Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
297 postów 1629 komentarzy

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Polak. Patriota. Humanista.

AMEN-Autobiografia Naukowa- Odc.18

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Początek drogi do Wolności...AUSTRIA. Przeboje, rozterki - nieporozumienia, niepewności Wiednia.

AMEN-Autobiografia Naukowa Odc. 18

Początek drogi do Wolności...AUSTRIA. Przeboje, rozterki - nieporozumienia, niepewności Wiednia.

Po wszystkich przydrożnych przebojach Bułgarii, Jugosławii i Węgier - dotarliśmy skrajnie wyczerpani do Wiednia w sobotę po południu. Musieliśmy wynając pokój, w pierwszym lepszym hotelu, aby trochę się wyspać, odpocząć, a przede wszystkim wykąpać. Nie już mogliśmy kolejnej nocy spać w aucie.
Oczywiście nie znaliśmy Wiednia, byliśmy tam pierwszy raz, nie było kogo zapytać o tani pokój.

Hotele w Centrum Wiednia, były bardzo eleganckie ale okazały się dla nas wyjątkowo drogie.
Za pierwszą noc (ze śniadaniem), zapłaciłem w ich szylingach a w przeliczeniu ok $100, czyli... moje polskie, dwie miesięczne pensje.
Ale...byliśmy już tak zmęczeni; nie mieliśmy wyjścia, ani siły szukać czegoś tańszego poza miastem...To był chyba pierwszy i jedyny raz w życiu, kiedy byłem naprawdę wyczerpany.
Razem z żoną spaliśmy jak dzieci, kilkanaście godzin i ledwo zdążyliśmy na śniadanie.

Tym bardziej, że przecież...następnego dnia jak nas poinstruowano jeszcze w Polsce - musieliśmy iść pod
„Polski kościół”, który był w Centrum. Była to bowiem niedziela, no i „Polska Msza” o 10.00.
Tam właśnie, zaraz po mszy odbywały się różne rozmowy Polaków na tematy wszystkie; głównie na temat podstawowej egzystencji w Wiedniu, czyli jak przeżyć pierwsze dni emigracji.

Przy okazji... załatwiało się od razu rozmaite interesy...Wszystko co możliwe a nawet i nie. Jak się bowiem potem okazało, pod „kościół” przychodziło również - wielu ludzi nieuczciwych, próbujących wykorzystać nieświadomość rodaków, będących w potrzebie. Tak nas przynajmniej ostrzegano...

I właśnie tenże „Kościół” w Wiedniu - to był nasz pierwszy cel wizyty. Jak wspomniałem wyżej, w tym czasie, to była w pewnym sensie instytucja – można też było zwyczajnie pogadać, wymienić ostatnie wiadomości z kraju, pogadać o polityce, ale i oczywiście, co nas najbardziej interesowało - załatwić miejsce do spania oraz możliwie jakąś pracę.

Wiedzieliśmy, że to nasza pilna i może jedyna prawdziwa szansa, aby właściwie rozpocząć naszą emigrację. 
Inaczej...musielibyśmy czekać tydzień, na kolejną mszę - a na to nie mieliśmy już pieniędzy.

Przyszliśmy prawie pod koniec mszy, co akurat było dla nas bez znaczenia. Najważniejszą sprawą stała się teraz - kwestia noclegu. Nie stać nas było już na hotel. Nasza kasa „spadała”znowu prawie do zera, po wydatkach na jedzenie, benzynę i hotel. Okazało się jednak, że nie jest tak łatwo…

Nikt akurat nie miał wolnego miejsca albo też chęci udzielenia nam pomocy. W końcu, po wielu próbach udało mi się dogadać z pewnym Maćkiem - górnikiem ze Śląska, który jak stwierdził, ma spory pokój z kuchnią.
Dzielił go wprawdzie z 3 kolegami ale jeden z nich zamierzał po południu wracać do kraju, zostawiając jedno wolne łóżko.

Nie było wyjścia. Podjechaliśmy naszym super Maserati pod wskazany adres – Nobille Gasse 24.
Budynek z zewnątrz prezentował się nieźle - ładny, elegancki – pomyślałem będzie chyba OK.

W środku było jednak znacznie gorzej. Na każdym piętrze, jedna zbiorowa łazienka: (WC i prysznic).
Natomiast sam pokój okazał się wprost tragedią. Mieszkało w nim czterech facetów, prostych robotników.
Panował tam nieopisany wprost smród; mieszanka wybuchowa...zapachu brudnych skarpetek, pościeli, cebuli, czosnku oraz dymu z papierosów. Dla mojej żony; to był zwyczajny, olbrzymi szok.
Jak zauważyłem, szybko zrobiło się jej niedobrze; była bliska płaczu i omdlenia.
Przytuliłem ją, więc i powiedziałem, że to może tylko na kilka dni, potem wszystko będzie OK.

Ja - mając w przeszłości rozmaite męskie, no i wojskowe doświadczenia, znałem zapach bałaganu i związanych
z tym, różnych niewygód.
Ona, wychowywana w eleganckim, czystym środowisku, znała takie rzeczy tylko z opowiadań.
Teraz stała przed kanalizacją codziennosci tzn. życia codziennego.
Jej zmysły...prysły; zaczęły się burzyć wyborem między marzeniami a rzeczywistością; wygodą, mitem o wolności i beztroską – a wszechobecnym smrodem, który wyczuwalnie unosił się nad naszą najbliższą przyszłością.

Na koniec Maciek pokazał nam „nasze” łóżko. Na szczęście znajdowało się przy oknie, ale pościel już była dobrze używana. Było niestety też obezwaładniajace zmęczenie no i robiło się późno.
Mieliśmy jedno wyjście awaryjne: spać w samochodzie, lub gdzieś pod mostem, w parku, na ulicy...

Żona poprosiła byśmy wyszli na chwilę, gdzieś do parku. Potrzebowała trochę świeżego powietrza. Weszliśmy po drodze do sklepu, kupiliśmy trochę jarzyn, kartofli i mięso. Było niedrogo.
Doronia, która świetnie też gotuje, zrobiła potem z tego ucztę prawdziwą.
Zgodnie ze starą moją zasadą. Na pocieszenie...najlepsze jest dobre jedzenie.
Znalazła się też jakaś buteleczka wódki, którą moja żona piła chyba pierwszy raz w jej życiu.
Po pierwszym łyku, którym się zakrztusiła – z uśmiechem powiedziała tylko...”Ach, co tam”...

Pokój wkrótce się zapełnił facetami. Byli to prości robotnicy, górnicy, którzy przyjechali do pracy w Wiedniu, zarobić parę groszy. Wszyscy niestety palili, mieli pety w ustach, ale na prośbę żony - wyszli na korytarz. Mam wrażenie, że patrzyli na nas - jak na ludzi z zupełnie innego świata.
Pomimo, że byli prostymi ludźmi, jak zauważyłem - czuli przed nami, chyba jakiś szacun, respekt.

Jeden z nich zauważył, że pod naszym blokiem stoi jakiś super sportowy, czerwony samochód.
Powiedzieliśmy, że to nasz i że zamierzamy go sprzedać…ponieważ planujemy zostać w Wiedniu albo emigrować do Australii. A... nie mamy za bardzo pieniędzy. Maciek, powiedział, że pomoże nam auto sprzedać.
Albo sam kupi. Sytuacja wkrótce, jakoś zaczęła się więc poprawiać.
Żonie wrócił wigor i humor, a może pomogła wódeczka... Ach co tam...to przecież nie hipopotam!

Najgorszy problem był ze spaniem. Pierwsze kilka nocy, spaliśmy więc w ubraniach. Nie było jak i gdzie - wyprać brudnej pościeli. Problem stanowiła też zbiorowa łazienka.
Okazała się być ona chyba zgodnie z duchem czasów - „koedukacyjna”. Rano - najczęściej prysznice były zajęte przez facetów spieszących się do pracy i trzeba było po prostu kąpać się w nocy, gdy wszyscy spali.
W budynku większość mieszkańców stanowili Polacy...którzy przyjechali do Wiednia, w różnych celach.

Następnego ranka pojechaliśmy metrem do Centrum miasta.
Głównym celem wycieczki była nie turystyka, ale raczej próba sprzedaży naszego pierścionka, który ciągle trzymałem w obcasie mego buta.

Najpierw jednak przeszliśmy się Kartner Strasse po Grabenie, weszliśmy do Katedry Św. Szczepana.
Ekskluzywne, bardzo drogie sklepy, eleganckie kobiety i pięknie ubrani ludzie.
Weszliśmy do kawiarenki, zjedliśmy kilka bardzo dobrych kanapek z krewetkami, kawiorem.
Zapomnieliśmy ne tę chwilę, że w sumie nie mamy pieniędzy, ale... było tanio. Super atmosfera, kawa, wino.

Zupełnie inny świat, inni ludzie. Tam na Kartner bardzo się nam spodobało, zwłaszcza Doroni.
To było właśnie dla nas, mogliśmy siebie tam odnaleźć - przynajmniej na razie, w marzeniach.
Niewiele wtedy mieliśmy możliwości, ale instynktownie wiedzieliśmy, że to tylko kwestia czasu.
Wiele lat potem, wielokroć wracaliśmy na kanapki, kawę i wino do Centrum Wiednia-na Graben.

Wtedy, w 1979 roku trzeba było jednak szybko wracać z pięknych marzeń o przyszłości - do szarej rzeczywistości i do tego - na co było nas stać.

Przypomniałem żonie o głównym celu naszej wizyty- o pierścionku. Weszliśmy do sklepu z biżuterią, o nazwie Goldbach, gdzie w oknie widniał napis: mówimy po polsku. Pokazaliśmy pierścionek panu, który się przedstawił jako – Goldman; ponoć jego żona była Bach - i urodził się przed wojną w Warszawie. Mówił z dziwnym akcentem. Dopiero jakoś póżniej... zrozumiałem pochodzenie tegoż akcentu.

On, ten Goldman, obejrzał szybko i dokładnie pierścionek pod lupą. Zapytał: ile za niego chcemy?
Przełykając ślinę ze zdenerwowania, wykrztusiłem 3,000 dolarów – ale do negocjacji.
Pan Goldman, nieco jakby znudzonym głosem odpowiedział: Mogę wam dać 300 dolarów. Maks!. Próbowałem się z nim przez chwilę targować, twierdząc że kamień ma 1.5 karata, że...zapłaciliśmy za niego… 1,500 $, a nasz sprzedawca zapewniał nas, że jest wart przynajmniej dwa razy tyle.

Nie wzruszyło to nic pana Goldmana. Powiedział wprost i bez emocji:
Kamień - tak to brylant, ale ma stary, rosyjski szlif i w środku natomiast jakieś skazy.
I, że maksymalnie on, może dać 300$.
A jak nie akceptujemy jego oferty, to żeby mu nie zabierać cennego czasu a tymbardziej zawracać jemu więcej głowy. Nie zgodziliśmy się sprzedać pierścionka, który był naszą nadzieją na lepsze – no i oprócz samochodu jedynym majątkiem.

Poszliśmy do kilku innych sklepów, gdzie w każdym miejscu mówili też po polsku ale z tym dziwnym akcentem. Każdy jednak oferował taką samą cenę - $250-300. Wyglądało na to, jakby Goldman do wszystkich zadzwonił i uprzedził o naszej wizycie i zamiarach. Powiedziałem żonie: to chyba zmowa.
Pierścionka w końcu nie sprzedaliśmy, nie mogliśmy zrozumieć sytuacji ani zgodzić się na taką stratę.

(Ostatecznie, kilka lat potem, ktoś nam go ukradł podczas włamania do mieszkania.
Dostaliśmy więc w końcu za ten pierścionek - okrągłe zero...)

Poszliśmy na stację Metra. Zaczęło solidnie padać. Czekając na pociąg, widziałem, jak moja Doronia płacze.
Spytałem co się dzieje. Odpowiedziała, że ma tego wszystkiego dosyć i chce wracać do kraju. Dodała: Tam mamy nasz fajny dom, mieszkanko, czystą pościel, pracę, rodzinę, przyjaciół.
A tu...brud smród, brak pieniędzy, nie mamy gdzie pracować ani gdzie mieszkać, wszyscy chcą nas oszukać.
Zaczęła niemal trząść się z rozpaczy. Zrobiło mi się jej bardzo żal.

Odpowiedziałem na jej rozpacz twardo: Jak chcesz, bierz samochód, pierścionek – wszystko i wracaj do Polski.
Wiem, że nasza przyszłość jest tutaj lub w Australii. Ja zostaję.
Po pewnym czasie uspokoiła się. Poszliśmy na spacer do parku. Kupiłem jej piękne czerwone róże.
Wieczorem, wróciliśmy do mieszkania na Nobillegasse – do śmierdzącej rzeczywistości.
Chyba pierwszy raz w tym mieszkaniu stał bukiet róż. Wprawdzie w słoiku po dżemie… ale ich kolor i zapach zlikwidował niemal wszystkie niedogodności. Przynajmniej na chwilę zapomnienia.

Czekały też tam na nas dobre wieści. Maciej znalazł żonie pracę w restauracji, gdzie pracowała jego ciotka.
Nic wielkiego: pomoc kuchenna, sprzątanie ale niezłe pieniądze. (w dodatku,jak się później okazało mieliśmy codziennie jakieś żarcie). Wprawdzie Doronia musiała wynosić tę żywność: sery, mięso, ciasta- ukryte w rajstopach i staniku, ale… to dodawało tylko smaku naszym kolacjom.

Oprócz tego Maciek znalazł kupca - na nasz samochód, który prezentował przez cały dzień różnym znajomym-
za 1,800 $ czyli w sumie więcej, niż za niego zapłaciłem. Nie było żadnych strat.
Dwa dni potem mieliśmy już całą kasę i sytuacja zaczynała się poprawiać. Jak i humor mojej żony.

Koniec odcinka 18

Ryszard Opara
 

KOMENTARZE

  • @
    http://franekganek.neon24.pl/post/146538,czego-boi-sie-repsol
    Wypadało by się ustosunkować. Nie robić ze mnie farmazoniarza obgadywacza.
    Pozdrawiam Przeszanowny Panie Ryszardzie Opara.
  • @Franek Ganek 12:07:21
    Szanoawny Panie Franek Ganek,

    Czytałem Pana wpis oraz komentarze.
    Prawdę mówiąc nie wiem tak za bardzo o co Panu chodzi.

    Ja napewno nie chcę z Pana robić "farmazoniarza obgadywacza" - nie bardzo też wiem co to oznacza...

    Nie wiem też "czego boi się Repsol".

    Był dobrym, dedykowanym administratorem, zawsze go szanowałem za pracę, wysiłek i czas, który poświęcał na administracje.
    Ostatnio jednak nie mogliśmy się porozumieć - no i niestety wyszło tak jak wyszło. Czasem tak właśnie w życiu bywa...

    Nie wiem też, co Pana komentarz ma wspólnego z moją autobiografią, którą w odcinkach publikuję na Neon24.pl.

    Krótko mówiąc: "Wiem, że nic nie wiem" - zakończmy więc naszą dyskusję słynnym zdaniem Sokratesa.

    AMEN - niech tak się stanie.

    Pozdrawiam
  • @Ryszard Opara 13:02:20
    //Krótko mówiąc: "Wiem, że nic nie wiem" - zakończmy więc naszą dyskusję słynnym zdaniem Sokratesa.//

    To bardzo nieładnie (zostawiając już określenie "chamstwo"), że Pan zamierza w dalszym ciągu mnie traktować jak pył na swoim bucie. ale może konkretniej:

    //Nie wiem też, co Pana komentarz ma wspólnego z moją autobiografią, którą w odcinkach publikuję na Neon24.pl.//

    Widzi Pan - wystarczy zapytać... Słyszał Pan brzęk upadku czegoś metalicznego, błysnęło coś Panu w oczach? Jeśli nie to bez obaw - korona z głowy nie spadła ;-)
    Ma to wspólnego, że zamiast tam odpowiedzieć - jakkolwiek - jak np. nie wiem, nie rozumiem tego i tamtego... czy niczego - to Pan polemizuje tutaj. Może Pan wybrać czas i miejsce i rozwiązać sprawę honorowo. A te wpisy tu uznać za niepotrzebne i wykasować.

    //Nie wiem też "czego boi się Repsol".

    Był dobrym, dedykowanym administratorem, zawsze go szanowałem za pracę, wysiłek i czas, który poświęcał na administracje.
    Ostatnio jednak nie mogliśmy się porozumieć - no i niestety wyszło tak jak wyszło. Czasem tak właśnie w życiu bywa...//

    Czasem niektórzy pytają dlaczego (stało się tak jak się stało). Ja pytam - właśnie jak bywa?

    //Ja napewno nie chcę z Pana robić "farmazoniarza obgadywacza" - nie bardzo też wiem co to oznacza...//
    Słowa mnie nie dotykają - czyny owszem. Nawet jeśli chodzi o moje żale co do wywalenia mnie cichaczem i bezczelnie z portalu z dożywotnim banem też Pan nie rozumie?
    obgadywacz to osoba plotkująca, oczerniająca inne - czekająca na rozwiązania przyniesione na złotej tacy - a nie potrafiąca zwrócić się bezpośrednio do tej, która według niej jest źródłem problemu. Farmazon - jest w słowniku (głupstwo, sprawa nieistotna, poboczna).
    Uwag co do funkcjonowania portalu też Pan nie zrozumiał? A blogera interesariusza z PL też Pan nie rozumie? Może być Panu ciężko poskładać do kupy wymianę zdań (komentarzy) bo trzeba się wczytać by wyczuć intencje i motywy postępowania ale...
    Której uwagi interesariusza Pan nie rozumie? Tylko proszę nie pisać u Repsola bo może Pan nie zrozumiał ale mam tam bana. Jeśli nic Pan nie rozumie to mogę poświęcić swój czas i szczegółowo opisać - nie robię tak jeśli nie widzę zainteresowania.

    Pozdrawiam.

    PS: Wpis mogę przekleić na swój blog.
  • @Ryszard Opara 13:02:20
    W 1984 roku pierwszy raz zobaczyłem sypialnie na kartonach w krzakach parku Holandii.
    Nie dziwię się, że małżonka chciała wrócić do nadopiekuńczego P R L.
    U nas na wygodnej ławce w parku nikt nie spał:))

    Ciekawie opisuje Pan swoją przygodę.
    Serdecznie Pozdrawiam.
  • @Ryszard Opara 13:02:20
    Panie Ryszardzie, może Pan uwierzyć w szczerość moich intencji tylko jeśli nabędzie Pan informacji na mój temat... Wcale nie trzeba mówić, że może Pan to zrobić tylko obiektywnie - tak po prostu jest.
    To pytanie: Kim jestem?

    Pozdrawiam.

    PS: Może Pan usunąć obydwa komentarze nie związane blisko z tematem Pańskiej notki, owszem ciekawej choć tego odcinka jeszcze nie czytałem. Ja mogę tylko jeden a to by był mało logiczny efekt.
    Ja naprawdę nie zamierzam sprawiać jakichkolwiek trudności, wywierać jakąś presję. Nie ma problemu - zrobi Pan jak uważa, zapewne w zgodzie z poczuciem własnych kompetencji i tak czy siak będzie w porządku.
    Jestem bardzo wdzięczny za samą możliwość publikowania swoich uwag do innych rzeczy, ludzi... Jaka by ona nie była. Warto się trudzić o to by była dobra, sprawiedliwa. Dlaczego warto może ktoś zapytać... A dlaczego nie?
  • witam Autora
    Odwiedzałem takie mieszkania w Wiedniu, parę lat później ich mieszkańcy wyjeżdżali do domów na weekendy i przywozili ze sobą słoiki więc paleta zapachów się powiększyła.
    Z "goldmanem" też miałem do czynienia w innym niemieckim mieście, z tym, że rozmowa była po niemiecku, a właściciel sklepu sklepu dla zachowania tajemnicy handlowej rozmawiał z żoną po polsku z takim samym akcentem, o którym Pan pisze.
    Opowieść Pańska robi się coraz ciekawsza

    Pozdrawiam
  • SEN EMIGRANTA kazdy emigrant ma.
    Te momenty tak wbijaja sie czlowiekowi do glowy, ze pozniej sie snia latami. Czlowiek budzi sie w nocy spocony jak mysz. Z
    uplywem lat jest ich coraz mniej az po ok 20 latach ustaja.
  • Prawdziwa cena zlota to ta , za ktore sie je sprzedaje a nie kupuje.
    :)
  • @Franek Ganek 13:39:53
    Szanowny Panie Franek Ganek,

    Absolutnie nie traktuję Pana źle czy w jakikolwiek negatywny sposób.
    Wprost przeciwnie, cieszę się, że jest Pan aktywnym uczestnikiem dyskusji na Forum Polaków - Neon24.pl - ale...

    Napisał Pan komentarz - pod kolejnym odcinkiem mojej autobiografii - że powinienem się ustosunkować do Pana notki na temat Repsola.

    Ja po prostu uważam, że to nie jest w temacie i nie widzę możliwości ani też potrzeby dyskusji o innych sprawach w tym akurat miejscu.

    Na temat Pana Repsola oraz spraw związanych z administracją Neon24 wypowiedziałem się pod innymi notkami. Notkami związanymi właśnie z tym problemem. Wydaje mi się jestem człowiekiem konkretnym.
    Powiedziałem tam wszystko, co miałem do powiedzenia.

    Zawsze uważałem, że jeżeli dyskutujemy jakiś konkretny temat - np. Historia Starożytnej Grecji - nie będziemy do tego wtrącać problemów z dzisiejszą pogodą, chociaż akurat dziś może padać śnieg.

    I tyle - jeżeli Pana w czymkolwiek uraziłem - przepraszam.

    Pozdrawiam
  • @goodness 15:35:23
    To były ciekawe, czasem wprost bardzo interesujące czasy.
    Często wspominam je z rozrzewnieniem.

    Ale wtedy NIC - nie było dla mnie problemem.
    Wydawało mi się, że wbrew rozmaitym pozorom - cały świat stał przede mna otworem.

    Teraz z perspektywy czasu i przemijania - może patrzę za moje życie nieco inaczej a wtedy...
    zawsze ciśnie mi się do głowy myśl melodii wierszowanej Mickiewicza:
    "Oj polały się łzy - na moją młodość durną i chmurną...
    Na mój wiek męski - wiek klęski"

    Serdeczności
  • @roux 16:02:55
    Szanowny Panie Roux,

    Takie to były czasy; jak wspomniałem wyżej dziś wspominam je z żalem i rozrzewnieniem - jako coś co było i nie wróci więcej.
    Cieszę się że Pan też trochę z tamtych lat pamięta.

    W moim życiu, powoli przychodzą czasy "rachunków sumienia".

    Ale, żeby "słowo stało się ciałem" - musi zostać napisane i przekazane potomności.
    Stąd właśnie ostatnie kilka lat miałem w sobie niepohamowaną wolę - napisania swoje autobiografii. Stąd też tytuł; "AMEN".
    Dlatego też tak naprawdę postał Neon (Nowy Ekran).

    I chociaż wewnętrznie wiem, że mam wiele jeszcze do zrobienia; wiem, że stoi przede mną wspaniała "Misja Mojego ŻYCIA" - "PandeMonium" -
    muszę zacząć od zbilansowania przeszłości.

    Nie chciałbym Pana zanudzać filozofią mojej duszy -
    ale myślę, że będzie coraz ciekawiej.

    Serdeczności
  • @staszek kieliszek 23:17:58
    Szanowny Panie Staszku,

    Tak życie jest właśnie przepływem czasu codzienności między momentami

    Te które przychodzą nagle i niespodziewanie - potem pozostają w naszej podświadomości - wracają w naszych snach i marzeniach.

    Nie wiem jak u Pana ale u mnie one ciągle istnieją w mojej duszy, ciągle wracają we snach, marzeniach.

    Dlatego też zdecydowałem wylać tę falę niespokojności mojej przeszłości - na zewnątrz - w postaci autobiografii.
    Aby w pewnym sensie uwolnic się od przeszłości -
    spróbować odpowiedzieć na najważniejsze w życiu pytanie: Co dalej?

    Uprzejmie proszę przeczytać moje komentarze (momentarze) wyżej do Panów Goodness i Roux - nie chciałbym bowiem się powtarzać.

    Przeżyłem w swoim życiu już wiele - ale wszystko ciągle przede mną.

    Pozdrawiam serdecznie,
  • @staszek kieliszek 01:19:11
    Absolutna racja - no i życiowa prawda. Takie są realia Rzeczywistości.

    Chociaż moim zdaniem (skromnym zdaniem) życie to nie handel ani na pewno pieniądz.

    Serdeczności
  • @staszek kieliszek 23:17:58
    „SEN EMIGRANTA kazdy emigrant ma.
    Te momenty tak wbijaja sie czlowiekowi do glowy, ze pozniej sie snia latami. Czlowiek budzi sie w nocy spocony jak mysz. Z
    uplywem lat jest ich coraz mniej az po ok 20 latach ustaja.”

    Czy mógłbyś wytłumaczyć, o czym mówisz? Jestem emigrantką, ale nigdy nie miałam żadnych koszmarów, które miałyby mnie budzić w środku nocy. Pytam poważnie.
  • @Lotna 04:23:41
    Zalezy pewnie jak ktos emigrowal. Jak ktos spokojnie wyemigrowal przez malzenstwo albo pokrewienstwo, laczenie rodzin i stresu nie bylo to takiego snu nie ma. Ale ci co szli przez zielona granice i do nich strzelano, podrabiali paszporty i wizy, przeszli przez obozy dla uchodzcow, przechodzili przez granice mexykaska z malymi dziecmi( znam taka goralke), zlamali prawa kilku panstw, ryzykowali wiezieniem, przeciagneli wize wakacyjna i zostali z reka sami w nocniku bez srodkow do zycia to przeszli przez nieopisany stres, ktory pozostawil w ich mozgu slad trwaly, podswiadomie powracajacy podczas snu.
    Ten sen przychodzi bez zapowiedzi i jest bardzo przykry: zwykle jest jako sytuacja ,ze zostalismy wyslani do Polski z powrotem i nie mozemy do USA wrocic. Meka, niemozliwosc powrotu, sytuacja bez wyjscia, szamotanina i przebudzenie. Uswiadomienie sobie ,ze to tylko sen. Blogie szczescie i zasypiamy z powrotem.
    Czy wytlumaczylem to zjawisko w pelni?
  • @Ryszard Opara 02:33:54
    Nie musi mnie Pan zachecac do czytania swych komentarzy. Czytam je bez zachecania.
    Czesto pytaja tu ludzie dlaczego ja sam blogow nie pisze i nie za czesto sie wypowiadam pod blogami innych. Tlumacze: Ciezko mi dyskutowac z ludzmi co maja wyzsze studia ukonczone. Ja padlem po 1 roku politechniki. Brak pamieci encyklopedycznej. Wszystko zapominam migiem. Zazdroszcze na przyklad Panu "kula lis" , ktory potrafi fakty przytaczac jak oddech i to z sensem. Ciekawy jest ten panski Neon24 bo skupia dosc ciekawych, wyksztalconych, dobrych ludzi. Nie potrzebnie sie miedzy soba kluca i przekomarzaja ale to tez jest ciekawe. Dzieki.
  • @staszek kieliszek 04:18:38
    Prawda prawdziwa. Znam ten ból.
  • @Ryszard Opara 02:01:50
    Skoro kontynuuje Pan wątek "o pogodzie"...

    //Absolutnie nie traktuję Pana źle czy w jakikolwiek negatywny sposób.
    Wprost przeciwnie, cieszę się, że jest Pan aktywnym uczestnikiem dyskusji na Forum Polaków - Neon24.pl - ale...//

    Ale co mi z pańskiego cieszenia się, czy zapewnień o dobrej intencji... jeśli min. przez Pana ignorancję wylecę znowu np. jutro z "Forum Polaków" - mogę w specjalnych okolicznościach się wylegitymować - na skutek zaniedbań, za które Pan odpowiada?

    //Napisał Pan komentarz - pod kolejnym odcinkiem mojej autobiografii - że powinienem się ustosunkować do Pana notki na temat Repsola.//

    Rzeczywiście należą się przeprosiny z mojej strony - mogłem najpierw spróbować to zrobić przez PW... Oczywiście to nie byłoby tym samym czym jest teraz ale jednak wspomnę, że z drugiej strony jeśli publicznie mnie Pan ignoruje to co dopiero inaczej?

    //Ja po prostu uważam, że to nie jest w temacie i nie widzę możliwości ani też potrzeby dyskusji o innych sprawach w tym akurat miejscu.//

    Dobrze... odpuszczę pytanie dlaczego nie widzi Pan takiej możliwości by o tym tu dyskutować... Choć potrzeba - moim zdaniem powinna Pana skłaniać... otwierać inne możliwości. To Pana portal w zdecydowanie szerszym znaczeniu niż mój. Bądźmy odpowiedzialni.

    //Na temat Pana Repsola oraz spraw związanych z administracją Neon24 wypowiedziałem się pod innymi notkami. Notkami związanymi właśnie z tym problemem. Wydaje mi się jestem człowiekiem konkretnym.
    Powiedziałem tam wszystko, co miałem do powiedzenia.//

    Jako, że już wspominałem o wykluczeniu mnie z dyskusji (bądźmy szczerzy: podłym, bezczelnym wykluczeniu) "w innych miejscach" tak i nie będę Pana pogrążał oceniając ten fragment wypowiedzi.

    //Zawsze uważałem, że jeżeli dyskutujemy jakiś konkretny temat - np. Historia Starożytnej Grecji - nie będziemy do tego wtrącać problemów z dzisiejszą pogodą, chociaż akurat dziś może padać śnieg.//

    Ja zawsze - nawet w najodleglejszych znanych nam czasach szukam przyczyn aktualnych problemów - o ile to możliwe.
    Oczywiście gdy mówimy o (zamierzchłej) historii można by co najwyżej wtrącić zdanie (typu: "Może te wydarzenia doprowadziły do zmian cyklu pogodowego dzisiaj...").

    //I tyle - jeżeli Pana w czymkolwiek uraziłem - przepraszam.//

    Ja dziękuje.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31