Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
313 postów 1714 komentarzy

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Polak. Patriota. Humanista.

AMEN -Autobiografia Naukowa-Odc.29

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Człowiek własciwie całe życie się uczy. Najgorzej, że...najczęściej - niestety głupi umiera.

AMEN –Autobiografia Naukowa-Odc.29

Dylematy pracy lekarza

Pracując jako lekarz, nawet gdybym był najlepszym specjalistą na świecie - w danej dziedzinie, nawet
gdybym „zarobił się na śmierć” moje szanse realizacji marzeń...mojego dzieciństwa, były w sumie żadne. Czekałem więc ciągle na stosowną okazję.
Wiedziałem, że to tylko kwestia czasu, może przypadku losu a potem podjęcia właściwej decyzji.

Z drugiej strony, praca lekarza, bez względu na okoliczności, w każdej rzeczywistości czy ideologii jest
zawsze potrzebna - daje gwarancje, bezpieczeństwo egzystencji. Własnej i ludzi bliskich.
Potwierdziło się to wiele razy - w moim życiu.

Wiele lat potem, mieszkałem w Los Angeles. Prowadziłem wtedy firmę Avantogen Limited, która
zajmowała się badaniami klinicznymi nad szczepionkami oraz lekami przeciwnowotworowymi.
Pewnego razu na konferencji, poznałem absolutnego geniusza d/s finansowych z „Silicon Valley”-
dr Grega Altmana, z wykształcenia lekarza, który zawodowo, ze 100% skutecznością organizował
finansowanie dla firm komputerowych oraz innowacyjnych rozwiązań w zakresie Biotechnologii.
Zaprzyjaźniliśmy się szybko, zaczęliśmy współpracować. Greg obiecał zorganizowanie kapitału na
badania naszej firmy Avantogen Limited, która kończyła tzw. III fazę prób klinicznych nad lekiem,
- bardzo skutecznym w leczeniu nowotwóru trzusztki...
Będę o tym dokładniej pisał potem, narazie tylko wspominam to w kontekście „losów człowieka”

W każdy piątek, na koniec tygodnia pracy, tradycyjnie spędzaliśmy czas w moim biurze po 18-tej;
przy kieliszku wina oraz zakąski w postaci sera, orzeszków. Rozmawialiśmy o interesach, różnych
sprawach bieżących, planach na dalej - próbując podsumować tydzień. Stało się to w pewnym sensie
tradycją, wielu kolegów lekarzy, naukowców oraz ludzi administracji brało w tym udział.
To była niemal nasza rutyna, czas na wspólne refleksje i wnioski na przyszłość.

Greg, choć zawsze go zapraszałem, jako osobę kluczową w interesach, odpowiedzialną cakowicie za finansowanie naszych badań, nigdy jednak nie przychodził w piątek. (Greg był również czasem, moim
partnerem do golfa i tenisa). Wpadał często w inne dni tygodnia, ale nigdy w piątek.

Kiedyś tam, przy kieliszku wina, zapytałem go: dlaczego nigdy nie przychodzi w piątek, dlaczego tak
się dzieje - sądząc, że może ma jakieś inne obowiązki, zwyczaje...
On odpowiedział: Richard, jestem lekarzem i chociaż teraz zarabiam duże miliony, wiem, że to może się
w każdej chwili skończyć. I co wtedy ? A jako lekarz, zawsze, gdzieś tam znajdę sobie pracę...
Aby utrzymać moją rejestrację w USA, w każdy piątek po prostu pracuję w zawodzie.
W państwowym szpitalu w Los Angeles - na Izbie Przyjęć. Takie są przepisy w USA...
Nawet nie biorę pensji, bo to dla mnie śmieszna kwota. Oddaję ją na cele charytatywne.

No i rok później firma Grega upadła. Była nią...słynna „Lehman Brothers”, z długami rzędu kilkuset miliardów dolarów. Greg miał też sporo kłopotów ale jakoś się z tego wybronił.
Natomiast jego kariera jako bankiera – finansisty skończyła się wtedy definitywnie.
Do dziś pracuje jako lekarz... Takie są czasem dylematy i "meandry" życia, pracy w tym zawodzie.
Pieniądze oczywiście w dzisiejszym świecie są „koniecznikami” dla przeżycia...
Ale w sumie, to element przejściowy dla sukcesów, które mogą być bez znaczenia, napewno nie dają
stałości ani tymbardziej pewności.
Nie ma takich pieniędzy, których nie można byłoby stracić.

Prywatne szpitale

Wracając do realiów medycyny w Sydney, roku 1984...Każdy dzień zaczynałem od przeglądu prasy ale wydarzenia, politykę, tylko szybko lustrowałem – "czytając tytuły".
Interesowały mnie głównie działy dotyczące finansów i „business opportunities” - (propozycje biznesowe).
Na koniec...przeglądałem  dział luksusowych samochodów. 
Miałem wtedy mercedesa a chciałem kupić Rolls Royca (zgodnie ze swoim przyrzeczeniem dzieciństwa).

Pewnego dnia znalazłem model, którego szukałem. Cena sensowna, nawet właściwie było to -
przejęcie umowy leasingu. Uzgodniłem od razu termin spotkania i inspekcji auta. Wszystko było bez zarzutu;
mały przebieg, bez wypadków. Byłem własciwie zdecydowany kupić moje marzenie.
W ostatnim jednak momencie, tuż przed podpisaniem umowy zapytałem sprzedającego:
„dlaczego się pozbywa takiego super samochodu”. Był to młody trzydziestoparoletni facet.
Odpowiedział mi, że samochód był używany przez jego ojca, który niestety miesięc temu on nagle zmarł -
na zawał serca (bo zbyt ciężko pracował).
Ojciec był lekarzem ortopedą oraz właścicielem prywatnego szpitala. Syn przejął schedę po ojcu,
ale nie mógł sobie dać rady z administracją szpitala.
I nie stać go było, po prostu na dalsze spłacanie rat leasingu.

Zatkało mnie. Natychmiast przestałem interesować się jego samochodem i zacząłem pytać o szpital,
który był zlokalizowany w „dobrej” dzielnicy Sydney - Ashfield. Czułem; to jest coś właśnie dla mnie.
Natychmiast też pojechaliśmy tam obaj.
Facet był zaskoczony obrotem sprawy ale po krótkiej rozmowie, wyraził chęć sprzedaży szpitala.
Po 2 godzinach rozmów ustaliliśmy i podpisaliśmy porozumienie wstępne (list intencyjny) i cenę zakupu.
Umowa była warunkowa, zależna od zgody pozostałych członków rodziny.
Z mojej zaś strony uwarunkowana była zorganizowaniem odpowiedniego finansowania.
Ale o tym nic jemu nie mówiłem.

Niestety transakcja nie doszła do skutku, z powodów dla mnie niepoznanych.
Szpital sprzedano komuś innemu, choć, jak się później dowiedziałem, na warunkach i cenę mniejszą od proponowanej przeze mnie. Zresztą, być może był to jakiś nieznany mi w szczegółach, inny deal?

Było mi trochę przykro z tego powodu ale krótko; natychmiast zacząłem szukać innych możliwości, będąc przekonanym, że prywatne szpitale - to jest właśnie business dla mnie. Taki, którego szukałem.
Poprzez znajomych, poznałem lidera brokerów - zajmujących się sprzedażą prywatnych placówek
służby zdrowia.Nazywał się Alex Norton. Jego ojciec był Hindusem ale jego matka z domu...Lushwitz.

Egzotyczne trochę korzenie. Alex, był dobrze poukładanym facetem w wieku pięćdziesięciu paru lat.
Jeździł Rolls Roycem, miał swego szofera. Był zawsze nienagannie ubrany, wyperfumowany, mieszkał w wyjątkowo eleganckim domu ze służbą; dzielnicy Hunters Hills - nad odnogą zatoki Sydney Harbour.
Jedynym jego problemem życiowym (jak się trochę później dowiedziałem), był permanentny brak pieniędzy.
Miał też bardzo młodą, atrakcyjną i wyjątkowo kosztowną żonę. Wydawał wszystko co zarabiał, nawet znacznie więcej, wszystkie braki musiał cerować kredytami, które ciągle narastały.
Niemniej facet miał styl i wyjątkowo ciekawe życie. Był niepowtarzalny w swoim wymiarze.

Już podczas naszego pierwszego spotkania powiedziałem Alexowi (w Australii wszyscy mówią sobie per Ty),
że jestem zainteresowany zakupem i administracją prywatnego szpitala.
Dodałem też, że docelowo chciałbym zbudować sieć.
On uśmiechnął się z zainteresowaniem i zapytał wprost; bez ogródek:
„ Richard, a ile ty masz własnych pieniędzy aby zrealizować ten swój pierwszy cel po drodze”.

Odpowiedziałem:
“Mam ok. $500, 000 na koncie – żadnych kredytów a w dodatku dostępną sporą linię kredytową”.

On jakby nieco się zdziwił i natychmiast odpowiedział:
Son – Just the license for 1 bed cost - $ 200 grand - with this money you can buy only 2.5 beds…
in a private hospital”.

„Synku, licencja za 1 łóżko kosztuje w Sydney 200 tysięcy, za pieniądze które ty masz - możesz sobie kupić...
dwa i pół łóżka, w prywatnym szpitalu”.

(Alex tak właśnie nazywał mnie, przez dłuższy czas -„son”- synu – Był 25 lat starszy ode mnie).
Wyszedłem ze spotkania rozczarowany zostawiając na wszelki wypadek swoje namiary.
Alex zadzwonił tego samego dnia, z informacją, że myśli cały czas o naszym spotkaniu i chyba coś
jednak, będzie dla mnie miał - może za kilka dni!

St Edmund's Private Hospital...

Podczas następnego spokania, Alex przekazał mi dane szpitala prywatnego o nazwie St. Edmund's w Eastwood, który można było kupić wyjątkowo tanio. Ale może to zrobić... tylko on, z „cichym” partnerem...
Nie bardzo zrozumiałem w czym rzecz.
Parę miesięcy potem przekonałem się, że głównie interesowało go, jak wydobyć ode mnie gotówkę,
którą miałem ($500,000), gdyż on jej wtedy potrzebował na swoją nową miłość - konie wyścigowe.
Wszystkie sprawy wyszły na jaw... kilka miesięcy później, kiedy poznałem szczegóły całej naszej „transakcji”.

Okazało się, że Alex kupił od sióstr Elżbietanek szpital, w dniu naszego spotkania; tuż po moim wyjściu,
za cenę $500,000, na jakąś swoją firmę. Udało mu się przekonać siostry, które chciały się też pozbyć... nierentownego, pustego szpitala, do tak niskiej ceny.
Obiecał im zapłacić za kilka tygodni, zabezpieczył transakcję wekslem. Potem tenże szpital „sprzedał”...
mnie - a dokładnie naszej spółce za 1 milion dolarów.
W tym momencie był już pół miliona dolarów do przodu, oprócz tego miał 50% udziałów w naszej spółce,
które wynegocjował ze mną...

Ja zapłaciłem całą cenę, z własnych pieniędzy plus wziąłem kredyt bankowy i sam to później spłacałem z dochodów szpitala. Ale to nie wszystko...
Po 12 miesiącach, Alex zaproponował mi sprzedaż swoich 50% udziałów - za kwotę $ 1 mln.
No i zapłaciłem. W ten sposób Alex zarobił 1.5 mln dolarów nie robiąc prawie nic.
Majstersztyk biznesu...zarabianie pieniędzy z niczego!
Tylko doświadczony Hindus - a dodatkowo z matki Lushwitz... – może tak potrafić.
Oto prawdziwa sztuka robienia interesów.
Nauczyłem się tego szybko a może raczej życie mnie nauczyło.

Alex przyznał potem, iż nie bardzo wierzył w moje pomysły budowy szpitala rehabilitacyjnego i chciał
szybko pozbyć się udziałów, póki jeszcze miałem pieniądze.
Ja sprzedałem mieszkanie aby go spłacić, wiedząc, że to jest najlepsze rozwiązanie.
Nie potrzebowałem partnera „na gapę” w swej spółce. Wiedziałem, że jadę na wygranym koniu.
Alex z kolei, bardzo potem żałował rozstania i wszystkim wokół opowiadał, że jedynym facetem
w Australii, który tak naprawdę, był wobec niego zawsze fair i który zrobił dla niego dużą kasę był...dr. Opara.

Według niego największym błędem jego życia było to, że się ze mną rozstał. Dlatego też podobno... potem zbankrutował i umarł w biedzie. A żona... opuściła go dla innego – własnego przyjaciela z kasą...
No i któż zrozumie prawdziwą miłość, pieniądze – a zwłaszcza kobiety.

St. Edmund’s Hospital miał 34 łóżka, był tzw. szpitalem „medycznym”; był bez sal operacyjnych i zabiegowych. Wymagał też sporych nakładów inwestycyjnych - w zależności od przeznaczenia w przyszłości.
W rezultacie machlojek Alexa cena zakupu wynosiła ok. $1,0 mln, co w sumie było niedrogo,
bo jak zdążyłem się zorientować, wszystkie łóżka w prywatnych szpitalach wymagały licencji.
Wartość rynkowa licencji w tych czasach, wynosiła $200,000 za łóżko, tak że była to w pewnym sensie
i tak okazja. Trzeba było jednak, gdzieś i na czymś zarabiać pieniądze...
Zwłaszcza kiedy miało się kredyt do spłacenia.

Oczywiście nie wszyscy wiedzieli o wartości rynkowej licencji, szczególnie siostry zakonne, które prowadziły szpital jako działalność charytatywną dla biednych i przewlekle chorych ale kiedy się skończyły dotacje, jak i hojność ludzka - szpital zaczął upadać. Nie było pieniędzy na pensje, leki...

Kiedy moja/nasza spółka Degor Pty Ltd, podpisała kontrakt zakupu St Edmund’s Private Hospital,
w dniu zakupu... okazało się, że Alex ma chwilowe kłopoty z płynnością. Poprosił mnie, żebym ja
sam wpłacił wymagany depozyt a on zwróci mi swoje 50% - w ciągu kilku dni.
Jak się potem okazała Alex... nigdy tego nie zrobił. Ale za to „za darmo” miał swoje 50% spółki.
Ja miałem 6 tygodni na sfinalizowanie całej transakcji - w tym oczywiście zapłatę całej ceny,
plus różne opłaty z tym związane. Alex w tym czasie musiał wyjechać do Indii - w ważnych sprawach.

Wszystko było na mojej głowie, Alex nie zajmował się bowiem takimi drobiazgami.
Pomijając małostkowe kwestie uczciwości biznesowej – była to jednak dla mnie dobra lekcja życia.

No bo przecież... człowiek całe życie się uczy.
Najgorzej, że... najczęściej niestety głupi umiera.

Koniec Odcinka 29

Ryszard Opara
 

KOMENTARZE

  • @AUTOR
    Szanowny Panie Opara,

    Zechce mi Pan wybaczyć, że dotychczas nie odniosłem się do Pańskiej autobiografii. Udzieliłem bowiem sobie i Neonowi okolicznościowego urlopu. Dobrze bowiem jest czasem zdystansować się od bieżączki i logorei dnia powszedniego.
    Pańska autobiografia w moim odczuciu, ilustruje nie tylko Pański unikalny chwyt na życie ale również na czytelnika, bowiem relacja tocząc się wartko zawiera opisy fascynujących zdarzeń i osiągnięć, poza pojęciem i realizacyjnym zasięgiem zwykłego Nadwiślanina. Jest Pan ze wszech miar godnym podziwu i zazdrości - Udacznikiem!

    Mam w związku z powyższym pytanie jakie jest Pana życiowe credo - jako Polaka, humanisty, filantropa, lekarza, biznesmena, męża i ojca, emigranta. Jaki zbiór wyższych wartości towarzyszył Pańskim sukcesom i motywował osobiste wysiłki dla ich osiągania. Mnie staremu, ta wiedza już na wiele się nie przyda ale Pańską osobistą, godną polecenia, receptę na pomyślność życiową, być może, przekażę wnukom.

    Proszę o sformułowanie godnego upowszechnienia, lapidarnego "katechizmu Opary", biorąc za przykład "Katechizm Małego Polaka" -"aby Polska rosła w siłę a ludzie żyli dostatniej" ( i godniej)

    Z szacunkiem i życzeniami Pomyślności Noworocznej,

    bezmetki
  • @1abezmetki 08:07:59
    Ja osobiście nie wiem jakie jest życiowe kredo Pana Opary (prawdopodobnie jest ich kilka, w zależności o miejsca, czasu i okoliczności), ale dla mnie biernego czytelnika "amena" od razu rzuca się w oczy nieprzeciętny patriotyzm, ogromna tęsknota za ojczyzną i poświęcenie Pana Ryszarda dla Polski - Matki- żywicielki.
    We wszystkich odcinkach będąc już na emigracji, ciągle wspomina ojczyznę, przyjaciół i rodzinę w Polsce.
    Niesamowicie tęskni za Polską i stara się dla niej coś zrobić, jest nieszczęśliwy na emigracji i z pewnością marzy o powrocie i budowaniu wolnej, silnej Polski.
    Pan Opara nie mówi tego wprost w "amenie", ale ten niesamowity patriotyzm i polskość czuć między wierszami, zaciska zęby i milczy na ten temat, z pewnością dlatego, żeby nie rozdrapywać ran.
    Prawdziwy polski patriota.
    Oczywiście jakiś nieżyczliwy osobnik mógłby powiedzieć na podstawie w/w autobiografii, że począwszy od pracy w GS-sie, poprzez przebudowę stacji na przychodnię, aż do prezesowania wielu spółkom medycznym w Australii mottem życiowym jest w tym przypadku:
    KASA, MISIU KASA !!
    Ale to tylko pozornie, bo między wierszami widać ból i cierpienie prawdziwego Polaka, patrioty, który wszystko robi dla Polski- swojej ojczyzny.
  • @tańczący z widłami 12:42:29
    Widać, że kolegę p. Opara skrzywdził w poprzednim życiu, bo czym innym można wytłumaczyć taką zajadłość. Bo chyba nie chodzi o ... zazdrość, to byłoby takie ... niskie.
  • @zbig71 12:52:14
    To jest klasyczny przykład co z lewaka ,ateisty,koryciarza oraz taniego portalowego celebryty robią "używki" i relatywizacja zasad moralnych.
    Kolejny malwersant intelektualny...
    Tylko po co to robić z siebie taką żałosną.............. ?
  • @1abezmetki 08:07:59
    Szanowny Panie,

    Miło widzieć Pana w gościnnych progach Neon24 po dłuższej przerwie.
    Mam nadzieję, że nie będzie już problemów i zostanie Pan na dłużej.

    Prosze też wybaczyć, że odpowiadam z pewnym opóźnieniem - powody są w sumie dwa. Jeden prozaiczny, przez kilka godzin nie miałem dostepu do Internetu - drugi powód bardziej skomplikowany.

    Odpowiedź na Pana zasadnicze pytanie - nie jest bowiem prosta...
    Nie chciałbym też być źle zrozumiany...albo posądzany o...?

    Właściwie od wielu lat; być może od czasów dojrzałości świadomości - cały czas uważam, że moje życie nie jest dziełem przypadku...

    Wydarzyło się bowiem w moim życiu naprawdę bardzo wiele -
    w dzieciństwie, w latach powojennych, wychowywałem się w bardzo trudnych warunkach. Kilka też razy, z rozmaitych powodów mogłem
    nawet umrzeć przedwcześnie, pożegnać się z tym światem...
    Lata młodości - durnej i chmurnej - też nie należały do najłatwiejszych.

    Zostałem lekarzem - moją misją wtedy było pomagać ludziom, ale nie było to łatwe - w PRL - dlatego wydazryła się emigracja, potem powrót.

    Dzięki swojemu wykształceniu, kreatywności, wytrwałości i determinacji - udało mi się naprawdę wiele stworzyć; wiele osiągnąć.
    Zbudowałem wiele własnych pomników.
    Byłem na szczytach zamożności - mieszkałem w pięknych rezydencjach
    miałem wszystko co możliwe -
    Piszę o tym wszystkim w swojej Autobiografii.

    A potem, dzięki rozmaitym, niezrozumiałym "zbiegom okoliczności" spadłem niemal całkowiecie na dno
    (będę o tym pisał i nie chcę wyprzedzać zdarzeń kolejnych odcinków).

    Obecny wiek dojrzałości - wiek męski, i nie tylko klęski - zmusza mnie do działań w myśleniu nad przyszłością naszego świata i cywilizacji.

    Wydaje mi się, że to Pan Bóg (jestem osobą głęboko wierzącą) albo też przeznaczenie - kierowało moim życiem w taki sposob - abym poznał wszystkie aspekty życia tu na Ziemi - wszystkie góry, rzeki, doliny.
    To wszystko się stało w określonym celu...
    Ale tak naprawdę jeszcze nie wiem, nie mam pewności...co to jest.

    Całe życie szukam celu i przeznaczenia swojego własnego istnienia.

    Obecnie jestem w trakcie tworzenia "Misji Mojego ŻYCIA".

    Piszę książkę (niestety narazie po angielsku) - "PandeMonium" - która - jest podsumowaniem mojego życia, mojej filozofii na przyszłość ludzkości - a jednocześnie - właśnie definicją Misji Mojego Życia.

    Tyle może narazie. Więcej w następnych odcinkach.

    Moje "tymczasowe" Credo:

    Najważniejszą rzeczą w życiu jest ŻYCIE.
    Najważniejszą osobą jest człowiek.
    Żyję po to i dlatego aby pomagać innym ludziom.
    To właśnie Moja Misja Życia.

    Pozdrawiam najserdeczniej

    Ryszard Opara
  • @zbig71 12:52:14
    Szanowny Panie,

    Proszę się nie przejmować - takimi drobiazgami...

    Dzięki ludziom takim jak Pan TzW - coraz bardziej poznaję - jacy są ludzie.
    A to bardzo istotna wiedza.

    Tak czy inaczej - chyba jedną z najważniejszych rzeczy w życiu - jest zrozumieć samego siebie - wtedy można zrozumieć innych ludzi -
    a dopiero wtedy - można im może jakoś pomóc.

    Pozdrawiam
  • @zbig71 12:52:14
    "Widać, że kolegę p. Opara skrzywdził w poprzednim życiu".

    Nic podobnego. Nie przypuszczam, żebym miał przyjemność spotkać Pana Oparę w poprzednim życiu. Gdyby tak było z pewnością bym to choćby jakoś szczątkowo lub podświadomie pamiętał, ponieważ tak wyjątkowych postaci się nie zapomina.
    Poza tym na pewno podpatrzył bym u Pana Opary, mając przyjemność z nim przebywać, jak ciężką pracą dojść do fortuny (niemal od zera do milionera) i jak wymodlić się o "opatrzność ziemską", która by nade mną czuwała w dzień i w nocy, podczas realizacji moich śmiałych projektów.
    Z pewnością wziąłbym dziś z niego przykład i wstąpił do WAM.
    Od tego bym zaczął.

    Poza tym człowiek tak wrażliwy i uczuciowy nie potrafiłby nawet muchy skrzywdzić, a co dopiero jakiegoś człowieka.
  • @Husky 13:35:49
    Dobry Husky, dobry, dobrze pilnuje portalu.
  • @1abezmetki 08:07:59
    Może teraz ja trochę krytycznie, w sensie Twojego pytania o credo życiowe R. Opary. Ja tam nie wierzę w żadne wielkie idee na ówczesnym etapie życia autora. Tym kredo , jak większości młodych ludzi była po prostu kasa i luksus z nią związany. Przewija się przez opowieść biografii zafascynownie Pana Opary tymi wartościami. A ponieważ miał dobry zawód, jest osobą inteligentną , wytrwałą i zdeterminowaną dla osiągnięcia tych celów, miał dużo farta - więc taki sukces udało mu się osiągnąć. Do tego chyba był przystojny, miał atrakcyjną i mądrą żonę, a więc dodatkowe atrybuty sprzyjające karierze. Wszystko razem zapewniło mu sukces biznesowy i finansowy.
    Rozterki egzystencjonalne które dzisiaj trapią Pana Oparę, przyszły wg. mnie znacznie później, gdy spadł na dno - jak sam powiada. To jest właśnie taki czas który zmienia człowieka, zmienia jego świadomość oraz postrzeganie otaczającej rzeczywistości zmieniając czasami bardzo istotnie osobowość i wartości wyznawane przez człowieka. Uważam, że człowiek po takim katharsis staje się po prostu lepszy.

    W Nowym Roku życzę wszystkim nam sukcesów oraz zdrowia , a szczególnie TZW mniej zapiekłości i nienawiści w komentarzach. Prawo karmy naprawdę działa.
  • @Ryszard Opara 15:08:01
    Drogi Panie Opara
    Pisze Pan :

    Najważniejszą rzeczą w życiu jest ŻYCIE.
    Najważniejszą osobą jest człowiek.
    Żyję po to i dlatego aby pomagać innym ludziom.

    A czy dla człowieka, który "żyje po to, żeby pomagać innym ludziom",
    poprzednie zdanie motta nie powinno brzmieć :
    Najważniejszą osobą jest INNY człowiek ?

    Aż prosi się o to słowo Panie Opara w Pańskim tymczasowym credo. Tak jak przypuszczałem w swoim poprzednim komentarzu, credo Pana Opary są tymczasowe, Cyt "prawdopodobnie jest ich kilka, w zależności od miejsca, czasu i okoliczności").
  • @zadziwiony 15:55:00
    Cyt :" Prawo karmy naprawdę działa".

    Myślisz, że jestem karmą Opary ?
    A może on tak myśli ?

    P.S. Wszystko co piszę, podobnie jak Pan Opara robię z miłości do ludzi.
    Nie potrafię nikogo nienawidzić. Kocham ludzi. Nawet Ciebie i Oparę.
    Nie pochwalam jedynie jego zachowań.
    To raczej on sam, być może ma powody, żeby siebie nienawidzić.
  • @tańczący z widłami 16:09:37
    "Żyję po to i dlatego aby pomagać innym ludziom"

    Święte słowa.
    Caritas, Czerwony Krzyż, Pozytywka, Budzik, Domy Starców, Domy Opieki Społecznej, sierocińce, Hospicja w całej Polsce, a nawet Animalsi i wiele innych instytucji, tęskni za Panem Oparą od kiedy wyjechał z Polski.
    Tak hojnego sponsora nie mieli już dawno.
    Co prawda Pan Opara nie wspomniał w swojej autobiografii o tym ani słowem, że wydał choćby jedną złotówkę na te instytucje, ale to z pewnością jego skromność w przestrzeganiu zasady :
    "Żyję po to, żeby pomagać innym ludziom", nie pozwala mu o tym mówić.

    P.S. Prosimy Pana Panie Opara, żeby uchylił Pan choć rąbka tajemnicy jakim instytucjom charytatywnie Pan pomógł, przekazując obfite datki, to ukróci te kłamliwe, podłe oskarżenia niegodziwych ludzi, że kiedy wrócił Pan do Polski z fortuną, nie wydał Pan charytatywnie ani złotówki, działając słusznie zresztą według zasady:
    NIECH KAŻDY DORABIA SIĘ SAM. MOJE PIENIĄDZE, MOJA ZDOBYCZ NIE JEST DLA STRYCH, BIEDNYCH, SAMOTNYCH I SCHOROWANYCH.
  • @Husky 13:35:49
    Dziś imieniny obchodzą Pryralgina,Paracetamol,Aspiryna i Glukoza
    Weź złóż im życzenia (doustnie) i przestań pie....c
    Na trzeźwo ten chocholi taniec z widłami lepiej ci wychodzi, a tak to nawet sam do siebie już piszesz, bo wszyscy cię najzwyczajniej olewają.
  • @Husky 16:54:23
    Nic tak nie uszlachetnia, jak rozmowa samego z sobą .
    Radzę spróbować, świat wyda ci się piękniejszy i sensowniejszy.
  • @1abezmetki 08:07:59
    Cyt :"Jest Pan ze wszech miar godnym podziwu i zazdrości - Udacznikiem!" kon. cyt.
    Udacznikiem ?
    Nie zgodzę się z Panem. Gdybym nie znał przebiegu kariery Pan Opary, pomyślałbym, że jest kompletnie odwrotnie.
    Ciągle ktoś robi go w tzw. konia. A to zwykły marynarz, potem jakiś kolega Greg, a to znów sprzedawca Rolls Royca, potem znów Alex i tak w kółko.
    Tylko jakoś dziwnym trafem nigdy nie oszukał Pana Opary milioner o wielu nazwiskach : Josek Kupelman, czy jak tam on się nazywał, może Bergold (odwrotnie), A może Aron Goldenfinger. Tylko od jeden był chyba uczciwy i robił z Pana Opary UDACZNIKA, gdyby nie on, to strach pomyśleć, co by się stało z karierą Pana Opary.
  • @tańczący z widłami 16:32:56
    Skąd pań wie, że dr.Opara nikogo nie wspomagał? Siedzi pań u dr w duszy?
  • @tańczący z widłami 17:03:46
    Istnieje takie słowo jak "nieuwaga". Warto zajrzeć do słownika by zapoznać się z definicją.
  • @tańczący z widłami 17:03:46
    W pomieszczeniu bez klamek to sam ze sobą nawet konferencję prasową przeprowadzają
  • @zbig71 17:44:18
    No przecież piszę, że wspomagał. Tylko jakiś niedowiarek może wątpić.
  • @Husky 18:24:22
    Widzę, kolega obeznany w temacie.
  • i nie żal Panu owych sióstr zakonnych
    ?

    żadnej nutki wstydu ?
  • @Ryszard Opara 15:13:47
    Czy wspomagał pań jakieś instytucje, osoby, fundacje charytatywnie? Proszę wybaczyć pytanie, ale strasznie nie lubię takich dziadowskich insynuacji , jakie pod pańskim adresem wysyła TzW.
  • @zadziwiony 15:55:00
    Cyt : " ......gdy spadł na dno - jak sam powiada ".
    Ty zawiedziony nie rozumiesz chyba co znaczy u byłego milionera termin "spaść na dno". Spaść na dno u milionerów oznacza, że dziś zarabiają miesięcznie zaledwie jakieś kilkadziesiąt tysięcy złotych (emerytura + może jakieś resztki akcji, + parę nieruchomości, itd.), nie podskoczą za wysoko, nie stać ich na wystawioną na sprzedaż w takim jakimś Wilanowie lub Piasecznie willi za 105 mln, albo rezydencji w jakiś Paradise Pointach.
    To oznacza w ich mniemaniu spaść na dno.
    Ale jak rezolutnie stwierdził Pan Opara, wszystko jeszcze przednim.
    Nadal ma plany i pasje, czuje się młody, pełen wigoru i i chęci do działań.
    Trzymajmy za niego kciuki.

    Ponadto, nie sam "upadek na dno" wstrząsnął naszym gospodarzem,
    tylko sposób w jaki to się stało, styl w jakim pozbawiono go sporej części majątku do którego się przyzwyczaił i traktował jak swój.
  • @zbig71 20:36:48
    Nie bądź taki uprzedzony do pytań szanowny kolego.
    Jeżeli Pan Opara w swoim tymczasowym kredo zawarł sentencje o pomocy innym ludziom, to ja jako czytelnik tej fascynującej biografii mam chyba prawo zapytać, jakie to osoby, fundacje i instytucje poratował w swej dobroci finansowo Pan Opara.
    To uwiarygodniłoby autobiografię Pana Opary, ponieważ wszyscy wyżej wymienieni darbiorcy mają obowiązek prowadzić księgowy rejestr darowizn i ktoś kto byłby na tyle bezczelny i szalony i zarzucił kiedyś Panu Oparze, że nie darował złamanej złotówki, mógłby to sprawdzić i przekonać się, że nie ma racji.
  • @tańczący z widłami 20:53:17
    / że nie darował złamanej złotówki/

    "Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. (3) Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, (4) aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie" (Mt 6:2-4 BT)

    Uczciwy darczyńca stosuje się do powyższej rady nawet wtedy, kiedy nigdy nie czytał "Kazania na górze", sumienie mu podpowiada.
  • Dla obiboków ważna jest jałmużna.
    .
    Udają że nie widzą wielkiego daru Pana Ryszarda Opary dla wszystkich Polaków w postaci dotacji dla portali – Nowy Ekran i NEon24.pl

    Dumni Polacy wolą wędkę jak codzienną jałmużnę.
  • @roux 21:31:24
    Dokładnie tak, właśnie o tym pisałem, że nie pisnął o darowiznach ani słówka, a hospicja, szpitale, staruszki w Domach Starców, dzieci w Domach Dziecka, chorzy, bezdomni, samotne matki, bezrobotni i kulawi, ślepi i uzależnieni w wielu miejscach Polski, do dziś dnia z rozrzewnieniem wspominają swojego dobroczyńcę.
    Co prawda w Poznaniu i całej Wielkopolsce akurat nie, ale Poznaniacy wiadomo, to niewdzięcznicy, którzy mają dobrą ale krótką pamięć.

    A tak swoją drogą, to kto mógł być na tyle wrogi Żydom modlącym się w synagogach i zarzucić im, że są obłudnikami ?
    Lepiej dla ciebie roux, żebyś takich teorii i powiedzeń głośno nie powtarzał.
    Powielanie dziś w Polsce takich bluźnierstw, że Żydzi modlący się w synagogach są obłudnikami, skutkować może uruchomieniem przeciwko tobie działań prawnych. Możesz zostać oskarżony np. przez "otwartą rzeczpospolitą" podobnie jak Pan Kosiur o zniesławienie narodu żydowskiego i szowinizm.
    Nie wiesz, kto dziś rządzi Polską ?
  • @goodness 21:59:30
    Wytłumacz mi proszę istotę tego daru, bo nie rozumiem.
  • @roux 21:31:24
    Cyt :" Uczciwy darczyńca stosuje się do powyższej rady nawet wtedy, kiedy nigdy nie czytał "Kazania na górze".
    No właśnie. Dziś kiedy wiemy, że Pan Opara zaliczył spektakularny tzw. "upadek na dno" i obecnie ma za cel pomagać innym, wiedząc jednocześnie, że jego credo bywa tymczasowe, zmienne i stale ewoluuje, nie mamy pewności jakim credo się posługiwał, gdy wrócił do Polski będąc milionerem.
    Może wówczas jego tymczasowe credo brzmiało nadal :
    - Spełnię marzenie z mojego dzieciństwa i zostanę milionerem za wszelką cenę - prawda, że piękne i pasujące do milionera ?
    A milionerzy drogi roux nie są rozrzutni, szanują swoje pieniądze i nie rozdają ich na lewo i prawo kulawym, bezrobotnym i ułomnym.
    Stąd moje pytanie.
    Jakim tymczasowym credo posługiwał się Pan Ryszard Opara w Polsce i kogo wspomógł charytatywnie.
  • @tańczący z widłami 16:32:56
    Dawanie pieniędzy organizacjom charytatywnym to jest najczęściej szkodzenie ludziom. Tu to wyjaśniam: https://www.salon24.pl/u/gps65/622832,filantropia

    Już sam fakt bycia milionerem, czy miliarderem, świadczy o tym, że ktoś taki pomógł wielokroć większej liczbie ludzi, niż ktoś, kto się dorobił mniejszego majątku. Oczywiście ważne jest jak się do majątku doszło - jeśli nie poprzez grabież, ale poprzez ciąg dobrowolnych wymian, to znaczy, że człowiek bogaty takich wymian dokonał wielokroć więcej niż biedny. A każda wymiana to jakaś pomoc temu, z kim się wymieniamy, bo każda jest obopólnie korzystna.

    Więc jeśli nikogo nie zabiliśmy, nikomu nic nie ukradliśmy, nikogo nie oszukaliśmy i w żaden sposób nie przyczyniliśmy się świadomie i celowo do tych czynów, to im więcej mamy majątku, tym bardziej to świadczy o tym, że pomagamy innym. Pomóc innym można tylko, gdy się coś ma, coś wie, coś umie - gdy nic nie mamy, nic nie wiemy, nic nie umiemy, to co najwyżej potrzebujemy pomocy - ale nie zasługujemy na nią. Bogaci są milionkroć bardziej potrzebni, pomocni, pożyteczni, altruistyczni, twórczy, niż biedni.
  • @zadziwiony 15:55:00
    Szanowny Panie,

    Ma Pan absolutnie dużo racji w tym co Pan pisze. Było dokładnie tak...

    Zresztą, jak człowiek był młody, żył w PRL-u - cieszył się naprawdę z byle czego. To, że np udłało mu się kupić dżinsy - na bazarze, albo też np w Pewexie. Wranglery wtedy kosztowały $7...
    A np jak teść, który był literatem, członkiem Związku Literatów Polskich - wydał książkę; udało mu się kupić Fiata125p - czułem się milionerem.

    Bardzo też chciałem wyjechać na Zachód - wiedziałem instynktownie - że tam jest moja przyszłość - że tam osiągnę wszystko...

    No i rzeczywiście - tak się stało - osiągnąłem wszystko - praktycznie co ma jakąś większą wartość materialną...
    A potem w Polsce, w rozmaitych okolicznościach - praktycznie straciłem wszystko - poprzez własną naiwność, łatwowierność oraz rozmaite oszustwa ludzi z Banku Pekao SA; jak również oszustwa bliskich i znajomych.

    Dlatego właśnie między innymi piszę Autobiografię "AMEN" - żeby przekazać ludziom własne losy i doświadczenia - być może inni unikną błędów które ja popełniałem.

    Z drugiej strony uważam, że to wszystko co się stało w moim życiu - jest właśnie moim przeznaczeniem sterowanym przez Pana Boga - albo też przeznaczenie.

    Być może to tylko są moje przypuszczenia, być może to bzdury...
    Czas pokaże...

    Jedno jest pewne - aby zrozumieć siebie, zrozumieć życie - trzeba przejść przez wszystkie jego etapy i skrajności...

    Człowiek nigdy prawdziwie nie zrozumie głodu, jeżeli tego sam nigdy nie przeżył.
    Tak samo człowiek nigdy nie zrozumie bogactwa, luksusu i np. wartości materialnych/pieniądza - jeżeli nigdy tego osobiście nie przeżyje - wpadając z powrotem na dno...

    Takie moje myśli... Pan wybaczy

    Pozdrawiam
  • @zbig71 17:44:18
    Wspomogłem w życiu bardzo wiele osób, rozmaitych fundacji, swoich własnych braci oraz wielu przyjaciół.

    Kiedy miałem pieniądze, w pewnym sensie - rozdawałem je na lewo i prawo, każdemu w potrzebie... na zasadzie:
    Ja mam - Ty nie masz... no to masz...Ile potrzebujesz.

    Taka moja działalność niestety przysporzyła mi również wielu nieprzyjaciół
    - no bo kiedy przestałem dawać - przestałem być dobrym przyjacielem...

    A już nie daj Boże, kiedy kogoś tam poprosiłem o zwrot darowizny albo wprost jakieś wsparcie.
    Natychmiast ci ludzie przestawali się do mnie odzywać.

    Takie to życie...

    Pozdrawiam
  • @zbig71 20:36:48
    Szanowny Panie,

    Jak wspomniałem wyżej - wspomagałem wiele fundacji charytatywnych - w Australii (m.in Wesley Mission; Fred Hollows Fundation - znałem Freda osobiście; Hopewell Hospice - dla umierających na raka) i kilka innych instytucji medycznych dla przewlekle chorych.

    W Polsce wspomagałem kilka Domów Dziecka: w Warszawie i Gdańsku skąd adoptowałem sześcioro dzieci; domów opieki dla osób starszych.
    Kiedy zobaczyłem, jak żyją dzieci w domu dziecka - chciałem je wszystkie adoptować...

    Ale zapewne zdaniem Pana TzW - to wszystko nieprawda.

    Przyjmuję jego złościwości i insynuację z pokorą.

    Pozdrawiam
  • @goodness 21:59:30
    Szanowny Panie,

    Dziękuję za Pana komentarz.

    Myślę, że kiedyś ludzie - nawet tacy jak Pan TzW - zrozumie moje życie.
    Na tym między innymi polega - moim zdaniem moja misja.

    Mam nadzieję, że Neon24.pl (dawny NowyEkran.pl) - będzie nadal przez wiele lat funkcjonował jako Forum Polaków.
    Każdy będzie miał prawo wypowiadać swoje poglądy, prezentować myśli - oczywiście cały czas mam nadzieję, będzie to się działo w kulturany godny ludzki sposób.

    Ale być może ludzie tak naprawdę zaczną doceniać Neon24.pl - dopiero wyedy jak go stracą. To tak jak ze zdrowiem...
    Szlachetne zdrowie...Nikt się nie dowie...

    Pozdrawiam
  • @goodness 21:59:30
    I te ostatnie zdanie jest wręcz puentą tego co reprezentujemy i jak nas na świecie postrzegają. Nie szanujemy tego co mamy i doceniamy dopiero wtedy gdy się utraci. I to się nie zmieni za 5 czy 15 lat. Do tego potrzeba co najmniej 3-4 pokoleń poczynając od generacji dzisiejszych 20-30 latków .
  • @tańczący z widłami 20:53:17
    1. Autor nie ma obowiązku ujawniać jakiegokolwiek wykazu instytucji i osób które wsparł i pomógł finansowo. Czy tak zrobi (a częściowo ujawnił - polecam wcześniejsze komentarze) to już można traktować jako dobrą wolę.
    2. Tylko Bóg może nas sądzić z tego co uczyniliśmy za ziemskiego żywota. I tego się trzymajmy.
  • @GPS 23:21:09
    Szanowny Panie GPS,

    Zgadam się z Panem.
    Jeżeli człowiek nic nie ma to nie może nic dać. Komukolwiek.
    Jeżeli człowiek został milionerem - może dać innym wiele.
    Dlatego też sam fakt bycia człowiekiem zamożnym często świadczy o tym, że "po drodze" - nawet przypadkowo - trzeba było wielu innym pomóc. Chociażby zapewnić im pracę, dochody...

    Często w przeszłości przekazywałem pieniądze rozmaitym organizacjom charytatywnym - ale takim, które miały długą historię działalności.
    Robiłem też to głównie w jasno określonym celu, poprzez rozmaite swoje firmy - a dodatkową korzyścią i tu się przyznaję, były również ulgi podatkowe.

    Uważałem niemal za swój obowiązek tak robić...bowiem skoro Pan Bóg, los czy przeznaczenie obdarzył mnie szczęściem posiadania - trzeba było z innymi się dzielić.

    Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych - to rzecz niewiarygodna i tak prawdę mówiąc nie widzę potrzeby aby coś takiego udowadniać.
    Nie robiłem tego po to aby się potem wokół chwalić.

    Zapewniam też Pana i wszystkich - nigdy, nikogo nie okradłem.

    Wszelkie bzdurne zarzuty - pomijam milczeniem.

    Pozdrawiam serdecznie
    - życząc wszelkiej pomyślności w Nowym 2019 roku.
  • @ipao45 03:49:12
    Szanowny Ipao45,

    Całkowicie się z Panem zgadzam.
    Nie szanujemy tego co mamy - nie doceniamy żadnych wysiłków innych.

    Jedna dodatkowo rzecz - gnębi mnie od ostatnich paru lat.

    W Polsce, obecnie nie ma absolutnie żadnych żyjących autorytetów - takich, które byłyby cenione przez większość obywateli - bez względu na ich przekonania i wiarę.

    Polska - Polacy - to Naród skrajnie spolaryzowany - i trzeba będzie może kilku pokoleń - aby to zmienić.
    Ale czy Polska - będzie wtedy jeszcze istniała - jako Naród?

    Pozdrawiam
  • @ipao45 04:06:10
    Szanowny Panie<<br />
    Przekazałem to co pamiętam - było to jednak wiele lat temu, przynajmniej w Australii.
    Zresztą nawet nie robiłem tego osobiście - a właściwie poprzez rozmaite firmy, które założyłem i prowadziłem.

    Ja się nie boję prawdy - i tak jak Pan mówi - w ostateczności Pan Bóg nas wszystkich osądzi - za to wszystko - co zrobiliśmy na "ziemskim padole".

    Pozdrawiam
  • Szanowni Państwo
    Szanowni Państwo,

    Dziękuję wszystkim serdecznie - za pozytywne i negatywne komentarze.

    Szczerze chciałbym wyznać, że coraz bardziej mnie pasjonuje i "wciąga" moja Autobiografia - a możliwość dyskusji i rozmowy z Państwem, słuchanie uwag i opinii - bez względu jakie one są - daje mi ogromny impet oraz możliwość dodatkowego myślenia i zastanawiania się nad historią własnego życia.

    Nie chciałbym być może źle zrozumiany - ale coraz bardziej, właśnie dzięki temu kształtują się treści i sens - "Misji Mojego Życie".

    Dziękuję wszystkim bardzo i pozdrawiam
  • @AUTOR
    Dziękuję za życzenia i pozostaję pod wrażeniem Pańskiej deklaracji:
    "Najważniejszą rzeczą w życiu jest ŻYCIE.
    Najważniejszą osobą jest człowiek. Żyję po to i dlatego aby pomagać innym ludziom.
    To właśnie Moja Misja Życia."

    -Zgoda przez jednoosobową aklamację! Pozostaje już jedynie życiowy audit.
    A wyznanie pobrzmiewa mi Majakowskim ("człowiek to brzmi dumnie").

    Z niecierpliwością oczekuję również zapowiedzianej publikacji "PandeMonium".

    Pozdrawiam Pana,
  • Garść refleksji...
    Nie wiem co było siłą sprawczą, kiedy Pan Opara podjął trud autobiografii i ryzyko związane z jej upowszechnieniem.
    Jako osoba publiczna (pretendent do kandydatury na prezydenta), humanista szczodrze obdarowany wieloma talentami (poeta-liryk i pianista), celebryta - a jeszcze przy tym wszystkim chłodno kalkulujący biznesmen, z pewnością sprawnie rozważył wszystkie za i przeciw. Skoro zatem względy "za" przeważyły, to znaczy świadomie dopuścił możliwość "opukiwania przez dzięcioły", zwłaszcza - mając w pamięci niesławne "100 milionów Wałęsy".

    Taka jest cena bycia VIP - "Kimś Bardzo Ważnym".
    Jeśli zaś w 21 wieku, Autor deklaruje miłość do ludzi:
    "Żyję po to i dlatego aby pomagać innym ludziom.
    To właśnie Moja Misja Życia", - to brzmi to tak niewiarygodnie, że aż podejrzanie.

    Zrozumiałe zatem i zasadne - po tym, kiedy wiarołomnie, wypowiedziano już po wielokroć, wszystkie słowa, że Panowie "Tańczący z Widłami" i "zadziwiony", wprost lub pośrednio, mówią "sprawdzam" i pytają o konkrety. I nie ma pytań nieuprawnionych!
    Ja sam również ich nie znam, poza jednym przypadkiem zarejestrowanym na YouTube, kiedy Pan Ryszard Opara zaofiarował gościnnie dom rodzinie Magdziaków (12.06.12):
    https://www.youtube.com/watch?v=i3DDBMMkj_A

    I jeszcze proszę zwrócić uwagę jak Panu Oparze łamie się głos w niekłamanym wzuszeniu (0:45/2:12).

    Może nie od rzeczy będzie poprosić Pana Oparę o dalsze konkrety...

    Właśnie dowiedziałem się więcej (Ryszard Opara 02.01.2019 02:38:22).

    To moim zdaniem formalnie zamyka podniesioną wcześniej kwestię dobroczynnej ofiarności.
  • @ipao45 03:49:12
    I te ostatnie zdanie jest wręcz puentą tego co reprezentujemy i jak nas na świecie postrzegają. Nie szanujemy tego co mamy i doceniamy dopiero wtedy gdy się utraci. I to się nie zmieni za 5 czy 15 lat. Do tego potrzeba co najmniej 3-4 pokoleń poczynając od generacji dzisiejszych 20-30 latków .
    Mechanizm Duraczenia Polaków działa wyśmienicie. Trzeba będzie więcej pokoleń, aby docenić to co tracimy przez proste oszustwo.

    Duraczenie, czyli wmawianie Polakom że nie szanują tego co mają – że Polska się pozbyła Banków i Przemysłu i Rolnictwa.

    Mamy zablokowany system demokracji dążący do zrównoważonego rozwoju, trwa i się potęguje dyktatura uziemiająca Polaków.
    Nikt nie mówi o aresztowanym systemie narodowej demokracji przez celowy błąd równowagi wprowadzony do Konstytucji.

    Nikt nie mówi o uwolnieniu systemu narodowej demokracji przez naprawę prostego błędu, czyli wykreślenia z art. 10 konstytucji kłamstwa –równowagę liczby nieparzystej, dla Polaków.
  • Kana Gelilejska made in Opara ?
    Cyt : "Mam ok. $500, 000 na koncie – żadnych kredytów a w dodatku dostępną sporą linię kredytową”. kon. cyt.
    Zarobienie 500.000$ w kilka miesięcy na malutkiej przychodni mieszczącej się w pawilonie byłej stacji benzynowej, to niemal jak cud w Kanie Galilejskiej, lub Kafarnaum.
    Ale jeszcze bardzie przyciąga moją uwagę, bodajże najważniejsze, najistotniejsze i kluczowe wyznanie Pana Opary w całej "autobiografii", a jest nim zdanie :
    MAM ................DOSTĘPNĄ SPORĄ LINIĘ KREDYTOWĄ.

    Proszę opowiedzieć czytelnikom o tej "dostępnej sporej linii kredytowej", bo to jest wiadomość najistotniejsza w Pańskim życiu i biografii, to właśnie ta "linia" wyniosła Pan na wyżyny.
    Bez szczerego wyznania, nie będzie katharsis, nie będzie samooczyszczenia, nie będzie wybaczenia i samo wybaczenia i dalszego samorozwoju, utknie Pan być może na zawsze.
    Gorzej. Zatajenie prawdy, kręcenie i lawirowanie, może skutkować przeniesieniem zatajenia w następny wymiar i stanie się to Pana ciężarem na kolejne wcielania, o ile oczywiście wierzy Pan w kolejne nieuchronne wcielenia.
  • @Ryszard Opara 02:38:22
    Bardzo dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam
  • Szanowni Państwo
    Szanowni Państwo,

    Pan TzW - bez przerwy pisze rozmaite komentarze, w których ciągle mi zadaje rozmaite, czasem sensowne a czasem absolutnie niedorzeczne pytania.
    Oczywiście Pan TzW - ma do wykonania zadanie - swoimi komentarzami - chce mnie zdenerwować, sprowokować czy wyprowadzić z równowagi.
    Z drugiej strony on nie ma żadnego pojęcia o funkcjonowaniu przychodni medycznej, otwartej 24 godz - codziennie 365 dni w roku.

    Nie będę jednak (zgodnie z własną decyzją)odpowiadać na jego czasem z pozoru sensowne, czasem idiotyczne zarzuty.
    Ponieważ jednak nie odpowiadam na jego pytania, część z Państwa może myśleć, że Pan TzW - ma rację w niektórych sprawach.

    Informuję więc że:

    Moja przychodnia (24H) Medical Centre miała następujące rzeczy:

    - 3 gabinety konsultingowe - dla lekarzy ogólnych,
    - 2 sale zabiegowe (dla drobnych i wymagających sterylności zabiegów,
    - gabinet do badań laboratoryjnych
    - gabinet do badań RTG
    - Aptekę ogólno dostepną - 24g/dobę - dla lekarstw na i bez recepty.

    Przychody dzienne (całkowite), szczególnie w sobotę i niedzielę czasem wynosiły ponad $20,000 na dobę.(średnio jak pamiętam $12,000/dobę)
    Czyli łatwo obliczyć - miesięcznie 30x $12,000 = $360,000 miesiąc.
    Oczywiście były i koszty - ale stosunkowo niewielkie. (Może 20-30% - nie pamiętam. Innym lekarzom płaciłem 50% prowizji za konsultacje)

    Jak to wszystko pracowało?

    Jeżeli było na dyżurze 3 lekarzy - każdy z nich mógł przyjąć średnio -
    4 pacjentów na godz. (3 x 4 x 24=288 pacjentów/dobę).
    Medicare płaciło minimum ok $35/pacjenta - średnio ok $50.
    Czyli dochód z konsultacji medycznych czasem wynosił $10,000/dobę.

    Jeżeli pacjent miał prześwietlenie, jakiś zabieg (np. zaszycie rany itp.) badanie krwi były dodatkowe dochody - choć nie pamiętam szczegółów. Wykonywaliśmy tego naprawdę sporo szczególnie w weekendy.,
    Spore dochody były również z apteki.

    Podam kolejny przykład - np. często zdarzało się, że miałem pacjenta ze złamaną ręką, po jakimś urazie na meczu rugby. A więc:
    Robiłem mu prześwietlenie, potem jako anestezjolog znieczulałem jego rękę (blok splotu barkowego), zakładałem gips; robiłem prześwietlenie kontrolne - i wysyłałem pacjenta do domu.
    Oczywiście jeżeli na RTG, prześwietlenie było skomplikowane - odsyłałem pacjenta do ortopedy. Jeżeli nie robiłem wszystko sam.
    Za to wszystko - Medicare płaciło wtedy ok $1,000 w ciągu kilku dni.

    Mógłbym przytaczać wiele innych przykładów, ale nie chcę zanudzać.

    W sumie o ile pamiętam zyski netto miesięczne były ok. $200,000 - czyli ok $2.5 miliona rocznie. (Oczywiście wszytkie swoje wydatki, zgodnie z prawem podatkowym wkładałem w koszty).

    Mając tego rodzaju zyski miesięczne - zdobycie gotówki $500,000 nie było żadną trudnością - a załatwienie linni kredytowej w wysokości kilku milionów dolarów - żadnym problemem.

    Zdaję sobie sprawę, że Pan TzW, będzie dalej próbował podważać wiele rzeczy z mojej autobiografii. Nie będę z nim na ten temat dyskutował.
    Piszę to tylko aby pokazać realia tego co było.

    Serdecznie Państwa pozdrawiam
  • @Ryszard Opara 14:32:29
    Drogi Panie Opara.
    Bardzo dziękuję w imieniu czytelników za wyczerpującą odpowiedź odnośnie funkcjonowania Pana całodobowej przychodni.
    Teraz rozumiem dlaczego w latach 1983-1990, jak grzyby po deszczu zaczęły w Australii na miejscu stacji benzynowych wyrastać całodobowe przychodnie lekarskie, zaś co pomniejsze szpitale Sióstr Elżbietanek, Urszulanek, Klarysek i Boromeuszek Bosych, plajtowały nagminne z braku chorych do leczenia.
    Wyliczenie :
    Jeżeli było na dyżurze 3 lekarzy - każdy z nich mógł przyjąć średnio -
    4 pacjentów na godz. (3 x 4 x 24=288 pacjentów/dobę)
    całkowicie mnie przekonuje.
    Współczuję tylko tym lekarzom na dyżurze. Biedacy nie mieli chwili wytchnienia, jak po jakimś trzęsieniu ziemi z setkami ofiar, albo po alianckim nalocie bombowym na jakieś niemieckie miasto w czasie II WŚ. Kolejka pacjentów musiała ciągnąć się aż do stadionu, a samochody którymi przyjeżdżali pacjenci korkować autostradę.

    Rugbyści też zdaje się byli dobrymi klientami. Zakładając, że na meczu niedzielnym przynajmniej jeden złamał rękę lub nogę, to miał ich Pan w ciągu miesiąca aż czterech, a w ciągu roku 52. Intratny biznes. Z pewnością polubił Pan rugby.

    Centrum rzeczywiście było spore. 5 gabinetów różnej specjalizacji, 2 salki zabiegowe, apteka, w sumie pewnie jakieś 150m2. Czyli każdy centymetr byłej stacji benzynowej został wykorzystany.
    Mam pytanie.
    Czy mógłby Pan wstawić dla zaspokojenia ciekawości czytelników, zdjęcie Pańskiego pierwszego HMC ? Z pewnością Pan takie posiada.

    P.S. Panie Opara.
    Dość pochopnie zakłada Pan, że mam do wykonania jakieś niegodne względem Pana zadanie. Po co miałbym chcieć Pana zdenerwować, co miałoby mi to dać ?
    Proszę mi wierzyć, że nic takiego nie ma miejsca.
    Ja rozumiem, że niektóre uwagi/pytania, mogą nastręczać Panu trudności odpowiedzi, ale publikując autobiografię powinien Pan wkalkulować w plan zysków i strat zadawanie trudnych pytań przez czytelników.
    Życzę Panu w nowym roku umiejętności zachowania spokoju i uśmiechu podczas zmagania się z reperkusjami publikacji "amena".

    Pozdrawiam
    TzW
  • @Ryszard Opara 14:32:29
    " a załatwienie lini kredytowej w wysokości kilku milionów dolarów nie było - żadnym problemem ".
    Cóż to za bank, który tak się przeliczył ? Bo summa summarum Pan jednak w końcu splajtował.
  • @
    //Czy mógłby Pan wstawić dla zaspokojenia ciekawości czytelników, zdjęcie Pańskiego pierwszego HMC//


    Ważne by było na tym zdjęciu nie samo HMC ale WC w tym budynku. Bo to najbardziej fascynujące , tajemnicze i inspirujace miejsce dla TzW.
    Miałby gotowe komentarze na kilka kolejnych odcinków.
  • @Husky 16:12:22
    Pan Opara nie wspominał nic o konieczności wykonania przybudówki na WC, czyli WC dla personelu, tudzież WC dla setek pacjentów godzinami oczekujących na swoją kolejkę, musiało zmieścić się w budynku stacji. Nawet tak sobie myślę, że skoro tych pacjentów było tak wielu, to WC-tów też musiało być wiele. Przynajmniej tyle co gabinetów i salek.

    A ty Husky pewnie miałbyś dziką satysfakcję gdyby z na zdjęciu pierwszego HMC Pana Opary, obok HMC znajdował się toy-toy, albo drewniany wychodek z serduszkiem............który być może zapamiętałeś z dzieciństwa.
  • @tańczący z widłami 16:25:53
    Lepsze to niż twoją obora/stajnia,"wacik" ze słomy i sprzątanie widłami w szalonym tańcu
  • Szanowni Państwo
    Szanowni Państwo,

    Bank o który pyta Pan TzW..., które finansowały mnie w Australii to były:

    1. WESTPAC BANK
    2. ST GEORGE BUILDING SOCIETY
    3. GIO FINANSE

    Dodam jeszcze, że w Australii, nigdy nie miałem trudności finasowych - nie miałem problemów z Bankami.
    Stało się to dopiero w Polsce - z Bankiem PEKAO SA.

    Będę o tym pisał w następnych odcinkach.

    Pozdrawiam

    Ryszard Opara

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031