Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
293 posty 1613 komentarzy

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Polak. Patriota. Humanista.

AMEN-Autobiografia Naukowa- Odc.14

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Aby dojść do celu – trzeba przede wszystkim dobrze rozpoznać ten cel. Koniecznym jest zawsze wyznaczyć odpowiednią drogę, a następnie trzeba z absolutną determinacją - tą właśnie drogą zmierzać.

AMEN - Autobiografia Naukowa. 

ODCINEK Nr 14

Wolność w cywilu – Bez Munduru

Tak skończyła się moja 10-letnia przygoda z wojskiem. Patrząc z perspektywy czasu - obecnie nieco inaczej oceniam pewne sprawy. Wojsko nauczyło mnie jednego: dyscypliny w życiu codziennym.
Wobec siebie i innych. Nauczyło mnie pilnować porządku; jednocześnie wszystkie moje perturbacje stworzyły pewne zasady do dalszych działań, które miały olbrzymie znaczenie w moich przyszłych przedsięwzięciach.

Od tej pory wiedziałem: aby dojść do celu – trzeba przede wszystkim dobrze rozpoznać ten cel. Koniecznym jest zawsze wyznaczyć odpowiednią (nie zawsze najkrótszą) drogę, a następnie trzeba z absolutną determinacją - tą właśnie drogą zmierzać. Nie ma odwrotów. Nie może być kapitulacji.

Po zwolnieniu z wojska powróciłem do pracy w Pogotowiu Ratunkowym i Przychodni Rejonowej.

Rozpocząłem robić specjalizację z anestezjologii, w szpitalu Akademii Medycznej przy ul. Banacha.
To była bardzo modna i wówczas poszukiwana - dziedzina medycyny. Wszędzie w Europie można było też,
nawet wtedy - bez trudu dostać pracę.

W pogotowiu nauczyłem się medycyny praktycznej. To było naprawdę wspaniałe, przygotowanie do specjalizacji  z...anestezjologii. Wprawdzie moim marzeniem była ciągle neurochirurgia, ale już wiedziałem. Wpierw trzeba było zrobić „jedynkę i dwójkę” specjalizacji z chirurgii ogólnej; potem dalej dopiero – Neurochirurgia.
Długi Marsz...Nie miałem na to czasu. Szkoda było mi życia...

Kolidowało to też z moimi planami wyjazdu z kraju. Właśnie w pogotowiu moi koledzy, doradzili mi najbardziej popularną w tamtym czasie; bardzo poszukiwaną w Europie Zachodniej - anestezjologię.

Właśnie z tą specjalizacją najłatwiej było dostać pracę w Holandii, Skandynawii, Niemczech.
Tam doskonale za to również płacili. W ciągu urlopu; w jednym miesiącu pracy (razem z dyżurami),
np. w Skandynawii, można było zarobić – równowartość rocznej Polskiej pensję. I to w dolarach.

A właśnie wtedy, kiedy byliśmy już małżeństwem a ja w cywilu, nasze plany, by wyjechać z Polski na stałe,
zaczęły się krystalizować. Zaczęliśmy wtedy analizować: który kraj najlepiej wybrać.
Po wielu „nocnych Polaków rozmowach” - dyskusjach ze sobą i znajomymi wybraliśmy Australię.
Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę, że moje problemy z paszportem mogą nas powstrzymać, ale pomarzyć dobra rzecz - oj życie, życie nudne. Zwłaszcza w niedzielę po południu.

Pamiętam pierwszy dzień, kiedy pojawiłem się na oddziale w klinice anestezjologii – II CSK AM - Akademii Medycznej na Banacha. To był cały departament, który obsługiwał OIOM: Oddział Intensywnej Opieki Medycznej; Izbę Przyjęć i Blok Operacyjny; w sumie 14, w pełni wyposażonych sal zabiegowych. Kolos medyczny, świetnie zarządzany przez - Śp. Dr. Janusza Kąckiego.
Szpital AM na Banacha, właściwie codziennie, pełnił ostry dyżur dla całej Warszawy i okolic.
Codziennie dyżurowało też 3 anestezjologów 24 godz/dobę.

Tegoż pierwszego dnia, z ogromnym zdumieniem zobaczyłem, moje nazwisko „rozpisane” na liście znieczuleń
do operacji. Byłem z tego zadowolony, choć w sumie nie miałem pojęcia, żadnej wiedzy, jak to się robi.
A miałem zrobić tzw. znieczulenie „zewnątrz-oponowe” - dla pacjentki z operacją żylaków kończyn.
Całe szczęście, był obok docent Jerzy Siedlecki, który nie tylko wytłumaczył, o co „biega”, ale też dopilnował wykonania przeze mnie całego zabiegu.
Wszystko poszło znakomicie, bez żadnych większych problemów, nawet moje ręce się nie trzęsły.

Następne znieczulenia wykonywałem też pod nadzorem Pana Docenta według zasady, której on sam nauczył się na MGH – Massachussett General Hospital – najlepszym szpitalu w Harvardzie:
„najpierw zobacz, potem zrób sam, a potem ucz innych”.
„The first thing - is to see it for yourself, next - do it yourself and then you teach - the others”.

Ponieważ byłem (nadal jestem), szybki w nauce, bardzo zręczny manualnie – już po kilku dniach pracy...
zacząłem dyżurować. Musiałem również dużo czytać, studiować, ale nie było w sumie żadnych problemów. Praktyka musi być połączona z teorią. Jedno i drugie jest równie ważne.
To jedyny i najprostszy schemat zdobywania wiedzy.

W tym czasie pracowałem 28 godz/dobę.
Mój dzień wyglądał tak: zaczynałem o 8 rano, w szpitalu na Banacha, odprawą z nocnego dyżuru i obchodem Oddziału Intensywnej Opieki Medycznej, któremu zawsze przewodniczył słynny chirurg Prof. Nielubowicz.
On, o ile wiem wprawdzie, nigdy nie był w wojsku ale dyscyplinę pracy miał wyjątkową.
Wspaniała postać, chodząca legenda polskiej medycyny. Zawsze elegancko ubrany, przystrojony w muszkę. Takich lekarzy, chirurgów... już dzisiaj nigdzie na świecie nie ma.

Od godziny 9.00 pracowałem jako anestezjolog, robiąc znieczulenia do ustalonych listą operacji.
Właściwie powinienem tam być do 16.00; ale od 14.00... dyżurowałem w Przychodni Rejonowej -
na Ul. Jadźwingów (na Służewcu). Musiałem więc gdzieś około 14.00, jakoś zniknąć ze szpitala.
Wychodziłem w ubraniu z bloku operacyjnego ok 14.30, najczęściej przekazywałem pacjentów kolegom.

Przebierałem się w swoim samochodzie (miałem wtedy Fiata126p) - w normalne ubranie.
Najtrudniej było „w biegu” założyć buty i krawat. Wtedy uważałem: jako lekarz muszę nosić krawat.
Zawsze się tam, do Przychodni spóźniałem ale za to... wcześniej stamtąd wychodziłem.
W tej Przychodni Rejonowej był problem z pacjentami, których zawsze było więcej niż czasu.
No i ja dodatkowo...od 18.00 miałem dyżur w Pogotowiu. Znowu musiałem jakoś kombinować.
Tak było w 3 razy w tygodniu: poniedziałek, środa i piątek.
W pozostałe dni oraz sobotę, niedzielę dyżurowałem w szpitalu.

Wszystko razem „do kupy” dawało mi pensję 5000 zł (czyli $50- 60) miesięcznie.
Jeden dolar wtedy był wart 100 zł. Mniejsza zresztą o pieniądze.
To była wspaniała praktyka, prawdziwa medycyna.

Praca w Szpitalu była bardzo interesująca, codzień znieczulałem pacjentów do różnych zabiegów: chirurgii ogólnej, neurochirurgii, laryngologii, ginekologii, okulistyki i właściwie wszystko. Dało mi to dobry przekrój większości zabiegowych problemów medycznych oraz nowoczesnej diagnostyki.
Rozpoczęła się wówczas również era przeszczepów organów: zwłaszcza nerek, wątroby.
Często więc asystowałem do tych operacji. Doktorzy Polański, Skośkiewicz byli pionierami w tych dziedzinach, choć potem, ten ostatni musiał „za chlebem” - wyjechać za ocean Atlantycki. Wylądował w Kanadzie.

Miałem również, szczególnie na dyżurach, wiele pracy na Izbie Przyjęć oraz - Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej. Szpital Kliniczny na Banacha, był jednym z przodujących naukowo instytucji jako Centrum Szkolenia Podyplomowego Akademii Medycznej - wówczas w Warszawie; może w Polsce.

Nauczyłem się naprawdę bardzo wiele, rzeczy praktycznych nie opisywanych w podręcznikach ale co było najważniejsze -podstaw funkcjonowania i ratowania życia - zasad resuscytacji.
Byłem tam także świadkiem wielu osobistych tragedii, niektóre zapisały się na trwałe, w moim życiorysie.

Nigdy nie zapomnę pewnej młodziutkiej, wyjątkowo pięknej dziewczyny, którą do szpitala Banacha przywiózł ambulans w stanie krytycznym - po wypadku samochodowym. Jechała z narzeczonym, byli tuż przed ślubem.
On wyszedł z kolizji właściwie bez większych obrażeń, ona z ciężkim urazem mózgu i narządów wewnętrznych. Pechowo, tuż przed wypadkiem odpięła pasy - szukajac czegoś w torebce... leżącej na tylnym siedzeniu. (Od tej pory zawsze ja i moi pasażerowie w samochodzie muszą mieć zapięte pasy. Przynajmniej, kiedy ja prowadzę.)

Zdarzyło się to w sobotę. Byłem akurat na dyżurze OIOM-u.
Właściwie przez cały weekend; dwie noce walczyłem o jej życie -robiłem wszystko by przeżyła.
Była bardzo blada i naprawdę wyjątkowo piękna: cudowna talia... blond kręconych włosów (obciętych potem
do trepanacji czaszki), niebieskie oczy, klasyczne rysy - może nieco upiększone bladością i bezsilnością.
Jej twarz dziwnym trafem nie ucierpiała w wypadku. Na imię miała Kinga.
(Tak wiele lat później, nazwałem swoją pierwszą adoptowaną córeczkę – choć innych powodów było kilka).

W ciągu nocy, Kinga miała zatrzymania krążenia; 2 razy trepanację czaszki, w rezultacie krwawienia oraz narastającego obrzęku mózgu. Udało się...choć przez kilka następnych tygodni jej stan był bardzo niestabilny - ulegał ciągłym zmianom i wszystko mogło się skończyć źle.
Groziła jej śpiączka; dodatkowo też niewydolność nerek, wątroby, paraliż rdzenia i rozmaite inne komplikacje, będące następstwem wypadku.
Dyżurowałem przy niej właściwie na okrągło, nawet wtedy, kiedy nie musiałem.
W pewnym sensie wywiązało się między nami jakieś uczucie. Przynajmniej z mojej strony.
Może nawet zakochałem się...w niej platonicznie.

Po kilku miesiącach nieustających zmian i walki, wszystko się jakoś ustabilizowało i dziewczyna, ubrana,
piękna jak bóstwo; na własnych nogach...z odrośniętymi, bujnymi blond lokami - wyszła sama ze szpitala.
Zabrali ją jej rodzice. Żegnałem ją z kwiatami i łzami w oczach...

Kilka dni później miałem dyżur w pogotowiu.
Dostałem wezwanie do kogoś, kto wyskoczył z 30 piętra Pałacu Kultury. Pojechaliśmy R-ką na sygnale,
miałem jakieś fatalne przeczucia, zły dzień.
Na miejscu okazało się...ofiarą była ona, właśnie Kinga. Moja znajoma miłość z OIOM-u.
Poznałem ją od razu - po włosach i niemal anielskich regularnych rysach twarzy, które też znowu,
jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności nie odniosły żadnych obrażeń w wypadku.
Popełniła samobójstwo, kiedy po powrocie do domu dowiedziała się, a potem potwierdziła sama naocznie - że jej...ten jedyny, narzeczony - zamieszkał już z inną kobietą.

Przeżyłem emocjonalnie strasznie, to całe zdarzenie. Do dziś nie mogę zapomnieć –zawsze mam łzy w oczach, kiedy przypomina mi się jej blada, bez kropli krwi twarzyczka, leżąca na chodniku w spokoju –w bezruchu obok zmasakrowanego upadkiem z 30 piętra ciała. Wtedy, chyba po raz pierwszy w życiu miałem wątpliwości czy tak naprawdę...nadaję się na lekarza.

Byłem chyba zbyt emocjonalny a moje życie lekarza... nigdy nie żałowało mi obrazów tragedii.
Wtedy też zacząłem myśleć – że właściwie powinienem zostać – może malarzem swojego życia.

A żadnej ludzkiej tragedii ani umierania... nigdy nie można dobrze opisać słowami – tylko uczuciem.
I jak wiele tego dzieje się wokół – a jak naprawdę niewiele - MY, zagonieni codziennością, tego dostrzegamy.

A w dodatku nasze emocje, są z reguły wyłączone obojętnością codzienności, rzeczywistości.

Koniec odcinka 14

Ryszard Opara
 

KOMENTARZE

  • @tańczący z widłami 14:44:42
    Szanowny Panie TzW,

    Jak widzę - Pan wszystko najlepiej wie.
    Może to Pan powinien napisać moją biografię.

    Proszę pamiętać, że to było 40 lat temu. Może i Kinga wyskoczyła z 30 pietra, nie wiem, ja z nią nie skakałem.
    Tak mnie poinformowano - cóż może źle mnie poinformowano, może źle usłyszałem. Czy to ważne - dla mnie ważna była Kinga.

    Z pozostałymi zarzutami się nie zgadzam.
    Pana informacje i dane są całkowicie inne niż moje - odnośnie:
    - ile osób wyskoczyło z Pałacu Kultury;
    - jak szybko rosną włosy...

    Opowiada Pan kompletne bzdury - i widzę, że chce mnie Pan zniechęcić do publikowania mojej autobiografii.

    Nie będę jednak z Panem więcej dyskutował - Pan wszystko wie lepiej.
    A ja po prostu jestem "bajerant".

    Nie proszę Pana - Ja tam byłem i to wszystko przeżyłem.

    Pozdrawiam,






    Jak szybko rosną włosy (przecież nie wszystko jej musieli wyciąć - tylko tę część, która była potrzebna do trepanacji)
  • Smutna ta historia z ta ladna panienka.
    Wyobrazam sobie Panskie rozgoryczenie.Wlozyl Pan tyle wysilku na nic. Podobna przygode mialem ja sam. Wynajmowalem z kumplem zagrzybione pomieszczenie od zarzadu budynkow. Ja mialem tam ciemnie fotograficzna , on wyplatal abazury ze sznurka do snopowiazalek , ktore sprzedawal w Cepeli. Przyplatal sie tam ogolony na glace chlopczyk, scigany przez lokatorow za kradzierz. Kazalem mu skradzione pieniadze oddac, poczestowalem cukierkami. Zapytalem gdzie mieszka."Domu dziecka" odpowiedzial. Poszlismy wiec razem "domu dziecka". Okazalo sie, ze jego wochowawczynia "domu dziecka" jest moja kolezanka Teresa z ogolniaka. Nie powinno sie odwiedzac domu dziecka. Dzieci oblapuja czlowieka za nogi , ze isc sie nie da a czlowiekowi serce podchodzi do gardla. I tak sie zaczela moja przygoda z tym 7 letnim wowczas chlopcem. Bralem do domu na weekend i uczylem , chodzil do szkoly specjalnej. Przygotowalem go do pierwszej komuni. Po skonczeniu podstawowki poszedl od OHP a ja wyjechalem do USA. Po 10 latach odwiedzilem Polske i godzine po wejsciu do mieszkania rodzicow dzwonek .W drzwiach stoi moj wychowanek, skad mogl wiedziec ,ze ja jestem w Polsce? Wrak czlowieka, caly moj wysilek poszedl na marne.
  • $1 za 100 zlotych. Tak bylo.
    Moj ojciec, mgr prawa robil kosztorysy nowych osiedli i zarabial 3500zl, matka, sekretarka dyrektora 1500zl a ja 20 paro letni gowniarz 9-12000 miesiecznie bo pracowalem w propagandzie.To byl tylko film rysunkowy a wyobrazcie sobie panstwo ile zarabiano przy filmach fabularnych!
  • @tańczący z widłami 20:43:36
    Przyjacielu? Cos Ty taki podejrzliwy? Ormowncem byles? Nie przyszlo Ci do glowy ,ze chlopak mogl chodzic do szpitala a w miedzyczasie jakas inna panienke popychac? Wyposzczony byl.
  • @tańczący z widłami 19:31:18
    poszukaj no dobrego lekarza, póki jeszcze czas.
    Masz jakieś natręctwa i obsesje- mówię to zupełnie poważnie.
    Jestem wrogiem jakiegokolwiek banowania, ale nikt tak nie zasłużył na to jak właśnie Ty komentując na tym blogu. Sądzę, że gdyby R. Opara nie był właścicielem tego portalu, to już byś tutaj nie miał wstępu- i całkiem słusznie bo jesteś po prostu pier-nięty.
  • @tańczący z widłami 21:31:24
    Bardzo pochopne wnioski wyciagasz i niepotrzebnie swady szukasz. Panienka, aczkolwiek wyszla ze szpitala o wlasnych nogach ale nie wiemy o reszcie. Czy nadawala sie na matke? Czy posiadala jakies kalectwa trwale? Gdyby tak bylo to nie mozna tego chlopaka winic.
  • @tańczący z widłami 22:00:29
    Przysiega malzenska nie obowiazuje narzeczonych.
  • @tańczący z widłami 23:23:44
    Zadziwiony dobrze Ci jednak napisal.Poszukaj sobie dobrego lekarza od glowy.
  • @tańczący z widłami 20:43:36
    Szanowny Panie TzW,

    Widzę, że Pan robi wszystko aby podważyć moją wiarygodność.
    Ze wszystkimi dyskutuje, twierdząc swoje rozmaite racje.
    I Pana zdaniem tylko Pan ma rację - wszyscy poza Panem są głupcami.
    No, a ja tylko zmyślam, opowiadam bzdury, banialuki.

    No cóż, tak jak Panu powiedziałem wszystko to zdarzyło się 40 lat temu.
    Po cóż miałbym zmyślać tego typu historie...? W jakim celu?

    Dla ścisłości - i dla Pana satysfakcji, skorygowałem piętro z którego Kinga wyskoczyła. Tak jak Pan twierdzi z 30-go a nie z 31-go.

    Ale czy to Pana zdaniem - było dla mnie wtedy najważniejsze?
    Z którego piętra ona, Kinga wyskoczyła?

    Czy w takim tragicznym momencie (Pana zdaniem) ja wtedy powinienem skorygować osobę, która podałe mi tę informację?

    Dodam jeszcze jedno - być może w niektórych sprawach ma Pan rację.
    Pamięć moja każdego człowieka może być zawodna.
    Ja zresztą piszę "Biografię naukową" - w określonym celu.
    To nie jest reportaż; ja nie jestem dziennikarzem.

    Dodam jeszcze jedno. Może Pan wszystko wie - ale na medycynie Pan się nie zna. Odnośnie włosów... Widziałem w życiu wiele razy u osób po urazach mózgu albo też chemoterapii - włosy u niektórych pacjentów, szczególnie młodych i kobiet - odrastają bardzo szybko. W 2-3 miesiące.
    Nie wiem dlaczego tak się dzieje - ale zauważyłem to nie raz.

    Pewnie Pan myśli, że znowu zmyślam. No cóż Pana prawo.

    Ktoś zasugerował, że powinienem Pana zbanować - ale bez względu co Pan napisze - nie będę tego robił.

    Ma Pan prawo do swoich przekonań, uwag i wypowiedzi - jeżeli one są robione w kulturalny sposób.
    Szanuję wolność słowa i wypowiedzi.

    I cieszę się, że mam przynajmniej jednego "wiernego" czytelnika.

    Pozdrawiam

    Ryszard Opara
  • @Ryszard Opara 02:42:00
    Swiete slowa. Nikt nie powinien byc banowany. Nawet jak glupoty pisze. Prawda sama sie obroni a glupek odpadnie naturalnie. Dlatego tu jestem na tym portalu. Nie jestem zbyt madry, oczytany, ale nikt tu mnie nie zniewazyl i za to ten portal cenie. Jedni sa przyjemni a inni mniej i tak nalezy to traktowac a nie robic z roznych opinii konca swiata.
  • @tańczący z widłami 08:29:33
    tańczy, tańczy, podskakuje
    wszystkim coś tam obsmaruje
    sam wymaga uprzejmości
    ale innych tym nie gości

    coraz nowe ma wyzwania
    i ma przy tym wymagania
    jak widłami już nie może
    to mu baba dopomoże.
  • @Krzysztof J. Wojtas 08:45:06
    Czasami mam wrażenie , że to tańcząca z widłami. Ma taką kobiecą wrażliwość. Wtedy jego tyrady umaralniające miały by ręce i nogi.
    W przeciwnym wypadku robi za kogoś kim nie jest.
  • @tańczący z widłami 11:52:52
    Szanowni Panowie - Wojtas i TzW,

    Cieszę się, że moja autobiografia - w pewnym sensie czyni z Was poetów.

    Mam nadzieję, że tak dalej będzie, że tak pozostanie,
    Może kiedyś razem - wypijemy za pomyślność i na zdrowie,
    Może los, może Bóg tak da,
    I niech tak się stanie.
    AMEN.

    Pozdrawiam

    Ryszard Opara
  • @tańczący z widłami 11:52:52
    skłonny capa capić,
    kozę, czy oślicę też chętnie obłapi,
    wredny jest nad podziw
    nikt mu nie dogodzi

    oczka ma malutkie do tego kaprawe
    nie rozróżnisz tego: lewe jest, czy prawe
    a najgorsze z tego, że nawet przy dziecku
    pewnie se szwargoce całkiem po niemiecku

    pewnie obraz jasny i dobrze go znacie
    wschód o takich mówi "on wariennyj hoj w tomatie".
  • @tańczący z widłami 14:56:46
    Kiepskie i mało sympatyczne. Brak polotu i szybkie wulgaryzowanie. Żadnej finezji.

    Chociaż i tak poziom, jak na poznaniaka - dobry. Widać, że "szkolony; ma to nie z urodzenia, a z przyrodzenia. O!!!
  • @tańczący z widłami 20:32:03
    E tam.
    Niemcy są tak głupi, że tylko przy przewadze 10 do 1 wygrywają.
    Jak relacje słabsze - to dają ciała.
    Nawet Poznaniakom.

    PS. Tylko jedno powstanie i to bez Paderewskiego by się nie zaczęło.
    Ktoś wam musi grać.
  • @tańczący z widłami 22:02:36
    " członkowie formacji SS i Waffen SS, byli naprawdę dobrze wyszkoleni, dobrze uzbrojeni, bezwzględni i fanatycznie oddani Rzeszy."

    Chyba to faszyzm. Oj, wstydź się wstydź.

    PS. Może i prawda, że powstanie wybuchłoby bez Paderewskiego. Przecież wam poszło o to, że wam Niemcy browar zajęli....
  • @tańczący z widłami 09:41:53
    " i dziwnym zbiegiem okoliczności nie zamierzali go oddać."

    Sprawa jasna - trzeba było zdobyć.

    Ne pijem, ne pijem, zabrali nam piwowar
    ...
    Ofensywa niemożliwa z braku piwa.


    Uż pijem, uż pijem, oddali nam piwowar.
    Ofensywa już możliwa ...

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930