Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
413 postów 2186 komentarzy

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Lekarz z powołania. Polak - Patriota. Humanista. Misja i Cel Mojego Życia - Pomagać innym ludziom.

AMEN -Autobiografia Naukowa-Odc.31

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Nigdy w życiu nie można się poddawać. To czyn zabroniony logiką. Człowiek przegrywa wtedy, kiedy się poddaje czyli kiedy przestaje walczyć.Główne atuty życia to: rozum, instynkt, zmysły i siła - wiara w siebie, połączona z determinacją.

AMEN – Biografia Naukowa – Odc 31.

Private Hospitals – Prywatne Szpitale – DEGOR ENTERPRISES PTY LTD

Po zakupie szpitala - Mt Wilga od Rządu Federalnego, szybko przystąpiłem do prac adaptacyjnych i restrukturyzacji całej placówki - aby najszybciej rozpocząć aktywność szpitala, przychodni.
Chciałem powtórzyć sukces St Edmund’s sprzed roku.
Mieliśmy nawet ustaloną wstępną listę pacjentów do rehabilitacji...
I nagle dostałem pierwszy silny cios w głowę, plecy, brzuch i...podbrzusze - jednocześnie.

Okazało się bowiem, że moja spółka była właścicielem...pięknej, dużej nieruchomości - Mt Wilga.
Jako prywatna firma musiałem mieć jeszcze dodatkowo licencję...na nasze łóżka szpitalne.
Natomiast Rząd Federalny tego nie potrzebował. On sam stanowił prawo na mocy odpowiedniej uchwały.
Na nasze pytania o wyjaśnienie sprawy, wzruszył ramionami urzędników.
Niestety cała kwestia licencji, jakoś uszła uwadze naszych prawników – i mojej.
Był to prawdziwy, niespodziewany cios... z nieba Canberry.

Rząd Stanu NSW (jako inna partia i opcja polityczna) nie był zainteresowany aby cokolwiek nam pomóc.
Rozmowy moich prawników i próby negocjacji z urzędnikami Ministerstwa Zdrowia, prowadziły znikąd do donikąd. Mogłem oczywiście skarżyć Rząd Federalny, próbować unieważnić całą transakcję zakupu.
Ale to byłoby niebezpieczne, przysporzyłoby wrogów, trwałoby długie lata, kosztowało dużo pieniędzy.
Sprzedałem przecież nasz piękny penthouse, żeby zapłacić depozyt, zamieszkałem w Mt Wilga –
ale miałem też kredyty i zobowiązania do spłacenia.
Wprawdzie St Edmund’s funkcjonował znakomicie, nie mogłem jednak zbyt długo utrzymywać
granatu „zawieszonego u nogi” - wartego 10 milionów dolarów, ale z otwartą zawleczką dużego kredytu,
który nie przynosił dochodu - w aktywach spółki.
Groziło to wybuchem, nieobliczalnej w skutkach, mojej katastrofy finansowej.

Nie chciałem też być... kapitanem „Titanica” płynącego nieuchronnie - w stronę góry lodowej.
Nawet o nazwie Mt Wilga...
To była krótka piłka. Musiałem szybko znaleźć i zakupić na rynku licencje na łóżka prywatne a być może jednocześnie poszukać inwestora na dalsze działania.

Na wszelki wypadek, zacząłem prawny spór, walkę z Rządem Federalnym o jakąś rekompensatę, satysfakcję, odszkodowanie. Musiałem działać wielotorowo.
Nie mogłem żyć wyłącznie nadzieją charytatywnej pomocy z nieba – nawet z Canberry.

Nigdy w życiu nie można się poddawać. To czyn zabroniony logiką.
Człowiek przegrywa wtedy, kiedy się poddaje czyli kiedy przestaje walczyć.

W krótkim okresie czasu udało mi się podpisać trzy listy intencyjne, na zakup licencji - na 98 łóżek.
Jeden z nich podpisałem z właścicielami bardzo znanego wówczas w Sydney Chelmsword Hospital, zaangażowanego w eksperymentalne praktyki leczenia rozmaitych dolegliwości psychiatrycznych,
za pomocą głębokiego, długotrwałego snu.
Okazało się, że takie innowacyjne terapie, choć bardzo skuteczne, mogą również z różnych powodów
być...dość kontrowersyjne, albo czasem niezgodne z wymogami etyki lekarskiej.
A kiedy dodatkowo kilku pacjentów zmarło – jak stwierdziła kontrola Ministra Zdrowia z powodu
braku odpowiedniego nadzoru - szpital został zamknięty.

Udało mi się kupić ten obiekt na zasadzie wspólnego porozumienia ze znajomym deweloperem.
Ja przejmowałem całą licencje na wszystkie łóżka szpitalne; on wziął budynek (pałacyk) i bardzo wartościowe tereny - w centrum prestiżowej dzielnicy.
Zakupiłem w podobny sposób również licencje od dwóch innych małych szpitali medycznych w NSW, które były własnością fundacji charytatywnych a których wartość terenów, działek pod budowę np. luksusowych mieszkań, był dla deweloperów bardzo atrakcyjny.

To była moja kolejna „innowacja” rynkowa. Współpraca interesów - „Win-win Deal”.
Ja wtedy jeszcze nie byłem zainteresowany deweloperką – nie było może mnie na to stać.


Pamiętałem zresztą słowa mojego dobrego znajomego – Joe Coopera (Kupermana), który kiedyś powiedział: Pamiętaj Richard jedną prawdę – w interesach... obowiązuje zasada dwóch palców:
ten palec wskazujący to są koszta a środkowy to przychody...ale nigdy odwrotnie.
Potem dodał inną mądrość - odnośnie nieruchomości:
„Są dwa typy deweloperów: Ci którzy są już bankrutami i ci - którzy za krótką chwilę bedą”...

Wtedy zastanawiając się nad mądroscią słów „naszych starszych braci w wierze” zapytałem, Joe:
to dlaczego on zajmuje się właśnie nieruchomościami, deweloperką – Joe bez wahania dodał...
„No tak, ale ja oprócz tego cały czas robię handel...bo to najlepszy jest interes, a w deweloperce
robię tylko w...gotowych, dochodowych projektach - ” income producing properties” –
bo to jest tyż handel tyle, że towarem są powierzchnie do wynajęcia”
.

Tak czy inaczej – dla mnie największym aktywem wtedy były „licencje” na łóżka szpitalne.
Nabywcą były 2 podmioty, które łączyła transakcja. Potem był podział aktywów, wg ustalonego
porozumienia w zależności od potrzeb, unikało się także problemów zbycia zbędnych aktywów.
W ten sposób każdy partner umowy obniżał swoje wstępne koszty inwestycyjne.

W końcowym rezultacie - licencja kosztowała mnie 50 zamiast 200 tys. dolarów za łóżko.

Deweloperzy mieli też bardzo ładną i tańszą działkę – każdy wygrywał - „Win – win situation”.

Dostałem także dar z „nieba Canberry”. W rezultacie moich działań prawnych, przeciwko
Rządowi Federalnemu - udało mi się wynegocjować ugodę, w której uzyskałem nieodpłatnie
licencje na dodatkowe, brakujące 52 łóżka.
Średnio więc moje koszty licencji wyniosły $30,000/łóżko.
Wszystko zrobiłem sam, własną inwencją i determinacją.

Tego akurat mnie, w życiu nigdy nie brakowało.

Główne atuty życia to: rozum, instynkt, zmysły i siła - wiara w siebie, połączona z determinacją.
To także muzyka i poezja naszego istnienia. Trzeba tylko poznać dobrze nuty – no i mieć słuch.


Mieszkałem wówczas na 5-ciu hektarach terenu, szpitala Mt Wilga, w historycznej rezydencji słynnego Lorda, o nazwisku Sir Marcus Clarck, znanego biznesmena i polityka z początków XX wieku.
Miał on też...bardzo duży wpływ na powstanie Australii - jako nowego niezależnego państwa.
Australia do 1901 roku była kolonią brytyjską, w następnych latach stała się niezależnym państwem.

Sama rezydencja była przepiękna, w stylu „oxfordzkim”, zbudowana zgodnie z angielską tradycją z pełnej, czerwonej cegły, bloków, kolumn granitowych. Na terenie znajdował się duży antyczny basen, zaś w samym budynku: obszerny salon, biblioteka i centralne schody prowadzące na górę –
do części wypoczynkowej i sypialnej - wszystko z drewna cedrowego.
Cały dom otaczała elegancka, zadaszona weranda, a przed nią wprost bajecznie zaplanowany ogród,
z alejami palmowymi, zieleńcami barw i egzotycznych kwiatów oraz kortem tenisowym.
Było też boisko do gier w krokieta.
Wszystko godne brytyjskiego dżentelmena, choć może nieco zaniedbane upływem i zębem czasu.
Z niewielką odrobiną wyobraźni oraz fachową pomocą ogrodników, udało nam się powoli...
przywrócić dawną, całkowitą świetność rezydencji.

Brakowało tylko Lorda Clarcka...choć czasem ukazywał się on w mojej wyobraźni, na zdjęciach historii;
nocami wypełnionych gwiazdami marzeń...
W czasie naszego tam pobytu, mieszkał z nami znany polski reżyser Jerzy Domaradzki,
który bardzo mile i ciepło - wspomina te czasy - za każdym razem, kiedy się spotykamy.

Pamiętam te cudowne lata jak kolejną wiosnę swojego życia, czasy kiedy cała natura i
wszystko się budzi - dla mnie i ludzi.


Podobny obraz


Wracając jednak w realia tamtej rzeczywistości, wiedziałem też dobrze, że pomimo, żę udało mi się uzyskać wymagane licencje, ciągle jednak brakowało pieniędzy na dalszy rozwój szpitala.
Moje możliwości finansowe były wtedy w sumie ograniczone.
Wielu ludzi mówiło mi wprost, obawiając się, że po pierwszych moich sukcesach, przyjdzie wielka porażka.
Ponoć - tak to zwykle bywa w interesach...

Ale ja nie przejmowałem się zbytnio... negatywnymi aluzjami przyjaciół i doradców wszelakich,
którzy potrafili doradzać, ale tak naprawdę...nigdy nic w życiu nie osiągnęli, poza przeciętnością!
Wiedziałem, że muszę iść do przodu a każdy sukces jest na wyciągnięcie ręki.

Doszedłem do wniosku, że muszę znaleźć partnera finansowego.
Alex Norton był uroczym facetem niezmiernie dowcipnym, sympatycznym towarzysko,
ale nie bardzo nadawał się na kreatywnego wspólnika, takiego jakiego potrzebowałem.
Dr. John Brett oraz inni lekarze, prawnicy czy osoby, przyjaciele, których wtedy znałem -
byli biznesmenami ale niestety i najczęściej tylko w małej skali.

Ja, być może byłem wizjonerem, człowiekiem o konstruktywnym umyśle, który potrafił i uwielbiał tworzyć, budować... Niestety realia każdego przedsięwzięcia, w dzisiejszych czasach wymagają nie tylko
mocy twórczych... ale przede wszystkim kapitału. Dużego kapitału.
W związku z tym, w mojej świadomości ciągle drgało pytanie: Jak to zrobić?
Nie miałem na nie jeszcze wtedy odpowiedzi...ale byłem pewien – to kwestia czasu...

Sztuka życia...

Nauczony własnymi doświadczeniami, zawsze twierdziłem:

Największą sztuką w życiu - jest zbudować coś - z niczego.

To pryncypialna zasada. Nie można jednak, moim zdaniem, osiągać sukcesów w interesach,
jeżeli podstawowym i jedynym motywatorem działań są wyłącznie pieniądze.
Nie można też nic stworzyć sensownego zbudować, - jeżeli myśli się tylko jak wydawać pieniądze,
które się w przyszłości zarobi.

Pieniądze powinny być narzędziem do robienia interesów.
Tak, jak przykładowo - dla murarza narzędziem jest kielnia a dla szewca kopyto, szydło.
Ale to są tylko narzędzia - nie sposób na życie no i za pomocą tych narzędzi – wielkiego interesu się nie zrobi...
Zdecydowałem, że muszę znaleźć partnerów w biznesie.

Niestety moim problemem było to, że z natury jestem indywidualistą.
Dodatkową moją wadą zawsze było i jest to... - że nie potrafię być numerem drugim.
Nadaję się tylko na lidera.


Takie wówczas było moje przekonanie. Owszem - jako lider mogłem być członkiem drużyny,
ale nie potrafiłem stać w kolejce po sukces; a tym bardziej być kołem zapasowym na drodze do....

Postanowiłem spróbować swych sił na giełdzie „papierów wartościwych”.
Wiedziałem, tam ludzie muszą rozumieć działania rynku oraz narzędzia właściwe do inwestycji.
Jednocześnie zozumiałem, że giełda przeżywa kolejny kryzys i to jest najlepszy czas na zdobywanie
kapitału na nowe przesięwzięcia.

Wniosek był oczywisty; podjęcie takich działań całkiem logiczne.

Koniec Odcinka 31
Ryszard Opara
 

KOMENTARZE

  • Licencja na lozko szpitalne za $200000.
    Czy cos takiego w glowie sie miesci? Aby lekarz mogl leczyc swego pacjenta na lozku to musi wykupic licencje od rzadu za $200000. Taki niestety, kochani Polacy, jest demokratyczny zachod, o ktorym naszym ojcom rozglosnia Wolna Europa nie powiedziala.
    Panie Opara! Trzeba bylo klasc pacjentow na ziemi, bez lozek, albo zawiesic w hamaku, albo unosic na balonie. Sluzba zdrowia swiata musi sie zalamac. Moj kardiolog polecial akurat do Polski odbierac mieszkanie w bloku w Warszawie gdzie inne mieszkanie zajmuje gwiazdor, pilkarz Lewandowski. Podobno adres na topie. Widac Palac Kultury. Mieszkanka sa po $1.5mln.
  • Współpracownicy i beneficjenci.
    Właśnie wróciłem z nart. Karpacz nawet znośnie zaśnieżony.
    Wszedłem na neona, żeby poczytać czy Wojtasowe łabędzie nadal żyją, czy już je zamordował i zgrillował.
    Przy okazji zajrzałem na stronę nowego odcinka autobiografii Ryszarda Opary.
    I co ? I nic. NUDA, NUDA, NUDA.
    Bardzo przepraszam drogi autorze, ale nie da się tego czytać.
    Prosiłem w poprzednim odcinku, żeby spróbował Pan podzielić się z nami jakimiś egzotycznymi informacjami, typowymi dla kontynentu australijskiego, rodzajem spożywanych potraw, przygodami z wypraw w głąb interioru, spotkaniami z Aborygenami, kulturą Australii, itd.
    A Pan ciągle o pieniądzach, kredytach, nieruchomościach.
    NUDA, NUDA, OKROPNA NUDA.
    Tym bardziej że niestety z niezrozumiałych dla mnie powodów, znów zataja Pan dane znajomego dewelopera, z którym "kręci Pan lody".
    Co to za tajemnicza postać ? Czyżby równie tajemnicza jak tajemniczy bankier od linii kredytowej ?
    Obowiązuje Pana omerta, czy co ?
    Niestety swoim stylem pisania i poruszanym w kółko Macieju tematem, który być może kręci Pana (pieniądze) a nie kręci czytelnika zniechęcił mnie Pan do czytania, Odcinek 31 od połowy do końca przeczytałem, czytając co trzecią, czwartą linijkę.


    P.S. Mimo wszystko, muszę przyznać, że jest Pan człowiekiem odważnym. Odważnym albo zupełnie nieświadomym tego co pisze.
    W jednym z komentarzy odcinka 30, wspomina Pan o rodzonym bracie Pana ojca Stefanie Oparze, który pracował jako naczelny w jednej z redakcji która była własnością Jerzego Urbana.
    Powoli wyjaśniają się Pańskie korzenie.
    Ojciec w PZPR, wuj - redaktor komunistycznej gazety, Pan absolwent WAM.
    Pięknie Panie Opara, co raz piękniej.
    Proszę kontynuować leksykon wybitnych postaci z Pańskiej rodziny.
  • @tańczący z widłami 18:52:57
    Czyli jednak dobrze podejrzewałem. Cały czas chce kolega zmusić drOparę do przyznania się że znajomością ze służbami specjalnymi PRL. Do tego wszystko zmierza. Wpisy kolegi są taką próbą ciągnięcia p. Opary za język.
  • @zbig71 19:47:05
    Zmusić ? A jak można kolego zbigniewie na odległość kogokolwiek zmusić do czegokolwiek? A jeżeli nawet, to po co ?
    To jest autobiografia Ryszarda Opary. To on ma potrzebę znalezienia sensu życia, oczyszczenia się i rozliczenia z przeszłością.

    Ja osobiście nie spotkałem się z przypadkiem (poza pojedynczymi, głównie zagranicznymi) przyznania się i ujawnienia się agentów służb. Nie liczę na to, żeby jakikolwiek sowiecki agent, słup lub śpioch przyznał się publicznie do współpracy z komunistycznymi służbami (patrz kazus Wałęsy, dowody są oczywiste, ale on nigdy nie zdobędzie się na prawdę).
    To nie o to chodzi. Nie chodzi o wymuszenie publicznego przyznania się.
    Skoro lustracja ich nie dosięgła i żadna kara im już nie grozi, to w chwili obecnej pozostaje nam jedynie uświadamianie ludziom komuny ich błędów, ich sprzedajności, ich małości, ich podłości i zdrady ojczyzny i narodu polskiego.
    I to należy im uświadamiać.
    A co oni z tym zrobią , to jest ich sprawa.
    Oczywiście Pan Opara jest poza wszelkimi podejrzeniami, bo nikt mu niczego nie udowodnił (złośliwi twierdzą, że miał "parasol" i nikt nie chciał niczego udowodnić), ale tak twierdzą tylko podli ludzie, nie znający realiów tamtej epoki.

    P.S. Ja rozumiem Pana Oparę, że nie może nam pewnych rzeczy ujawnić, przecież towarzysze Bergoldowcy (odwrotnie) jeszcze żyją i ich ludzie też żyją.
    Ale jest zbigniewie nadzieja. Pan Opara stara się nam pewne rzeczy powiedzieć między wierszami, naprowadzić czytelnika na właściwy ślad.
    Sygnalizuje czytelnikowi, co któryś odcinek "amena" z jakiego środowiska się wywodzi.
    Ojciec aktywny działacz PZPR - dostał intratną zarobkowo pracę w Ge-sie.
    Wujek Opary - redaktor naczelny gazety wydawanej przez Jerzego Urbana, robiącej wodę z mózgu Polakom.
    Ryszard Opara - absolwent uczelni WAM- jednej z najbardziej poddanej działaniom służb.
  • @tańczący z widłami 20:38:50
    Osobiście wątpię, aby służby PRL miały takie możliwości, aby ,,wspomagać,, emigranta w Australii na taką skalę. Mieli ważniejsze zadania. Niż p.Opara. WKażdym razie wiem, że dr. Opara stracił sporo pieniędzy w PRL-bis na transakcjach z jakimś bankiem, PEKAO-SA? Nie pamiętam już o co chodziło, wiem, że stracił dużą kasę.
  • @zbig71 21:38:07
    :))))) Ja wiem , ale nie powiem . Bywaj :)))))
  • @zbig71 21:38:07
    Ty zibi nie musisz wszystkiego wiedzieć. Nic Ci po tym.
    Wystarczy, że ja wiem, Opara wie, "skarbnik" wie.

    Powiem Ci tak.
    BANK DAŁ, BANK WZIĄŁ.

    Oto słowo moje
    TzW
  • @tańczący z widłami 22:06:46
    Spoko, jest to gdzieś w sieci. Nie chce mi się dziś grzebać, ale może kiedyś?? Pozdrawiam.
  • @tańczący z widłami 22:06:46
    :)))))
  • @tańczący z widłami 22:06:46
    Czyli wszystko zostało w rodzinie;)))
  • @zbig71 19:47:05
    Szanowny Panie Zbigniewie, Szanowni Państwo,

    Myślę, że dobrze Pan podejrzewał.

    Czytając komentarze Pana TzW - na początku ręce mi wprost opadały, no i muszę przyznać - było mi po prostu, po ludzku - przykro.
    Teraz przestałem się tym przejmować, traktuje go jak... powietrze.

    Dla mnie jest oczywistym:
    Pan TzW ma określone zadanie do wykonania. Zadanie, które sam sobie wymyślił albo ktoś mu dał do wykonania.

    Być może ma do mnie jakiś osobisty uraz, a być może to nieudacznik, który nic w życiu nie osiągnął - do wszystkich wokół ma żal i krytykuje wszystkich co cokolwiek w życiu zrobili. To taka prawdziwa "Polskość".

    Być może pracuje na zlecenie Banku Pekao SA...albo służb?...
    Mnie to mało interesuje - i jak powiedziałem traktuje go jak powietrze.
    Wogóle nie odpowiadam bezpośrednio na komentarze Pana TzW.

    Pan TzW próbuje zrobić wszystko - aby mnie zniechęcić do pisania oraz publikacji mojej biografii. Przy okazji próbuje zniechęcić innych ludzi do czytania moich publikacji.

    Ostatnio Pan Tzw stwierdził, że co ja piszę to NUDA,NUDA, NUDA i że on czyta tylko co trzecią, czwartą linijkę.

    Pozostaję więc w nadziei, że Pan TzW - przestanie wogóle czytać moją autobiografię... no i przestanie pisać głupoty w swoich komentarzach.

    Niestety, jak Pan wie - nadzieją jest "matką głupich" i niestety jestem pewien, że Pan TzW, będzie nadal czytał i komentował "AMEN".

    Odnośnie mojej rodziny - (parę słów wyjaśnienia)

    Tak mój ojciec miał wielu (chyba 10-ciu braci i parę sióstr). Niestety w czasach wojny i po wojnie rodzina rozpadła się po wszystkich częściach kraju - w poszukiwaniu pracy... mieszkania itd. Ojciec utrzymywał kontakty tylko z dwoma braćmi - Marianem, który mieszkał na Powiślu oraz Bolesławem (krawcem), który mieszkał z nami - w szkole, gdzie mój ojciec i matka byli nauczycielami.
    Kiedyś tam ojciec dostał ofertę pracy w GS a potem (ponoć przy jakiejś wódce) - propozycje na stanowisko Prezesa ale pod warunkiem, że się wpierw zapisze do PZPR. No i ojciec tak zrobił, choć w sumie nigdy nie był aktywnym członkiem Partii. (Ja nie wiem - miałem wtedy 10 lat)

    Jeden z braci ojca miał na imię Stefan i był działaczem PZPR - i dlatego m.in. - mój ojciec nigdy się z nim nie kontaktował. Ja również nigdy swego wuja nie spotkałem.

    Moja rodzina była bardzo katolicka, co tydzień chodziliśmy do kościoła, z tym że ojciec chodził zawsze wieczorem - aby nikt go nie widział.
    Takie to były czasy - nie chcę zanudzać.

    Potem, po wielu latach kiedy wróciłem z Australii - jako bardzo zamożny człowiek, poprzez PZMot sposorowałem m.in. zawody żużlowe w Polsce.
    Wielkim wielbicielm żużla był Minister Mieczysław Wachowski, osoba znana, blisko związana z Prezydentem Wałęsą. (Legendą dla emigracji).

    W krótkim okresie czasu, stałem się bliskim przyjacielem Wachowskiego a poprzez niego poznałem bardzo wiele osób z otoczenia Prez Wałęsy.

    Wśród nich było też wiele osób związanych z rozmaitymi służbami -
    poznałem między innymi: Generałów: Wileckiego, Czempińskiego, Petylickiego, Toczka, Malejczyka, Lewińskiego i wielu innych oraz wielu ministrów czy biznesmenów - (lista bardzo długa).

    Z wieloma z nich byłem dość blisko zaprzyjaźniony - np z Generałami Czempińskim i Wileckim; jeździłem często na narty; grałem w tenisa (miałem 2 własne boiska to tenisa w moich dwóch domach).

    Z wieloma z nich utrzymuję dobre kontakty do dziś - i wcale się tego nie wstydzę - ani tego nie ukrywam. Wiem dobrze, że oni byli związani z rozmaitymi służbami.

    Ale w tym miejscu po raz kolejny oświadczam:
    JA - NIGDY NIE BYŁEM ZWIĄZANY; (ani NIKT z mojej rodziny).
    JA - NIGDY NIE PRACOWAŁEM DLA ŻADNYCH SŁUŻB.

    Będę o tym wszystkim jeszcze pisał...

    Na zakończenie smutna refleksja - dotycząca mentalności Polaków.

    Polacy są Narodem bardzo, skrajnie spolaryzowanym.
    Wielu Polaków - (może większość), nienawidzi głównie innych Polaków - szczególnie ludzi czynu, ludzi sukcesu.
    Wielu Polaków (może większość) uważa, że każdy człowiek czynu, każdy człowiek sukcesu - jest współpracownikiem "Służb Specjalnych".
    Tak najłatwiej bowiem zniszczyć człowieka - Polaka.

    Ja mimo wszystko, żyjąc nadzieją na lepsze Jutro dla Polski - bedę walczył, będę pisał swoją Autobiografię AMEN - "niech się tak stanie".
    Nawet - jak NIKT nie będzie tego czytał.

    Pozdrawiam wszystkich

    Ryszard Opara
  • @Ryszard Opara 02:17:25
    Szanowni Państwo,

    Małe "Post scriptum" - do mojego komentarza powyżej.

    Myślę, że gdybym kiedykolwiek był współpracownikiem "Służb" - prawdowpodobnie moje wszystkie problemy z Bankiem Pekao SA - byłyby dawno rozwiązane - albo wprost NIGDY tych problemów by nie było.

    Znam (znałem) kilku bardzo zamożnych Polaków - nazwiska nieważne, którzy byli współpracownikami służb - i jakoś nigdy, pomimo rozmaitych problemów NIGDY, kłopotów nie mieli.

    Ja przywiozłem do Polski, jako emigrant z Australii - bardzo dużą kwotę - no i straciłem wszystko. Pieniądze, domy, rodzinę - wszystko.

    Bank PEKAO SA - oszukał mnie na wiele milionów i poprzez Bankowy Tytuł Egzekucyjny (BTE) oraz komorników - uniemożliwił jakiekolwiek normalne funkcjonowanie - życie w Naszym Kraju.

    W Australii też miałem trudności, bo Pekao SA próbował zarejestrować BTE - przez wiele lat. W końcu Sąd Najwyższy odrzucił wniosek Banku, uznając działania Pekao SA - za całkowicie niezgodne z Prawem - ale wtedy, już byłem niemal całkowicie zniszczony.

    Wróciłem więc do kraju w nadziei - na porozumienie, ugodę.
    Pomimo wielu niezbitych dowodów oszustwa Pekao SA, np sfałszowania wielu dokumentów przez Bank całkowicie przegrałem sprawę.

    Bank Pekao SA - jest ponad prawem - stanowi PRAWO.
    Wszyscy moi Prawnicy - współpracowali z Bankiem Pekao SA.

    Taka jest PRAWDA - Taka jest POLSKA.

    Zostało mi w życiu niewiele -
    ale została mi rzecz najważniejsza - HONOR.

    Wiem, że niewielu ludzi rozumie pojęcie Honoru -
    ale ja będę nadal walczył i postępował zgodnie z Honorem.

    To jest główne przesłanie - Misji Mojego ŻYCIA.

    AMEN

    Ryszard Opara
  • @AUTOR
    Motta:
    “He that is of the opinion money will do everything may well be suspected of doing everything for money.”
    Benjamin Franklin
    ----------------
    Enoughness, The Franciscan notion of enoughness:
    ...(Francis knew that just climbing ladders to nowhere would never make us happy nor create peace and justice on this earth. Too many have to stay at the bottom of the ladder so I can be at the top. It is a zero sum victory. I suspect simplicity and a worldview of enoughness will forever be an alternative orthodoxy, if not downright heretical, in most of the “developing” world." )...


    Piszę starając się zrozumieć Pana.
    Urodził się Pan po prostu, za duży, w niewłaściwym miejscu i czasie, w dodatku kiedy już większość dobrych miejsc w historii została zajęta. Już w dzieciństwie i wczesnej młodości doznał Pan urazów, zapamiętanych przez resztę życia. innymi słowy uległ Pan deprawacji. Nie Pan jeden. W dodatku Kreator wyposażył Pana w zbyt wiele atrybutów i atrakcjonów wywołujących konfuzję w konstrukcji samoświadomości w latach formatowania. Na szczęście, zapewniające przetrwanie, posiadł Pan również dar dobrej adaptacji.

    Za wybory decyzyjne na poszczególnych etapach życiowych nie winię Pana. Rozumiem buntowniczą deklarację-obietnicę "będę milionerem", rozumiem okoliczności, które przeszkodziły Panu zostać pianistą-wirtuozem.
    Rozumiem decyzję wstąpienia na WAM. Sam dobrze a może lepiej od Pana Pamiętam PRL i nie potępiam decyzji wyprowadzenia wagonika życia na szersze tory. Nie mam Panu nawet za złe decyzji emigracji do Australii. W ówczesnej globalnej konsytuacji było to miejsce optymalne, choć na zadupiu świata. Choć goły i wesoły na starcie
    miał Pan wszechstronną przewagę nad konkurencją aby dobić się "pierszeństwa w dziobaniu" . I to się Panu udało.

    Nie ma wątpliwości, Dobił się Pan swoich wymarzonych milionów "bez sufitu". Wszystko stało się dostępne i nic za dobre. Prezesury, rezydencje, prezydenckie aspiracje. Ale "Król Życia" zakiwał się. Tak ładnie żarło i zdechło.
    Trafił Pan na lepszych cwaniaków. Sprawdziła się stara prawda że zawsze znajdzie się lepszy. "Nosił wilk razy kilka...".

    Określa Pan się jako "Polak. Patriota. Humanista." Czy również głęboko wierzący katolik?.

    Sprawdzam!

    ad - Polak i Patriota:
    - Ile szpitali zbudował Pan w Polsce? Odciski australijskiego budowniczego przeszkodziły?
    No to może parę sal operacyjnych, albo zafundowanie jakiegoś zdalnego kombajnu operacyjnego typu "Da Vinci"?
    Też nie? A czemu nie ufundował Pan nowoczesnej szkoły w Łobezie albo Zalesiu?
    Humanista:
    -na własny użytek i pożytek!

    Religijność? - Deklarytywna i bez poważniejszych zobowiązań. To "trendy" i dobrze widziane, jak wśród rosyjskich oligarchów. A teraz "jak trwoga to do Boga"?

    Wynosi się Pan ze swoimi "osiągnięciami" z pogardą wobec nieudaczników; wśród mich zapewne, Franciszkanów,
    Karmelitów Bosych, mnichów buddyjskich i tybetańskich (pomijając Dalaj Lamę; kolekcjonera drogich zegarków, też milioner). Wynosi się Pan nad ludzi mniej rozrzutnie obdarzonych przez naturę.
    A priori (mam to Panu za złe) odrzuca Pan możliwość innych motywacji życiowych niż Mamona!

    Reasumując, w mojej ocenie, zatrzymał się Pan w rozwoju. Zdobyte Bogactwo, które mogło by być środkiem dla urzeczywistniania celów wartościowych społecznie, stało się dla Pana bezwstydnie celem samym w sobie.
    W pogoni za milionami zatracił Pan szansę na rozwój lepszej części siebie.A może jej tam nigdy nie było...

    Dzisiaj skarży się Pan na swoje względne ubóstwo, mimo że wciąż mieszka Pan pod dobrym adresem i na głowę Panu nie kapie...
    Fakt bezsporny, nie umrze już Pan jako "najbogatszy na cmentarzu". Dokonując tylu inwestycji finansowych jakże głupio, że nie zainwestował Pan również w ludzką wdzięczną pamięć!
    Pisząc i edytując swoją hagiograficzą "autobiografię" nie docenił Pan Czytelników To nie głupki, do gry w trzy kostki "na maniane". Do dziś, jako "człowiek, któremu już bliżej niż dalej", nie zdobył się Pan na uczciwe spojrzenie w lustro. Wciąż wobec siebie i Czytelnika idzie Pan zaparcie w wyparcie.

    Proponuję radykalne remedia:
    - niech Pan przez parę miechów pożyje jako bomż,
    - pojedzie jako szeregowy wolontariusz na misję humanitarną (bez przywilejów australijskego białaska) w "Trzecim świecie", żyjąc wśród miejscowych nieudaczników".
    - zamknie się gdzieś na odludziu w celi medytacyjnej w ostrej ascezie!

    Panie Opara, wierzę w Pana, jeszcze nie za późno na katharsis i uczciwy rachunek sumienia!
  • @Ryszard Opara 02:17:25
    Cyt : "Teraz przestałem się tym przejmować, traktuje go jak... powietrze".

    Panie Opara, czuję się zaszczycony powyższym stwierdzeniem. Wszak powietrze choć niezauważalne dla nas, niezbędne do życia jest, a skład jego bywa nad wyraz bogaty.
    Z serca dziękuję za powyższą atencję i uznanie.

    A skoro wydaję się Panu niezbędny jak powietrze, to może wspólnie spróbujemy dociec, wyłuskać i wyjaśnić następującą kwestię :
    "Jeden z braci ojca miał na imię Stefan i był działaczem PZPR - I DLATEGO !!!!!! m.in. - mój ojciec nigdy się z nim nie kontaktował". kon. cyt.
    Nie za bardzo rozumiem logikę takiego zachowania ze strony Pana ojca.
    Sam będąc członkiem PZPR, nie kontaktował się ze swoim rodzonym bratem, ponieważ ten był w PZPR ?????
    Gdzie tu sens, gdzie tu logika. ?
    Czyli wychodzi na to, że miał za złe swojemu rodzonemu bratu to, że ten zdradza ojczyznę współpracą z komunistami, sam będąc w podobnej sytuacji.
    A skoro już poruszył Pan tak ważny i istotny dla Pana temat honoru, to należy zapytać, gdzie znajdował się honor Pana ojca (w jakim pięknym a odległym miejscu), gdy padła propozycja awansu na stanowisko prezesa, za wstąpienie do partii ?

    Kwestia nieudacznictwa.
    W pełni rozumiem Pańskie stanowisko w kwestii nieudacznictwa.
    Podobnie jak Pan uważam, że tylko milionerzy są udacznikami, zaś niemilionerzy to plebs, hołota i nieudacznicy (sam do nich należę).
    Wychodzi na to, że na świecie mamy : Według raportu Global Wealth przygotowanego przez Credit Suisse na świecie jest 35 mln dolarowych milionerów (udaczników) i 7,5 miliarda biedoty, hołoty i plebsu (nieudaczników).
    Ta Pańska opinia o udacznikach i nieudacznikach jeszcze bardziej zbliża Pana mentalnie do wspomnianej już w "amenie" wybitnej postaci pianisty, wielbiciela muzyki poważnej, emigranta, lekarza i dewelopera, który zasłynął w historii medycyny z przebudowy kurnika na szpital w Gabonie, za co między innymi uhonorowano go nagrodą Nobla, niejakiego sir Alberta Schweitzera.
    Ta wszechstronnie utalentowana i wybitna postać również podzielała pogląd o udacznikach i nieudacznikach, o istnieniu równych i równiejszych na ziemi, murzynom tłumaczył na przykład, że jest ich bratem, ale zaraz dodawał, starszym i mądrzejszym bratem, który ma prawo ich pouczać, rządzić nimi i nakazywać.
    Jak widać z powyższego Schweitzer miał ogromny szacunek do ludzi i tylko źli i podli zazdrośnicy zawlekli go do sądu oskarżając o rasizm i ksenofobię.

    Myślę Panie Opara, że ludzkość Pana nie docenią, nie docenia Pańskiego wkładu w rozwój obecnej cywilizacji, nie rozumie boskości, którą Pan przejawia.
    Pan, który tak kocha wszystkich ludzi, wszystkim ludzi cenie i szanuje i jak twierdzi, "żyje po to żeby żyć" i pomagać innym, podobnie jak doktor, deweloper i budowniczy Albert Schweitzer powinien otrzymać pokojową nagrodę Nobla.
    Mam nadzieję, że ludzkość Pana kiedyś doceni i zrozumie jakie szczęście ich spotkało, móc czerpać pełnymi garściami z dorobku Pana życia.
    Niestety współcześni zazdrośnicy, nieudacznicy, hołota i plebs, tego nie rozumie. Nie rozumie misyjności i wyjątkowości Pańskiej obecności na ziemi.
    Oby choć docenili Pana potomni.
    Pośmiertnie też można otrzymać nagrodę nobla.
  • @1abezmetki 08:16:45
    Szanowny Panie bezmetki.
    Bardzo proszę, żeby Pan nie przesadzał.
    Jak można wymagać od Pan Opary, żeby budował w Polsce szpitale, skoro on w tym czasie bardzo zajęty był budową kortów tenisowych i może nawet remontem jakiegoś pałacu, którego każdy chciałby zostać właścicielem.
  • Autor
    Ciagle pan narzeka na bank PKO SA ktory pana okradl z wszystkiego a jednoczesnie korzystal pan z doradcow finansowych(inwestycyjnych) tego banku i polegal na ich slowie.
    Pytanko-a kogo reprezentuja doradcy banku? przeciez nie klienta a interes tego banku.Zagrali z panem jak kuglarze w 3 karty na jarmarku-na poczatek dali troche zarobic a po wywiadzie bankowo-gospodarczym okazalo sie ze nie ma pan zaplecza np. w sluzbach(zagranicznych tez)
  • @tańczący z widłami 12:30:47
    "podobnie jak doktor, deweloper i budowniczy Albert Schweitzer powinien otrzymać pokojową nagrodę Nobla."

    Ja tam bym Szanownemu nie tylko pokojową, ale i przedpokojową nagrodę dał.
  • @Ryszard Opara 02:17:25
    /Ale w tym miejscu po raz kolejny oświadczam:
    JA - NIGDY NIE BYŁEM ZWIĄZANY; (ani NIKT z mojej rodziny).
    JA - NIGDY NIE PRACOWAŁEM DLA ŻADNYCH SŁUŻB./

    Ależ drogi Panie Opara. Któż by ośmielił się Panu taką podłość zarzucić, jakąś współpracę ze służbami, czy coś.
    Oczywiście, że wszelkie tego typu zarzuty są bezpodstawne, a najprawdopodobniejszą prawdą jest to, że nigdy nie pracował Pan bezpośrednio dla służb.

    Ze służbami bezpośrednio pracowali zupełni inni ludzie, głównie ze świata bankowości i wielkiego biznesu. Komuna miała swoich zaufanych "bankierów" rozsianych na wszystkich kontynentach prócz Arktyki, do których przez różne spółki i myki, a czasami po prostu w walizkach i pocztą dyplomatyczną przez wiele lat transferowała zrabowany Polakom majątek.(choćby afera FOZZ).
    Ci z kolei przekazywali te pieniądze na różne inwestycje nie związanym( ale reguły tu nie ma) ze służbami słupom.
    Czasami taki słup, po latach tak przyzwyczaił się do majątku, który tak naprawdę nie był jego, lecz majątkiem służb, że gdy służby zgłosiły się po jego odbiór, słup robił wielkie oczy i stawał okoniem krzycząc: TO MOJE, TO MOJE, ODDAWAJCIE ZŁODZIEJE !!!
  • @mac 13:07:48
    No właśnie. Dlaczego Bank uznał, że Pan Ryszard nie ma zaplecza, skoro "Berggold" -(odwrotnie) był w tym czasie już w Polsce ?
    A może po prostu ktoś uznał, że jest próba zerwania się z łańcucha w stylu "TO MOJE, TO MOJE, ODDAJCIE ZŁODZIEJE" i uruchomił Bank ?
  • @Krzysztof J. Wojtas 13:07:49
    Oj tam, oj tam. Bardziej mnie usatysfakcjonuje uhonorowanie ORDEREM WOJTASA.........BIAŁEGO.
  • @tańczący z widłami 12:30:47
    Z tym zaszczyceniem, poprzez traktowanie Ciebie jak powietrze przez Naczelnika, to duża przesada. To są tylko puste słowa, bo przecież każde niemal zdanie w tym komentarzu do zbiga i wielu wcześniejszych, odnosi się do TZW i trwa od początku Autobiografii, a to już jest chorobliwe.

    Dzisiaj jeszcze, całkowicie niesprawiedliwie dla Pana Opary, bezmetki oczywiście przesadza, zarzucając mu, że ----- "Pisząc i edytując swoją hagiograficzą autobiografię, nie docenił Czytelników, to nie głupki, do gry w trzy kostki "na maniane"----- (a tak na marginesie, w końcu ktoś powiedział prawdę).
    Pytanie, jakich czytelników Neona nie docenił? Czytam Autobiografię od początku i zdecydowana większość komentujących łyka bezkrytycznie te notki, co widać, słychać i czuć w dziesiątkach komentarzy.
  • @Jeremi 14:54:53
    Przede wszystkim należy przyjąć, że Pan Opara decydując się na publikację swojej hagadobiografii zakładał i to zresztą całkiem słusznie, że sprawi czytelnikom sporą przyjemność, że rozświetli ich nudne, ponure życie, pokarze świat wielkiego biznesu, życie w luksusie i uszlachetni nas tymi z wysokiej pułki informacjami.
    A tu klops. Nieudacznicy, hołota i plebs, nie chcą dać się "uszlachetnić", co gorsze czytają co czwartą linijkę uznając, że pierwsza, druga i trzecia są nudne i niewiele warte.

    Cyt :" a to już jest chorobliwe".
    Niestety nie wiem co jest w tym przypadku chorobliwe. Nie jestem lekarzem.
    Najlepiej by było, gdyby jakiś lekarz się w tym temacie wypowiedział.
  • @tańczący z widłami 15:20:13
    A co jeszcze gorsze, ta pierwsza, druga i trzecia, a czasami nawet i czwarta linijka pełna jest błędów stylistycznych, gramatycznych, ortograficznych, co widzą nawet ci nieudacznicy, ta hołota i plebs. Poprawne napisanie wyrazu bul/ból, to jeszcze za mało, żeby być kandydatem na prezydenta.
    Z drugiej strony możemy tych notek nie czytać, a jednak jakaś niepohamowana siła powoduje, że już jak jakiś narkoman, muszę kolejny odcinek otworzyć.
  • @Ryszard Opara 02:17:25
    Zawsze z podziwem patrzyłem na ludzi, którzy potrafią zbudować ,, coś z niczego,,. Dlatego ma pań moje uznanie. Natomiast jak czytam komentarze kolegi TZw to zastanawiam się co go gryzie i o co mu chodzi?
  • @Jeremi 15:48:11
    Przyznam szczerze, że ja nie jestem taki systematyczny jak Szanowny Jeremi w czytaniu autobiografii biznesowej, ups przepraszam, miało być autobiografii naukowej Pana Opary (może ta pomyłka stąd, że o biznesie sporo, a nauki w tym jak na razie przynajmniej dla mnie niewiele.
    Nie czytam systematycznie i bardzo tego żałuję, ponieważ od kiedy zacząłem czytać tę wybitna opowieść, czuje się jakoś inaczej, jakby lepiej, lżej, mam poczucie jakiegoś nieokreślonego uszlachetnienia, po prostu jestem lepszym człowiekiem.
    I to wszystko daje mi Pan Opara.
    Już sam kontakt z Panem Oparą mnie nobilituje i uszlachetnia, jakbym spotkał jakiegoś człowieka uduchowionego, nie z tego swiata, który wszystko wie, wszystko umie i wszystko potrafi. To niesamowite mistyczne przeżycie, głęboko duchowe i niemal boskie.

    Oczywiście niestety większość nieudaczników i niewarta uwagi i szacunku biedota i plebs, czyta autobiografię z zupełnie innych, bardzo niskich pobudek. Czytają tylko po to i robią zakłady, czy na końcu "amena" się przyzna, czy się nie przyzna, wyda tajemniczych wspólników od pożyczek i jeszcze "tajemniejszych" wspólników od deweloperki, czy nie wyda.
    To okropne. Zamiast czerpać garściami z życiowego dorobku Pana Opary i się uczyć, w typowo Polski sposób czekają na jego potknięcia i błędy. Chichoczą jak hieny ukradkiem, gdy jakaś dealerka mu nie wyjdzie (choćby ta w mrocznych Sydneyowskich dokach, pełnych podejrzanych tawern i jeszcze bardziej podejrzanych marynarzy). Zazdroszczą wszystkiego i chcą go ściągnąć w dół.
    Od razu widać, że nie znoszą ludzi wybitnych, zdolnych, niemal doskonałych, z boska iskrą i ziemską misją do spełnienia jak Pan Panie Opara.

    Tak Panie Opara. Ci nieudacznicy to zakała polskości. Mali, zaściankowi ludzie, którzy nic w swoim życiu nie zrobili, nie osiągnęli, nie zbudowali, prócz dwójki, trójki równie zaściankowych i ograniczonych jak ich rodzice dzieci, prócz skończenia kilku kierunków studiów, wybudowania domów i stworzenia wielu miejsc pracy, itd, itp.
    Współczuję Panu Panie Opara z jakimi ludźmi musi Pan współistnieć.
    Żyć się odechciewa.
  • @tańczący z widłami 17:18:18
    Czepiasz się słów. Pań Opara raczej nie gardzi współrodakami, tylko wymienił te cechy, jakie niestety wykształciły się w realnym socjalizmie i teraz pokutują. Zawiść jest znana na całym świecie, ale w demoludach niestety świeci jak gwiazda polarna. To, że bank oszukał dr.Oparę, jeszcze raz pokazuje, w jakiej patologii żyjemy.
  • @1abezmetki 08:16:45
    /Proponuję radykalne remedia:
    - niech Pan przez parę miechów pożyje jako bomż,
    - pojedzie jako szeregowy wolontariusz na misję humanitarną (bez przywilejów australijskego białaska) w "Trzecim świecie", żyjąc wśród miejscowych nieudaczników".
    - zamknie się gdzieś na odludziu w celi medytacyjnej w ostrej ascezie!/

    Tak się składa, że kilka dni temu złożyłem podobną propozycję Panu Oparze. Jeżeli rzeczywiście chce znaleźć sens swojego życia, a nie tylko pouczać i nauczać życia innych, to powinien czym prędzej udać się na daleką północ na przykład do Innuitów, Inguszów czy Czukczów i zamieszkać w jakimś iglo, lub jurcie.
    Mieszkać tak jak oni, żyć tak jak oni, jeść tak jak oni, medytować tak jak oni.
    Myślę że po tym wszystkim, co Pan Opara w sobie nagromadził, a co zaczyna go uwierać i żyć nie daje, jeden rok oczyszczania wystarczy.
    A jeżeli nie lubi zimna, to gorący Interior ma prawie pod nosem.
    Jeżeli nazywa siebie wędrowcem, no to kostur w rękę, torba na plecy i w drogę.
    W interiorze dobrzy ludzie pomogą. Nakarmią, napoją i pokarzą kierunek w którym za dwa dni wędrówki jest następna woda i strawa.

    Może to niestosowne dawać rady tak mądremu i zaradnemu człowiekowi jak Pan Opara, ale może ten niemal Święty Człowiek w swojej skromności, nie wpadł na taki prosty sposób samooczyszczenia.
  • @1abezmetki 22:23:34
    Szczególnie lordozę moralną.

    P.S. Mój mentalny idol, Pan Ryszard Opara wiele mnie nauczył (o sobie) i wiele mu zawdzięczam(o mnie). Właśnie zastanawiam się, dlaczego leczę LORDOZĘ charytatywnie.
    I od kiedy poznałem Pana Oparę, natychmiast znajduję na to trudne pytanie odpowiedź.
    No chyba dlatego, że jestem polski nieudacznik.
  • @tańczący z widłami 21:25:55
    I jakie to skuteczne panaceum na LORDOZĘ; także chroniczną (łac.lordosa inverterata, przed użyciem potrząsnąć pacjentem).
  • @1abezmetki 22:23:34
    Poza tym wszyscy wielcy ludzie tego świata szukają natchnienia w samotności i pustelnictwie. A więc tak religijny człowiek jak Pan Ryszard Opara powinien wziąć przykład choćby z Jezusa i udać się na pustynię na 40 dni.
    Jednak znając zdrowe ambicje Pana Opary, będzie chciał ten mierny rekord pobić i przetrwać na pustyni 80 dni.
    I ja to popieram, to jest cały Ryszard Opara taki jakiego znam. Bojowy, nieustępliwy, wytrwały i równy innym mesjaszom......a nawet lepszy.

    Deklaruję się, że jeśli Pan Opara podejmie wyzwanie, zorganizuję grupę kibiców, która przez cały osiemdziesiąty dzień w pustelni, będzie skandować :
    OPARA !!!! oPARA !!!! OPARA !!!!
  • @tańczący z widłami 22:55:23
    Kantyczka z lotu ptaka (Live 1992) - Gintrowski, Kaczmarski, Łapiński
    https://www.youtube.com/watch?v=GXAEIPoxNew
    - jako inspiracja do ekspiacji
  • @tańczący z widłami 22:55:23
    Szanowny ma przechlapane z natury: toż Australia to jedna wielka pustynia, a p. Opara trwał tam latami i jeszcze ostatnio wrócił, aby sobie przypomnieć wygodne życie na pustyni.
    Tego TzW chyba nigdy swymi widłami nie ogarnie.
  • @Krzysztof J. Wojtas 10:16:33
    Jeżeli Sovereign to pustynia, to przepraszam.
    Zawsze myślałem, że Sovereign Islands to zamożna społeczność na przedmieściach Paradise Point na Gold Coast w Queensland w Australii.

    Wojtas sprytny, wejdzie sobie na mapkę satelitarną i poszuka największej chałupy. Nazwijmy ją umownie "chatka pustelnika- mesjasza"
  • @Krzysztof J. Wojtas 10:16:33
    Szanowny Krzysztofie,

    Australia to nie tylko pustynia - to także piękna przyroda tropiku.
    To oceany: Pacyfik, Indyjski, Arktyczny - no i Polinezja - które otaczają wyspę Australię, ze wszystkich stron.
    To także cuda Wielkiej Rafy Koralowej.

    Australia moim zdaniem - to nie pustynia (ta jest w środku kontynentu).
    Australia - to prawdziwy Raj na Ziemii.

    A tak przy okazji - odpowiadając na insynuacje Twojego dyskutanta a mojego zawziętego adwersarza - Szanownego Pana TzW...

    Kiedyś rzeczywiście miałem przepiękny dom/rezydencję na Sovereign Islands - Paradise Point - Gold Coast - Queensland.
    Straciłem ten dom... jakieś 10- 11 lat temu, dzięki usilnym staraniom Banku Pekao SA, który chciał zarejestrować BTE w Australii.

    Obecnie mieszkam w skromnym mieszkaniu, z dala od świateł gwiazd i luksusów. Mieszkanie jest opłacane z mojej emerytury i pomocy dzieci.

    Adresu nie będę podawał, bo nie chciałbym być narażony na wizytę np. nieoczekiwanych gości.

    Pozdrawiam Pana serdecznie
  • @Ryszard Opara 13:23:00
    Drogi Panie Opara.
    Nie we wszystkim się zgadzamy (a dokładniej prawie w niczym).
    W tym wypadku jednak naprawdę mi przykro, że stracił Pan tę przepiękną posiadłość. Miałem okazje obejrzeć ją od wewnątrz, oczywiście nie jako proszony lub tym bardziej nieproszony gość, tylko na filmie.
    Wspaniałe wnętrze, wyszukane ozdoby, przepych i komfort, wszystko w naprawdę w dobrym guście, zupełne przeciwieństwo tego badziewskiego neobaroku ze złoceniami w Piasecznie.
    Piękny taras i ogród za domem, a dalej pomost, a właściwie przystań dla kilku jachtów i motorówek. Dom marzenie.
    I naprawdę byłbym skłonny nawet pogratulować Panu dorobienia się tak okazałej nieruchomości, gdyby nie jedna, jedyna rzecz, która mnie do tego zniechęca. A wie Pan jaka ?
    Źródło sfinansowania tej posiadłości.

    P.S. Skoro ten dom nie należy już do Pana i nie jest Pan z nim już związany, czy wyrazi Pan zgodę na upublicznienie wizerunku, adresu wspomnianej nieruchomości ?
    Myślę, że czytelnicy powinni wiedzieć i niech będzie to dla nich lekcja i motywacja, jak ciężką i wytrwałą pracą, oraz pomysłowością i inteligencją można spełniać swoje marzenia i pięknie żyć.
  • @Ryszard Opara 13:23:00
    Co do wiedzy na temat Australii - no cóż, jakąś mam.
    Ale tu ważniejsze wszak aby poironizować względem wypowiedzi TzW.
    Staram się być maksymalnie złośliwy, chociaż nie zawsze mi się udaje, ale się będę starał.
  • @tańczący z widłami 17:58:05
    Nie opisał Szanowny barku z zawartością, a ja , w ten trudny zimowy wieczór, chętnie, przynajmniej w wyobraźni, bym się porozkoszował szklaneczką czegoś.
    Choć po prawdzie nie ma czegoś lepszego niż moja cytryńcówka.
  • @Krzysztof J. Wojtas 19:06:04
    Coś słaba ta ironia. Obawiam się, że przemiły Wojtas na stare lata łagodnieje i "babieje" w odróżnieniu od dziadzienia.
  • @Krzysztof J. Wojtas 19:09:48
    /Barek z zawartością/
    Jaja sobie Wojtas robisz ? Jaki barek ? To nie barek. To prawdziwy LUXURY ALCOHOLS, z najdroższymi trunkami świata i własnym Bartenderem, serwującym na zawołanie, co Pan domu lub goście kazali.
    Sama obsługa rezydencji to jakieś 15 osób, biali, czarni, Chińczycy.
    Ale co ja będę Wojtasa dręczył opowieściami, jeszcze zasnąć nie będzie mógł.
    Może Pan Opara będzie łaskaw sam nam rezydencję ową i jej funkcjonowanie opisać.

    P.S. Z jednym wszak się zgodzę. Cytryńcówka jest przednia, ale moja wielkopolska białobieszczadzka jeszcze "lepciejsza" i zdrowsza i wszystkie luxury świat, mogą do niej się schować.

    A przypomina sobie Wojtas, jak kolega Ryszard chciał się z nami spotkać i napić ? Trzeba był skorzystać. A nie teraz ślina Wojtasowi w portki ucieka.
  • @Krzysztof J. Wojtas 19:06:04
    Szanowny Panie Krzysztofie,

    Złość piekności szkodzi - i chociaż wiem, że to może dla Pana nie jest najważniejsza sprawa - to szkoda nerwów.

    Jednym z największych problemów wspólczesności - jest STRESS.
    Nie warto się stresować.

    Pozdrawiam

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031