kreacji.
    Zdaje sobioe sprawę, że niewiele osób w to uwierzy. Ich sprawa.

    Osobiście uważam to za jeden z największych sukcesów swojego życia.

    Przyjechałem do Australii, w połowie stycznia 1980 roku - w sumie bez żadnych pieniędzy - mieliśmy z żoną może 200-300 dolarów.
    Nie znałem w Australii NIKOGO - poza tym... prawie wogóle nie znałem angielskiego.
    Od maja 1980 roku, zacząłem pracować jako zarejestrowany lekarz w Broken Hill - (z bardzo dużą pensją).
    Kilka lat potem po wielu rozmaitych perturbacjach stałem się jednym z bardziej znanych i zamożnych biznesmenów.

    Pod koniec lat osiemdziesiątych - byłem Prezesem, (założycielem oraz największym akcjonariuszem), jednej z największych Spółek Giełdowych - w sektorze medycznym, (Alpha Healthcare Ltd), która zatrudniała kilka tysięcy osób. Spółka ta potem (po mojej decyzji powrotu do kraju) połączyła się z firmą Ramsay Healthcare Ltd, która obecnie jest warta ok 12 miliardów dolarów...

    Wszystko zrobiłem SAM, bez absolutnie żadnej - niczyjej pomocy -
    jedynym moim asystentem był mój własny Instynkt i ROZUM.

    Potem niestety, sprawy potoczyły się nienajlepiej. Być może przegrałem to wszystko - dlatego, że zacząłem wierzyć ludziom.
    A to też tylko moja wina.

    Taka jest PRAWDA

    AMEN

    Pozdrawiam
  • @Ryszard Opara 08:57:49
    no cóż, my znamy Pana tylko z działalności nE, neon24,

    i ta nie napawa optymizmem, ba, powiedziałbym, że w kontekście dokonań tu, to owa opowiastka to jakieś bajki,

    popatrzmy na konkrety - 40% własności dla lekarzy, czy kogo tam, za samo przystąpienie do pracy - działalności,

    ile nE było przeznaczone dla autorów ? i to odpłatnie, a nie za samą wolę współpracy ?
  • @interesariusz z PL 10:29:41
    ... to nie całkiem dobry przykład.

    Ludzie na całym świecie są gotowi płacić za wyleczenie ich z fizycznych dolegliwości.

    Nikt nigdzie (no może poza dysponującymi wypasionym portfelem pacjentami amerykańskich psychoterapeutów) nie chce płacić za skorygowanie spaczonego światopoglądu.

    W naszych realiach bardzo trudno o to, by blogosfera generowała zyski wyższe niż koszty (płace dla redakcji, lokal itd.).

    Stąd model misyjny. Czy zna ktoś misjonarza, który został milionerem?
  • @maharaja 10:51:48
    ach tak !?

    czyli autor notki był skłonny oddać za friko 40% pewnego zysku,

    natomiast w nE sprzedawał, a nie darował, dla zachęty, ile, 1% gruszek na wierzbie ?

    coś chyba się pomerdało.
  • @Ryszard Opara 08:57:49
    No cóż. Napisałem "jesli".

    Niemniej - moja uwaga była po to, aby wskazać, że nie potępiam "FOZZ", a wręcz uważam to za genialne posunięcie, które musiało wzbudzić reakcję "starszych i mądrzejszych".
    A co do oceny działalności...
    Pod koniec życia człowieka nie ocenia się po zdobytych pieniądzach (tu akurat pejoratywnie), a poprzez uzyskaną świadomość ujawnianą stosunkiem do innych.
    Jeśli więc teraz - jest Pan człowiekiem pełnym radości i pozytywnego nastawienia do innych (mimo traumy), to wszystko OK. Ale jak jest pan zgorzkniały i sfrustrowany - ...
  • @interesariusz z PL 10:57:26
    Lekarz miał know-how. Lekarz = pacjent,. Lekarz = zabieg. Lekarz = renoma. Lekarz = pieniądz.

    Bloger to nie lekarz. Bloger to producent treści (czasem dobrej, czasem niskiej jakości). Nawet jeśli ta treść jest sama w sobie wartościowa, to zwykle nieoszlifowana gramatycznie, stylistycznie i ortograficznie (jak w niniejszym przypadku) - wtedy jest rynkowo absolutnie bezwartościowa.

    Gdyby porównywać relację bloger-portal-inwestor-redakcja-reklamodawcy na relację pacjent-szpital-inwestor-lekarze-NFI-donatorzy, to blogerom przypadłaby co najwyżej rola pacjentów, przy czym u nas brak jest jednego elementu: owego mitycznego NFI, który finansowałby działalność szpitala... przekładając blogosferę na model biznesowy nie ma dla nas innego miejsca, niż pozycja pacjenta. A za leczenie trzeba płacić.

    A kwalifikowanych chirurgów tu chyba jeszcze nie ma.... bo pacjenci do NE nie garną się, póki co. Owszem - gmaszysko stoi. Ale puste.
  • @maharaja 11:14:45
    spójrz z drugiej strony, a potem pisz.
  • @interesariusz z PL 11:28:00
    Co znaczy "z drugiej strony"?

    Ze czyjej strony? Właściciela portalu? Blogera?

    Jeśli bloger jest tak dobry, że uważa siebie za wartościowego autora czy chirurga dusz innych /swoistego sieciowego psychoterapeutę/, który za swoją pisaninę powinien być wynagradzany, to powinien swe kwalifikacje jakoś wykazać, udowodnić. Powinien błysnąć na rynku. Zdobyć jakąś pozycję. Potem może oczekiwać, że ktoś mu za to zapłaci. Że ktoś będzie chciał go pozyskać.

    P. Opara oferował akcje/dywidendy chirurgom/lekarzom dysponującym określonymi kwalifikacjami, którzy (dzięki swej pozycji zawodowej) byli w stanie pozyskać pacjentów (a za pacjentem idą pieniądze).

    Żadnych akcji nie oferowano aborygeńskim szarlatanom, ani też specjalistom od ziołolecznictwa czy antyszczepionkowcom, owładniętym teorią spiskową (mającym na wszystko jedną odpowiedź: wszystkiemu winne są szczepionki i koncerny farmaceutyczne). Oczywiście nie oznacza to generalnego kwestionowania medycyny naturalnej (współczesna medycyna z niej się wzięła przecież), co jedynie niewiarę w to, że można przy jej użyciu leczyć skomplikowane złamania itd.

    O ile doczytałem, wybrano najlepszych w Perth.

    Ktoś, kto na Zachodzie zaoferowałby biznes odrzutkom (niechcianym adeptom medycyny wszelakiej), zostałby skazany na niepowodzenie, zanim jeszcze wystartowałby.

    I dokładnie tak samo jest z blogosferą.
    To sfera pokrewna prasie.

    Podobnie jak i prasa utrzymuje się z reklam, a te zależą od poczytności.
    Dlatego - by zrobić biznes - trzeba pozyskać speców od poczytności.
    Tj. ludzi potrafiących zwiększyć poczytność.

    Tacy są na tym rynku, tylko że tacy po prostu kosztują. I wolą sprzedawać się tym, którzy im za to (lepiej) płacą.

    To normalne - tak świat funkcjonuje.

    Dopiero zapewniwszy sobie niezbędny background, tj. przychody zapewniające pokrycie kosztów lokalu, serwera i dobrej profesjonalnie dobranej redakcji (od grafika poprzez korektora aż po speca od filtrowania idei) można zaczynać pracę u podstaw, czyli urabianie czytelnika w pożądanym kierunku.

    W kraju, w którym nadal wygrywają zawody typu ręka-łyżka (mechanik samochodowy zarabiający 5x więcej niż nauczyciel gimnazjalny), trudno o szacunek dla pracy intelektualnej.

    Chcesz pisać? Pisz, wolno Ci!
    Chcesz zarabiać? Naprawiaj samochody, kładź kafelki, maluj ściany ewentualnie plombuj zęby (te usługi są najlepsze, bo kasa z ręki do ręki, nie trzeba wykazywać nawet).

    Na niwie ideowej potrzeby Polaków w zupełności zaspokajają Wyborcza, Rzepa i Gazeta Polska. No, Wysokie Obcasy dla kobiet, a Gość Niedzielny dla wierzących.

    Tylko jakieś ideowe niedobitki, trudne do sformatowania indywidua, szukają czegoś głębszego po jakichś dziwnych portalach typu Salon24, Niezależna czy Nowy Ekran. Jednocześnie konkurencja między nimi jest tak duża (bo kawałek tortu tak mały), że nie ma szansy na jakąkolwiek
    zwartość.

    I to tyle w temacie.
  • Polecam artykuł szczecińskiej dziennikarki Zofii Bąbczyńskiej-Jelonek
    https://sophico21.blogspot.com/2019/01/dla-rosjan-to-cud.html#comment-form
  • @maharaja 13:47:08
    mylisz wynagrodzenie z udziałami w ryzyku.
  • @interesariusz z PL 10:29:41
    Szanowny Panie,

    Wybaczy Pan, ale po prostu nie orientuje się Pan w interesach albo Pan...
    nie zrozumiał co napisałem.
    Szpital, który zbudowano i wyposażono kosztem 15 milionów dolarów - przynosił roczne straty - ponad 2,5 miliona dolarów.

    Ja w ciągu kilku tygodni, przekonałem kilkudziesięciu specjalistów - (głównie urologów, ginekologów, ortopedów i okulistów) - aby przenieśli swoje praktyki z innych szpitali - właśnie do mnie.
    Jedynym argumentem jaki użyłem - dałem każdemu 1% akcji albo też udziały w przychodach, które oni "przyprowadzili" ze sobą do PSG.

    W rezultacie tego zabiegu - PSG w ciągu 4-6 miesięcy zaczęło osiągać zyski - i to duże.
    Zadam pytanie - czy lepiej mieć 100% strat wynoszących $2.5 miliona... czy też 60% zysków od $6 milionów - czyli $3.6 mln.
    Rachunek jest chyba logiczny i prosty.

    Jednocześnie - w ten sposób oddając 40% - związałem tycg wszystkich specjalistów z PSG - na wiele lat.

    Mam nadzieję, że Pan rozumie moją filozofię, którą się kierowałem w interesach.

    Pozdrawiam
  • @Ryszard Opara 14:33:28
    Szanowny Panie,

    wydaje mi się, że rozumiem pańskie posunięcia w sprawie szpitala,

    wziął Pan w aport szpital za 15mln (zapłacił Pan akcjami) oraz 2,5mln gotówką tytułem przyszłych kosztów stałych,

    personelowi wydał Pan akcje, nie wiadomo ile, czy 1% własności każdemu (nie wiadomo z czego, z PSC czy z AHL), czy 10% dochodu wszystkim, w sumie pozostańmy przy stwierdzeniu, że podarował Pan 40% własności, wynoszącej wtedy 15mln,

    w rezultacie zamiast 2,5mln strat, uzyskał Pan 6mln dochodu (8,5mln przychodu),

    czyli z tej transakcji z niezorientowanym zbywcą uzyskał Pan 6 mln rocznie do podziału z pracownikami 60% - 40 %

    nie wiadomo, ile dywidendy płacił Pan zbywcy (miał przecież akcje), no ale przynajmniej 1,25 mln uzyskał Pan na czysto (połowa z 2,5 mln),

    tak ja więc mniej więcej rozumiem, co Pan robił w celu uruchomienia szpitala,

    to, czego absolutnie nie rozumiem, to tego, co Pan robił z nE i ze skrzykniętymi przy jego rozruchu autorami.
  • Lekarzom fart sprzyja w interesach.
    W latach 80 tych bylo w Chicago 4 lakarzy, ktorzy kupili 800 akrow lichej ziemi za $800K. Ile dali i komu za odrolnienie tego nikt nie wie. Zbudowali drogi, zrobili zapore na strumyczku i podzielili ziemie na dzialki. Sprzedali 1800 dzialek w cenie od $17500 do $35000 za sztuke czyli skasowali $300mln minus koszta. Oto to miejsce:
    https://www.youtube.com/watch?v=lPzuJyMw_ys&t=20s
  • @interesariusz z PL 14:58:13
    Szanowny Panie,

    Prawda jest taka: będąc lekarzem, pracując wiele lat w Polsce i Australii - na Bloku Operacyjnym - OIOM oraz Izbie Przyjęć - doskonale się znam na tym jak prowadzić szpitale; jakie potrzebne jest wyposażenie, np. sprzęt do diagnostyki RTG - itd itd.

    Pracując w przychodni 24H - zdobyłem wiele doświadczeń w temacie.
    Nikt nie potrafił mnie nabrać - jaki jest potrzebny personel - ile osób oraz krótko mówiąc wiedziałem - na jakich specjalnościach, zabiegach można najlepiej zarabiać - w prywatnych szpitalach - bo są dobrze płatne przez firmy ubezpieczeniowe - a koszty są relatywnie niskie.
    Te specjalności to: urologia, okulistyka, ginekologia, chirurgia ogólna ortopedia, chirurgia plastyczna. Ale nigdy np Kardiochirurgia.

    Natomiast prawdę mówiąc nigdy nie znałem się na dziennikarstwie, nie mam większego pojęcia o internecie (jak to wszystko pracuje).
    Tak naprawdę, zacząłem używać internetu, zacząłem blogować właśnie wtedy - kiedy zdecydowałem się na założenie Nowego Ekranu.

    Moją wielką ambicją była (i nadal jest) zmiana rzeczywistości w Naszym Kraju.
    Uważałem, że ta rzecywistość była (i nadal jest) bardzo niekorzystna dla przyszłości Naszego Kraju.
    (Jestem być może niepoprawnym patriotą i humanistą)...

    Doszedłem do wniosku, że aby zmienić rzeczywistość - trzeba najpierw ją zrozumieć - tzn. większość ludzi musi ją zrozumieć.
    Ale powstało pytanie - jak przekazać prawdę ludziom???

    No i kiedy zgłosiła się do mnie grupa blogerów -(poznana poprzez Jurka Bielewicza), która została usunięta z Salonu24... i która bardzo chciała założyć własny portal - ale nie mieli żadnych pieniędzy - ani też pracy, żadnych dochodów... Zdecydowałem się aby im pomóc...

    Doszedłem do wniosku, że to jest właśnie to; że właśnie w ten sposób będę miał szansę wytłumaczyć większości realia wspólczesnego świata - i co za tym idzie podjąć próbę zmiany niekorzystnej rzeczywistości.

    Liderem tej grupy był Tomasz Parol (Łarzący Łazarz) oraz Paweł Pietkun
    Oni też zostali Redaktorami Naczelnymi Nowego Ekranu.
    (Byłem włascicielem tytułu po upadłym tygodniku Ekran.)

    Było też wiele innych osób - blogerów - no i tak to się zaczęło.

    Zainwestowałem w to wszystko naprawdę sporo pieniędzy (kilka mln zł) - no i NE rozwijał się bardzo dobrze - dopóki były moje pieniądze.
    Tomek Parol - jak i inni, cały czas obiecywali, że wkrótce...że niedługo... przestanę dokładać do kosztów portalu; że będziemy mieli duże wpływy - no i dochody...

    Skończyło się wyłącznie na obietnicach - no a kiedy zaczęła się u mnie kończyć kasa i chciałem zredukować koszty...TP i jego koledzy próbowali po prostu ukraść NE, przejąć go dla siebie. Jako ich własność Nie wyszło...

    Z Nowego Ekranu powstało wiele innych portali, które jakoś tam jeszcze funkcjonują, ale gdybyśmy byli razem...
    bylibyśmy dzisiaj naprawdę wielką siłą medialną...
    A tak..."każdy sobie rzepkę skrobie" - i nikt nie stanowi wielkiej siły.

    Oczywiście...wszystko co się zdarzyło było moja winą - ale ja niestety nie znałem się na dziennikarstwie i niestety zaufałem innym ludziom.
    Jeden z wielu błedów mojego życia.
    Tak czy inaczej, myślę, że mimo wszystko udało się zrobić razem wiele.

    Neon24.pl - jest potomkiem, spadkobiercą NowegoEkranu, teraz działa sam; operuje na niewielkich kosztach i zapewniam Pana...

    Moim zdaniem jest ciągle szansa, że wrócimy do dawnej świetności...

    Neon24.pl - to obecnie główna część "Misji Mojego Życia" - ZROBIĘ wszystko, co możliwe, aby utrzymać Neon24.pl - jako Forum Polaków...

    ZROBIĘ wszystko aby ludzie zrozumieli obecną rzeczywistość
    a wtedy, może będziemy mieli szansę RAZEM - tę rzeczywistość zmienić

    Pozdrawiam

    Ryszard Opara
  • Wczoraj chcieli mnie zabić , lecz ostatecznie to im się nie udało
    https://cont.ws/@detektywjarzynski/1190015
  • Życie w Cywilizacji CYFROWEJ vs. życie w Bezcywilizacji BEZCYFROWEJ
    Przyznaję, że czytając 33 odcinek "naukowego amen" miałem uczucie zanurzania się w życiu świata, który dla mnie jest PEŁNIĄ EGZOTYKI.

    Już sam wstęp wskazuje, iż chodzi o zabiegi, które antyżydowski filozof Karol Marks skojarzył, przed 175 laty, z wpisywaniem się w łaskę PRAKTYCZNEGO BOGA ŻYDOSTWA, który stał się BOGIEM ŚWIATA BURŻUAZYJNEGO:

    //Inny wymiar pieniądza. ASX Australian Stock Exchange. Giełda Papierów Wartościowych. Prawo Rynku jest proste. RYNEK - ma zawsze rację.//

    A gdy czytałem te, zazwyczaj 10 cyfrowe (w dolarach australijskich zapewne) opisy zabiegów przy operowaniu tymi cyframi, to samorzutnie pojawiła się u mnie myśl ile to (cyfrowo!) człowiek się musi namęczyć, aby jakoś przeżyć.

    Bo moje najciekawsze ŻYCIOWE PRZEŻYCIA, które "ustawiły" mą mentalność na ponad pól wieku dalszej egzystencji, wiążą się ze światem, w skali miesięcznej, co najwyżej (w dolarach amerykańskich) trójcyfrowym. Ba, nawet BEZCYFROWYM, a zatem i BEZRYNKOWYM.

    Cytuję z zakończenia mych wspomnień:

    //Mount Mc Kinley – czyli alpinizm po amerykańsku (1970)//
    http://markglogg.eu/?p=184
    http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2011/11/MG-na-Kalhitna-Glacier-odwr%C3%B3cony1.jpg
    Autor na wysokości ok. 3800 m; w głębi lodowiec Kalhitna, ciągnący się na długości prawie 100 kilometrów. Tym właśnie lodowcem wracaliśmy do „cywilizacji”.

    (Kopię maszynopisu tego reportażu znalazłem w papierach rodzinnych w Krakowie w 2003 roku, podczas ich porządkowania po śmierci mej matki. Poniższy reportaż nie mógł się ukazać w „Taterniku” na początku lat 1970, jako iż moje nazwisko było w tym okresie w Polsce na indeksie.)

    //Po powrocie na 5300 m okazało się, że mam lekko odmrożony palec u nogi. Zejście do miejsca lądowania zajęło nam, wskutek fatalnej mgły, aż 4 dni, tak iż cała nasza wyprawa trwała dni 13. Stąd odlecieli wszyscy Amerykanie, a ja z Franzem (z braku pieniędzy) ruszyliśmy w długą drogę powrotną przez gigantyczny lodowiec Kalhitna. Zajęło nam to cztery dni, lecz to było wspaniałe przedsięwzięcie. Wysiłek tego przejścia był chyba większy niż zdobycie Mc Kinley. Pokonanie ogromnych szczelin w lodowcu, a potem przejście wypływających z lodowca rzek, było niemniej trudne i niebezpieczne niż ostre drogi alpejskie. Nie doceniwszy tych trudności, zabraliśmy ze sobą za mało jedzenia i przez dwa dni szliśmy o kompletnym głodzie. Ale za to mamy czym się chwalić, tą trudną drogą powrotną przeszły przed nami tylko 2-3 zespoły, zaś piękno nie skażonego obecnością człowieka kraju jest oszałamiające. W końcu dotarliśmy do obozu poszukiwaczy złota, posługujących się narzędziami jak z powieści Jack’a Londona i stąd, helikopterostopem, powróciliśmy do Talkeetna.

    Berkeley, 21.10.1970

    P.S. Sylwester 2006/2007. Czytając przedostatnie zdanie przypomniało mi się me spostrzeżenie sprzed lat ponad 35. Mianowicie to na praktycznie bezludnej Alasce, zapełnionej stadami łosi, niedźwiedziami oraz budowlami bobrów odkryłem, jak pięknie musiał wyglądać świat, zanim pojawił się na nim człowiek, a zwłaszcza jego podgatunek, znany jako anglosaski Amerykanin, uważający się za biblijny „lud boży”, powołany do sterroryzowania, swą pracą, całej Planety. Który to amerykański, biblijny (nowo)twór społeczny oby sczezł nam jak najprędzej. //

    No i trochę cyferek też dorzucę. Na wyprawę pożyczyłem 150 $ od mego dobrego kolegi, żydowskiego pochodzenia Brazylijczyka inicjalnie z Kazachstanu, Tomka Kowaltowskiego (jest o nim w wikipedii). Startując w drogę powrotną z Alaski do Berkeley / San Francisco, 20-letnim już VW, mieliśmy z Franzem (austriacki architekt z S.F.) po kilkanaście $, ja dokładnie 13.50. Ale Franz miał kartę kredytową bodajże Chevronu, więc liczyliśmy że przejedziemy, w tydzień bezustannej jazdy, do Bay Area. Jednak Franz już na drugiej stacji benzynowej zapomniał odebrać tę kartę, a zatem jechaliśmy dalej i na moich, prawie jednocyfrowych dolarach, w "dogorywającym" VW z prędkością zaledwie 50 mil/godz, śpiąc i prowadząc samochód na zmianę, w nim gotując na maszynce jakieś mikro dania.

    Gdy dojechaliśmy do Berkeley miałem jeszcze 2$, ale już następnego dnia w moim departamencie Nauk o Ziemi mi powiedziano (zapewne na wieść o tym że byłem na Mc Kinley), ze jak chcę to od zaraz mogę zostać, na pół etatu, "research assistant" z trójcyfrową płacą. Która to praca wymagała bym przez dwa dni w miesiącu pomierzył rozmiary ziarenek pisaku z plaż Kalifornii, z czego wyszły aż sześć publikacji naukowych:

    //10. – 15. Współudział, z prof. Pat Wilde, w trymestralnych opracowaniach Recent Sediments of the Coast of California, Univ. of California, Berkeley, 1971-1972//

    Wniosek?

    Bardzo "zoologiczny":

    Ryszard Opara zauważył, w konkluzji 33 rozdziału "Amen" iż:

    //punkt widzenia zmienia się - zależności od punktu siedzenia.//

    A u mnie pogląd na świat się zmieniał w sposób ANTYCZNY, w zależności od miejsca po nim CHODZENIA:

    http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2011/11/Mc-Kinley-obciety.jpg
    Autor na wysokości ok. 4200 m, Mt. McKinley w tle.

    I jeszcze jedna uwaga, ESTETYCZNA, a więc nie podlegająca CYFRYZACJI.

    Gdy jechaliśmy poprzez bezbrzeża Kanady, zauważyłem, że ogólnie architektura mijanych miasteczek, wygląda lepiej niz analogicznych miasteczek w USA. Na co mój kolega architekt Franz (z którym niezbyt się lubiliśmy, ale ewentualne rozłączenie się, zwłaszcza na lodowcu, byłoby w skutkach tragiczne) odwrócił się do mnie i powiedział z naciskiem "IT'S THE SAME SHIT!". I bezsłownie my, Europejczycy, zrozumieliśmy się nawzajem.
  • @Ryszard Opara 03:44:22
    Szanowny Panie, szczytne deklaracje, i szczytne cele, jak ten określony następująco:

    "Moją wielką ambicją była (i nadal jest) zmiana rzeczywistości w Naszym Kraju.
    Uważałem, że ta rzecywistość była (i nadal jest) bardzo niekorzystna dla przyszłości Naszego Kraju. "

    Takich ludzi nie jest dużo, ale się zadarzają. W większości nie są to ludzie sukcesu, bowiem ich poglądy stały sukcesowi na przeszkodzie. Ktoś, kto chce naprawiać świat, nie odnoci sukcesu, bowiem sukces jest związany z jego psuciem. A więc jest sporo szaraczków, którzy nie mają żadnych szans przedarcia się do opinii publicznej, tak jak rzekomo nie mogli owi "blogerzy".

    To, że nie znał się Pan ani na dziennikarstwie, ani na zarabianiu pieniędzy w sieci, tłumaczy jedynie to, iż witryna nE nie odniosła finansowego sukcesu.

    Fakt, iż chce Pan utrzymać charakter "Forum Polaków" też nie wróży sukcesu finansowego. Proszę popatrzeć, jak konformistyczne są ogólno światowe witryny amerykańskie.

    To co jest niezrozumiałe, to to, że w przypadku Perth zdołał Pan zachęcić grupę ludzi do skutecznego działania w przedsiębiorstwie - szpitalu, a w Polsce nie dał rady Pan zachęcić autorów do uczestnictwa, trwałego, w przedsiębiorstwie - witrynie, medium komunikacyjnym.

    Zastanawia mnie nie tylko, dlaczego próbowano Pana okraść (szpitala Panu nie ukradziono) z witryny, ale również, czy w ogóle dostrzegał Pan, że oprócz kilku eliciarzy, miał Pan skrzyknięte grono autorów - szaraczków, którzy może nie byli erudytami, ale mieli dobre chęci, zbieżne z pana celami naprawy rzeczypospolitej. W sztuce pisarskiej można się wyszkolić, znaczenie gorzej jest ze zmianą postaw i życiowych celów.

    Nie utrzymał Pan ludzi przy sobie, to jest największa Pana klęska.
  • Pytanie
    Mam pytanie: czy zaistaniała kiedykolwiek w Australi taka sytuacja, że były szpitale, czy to publiczne, czy prywatne, które miały braki w wyposarzeniu i w związku z tym powstała fundacja charytatywna, która przy pomocy kwestujących dziaci zbierała fundusze, za które kupowała brakujący sprzęt do tych szpitali?

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930