Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
293 posty 1613 komentarzy

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Polak. Patriota. Humanista.

AMEN-Autobiografia Naukowa- Odc.10

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Najpiękniejszy czas roku maj (pogoda, zieleń, słońce) i złoty wrzesień (żniwa urodzaju; wszystkie barwy lata, jesieni). Wszystko się wtedy rodzi, rozwija - potem umiera. Śmierć zaczyna się „Zaduszkami” - kolorami deszczu, wiatru, śniegu przemijania

ODCINEK Nr 10.
POWRÓT na WAM

Na WAM wróciłem pod koniec września. Powitano mnie tam, prawdziwie - jak bohatera, po przejściach.
Szczególnie koledzy z mojego byłego kursu X.
Teraz byłem na XI, gdzie dowódcą okazał się znany, legendarny z dyscypliny, oficer liniowy - ppłk Adamczyk. Niestety, podpadłem mu już drugiego dnia.

Po kolacji poszedłem do kolegów z kursu X, by pogadać, powspominać. Znalazło się też parę butelek wódki... 
Zagadaliśmy się. Spóźniłem się (parę minut) na apel wieczorny, który był dokładnie o 21.30.

Czekał na mnie ppłk Adamczyk, kazał chuchnąć…i z miejsca, w obecności wszystkich kolegów ukarał mnie za nieobecność na apelu - pięcioma dniami „aresztu ścisłego”.
Przy okazji dodał:

"W zeszłym roku wyrzucili obywatela podchorążego (czyli mnie) z uczelni WAM, za organizację ulicznej awantury! Teraz, to ja sam, osobiście dopilnuje, aby podchorąży nigdy nie skończył naszej akademii - WAM.
Moje powody spóźnienia, tłumaczenia i przeprosiny całkowicie zlekceważył.

Byłem całkowicie załamany. Nie wiedziałem co robić. Za 2 dni, rozpoczynały się zajęcia, wykłady ze studentkami; a ja musiałem iść do „pierdla” na 5 dni aresztu ścisłego. I za co...?
Za parę chwil wspomnień i słabości. Ładny początek, pomyślałem.

Siedząc samotnie w areszcie, przyrzekłem sobie solennie, że odtąd będę całkowicie się stosował do regulaminów. I, że muszę zrobić wszystko by tym razem ukończyć studia. Jedynym pozytywnym może efektem tej sprawy był fakt, że odtąd znakazłem się „na cenzurowanym” a w związku z tym nikt nie nalegał na mnie, abym zapisał się do PZPR i Koła Młodzieży Wojskowej.
Pozostałem do końca właściwie, jedynym podchorążym całkowicie bezpartyjnym na roku.

Następne miesiące przebiegały już zgodnie z planem. Byłem zdolnym studentem wcale nawet nie musiałem zbyt dużo uczyć się i zawsze miałem dobre stopnie. Na studiach, nie oblałem żadnego kolokwium czy egzaminu. Nigdy. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek otrzymał ocenę dostateczną.

Chyba tylko… z zajęć politycznych. Nawet z anatomii dostałem piątkę na końcowym egzaminie, choć akurat w tym przedmiocie, jak wspominałem wcześniej według Profesora Wasilewskiego - piątka była dla Pana Boga, czwórka dla niego i profesorów; trójka dla studentów.
W dodatku, ja nawet nie zdawałem egzaminu.

Udało mi się to w bardzo prosty sposób.
Przystąpiłem do ogólnopolskiej olimpiady anatomicznej dla studentów medycyny. Podczas tegoż konkursu, dostałem taką właśnie celującą ocenę, którą potem musiano wpisać, po prostu do mojego indeksu.
Nie popełnil jednak tego grzechu, oczywiscie sam Prof. Wasilewski.... a jego zastępca, Prof. Zapędowski.

Zresztą od tamej pory; za poradą starszego kolegi, zdecydowałem wszystkie możliwe egzaminy, zdawać „przed terminem”. Strategia ta była super prosta. Uczyłem się szybko, wystarczyło mi raz dobrze, powoli przeczytać tekst i byłem gotów do egzaminu.
Podczas, gdy moi koledzy kuli do egzaminów - był maj, mój raj – a ja byłem już po….wszystkim;
Studentem kolejnego roku.
No i mogłem cieszyć się wiosną: kwitnącą, radosną.
No i wiosną ludzie - zwłaszcza dziewczyny inaczej wyglądają...

Zawsze uważałem, że najpiękniejszy czas w roku to koniec maja; początek lata (pogoda, zieleń, słońce) oraz potem złoty wrzesień (kolory lasu i wody, żniwa urodzaju i wszystkie barwy jesieni).
W lasach, jak i wśród ludzi są otchłanie przyrody - wszystko się rodzi, rozwija - potem umiera.
A śmierć zaczyna się 1-go listopada: „Zaduszkami” - ma kolory deszczu, wiatru, śniegu przemijania.

Każdego roku studiów WAM-u, mieliśmy w lipcu obóz wojskowy, na poligonie w Drawsku.
Były to ciekawe czasy, ćwiczenia, manewry, alarmy, krótko mówiąc: „przygotowania jakiejś tam wojny”.
Jedynym (wtedy) oficjalnym, naszym przyjacielem narodowym były ZSRR oraz Układ Warszawski, a głównym wrogiem - przynajmniej na tych wykładach - były Niemcy Zachodnie, USA i NATO.

To nie do wiary, jak to wszystko i szybko później diametralnie się zmieniło. Obecnie Polska jest członkiem NATO; przyjacielem stały się Niemcy. Wrogiem jest Rosja i wszystko- co z nią związane.
Niezbadane wyroki nieba i decyzje Pana Boga, bez względu na to kim są Oni - aktualni decydenci.

Na obozach wojskowych, spaliśmy w dużych brezentowych namiotach- 12 podchorążych w każdym namiocie. Było ciasno i duszno. Większość kolegów paliła papierosy, a ponieważ nie wszyscy się myli, niektórzy w dodatku nie prali skarpetek, bielizny, zaduch i smród w namiotach był trudny do zniesienia.
Ponieważ było na ogół ciepło - bardzo często spałem pod gołym niebem.
Tego trzeba doświadczyć, nie bać się i przeżyć. Proszę mi wierzyć.

Nie ma lepszego snu, wypoczynku; niż zasypiać w blasku i bezmiarze gwiazd, a otwierając rano oczy -widzieć niebo oraz wschód słońca przedzierającego się poprzez liście zieleni, drzew.
Budzić się do śpiewu ptaków - kolorów nowego życia i nieba błękitu.
A chmury... są tylko bukietem kwiatów, w przestrzeni tego co ponad.

Po czwartym roku studiów -22 lipca 1972 r., nagle zmarł mój tata. Byłem na obozie w Drawsku; i otrzymałem od matki ten telegram smutku rozpaczy. (Ciągle nie było telefonów komórkowych).
Natychmiast poszedłem do mojego dowódcy, płk Adamczyka, z prośbą o przepustkę na pogrzeb.

Dostałem odmowę wyjazdu. Dowódca stwierdził, że wątpi w autentyczność telegramu i że on, po prostu podejrzewa „jakiś kolejny numer” z mojej strony, zwyczajną chęć wyjazdu na przepustkę.

Odpowiedziałem zdumiony, że moim zdaniem są pewne nieprzekraczalne granice wartości, ale nigdy bym nie żartował ze śmierci ojca. Ponowiłem więc swoją prośbę a słysząc odmowne „Nie”- krzyknąłem zdenerwowany: że mam w dupie i „pierdole” tę całą zabawę w wojsko i natychmiast wyjeżdżam.
Albo proszę mnie teraz aresztować, założyć kajdanki i wsadzić do pierdla!
Inaczej nikt i nic, mnie tu na zatrzyma. Żaden rozkaz.

Dowódca zbył mnie dziwnym wzrokiem i milczeniem. Nie było żadnej już reakcji, ani odpowiedzi.
Natychmiast założyłem mundur polowy i ruszyłem pieszo na stację w Drawsku. Niestety miałem jeden materialny, dość trudny do rozwiązania problem: brak pieniędzy na bilet.

Szef Kompanii nie chciał, na moją prośbę tego dnia; pewnie na rozkaz dowódcy wypłacić, należnego mi żołdu. Wsiadłem do pociągu, próbując podróżować na gapę. Poszedłem wpierw do konduktora, usiłując wytłumaczyć mu moją sytuację - pokazałem telegram. Niestety, konduktor kazał mi wysiąść na następnej stacji -w Złocieńcu. Tam zawsze była żandarmeria WSW. Jak twierdził bał się kontroli. Nie miałem wyjscia. Musiałem to zrobić, a stamtąd pieszo, ok. 15 km, wracać nocą – z powrotem do obozu w Drawsku.

Do Warszawy było za daleko (ok 350 km) na pieszą wyprawę, nie miałem mapy, nie znałem trasy. Nie było wtedy GPS. Zresztą i tak na pogrzeb bym nie zdążył; szybkim marszem zajęłoby to tydzień.

Następnego dnia podczas apelu, zostałem wezwany z szeregu i ukarany. Dostałem 7-dni „aresztu” ścisłego: za niecenzuralne słowa wobec dowódcy, niesubordynację „brak wyglądu zewnętrznego” tzn. zbyt długie włosy – takie dodatkowe uzasadnienie kary.

W tamtych czasach, wszystkie włosy, które wystawały spod czapki były uznawane, za zbyt długie, niezgodne z regulaminem.

A przecież, wtedy na świecie królowali Beatlesi, w naszym kraju Czesław Niemen a „długie włosy” były bardzo w modzie - każdy młody chłopak chciał takie mieć. Oczywiście było mnie wtedy, już wszystko jedno.
Myślałem o ojcu, który miał być pogrzebany nazajutrz.

To był bardzo niemiły zgrzyt w moich stosunkach z dowódcą naszego roku. Nie zapomniałem mu tego nigdy - i nigdy więcej w życiu nie zamieniłem z nim ani słowa, choć spotykaliśmy się jeszcze nie raz. Nawet po latach, przy spotkaniach rocznicowych, przy nim - zawsze stałem milczeniem.

Od 5-go roku akademickiego, naszym dowódcą został starszy kolega, z kursu IV - dr Marian Brodzki (później Profesor Chirurgii) i nasza sytuacja diametralnie się zmieniła. Nagle wszyscy otrzymaliśmy stałe przepustki. Można było praktycznie wychodzić i wracać, kiedy nam pasowało, bez ograniczeń.
Życie zaczęło wracać do normalności.

Ostatnie 2 lata studiów, oprócz tego, że byliśmy zakwaterowani w koszarach, niczym się nie różniły od cywilnych, przebiegały bez większych zakłóceń: wykłady, ćwiczenia, egzaminy….
Były momenty... mniej lub bardziej interesujące w życiu osobistym, ale utkwiły mi w pamięci tylko niektóre.

Ponowne ataki młodości i „hormonów”

Na pierwszym roku podczas zajęć z anatomii poznałem śliczną Helenkę, w której zakochałem się... od pierwszego wejrzenia. I to nie tak jak robił Sztaudynger, który pisząc o „miłości od pierwszego wejrzenia, najpierw rozbierał a potem oceniał” Helenka mieszkała w Łodzi, uwielbiała tańczyć i chyba dlatego...u niej miałem szanse. Zawsze dobrze się ruszałem na parkiecie, miałem dobry słuch, wyczucie rytmu. Szybko wywiązała się między nami wpierw sympatia, potem połączyło nas uczucie.

Niestety z konsumpcją uczuć było gorzej; Helenka mieszkała z rodzicami, którzy pilnowali jej jak oczka w głowie. Była „jedyno-oczką”. Przesiadywałem u niej wszystkie wolne wieczory, ale jej mama i tata zawsze byli obok - w gotowości. Myśmy udawali, że pilnie się uczymy - anatomii. Czasem było to przerwane cichym pocałunkiem, pieszczotą. Nawet, kiedy poszliśmy do kina, zawsze czułem czujny wzrok taty na moich plecach, czujność mamy na moich rękach .

Pamiętam dobrze taki moment. Kiedyś byliśmy razem w jej pokoju (choć drzwi do niego musiały być zawsze otwarte). Po krótkiej chwili pieszczot i pocałunku, zadałem jej proste pytanie. Oczywiście z anatomii:
-A co to jest za kość?
W tym momencie, wziąłem ją za rękę i położyłem...na moim podbrzuchu. Helenka z początku nie zorientowała się, o co mi chodzi i poważnie zastanawiała się nad odpowiedzią. Po chwili jednak... zaczerwieniła się bardzo...no i wyszła z pokoju. Chyba nie szukała pomocy w odpowiedzi u mamy ani taty ale kiedy wróciła miała na twarzy wyraz tęsknoty, miłości.
Potem uśmiechała się do mnie – jakoś tak wyjątkowo czule.
Ale ten wieczór był pamiętny, udany - choć nie do końca, przynajmniej nie dla każdego.

Następnej soboty rodzice poszli na imieniny. Byłem u niej w kilka sekund po wyjściu „starych”.
(Chociaż poprzedniego dnia, udając, że nic nie wiem o imprezie rodziców, głośno skarżyłem się, że będę miał w weekend służbę na WAM). Czekałem pod oknem na sygnał zgaszonego światła.

Przyniosłem w prezencie jakąś najnowszą płytę (pocztówkę) zespołu The Beatles. Puściliśmy ją od razu, zaczęliśmy tańczyć, przytulać się, potem rozbierać i tak „w rosole” przeszliśmy do sypialni.
Było cudownie i pierwszy raz...
Patrzyliśmy sobie w oczy a nie na czas, jako bardzo szczęśliwi, przytuleni.

W pewnym jednak momencie ekstazy, nagle zabłysło światło. W drzwiach pokoju stali oniemiali rodzice.
Wrócili wcześniej, niespodziewanie, przed naszym czasem rozstania, no i - myśmy czasu nie liczyli.
Sytuacja była paraliżująco, niewytłumaczalna.

Płyta z piosenką „Yesterday”, zacięła się i ciągle grała, pojękiwała -”ta ra ra ra – ta ra ra ra”.
My leżeliśmy w bezruchu. Nago. Mój mundur wojskowy był w drugim pokoju obok, gdzie siedzieli rodzice. Kończyła się moja przepustka i w przypadku spóźnienia groził mi znowu kolejny areszt.
Musiałem wejść do pokoju i przykrywając swą nieskromność... krawatem - wziąć mundur. I zniknąć. 
Niestety - musiałem…

Po wyjściu na schodach słyszałem wrzaski ojca i płacz Helenki. Pędem rzuciłem się w stronę koszar.

Zdążyłem w ostatniej sekundzie przed apelem wieczoru. Wieczór dla mnie zakończył się bez aresztu.
Myślałem cały czas o mojej ukochanej i o tym, co ona – tam, teraz przeżywa.
Czułem się trochę jak podły tchórz, który uciekł z miejsca wpadki. Ale z drugiej strony i tak by mnie stamtąd napewno przegonili. Próbowałem dzwonić do Helenki - parę razy w niedzielę. Bez skutku.

Nie mogłem doczekać się poniedziałku, ale niestety, stała się rzecz dość dziwna.
Helenki nie było na wykładach z anatomii. Jak się potem okazało…nie przyszła już nigdy….,więcej na wykłady.

Następne tygodnie, próbowałem wielokrotnie dodzwonić się do niej. Bez skutku nikt nie odbierał. Ona wogóle nie przychodziła na zajęcia. Parę razy podszedłem pod jej dom, czekając tam w ukryciu. Pewnego dnia spotkałem jej matkę. Była smutna, nic nie mówiła. Poszliśmy na kawę do Bristolu. Okazało się, że Helenka była „przy nadziei”, którą ojciec nakazał jej przerwać - jak i studia medyczne!
A potem, jak się dowiedziałem, wysłał moją Helenkę, za karę… do zakonu, chyba Elżbietanek.

Nie mogłem tego absolutnie zrozumieć. Niestetyy niewiele mogłem też zrobić.
Choć zawsze uważałem, że ojciec postąpił wyjątkowo głupio i bezdusznie. Byłem gotów ożenić się z nią. Powiedziałem o tym matce.
Ale niestety…ojciec zdecydował inaczej.
Mój romans z Helenką zakończył się.
Nigdy więcej jej nie widziałem, choć nasz ostatni wieczór będę pamiętał zawsze.
 

Koniec Odcinka 10

Ryszard Opara

 

 

 

 

KOMENTARZE

  • Umysl ludzki to jest zagadka.Kazdy ma inny.Jedni znakomita pamiec,
    ucza sie dobrze, egzaminy zdaja ale pozniej nic z tego. Inni w szkole sredniej jada na trojkach a pozniej zostaja naukowcami swiatowymi. Wreszcie inni, zabijacy w szkole sredniej, pozniej po 10 latach dziadostwa zostaja znakomitymi inzynierami bez uniwersytetu w innym kraju i w innym jezyku? Jak jakis Rusek bez szkoly potrafi w garazu zbudowac lewitujace ustrojstwo? Jak to skatalogowac? Jak uczyc mlode pokolenie?
  • Żal takiej miłości i tej dziewczyny.
    Ja miałem o wiele więcej szczęścia w tej materii.
    Poznałem, swoją zonę chyba 2 stycznia, miałem wtedy 32 lata- na ulicy. 30 marca mieliśmy zaręczyny, po czym niezwłocznie udalismy się na zaplanowany urlop w Zakopanem, by skonsumować nasz związek. Wtedy też był ten pierwszy raz. Z teściową miałem i mam do tej pory super układ, zawsze była za mną do tego stopnia , że w tamatych czasach, co było rzadkością mogłem w piątek pozostać u nich w domu - aż do poniedziałku. W poniedziałęk rano, razem szliśmy do pracy.
    Slub wzieliśmy na początku października, wesele było na wsi w jej rodzinnym domu. Jesteśmy razem do tej pory. Jak słyszę dzisiaj, że ślub za dwa-trzy lata , bo nie ma sali na wesele, to nie mogę wyjść z podziwu.
    Ha! , Co do tej kości. Żona mojego kolegi mając lat 18 i ściskając się z nim na tapczanie, zarządała by wyjął z kieszeni zapalniczkę, bo ją uwiera. Serio - fakt autentyczny-nie miała pojęcia o tej anatomicznej części mężczyzny.
  • @zadziwiony 09:28:12
    Dodam, że zostawałem u niej w domu dopiero po zaręczynach, a teściowa nigdy, przenigdy nie weszła do nas do pokoju, przez 5 lat dopóki razem mieszkaliśmy.
  • Historia niesamowita
    Skąd się w Polsce biorą tacy mężczyźni - potwory, jak ojciec Helenki? Różne słyszałam historie na temat perypetii związanych z przedmałżeńską ciążą, ale takiej jeszcze nie!

    Zmusić własną córkę do aborcji, a potem zamknąć ją w klasztorze - to przecież szczyt hipokryzji.
    No nie wiem, może porównując tę sytuację do zwyczajów, jakie od pewnego czasu panują w niektórych rodzinach w Kanadzie (przywleczonych z krajów trzeciego świata), należałoby się cieszyć, że córki nie zamordował, bo splamiła jego honor?
    Tak to jest, kiedy kobiety nie mają w rodzinie nic do powiedzenia, jak nie miała matka Helenki.

    Niesamowita historia i sytuacja nie do pozazdroszczenia, z pogrzebem ojca również.
  • @Lotna 14:35:27
    Nie pamiętasz, że za czasów naszej młodości wypędzenia z domu córek z ciążą pozamałżeńską były dość częste? Potem takie dziewczyny nierzadko zajmowały się prostytucją, jeśli ciąży nie usunęły, by utrzymać dziecko i siebie.
  • @zadziwiony 14:50:15
    Nie, żadnego wypędzania nie pamiętam. Dziewczyna zaszła w ciążę to brali ślub i tyle, no chyba, że zdecydowali inaczej. Młodzi, nie ich rodzice. W klasztorze z tego powodu też nikt nie był zamykany.

    Choć wiem, że reakcje były różne. Pamietam jedną z wychowawczyń, która zwymyślała swoją podopieczną, kiedy ta chciała się z nią pożegnać, bo zaszła w ciążę, wychodziła za mąż i musiała zrezygnować ze szkoły dziennej w wieku 17 lat, w lll klasie LO. Zdaje się, że jednym z powodów było, że „źle wybrała”, bo chłopak chodził do zawodówki. Pierwsza miłość, śliczna i przemiła para, bardzo się kochali. Cała klasa była zbulwersowana, zresztą nikt tej wychowawczyni nigdy nie lubił.
  • @Lotna 14:35:27
    Szanowna Pani,

    Dla mnie to było również niesamowite przeżycie...
    Do dziś nie mogę tego zrozumieć - ani zapomnieć.
    Absolutnie zgadzam się z Panią - postępowanie ojca Helenki było absolutnym szczytem hipokryzji - powinno być karane...

    Gdybym wiedział, albo podejrzewał, że tak to się skończy, to być może zdobyłbym się na jakiś szaleńczy, młodzieńczy krok. Ale...

    Niestety dowiedziałem się wszystkiego po fakcie, od Matki Helenki, która w sumie jakoś to zaakceptowała...cóż mogłem zrobić...

    To właśnie było i jest przykładem, że czasem po prostu, absolutnie nie mogę zrozumieć ludzi...

    Ukłony,

    Ryszard Opara
  • @zadziwiony 14:50:15
    No właśnie...

    Ja pamiętam właśnie o takich przypadkach, kiedy młoda, niepełnoletnia dziewczyna, która zaszła w ciąże - była wypędzana z domu.
    W dodatku najczęściej były do domy inteligentnych, wydawałoby się porządnych ludzi... Dla mnie to było niepojęte.

    Jak można tak było postępować z własną córką, nawet jeżeli zdaniem rodziców ona popełniła błąd.
    Co taka dziewczyna mogła zrobić, jak się utrzymać, gdzie mieszkać, z czego żyć.

    Jak można zrozumieć motywy postępowania - takich rodziców...
    Niesamowite. Niezrozumiałe.
    I działo się to w Polsce...kraju katolickim...
  • @zadziwiony 09:28:12
    W wieku 32 lat zaliczyłes pierwszy raz?... No no... Dzielny byłeś :)))
  • @Ryszard Opara 15:49:43
    Szanowny Panie Ryszardzie,

    Dlatego też tak śmieszy mnie absolutna krytyka współczesnych czasów i obyczajowości. Bo choć żadne czasy nie są wolne od patologii i wynaturzeń, to w tej kwestii coś się w końcu zmieniło i młoda kobieta w ciąży nie jest wyłącznie jedyną winną zaistniałej sytuacji, ale też nie jest już do tego stopnia poniewierana, wyrzucana, wytykana palcami i niszczona psychicznie przez społeczeństwo; najwidoczniej jako ogół zawsze wolne od błędów i grzechów, gdyż pierwsze do ocenienia jednostek.

    Ja takim dziewczynom wyłącznie współczuję i życzę pomocy z każdej możliwej strony. Hipokrytami zajmować się nie warto, zwłaszcza zważywszy na ich jakże często bujną przeszłość.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 17:54:42
    Coś Ty. Pierwsz raz to miała moją narzeczona. Choćja dlugo miałem nieśmiałośćdo kobiet i dopiero w wieku 22 dałem się uwieść po raz pierwszy. Dlatego zazdroszczę Oparze że w tak młodym wieku skosztował tego miodu.
  • To znaczy że Pańskie pierwsze dziecko nie przeżyło???straszne!!mam nadzieję, że
    siostra Helena się z tym uporała.
    Teraz jest nowa "moda", no ale ponoć pisanie o tym , w kraju szczęśliwości to negatywny piar!!
    Ja nad tym bardzo ubolewam wręcz płakać się chce.... że takie rzeczy mają miejsce, nie obwiniam tylko matek, problem jest społeczny!
    ZABIJANIE dzieci JUŻ NARODZONYCH!!!!!!!!!!!!!nie jestem w stanie tego pojąc, chociaż, depresja poporodowa , brak warunków do życia,liczne potomstwo,strach przed opinią ludzką/ niepełnoletnie dziewczynki itp/GDZIE są pielęgniarki środowiskowe, rodzina, nauczyciele,

    Dawniej jak dobrze pamiętam, nawet na wsi przychodziła codziennie, po porodzie położna na kontrolę, uczyła kąpać i karmić i dbać o prawidłową pielęgnację położnicy, ustalał terminy wizyt u lekarza pediatry i szczepień.!wszyscy mamy " znaczki" na ramieniu do dziś!w szkole był dentysta /w małych miastach i na wsiach dentysta przychodził raz w miesiącu na kontrolę uzębienia i była tzw/pani higienistka.
    Która przeprowadzała też "rozmowy" o dojrzewaniu i higienie z dziewczynkami .

    Oraz o "prowadzeniu i szanowaniu się",chłopaki podsłuchiwali pod oknem klasy i chichotali.Aż ich nakryła i dostali po łbach i burę ..W dużych miastach też oczywiście,ja miałam pielęgniarkę i dentystę w szkole /rzeźnik/.Przegląd "kręgosłupa" przez lekarza czy się nie krzywi ,oraz nóg na płaskostopie.No i przegląd głowy!!
    Tak że wspomnienia tej okrutnej Polski w czasach "niewoli",różne mają oblicza!!
    Nie pamiętam, a mam Rodzinę rozsianą po całej Polsce, więc mimo braku internetu poczta indiańska się rozchodziła, żeby ktoś znalazł zabite niemowlę czy wyrzucał ciężarną córkę z domu/ może jeden przypadek/. Owszem, był ostracyzm związany z pozamałżeńską ciążą,ale przeważnie dziewczyny dawały jakoś radę/ ciotki, babcie pomagały/.Mojej, już 17 letnie koleżance z klasy /sama /odeszła ze szkoły/pomogła babcia, potem matka i ojciec się przemogli!

    Zapewne w opinii niektórych, obecna metoda jest dopuszczalna!
    https://www.tvn24.pl/pomorze,42/szczecinek-noworodek-znaleziony-przy-smietniku-nie-zyje,781702.html

    https://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/trojmiasto/dzieciobojczyni-z-gdanska-zatrzymana-wyrzucila-dziecko-na-smietnik/wddw2bp

    https://wpolityce.pl/kryminal/361848-noworodek-wyrzucony-przez-okno-lekarze-walcza-o-zycie-dziecka-znalezionego-na-smietniku

    https://www.planeta.fm/Czarna-dziura/Martwe-dziecko-na-smietniku-Matka-urodzila-je-podczas-libacji

    https://gazetalubuska.pl/urodzila-dziecko-w-toalecie-i-wyrzucila-do-smietnika-noworodek-zmarl/ar/7822437

    https://fakty.interia.pl/lubelskie/news-udusila-dziecko-i-wyrzucila-na-smietnik,nId,1330611

    http://www.radiowroclaw.pl/articles/view/33223/Wyjasnienia-ws-dziecka-w-smietniku

    https://gazetawroclawska.pl/nie-wiedzialam-ze-jestem-w-ciazy-gdy-urodzila-dziecko-wyrzucila-je-w-krzaki/ar/12951635

    http://www.tygodnikzamojski.pl/artykul/31164/kraj-wyrzucili-dziecko-na-smietnik.html

    itd. każdego tygodnia takie info!
  • @zadziwiony 18:47:35
    22 lata? Taki Casanova i znawca kobiet jak Ty?

    Przypomniała mi się koleżanka nabijająca się z porady zawartej w książce Wisłockiej zalecającej 23-letniej dziewicy podłożenie walka pod plecy podczas pierwszego razu. Nie dość, że dwudziestotrzyletnia, to miała pamiętać o wałku w kulminacyjnym momencie. Bardziej namiętnie i romantycznie chyba już nie można. :)

    Podejrzewam, że Tobie było łatwiej i obeszło się bez wałka?
  • @Lotna 21:25:17
    Wiesz, próbowałem kiedyś wałka, ale się nie sprawdził. Nie było to z moją narzeczoną.
    Ja Casanowa!? No coś ty. Mówiłem, że nie miałem i nawet teraz nie mam wielkiej śmiałości do kobiet. W połowie wypadków to one były inicjatorkami wspólnych igraszek. Nawet kiedyś w DDR- miałem wtedy ok 26-27 lat szesnastoletnia DDR-ówka( naprawdę bardzo ładna była) wślizgnęła mi się do łóżka w obecności trzech innych uczestników wycieczki. Spaliśmy bowiem w pokoju 4-osobowym. Byłem taki spanikowany obecnością kolegów , do tego nieco wypity, że po prostu dałem okropną plamę. Do tego kolega śpiący nade mną bez przerwy dopytywał : pomóż Ci? Straszne przeżycie!!! Ale widzisz, nie możesz oskarżyć mnie o pedofilię, bo do konsumpcji z mojej winy nie doszło.
    Moja droga Lotna! Miałem 11 lat życia kawalerskiego, w grupie kilku kolegów. Wszyscy w zbliżonym wieku. Nie prowadziliśmy takiego luźnego życia z wyboru czy wyrachowania, a po prostu nie mogliśmy sobie znaleźć kandydatek na żony. Pewnie zbyt wysokie wymagania mieliśmy. Cóż mieliśmy robić , gdy męskości nasze prawie bez przerwy w stanie gotowości były? Były chętne panie , to dla obopólnej korzyści i radości obcowania ze sobą wykorzystywaliśmy temperament , którym natura nas obdarzyła. Zapewniam Cię, że to lepsze rozwiązanie niż samozaspokojenie, które tylko na chwilę załatwia sprawę.
    Był to okres , gdzie bez przerwy zakłady pracy organizowały wycieczki krajowe. zagraniczne, prawie co sobota prywatki ( obecnie chyba domówkami zwane) więc okazji było tyle ile chętnych pań. A były chętne panny, mężatki , rozwódki więc korzystaliśmy z uroków kobiecego ciała nigdy nie robiąc tego bez przyzwolenia i wyraźnej zachęty. Moje doświadczenia z kobietami poszerzają się więc o doświadczenia moich kilku kolegów. Nie od dziś bowiem wiadomo, że mężczyźni sa większymi paplami niż kobiety.
    Skończyło się to gdy w ciągu jednego roku w czwórkę znaleźliśmy kobiety naszego życia i pożeniliśmy się. Wszyscy jesteśmy z tymi kobietami do dzisiaj. Przypadki o których mówiłem wcześniej, gdy życie kawalerskie pozostało po ślubie , dotyczy innej grupy kolegów, istotnie młodszych od nas. Znam jednak doświadczenia obydwóch grup. Poza tym różne przypadki ludzi bardzo zamożnych, gdzie dzieją się rzeczy naprawdę nie mieszczące się w głowie. Poza tym opowieści naszych dzieci, które przecież w kręgu młodych ludzi przebywają na co dzień. Byłem też w latach 81-82 na robotach eksportowych w Moskwie. Budowałem polską ambasadę. Ale tylko do południa. Wieczory miałem wolne.
    Stąd moje przekonanie, że kobiety znam dość dobrze.
    I nie sądź, że byliśmy jakąś patologią. Tak żyje przynajmniej 90% młodych mężczyzn, o ile oczywiście są hetero. A kobiety, matki synom naprawdę mają niewielką wiedzę o męskim popędzie seksualnym.
    Tak Tobie opowiadając pomyślałem, że też mam materiał na książkę hi. hi! bo to co opowiadam to zaledwie czubek góry lodowej.
    Tak na zakończenie powiem ci krótką historyjkę kolegi z wojska.
    Był tak niesamowicie rozbudzony, że bez przerwy leżąc na łóżku okładał swe prącie pięściami, za karę, że mu ciągle stoi. Kilka razy dziennie latał z tego powodu do kibla, co mu pomagało tylko na kilka minut. Ale czego innego mu zazdrościliśmy - wtedy młode chłopaki często dziewicze jeszcze. Na plecach miał wzdłuż żeber szramy, blizny od paznokci. Dużo blizn. Wyobraź sobie co my, spragnione chłopaki w okresie największego popędu sobie myśleliśmy patrząc na te plecy.
    Koniec odcinka . Idę spać.
  • @zadziwiony 22:50:38
    W 1978 ucieklem do USA i w Chicago wynajalem sobie mieszkanie na polsko, ukrainsko, portorykansko, meksykanskim, murzynowie.Tanio.U gorala, alkocholika, Czesia. Cale gorne pietro, kuchnia,lazienka, 3 pokoje za jedyne $100. W dzisiejszych cenach bylo by to $300. Dalem ogloszenie do gazety i skompletowalem sobie 2 kompanow. Kazdy mial pokoj. Jednym z nich byl magister matematyki z Gor Swietokrzyskich o przyrodzeniu wielkosci sredniej pasztetowki. Poznal panienke na przystanku i przyprowadzil na noc.W srodku nocy budze sie, a w kuchni strazacy, policjanci, sanitariusze.Wyniesli ta panienke na noszach.Porozrywal jej cos bo dostala krwawienia.Jako gosc honorowy pojechal nasz matematyk za nia do szpitala a tam chirurg zartujac powiedzial mu by byl bardziej delikatny z kobietami bo ma za durze przyrodzenie.Co ciekawe, ten matematyk nie mial wielkiego pociagu do kobiet.Kazda chwile wolnego czasu spedzal na spaniu na wznak.Namiot bylo widac.Ludzie rozni sa na tym swiecie.Pozniej wyjechal z Chicago i zaczal jezdzic taksowka w Los Angeles.Czemu nie pracowal jako matematyk?Rozni ludzie sa.
  • @trojanka 21:00:31
    Czyżby chciała Pani wynagrodzić krzywdę RO i teraz mu dziecko urodzić?
    Kobiety są bardzo tkliwe i litościwe.
    ....
  • @Krzysztof J. Wojtas 09:55:45
    Panie Krzysztofie!
    Pan dr Opara już ma krzywdę wynagrodzoną, bo jest szczęśliwym Ojcem chyba 5 tki potomstwa.
    Mężczyzną , nie powiem całkiem przystojnym jest,a w młodości to miodzio musiał być, ale zdaje się żonatym, a tacy są nie do tykania!Mają swoje właścicielki i kolczyk w uchu!!
    Ja też już nie planuję rozmnażania się, bo raz że wojna ponoć idzie,od 4 lat nas ruski atakują jak mówił "krul" Europy w 2014 roku... dwa nie przedłużyli mi gwarancji. Chociaż uważam,że tak znakomite geny jak moje, powinny być powielone , w większej ilości egzemplarzy!
    No ,ale tam na górze zdecydowali, że już "chwatit" geniuszy na świecie!
    A w ogóle ,to Pan mnie często zaczepia, rozumiem że ma Pan ochotę na małe boksowanko???Bo z pozostałymi Paniami, już Pan się poboksował.
    No niestety ja uznaję patriarchat,uważam że jesteście // z drobnymi wyjątkami/mądrzy, piękni, inteligentni,zaradni,waleczni ,seksi,
    silni,opiekuńczy, honorowi, pomysłowi, hojni. A jednocześnie wrażliwi,uczuciowi ,empatyczni szanujący swoje i inne kobiety jak swoje Mamusie.
    Bóg stworzył cos idealnego!!Jestem porażona, jak voltami i dech mi zapiera!!
    AVE Cezar!
  • @Krzysztof J. Wojtas 09:55:45
    Nie rób Wojtasie z siebie takiego herosa, bo aż tak nieczuły to nie jesteś.
    Też mi żal tej dziewczyny bo ojciec , stary psychol zabił jej poraktycznie życie.
  • @trojanka 12:28:15
    Szanowna Pani,

    Powiem więcej - mam sześcioro dzieci. Trzy dziewczynki i trzech chłopców.
    Ale jak to się wszystko wydarzyło, będzie w następnych odcinkach.

    Prawdę mówiąc chciałem mieć dwanaście - ale jak Pani mówi Pan Bóg zdecydował inaczej.
    Mój ojciec pochodził z tak licznej rodziny.
    Moim zdaniem - nie ma, nie może być nic piękniejszego na świecie niż kobieta w ciąży i narodziny nowego życia.

    Przesyłam ukłony i serdeczności

    Ryszard Opara
  • @Ryszard Opara 12:54:49
    Podzielam Pańskie zdanie!
    Nowe życie to cud, organizm człowieka to cud, maestria,geniusz, wszystko idealnie współpracujące ze sobą i się uzupełniające .Niestety łatwy do zniszczenia!
    Również serdecznie pozdrawiam!
  • @staszek kieliszek 04:42:02
    Pewnie mu kobiety często odmawiały i miał kompleksy... Dlatego nie latał za nimi.
  • @trojanka 12:28:15
    Tak szczerze?
    Uważam, że niekiedy Pani przegina i stąd pojawiają się moje sarkastyczne uwagi.A w tym przypadku?
    Cóż, złożona sprawa. RO zdobył się na otwartość i stwierdził, że chciał mieć 12 dzieci. Zatem moja uwaga nie była całkowicie oderwana od rzeczywistości. Korwin-Mikke postarał się o 2 potomstwa w wieku RO. Zatem - jest to możliwe. Jedynie potrzeba osoby chętnej do tego dzieła. Pani by się może i nadała, ale, sama Pani przyznała, że brak technicznych możliwości.

    Ale faktycznym celem mojej uwagi, przez złośliwość, było zwrócenie uwagi, że w tamtych czasach inaczej podchodziło się do tych kwestii. Także, a może szczególnie, dotyczyło to "opanowania" przez dziewczyny. Obecnie mamy zmienioną etykę i seks jest dopuszczalny. W tamtych czasach było to zupełnie inne podejście. Stąd ocena ojca dziewczyny była zbyt negatywna. Po prostu - takie były rygory.
    Natomiast jest inny problem, którego ani RO, ani dyskutanci, nie poruszyli: odpowiedzialność za los dziewczyny brał w takiej sytuacji chłopak. I wiedział jaki mógł być los dziewczyny. Dlatego także chłopcy nie pozwalali sobie na ekscesy.
    Cała sytuacja nie najlepiej świadczy o RO. I stąd mój sarkazm względem Pani wypowiedzi.
  • @Krzysztof J. Wojtas 15:13:26
    Znaczy chłopacy w latach 70-tych nie pozwalali sobie na sex? Moja pamięć co innego mi mówi. A co się działo w akademikach w owym czasie?
    Sex nie był przyzwolony przez rodziców i więcej czasu trzeba było poświęcić na namówienie dziewczyny- to fakt. Mało kto mieszkał ze sobą bez ślubu, też fakt. Ale młodzi ludzie mający się ku sobie zawsze szukali sposobności by się poprzymilać, a wtedy opory dziewczyn topniały, choć dużo wolniej jak obecnie. I dodchodziło do pierwszych zbliżeń w wieku starszym niż dzieje się to teraz. I to chyba wszystkie różnice.
  • @zadziwiony 16:03:21
    Jak pamiętam, to w tamtych czasach, dzieci znajdowało się w kapuście, albo bociany przynosiły.
    O żadnym seksie nawet nie było mowy.
    Szczerze powiedziawszy, to ja się dowiedziałem o tym, że tą drogą można (jako opcja) doprowadzić do zajścia w ciążę, dopiero niedawno, już w czasie mojego blogowania. Napisał mi o tym starszy bloger.
  • @zadziwiony 16:03:21
    Nie dziw się tak bardzo, zdziwiony, bo Wojtas mówiąc o „tamtych czasach” ma na myśli jego „tamte czasy”, w których się urodził i wzrastał, czyli przed Potopem.
  • @tańczący z widłami 18:37:52
    Teoretycznie było jak gadasz,ale życie to nie równanie matematyczne, które prawidłowo rozwiązane, zawsze musi dać taki sam wynik. Wniosek? Twoje gadanie może być nic nie warte. Jaka była prawda tylko autor wspomnień wie, albo i nie do końca.
    A Ty jak zawsze wszystko najlepiej wiesz, wszyscy są niewiele warci , w każdym agenta widzisz nawet we mnie, samemu pozostając nieskazitelnym. A przecież Wojtasowi obiecałeś jakieś wstawiennictwo ,prawda? Czyż aby korupcją to nie zalatuje?
  • @tańczący z widłami 18:37:52
    Wszystkiego najlepszego w Dniu Urodzin. Skoro nie czytałeś, należy Ci się streszczenie.
    A więc, dwoje kochających się studentów pierwszego roku medycyny, uczących się anatomii, ale najwyraźniej jeszcze nie fizjologii, zostało przyłapanych in flagranti przez rodziców dziewczyny.
    Chłopak wychodzi z domu rodziców dziewczyny, gdzie zdarzenie miało miejsce, po czym ojciec dziewczyny zmusza ją do natychmiastowego porzucenia studiów i wysyła córkę do klasztoru. Tam po kilku tygodniach córka odkrywa ciążę, do której usunięcia zmusza ją jej ojciec.
    Chłopak usiłuje dodzwonić się do dziewczyny i wygląda jej na wykładach, niestety po dziewczynie zaginął wszelki ślad. Po jakimś czasie spotyka matkę dziewczyny, która mu mówi o tym, że jej mąż zmusił jej córkę do usunięcia ciąży i zamknął w klasztorze Elżbietanek. Chłopak roni łzę, albo nawet kilka, ale nie usiłuje odszukać ukochanej, tylko dalej studiuje medycynę.
    Życzę miłej zabawy urodzinowej.
  • @tańczący z widłami 21:11:16
    Wojtas pędzi i chleje cytryńcówkę a nie jakąś tam prymitywną cytrynówkę!I bardzo jest z tego dumny, więc zaraz Cię schepie za pomyłkę.Zapisz i przyczep na lodówce!!

    https://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/metody-alternatywne/cytryniec-chinski-wlasciwosci-lecznicze-i-dzialanie-nalewka-z-cytrynca-aa-dSxP-Peh3-cA88.html

    cytata:
    Cytryniec chiński jako afrodyzjak
    Cytryniec wspomaga aktywność seksualną u mężczyzn i kobiet, działa jak afrodyzjak. Można go stosować w celu poprawy aktywności seksualnej, aby zwiększyć pożądanie.

    PS. więc uważaj na Wojtasa!!jak łyknie cytryńca to po Tobie!!
  • @trojanka 21:29:23
    Nie przesadzajmy; moje uświadomienie dotyczyło jedynie opcji związanej z kobietami.
    Mój preceptor nie doszedł do wskazań o tym, że można też z mężczyznami, co Szanowna sugeruje.
    A ja tam nie mam zamiaru uczyć się z różnych źródeł. Tylko od tych, do których mam zaufanie.
    W tym wypadku chyba nie będę mógł kontynuować nauki w tym kierunku, gdyż mojemu nauczycielowi się zmarło. Zostanę więc przy dotychczasowych praktykach.
  • @tańczący z widłami 21:18:08
    Wypiłem i zakąsiłem. Grzybkiem - kanią.
    Byliśmy z małżonką i jeszcze znaleźliśmy sporo. Są dobre rzeczy na świecie, za co Panu Bogu bardzo jestem wdzięczny.
    PS. Cytryńcówka też do tych dobrych rzeczy należy. Jeszcze nartowanie, ....
  • @Lotna 20:58:32
    Szanowna Pani,

    Odnośnie tego co napisałem i mojej ukochanej Helenki.
    Szukałem jej wszędzie - ale niestety bez skutku... Dzwoniłem do niej - nikt nie odbierał. Wtedy o ile Pani wie nie było telefonów komórkowych.
    Trzeba było dzwonić z budki - a żeby to zrobić musiałem wyjśc z koszar.

    Nie przychodziła na zajęcia; ja parę razy w tygodniu chodziłem pod jej dom, pukałem do mieszkania - i nikt nie odpowiadał.

    O wszystkim dowiedziałem się od jej matki, którą spotkałem przypadkowo parę miesięcy potem. Wtedy i tak już było po wszystkim.

    Proszę pamiętać, że ja byłem wtedy w wojsku, miałem bardzo ograniczoną możliwość poruszania się po mieście.
    Mój miesięczny żołd (dochód) wynosił 70 zł - na miesiąc.
    Oczywiście nie miałem gdzie mieszkać - tylko w koszarach w wojsku i tam oczywiście Helenki by nikt nie wpuścił.
    A z wojska nie mogłem przecież odejść - tak na własne życzenie.

    Takie to były wtedy czasy - a ja najpierw nic nie wiedziałem co się stało a potem też nie miałem żadnej możliwości odzyskania Helenki.

    To tak dla wyjaśnienia - bo jak napisał również Pan Wojtas, to co zrobiłem nie najlepiej o mnie świadczy. A co miałem zrobić?

    Pozdrawiam
  • @tańczący z widłami 09:39:50
    Skoro ma Szanowny "białobieszczadzką" w lodówce, to mam pytanie: gdzie jest ta lodówka!!!
    Mam sentyment do Bieszczadów (Bieszczad), to i i "białobieszczadzką" nie pogardzę.
  • @tańczący z widłami 10:23:19
    Widzisz Tańcżżcy, ze mnie naprawdę taki dobry chłop, że do służb ani polityki się nie nadaję. Dobrze to wyczaiłeś. Poza tym nie mam natury spiskowca, a to cecha niezbędna w tamtych branżach.
    A że o seksie tutaj dużo gadam? To tak przy okazji tematu notki, a przy tym szczery jestem i kochać się zawsze lubiłem. Zresztą pozostało to we mnie do tej pory. A może ja to z tych co tylko w gębie są mocni? I konfabuluję?
  • @tańczący z widłami 12:37:01
    Toż to ja o swoim podwórku na tę chwilę nawet pary z gęby nie puściłem. No może zaledwie wymsknęło mi się , że do tej pory lubię.Cała reszta to historyczne opowieści i ploty z podwórek sąsiedzkich.
    Ty Masz za to inną wadę. Zamiast tylko poddać w wątpliwość, niektóre fakty podane przez R. Oparę w jego biografi, bo uważasz że są zmyślone lub zachowania jego nieetyczne przypuściłeś totalny szturm. Wypowiedziałeś wręcz wojnę autorowi. Wygląda to wręcz na jakieś osobiste porachunk\ lub zemstę niewiadomo za co. . Walisz tym kolecem z ogona na odlew absolutnie bez powodu. Jest o tyle niestosowne, że jednak przyszedłeś w gości. Wygląda, na to, że jesteś niezbyt dobrze wychowany i odezwały sie w Tobie dawne podwórkowe nawyki, gdzie waliło się obcego w gębę tak na wszelki wypadek.
  • @zadziwiony 18:13:03
    Napisałem, że TzW to typowy skorpion. Potwierdziło się, a ten typ tak ma.
    Jakby mu to odebrać, to byłby jak glizda - bez żądła.
  • @tańczący z widłami 19:35:24
    Byś się bardziej postarał, to byś zauważył, że nie samą krytykę krytykuję, a jedynie formę w jakiej to czynisz. Pierdzieć w domu sobie możesz nawet na głos kiedy masz ochotę. W towarzystwie choć o cichacza należało by się postarać, gdy taka potrzeba niezbędnie zaszła. Naprawdę nie rozumiesz ,że wszystko można powiedzieć, bez rzucającej się w oczy agresji jaka jest wyraźnie widoczna w Twych komentarzach?
  • @tańczący z widłami 19:41:29
    Szanowny chyba przedobrzył z tą "białobieszczadzką". Skutkiem mniejsza koncyliacyjność. Bo czym skorpion może barana w jaja kopnąć? No, czym...?
  • @tańczący z widłami 19:35:24
    Szanowny Panie TzW,

    Nie bardzo rozumiem znaczenia słowa "autohagada" ale rozumiem, że nie jest zbyt pochlebne dla mnie, mojej grafomanii.

    Z drugiej strony jak widzę jednak moja biografia się Panu podoba, no i zmusza do analiz, myślenia - może nawet Pana zdopinguje do napisania własnej.

    Szczerze powiem, patrząc z perspektywy czasu, przemijania - nawet mnie samemu trudno uwierzyć w pewne zdarzenia, które stały się faktami mojego życia. Jakie to ma znaczenie?

    Ja nie jestem dziennikarzem, nie piszę reportażu.
    To raczej mój "literacki" punkt widzenia oraz oceny mojej przeszłości.

    Jakie np ma znaczenie czy jakaś Pani miała na imię Anna czy Ewa.
    Liczą się emocje i uczucia związane z tym epizodem...

    A może Ania czy tam Ewa jeszcze żyje; może jej marynarz, jakoś... przypadkowo... przeczytał "Amen" - a teraz ma żal do...kogoś tam.

    A przecież to wszystko było, mineło...
    Niedługo przyjdzie "walec Pana Boga" - i wszystko wyrówna.

    Pozdrawiam
  • @Krzysztof J. Wojtas 23:15:08
    Szanowny Panie Krzysztofie,

    Mój znak zodiakalny to Rak - jak, czym może Rak zaszkodzić innym.

    Chociaż według Kalendarza Chińskiego jestem urodzony w roku Tygrysa -
    a tu już mogą być rozmaite niebezpieczeństwa.

    Tygrys nawiasem mówiąc to moje ulubione zwierzę - bo kiedyś pewien Chińczyk lekarz w Australii, dał mi na urodziny w prezencie ładny obraz z tygrysem - twierdząc właśnie, że jestem spod znaku tegoż zwierzęcia.

    Od tamtej pory zbieram fotografie, obrazy i gadżety z tygrysami - wydaje mi się, że są piękne, dostojne, wspaniałe i napewno groźne.

    Niestety spotkałem tygrysy tylko w ZOO - wtedy zawsze wydają mi się być tylko dużymi kotami.

    Pozdrawiam
  • @tańczący z widłami 10:23:16
    A nad biednym Oparą - to litości Szanowny żadnej nie przejawia, ino mu co i rusz nogę podstawia i szpilki w czułe miejsca wtyka.
  • @tańczący z widłami 11:35:17
    Cnoty to chyba TzW u Opary raczej spodziewać się nie może. Ale u was, w Poznaniu, i to możliwe.
  • @tańczący z widłami 20:31:39
    Widzisz Tańczący, przez tą swą ufność straciłem kilkaset tysięcy złotych, ale w dalszym ciągu nie straciłem wiary w dobrą wolę ludzi. A dlaczego w tym wypadku zdecydowanie nie odrzucam prawdomówności autora biografii ( choć czasami może trochę podkolorowanej)?
    Byłem 11 lat starszy niż R. Opara w czasie historii z Heleną i mając lat 29, będąc samodzielny finansowo i dużo bardziej dojrzały stanąłem przed murem niemożności w mojej historii z kobietą, ale akurat Tobie nie będę jej opowiadał bo nie jesteś w stanie tego zrozumieć. To by było na tyle w tym temacie.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930