Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
393 posty 1998 komentarzy

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Polak. Patriota. Humanista.

AMEN - Autobiografia Naukowa Odc 30

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Początki mojej kariery, właściciela i menadżera Prywatnych Szpitali w Australii Człowiek jest wart tyle - ile może sam stworzyć - wykreować - Ile może dać od siebie - innym ludziom.

AMEN – Autobiografia Naukowa Odc. 30.

Początki mojej kariery, właściciela i menadżera Prywatnych Szpitali w Australii.

Po zakupie przy pomocy kredytu szpitala St.Edmunds, siedziałem samotnie dniami i nocami w niemal pustym szpitalu i zastanawiałem się co robić dalej - jak sfinansować remont, konieczne nakłady, co zrobić aby zapewnić finansową stabilność szpitala. Instnktownie czułem, że mogę liczyć tylko na siebie.
Byłem już wtedy absolutnie pewien, że po pierwsze muszę zmienić profil szpitala z czysto medycznego na...no właśnie...ale na co? Zajmując się jedynie leczeniem zachowawczym różnych chorób przewlekłych, nie mamy żadnych perspektyw - na dłuższą metę.
Tymbardziej, że prywatne firmy ubezpieczeniniowe, nie chciały już tego więcej finansować, próbując wszelkich metod, aby skrócić kosztowny czas pobytu obłożnie chorych w szpitalu.

Nie stać mnie było na sfinansowanie budowy sal operacyjnych, zresztą czułem instynktownie, że to... nie tędy droga. Sam doszedłem do wniosku, że...szpital miał za mało łóżek, aby uzasadniać budowę bloku operacyjnego - powinno być minimum 100 łóżek, dobre zaplecze diagnostyczne. Trzeba było mieć też pacjentów, których można było zdobyć, ale wpierw trzeba byo przekonać do tego lekarzy chirurgów. A to już była sprawa niełatwa. Konkurencja na rynku była spora...

Potem wiele razy przekonałem się o słuszności tezy: W szpitalach prywatnych, najważniejsi są nie pacjenci...
ale właśnie - lekarze. Bez nich szpital nie ma przychodów i bankrutuje... 
Wtedy o tym jeszcze nie wiedziałem...Rozmyślając tak o przyszłości mojego zakupionego szpitala,
przeczytałem artykuł medyczny w Sydney Morning Herald, który rozważał i analizował problemy rehabilitacji osób po rozmaitych wypadkach drogowych, w szczególności zaś Centralnego Układu Nerwowego (CUN) - czyli urazach głowy/mózgu i rdzenia kręgowego.

W tych czasach nie było jeszcze ograniczeń szybkości na drogach Australii, ani np. obowiązku używania pasów,
w bardzo szybkim tempie liczba ofiar wypadków wzrastała, zwłaszcza wśród ludzi młodych.
Prasa i media alarmowała o konieczności zmiany sytuacji. Wszystkie osoby i kierowcy poszkodowani w urazach komunikacyjnych - były ubezpieczone przez - Government Insurance Office. (GIO) - Rządowe Biuro Ubezpieczeń.

Wpadłem więc na pomysł, przekształcenia St. Edmund w szpital rehabilitacyjny... Centralnego Układu Nerwowego, zajmujący się wyłącznie poważnymi urazami mózgu i rdzenia kręgowego.
Wiedziałem, że... „to jest to” i bardzo szybko zacząłem pisać biznes plan (propozycję), budowy takiego właśnie szpitala. Kiedy byłem gotów, umówiłem się na spotkanie z Prezesem GIO.

Mr Kevin Becton i jego zastępca, John Green - kupili mój pomysł niemal „na pniu”.
Obaj przyznali, że myśleli nawet o czymś podobnym, ale nie bardzo wiedzieli jak się do tego zabrać.
Byli też bardzo zaniepokojeni poważnie rosnącymi kosztami leczenia poszkodowanych, rozrzuconych po wielu szpitalach NSW.
Zaproponowałem więc, natychmiast znaczną obniżkę kosztów rehabilitacji osób ubezpieczonych i dodatkowo stworzenie oddziału dla pacjentów w stanie „przewlekłej śpiączki pourazowej” (tzw. „vegetative state”).

Problem był właściwie tylko jeden. Inwestycja moja wymagała, sporych nakładów (ok $ 3.0 mln), ale to szybko rozwiązało GIO, które miało również swój departament inwestycyjny i własny bank.
Dla firmy ubezpieczeniowej – to był znakomity interes i oszczędności, które organizował ktoś inny.
Wszystko zobowiazłem się zrobić sam...

W ciągu 3 miesięcy uzyskałem właściwie wszystkie wymagane zgody plus linię kredytową na 3.5 miliona dolarów - zabezpieczoną szpitalem St Edmund’s i moją osobistą gwarancją. Od mojego, jeszcze wtedy wspólnika – partnera: Alexa Nortona, - Bank GIO, ku mojemu dużemu zdziwieniu, jakoś tego nie zażądał.

Pozostała właściwie jeszcze jedna sprawa - pozyskanie personelu odpowiedniego do takiego szpitala, jaki miałem w planach ale również to załatwiłem sam i szybko.
Najlepszym specjalistą w tym zakresie był znany wówczas w Sydney neurolog dr Ted Freeman, którego
„kupiłem podwójną pensją”, chociaż zanim to się stało wykonałem do niego kilka tysięcy telefonów
(dosłownie dzwoniłem co 30 minut). Bezskutecznie. On nie wiedząc o co chodzi – po prostu nigdy nie oddzwonił.

W końcu poszedłem do szpitala (Westmead), w którym dr Freeman wtedy pracował.
Czekałem pod drzwiami jego gabinetu kilka godzin - aż do skutku.
Kiedy to się wreszcie stało, rozmowa była krótka.
Wyjaśniłem moje plany, zamiary, potem „z głupia frant” spytałem: ile obecnie zarabia?
Zaproponowałem 200% podwyżki, i to za rok z góry. Nie zgodził się na drugą część propozycji - ale zgodził na pierwszą. Był od początku wprost zafascynowany moim projektem, a kiedy dowiedział się o zaangażowaniu GIO – zaczął pracować i promować mój pomysł niemal natychmiast, w ciągu następnych 4 tygodni...
W ciągu kilku miesięcy, wykonałem wszelkie prace budowlane, zbudowałem basen, fizjoterapię, cały oddział rehabilitacyjny. Nikt, prawie nikt nie chciał uwierzyć, że będę w stanie w ogóle to zrobić.
Ale zrobiłem.

Na oficjalnym otwarciu, gdzie pierwszy raz przemawiałem publicznie, oczywiście po angielsku, do wielu zgromadzonych osób. Przybył Minister Zdrowia, Prezes i Zarząd GIO, władze lokalne i wiele osób, znakomitości. Wszyscy gratulowali pomysłu i każdy chyba chciał oglądać sukces emigranta z Polski. Nikt, absolutnie nie mógł uwierzyć, że przybyłem do Australii...zaledwie 5 lat wcześniej, bez grosza i bez znajomości języka.

W dniu otwarcia, szpital miał 100% łóżek zajętych przez osoby wymagające rehabilitacji. Udało mi się w międzyczasie kupić licencję na kilkanaście dodatkowych łóżek i powiększyć pojemność szpitala do 48 pacjentów.
St Edmund’s był moim pierwszym niebywałym sukcesem; w ciągu 1-go roku operacyjnego przyniósł dochód powyżej 1.0 mln$. Jednocześnie zaoszczędził naprawdę wiele kosztów leczenia - dla osób tego wymagających oraz instytucji finansujących cały proces (GIO i Medicare).

Oczywiście najważniejsi byli pacjenci, poszkodowani w wypadkach komunikacyjnych i ich rodziny.
Naszą innowacją było między innymi też to, że do procesu rehabilitacji włączyliśmy osoby bliskie dla poszkodowanych (matki, ojców czy żony). Oczywiście po uprzednim krótkim przeszkoleniu.

Okazało się, że nic nie jest tak skuteczne w rehabilitacji osób po urazach mózgu, szczególnie osób
będących w śpiączce – jak uczucie i miłość rodziców, zwłaszcza matki do własnego syna.
(95% naszych pacjentów stanowili młodzi chłopcy).
Efektywność tego specjalnego ośrodka była niespotykana nigdzi indziej.
W pewnym sensie moja zrealizowana koncepcja „zrewolucjonizowała” cały rynek rehabilitacji, w Nowej Południowej Walii (NSW) i Australii.
Szpital stał się centrum szkoleniowym, odwiedzanym przez specjalistów z całego kraju a nawet USA.
St. Edmund był też wyjściową bazą do realizacji moich koncepcji budowy sieci szpitali w Australii.

Aby wiedzieć co robić dalej, zleciłem wykonanie analizy rynkowej urazów komunikacyjnych oraz potrzeb rehabilitacyjnych dla osób poszkodowanych. Chodziło głównie o poważne urazy CUN – Centralnego Układu Nerwowego: mózgu i rdzenia kręgowego.

Okazało się, że takie potrzeby są znacznie większe i nasz szpital, nie będzie ich w stanie zaspokoić.
Firma ubezpieczeniowa - GIO, była moim partnerem i stroną bardzo zainteresowaną tym tematem na terenie całego kraju.

Zaczęliśmy puszczać odpowiednie sygnały i szukać kolejnej lokalizacji.
St Edmund’s nie miał już bowiem wolnych terenów.

Mt Wilga Hospital

Pewnego dnia, zadzwonił do mnie reprezentant Ministra Zdrowia Rządu Federalnego, proponując kupno szpitala, będącego własnością Rządu - Mt Wilga. Był to szpital na 150 łóżek - zlokalizowany w północnej dzielnicy Sydney - Hornsby, który zbudowano po wojnie - jako Centrum Rehabilitacji - dla weteranów II Wojny Światowej.
Co ciekawe, szpital miał nieco polską nazwę – Mt. Wilga.
Ponieważ weteranów było coraz mniej, z oczywistych powodów...naturalnej selekcji; Rząd Federalny, już nie bardzo chciał prowadzić i zajmować się dalej placówką - zaproponowano ją mnie, słysząc też dużo o moich sukcesach w St Edmund’s.

Był pewien problem proceduralny, który wymagał aby placówka będąca własnością Rządu, była sprzedana w drodze publicznego przetargu, ale zapewniono mnie, że jeżeli do niego wystartuje - to mam wszelkie szanse wygrać, pod warunkiem oczywiście, że moja oferta będzie sensowna i porównywalna do innych.
Ofert w sumie było kilkanaście ale...ja mimo wszystko wygrałem.

Był rok 1986, byłem wtedy jeszcze może nie na szczycie ale na wejsciu na ten szczyt do swojej potęgi.
Tak mi się przynajmniej zdawało. Zaledwie 6 lat po emigracji do Australii, bez grosza w kieszeni.

Moja mama, która była wtedy w Australii; pracowała w St Edmund’s - kierując kuchnią.
Mama oraz żona, kiedy się dowiedziały, że nasz szpital zrobił ponad milion dolarów zysku, były ze mnie bardzo dumne. Jednocześnie obie zaczęły mnie przekonywać, żebym zastopował, odpoczął, że na proste, dobre życie, w różnych zresztą jego odcieniach już nam wystarczy...

Tak jak to kobiety – lubią stabilizacje - najbardziej obawiając się zmian i ryzyka.
Pracowałem wtedy rzeczywiście bardzo ciężko, może 30 godzin na dobę, osiem dni w tygodniu, ale wiedziałem, że to nie tylko moje 5 minut. Wiedziałem, że to moje całe życie.

I że cała wielkość dopiero przede mną.

Człowiek jest wart tyle ile może sam stworzyć - wykreować; ile może dać od siebie innym ludziom.

Koniec Odcinka Nr 30

Ryszard Opara
 

KOMENTARZE

  • Absurdalny ten swiat. Potrzebna licencja aby moc pracowac.
    Prawo do pracy trzeba dzis kupic. Licencje trzeba kupic od obecnego krola jak kiedys na browar.

    Moja corka chciala zostac fryzjerka po ukonczeniu szkoly sredniej. Aby dostac licencje fryzjera w stanie Illinois trzeba ukonczyc szkole fryzjerska w wysokosci 1000 godzin lekcyjnych, koszt $10K, zaplacic $50 za podanie. Co roku trzeba odnawiac ta licencje placac $50 i zaswiadczenie o kursie odswierzajacym 14 godz godzin co akurat nie wiem ile kosztuje.
    Ile zarabia fryzjerka? Jakies $10/godz. Bez tej szkoly bedac kasjerka na stacji benzynowej zarobi to samo. Po co wiec byly te szkoly?

    Corce zachcialo sie wyjechac do inego stanu: Utach. Tam na fryzjerke bylo wymagane 2000 godzin szkoly. $7000 za dodatkowe 1000 godzin tata zaplacil. Czy moja corka jest 2 razy lepsza fryzjerka niz te ze stanu Illinois co ukonczyly 1000 godzin?

    Corka wrocila do Illinois i znudzilo jej sie fryzjerstwo bo kasy w tym nie ma.

    Wiele zawodow w USA wymagaja licencji.Wlasciciel domu zmieniajacy pape na dachu tez musi kupic licencje na to.

    Chore to jest.
  • "Prawdziwa cnota, krytyk się nie boi" - Ignacy Krasicki
    Muszę wyznać, że z wielkim zainteresowaniem oczekiwałem spod pióra Pana Opary inspirujących wyznań i moralnej głębi godnej polskiego doktora Alberta Schweitzera (https://en.wikipedia.org/wiki/Albert_Schweitzer).
    Jakże się jednak zawiodłem.
    Z autobiografii ( do 29 odcinka) jak leitmotif co i rusz pachci kupić-sprzedać, z rzadka osłodzone pigułkami placebo z górnej półki. No i rekwizyty: autka, łódka (po Rivkinie?), deale... - i tyle!
    Szpanem misiom i łosiom po oczach...

    Z parweniusza - in spe król życia; "z nędzy do pieniędzy" albo z ruska; "Z griazi w kniazi".

    Epoka nihilizmu i kantu, wolna od ograniczającego prawa moralnego, z niebem wciąż jeszcze gwiaździstym ale już bezbożnym, pełnym szpiońskich satelitów, to jak savanna dla drapieżników... Roznosi się echem jednoczący watahę spekulantów ryk - "greed is good"... Australia, - ziemia obiecana, wyspa "rób co chcesz!"

    Czekam na metamorfozę Narratora, pamiętając, że taki np. książę Lew Tołstoj, zanim został kanonizowany na ruskiego Ghandiego, w czasach studenckich był kurwiarzem i nicponiem jakich mało. A pod zmierzch życia ani "Anna Karenina" ani "wojna i Pokój" ani wysoki status, nie przeszkadzały mu rubaszkę przywdziać, do kośby stanąć i z mużikami się bratać.

    Zatem cierpliwości - bo ponoć im dłuższy cykl dojrzewania indywiduum, tym wyższy finalny poziom osiąganego rozwoju. Pozostaje czekać w nadziei...
    Panie Opara, -proszę, niech Pan się postara!

    No i doczekałem. Presto - życzenie spełnione. Odcinek 30 wg mnie strawny i smacznie podany; zwrot we właściwym kierunku.
    Autor pozwala, żeby Narratorowi zajrzeć pod maskę gracza fortuny. Co raz lepiej...Tak trzymać!
    I jeszcze tylko ciekawość jak Pan Tańczący z Widłami po bandzie pojedzie...
  • @1abezmetki 10:23:56
    Bardzo mi przykro Szanowny Panie bezmetki, ale muszę niestety Pana rozczarować.
    Po przeczytaniu 30 odcinka "autobiografii", jestem pod tak ogromnym i nieustającym wrażeniem, że nie jestem nawet w stanie pojechać po bandzie. Zmuszony jestem trzymał się blisko krawężnika, ponieważ mówiąc kolokwialnie "kopara mi opadła", a jedyne co ciśnie mi się na usta, po w/w lekturze, to słowa pięknej i bogatej polszczyzny, które niestety nie znalazły miejsca w powszechnym słowniku.
    Za to niektóre z nich znalazły swoje miejsce w wierszy Juliana Tuwima pod tyt :
    " Całujcie mnie wszyscy w ****"
    Oczywiście cały wiersz jest godzien przeczytania, ale ja przytoczę tylko jedną jego zwrotkę :

    I ty fortuny sku***synu,
    Gówniarzu uperfumowany,
    Co splendor oraz spleen Londynu
    Nosisz na gębie zakazanej,
    I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
    A srać chodziłeś pod chałupę,
    Ty, wypasiony na Ikacu,
    Całujcie mnie wszyscy w d**ę.

    Oczywiście jest to wiersz bez jakiejkolwiek dedykacji i adresata.
    Gdyby jednak ktokolwiek doszukiwał się jakiś podobieństw i porównań to ostrzegam, że są to tylko majaki wiecznie podpitego Tuwima i spuścizna niechlubnej literatury Polskiej.
  • Autobiografia biznesowa ?
    Drogi Panie Opara.
    Jestem pod wrażeniem odcinka 30. Zrobił na mnie piorunujące wrażenie bo wreszcie doczekałem się tego, na co czekałem od dawna, czyli mniej więcej 20 odcinków.
    Otóż, stało się. Wreszcie wspomniał Pan coś o swojej rodzinie, a konkretnie o swojej mamie. Co prawda zrobił Pan to bardzo zdawkowo, informując, że ściągnął ją Pan do Sydney i zatrudnił w szpitalnej kuchni, ale mi to wystarczy.
    Czekam oczywiście z niecierpliwością na kolejne informacje o Pańskiej rodzinie, która pozostała w Polsce, kiedy Pan znajdował się na emigracji, a przede wszystkim o Pańskim rodzeństwu.
    Dlaczego Właśnie ten odcinek mnie zafascynował ?
    Wzruszył mnie pop prostu.
    Bo oto, zapracowany, zagoniony syn, pracujący jak w kieracie i szukający nieustannie linii kredytowych, upadających szpitali i borykający się stale z przeciwnościami losu, i australijskim nieżyciowym prawem, wreszcie po 5 latach pobytu w Australii, przypomina sobie o swojej matce.
    Piękna historia. Oczyma wyobraźni widzę to powitanie, matki z synem i serce mi się raduje, a oczy płaczą ze wzruszenia.
    Prawdziwy klasyk.

    I bardzo dobrze Szanowny Panie Opara, że tak pięknie wplótł Pan w swoją opowieść postać własnej matki, bo już zaczęło mi się nudzić czytanie "amena". Zaczynałem mieć przykre przekonanie, że czytam kolejne odcinki jakiegoś
    - poradnika dla młodego biznesmena
    lub słynny poradnik Jan Krzysztofa Bieleckiego:
    - jak zdobyć pierwszy milion

    Brak historii miłosnych i rodzinnych, brak ciepła i uczuć, brak odniesień do uczuciowych korelacji międzyludzkich, brak wspomnień o rodzeństwie, dał mi się tak bardzo odczuć podczas czytanie, że już miałem na końcu języka zaproponowanie Panu zmianę nazwy Pańskiego dzieła, z Autobiografii - Naukowej, na Autobiografię-Biznesową.
    Na szczęście jednak przypomniał Pan sobie o swojej mamie.

    P.S. W jednych ze swoich komentarzy wspomniałem o tym, że miał Pan na utrzymaniu 7-mio osobową rodzinę. Pan natomiast odpowiedział mi, że w 1984 roku nie miał jeszcze dzieci. I to prawda. Tylko, że mi nie chodziło o Pana dzieci, lecz o rodzeństwa w Polsce 4 osoby + mama + żona + Pan = 7 osób
    No chyba, że w tym czasie nie utrzymywał Pan, nie wspomagał w żaden sposób (paczki, przekazy pieniężne, lokaty) swojej rodziny w Polsce. Wówczas faktycznie nie miałbym racji.
    Wierzę jednak, że tak jak Pan napisał : - będąc milionerem wydawałem pieniądze na prawo i lewo- oznaczałoby, że pomagał Pan rodzinie.
    A więc moje twierdzenie, że miał Pan na utrzymaniu 7-mio osobową rodzinę jest prawdą.
  • @tańczący z widłami 15:36:43
    Chyba jeszcze nie wynaleziono leku na chorobę ,, czerwonych oczu,,. I nie sądzę, aby można ją wynaleźć. Wchodzi pań z butami w życie rodzinne p.Opary. Zna pan umiar? Czy jest pań z tych, co zmarłemu ściągają zegarek i wyjmują portfel?
  • @zbig71 16:20:01
    To nie jest wchodzenie z butami drogi zbigniewie, lecz prawdziwy podziw. Podziw do zapracowanego człowieka, który najpierw przyzwyczaił nas pierwszymi dziesięcioma odcinkami do romantycznych przygód, ciągłej zmiany swoich wybranek, ciepłych opowieści o rodzinnym domu i rodzicach, a następnie trzyma nas w nie do wytrzymania napięciu, co się z nimi dzieje, przez kolejnych 20 odcinków.

    Nie wiem czy jestem z tych co potrafiliby ściągnąć zmarłemu zegarek, ponieważ nigdy w życiu nie miałem okazji spotkać zmarłego z zegarkiem (może zawsze ktoś mnie ubiegł ?).
    A z drugiej strony, po co zmarłemu portfel i zegarek ?
  • @tańczący z widłami 16:51:18
    Od cynizmu kolegi aż oczy puchną. Ale trudno. Po to się pisze powieść, biografie, scenariusz nawet, aby napięcie rosło.
    Widziałem na filmie ,, Biały kot Czarny kot,, scenę z zegarkiem, dlatego mi przyszła do głowy, jak pisałem komentarz. Może rzeczywiście nie najlepsze porównanie
  • @zbig71 16:20:01
    Jaka znowu choroba czerwonych oczu. Tańczący pyta się tutaj o najbliższą rodzinę, matkę, rodzeństwo, o których do tego odcinka niewiele wiedzieliśmy, tylko biznes, ciężka praca i wielkie profity, kasa, kasa....... i jeszcze raz kasa.
    Dla wyjątkowo religijnego syna, człowieka, który mówi o sobie, cyt. --"że to Pan Bóg kierował jego życiem, w taki sposób, aby poznał wszystkie aspekty życia tu na Ziemi"--- rodzina, a matka przede wszystkim powinna być najważniejsza, chyba jednak nie była, skoro dopiero w 30 odcinku dowiadujemy się, że matka łaskawie dostała pracę w kuchni u syna milionera.
  • @Jeremi 17:04:26
    Właśnie kasa, kasa, i jeszcze raz kasa, to właśnie odbieram jako chorobę czerwonych oczu. Przecież p.Opara musiał jakos się urządzić, aby zaprosić mamę do Australii. Miała mieszkać z nimi w domu dla emigrantów!?!?
  • @zbig71 17:16:56
    To kto w końcu ma tę chorobę czerwonych oczu? Przecież przez te wszystkie odcinki autobiografii ta kasa u autora wciąż się przewija i wciąż jest tematem nr.1. A z tym domem dla emigrantów dla mamusi to nie bądź śmieszny.
  • @Jeremi 17:25:32
    W końcu gość zrobił duże pieniądze, to o tym pisze. TzW chyba strasznie zazdrości mu tego powodzenia w biznesie. Tak to odczytuje. Co śmiesznego jest w domu dla mamusi?
  • @1abezmetki 10:23:56
    Szanowny Panie bezmetki.
    Zapoznałem się z wklejonym przez Pana linkiem :
    https://en.wikipedia.org/wiki/Albert_Schweitzer
    I odniosłem wrażenie, że przeżywam deja-wu. Tak jak bym tę historię, tę wybitną postać gdzieś już poznał, słyszał i o niej czytał, tak jakoś dziwnie była mi bliska.
    Albert Schweitzer -nigdy o nim nie słyszałem, a jakbym go znałem. Ale skąd ?

    Pianista (studiował grę na fortepianie i lubił muzykę poważną), pisarz, humanista, filozof i lekarz. -- nic mi to jeszcze nie mówiło
    Emigrant (jako lekarz wyemigrował na Czarny Ląd) -- coś zaczęło mi świtać.
    Dopiero fragment z życiorysu Schweitzera z Gabonu o tysiącach chorych i przebudowie kurnika na szpital, uzmysłowił mi wszystko.
    Oto ten fragment :
    "W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy on i jego żona mieli około 2000 pacjentów do zbadania, niektórzy podróżowali wiele dni i setki kilometrów, aby do niego dotrzeć
    Po krótkiej okupacji szopy dawniej wykorzystywanej jako chata kurczaka, jesienią 1913 r. zbudowali swój pierwszy szpital z falistej blachy, z dwoma 13-metrowymi pokojami (gabinet i sala operacyjna) oraz z salą apteczną i sterylizującą w pomieszczeniach poniżej szerokiego okapu . Poczekalnia i dormitorium miały(42 na 20 stóp)".

    Następny fragment tylko potwierdził moje przypuszczenia:
    "Kluczem do osobistej filozofii (którą uważał za swój największy wkład w ludzkość) była koncepcja "Czci dla życia."
    Credo Schweitzera brzmiało :
    " Jestem życiem, które chce żyć, a ja istnieję pośród życia, które chce żyć " ( wersja XX-wieczna) - prawda, że brzmi znajomo ? - "Najważniejszą rzeczą w życiu jest ŻYCIE" ( wersja XXI -wieczna). - skąd ją znamy ?
    Uważał także, że cywilizacja zachodnia gnije i w końcu zginie.

    I jak tu nie wierzyć w reinkarnację ?.......................bo w plagiaty nie wierzę.
  • @zbig71 17:16:56
    Pięć lat urządzania ? Ja zaprosiłem swoją po roku.
  • @tańczący z widłami 17:57:07
    Każdy ma inne preferencje. Przypomina mi się ,,Rejs,, Marka Piwowskiego. ,, To znaczy, że nigdy nie kochał swojej matki,,
  • @zbig71 17:30:42
    Jakoś tak się składa, że wystarcza mi to co posiadam. Nie biegam za pieniędzmi, wolę rodzinę, spokój, ciszę, życie we względnym dostatku. To czyni mnie szczęśliwym.
    Jeżeli Pan Opara nie daj Boże opisując swoje przygody biznesowe myślał, że pół Polski będzie spijać słowa z jego ust, podziwiać, próbować naśladować, albo o zgrozo zazdrościć, to się dość mocno pomylił.
    Ja rozumiem, że jego biznesowa kariera, może z pewnością zaimponować jakiemuś sprzedawcy na targu, cingciarzowi, drobnemu handlarzowi obwoźnemu, politykom, krętaczom podatkowym, drobnym naciągaczom, wydrwigroszom, którzy wręcz marzą, żeby zostać milionerami i wyleczyć swoje kompleksy biedy lub zachłanności, ale chyba nie do takiej społeczności Pan Opara skierował swoją piękną opowieść.
    Opowieść skierowana jest raczej do niższej, średniej i wyższej inteligencji, wyemancypowanej, myślącej, dojrzałej, a więc w tych kręgach, pieniędzmi nikt nikomu nie zaimponuje.
    Co innego wrażliwością, prawdomównością, uczciwością, inteligencją i szacunkiem do drugiego człowieka.
  • @tańczący z widłami 18:12:42
    Ja akurat cieszę się, że komuś się udało. Z tego co do czytałem, p.Opara pomysłowością i ciężką pracą doszedł do sukcesu finansowego i myślę ,że także ,,ideowego,,. Taką mam nadzieję.
  • @zbig71 18:53:34
    Cyt :"Ja akurat cieszę się, że komuś się udało". kon.cyt.

    Problem w tym, że wcale nie jest pewnym, czy Pan Opara ma poczucie, że mu się udało. Bo co prawda może mieć satysfakcję, że o nim rozmawiamy, że zajmujemy się jego osobą i życiowymi jego przygodami, że nie został
    do cna zapomniany, że dyskutując na jego temat "ożywiamy" go niejako, dając poczucie istnienia, ale nadal szuka sensu swojego życia, celu i widać, że miota się trochę w tym wszystkim.
    A co do idei, to wyznał, że idee i credo są tymczasowe.
  • @tańczący z widłami 19:03:07
    Prawdopodobnie wszystko jest tymczasowe. Oprócz duszy, jeśli idzie o wierzących.
  • @zbig71 19:07:26
    Owszem. Panta Rhei.
  • Reakcje na wspomnienia Pana Opary sa zgodne z powiedzeniem:
    "Polak jest glupi, zazdrosny i chytry" a jesli ktorys z nich wyjedzie to jest w obowiazku reszcie rodziny paczki slac ale tylko z markowymi ciuchami.
  • @tańczący z widłami 19:31:32
    Jak powiedział pewien alkoholik,, wszystko wpłynie,,
    Taki kanał oglądam na ju dupie.
  • Zbitka ?
    Szanowny Panie Opara.
    Czy nie zauważył Pan, że :
    /Człowiek jest wart tyle ile może sam stworzyć - wykreować; ile może dać od siebie innym ludziom./ -
    to dwie zupełnie różne, odrębne i nie związane ze sobą sentencje zwane, trafnie zresztą, tymczasowym credo ?
    Bo co wspólnego ma :
    "Człowiek jest wart tyle ile może sam stworzyć- wykreować" (proszę tę bezcenną sentencję powiedzieć przykutemu do łóżka głuchoniememu z wodogłowiem i rozszczepem kręgosłupa) z
    "Ile może dać innym ludziom" ?
    Czy to zamierzona zbitka ? Zbitkowe credo Szanowny Panie Opara ?
    Co ma wspólnego tworzenie z dawaniem ?
  • @tańczący z widłami 18:12:42
    //Opowieść skierowana jest raczej do niższej, średniej i wyższej inteligencji, wyemancypowanej, myślącej, dojrzałej, //

    Więc czego ty tu szukasz?
    W imię czego się tu produkujesz
  • @tańczący z widłami
    Coś jest na rzeczy . Redaktora Naczelnego znam , tu widzę rękę rewizora . Salute :)))
  • @staszek kieliszek 20:00:18
    Kolego. Po co ta zazdrość w stosunku do Pana Opary. Naprawdę nie trzeba, nie taki on szczęśliwy i jak na razie to tylko o pieniądzach mówi.

    Ja nie dziwię się kieliszkowi, że zazdrości Panu Oparze, skoro do Hameryki wyjechał, a córkę tylko (z całym szacunkiem)na fryzjerkę jankeskich głów wykształcił.
    Nie czujesz, że to porażka ? Nie czujesz, że przegrałeś ? Że nie o to chodziło w emigracji ? NIE PO TO WYJEŻDŻALIŚMY ?
    To po to rodzinę na zachód wlokłeś ?
    Równie dobrze, wziętą fryzjerką w Polsce mogła by Twoja córka być.
    Wyrzuć z siebie zazdrość staszku.
  • @tańczący z widłami 20:26:19
    Kolego?
    Jestes jakos dziwnie skotlowany wewnetrznie.Za cholere nie moge zrozumiec o co Ci chodzi.
  • @Husky 20:20:35
    Pan Opara twierdzi, że wiele wnoszą do jego życia komentarze (również moje komentarze), że doskonali się dzięki nim, bo dają mu do myślenia, a więc zgodnie z tymczasowym credo Pana Opary :
    "Tyle i można dać od siebie ludziom" - daję. Niech ma, niech czerpie pełnymi garściami- PÓKIM SIĘ NIE ZNUDZIŁ-
    oto słowo moje
    TzW
    P.S. Co tu robię ? Pan Opara podobno wierzy w przeznaczenie, w Boską drogę, którą musi przejść. A więc ma szczęście. Spotkał mnie.
    Może jestem jego sumieniem, albo wyrzutem sumienia ?
    Kto wie...............Ochroniarzu.
  • @staszek kieliszek 20:35:49
    Nie myśl za dużo Staszku. Nakłaniaj po prostu swoje wspaniałe z pewnością dzieciaki do nauki, nauki i jeszcze raz nauki. Niech osiągną więcej niż ojciec i niech będą szczęśliwe.

    Niech nie skończą kariery na stekach i piwie.
    Wszystkiego dobrego staszku.
  • @staszek kieliszek 20:35:49
    Może to nie ślubny syn R.Opary i się mści?
  • @tańczący z widłami 20:41:01
    Skoro płaci to ma dobre układy przecież zostanie tu nad administratorem . Do czego Redaktor Naczelny dąży . Czegoś nie łapiesz ? .
  • @zbig71 20:48:00
    Dobre
    8-)))))
  • @Repsol 20:54:46 .............CHWALMY PANA
    Łon na razie obsikuje teren i zaznacza. Łon węszy i wybiega z budy na każdy gwizdek a nawet piardnięcie z Antypodów
    Jedyna niewiadoma, na ile łonemu długi łańcuch zostawią.

    Łon niedługo jako mierny ale wierny, będzie namaszczony i zostanie alfą i omegą w przybytku o nazwie "CHWALMY PANA"
    Komuna zawsze potrzebowała usłużnych głuptoków małointeligentnych, ale za to umundurowanych i z funkcją.
    Od dziś tego trepka będę nazywał mierny- funkcyjny.
  • @Repsol 20:54:46
    Mam znacznie większe ambicje niż bycie jakimś tam administratorem.
    Po wygranej w EuroMilion chcę kupić 50% udziałów plus złotą akcje.
    Moje motto życiowe .... to iść na całość.
    8-))))
    pzdr.
  • @tańczący z widłami 21:14:31
    Jedyna niewiadoma, to to, co ty tu dalej robisz, skoro to jest dla niższej, średniej i wyższej inteligencji, wyemancypowanej, myślącej, dojrzałej.
    Wiec co ?
  • @tańczący z widłami 21:14:31
    Na ciebie tez mam nazwe i to od dawna
    Ale poczekajmy na kolejne odcinki
    pzdr.
  • @tańczący z widłami 21:14:31
    ale za to umundurowanych i z funkcją. No i z KBK-esem na ramieniu.
  • @zbig71 20:48:00
    Nieładnie tak przypominać Panu Oparze o zamierzchłych niekoniecznie chwalebnych dla niego czasach, tudzież o Helence i innych nieszczęsnych pannach, a także podważać umiejętności profesora (bodajże) Skubiszyńskiego z WAM, który dokonał aborcji po tzw. naradzie sztabowej słynnej "trójcy miłosnej".

    Czyżbyście panowie twierdzili, że jednak aborcjonowany płód przeżył i teraz prześladuje doktora Oparę ?
    Albo, że nie przeżył i nęka Ryszarda Oparę teraz z zaświatów jako zombie ?
    Co Wy chłopaki za głupoty wymyślacie.
    Takie brednie mogą urazić naszego gospodarza i przypomnieć mu przeszłość, z którą sobie nie poradzi.
    Przestańcie !!!
  • @tańczący z widłami 21:33:37
    To był taki żart. Ale widzę, że się opłacał
  • @Husky 21:18:18
    Czyżby zaistniała nowa jednostka chorobowa, związana z niepohamowanym popytem pieniądza, zwana Oparyzm ?
  • @tańczący z widłami 21:14:31
    Chwalcie Pana . Ave :))))) https://www.youtube.com/watch?v=SIpAsEjieaE
  • @zbig71 21:25:42
    Miernemu- funkcyjnemu nikt KBK-esu nie da, jeszcze dostałby rozkaz :
    ZASTRZELIĆ SIĘ !!! i by wykonał.
    I kto wtedy pilnowałby przybytku "CHWALMY PANA", łasił się i nadsłuchiwał piardnięć z nad Oceanu Spokojnego ?
  • @tańczący z widłami 21:48:40
    Nieźle jak na prostackiego trolla przystało gnoisz ten wpis
    Rajcuje cię to jak widać
    Suplement viagry?

    No tak
    Rozumiem
  • @tańczący z widłami 21:14:31
    trepek mierny- funkcyjny
    Czy to jakże trafne określenie jest zastrzeżone?
  • @tańczący z widłami 21:48:40
    Zdezerterowałby
  • @Husky 21:57:07
    " Suplement viagry? " Nie polecam ja to produkuję . No ale skoro masz takie parcie na szkło to łykaj dalej . El Comendante się ucieszy . Salute . :)))
  • @SZS 21:57:10
    Zgodnie z zaleceniami i tymczasowym credo naszego nauczyciela życia (albo jak kto woli "biznesu") :
    "Człowiek jest wart tyle ile może dać od siebie innym ludziom"-
    wyżej przytoczone określenie nie jest zastrzeżone żadnym znakiem towarowym i nie obejmuje go ZAiKS, a więc może być dowolnie rozpowszechniane i stosowane.......po WSIach i opłotkach.
    Szczególnie w stosunku do pałętających się, dyszących sierścióchów.
  • @zbig71 21:59:49
    Też dołączasz do chóru trolli ?
    Dziwię Ci się
    Swego czasu podczas nieobecności autora danego wpis admini dość szybko na takie działania reagowali.
    Dziś wzrok ich ma dość dużego zeza.
    Widać uznali że to nic strasznego,komentarzy przybywa, odsłon przybywa , ruch jak na Oxford Circus
    Bawcie się dalej
  • @Husky 22:11:31
    Dobrze że nie pisiorowaty peowiec , prawda ?.
  • @Husky 22:11:31
    O co ci chodzi?
  • @zbig71 22:21:06
    Odpowiem i Tobie i dyzurnemu adminowi takim dowcipem:

    Okulista do pacjenta:
    – Mam dla pana dwie nowiny, dobrą i złą.
    – Niech pan zacznie od dobrej, doktorze.
    – Niedługo będzie mógł pan czytać bez okularów.
    – To wspaniale, panie doktorze, cudownie! A zła?
    – Ucz się pan Braille’a.

    pzdr.

    Dobranoc
  • @Husky 22:31:30
    Typowy Pisowski żart . Prawda ?. Tylko płakać nad kretynami .Ave :)
  • @Repsol 22:36:40
    Nie wiem o co mu chodzi? Wypił za dużo i stwierdził że nikt go nie kocha?
  • @zbig71 22:59:52
    Bingo ! :)
  • @1abezmetki 10:23:56
    Szanowny Panie,

    Dziękuję za słowa uznania i w pewnym sensie otuchy.

    No cóż...przechodziłem w życiu rozmaite etapy - jak to w życiu bywa:
    "raz pod wozem - raz na wozie" - no i lata młodzieńcze sa z reguły mało ciekawe; dawno pominięte "żółte kartki z kalendarza życia"...

    Myślę, że będzie coraz ciekawiej - kiedy dochodzimy do dojrzałości - kiedy przychodzi "wiek męski - wiek klęski" - ale nie będę uprzedzał...

    Tak jak wspominałem, moim skromnym zdaniem całe moje życie jest według scenariusza napisanego przez przeznaczenie - Pana Boga...

    Wszystko po to abym zrozumiał sens życia - sens istnienia i sformułował "Misję Swojego Życia"

    Przyszłość pokaże - czy mam rację...

    Pozdrawiam
  • @tańczący z widłami 15:36:43
    Szanowny Panie TzW,

    Z największym szacunkiem - nie wiem skąd Pan wziął 7 osób?

    W Polsce miałem 2 braci i matkę; których rzeczywiście wspomagałem tak jak Pan mówi - ale wydaje mi się, że o takich rzeczach się nie pisze.
    To normalka.

    Jednego brata i mamę sprowadziłem rzeczywiście do Australii i dałem im obojgu dobrą pracę i wynagrodzenie.
    Mama była z zawodu nauczycielką ale nie mówiła po angielsku a więc mogła pracować tylko w kuchni (świetnie gotowała).
    W ten sposób, po pięciu latach udało się załatwić mamie Australisjką emeryturę - która była dużo wyższa - niż Polska emerytura po 40 latach pracy w kraju.

    Drugiego brata wspomagałem finansowo - a co z tego wyszło, będę pisał w dalszych odcinkach...

    Niestety Szanowny Panie TzW - pana informacje są często niezgodne z prawdą - ale oczywiście ma Pan całkowite prawo pisać wszelki uwagi i komentarze zgodnie z Pana wolną wolą i Pana sumieniem.

    Pozdrawiam
  • @Jeremi 17:04:26
    Szanowny Panie Jeremi,

    Odnośnie mojej rodziny - jak wspomniałem już wyżej...

    Moja mama była z zawodu nauczycielką w szkole podstawowej (tak jak mój Śp Ojciec).
    Sprowadziłem ją do Australii w 1984 roku, dałem mieszkanie i pracę w szpitalu jako Szefową Kuchni. Mama świetnie gotowała, ale niestety prawie wcale nie mówiła po angielsku (zatrudniłem więc w kuchni również młodą Polkę, która mówiła po Polsku i Angielsku) - po to aby pomóc mamie.
    Zatrudniłem ją między innymi po to aby po 5 latach pracy, mogła dostać emeryturę która w Australii była wielokrotnie wyższa niż Polska emerytura - po 40 latach pracy. No i dalej mama sobie spokjnie żyła.

    Pomagałem cały czas zresztą swoim braciom a nawet dalszej rodzinie, ludziom, którzy byli w potrzebie. Zapraszałem ich do Australii na swój koszt - dawałem pracę itd itd. Ale to są rzeczy, o których nie piszę w swojej biografii - to uważam za normalne, mało ciekawe sprawy.

    Pozdrawiam
  • @
    Obserwuję zmaganie Autora z R. Oparą jako bardzo ciekawą spowiedź życia.
    Nie bardzo rozumiem dlaczego komentatorzy dokonują ocen moralnych, gdy faktycznie - można jedynie wyciągać wnioski dające jakieś wytyczne , czy porównania dla własnych postępowań.

    Czy krytyka wnosi coś nowego, jakieś nowe wartości? Zmieni naszego "chlebodawcę internetowego"? Chyba jest oczywistym, że nie - jest on u schyłku życia i nie podejmie nowych, perspektywicznych wyzwań.

    Oceniajmy i wnioskujmy z dystansem - młodzi niech wyciągają wnioski tyczące celowości emigracji w poszukiwaniu "łatwego chleba".
    Tu zaś widać, że R. Opara szczęścia nie znalazł - bo pieniądze łatwo przyszły i łatwo poszły, a stabilności psychicznej nie uzyskał, czego dowodem jest ta publikacja - spowiedź mająca uzasadnić drogę życiową.
    A przecież identyczne "osiągnięcia" ma staszek kieliszek - który sam trochę "posłużył" amerykanom, ale już jego dzieci są może nie zdegenerowane a "puste", czyli bez korzeni. Do tego nie udało mu się zapewnić im wykształcenia - bo córka fryzjerka, a syn podoficer - to chyba nie szczyt marzeń dla kogoś, kto był w Polsce inżynierem.

    Patrzmy zaś na efekty końcowe zdobywców (emigracyjnych) przez pryzmat podsumowania ich życiowych wysiłków.
    Szanuję R. Oparę, że stać go na takie wynurzenia. Ciekaw byłbym innych emigrantów - a większość piszących ma te doświadczenia. Co uzyskał Repsol, co ma Husky, McGregor, czy Lotna, morgan - a przede wszystkim
    JAKIE SĄ ICH PERSPEKTYWY PODSUMOWANIA ŻYCIA.

    No i dla porównania - niech TzW też się obnaży i pokarze swoje osiągnięcia. To ciekawe może być.
  • @Ryszard Opara 01:55:00
    Jak bym historie wlasna czytal Panie Opara. Ktos musial wyjechac jako pierwszy, usadowic sie na zachodzie a pozniej pomagal. W miedzyczasie sam robil kariere. Cisnienie na umysl w tym okresie bylo straszne. Tego nikt nie zrozumie co tego nie przezyl. Rownoczesnie trzeba bylo piac sie w gore w nowym kraju, nie znajac jezyka, nowe zawody wykonywac a jednoczesnie chciec sciagnac matke, ojca, rodzenstwo z komuny. Kasa , ktorej potrzeba na to bylo brak.
    Mnie sie udalo: Zciagnalem do USA siostre, 2 braci, rodzicow a w miedzyczasie sam robilem kariere. Praca na 24/7. Nawet nie chce o tym myslec przez co czlowiek wtedy przeszedl nerwow. Ci wyrwani z komuny tego nigdy nie zrozumieja. Przyjechali na gotowe i jeszcze mieli pretensje, ze posada dobrze platna na nich nie czekala. No coz. Ja zrobilem co sumienie nakazywalo i Pan tez zrobil. Czy nastepne pokolenie tez tak zrobi? Bo obecne napewno nie.
  • @Krzysztof J. Wojtas 09:16:17
    "No i dla porównania - niech TzW też się obnaży i pokarze swoje osiągnięcia. To ciekawe może być".

    A co to ? Czy ja jakiś ekshibicjonista jestem, żebym się przed Wojtasem obnażał ?
    Czyżby Szanowny Wojtas w księdza spowiednika chciał się z nami bawić ?
    A z jakiej to niby racji, byli lub obecni emigranci mają się przed Wojtasem otwierać i spowiadać ? Tym bardziej, że Szanowny Wojtas nie z naszej ekipy. Bo kiedy my borykaliśmy się z problemami życia w nowym kraju, w nowym środowisku i innej kulturze, Szanowny Wojtas, tkwił jak przyklejony do stołka w swoich Falentach i nosa za kraj nie wychylił, poza wyjazdem na wczasy do Bułgarii i nad Balaton
    A poza tym już mówiłem, że w przeciwieństwie do Pana Opary, nie mam potrzeby publicznego spowiadania się ze swojego życia i szukania w komentarzach potwierdzenia słuszności swoich zachowań i drogi do znalezienia sensu swojego życia.
    Tak jak wcześniej mówiłem.
    Jeżeli będę chciał ujawnić szczegóły z mojego życia, opublikuję hagadę pod tytułem : Initium
  • @tańczący z widłami 10:50:02
    Wypraszam sobie: nad Balatonem nie byłem.

    PS. To TzW też "łatwego chleba " kosztował"?

    A dobrze mu tak...
  • Jadłospis
    " Ale to są rzeczy, o których nie piszę w swojej biografii - to uważam za normalne, mało ciekawe sprawy".

    Wręcz przeciwnie Panie Opara. Właśnie tego typu detale są bardzo ciekawe, ważne i dodają smaczku w tym (bez urazy proszę) trochę mdłym dla mnie biznesowym cieście, które Pan nam serwuje.
    Mnie osobiście bardzo interesują egotyczne sprawy, choćby wspomniany przez Pana temat szpitalnej kuchni.
    Jestem na przykład bardzo ciekaw co serwowano chorym, jakich produktów używano, bo wiadomo, że Australia to nie Europa i inne warzywa, inne owoce.
    Co było na przykład podawane zamiast ziemniaków, na drugie danie. Ryż, soja, kukurydza, pataty, czy coś innego ? Czy częściej podawane było mięso i jakie, czy ryby i owoce morza.
    To uważam akurat za bardzo ciekawe tematy (lekkie, smaczne i przyjemne).
    Może pamięta Pan jadłospis szpitalny albo jakieś ciekawe przepisy ?
    Będę wdzięczny.

    Pozdrawiam
    TzW
  • @Krzysztof J. Wojtas 12:20:43
    Owszem, owszem, z nie jednego pieca chleb się jadło, a na początku to nawet tego chleba brakował.
    Pamiętam jak po kilkudniowym pobycie w Austrii i wydaniu niemal wszystkich oszczędności przywiezionych z Polski, za niemal ostatnie szylingi kupiliśmy kurczaka z rożna z dwoma bułkami.
    Ten kurczak kosztował mnie tyle i zarabiałem w Polsce przez 2 tygodnie.
    Ten smak pamiętam do dziś, a kostki były tak dokładnie obgryzione i wyssane, że żaden pies by tego lepiej nie zrobił.
    Takie to były początki emigracji młodego Polaka, który urwał się z wycieczki do Wiednia.
    Ale co o tym może wiedzieć Szanowny Wojtas, który z chałupy nosa nie wyściubił i tego typu "przygody" przeszły mu koło nosa, przez co czuje się dziś nie do końca niespełniony.
  • @tańczący z widłami 14:39:35
    " nie do końca niespełniony."

    Znaczy - do końca spełniony.

    PS. Widłuś, gdybyś zaliczył połowę moich doświadczeń, to już byś był bogaty w doświadczenia.
    Dlatego jakby mi zaproponowano nowe życie - wolałbym nie. Ale dlatego patrzę na wszystko z uśmiechem - bo jednak przeżyłem i jakoś się ułożyło. Wielu mi nawet zazdrości.
  • @Krzysztof J. Wojtas 14:58:18 czyli "JAKOŚ" się ułożyło
    Doceniam Pański bagaż doświadczeń, ale wolę swoje własne doświadczenia, to one mnie ukształtowały, w dużym stopniu zahartowały i pozwoliły stworzyć własne credo(stałe).
    Poza tym gdybym zaliczył Waszmości doświadczenia byłbym niestety Wojtasem a nie Tańczącym, a to byłaby chyba jedna z moich większych porażek.
  • @tańczący z widłami 15:06:38
    Tańcz, tańcz, duszo twoja, a będziesz zbawiona,
    a jak nie zatańczysz, będziesz uwidlona.
  • @Krzysztof J. Wojtas 14:58:18 Porównajmy powyższe komentarze KJW i SO:
    Trochę późno, ale warto wstawić na neo24:

    KJW 14:58:18:
    //PS. Widłuś, gdybyś zaliczył połowę moich doświadczeń, to już byś był bogaty w doświadczenia.
    Dlatego jakby mi zaproponowano nowe życie - wolałbym nie. Ale dlatego patrzę na wszystko z uśmiechem - bo jednak przeżyłem i jakoś się ułożyło. Wielu mi nawet zazdrości.//

    SO 01:30:20::
    //No cóż...przechodziłem w życiu rozmaite etapy - jak to w życiu bywa:
    "raz pod wozem - raz na wozie" - no i lata młodzieńcze sa z reguły mało ciekawe; dawno pominięte "żółte kartki z kalendarza życia"... Tak jak wspominałem, moim skromnym zdaniem całe moje życie jest według scenariusza napisanego przez przeznaczenie - Pana Boga... Wszystko po to abym zrozumiał sens życia - sens istnienia i sformułował "Misję Swojego Życia"//

    Otóż odwrotnie do SO (ale zapewne trochę jak KJW i MG), też uważający się za "człowieka z misją dla ludzkości" (a więc nie ograniczający się do swego narodu, tak jak Jezus z Nazaretu), Karol Marks wiek młodzieńczy miał na tyle ciekawy, (katolickie liceum post-jezuickie w Trewirze!) że już w wieku lat zaledwie 25 (a więc 175 lat temu!) zauważył - i to pomimo, że nigdy w ju-es-ej nie był - co następuje:

    //PIENIĄDZ STAŁ SIĘ PRAKTYCZNYM BOGIEM ŚWIATA, przed którym wszyscy inni bogowie człowieka muszą się ugiąć//.

    I w optyce tego XIX-wiecznego skojarzenia, autobiografia SO - o wiele bardziej biznesowa niż naukowa - zdaje się potwierdzać, że autor "Amen" (dosł. "niech tak będzie") swoją misję życia prowadzi prowadzony przez marksowsko-jezusowego BOGA MATERIALNEGO dawniej MAMONĄ zwanego.

    Ja, w przeciwieństwie do KJW (a na podobieństwo SO, ST czy TzW), też w wieku 26 lat znalazłem się na "Zachodzie", gdzie, początkowo "z sukcesem", zarówno materialnym jaki i sportowym (i to na poziomie światowym), jakoś swą „późną młodość” przeżywałem (patrz komentarze do mego "Midraszu" na www.wiernipolsce1.wordpress.com ).

    Jednak pobyt (płatny przez stypendia i prace asystenckie na UC Berkeley + 2 000 $ z Fundacji Kościuszkowskiej) WYWOŁAŁ U MNIE TAKĄ ODRAZĘ DO USA, że - podobnie jak KM i SO - poczułem się "człowiekiem z misją", do czego osobiście przyczynił się Jerzy Giedroyć, oraz inni czytelnicy mego debiutu literackiego w paryskiej „Kulturze” pt. „Wolność na autostradzie”:

    http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2011/11/Kultura-2.jpg

    A w nim zauważyłem coś takiego:

    //(…) Choć od pracy można tam (w USA) najwyżej dostać odcisków na siedzeniu, to jednak tłumy rozmaitych selfmademanów prześcigają się, kto na swym siedzeniu wysiedzi najlepiej. (…) dla wielu ludzi używanie tylko siedzenia, kilku palców u rąk i wyspecjalizowanej części mózgu jest po prostu wbrew ich biologicznej naturze. … nawet umysł, którym się człowiek od wieków chwalił, iż dzieki niemu zawdzięcza swe człowieczeństwo, umysł ten jest kształtowany przez coraz bardziej sztuczne i stereotypowe doznania … jest formowany w coraz bardziej ograniczonych i sztucznych ramach.//

    I w następnych latach, już w Genewie i Paryżu, zająłem się, całkiem profesjonalnie, próbami wskazania, że to na poziomie GENETYCZNYM powstają, zarówno u sportowców jak i u myślicieli, ODRUCHY WARUNKOWE, czyli SKOJARZENIA po wielokroć powtarzanych czynności:

    http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2018/10/Open-Letter-to-Biologists-title.png

    No i dokładnie w okresie, gdy publikowałem powyższy „List otwarty do biologów”, wskazujący że MECHANIZM INTELIGENCJI (od łac. inter-ligare, łączyć pomiędzy sobą, kojarzyć powtarzane czynności) jest z bio-konieczności oparty na kojarzeniu (łączeniu) się ze sobą używanych genów, ODKRYŁEM, że JEST TO NAJWIĘKSZE NAUKOWE TABU NASZEJ „ZAMERYKANIZOWANEJ” CYWILIZACJI, wielbiącej Technikę, Pieniądz oraz przysłowiowa Dupę (patrz mój ostatni „Midrasz):

    http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2018/07/Cechy-boga-Jahwe.jpg

    Poniżej osobisty przykład, jak tych WARTOŚCI TPD, współcześni „luminiarze nauki” - dawniej zwani HIPOKRYTAMI, FARYZEUSZAMI - bronią:

    http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2018/08/Changeux.jpg
  • @Berkeley72 11:01:38 Najmocniej przepraszam, nie SO ale RO!
    No i oczywiście błąd. Przed ćwierćwieczem pisywałem kilkukrotnie w warszawskim post-PZPR-owskim "DZIŚ" (nb. sponsorowanym przez Jerzego Urbana i jego "Nie"). No i naczelnym był profesor socjologii STEFAN OPARA, tak ze automatyczny (nabyty przed ćwierćwieczem!) ODRUCH WARUNKOWY, który u mnie najwyraźniej się już GENETYCZNIE zakodował, sprawił, że nazwisko Opara skojarzyło mi się z imieniem Stefan.

    Przepraszam, błąd zauważyłem dopiero po naciśnięciu znaku "zapisz" i ukazaniu się powyższego tekstu na Neonie.
  • @Berkeley72 11:01:38
    Byłoby dobrze, gdyby nie małe "ale".
    Otóż medycyna zna przypadki rozwoju jednostek mających wodogłowie.
    Tego nie da się wytłumaczyć kategoriami przez pan podanymi.

    Świat jest i prostszy, i bardziej skomplikowany. Przynajmniej w dotychczasowych próbach jego opisu.
  • @Berkeley72 11:14:58
    Szanowny Panie Marku,

    Przeprosiny przyjęte.
    Zdaję sobie doskonale sprawę - jako lekarz i "misjonarz" przyszłości, że wszelkie myśli są zakodowane - czasem przeszłym i doświadczeniami przeżytymi.

    Nawiasem mówiąc profesor Stefan Opara był rodzonym bratem mojego ojca - Jana (który urodzony w 1922 roku miał chyba 10 braci i 4 siostry)
    Nasz PraPraPraPradziad Hetman Stefan Opara - był Polakiem, następcą Bohdana Chmielnickiego.

    Bardzo się cieszę, że zauważył Pan moją autobiografię, która jest relacją -analizą oraz podsumowaniem mojego życia...- jednocześnie pretekstem kreacji Misji Mojego ŻYCIA.
    AMEN - to znaczy - "niech tak się stanie".

    Mam nadzieję, że będzie Pan moją "spowiedz"- AMEN - nadal czytał i może przekażę mi Pan - swoje uwagi i spostrzeżenia.

    Pisze Pan bardzo ciekawe artykuły i chociaż może nie zawsze się zgadzam z Pana przesłaniem - ale zawsze je czytam a potem rozmyślam

    Mam nadzieję, będziemy w jakimś bliższym kontakcie.

    Pozdrawiam

    Ryszard Opara
  • @Krzysztof J. Wojtas 11:19:51 co ma "wodogłowie" wspólnego z "amerykanizmem"?
    KJW zauważył:
    //Otóż medycyna zna przypadki rozwoju jednostek mających wodogłowie.
    Tego nie da się wytłumaczyć kategoriami przez pan podanymi.//

    Otóż w wypadku "amerykanizmu", wskutek zbyt ograniczonego używania kończyn, dość licznie (widziałem sporo tego przypadków) występuje nie pełna kontrola zachowania się odnóży (podobnie jak charakterystyczne dla przedstawicieli tej super-nacji, niewyrobione, odręczne pismo, mające trudności z zachowaniem tej samej wielkości liter).

    Podobnie jak i charakterystyczna jest, też "wyhodowana" w USA / Kanadzie, znana niewydolność skojarzeniowa "polskojęzycznego apostolatu" Ruchu antyszczepieniowego:

    http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2018/12/Hebraisci-antyszczepienni.jpg

    Natomiast nie są mi znane przypadki nie trzymania moczu, przez tą grupę ludności:

    Cytuję za wikipedią:

    W przypadku zespołu Hakima (wodogłowia u osób dorosłych) pojawia się triada objawów:
    •zaburzenia chodu (ataksja)
    •otępienie
    •nietrzymanie moczu

    A zatem najlepiej się osobiście wypytać u "czwórcy autorytetów" powyżej, jak to jest u nich z tym nie trzymaniem moczu, koniecznym do ich zakwalifikowania jako przedstawicieli zespołu Hakima.
  • @Berkeley72 14:25:31
    Gdzieś zaginął mój poprzedni komentarz; nie będę kontynuował wątku.
    Może przy innej okazji.
  • @Ryszard Opara 13:12:53
    Kolega Berkely72 pisze : "
    "Przed ćwierćwieczem pisywałem kilkukrotnie w warszawskim post-PZPR-owskim "DZIŚ" (nb. sponsorowanym przez Jerzego Urbana i jego "Nie"). No i naczelnym był profesor socjologii STEFAN OPARA". kon. cyt.

    Na co nasz Szanowny Pan Ryszard Opara raczył był się pochwalić :
    Cyt :" profesor Stefan Opara był rodzonym bratem mojego ojca Jana". kon.cyt.

    No cóż mam powiedzieć. Po prostu coś mi się w kieszeni otwarło.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930