Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
293 posty 1613 komentarzy

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Polak. Patriota. Humanista.

AMEN -Autobiografia Naukowa -Odc.9

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Przerwa w życiorysie i powrót na WAM poprzez Bydgoszcz – Zalesie. Na marginesie: Fakt bezsporny z życia zgodny z powiedzeniem „naszych starszych braci w wierze”: "nie ma lepszego interesu jak handel”.

ODCINEK Nr 9.

Przerwa w życiorysie studenta i powrót na WAM poprzez Bydgoszcz – Zalesie.

Następnego dnia rano rozliczyłem się ze wszystkiego z Szefem Kompanii WAM, oddałem książki, mundur, karabin Zajęło mi to dwie godziny. Resztę, swój bardzo skromny dobytek spakowałem do starej, pożyczonej walizki. Ubrałem się po cywilnemu, w garnitur - ale nie miałem żadnego ubrania na zimę ani kurtki and czapki. Przyjechałem na WAM latem.

Bez niepotrzebnych słów pożegnania i udawanej litości; wyszedłem na ulicę Źródłową – zanim moi koledzy wrócili z zajęć. Było smutno, szaro, zimno i deszczowo. Typowy Polski listopad.
Ja bezdomny, wolno i pieszo poszedłem na dworzec Łódź Fabryczna.
Wsiadłem w pociąg do Bydgoszczy; poprzez Warszawę, która tego smutnego dnia wydawała mi się zupełnie jakaś dziwnie obca, nieznana - deszczem zapłakana. Pociąg stał tam na stacji, parę godzin.
Następnego ranka, byłem na miejscu. Poszedłem pod wskazany adres.

Nikogo w domu nie było, czekałem 6 godzin na klatce schodowej, aż rodzice Andrzeja wrócą z pracy.
Przyszli ok. 17.00, wyrażając zdziwienie, że przyjechałem tak szybko. Syn ich uprzedził o tym co się stało, ale
nie przypuszczali, że mimo wszystko zdecyduję się na to. Tata Andrzeja był Dyrektorem szkoły i przez kilka pierwszych dni pobytu, próbował przekonać mnie, abym mimo wszystko wrócił do domu. Własnego.
Robił to z dobrego serca, kierując się zdrowym rozsądkiem, rodzica - pedagoga.
Pytał mnie o adres i telefon do mojej mamy; skłamałem, że nie mamy w domu aparatu. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że rodzice Andrzeja mają ze mną problem wychowaczy... i że powinienem coś zrobić.

Parę dni potem, wychodząc z ich mieszkania, w drzwiach wejściowych spotkałem faceta zamiatającego schody. Był dozorcą. Zagadnąłem go...potem wprost spytałem czy nie mógłbym u niego pracować w zamian za parę groszy i mieszkanie. Jak się okazało on mieszkał sam, a ponieważ tego roku - już w listopadzie zaczęła się zima i było sporo śniegu, zaproponował mi pracę sprzątacza i odśnieżacza. Zgodziłem się. Tego też samego dnia, przeprowadziłem się do niego.
Miałem własne łóżko, za które płaciłem pracą, nikomu nie sprawiając kłopotów ani dylematów.

Tak zaczął się nowy rozdział w moim życiu…. studenta medycyny.

W ciągu dnia pracowałem u dozorcy za marne grosze, wykonując wszystkie jego prace, polecenia, -wieczorami pisałem listy i wysyłałem je do Łodzi. Andrzej przesyłał całą korespondencję do mojej mamy, a po tygodniu miałem zwykle odpowiedź. A więc... pocztowo, było bez większych zmian.

Pewnego dnia, podczas sprzątania klatki schodowej, pewna „starsza pani” (miała chyba ok. 30 lat), zapytała mnie: co ja tutaj robię? Widywałem ją zresztą przelotnie, każdego poranka. Byłem nieco zaskoczony jej ciekawością; widać było chce pogadać; zacząłem więc trochę chaotycznie, historię swoją opowiadać. W pewnym momencie... ona przerwała i zaprosiła mnie do siebie, na górę.

Odpowiedziałem, że mogę przyjść po pracy, bo teraz nie mogę. I tak zrobiłem. "Starsza Pani" miała ładne, nieduże mieszkanko, tak jakoś przytulne, pachnące kobiecością. Kiedy tam wszedłem nieznajoma, puściła na początek płytę Niemena, który tak na marginesie był wtedy moim ulubionym artystą. Szczególnie utwór „Pod Papugami” no i „Wspomnienia”. Nieznajoma na imię miała Anna.

Spędziliśmy miły wieczór przy herbatce i ciastkach. Tym razem, w sposób uporządkowany, jak na spowiedzi, opowiedziałem - swoje ostatnie przeżycia. Nie wspomniałem nic...o niepełnoletniości.
Zaczęło się robić bardzo sympatycznie… Ale, kiedy Ania dowiedziała się, że mieszkam u dozorcy, dziwnie się zaniepokoiła. Powiedziała bym bardzo na niego uważał...bo to facet nieuczciwy. Nie chciała nic więcej wyjaśniać ale widać było, że myśli o tym.

Natomiast, kiedy o pólnocy opuszczałem jej urocze gniazdko - zaskoczyła mnie całkowicie.
Zaproponowała, abym się może zastanowił i przeprowadził do niej. Na razie, jak czule stwierdziła – mieszka sama, bo jej „narzeczony” pływa po morzach i oceanach, nie wiadomo kiedy wróci. Nie bardzo wiedziałem co o tym sądzić, ale też niewiele mi to przeszkadzało.

Następne wieczory najczęściej spędzałem u niej. Kilka razy zwabiła mnie też, „na dłużej, abym trochę posprzątał jej zaniedbane, opuszczone gniazdko”.Sielanka trwała krótko; pewnego dnia, niespodziewanie powrócił do Anny jej „marynarz” i nasze kontakty zrobiły się bardzo oficjalne. Gniazdko już sprzątał… ktoś inny. Kiedy ten inny w końcu wyjechał, Ania cicho, tak przelotnie, na klatce schodowej poinformowała mnie że marynarz zostawił ją... „przy nadziei”. Tak skończyła się nasza krótka, sąsiedzka fraszka i... przygoda.

Wróciłem do codzienności i pracy zamiatania u dozorcy. Wkrótce okazało się, że Ania miała rację, jeżeli chodzi o mego „pracodawcę”. Tegoż dnia, położyłem się spać trochę wcześniej.
Około godz. 23 poczułem, że ktoś gładzi mnie po włosach, wchodzi do mojego łóżka, wkłada rękę do spodni mojej piżamy. Początkowo myślałem, że to jakiś zły sen. Po chwili, w półmroku księżyca, ujrzałem dozorcę.
To nie był sen! Zaczął do mnie gadać jakieś bzdury, przekonywać o czymś tam.
Zerwałem się, jak błyskawica i natychmiast, w samej piżamie wyskoczyłem na korytarz.
Usiadłem na schodach, nie bardzo wiedziałem co zrobić. Było znowu nieprzyjemnie, ciemno, zimno.

Za pół godziny otworzyły się drzwi mieszkania dozorcy, który bez słowa wystawił walizkę z moimi rzeczami na zewnątrz. Ubrałem się. Przynajmniej było cieplej, przekimałem noc na klatce schodowej.

Rano ojciec Andrzeja wychodząc do pracy, zauważył mnie i zapytał co się stało?
Odpowiedziałem tylko, że dozorca w środku nocy wyprosił mnie z mieszkania. Nic więcej.
Ojciec Andrzeja wziął mój bagaż i kazał iść z powrotem do siebie.
Powiedział tylko jakieś tam słowa... o niepoprawności i głupocie młodości.

W połowie grudnia dostałem od mamy długi list z zapytaniem: czy mam zamiar, przyjechać do domu - na święta Bożego Narodzenia. Odpowiedziałem, że oczywiście tak. Pojawiłem się w Warszawie rano w niedzielę 24.12.1967 i spotkałem się z rodzicami na Dworcu Głównym.
Mama przywitała się ze mną bardzo czule; łezką w oczach. Skomentowała, że coś marnie wyglądam, że chyba bardzo schudłem. Po chwili zapytała: - A gdzie twój mundur, podchorążego syneczku?

Zacząłem coś tam… bąkać pod nosem. Nigdy nie umiałem dobrze kłamać.
Mama przerwała mi w pół zdania:
- Syneczku, kochanie, my dobrze wszystko wiemy. To - co się stało i co się teraz dzieje z tobą…
Osłupiałem. Było mi z powodów oczywistych bardzo głupio.

Okazało się, że mama, mając właściwy instynkt kobiety - nauczycielki, zaczęła podejrzewać, że coś ze mną jest nie tak. Ale, ponieważ otrzymywała moje listy z zapewnieniami, że wszystko jest OK, przez dłuższy czas mimo obaw i złych przeczuć, wierzyła w to, co jej pisałem.

Pewnego jednak dnia, nie wytrzymała...i pojechała na WAM do Łodzi. Tak na wszelki wypadek... Bez uprzedzenia. Tam oczywiście wszystkiego, dokładnie się dowiedziała. Jako kobieta i matka, zrobiła olbrzymią awanturę Panu Komendantowi oraz wszystkim moim przełożonym.
Rozmawiała też z moimi kolegami...
Krzyczała, nie bojąc się żadnych tam generałów; groziła skargami, konsekwencjami:
- Jak można było nie poinformować matki, co się stało z jej niepełnoletnim dzieckiem!

Komendant, tłumaczył się gęsto twierdząc, że nie miał wyjścia; nie wiedział co tak naprawdę ze mną zrobić.
Musiał mnie ukarać -dla przykładu. Ale moja niepełnoletność była dużym problemem.

Sytuacja zrobiła się dla nich bardzo niezręczna, więc w końcu by załagodzić sprawę, przekazał mej mamie, że Komenda WAM-u; po fakcie i kilku naradach oceniła mnie jako człowieka honorowego i zdecydowała..., przyjąć z powrotem na studia, już bez żadnego egzaminu.
Taka wiadomość została jej szybko przekazana.
To złagodziło gniew matki; która potem rozmawiając z Andrzejem, ustaliła co się ze mna dzieje.
Napisała list, i tak od tej Wigilii byliśmy znowu razem.

Dla mnie, to był najwspanialszy prezent życia - jaki dostałem na Wigilię od Św. Mikołaja.
Potem otrzymywałem inne, różne dary losu ale ten dzień, tamta Wigilia była dla mnie wyjątkowa -
nigdy niezapomniana.
I tak, na Dworcu Głównym w Warszawie, rozpoczął się kolejny etap mego życia.
Wróciłem do swego Zalesia, wiedząc, że od października, będę z powrotem studentem - podchorążym WAM.

Następne miesiące minęły błyskawicą. Trochę pracowałem, studiowałem; trochę się zabawiałem.
W domu nagle zrobiło się luźniej, bo mój starszy brat poszedł do wojska, do służby zasadniczej, a w dodatku,
wuj z rodzinką wyprowadzili się - do innego, komunalnie przyznanego mieszkania.

Ponieważ nigdy nie potrafiłem żyć bez pracy, zajęcia czy celu a chciałem mieć też i trochę grosza, zacząłem pracować w sklepie z Materiałami Budowlanymi, sprzedawałem wszystko co tam było.

Ojciec, będąc w Zarządzie Gminnej Spółdzielni, został kierownikiem tego sklepu. W tych czasach - towary takie jak: cegła, cement, blachy.. były tzw. „towarami reglamentowanymi”, bardzo na rynku poszukiwanymi. Wszyscy chcieli się budować lub prowadzić jakąś produkcję, wytwórczość.
Ta praca okazała się więc dla mnie, nie tylko ciekawym doświadczeniem ale też...dość intratnym.

Tym bardziej, że tata dużo jeździł po kraju, zdobywał „po znajomości” różne towary – ja siedziałem w sklepie i handlowałem, razem ze swoją ciotką, która zajmowała się jednak głównie księgowością. Wszystkie ważniejsze decyzje, należały więc do mnie, po uzgodnieniu z ojcem – jako nieformalnie jego zastępcy.
I to mimo mojej niepełnoletności, o której nikt oprócz mnie, w sumie nie wiedział.
Nawet Ojciec... chyba też zapomniał.

Fakt bezsporny zgodny z powiedzeniem „naszych starszych braci w wierze”:
"nie ma i nie było nigdy lepszego interesu jak handel”.
To wielowiekowa prawda, sprawdzająca się zwłaszcza, w obrocie towarami „niecodziennego użytku” - albo bardzo poszukiwanymi, których na rynku brakuje.

Pamiętam jak pewnego dnia (był luty), podjechał pod sklep, bardzo elegancki czarny samochód - Mercedes, z którego wysiadł niemniej elegancki, szczupły mężczyzna w średnim wieku, o siwych włosach, w modnym garniturze i krawacie. W roku 1968, rzadko kto, był tak ubrany czy też jeździł takim samochodem.
Facet zaczął powoli, przechadzać się po dużym placu, obok sklepu na którym w magazynach, pod blaszanymi wiatami leżały rozmaite towary żelazne oraz materiały budowlane.

Instynktownie wyczułem, że to musi być Ktoś, wyszedłem więc by się przedstawić; może pogadać.
On przedstawił się jako Pan Jungowski i zapytał czy jestem synem Pana Opary. Potwierdziłem że tak, dodając,
że na imię mam Ryszard. On patrząc na mnie powiedział, że ojciec często na mój temat, z nim rozmawiał.
Potem chodziliśmy razem kilka minut w milczeniu, które w końcu on przerwał stwierdzając, że kupuje cały drut ocynkowany, który mamy na placu – było tam tego równo 10 ton.
Odpowiedziałem, że nie mogę mu tego sprzedać, ponieważ akurat ten towar mój ojciec załatwił i przywiózł z dużymi problemami, dopiero przedwczoraj - i o ile mi wiadomo- jest już zarezerwowany dla ojca znajomego,
kogoś ważnego.

Pan Jungowski popatrzł na mnie a potem spokojnie ale stanowczo odrzekł:
- Pana ojciec załatwił to dla mnie. A ja potrzebuję ten drut już dzisiaj! A więc go kupuję - musimy tylko uzgodnić cenę, bo tego Pana ojciec nie powiedział; jak mówił, nie znał jeszcze ceny...
Za chwilę podjadą tu 2 ciężarówki, aby natychmiast ten drut zabrać do mojej fabryki. U mnie cała produkcja stoi. Mam duże zamówienia, ale brakuje surowca – właśnie tego drutu.
Pana ojciec na pewno się zgodzi, a ja nie mogę dłużej czekać.

Byłem dość zaskoczony jego słowami. Po paru minutach dyskusji o cenie, w dodatku bez rozmowy z ojcem, (bo nie było wtedy telefonów komórkowych) - zgodziłem się na sprzedaż.
Zdziwiło mnie tylko, bo wcześniej Pan Jungowski zapytał o „moją” cenę. Nie do końca wiedziałem dlaczego on tak podkreślił to słowo „moją”… Odpowiedziałem jednak, wprost: że „nasza” cena jest 8 zł za kilogram; taka była faktyczna bowiem cena sprzedaży. On skomentował, że to „trochę drogo” – ale po chwili wahania... zgodził się.
Było tego 10,000 kg.

Łatwy rachunek – Jungowski wpłacił 80,000 zł do kasy gotówką. Innej formy zapłaty zresztą wtedy nie było. Pieniądze przyjęła Ciotka. Dwie ciężarówki czekające już na zewnątrz, zaczęły ładować drut.

Po jego zakończeniu, Pan Jungowski podszedł do mnie i rzekł:
-Dziękuję, dobry z Pana handlowiec, myślę, że z dużą przyszłością.
Proszę pozdrowić ojca i przekazać, że potrzebuję tego drutu - minimum 10 ton miesięcznie.
Po czym wręczył mi dośc dużą kopertę. Nie wiedziałem co w niej jest, ale nie wypadało mi zaglądać.
Poyślałem jakiś prezent. Pożegnaliśmy się bardzo kordialnie.

Stojąc jeszcze na placu zajrzałem do koperty. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Były w niej duże pieniądze. Poszedłem do pustego magazynu i obliczyłem. W sumie było tam... 80,000 zł. Dokładnie... „nasza” cena.
Nie wiedziałem co z tym „fantem” zrobić?

Nie miałem telefonu do Pana Jungowskiego, ani kontaktu z ojcem. Jak wspomniałem nie było wtedy komórek.
Nie bardzo wiedziałem... dlaczego Pan Jungowski zapłacił dwa razy.
W tamtych czasach, przeciętna pensja miesięczna - wynosiła ok. 2 tysięcy zł.
80 tysięcy zł to wtedy była olbrzymia kwota. Nikt nie mógł się przecież, aż tak pomylić.

Wieczorem do domu wrócił ojciec. Był w dobrym humorze po „małym” kieliszku. Opowiedziałem mu zdarzenie z popołudnia, przekazałem kopertę. Ojciec wszystko mi zaraz wytłumaczył... Ogólnie rzecz biorąc powiedział, że planował „policzyć” Panu Jungowskiemu dodatkowo 3 zł za kilogram drutu – dlatego też on zapytał „o moją cenę” (jako prowizję, na rzecz kosztów nabycia)- oprócz ceny oficjalnej...

A ja nieświadomie zrobiłem to dużo lepiej od ojca – policzyłem Panu Jungowskiemu 8 zł/kg.
Ojciec odliczył mi 25,000 zł – jako moją „prowizję” i zapytał pół żartem, pół serio:
- Czy na pewno chcesz studiować medycynę?.
Po czym dodał:
- Wiem…. tak chce mama, ale ja myślę, że Ty bardzo przydałbyś się mnie... w sklepie.
Dużo więcej tutaj można zarobić. Jako lekarz zarobisz, może 2-3 tysiące na miesiąc i ile będziesz miał pracy - jaka przy tym odpowiedzialność. A tu jak widzisz, sam doświadczyłeś będzie inaczej.

Nie zareagowałem wogóle na słowa ojca. Myślałem o pieniądzach. Po raz pierwszy w życiu, poczułem się nagle bogatym człowiekiem, a to naprawdę przyjemne uczucie. Dokładnie takie same transakcje - robiliśmy jeszcze przez następne miesiące. Niestety, większość moich zarobionych pieniędzy, rozeszła się wokół na rozmaite imprezy, kolacje, taksówki, dziewczyny ect. I jak się ma kasę, nagle pojawia się mnóstwo - zgraja przyjaciół.

Tak czy inaczej... przez kilka miesięcy, byłem znow „celebrytą” Piaseczna i okolic Warszawy.
Z innych powodów, ale wtedy tego nie rozumiałem...
 

Koniec Odcinka 9

Ryszard Opara

KOMENTARZE

  • autor
    muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem kolorytu opowieści. O talent literacki autora nie podejrzewałem.
  • @maharaja 06:41:08
    Ja mysle , ze gosciu jest wielki.Tu nie chodzi o koloryt ale jak bylo.Tak bylo jak gosciu pisze albo jeszcze gorzej. To byly zle czasy pod kazdym wzgledem. Niczego pozytywnego w tych czasach nie bylo. NICZEGO!
  • @maharaja 06:41:08
    Szanowny Panie Maharajo,

    Dziękuję za miły komentarz.
    Mam nadzieję, będzie Pan czytał kolejne odcinki - a jest ich kilkadziesiąt.
    Piszę również kolejne...

    Jak rozumiem, pomimo nazwiska nie jest Pan z Indii...

    Pozdrawiam serdecznie

    Ryszard Opara
  • @staszek kieliszek 08:30:14
    Szanowny Panie Staszku,

    Również Panu dziękuję za miłe komentarze - jak rozumiem czyta Pan
    moją autobiografię - i dużo również komentuję.

    Mam nadzieję, kiedyś niedługo się zobaczymy - w USA a może Australii...
    Już kiedyś nawet planowałem odwiedzić Chicago...ale nie wyszło.

    I mam nadzieję jak się zobaczymy, będzie nie tylko kieliszek ale i butelka,

    Serdeczności i rozmaitości wraz z życzeniami miłej lektury.

    Ryszard Opara
  • @Ryszard Opara 09:16:02
    Bardzo fajne to, co Pan pisze i ciekawe, ale odczuwam, szczerze mówiąc, pewien dość istotny dyskomfort. Bardzo ciekawa treść, oryginalne uwagi i bardzo wartko idą te wspomnienia, ale - niech Pan wybaczy tę szorstką szczerość - dość "przeciętnie" posługuje się Pan polszczyzną, chwilami nawet słabo. Niepotrzebne trzykropki, myślniki, średniki niezgodnie z zasadami interpunkcji, duże litery nie tam, gdzie trzeba, przemieszanie mowy zależnej z niezależną, nietrafne przenośnie - to wszystko obniża jakość lektury i rangę Pana tekstów. Warto byłoby dać to zawodowemu edytorowi, biegłemu w polszczyźnie, przed publikacją.
  • próbowałęm wcześniej, nieco objaśnić sprawy damsko-męskie
    ale niektórzy się ciut obrażali.
    A prawda jest taka. Jeśli facet posiada zewnetrzne oznaki statutu materialnego ( czytaj kasy, lub władzy), to kobiet nie potrzebuje szukać -one same jego znajdują. Forsa, to największy afrodyzjak. Jeśli do tego potrafi dobrze korzystać z języka, jako narzędzia programowania ( " słowo stało się ciałęm") i przekona kobietę, że jest największym cudem świata to dostęp do uroków obiecego ciała ma niemal nieograniczony. I to do najpiękniejszych ciał.
    Wiele kobiet na takie dictum od sexisty człowieka wyzywa, a czyż nie jest to prawda?
    PS.
    Miał Pan młodość, o jakiej marzą wszyscy mężczyźni ( pewnie znowu się naraziłem)
  • @tautor
    [Oto próbka tego, jak ten tekst po wstępnej (roboczej) korekcie powinien wyglądać (jest to 2/3 całości powyższego odcinka, dalej niestety nie zrobiłem, muszę wyjść). Proszę sobie zrobić porównanie w Wordzie Pana wersji z tym, co poniżej - zobaczy Pan, ile drobnych niedociągnięć interpunkcyjnych i literówek jest w Pana tekście: "jak" zamiast "niż", "poprzez: zamiast "przez" itd. itp. Proszę poprosić jakąś bezstronną osobę o opinię, który z tych tekstów się lepiej czyta.]

    Przerwa w życiorysie i powrót na WAM przez Bydgoszcz – Zalesie. Na marginesie dodam, że jest to fakt bezsporny z mojego życia. A do tego jeszcze pokrywający się z naczelnym motto naszych starszych braci w wierze -"Nie ma lepszego interesu niż handel”.

    ODCINEK 9.
    Przerwa w życiorysie studenta i powrót na WAM przez Bydgoszcz – Zalesie.

    Następnego dnia rano rozliczyłem się ze wszystkiego z szefem kompanii WAM, oddałem książki, mundur, karabin. Zajęło mi to dwie godziny. Resztę, swój bardzo skromny dobytek, spakowałem do starej, pożyczonej walizki. Ubrałem się po cywilnemu, w garnitur, nie miałem jednak żadnego ubrania na zimę ani kurtki czy czapki. Przyjechałem na WAM latem.

    Bez zbędnych słów pożegnania i udawanej litości wyszedłem na ulicę Źródłową, zanim moi koledzy wrócili z zajęć. Było smutno, szaro, zimno i deszczowo. Typowy polski listopad.

    Ja - bezdomny - wolno i pieszo poszedłem na dworzec Łódź Fabryczna.

    Wsiadłem w pociąg do Bydgoszczy. Pojechałem tam przez Warszawę, która tego smutnego dnia wydawała mi się zupełnie jakaś dziwnie obca, nieznana, deszczem zapłakana. Pociąg stał tam na stacji parę godzin.

    Następnego ranka byłem na miejscu. Poszedłem pod wskazany adres.

    W domu nie było nikogo, czekałem 6 godzin na klatce schodowej, aż rodzice Andrzeja wrócą z pracy. Przyszli ok. godz. 17.00, wyrażając zdziwienie, że przyjechałem tak szybko. Syn ich uprzedził o tym, co się stało, jednak oni nie przypuszczali, że mimo wszystko zdecyduję się na ten krok. Tata Andrzeja był dyrektorem szkoły i przez kilka pierwszych dni pobytu próbował przekonać mnie, abym mimo wszystko wrócił do domu. Własnego. Robił to z dobrego serca, kierując się zdrowym rozsądkiem rodzica i pedagoga. Pytał mnie o adres i telefon do mojej mamy; skłamałem, że nie mamy w domu aparatu. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że rodzice Andrzeja mają ze mną problem wychowawczy i że powinienem coś z tym fantem zrobić.

    Parę dni potem, wychodząc z ich mieszkania, w drzwiach wejściowych spotkałem faceta zamiatającego schody. Był dozorcą. Zagadnąłem go, a następnie zapytałem go wprost, czy nie mógłbym u niego pracować w zamian za parę groszy i mieszkanie. Jak się okazało, mieszkał sam, a ponieważ tego roku zima zaczęła się już w listopadzie i było sporo śniegu, zaproponował mi pracę sprzątacza i odśnieżacza. Zgodziłem się. Tego też samego dnia, przeprowadziłem się do niego. Miałem własne łóżko, za które płaciłem pracą, nikomu nie sprawiając kłopotów ani dylematów.

    Tak zaczął się nowy rozdział w moim życiu - etap studenta medycyny.

    W ciągu dnia pracowałem u dozorcy za marne grosze, wykonując wszystkie jego prace i polecenia, a wieczorami pisałem listy i wysyłałem je do Łodzi. Andrzej przesyłał całą korespondencję do mojej mamy, a zwykle po tygodniu miałem odpowiedź. A więc korespondencja pocztowa, czyli wszystko bez większych zmian.

    Pewnego dnia, podczas sprzątania klatki schodowej, pewna „starsza pani” (miała chyba ok. 30 lat), zapytała mnie, co ja tam robię? Widywałem ją zresztą przelotnie, każdego poranka. Byłem nieco zaskoczony jej ciekawością. Zapewne chciała sobie ze mną pogadać. Zacząłem więc opowiadać jej swoją historię, trochę chaotycznie. W pewnym momencie ona przerwała i zaprosiła mnie do siebie na górę.

    Odpowiedziałem, że mogę przyjść po pracy, gdy skończę. I tak też zrobiłem. "Starsza Pani" miała ładne, nieduże mieszkanko, takie dość przytulne, pachnące kobiecością. Kiedy tam wszedłem, nieznajoma, puściła na początek płytę Niemena, który tak na marginesie był wtedy moim ulubionym artystą. Lubiłem szczególnie utwór „Pod Papugami”, no i oczywiście „Wspomnienia”. Nieznajoma na imię miała Anna.

    Spędziliśmy miły wieczór przy herbatce i ciastkach. Tym razem, w sposób uporządkowany, jak na spowiedzi, opowiedziałem jej swoje ostatnie przeżycia. Nie wspomniałem absolutnie nic o mojej niepełnoletności.

    Zaczęło się robić bardzo sympatycznie… Jednak gdy Ania dowiedziała się, że mieszkam u dozorcy, dziwnie się zaniepokoiła. Powiedziała mi, bym bardzo na niego uważał, bo to facet nieuczciwy. Nie chciała nic więcej wyjaśniać, jednak widać było po niej, że myśli o tym.

    Gdy o północy opuszczałem jej urocze gniazdko, zaskoczyła mnie całkowicie. Zaproponowała, bym się może jeszcze zastanowił i przeprowadził do niej. Na razie, jak czule stwierdziła, mieszka sama, bo jej „narzeczony” pływa po morzach i oceanach i nie wiadomo, kiedy wróci. Nie bardzo wiedziałem, co o tym sądzić, ale też niewiele mi to przeszkadzało.

    Następne wieczory najczęściej spędzałem u niej. Kilka razy zwabiła mnie też, „na dłużej, abym trochę posprzątał jej zaniedbane, opuszczone gniazdko”. Sielanka trwała krótko - pewnego dnia jej „marynarz” niespodziewanie powrócił i nasze kontakty zrobiły się bardzo oficjalne. Gniazdko już sprzątał ktoś inny. Kiedy ten inny w końcu wyjechał, Ewa cicho, tak przelotnie, na klatce schodowej poinformowała mnie, że marynarz zostawił ją „przy nadziei”. I tak oto skończyła się nasza krótka, sąsiedzka fraszka i przygoda.

    Wróciłem do codziennego dnia i do zamiatania u dozorcy. Wkrótce okazało się, że Ania miała rację, jeżeli chodzi o mego „pracodawcę”. Tegoż właśnie dnia położyłem się spać trochę wcześniej. Około godz. 23 poczułem, że ktoś gładzi mnie po włosach, wchodzi do mojego łóżka, wkłada rękę w spodnie mojej piżamy. Początkowo myślałem, że to jakiś zły sen. Po chwili, w półmroku księżyca, ujrzałem dozorcę. To nie był sen! Zaczął do mnie gadać jakieś bzdury, przekonywać o czymś tam. Zerwałem się jak oparzony i natychmiast, w samej tylko piżamie, wyskoczyłem na korytarz.

    Usiadłem na schodach, nie bardzo wiedząc, co mam robić. Znów było nieprzyjemnie, ciemno, zimno. Po pół godziny drzwi mieszkania dozorcy otworzyły się i dozorca bez słowa komentarza wystawił walizkę z moimi rzeczami na zewnątrz. Ubrałem się. Przynajmniej było cieplej. Resztę nocy przekimałem na klatce schodowej.

    Rano ojciec Andrzeja, wychodząc do pracy, zauważył mnie i zapytał o powód mojego nocowania na klatce schodowej.
    Odpowiedziałem tylko, że dozorca w środku nocy wyprosił mnie z mieszkania. Nic więcej. Ojciec Andrzeja wziął mój bagaż i kazał iść z powrotem do siebie. Powiedział tylko jakieś tam słowa o niepoprawności i głupocie młodości.

    W połowie grudnia dostałem od mamy długi list z zapytaniem o to, czy mam zamiar, przyjechać do domu na święta Bożego Narodzenia. Odpowiedziałem, że oczywiście tak. Pojawiłem się w Warszawie rano w niedzielę 24.12.1967 i spotkałem się z rodzicami na Dworcu Głównym.

    Mama przywitała się ze mną bardzo czule, z łezką w oku. Skomentowała, że coś marnie wyglądam, że chyba bardzo schudłem. Po chwili zapytała: "- A gdzie twój mundur podchorążego, syneczku"?

    Zacząłem coś tam bąkać pod nosem. Niestety, nigdy nie umiałem dobrze kłamać. Mama przerwała mi w pół zdania:
    - Syneczku, kochanie, my dobrze wszystko wiemy. To, co się stało i co się teraz dzieje z Tobą.

    Osłupiałem. Z powodów oczywistych było mi niewymownie głupio.

    Okazało się, że mama, wiedziona instynktem kobiety, a do tego jeszcze nauczycielki, zaczęła podejrzewać, że coś ze mną jest nie tak. Ponieważ jednak otrzymywała moje listy z zapewnieniami, że wszystko jest OK, przez dłuższy czas mimo tych obaw i złych przeczuć wierzyła w to, co jej pisałem.

    Pewnego jednak dnia, nie wytrzymała i pojechała na WAM do Łodzi. Tak na wszelki wypadek. Bez uprzedzenia. Tam oczywiście wszystkiego, dokładnie się dowiedziała. Jako kobieta i matka zrobiła olbrzymią awanturę komendantowi oraz wszystkim moim przełożonym. Rozmawiała też z moimi kolegami. Krzyczała, nie czując respektu przed generałami; groziła złożeniem skarg, wyciągnięciem konsekwencji:

    "- Jak można było nie poinformować matki o tym, co stało się z jej niepełnoletnim dzieckiem!"

    Komendant musiał gęsto się tłumaczyć twierdząc, że nie miał wyjścia; nie wiedział, co tak naprawdę ma ze mną zrobić.
    Oczywiście musiał mnie ukarać, choćby dla przykładu. Jednak moja niepełnoletność była dla niego dużym problemem.

    Sytuacja zrobiła się bardzo niezręczna, więc w końcu, by załagodzić sprawę, przekazał mojej mamie, że komenda WAM-u, po całym tym zdarzeniu i po kilku naradach oceniła mnie jako człowieka honorowego i zdecydowała przyjąć mnie z powrotem na studia, już bez żadnego egzaminu.

    Taka wiadomość została jej przekazana na szybko. Załagodziło to gniew matki, która potem, rozmawiając z Andrzejem, ustaliła, co się ze mną dzieje. Napisała do mnie list i tak właśnie, począwszy od tej Wigilii, znowu byliśmy razem.
    Dla mnie to był najwspanialszy prezent życia, jaki dostałem na Wigilię od Św. Mikołaja.

    Potem otrzymywałem inne, różne dary losu, ale to właśnie tamten dzień, tamta Wigilia była dla mnie wyjątkowa i niezapomniana. I tak oto, na Dworcu Głównym w Warszawie, rozpoczął się kolejny etap mego życia.

    Wróciłem do swego Zalesia, wiedząc, że od października będę ponownie studentem - podchorążym WAM.

    Następne miesiące minęły jak z bicza strzelił. Trochę pracowałem, trochę studiowałem, trochę też się bawiłem.
    W domu zrobiło się nagle nieco luźniej, gdyż mój starszy brat poszedł do wojska, do służby zasadniczej, a w dodatku wuj z rodzinką wyprowadzili się do innego, przyznanego im mieszkania komunalnego.

    Ponieważ nigdy nie potrafiłem żyć bez pracy, zajęcia czy jasno określonego celu, a chciałem też mieć też trochę grosza, zacząłem pracować w sklepie z materiałami budowlanymi.

    Ojciec, zasiadając w Zarządzie Gminnej Spółdzielni, został kierownikiem tego sklepu. W tamtych czasach towary takie jak cegła, cement, blacha były tzw. „towarami reglamentowanymi”, bardzo poszukiwanymi na rynku. Wszyscy chcieli się budować lub prowadzić jakąś produkcję, wytwórczość i tych towarów potrzebowali.

    Ta praca okazała się więc dla mnie nie tylko ciekawym doświadczeniem, ale też dość intratnym zajęciem, zwłaszcza że tata dużo jeździł po kraju, zdobywał „po znajomości”, różne towary, a ja siedziałem w sklepie i handlowałem, razem z ciotką, która na szczęście zajmowała się głównie księgowością. Wszystkie ważniejsze decyzje należały więc do mnie, jako jego nieformalnego zastępcy, oczywiście po uprzednim uzgodnieniu ich z ojcem.

    W wszystko to mimo mojej niepełnoletności, o której nikt oprócz mnie zapewne nie wiedział. Nawet ojciec chyba też o niej zapomniał.
  • Tak w PRLu budowano jedność narodu..
    http://i.wp.pl/a/f/jpeg/29991/prl1serwis.jpeg
  • @tańczący z widłami
    Coś Ci kolego doradzę. Kup sobie dobry boster testosteronu, poproś lekarza o receptę na viagrę ( jak emerytura niezbyt wysoka to może takie zamienniki- tadalafil-sildenafil.pl.tl ) i od razu poczujesz się lepiej.
    Kobieta niedokochona, pozbawiona sexu zaczyna wpadać w amok sprzątania. Mężczyźni w takim stanie zaczynają zazdrościć innym i czepiają się ich życia erotycznego. Przemyśl moją radę.
  • Drobna uwaga
    „"nie ma i nie było nigdy lepszego interesu jak handel”. ”

    Owszem, handel przynosi dobre zyski, a przede wszystkim łatwe, o czym żydzi dobrze wiedzą, bo mają dwie lewe ręce do pracy, ale Autor wraz ze swoją rodzinką zarabiali nie na handlu, ale łapówkach. Duża różnica.

    80 tysięcy złotych to była bardzo duża suma pieniędzy w tamtych czasach i mam nadzieję, że po takim „zasiłku” już nigdy więcej rodzeństwo Autora nie musialo dzielić wspólnego łóżka, jak to był zmuszony robić Autor w dzieciństwie.
  • @tańczący z widłami 11:11:47
    1. Czasem sobie nie uświadamiamy własnych deficytów i warto, by ktoś nas w tym uświadomił. Po to owa korekta była.
    2. Na brak zajęcia nie narzekam, dziękuję.
    3. Edytor nie tylko p. Oparze, lecz całemu portalowi by się przydał. Z interpunkcją jest różnie, od fatalnie aż po średnio, z resztą nieco lepiej. Ortografów tu niewiele, ale błędów synktaktycznych dość dużo.

    No i na potęgę blogerzy piszą "mimo, że", choć w tym złożeniu przecinek powinien być bezwzględnie przed "mimo".
  • @tańczący z widłami 13:12:01
    ... na Youtube była zapewne dostępna wersja nieoficjalna, tzw. demo.
  • @maharaja 10:17:57
    Szanowny Panie Maharajo,

    Dziękuję bardzo za Pana uwagi.
    Ma Pan rację - być może z moją polszczyzną jest nie najlepiej. Ale cóż, większość mojego dorosłego życia, spędziłem poza granicami kraju i być może pamiętam nasz język mojej młodości - z dzieciństwa.
    Może dziś - ten język jest archaiczny, niewłaściwy, niezrozumiały.

    Powiem tylko jedno. Moim zdaniem literatura piękna jest poezją.
    Te wszystkie Pana uwagi są jak najbardziej słuszne - ale one odnoszą się do rzemiosła pisania.

    Ja nie jestem dziennikarzem ani wyrobnikiem, piszę we własnym stylu.
    Ja nie piszę też rozumem, chociaż oczywiście mój umysł - pamięcią tworzy moją biografię.
    Ja piszę swoją własną duszą - tak jak moja dusza dostrzega moje życie, przeszłość...Tak jak moja dusza patrzy na przyszłość.
    A to wszystko funkcjonuje na zewnątrz, niezależnie od rzeczywistości.

    Nic na to nie poradzę.
    Nie będę zatrudniał edytora, bo ja nie piszę podręcznika.
    Ja piszę poezję swojego własnego życia.
    I w takim stylu będę kontynuował.

    Jeżeli komuś się to nie podoba, zaakceptuję z pokorą werdykt tej osoby
    Jeżeli wszystkim to się nie spodoba - trudno. Nie będę publikował.

    Moim marzeniem jest nieprzeciętność - a jeżeli mam być taki jak każda inna osoba na tym świecie - to najlepiej jak pozostanę niemową.

    Serdeczności

    Ryszard Opara
  • @tańczący z widłami 10:41:06
    Szanowny Panie TzW

    Jakie to ma znaczenie - czy ta Pani miała na imię Ewa czy Anna.

    Czytając Pana komentarz dochodzę do wniosku, że całe życie jest zwykłą konfabulacją.

    Jakie ma znaczenie, czy kobieta z którą Pan był jest blondynką czy też nie.
    Czy miała 30 czy 50 lat.

    Dla mnie ważne jest to, że była kobietą. Dla mnie wydawała się piękną.

    Pozdrawiam
  • @maharaja 11:02:12
    Szanowny Panie Maharajo

    Dziękuję za próbę pomocy.
    Tak jak wspomniałem w poprzednim komentarzu - ja taki mam styl.

    Przykro mi, że się Panu nie podoba.

    Moim zdaniem najważniejsza jest treść. Styl jest sprawą drugorzędną.
    Jak wspomniałem - nie jestem dziennikarzem. Pisze poezję własnego życia
    A jeżeli, to co piszę jest niezgodne z dzisiejszym stylem - trudno.

    Jak by Pan ocenił Trylogię Sienkiewicza, gdyby ona była pisana dzisiaj?
    Oczywiście nie chcę siebie absolutnie porównywać do Sienkiewicza, ale moje dzieci czytając tego autora czy np. Mickiewicza - nic nie rozumiały.

    Pozdrawiam
  • @tańczący z widłami 11:07:36
    Szanowny Panie TzW,

    Nie bardzo Pan wierzy w to co piszę...
    Uważa Pan, że to wszystko konfabulacja, bzdury...

    No cóż takie są moje wspomnienia przeszłości.

    Jeżeli Pana to nudzi, mierzi albo wogóle nie interesuje - prosze nie tracić czasu na bzdury o których piszę i konfabulacje, które zmyślam.

    Przykro mi - ale cóż - takie Pana zdanie i ja to szanuję

    Pozdrawiam,

    Ryszard Opara
  • @tańczący z widłami 14:11:29
    Tak, jestem wyedukowany. Mam dwóch kolegów po ok 55 lat, mają po 6-7 kobiet i jestem czasami ich spowiednikiem. By każdą z nich należycie zadowolić muszą być po prostu mocni w tym temacie. A prawie każda mężatka, więc określony standart muszą zachować.
    Czytając Twe złośliwości jestem pewny, że Twoje przechwalanki są znacznie na wyros - widać, że masz pewne problemy z sobą. Pewnie nie możesz pogodzić się ze swą starością - stąd ta starcza złośliwość.
  • @tańczący z widłami 16:09:56
    Widzisz, w tym wypadku, to jest akurat z mojej strony opis dokumentalny.
    P. Opara pisząc biografię, sięgając 50 lat do tyłu, siłą rzeczy z pewnością neco ją fabularyzuje. To normalne , bo nie sposób po takim czasie pamiętać wszelkich szczegółów.
    Co do tych pań moich kolegów. Jest takich znacznie więcej niż można przypuszczać. Też nigdy nie możez być pewien, czy i Pani z Widłami kiedyć na takiego pana któremu nie sposób odmówić nie trafiła....
    "Dziwny jest ten świat...."
  • @tańczący z widłami 13:12:01
    Szanowny Panie TzW,

    Tak jak napisałem wyżej - tak było, takie są moje wspomnienia, refleksje.

    Pan zna całą prawdę - wie wszystko najlepiej.
    Bardzo Pana przepraszam, za konfabulacje i grafomanię.

    Uprzejmie proszę, że Pan więcej nie tracił swojego cennego czasu na moje głupoty.

    Pozdrawiam
  • @Ryszard Opara 15:50:45
    Sorry, ale muszę to napisać:

    Czym innym jest styl, a czym innym przestrzeganie zasad pisowni.

    Wie Pan, kiedy ekstrawagancja stylu (tudzież pewne nieścisłości ortograficzno-interpunkcyjne) naprawdę smakują? Gdy wszystko inne gra, pasuje i mieści się w określonych ramach, tzn. bazuje na określonych zasadach.

    Natomiast w otoczeniu anarchistycznym nikt nie jest w stanie się żadnym stylem wyróżnić. Panuje nieład.

    A w kwestii stylu:

    Treść wypowiedzi tak ma się tak do formalnej poprawności języka, jak styl ubioru do higieny. Może w ten sposób Pan pojmie, o co chodzi...

    Jeśli z taką samą niefrasobliwością merytoryczną podchodził Pan do kwestii związanych z prowadzeniem portalu, to ... współczuję wszystkim tym, którzy się w to zaangażowali.

    A szkoda, bo ciekawie Pan pisze.
    Szkoda tego uszczerbku dla treści, które w Pana wypowiedziach są zawarte. Niepotrzebnego uszczerbku.

    Zresztą p. Wojtas (jeden z bardziej rozpoznawalnych blogerów) wcale niewiele lepiej pisze, też z interpunkcją jest na bakier.

    Dla blogera język jest tym samym, czym czyste ręce dla chirurga.
    Powinien Pan tego być świadomym.
  • @maharaja 16:55:59
    Sienkiewicz i Mickiewicz pisali absolutnie poprawną polszczyzną, jeśliby ją oceniać z perspektywy ówcześnie panujących norm językowych, ba, nadawali jej ton.

    Oczywiście może Pan próbować być Salvadore Dali polskiej interpunkcji, ale to do niczego dobrego nie doprowadzi... Wałęsy i tak Pan nie przebije.
  • @maharaja 16:55:59
    No to masz Pan u mnie przechlapane od rana do wieczora, a w nocy też!!!
  • @Krzysztof J. Wojtas 17:09:24
    Nikt nie lubi lustereczka, które pokazuje prawdę.

    Gdyby nie było wartości merytorycznej w Pana wypowiedziach i wypowiedziach p. Opary, nie chciałoby mi się uświadamiać Panów o deficytach. Dla niektórych nieistotnych, dla innych dość uciążliwych.

    Tylko tyle mogę uczynić.
  • @zadziwiony 15:56:44
    „Tak, jestem wyedukowany. Mam dwóch kolegów po ok 55 lat, mają po 6-7 kobiet i jestem czasami ich spowiednikiem. By każdą z nich należycie zadowolić muszą być po prostu mocni w tym temacie. A prawie każda mężatka, więc określony standart muszą zachować.”

    A czymże Ty tutaj się przechwalasz? Jaką edukacją? Muszę Ci powiedzieć, że bardzo kiepskich masz kolegów, żeby nie powiedzieć obleśnych, powinieneś się ich wstydzić, a nie przechwalać z nimi znajomością. No ale cóż, zazwyczaj jest tak, że swój do swego ciągnie.
  • @tańczący z widłami 15:58:27
    „Bo jeżeli nie będziemy zwracać uwagi na szczegóły, które odróżniają jedną kobietę od drugiej, czyli na to, co nas do danej kobiety przyciąga, to może powinna wystarczyć nam koza.”

    Być może niektórych przyciąga do danej kobiety tylko to, czym kobiety się akurat specjalnie nie różnią, a wtedy nie stanowi róźnicy, czy to blondynka, czy brunetka i czy ma na imię Anna, czy Ewa, czy jeszcze inaczej. Po ciemku koloru włosów nie widać, a zamiast imienia zawsze można mówić „kochanie”. Zapytaj zdziwionego, on ma zapewne dobre informacje w tej kwestii, ponoć od swoich kolegów, którzy obsługują po 6- 7 kobiet jednocześnie. Nie wyobrażam sobie, żeby do każdej z nich zwracali się po imieniu.
    Kocury zwyczajowo wędrują w promieniu do 60 km i też obsługują kilka kotek i jestem święcie przekonana, że jest im serdecznie obojętne, jaki te samiczki mają kolor oczu i jakiego koloru futerko.
  • @maharaja 16:59:46
    przez ciekawość...
    pisze pan
    Oczywiście może Pan próbować być Salvadore Dali polskiej interpunkcji, ale to do niczego dobrego nie doprowadzi...

    a może powinno być:
    Oczywiście może Pan próbować być Salvadore Dali polskiej interpunkcji, ale to, do niczego dobrego nie doprowadzi...
  • Czepiacie sie Panstwo Opary o jakies przecinki i zgodnosc czasowa.
    Jakie to ma znaczenie? Fajnie sie czyta i szlus. Moj kuzyn w Kanadzie tez napisal swoja biografie w formie powiesci gdzie wystepuje wielu bohaterow a stale to jest on sam. Marcin Baraniecki, Ksiazeta Highwayu.
  • @maharaja 16:55:59
    albo tu:

    Szkoda tego uszczerbku dla treści, które w Pana wypowiedziach są zawarte. Niepotrzebnego uszczerbku.

    może należało napisać

    Szkoda tego uszczerbku dla treści, które w Pana wypowiedziach są zawarte, niepotrzebnego uszczerbku.
  • @Lotna 19:04:41
    Lotna , przestań sie czepiać. Mam po prostu odwagę powiedzieć prawdę o tym świecie. w którym wszyscy żyjecie, a który tak skrzętnie wypychacie ze swojej świadomości. Co drugie małżeństwo wokół was się rozpada, pewnie któreś z Was także po rozwodzie, - wydaje się Wam, że z jakiego to powodu? Po prostu ludzie nie mają oprócz innych spraw satysfakcji z życia erotycznego, dla większości ludzi niezwykle istotnego dla szczęśliwego związku. Jesteście w większości starzy , duchem i ciałem i zapomnieliście o normalnym życiu. Jak sądzisz, dlaczego te kobiety to robią? Bo są przeważnie nieszczęśliwe, niespełnione. Wiele kobiet 50latek nie wie co to jest sex. Nigdy w życiu małżeńskim , nie "odleciały", choć tego często pragną. Wtedy wystarczy jakaś mocniejsza sprzeczka małżeńska , trafi się odpowiedni facet, wie który guziczek nadusić, czasami kieliszek wina i nie ma sprawy.Powiedziałem, że same siebie do końca nie znacie i jest to prawda.
    Poza tym jesli już się czepiasz.... Jesteś pewna swej siostry, koleżanki jednej drugiej, męża swego , że tego nie zrobili? Ja bym ćwiartki zwykłej wódki na ich uczciwość nie postawił. Myślicie, że ludzie wyjeżdżający za granicę za chlebem, to tam jedynie w zastępstwie dłoni i wibratorów używają? Nie bądź śmieszna. Połowa małżeństw jeśli nie wyjadą razem się rozpada. Tak samo robią i mężczyźni i kobiety. Ludzie nie potrafią żyć bez dotyku. Jesteś albo taka ciemna, albo taka zakłamana, że takich spraw nie widzisz i uznajesz to co ja mówię za kompletny odlot i coś niezwykłego.
    Fakt, celowo tak kontrowersyjne sprawy na wierzch wywlekłem, by zobaczyć Waszą reakcję. I wiesz co? Ludzie prowadzący aktywne, zadowalające życie erotyczne , w zasadzie agresywnie nie reagują, na takie dyskusje. Taka reakcja jest przeważnie u ludzi po prostu niedopieszczonych, niespełnionych. Bo ten stan ich wkurza.
    Zresztą, po co tracę czas na jałowe dysputy. Mógłbym tak cały wieczór gadać.
    ps. Ja nie twierdzę, że takie postępowanie jest moralne, dobre. Wręcz przeciwnie - jest złe. Ale w dzisiejszym świecie nastawionym przede wszystkim na przyjemności, przy wyemancypowanych kobietach jest tak, że każdy tej przyjemności szuka. A pieniądze i odpowiednie słowo otwierają każdy zakamarek kobiecego ciała. Kobiety oprócz tego są praktyczne i wiedzą co dla nich dobre. I są w stanie dla statusu i wygodnego życia przymknąć na wszystko oczy. Nawet zdradę męża z własną siostrą. Wystarczy na przeprosiny luksusowy samochód.
    Wy naprawdę nie macie świadomości otaczającego świata! Ja go tylko przybliżam i o nim przy okazji mówię.
    https://www.facebook.com/marina.suhova.1848?notif_id=1539707676350500&notif_t=pymk_email
    Powiedz , po kiego licha takie kobiety przysyłają zaproszenia na FB, do nieznajomego faceta w bardzo dorosłym wieku?. Bo ja nie wiem - a właściwie przypuszczam...
    Czepiacie się Opary, za normalne zachowania młodego , wolnego mężczyzny w wieku dla którego sex jest prawie wszystkim. Czy wy kobiety wiecie , co robią Wasi kilkunastoletni synowie przed komputerem, gdy już spicie? To ja Wam powiem- brutalnie bo mnie wkurzacie. Trzepią po prostu konia. Jeśli dobrze poszukacie , to znajdziecie ślady krochmalu. Opara miał to szczęście, że juz w młodym wieku często kobiety z nim te potrzeby załatwiały.
    Kończę, bo to bez sensu.
    Panie Opara, przepraszam za dość wulgarny wpis, ale to zakłamanie i święte oburzenie ludzi mnie dobija.
  • @Oświat 20:47:02
    "Oczywiście może Pan próbować być Salvadore Dali polskiej interpunkcji, ale to, do niczego dobrego nie doprowadzi..."



    Nie sądzę. Ten przecinek po "to" musi być usunięty.
  • @AgnieszkaS 21:02:58
    Ten przecinek po "to" musi być usunięty

    niekoniecznie, raczej jak kto to odczuwa pisząc.
  • @tańczący z widłami 20:55:25
    moja uwaga była do maharaja i do tekstu jego komentarza, a nie do RO
  • @tańczący z widłami 18:49:14
    Fajnie, masz pretensje, że p. Opara nie pamięta daty i sytuacji w której zaczął nucić piosenkę, mnie się zdarza pójść do kuchni i zapomnieć po co tam właściwie poszedłem.
  • @Oświat 21:31:43
    "niekoniecznie, raczej jak kto to odczuwa pisząc."
    /Oświat/

    Tu nie ma dowolności.

    "Oczywiście może Pan próbować być Salvadore Dali polskiej interpunkcji, ale to do niczego dobrego nie doprowadzi..."


    Jest to zdanie współrzędnie złożone, co oznacza, że dwa człony zdania mogą istnieć od siebie niezależnie. "To", po którym zaproponował Pan przecinek, jest podmiotem drugiego członu. W żadnym wypadku nie wolno nam postawić przecinka po podmiocie odzielając go od reszty zdania.


    "Ale to do niczego dobrego nie doprowadzi."

    Można to inaczej zapisać:

    Ale bycie Salvadorem Dali polskiej interpunkcji do niczego dobrego nie doprowadzi.
  • @tańczący z widłami 21:23:45
    Jestem na emeryturze ( normalnej -dybym był młody , to uważał bym wytykanie wieku za niestosowne.) - obrońco cnoty niewieściej. Ty nie wiesz o czym mówisz. Znacznie częściej kobiety traktują mężczyzn przedmiotowo, nawet wychodząc za nich za mąż. Poza tym pewnie alzhejmer już Ci dolega, bo nie pamięta wół, jak cielęciem był. No. może jesteś wyjątkiem i grzeczniutko czekałeś, broń boże nie dotykałeś przed ślubem, a o innej nawet nie pomyślałeś.
    O ile nie jesteś starym kawalerem, bo na takiego mi zalatujesz...
    Poza tym Opara potraktował trzydziestolatkę przedmiotowo, czy może ona jego zapraszając w swe progi? A może po prostu oboje zrobili sobie dobrze i nikt nikogo nie wykorzystał. Nie przyszło Ci to głowy? Znaczy wyobraźni Ci brak.
  • @zadziwiony 22:07:17
    A co wy wchodzicie w takie pikantne szczegóły?
    Ryszard jest wyjątkowo jurnym facetem. Gwarantuje że to prawda.
  • @zadziwiony 20:54:22
    Zgadza sie. Jest bardzo duzo potrzebowskich kobiet. Kolega moj pojechal na 6 miesiecy do jakiejs fabryki w Des Moines ,Iowa na inzynierski kontrakt. Miasto 200 tys wsrod kukurydzy. Dostal pokoj z kuchenka w dobrym hotelu z barem i restauracja. W tym barze hotelowym zawsze byla co najmniej 1 rozwodka. Kobiety bily sie o niego choc przystojny nie byl ale elegancki, grzeczny, wygladajacy na million baksow. Od czasu do czasu opowiadal mi rozne odcinki tego pobytu w Des Moines.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 22:26:42
    Taka deklaracja, to albo "zastępowanie" ma utaić, albo RO i na tobie swe chuci wyładowywał.

    No, nie wypada tak wchodzić w z takimi uwagami.
  • @staszek kieliszek 22:27:54
    Klasa szyku:
    mężczyzna,
    Przystojny mężczyzna,
    milion baksów.

    Ależ wy tam w Amerykanowie macie porąbane. Tam chyba i dowcipów TzW by nie zrozumieli.
  • @Krzysztof J. Wojtas 22:55:55
    Nie jestem, az tak oczytany. Co to jest TzW?
  • @Krzysztof J. Wojtas 22:53:18
    To nie moja wina ze nie potrafisz czytać ze zrozumieniem...
  • @zadziwiony 20:54:22
    Ach, to ja jestem śmieszna? A może Ty, skoro nawet nie rozumiesz o czym mowa, bo na pewno nie o ilości zdrad małżeńskich .

    A jeśli już jesteśmy przy zdradach małżeńskich, o których mnie tutaj pouczasz, to nie są one równoznaczne z satyryzmem, na który cierpią Twoi koledzy. Ani to zdrowe, ani normalne, ani bezpieczne.

    „Ludzie prowadzący aktywne, zadowalające życie erotyczne , w zasadzie agresywnie nie reagują, na takie dyskusje.
    (...)
    Panie Opara, przepraszam za dość wulgarny wpis, ale to zakłamanie i święte oburzenie ludzi mnie dobija.”

    No więc, kto tutaj zareagował agresywnie, Ja? Bo wygląda na to, że to Ty zareagowałeś agresją i wulgaryzmami, które dokładnie świadczą o Twoim (i Twoich kolegów) stosunku do kobiet.
  • @tańczący z widłami 11:07:36
    Szanowny Panie TzW,

    Pan oczywiście wszystko lepiej wie - i wszystko co Panu nie pasuje - uważa Pan za moje konfabulacje.

    Pana rzecz - ja piszę tak jak było i tak jak to pamiętam...a to było parę lat temu.

    U dozorcy w sumie nocowałem może ze 2-3 tygodnie, zresztą on też nie zawsze bywał w domu...

    Odnośnie korespondencji - nie wiem jak jest w wojsku - ale u nas na WAM było 6 kursów (roczników); każdy miał swój trzypiętrowy budynek

    Korespondencja rzeczywiście przychodziła na Dyżurkę, gdzie podoficer dyżurny rozdzielał ją na roczniki, budynki -
    Moją korespondencję odbierał mój kolega i przesyłał do mnie.

    Nie wiem jak jest w służbie zasadniczej ale na WAM było w sumie kilka tysięcy osób. Nie wiem...
    Być może nie skreślono mnie z listy?
    Być może już wtedy podjęto decyzje o przyjęciu mnie z powrotem?

    Było dokładnie tak jak napisałem, po co miałbym tu konfabulować?

    Zresztą to w sumie było kilka listów.
    Okres który byłem poza WAM i domem to w sumie ok 7 tyg.

    Ale...
    Nie wiem właściwie po co to wszystko piszę.
    Pan lepiej zna mój życiorys.

    Pozdrawiam
  • @zadziwiony 10:18:33
    Szanowny Panie,

    Ma Pan absolutną rację: forsa to największy afrodyzjak - przynajmniej dla kobiet. I w Australii i w Polsce - na całym świecie.

    Miałem w swoim życiu wiele takich przypadków, kiedy dzwoniły do mnie znajome kobiety z prośbą abym je poznał z... jakimś bardzo zamożnym mężczyzną... a ja znałem ich wielu...

    Ostatnio właśnie zadzwoniła pani (około 50 lat) mówiąc:
    "Ryszard widziałam Cię ostatnio z JP, bardzo Cię proszę poznaj mnie z nim chciałabym bardzo go poznać"
    Pytam po co? Ona na to..."no wiesz to bardzo zamożny facet"
    Odpowiadam...ale JP ma osiemdziesiąt parę lat...
    Ona na to: nieważne, ważne, że ma kasę...
    Mówię...ale on ma przyjaciółkę...
    Ona na to: mnie to nie przeszkadza...

    Niestety w takim świecie żyjemy. Najważniejszy jest pieniądz.

    Chociaż dla mężczyzn być może największym afrodyzjakiem jest władza.

    Pozdrawiam
  • @tańczący z widłami 10:41:06
    Dla wyjaśnienia - Nieznajoma z Bydgoszczy miała na imię Anna.

    Być może pomyliłem się, proszę zrozumieć, że wiele się rzeczy w moim życiu zdarzyło a i mnóstwo pomyłek też.

    Myślę, że pewne rzeczy też należy pominąć milczeniem.

    Pozdrawiam
  • @maharaja 16:55:59
    Szanowny Panie Maharajo,

    Jeszcze raz dziękuję za uwagi.

    Ma Pan absolutną rację.
    Czym innym jest styl a czym innym przestrzeganie pisowni.

    Ale raz jeszcze - ja nie piszę podręcznika i często nie stosuję się do zasad.
    Uważam, że zasady w pewnym sensie ograniczają wyobraźnie i duchowość

    Ja piszę, bo czuję taką potrzebę; piszę głównie swoją własną duszą a nie rozumem. Chociaż oczywiście rozum i pamięć odgrywa podstawową rolę w jakiejkolwiek twórczości.

    Odnośnie chirurga - najważniejszym jest to co on potrafi, co on jest w stanie wykonać swoimi rękoma - a nie to czy one są czyste.

    A świadomość - jest niewielką częścią istnienia. (kilka procent).
    Najważniejsza jest podświadomość - ona nie stosuje żadnych logicznych zasad - kierując się instynktem życia.

    Pozdrawiam

    Ryszard Opara
  • @tańczący z widłami 18:49:14
    Szanowny Panie TzW,

    Pamiętam doskonale.
    Słuchałem różnych piosenek Niemena m.in - "Wspomnienie" - w 1967r.

    Ale po Pana komentarzu, zacząłem podejrzewać, że może coś ze mną już nie tak... Sprawdziłem w Internecie.
    Płyta Niemena "Dziwny jest ten Świat" - na której była właśnie ta piosenka była wypuszczona w 1967 roku.

    Niech Pan sprawdzi w Internecie - jak Pan mi nie wierzy.

    Być może, każdy człowiek z czasem traci pamięć - ale są takie rzeczy, których człowiek nigdy nie zapomina.

    Uprzejmie proszę aby Pan mi nie wmawiał rozmaitych konfabulacji.
    Czytają to różne osoby...

    Jak wspomniałem poprzednio, jeżeli Pan uważa, że moja biografia jest niezgodna z prawdą, niech Pan nie traci na to czasu.

    Z wyrazami szacunku

    R Opara
  • @Lotna 14:28:42
    Szanowna Pani,

    Jeżeli będziemy traktować sprawę w ten sposób - właściwie cały handel opiera się na "łapówkach".
    No bo czym jest "prowizja" na towarze, który sklep sprzedaje. Łapówką?

    Handlowiec kupuje towar za powiedzmy 100zł - sprzedaje za 200zł.
    Oczywiście z zysku, trzeba opłacić koszty, pensje - ale handel robi się dla zysku.

    Czy lekarz albo np. prawnik, biorąc olbrzymie wynagrodzenie za swoje usługi - jest handlowcem czy łapówkarzem. Przecież robi to dla zysku.

    W latach sześćdziesiątych - właściwie niczego nie można było kupić w sklepie - zwłaszcza np. jeżeli chodzi o towary budowlane.
    A ludzie chceli budować domy - aby gdzieś mieszkać.

    Czy to co ja wtedy zrobiłem - było łapówką. Ja nie prosiłem tego Pana o pieniądze - obiecując mu coś tam.
    On w sumie mi te pieniądze dał - jako prezent.

    Czy prezent jest łapówką? Czy dając kobiecie kwiaty - z jakiejś okazji - próbujemy ją przekupić?

    Moim zdaniem łapówka jest zjawiskiem absolutnie nagannym - ale taką mieliśmy wtedy rzeczywistość. Taki mieliśmy system.
    Gdyby mój ojciec nie miał zdolności "załatwiania" rozmaitych rzeczy - ten sklep nie miałby właściwie wogóle żadnego towaru.
    A dzięki ojcu - wiele osób zbudowało domy.
    Ja nie uważam, ze mój ojciec był łapówkarzem.

    Tak naprawdę łapówkarstwa nie ma tylko chyba w krajach zamożnych - takich jak np Szawjcaria, Australia. Ludzie po prostu nie potrzebują - nie są zmuszeni przez życie do takich działań.

    Wiem, że zapewne Pani i wiele ludzi ma inne zdanie, ale...

    Ukłony

    Ryszard Opara
  • @Ryszard Opara 03:12:50
    No i sam Pan widzi w co sie wkopal. Byc slawnym, medialnym to sam klopot. Jest sie na otwartym polu na wszelkiego rodzaju oszczerstwa, krytyke. Nikt nie chce pomoc ale chce zniszczyc. Pisalem juz wielokrotnie jak boksera Mariana Kasprzyka podchodzily osilki w knajpie jak byl pijany a on lamal im szczeki ku ich zdziwieniu.
    Dzieki za dobry odcinek. Niech sie Pan nie spieszy z tymi odcinkami, niech starczy na dluzej. A jak znajdzie sie Pan nie daj Boze w Chicago to ja zyje 1 1/2 godziny na zachod jazdy samochodem. Mam tu spora rodzine polskich krewnych, polskich Franciszkanow (4), polski kosciolek, kilkaset dusz. Zwyczajnosc jak najbardziej ale stejki mamy grube na poltora cala i siedzimy przy ognisku do 3 nad ranem.
  • @tańczący z widłami 15:07:50
    Szanowny Panie TzW,

    Kolejna korekta.
    Szybę wybito nam w 1960 roku; wtedy miałem 10 lat - mój ojciec pracował w szkole.

    W sklepie pracowaliśmy razem 7 lat potem.

    Odnośnie innych spraw - napisałem wyjaśnienia, swoje zdanie powyżej.

    Tak jak wspomniałem, żyliśmy wtedy w zupełnie innej rzeczywistości.
    Czy mieliśmy jakiś wybór? Nie wiem - być może on był.

    Natomiast ja w swojej biografii, chcę, muszę pisać prawdę - taką jaka ona wówczas była - taką jaką pamiętam.
    Ja nie twierdzę, że byłem aniołem, czy mój ojciec robił dobrze czy źle.

    Piszę tak jak było.

    A czy np. żołnierz na wojnie - zabijając innego człowieka robi dobrze, właściwie. On robi to w obronie własnej...a przecież to jest morderstwo.

    Czy zabijanie ludzi, w jakiejkolwiek sytuacji może być usprawiedliwione
    - a przecież to się dzieje cały czas w historii świata.
    Zwycięscy mają rację - są bohaterami.
    Przegrani - idą do więzienia - albo w niewolę.

    Czy zabijanie zwierząt w rzeźni - dla pieniędzy, dla żarcia - jest czynem
    godnym człowieka...

    Wiele jest podobnych dylematów naszego życia, istnienia.

    Pozdrawiam
  • @Ryszard Opara 03:52:26
    Takich dylematow mam dziennie wiele. Ta niewiadoma po smierci przeraza. Czlowiek odmawia rozne rozance, trzyma rozne obrazki swiete, oglada rozne rozwiazania na tubie, spowiada sie ksiedzu ale nieustannie grzeszy. Wariacji mozna dostac na tej Ziemi. Teraz wstawmy sie w kogos , ktorego wyslano na wojne i czlowieka musial zabic.Temu to sie dopiero pod czerepem gotuje. Z drugiej strony , wyjsc jak jest cieplo na dworze i ptaszki lataja. Jestesmy nagle w raju. Zagatka naszego istnienia.
  • @Ryszard Opara 03:40:06
    Szanowny Panie,


    Oczywiście, że Pan osobiście nie wziął łapówki, Pan dostał prezent, z którym, jak Pan sam przyznał, nie bardzo wiedział, co zrobić. Po prostu w swojej niewinności i naiwności oznajmił Pan oficjalnie obowiązującą cenę drutu, co dający łapówkę „Ktoś” przyjął jako pertraktację wysokości łapówki. Zwykle nieporozumienie, ale tylko w Pańskim przypadku.

    Widzę jednak, że wkraczamy na niebezpieczne grunty relatywizmu moralnego. Jeśli ktoś kradnie - jest złodziejem, jeśli zabija - jest mordercą, jeśli bierze łapówki- jest nazywany łapówkarzem. Oczywiście, nie mówię tutaj o Panu. Nawiązując do Pańskiego pytania w innym komentarzu: wybór mamy zawsze, nawet w najbardziej nieprzyjaznej, najbardziej tragicznej sytuacji. Po to dał nam Bóg wolną wolę, abyśmy z niej korzystali. „My” to znaczy my wszyscy, nasi najbliźsi również.

    Oczywiście, że światem, niestety, rządzi pieniądz. Światem, który jest przewrócony na głowie, bo żadna marża czy prowizja nie nie powinna być stokrotnie większa, a przecież tak się dzieje. Przykładem wynagrodzenie Chńczyka, który szyje podkoszulek w ciągu kilkunastu sekund, a zarabia mniej niż dolara dziennie, podczas gdy ten podkoszulek jest sprzedawany za 60 dolarów. Owszem, to jest handel i nawet legalny, ale czy jest uczciwy? Nie, to jest zwykle złodziejstwo żerujące na niewolniczej pracy.

    Podobnie, żadna praca, ani żadne wykształcenie nie jest warte ogromnych apanaży, jakie otrzymują prawnicy, lekarze, o wszelkich prezesach i dyrektorach nie mówiąc. Zanim nastąpiła globalizacja, Europa i Ameryka miały trudnosci zsynchronizowania płac, bo w Europie obowiązywała zasada, ze najwyższe wynagrodzenie w danym zakładzie nie może być wyższe więcej niż 10 razy od najniższego, podczas gdy w USA te różnice były niebotyczne.

    Ani wykształcenie, ani porady prawnika, któremu często trzeba powiedzieć, co ma robić - a takich jest większość - nie zasługuje na trzydziestokrotne i więcej, wynagrodzenie jego klienta. Ani wykształcenie, ani wiedza konowała wypisującego recepty według dyktatu wielkiej farmy, nie zasługują na ich wysokie wynagrodzenia. Podobnie, rektor mojej Alma mater nie zasługuje na wynagrodzenie wyższe niż otrzymuje premier prowincji (który mało nie zarabia), a takie absurdy dzieją się na porządku dziennym. Absurdy, które są po prostu zwykłym złodziejstwem.

    Kim są Chińczycy, którzy niebotycznie podwyższają ceny domów w Kanadzie, USA i innych krajach, czy to są ci Chińczycy szyjący podkoszulki w zastraszającym, nieludzkim tempie? Nie, to są do szpiku kości skorumpowani aparatczycy i wszyscy ci, którzy mieli „dojścia”, dzięki czemu wzbogacili się na krwawicy swoich ziomków; to są ludzie, którzy powinni być zamykani w więzieniach, a nie przyjmowani z otwartymi rękoma, co by mogli wyprać swoje brudne pieniądze na zachodzie.

    Oczywiście, łatwiej jest żyć tym, którzy się „przstosowują do realiów” - globalizmu, kapitalizmu, socjalizmu, PRLu, czy jakiegokolwiek innego systemu. Wiadomo również, że byt kształtuje świadomość, przynajmniej do pewnego stopnia i chcąc nie chcąc, w pewnym stopniu jesteśmy przez dane realia formowani. Jako ludzie dojrzali, świadomi i myślący powinniśmy jednak umieć zdawać sobie z tego sprawę, spojrzeć prawdzie w oczy i wziąć odpowiedzialność za nasze czyny, zweryfikować i należycie ocenić nasze i innych postępowanie.

    Podkreślał Pan, ze czuje, że ma do spełnienia misję. Zastanawiam się, jak można starać się zmienić świat - bo przecież na tym polega misja - nie zaczynając od siebie, od własnego podwórka?
    Wydawało mi się, że rachunki sumienia w wieku bardzo dojrzałym mają taki właśnie cel, podobnie jak pisanie autobiografii, ale widocznie się myliłam.

    Łączę pozdrowienia z Kanady,
  • @staszek kieliszek 05:37:52
    Każdy sądzi po sobie, nieprawdaż?

    Staszek kieliszek twierdzi, że „w PRLu wszyscy wszystko kradli” i że „Czlowiek odmawia rozne rozance, trzyma rozne obrazki swiete, oglada rozne rozwiazania na tubie, spowiada sie ksiedzu ale nieustannie grzeszy.”

    Podejrzewam, że „człowiek”, a z pewnością znakomita większość tych biegających na msze, trzymających różne święte obrazki i spowiadających się księdzu, robi to wszystko właśnie po to, aby w spokoju sumienia móc nieustannie grzeszyć. W PRLu też się spowiadali, najwidoczniej mieli z czego.

    „Najbardziej pobożni są ci, którzy nigdy nie chodzą do kościoła”. Nie jest to moje zdanie, a zdanie z powieści pewnego francuskiego pisarza, którego nazwiska nie pamiętam.
  • Oświat
    "... jak kto odczuwa interpunkcję"

    No nie mogę.

    Ktoś tu albo nie przeszedł etapu wyżycia się w młodości, że obecnie w anarchistyczny kult podświadomości wpada, albo z tego etapu nie wyszedł.

    Szkoda, że nie żyjemy wg tego, jak odczuwamy normy regulujące ruch drogowy, grę w szachy czy sposób regulowania należności pieniężnych. Byłoby ciekawie.

    Był taki jeden, geniusz, który ponoć miał intuicję. Na imię miał Lech Wałęsa. Tylko że były czasy, w których ta intuicja mogła być jakimś tam drogowskazem.

    Nieco później (tj. w czasach, w których już trzeba było ponieść odpowiedzialność za własne słowa), skończył marnie, z 1% w wyborach z 2000 r., a obecnie lewituje w obszarach politycznego niebytu, próbując za wszelką cenę zaistnieć i raz do roku urządzając przyjęcia na Polance dla mecenasa Marcina Matczaka i podobnych.

    Dziś się próbuje z niego zrobić symbol - tylko tyle z tej jego intuicji pozostało.
  • @tańczący z widłami 09:55:51
    Szanowny Panie TzW,

    Płyta Niemena "Dziwny jest ten świat" - wraz z piosenką "Wspomnienia"
    została wydana w 1967 roku. Niech Pan sprawdzi w internecie.

    Wybaczy Pan, ale więcej nie bedę z Panem dyskutował o głupotach.

    Jak Panu wspomniałem, jeżeli Pan uważa, że konfabuluję i opowiadam głupoty, nieprawde - bardzo proszę więcej mojej biografii nie czytać.
    Po co Pan będzie tracił swój cenny czas.

    Pozdrawiam
  • @Ryszard Opara 02:42:45
    Panie Ryszardzie, tak to jest uświadomić ludzim prawdę. Lotna ładnie opisuje świat , jakiego by chciała. Ja też bym takiego chciał. Tyle , że nasze chciejstwo niwiele ma wspólnego z rzeczywistością i naturą człowieka jaką został obdarzony w akcie stworzenia. Nie jesteśmy jako ludzie monogamostami. W odpowiednich warunkach, a jakie one są my obaj wiemy, możemy się stać bez problemu poligamistami. Osobiście , uważam, że wyczyny moich kolegów to nic dobrego, jest to nieetyczne i niemoralne. Ale nie zawsze mężczyźni są temu winni. Wystarczy średni status, dobre ubranie , aktualnie produkowany model A6 i to kobiety nie dają facetom spokoju. A który facet ma tyle siły , by wypchnąć z łóżka piękną kobietę? Znając życie i środowisko znacznie uboższe od pańskiego statusu materialnego jestem pewien, że gdyby wpuścił Pan do łóżka choć 1/4 kobiet które się wpraszały, to dzisiaj z wycieńczenia już by Pan nie żył. Takie jest życie. Wielkie pieniądze mieszają ludziom w głowach w wielu płaszczyznach, bo po prostu inni którzy ich nie mają zrobią wszystko , by ich cząstkę wydłubać dla siebie.
    Nie zawsze jednalk trzeba te pieniądze mieć , by korzystać z uroku kobiet. Wspominając moje młode lata i mojego kolegę - ani to przystojny, ani dobrze ubrany, ani bogaty - ale za to obdarzony kunsztem językowym. Przy pomocy słowa potrafił wciągnąć do łózka każdą kobietę, nad którą miał przewagę intelektualną. Dlatego twierdzę , że mowa jest najprostszym językiem do programowania, w tym przypadku ludzi.
    Uważam też , że kierunek w jakim zmierza świat , także w sferze erotycznej, jest jeden - upadek tej cywilizacji.

    Powiada Pan , że dla mężczyzn największym afrodyzjakiem jest władza. Z pewnościa tak jest. Bo władza daje i pieniądze i dostęp do najatrakcyjniejszych kobiet. Wystarczy wspomnieć na naszym podwórku JKM, Glińskiego, czy też M.Kondrata. Stare za przeproszeniem dziady (Takie jak my ha!ha!), a do woli korzystają z uroków młodych małzonek.. Jak sięgam pamięcią, to zawsze znani spotowcy, nawet lokalni, "prywaciarze za PRL, artyści i politycy mieli największe wzięcie u kobiet. I zawsze było tak samo. Dzisiaj, że względu na rozwarstwienie społeczne, to parcie na kasę jest jeszcze większe, bo ona niestey rządzi światem. I żadne oburzenie naszych adwersarzy tego nie zmieni
    Jeszcze raz powtarzam- dla zarzucających mi rożne niecne rzeczy. Ja tego nie popieram i uważam za złe, ale naprawdę nie oczekujcie od faceta , że wykopie z łózka atrakcyjną kobietę która sama i z wielką chęcią do niego weszła. Była by jego największym wrogiem.
    Jest taka fajna piosenka .
    https://www.youtube.com/watch?v=iAc6Qr_sAXw

    Ciągle chodzę w te same miejsca
    bo gdzie indziej miałbym być
    ja nie szukam, ja wszystko mam
    teraz trzymam to w rękach
    bo nie chcę wypuścić już nic

    nie chcę przygód
    ja ciebie mam, ciebie mam
    największą przygodę jaką zesłał mi Pan (Alleluja, Amen, Heja)

    ja się nie nudzę, ja się tobą nie nudzę
    codziennie od nowa cię kocham, no kocham
    więc chodź, weź no chodź

    weź nie pytaj, weź się przytul
    weź tu ze mną, weź tu bądź
    weź nie młodniej
    weź się starzej
    razem ze mną idź krok w krok
    /2x

    nie chcę wolności
    chcę miłości, miłości
    wolności ja nie chcę, miłości tak dużo mi daj, weź no daj

    nie chcę w spokoju
    chcę we dwoje
    chcę się wściekać o bzdury, ja wszystko to, wszystko chcę mieć

    nie chcę żyć polityką
    kiedy tłumy na mieście
    ja córkom zrobię jeść (warzywka jedz)
    nic nie muszę,
    ja wszystko mam, wszystko mam
    i ciebie, i małe, i więcej nie muszę już nic

    weź nie pytaj, weź się przytul
    weź tu ze mną, weź tu bądź
    weź nie młodniej
    weź się starzej
    razem ze mną idź krok w krok
    /x2

    kiedy stuknie mi 50 lat
    wkoło fury i bzdury
    dziewczyny do mnie eh i ach
    ty wołaj mnie
    zawołaj mnie, zawołaj mnie

    weź nie świruj, weź się przytul
    weź tu przytul mnie, weź tu trwaj
    weź nie młodniej
    weź się starzej
    razem ze mną
    razem ze mną zawsze bądź
    weź nie pytaj, weź się przytul
    weź tu ze mną, weź tu bądź
    weź nie młodniej
    weź się starzej
    razem ze mną, razem ze mną
    no weź / x4

    Każdy by tak chciał jak w tej piosence, tyle że życie jest brutalne i tylko nielicznym jest to dane....i często mamy niewielki wpływ na to co się wokól nas dzieje.
  • @tańczący z widłami 11:44:54
    Ty z Lotną opisujesz marzenia, a Ja i R.Opara życie- ułomne ale prawdziwe od tysiącleci po takiej samej drodze się toczące. Macie siłę? Zmieńcie ją.
    Do tego przekraczasz pewne granice będąc gościem w czyimś domu....
  • @tańczący z widłami 11:44:54
    "Mnie bliżej jest do cech zawartych w opisywanej przez szanownego blogera Wojtasa Cywilizacji Polskiej : uczciwość, prawda i sprawiedliwość"

    Krowa która głośno ryczy, mało mleka daje. Jak ktoś za dużo pokrzykuje o uczciwości i honorze, należy łapać się za portfel.
  • @Lotna 08:09:03
    Szanowna Pani,

    Napisała Pani długi ciekawy, bardzo interesujący komentarz.

    Z większością rzeczy absolutnie się zgadzam, a w pozostałych sprawach nie będę wchodził w polemikę - przynajmniej narazie.

    Moim zdaniem, moje życie tak się układało; taka była "Wola Pana Boga" abym mógł dobrze poznać wszystkie aspekty obecnej rzeczywistości.

    Wszystko po to aby właściwie sformułować swoją własną "Misję Życia", której głównym przesłaniem jest "Pomagać innym ludziom".
    Być może się mylę - ale kto próbuje, moim zdaniem nie może błądzić i ma duże szanse wykonać wyznaczone zadanie.

    Jak wspomniałem moją misją życia - jest pomagać innym ludziom.
    Ponieważ jestem z wykształcenia, powołania i zamiłowania lekarzem, chcę to wszystko zrobić poprzez ten kanał.

    Medycyna Cybernetyczna - to moje zadanie i chciałbym to wprowadzić na całym swiecie - jako podstawową zasadę diagnostyki, profilaktyki oraz terapii.
    Wydaje się, że jestem na dobrej drodze - najbliższa przyszłość pokaże.

    Nie będę narazie wchodził w szczegóły, pisze na ten temat też książkę - pt. "Pande Monium". Niestety na razie po angielsku, ale przetłumaczę.

    Przesyłam Ukłony i Pozdrawiam z Australii

    Ryszard Opara

    PS. Będę kontynuował swoją biografię w odcinkach, chociaż widzę, że wywołuje ona sporo kontrowersji. No cóż, muszę pisać prawdę...
  • @tańczący z widłami 14:34:31
    Na piersiach kobiecych , kolego z widłami, na piersiach , a nie na wymionach!
    Oj, zazdrośniku!!!!
    Jestem ciekaw czy Lotna się obrazi na takie dictum o kobietach.
  • @tańczący z widłami 14:34:31
    Z mojego doświadczenia ci co dużo mówią o uczciwości są kanciarzami. Ci co pysznią się swoim patriotyzmem są wyrachowanymi egoistami. Ci co tropią niemoralność seksualną są rozpustnikami. Ci co popisują się swoją pobożnością wcale Bogiem się nie przejmują.

    Pan Jezus nazywał faryzeuszy plemieniem żmijowym i porównywał ich do pobielanych grobów.

    "Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę [pochwałe od ludzi]. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie."

    "Dwóch ludzi weszło do świątyni, aby się modlić: jeden faryzeusz, a drugi celnik.
    Faryzeusz stanął i tak sobie pochlebiał modlitwą: Boże, dziękuję ci, że nie jestem jak pozostali ludzie: zdziercy, oszuści, cudzołożnicy czy choćby jak ten oto celnik [kolaborant z okupantem].
    Poszczę dwa razy w tygodniu, oddaję dziesiątą część wszystkich moich przychodów.
    Celnik zaś stanął daleko i nie śmiał nawet oczu podnieść ku niebu, lecz bił się w pierś i mówił: Boże, okaż miłosierdzie mnie, największemu z grzeszników.
    Mówię wam: Ten właśnie poszedł do domu usprawiedliwiony, a nie tamten. Bo każdy, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony."
  • @tańczący z widłami 15:35:27
    Nie rżnij głupa !
    Zresztą Twoja opinia o mnie jest mi zupełnie obojętna. Wiesz, tańcżący, trzeba być co nieco oblatany w tych sprawach, by o nich dyskutować. Ja z niejednego pieca chleb jadłem, Ty przy jednej piekarni o ile wogóle żeś tej potrawy kosztował - więc dalsza dyskusja w tym temacie jest zupełnie jałowa i zaśmieca ten blog. Dzięki za wymianę poglądów. Trzymaj się!
  • @zadziwiony 16:21:35
    „Ty przy jednej piekarni o ile wogóle żeś tej potrawy kosztował - więc dalsza dyskusja w tym temacie jest zupełnie jałowa i zaśmieca ten blog.”

    Sam napisałeś niejedno zdanie zaśmiecającyce ten blog. Poza tym, że jesteś nudny i monotematyczny, gardzisz TzW, który - jak zakładamy- jest wierny jednej kobiecie, a rozpływasz się nad swoimi obleśnymi kolegami, którzy cierpią na satyryzm (odpowiednik nimfomanii u kobiet), bo trudno inaczej nazwać współżycie płciowe z kilkoma kobietami na raz. (Na dodatek zrzucając często winę na te kobiety, bo bardzo jestem ciekawa, gdyby któryś z tych panów oznajmił swojej kochance, że ma już 5 innych, czy faktycznie by chciała zostać szóstą.)

    Guzik prawda, że chcesz takiego świata, jaki ja rzekomo opisuję (znowu się kłania umiejętność czytania ze zrozumieniem); Ty robisz wszystko, aby usprawiedliwić swoje i innych postępowanie, zrzucając winę na naturę, okoliczności, system, cokolwiek czy kogokolwiek, byle we własnym przeświadczeniu pozbyć się odpowiedzialności. Nikt nie jest idealny i nie o to w życiu chodzi, ale to nie jest jednoznaczne z usprawiedliwieniem każdego draństwa.
  • @zadziwiony 15:08:16
    Lotna się nie obrazi, bo umie czytać ze zrozumieniem i wie, że to nie było o kobietach.
    Do głowy by mi nie przyszło, że można to skojarzyć z kobietami. A jednak.
  • @Ryszard Opara 13:43:20
    Panie Ryszardzie, czekam z niecierpliwością na kolejne części Pańskiej biografii. Fakt, że wywołuje ona takie reakcje tym lepiej o niej świadczy!
  • @Lotna 17:39:24
    A wy kobiety w znacznej części jesteście po prostu naiwne.
    Tańczącemu prawdopodobnie żona, o ile ją ma monitoruje tę dyskusję.
    Ponieważ, mimo wszystko Cię lubię, kończę ten komentarz, bo wyleciał bym jeszcze z faktami po których do Wszystkich Świętych nie przyszła byś do siebie.
    Pozdrawiam i miłego wieczoru życzę.
  • @RobertGrunholz 18:59:54
    Cześć Robert. Widzę, że odwiedziłeś stare miejsce. Wiesz, nie czytaj tego co ludziska tutaj wypisują, boś młody jeszcze i stare pryki Cię popsują. Pomyślisz jeszcze, że można seks bez ślubu uprawiać...
  • @Lotna 17:39:24
    Jeszcze tylko wyjaśnienie, bo wyciągasz niewłaściwe wnioski. W żadnym razie nie nie gardzę TZW ,(nawet go podziwiam), a jedynie mówię, że nie zna się na kobietach. Do licha, jak można się znać na tak skomplikowanym mechanizmie, mając tylko jedną.
  • @zadziwiony 21:04:49
    Dobry wieczór! Zachęcono mnie do powrotu na ,,stare śmieci'', można powiedzieć...
  • @RobertGrunholz 21:48:03
    I dobrze że wróciłeś. Bardzo mało młodych ludzi wykazuje zainteresowanie polityką na Twoim poziomie. Szczerze mówiąc zdecydowana większość starych też Ci nie dorównuje.
  • @zadziwiony 21:29:48
    TzW to typowy poznański skorpion; nawet jak mu się coś pozytywnego napisze, to i tak ukąsi.
    (Żabę też na środku rzeki ukąsi, aby tylko wykazać się swymi cechami.)
    Do tego skorpiony są inteligentne złośliwe i jurne, ale nie są w stanie utrzymać związków, stąd żyją wspomnieniami. Mniej kumaci(-te) sądzą, że to stałość w uczuciach, a to tylko z marzeń o takich związkach.
    Ja stawiam 5 PLN na to, że TzW jest zodiakalnym skorpionem.

    PS. Skorpion i baran to najbardziej wojownicze znaki; nie przepuszczą żadnej okazji do bitki.
    Tylko przed wagą, jeśli ta się wkurzy, obaj razem chowają się do mysiej nory.

    Jam ci jest waga. Nie wkurzajcie mnie.;-)))
  • @Krzysztof J. Wojtas 22:36:40
    "Tylko przed wagą, jeśli ta się wkurzy, obaj razem chowają się do mysiej nory."


    Potwierdzam. Widziałam to już kilkakrotnie w moim życiu. Nie radzę również lekceważyć zoodiakalnych raków, bo też potrafią przyciąć szczypcami:))
  • @RobertGrunholz 18:59:54
    Witam Robercie,

    Naprawdę miło mi, że wróciłeś.
    Zawsze bardzo cenniłem Twoje artykuły. Nie mogłem wprost uwierzyć, że jesteś taki młody i tak dobrze poukładany

    Wybacz, że zwracam się do Ciebie na Ty - ale mam sześcioro dzieci - (trzy dziewczynki i trzech chłopców) - większość starsza od Ciebie.

    Miło mi też, że czytasz moją biografię i jak wnioskuję jest dla Ciebie interesująca.

    Dziś opublikuję kolejny odcinek - a w sumie będzie ich ok setki.
    No cóż, miałem długie ciekawe życie, chociaż nie wszystko jest jeszcze do końca napisane...

    Pozdrawiam ze słonecznej Australii

    Ryszard Opara
  • @AgnieszkaS 22:52:17
    Szanowna Pani Agnieszko,

    Ja jestem zodiakalnym rakiem i chyba nie jestem aż tak bardzo złośliwy albo jak Pani mówi "uszczypliwy".
    Wydaje mi się jest wprost przeciwnie...kocham wodę, ciszę i spokój.

    Być może dlatego, że jestem rakiem - zostałem też lekarzem,
    a nie muzykiem.

    Natomiast według kalendarza chińskiego - jestem Tygrysem.
    Nie wiem jakie to ma znaczenie - w życiu, na codzień.

    Ukłony

    Ryszard Opara
  • @Ryszard Opara 01:59:19
    Ja tylko tak sobie z Pana zażartowałam. Ja również jestem rakiem. Pan jest z 28 czerwca, a ja z 29.

    Pozdrawiam!
  • @AgnieszkaS 02:47:30
    No to jesteśmy prawie bliźniakami;
    chociaż z pewnością różnimy się rocznikami. Ja mam dużo więcej lat.

    Pozdrawiam
  • @tańczący z widłami 09:25:06
    A tej trudnej sytuacji nie pozostaje mi nic innego jak wypić Szanownego zdrowie.
    Ale na obłaskawienie - nie liczę; nie mam zamiaru być żabą.
  • @AgnieszkaS 02:47:30
    https://www.youtube.com/watch?v=u52kcg271PU
    Pozdrawiam
  • @tańczący z widłami 10:04:55
    Czas mych odwiedzin w GUMiW zbliża się nieuchronnie. Nie sadziłem, że ma to być za wspomożeniem szanownego. Ale po Skorpionie i tego się można spodziewać ....
  • @tańczący z widłami 09:25:06
    No popatrz tańcżacy. Słusznie zauważyłem wcześniej, że zapomniał wół jak cielęciem był.W innym wypadku przy swojej burzliwej młodości i wieku średnim, nie wytykał byś autorowi wspomnień zachowań zblizonych do własnych. Ja taką bujną młodość do wieku lat 32 gdy się ożeniłem też miałem, ale ją doskonale pamiętam, więc innym takowych zachowań nie wypominam. A o to przecież cała awantura wybuchła.
  • @tańczący z widłami 12:59:55
    A u tego, co to przy bramie GUMiW stoi (chyba niektórzy do niego Piotr mówią), to też Szanowny ma chody?
    To proszę załatwić, aby mnie tam gdzie święci piwo piją. Jak im cytryńcówkę podrzucę - to może dodatkowe przydziały dostanę...
  • @tańczący z widłami 13:13:14
    Od początku wiedziałem, że ta twarz którę kreujesz , nie jest Twą prawdziwą. Nie wierzę w Twoją skruchę . Powiem więcej - pozostałe Twe wizerunki które prezentujesz, też wg. mnie są fałszywe. Od początku świetego udajesz, a to nieprawda. Każdy ma swoją cenę i absolotnie wykluczam twój nieskazitelny charakter. R. Opara i ja jesteśmy przynajmniej uczciwi w prezentacji siebie.. Mam swoje ułomności i grzeszki przeszłości , ale uważam, że zachowywałem się w swym życiu na tyle uczciwie, że moje słabości nie krzywdziły innych. Żadnej kobiecie nigdy nie zrobiłem krzywdy, podobnie było w odwrotną stronę. Powiem , więcej - o ile pamietam z żadną nawet się nie pokłóciłem. CZasami pewnie znajomość była zbyt krótka, by był do kłótni powód. No cóż -
    Życie.
  • @fretka 10:11:44
    Pani fretko:


    Dziekuje za wspaniałą rosyjską bajeczkę ("jeden rodzaj mężczyzny i cztery rodzaje kobiety"). Wszyscy polscy mężczyżni powinni ją objrzeć co najmniej trzy razy.

    Jeżli o mnie chodzi, to najpierw byłam Nr 2, później Nr1( oj nie warto było), następnie Nr 3( zaliczam teraz ważny egzamin), a w przyszłości planuje być tylko i wyłącznie Nr4, a Nr 2 tylko w przebłyskach.

    Serdecznie Panią pozdrawiam!
  • @AgnieszkaS 21:25:07
    Jak będziesz niezastąpioną kochanką, to każdego faceta z czasem ułożysz wedle swego widzimisię. No prawie każdego.
  • @tańczący z widłami 11:44:54
    Czytam twoje wymioty dotyczące Pana Opary, wyraźnie widać - szukasz dziury w całym by mu dokopać. Nie wiem, robisz to dla pieniędzy czy ze zwykłej zazdrości.
    Możesz nie czytać, a jeżeli już konieczne chcesz to nie udawaj mądrzejszego niż jesteś, upierdliwy gościu.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930