Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
347 postów 1881 komentarzy

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Polak. Patriota. Humanista.

AMEN - Autobiografia Naukowa - Odc. 8

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W dzisiejszym świecie zanika coś co kiedyś było wyrazem; stanowiło wyraźną różnice między ludźmi: unikalna osobowość, indywidualizm. Obecnie wszyscy stają się automatami – nastaje epoka humanizmu komputerowego

AMEN – Odcinek 8 – Trudne początki

W czasie pierwszego roku na WAM…

Mieliśmy zajęcia, typowe dla uczelni medycznej: fizjologia, anatomia, histologia, oprócz tego były również zajęcia z przedmiotów typowo wojskowych (taktyka, rodzaje broni, terenoznawstwo).
Duży nacisk kładziono oczywiście na naukę jedynie słusznych, właściwych z duchem czasu ideologii, czyli historii marksizmu i leninizmu oraz ekonomii socjalizmu.

Studia rozpoczęło 220 podchorążych, ukończyło -125 oficerów w stopniu podporucznika. Ok 50%.
Organizacyjnie byliśmy podzieleni - na trzy kompanie, każda zajmowała jedno piętro w budynku. Każda Kompania składała się z sześciu drużyn (czyli grup studenckich) - po 12 osób. Całym rokiem, wszystkim dowodził i zarządzał Mjr Sołtysiński, który miał zastępcę d.s. politycznych -Mjr Onyszko. Każdy dzień, był z góry ustalony programem i wszystko odbywało się na rozkaz i na czas.

Komendantem uczelni był admirał Łasiński; przezacny, bardzo prawy i honorowy człowiek, a przy okazji również lekarz, profesor anatomii. Bardzo wysportowany, szczupły, zawsze miał nienaganną wyprostowaną sylwetkę. Nawet kiedy musiał odejść, (zmarł w wieku 95 lat), szedł z podniesioną głową - prosto w zaświaty.

Koszary Wojskowej Akademii Medycznej, w Łodzi przy ul. Źródłowej 52, zajmowały duży teren - kilka hektarów otoczonych wysokim płotem, dodatkowo strzeżonych przez wartowników. Każdy podchorąży, który chciał opuścić koszary, mógł to zrobić po zajęciach, ale wyłącznie z pisemną przepustką. Wyjściem alternatywnym był zawsze skok przez płot, (ja miałem w tym wyjątkową wprawę) ale to było, mogło być karane aresztem i wiązało się czasem nawet z zagrożeniem życia. Warty przy płocie pełnili bowiem żołnierze służby zasadniczej, często prości wieśniacy, którzy dostali rozkaz strzelania - do wszystkich próbujących tak... skokiem przez płot - opuścić koszary.

Zdarzyło się też kilka takich przypadków, chociaż wartownicy w większości spali albo zwyczajnie odwracali oczy. Ale niektórzy -„służbiści”, zwłaszcza ci mało wykształceni albo pochodzący np. ze środowisk plebsu, bywali czasami wprost nieobliczalni. Trzymając się ściśle, głupich rozkazów.

Wszelkie, niezgodne z regulaminem działania podchorążych, groziły też konsekwencjami – czyli „odsiadką”, w areszcie garnizonowym.
W czasie studiów, spędziłem w sumie kilkadziesiąt dni w tym „przychówku”.
Głównie, za wyjazdy do Warszawy albo np. „prywatki” w cywilnych akademikach - bez przepustki, no i ograniczeń czasowych. Przepustki zawsze kończyły się o 22.00 a prywatki różnie; w zależności od okoliczności, braku poczucia czasu albo też rozmaitości; nieobecności dozorców przyzwoitości.

Areszty były kilkudniowe; dzieliły się na tzw.„zwykłe” - normalnie po zajęciach, trzeba się tam było zameldować i przespać w celi; albo tzw. „ścisłe”: czyli cały czas w celi, na drewnianej pryczy, bez koca, pościeli, łazienki; kubeł w celi jako kibel; zakratowane okno; pożywienie jeden raz na dwa dni.
W pozostałe dni podawano tylko suchy, żołnierski chleb i wodę z kranu – a ta była bez ograniczeń.

Dodatkowo w ramach szkoleń wojskowych, każdy z nas podchorążych, według ustalonego grafiku, co jakiś czas, musiał pełnić służby na tzw. dyżurce budynku - głównie, by utrzymywać odpowiedni ład i dryl, zwoływać apele, wykonywać i przekazywać polecenia dowódców.

Najmłodsze dwa roczniki, pełniły też warty wokół koszar oraz „dyżury” w kuchni, co wiązało się głównie z obieraniem ziemniaków. Aby wyżywić codziennie ok. 2 tysięcy chłopa, trzeba się było nieźle „naobierać” tego towaru. Ponad tonę kartofli dziennie. Kiedyś nawet obliczałem ile ton kartofli obrałem – aby zostać lekarzem. Wojskowym. Parę ton się uzbierało...

Po pierwszym miesiącu studiów w WAM, powoli zacząłem przyzwyczajać się do rytmu życia armii - wszyscy jechaliśmy na tym samym żołnierskim wózku i choć pochodziliśmy z całkowicie różnych miast, środowisk, musieliśmy sobie pomagać, chronić się nawzajem.
Nic tak nie łączy ludzi - jak wspólna niedola.

W pokoju miałem dwóch super kolegów, szybko nawiązałem sporo innych przyjaźni. Ale rzadko wychodziliśmy do miasta i tylko w sobotę lub niedzielę. Przede wszystkim dlatego, że nauki było rzeczywiście mnóstwo. Zaliczyłem pierwsze kolokwium z anatomii, „pełną trójką”- co było wtedy wielkim sukcesem i najlepszą oceną w naszej grupie.

Nasz profesor Wasilewski (zwany Wasyl), uważał bowiem, że piątka należy się tylko Panu Bogu; czwórka była dla niego i jego najlepszych docentów, a student ma szansę najwyżej na trójkę.
On sam (Wasyl) czasem nawet stawiał trójkę podchorążym... ale z np. dziesięcioma minusami.

Egzamin końcowy zwłaszcza z anatomii, po pierwszym roku był owiany wieloma legendami.
Z reguły w pierwszym terminie u Prof. Wasilewskiego oblewało 50% studentów.
A ten kto zdał anatomię, mógł się poczuć po tym egzaminie - niemal lekarzem.

Patrząc wstecz, co zdarza mi się coraz częściej – jako zapewne normalny objaw upływu czasu czyli dojrzewania – widzę wyraźnie, jak dzisiejszy świat jest inny od tamtego. Nie mówię czy lepszy czy gorszy. To niewątpliwie kwestia oceny, a ta rzadko (może nigdy) - bywa obiektywna.
Ale napewno dzisiaj takich ludzi jak Prof. Wasilewski, Łasiński i wielu innych - już nie ma.
W dzisiejszym świecie zanika coś co wtedy było wyrazem lub stanowiło wyraźną różnice między ludźmi: unikalna osobowość, indywidualizm.

Obecnie wszyscy stają się automatami – nastaje epoka humanizmu komputerowego.

Wracając na ziemię WAM-u. Pewnej soboty, był to początek listopada wg grafiku miałem służbę na dyżurce, całodobową. Po południu, widziałem jak moi niektórzy koledzy szczęściarze, wychodzili na przepustkę, aby pójść do kawiarni czy kina, czyli spotkać, poprzytulać się z dziewczyną. Wtedy mało kto chodził do kina, po to aby obejrzeć film. To był raczej tylko pretekst; jedyne miejsce by to zrobić. Zazdrościłem im bardzo tej wolności i tych chwil...bo ja musiałem siedzieć i warować głupoty.

Około godziny 21.00, zadzwonił kolega z miasta, który przez telefon krzyczał:
Rysiek, to ty? Biją nas!!! Zrób coś! Potrzebujemy szybko pomocy...
Zapytałem:
- Karol- co się dzieje, gdzie jesteś”
Powiedział, że poszli z Witkiem do „Staromiejskiej”, takiej restauracji z dancingiem, na Bałutach. Poprosili do tańca dwie dziewczyny, zaczęli je podrywać, potem przytulać...no i szybko zrobiła się z tego awantura. Miejscowa żulia, będąca większością, dotkliwie ich pobiła i wyrzuciła z knajpy.

Ale na tym się nie skończyło. Obecnie są zabarykadowani w budce telefonicznej i „liżą” swe rany.
Boją się wyjść, bo żulia czeka na zewnątrz.

Niewiele się namyślając, zrobiłem alarm wśród podchorążych z naszego i sąsiedniego rocznika. Zorganizowałem ok. stu chłopaków, z pasami. Przeskoczyliśmy wszyscy przez płot (wartownicy jakoś wtedy „odwrócili oczy”). Biegiem ruszyliśmy do „Staromiejskiej”.
Było niedaleko – 15 minut drogą.

Zrobiliśmy porządek, poprzewracaliśmy parę krzeseł, stolików; odbiliśmy „naszych” z budki; całej żulii pokazaliśmy, którędy droga. Nie doszło nawet do żadnej, większej bijatyki.
Była to raczej demonstracja siły, która zwykle tkwi w ilości. Następnie z honorem i śpiewem na ustach, wróciliśmy do koszar. Dalsza część wieczoru i noc przebiegły już bez zakłóceń.

Następnego dnia rano, w niedzielę, zostałem wezwany do Komendanta Uczelni.
Dostałem porządne OPR. (podsumowanie moich działań - po wojskowemu). Komendant zażądał ode mnie pisemnego wyjaśnienia całego zajścia oraz podania nazwisk wszystkich osób, biorących udział w „awanturze”. Zapowiedział poważne konsekwencje dla mnie, w przypadku odmowy.
Zignorowałem rozkaz milczeniem. Podziwiając ciekawości sufitu.

Wypadki potoczyły się błyskawicznie.

W poniedziałek zakazano mi iść na zajęcia i wezwano do biura Komendanta na godzinę 12.00.
Podczas tego spotkania (wojskowego raportu), znowu zapytano mnie o szczegółowe wyjaśnienia i podanie nazwisk osób, które współdziałały ze mną tego zajścia, sobotniego wieczoru.
Wszystko miałem zrobić na piśmie. Natychmiast, na miejscu... odmówiłem wyjaśnień, biorąc całą winę za całe zajście na siebie, twierdząc, że zrobiłem to zgodnie z moim własnym... rozumieniem - honoru podchorążego i żołnierza. I mężczyzny.

O godzinie 14.30 wezwano mnie ponownie do Komendanta.
Wtedy wręczono mi rozkaz – na piśmie, informujący, że w związku z moją odmową wykonania rozkazu wyjaśnień - zostałem dyscyplinarnie wyrzucony z uczelni WAM.
W ciągu 24 godzin muszę się rozliczyć ze wszystkiego (munduru i broni) - oraz opuścić koszary.

I pojawił się problem. W normalnej sytuacji, powinienem być karnie skierowany do wojskowej służby zasadniczej, w jakiejś karnej jednostce służby zasadniczej. Ale ponieważ miałem 17 lat - czyli byłem niepełnoletni, Komendant WAM-u - nie mógł tego zrobić, zgodnie z prawem.
Postanowiono, więc najzwyczajniej wyrzucić mnie „na ulicę”, zalecając szybki powrót do domu.
Tak jakby przestało ich wogóle interesować - co się dalej, ze mną stanie.

Wróciłem do swego pokoju, w bardzo muzycznie minorowym oraz pogrzebowym nastroju. Wiedziałem jednak jedno: postąpiłem właściwie, a skoro taka jest cena honoru podchorążego i mężczyzny - trudno.
Ces’t la Vie. Let it Be.!

Wtedy nie było jeszcze tego przeboju Beatesów: „Let it Be” - Wszedł do historii 2 lata potem.
Ale ja - tak to odczułem – z perspektywy czasu... jako niedoszły muzyk...

Problemy zaczęły się pojawiać kiedy próbowałem, sam sobie, odpowiedzieć na pytanie: Co dalej?
Jak to wszystko wytłumaczyć moim rodzicom, kolegom... Byłem przecież dumą, sławą i chwałą Piaseczna, a tu po zaledwie czterech miesiącach - wyrzucono mnie dyscyplinarnie z uczelni.
Podjąłem wtedy męską decyzję – jedynie słuszną, jak mi się wydawało - Nie wracam do domu!

Około 18.00 koledzy powrócili do koszar. Wszyscy dobrze wiedzieli, co się stało i niby, chyba tak na pokaz - współczuli, ale tak naprawdę wyczuwałem, że się ode mnie dystansują. Zwłaszcza Karol, inicjator bójki, ten który zadzwonił. Oni teraz myśleli raczej o problemach dnia następnego. Zwyczajnie bali się o własną dupę, przecież to oni byli sprawcami moich kłopotów, czuli się może nawet współodpowiedzialni...ale ich instynkt nakazywał im ostrożność.
Karol... i cała reszta bali się, że zmięknę, albo zmienię zdanie...no i oni polecą za mną...z Uczelni.

Nikt się za mną nie ujął. Kilku próbowało złożyć „kondolencje”; kiedy odpowiedziałem, że jeszcze nie umieram, szybko wyszli. Zostałem sam, przekonałem się, że prawdziwych przyjaciół nie mam. Powód był prosty: byłem w biedzie. Takich ludzi Nikt - Nigdy nie potrzebuje... na naszym świecie. Przekonałem się o tym później wiele razy w życiu. To normalka, standard. Szybka przepustka oraz przejście do historii... przemijania. W milczeniu samotności.

Koledzy z mojego pokoju, pilnie milczeli i studiowali. Przed kolacją, powiedziałem im, że z różnych względów (głównie ambicjonalnych) planuję nie wracać do Piaseczna, zapytali gdzie będę mieszkał. Odpowiedziałem nie wiem... ale dziś na kolacji nie będę; nie jestem głodny. Oni wyszli w milczeniu. Potakując smutkiem zrozumienia.

Wieczorem przyszedł, nieznany mi bliżej kolega z innego roku – Andrzej i zaproponował, abym pojechał do Bydgoszczy i tam właśnie zamieszkał w jego pokoju, u rodziców. Zapytałem, skąd on wie, że nie wracam do domu. Odpowiedział...wszyscy już wiedzą. Byłem zdziwiony propozycją, od w sumie nieznajomego ale nie miałem żadnej innej alternatywy... była to dla mnie jedyna - bardzo wprost miła niespodzianka. Zgodziłem się natychmiast.

Wyszliśmy na korytarz. Omówiliśmy szczegóły; uzgodniliśmy też, że będę wysyłał listy do niego, a on z kolei będzie przesyłał całą pocztę do moich rodziców. Tak samo z korespondencją od nich. Zależało mi bardzo, żeby nikt nie wiedział o tej mojej idiotycznie, bezsensownej porażce. Zwłaszcza moi kochani rodzice, których łzy miałem ciągle w oczach pamięci.

Dość prozaiczne powody propozycji Andrzeja, poznałem kilka tygodni później.
Ale o tym, potem...

Tymczasem, narazie miałem gdzie mieszkać, choć moja przygoda z WAM, skończyła się szybko i bardzo nieoczekiwanie... a co się dalej stanie – wtedy nie miałem jeszcze pojęcia.

Dr Ryszard Opara - (Koniec odcinka 8)
 

KOMENTARZE

  • @
    //W dzisiejszym świecie zanika coś co wtedy było wyrazem lub stanowiło wyraźną różnice między ludźmi: unikalna osobowość, indywidualizm.//

    Żyje Pan w złudzeniu 'indywidualizmu'...aż do momentu zderzenia się ze zbiorowością, jak często w Pana przypadku. Zbiorowość może mieć oblicze żuli i WAMu, elit proletariatu, „sklepów za żółtymi firankami”, "badylarzy" itp., a może mieć oblicze; tu...argument ad hitlerum, tak modny ostatnimi czasy.

    Tak tylko przypomnę. Panowanie komunistów polegało głównie na destrukcji wszystkich więzi społecznych: rodzinnych, sąsiedzkich, narodowych, religijnych, pracowniczych, koleżeńskich. Główną metodą niszczenia więzi społecznych było zasiewanie nieufności i podejrzliwości miedzy rodzicami i dziećmi, kolegami w pracy, sąsiadami – komuniści niszczyli międzyludzkie zaufanie.
  • @Arjanek 10:15:00
    „Panowanie komunistów polegało głównie na destrukcji wszystkich więzi społecznych: rodzinnych, sąsiedzkich, narodowych, religijnych, pracowniczych, koleżeńskich. Główną metodą niszczenia więzi społecznych było zasiewanie nieufności i podejrzliwości miedzy rodzicami i dziećmi, kolegami w pracy, sąsiadami – komuniści niszczyli międzyludzkie zaufanie.”

    Oczywiście teraz przyszła demokracja i nic takiego się już nie dzieje, nieprawdaż.
    Panowanie komunistów nigdy się nie skończyło, przeszło do ukrycia i przejęło inną formę i nie mam na myśli wyłącznie Polski i krajów niegdyś socjalistycznych.
  • Kto jest żulem ?
    No tak. Koledzy się nie spisali. Czyli tacy z nich byli koledzy jak za koziej.............trąba.
    Może zamiast nadstawiać karku, trzeba było powiedzieć : Karolek, albo zgłosisz się sam i zameldujesz o całym zajściu, albo sam to zrobię.

    Poza tym kwestię całego zajścia widzę trochę inaczej niż Pan. Proszę spojrzeć na całe zajście z innej strony.
    Siedzą sobie miejscowe chłopaki w knajpie, popijają piwo, grają w bilarda, towarzyszą im ich dziewczyny. Jest wśród nich Rysiek Opara z dziewczyną.
    W pewnym momencie wchodzą do lokalu jakieś przyjezdne żule. Zachowują się głośno, arogancko, widać, że gardzą miejscowymi, a co gorsza zaczepiają nachalnie ich dziewczyny.
    W pewnym momencie jeden z przyjezdnych żuli bierze do tańca Jagodę dziewczynę Ryśka. Obmacuje ją w tańcu i wkłada rękę pod stanik.
    Rysiek nie wytrzymuje i daje aroganckiemu żulowi z koszar w ryja. Zaczyna się bójka. Miejscowe chłopaki dają wpier"*l koszarowej, aroganckiej hołocie i wyrzucają tę zarozumiałą zbieraninę z całej Polski z lokalu.
    Dalszy ciąg już znamy.
    I kto tu jest żulem Panie Opara ?
  • Nie narzekałabym
    „Kiedyś nawet obliczałem ile ton kartofli obrałem – aby zostać lekarzem.”

    Podejrzewam, że niejeden absolwent dzisiejszych uczelni wolałby mieć na swoim koncie kilka ton obranych ziemniaków niż co najmniej kilkadziesiąt tysięcy dolarów pożyczki do spłacenia, a ok.$200 tysięcy w przypadku studiów medycznych.
  • @Arjanek 10:15:00
    "Panowanie komunistów polegało głównie na destrukcji wszystkich więzi społecznych: rodzinnych, sąsiedzkich, narodowych, religijnych, pracowniczych, koleżeńskich."

    Musi być Pan albo młody albo Panu pamięć się psuje. Wyrosłem w PRL i niczego takiego sobie nie przypominam.

    Może tak było w latach 1920s za czasów Trockiego i jemu podobnych.

    Rewolucjoniści mają tendencje do wywrotowości obyczajowej. Ale jak się umocnią u władzy zaczynają być zachowawczy. "Brunatne koszule" były wywrotowe, ale zostały na koniec spacyfikowane.

    Ciekawi mnie Pańska opinia na temat Nocy Długich Noży.
  • @tańczący z widłami 12:28:29
    Weź Pan przeproś widły, podejdź do bufetu, pierdzielnij głębszego! ileż można tańczyć?
  • @tańczący z widłami 12:28:29
    Drugie pytanie - kto należy do plebsu?
  • @Lotna 12:48:36
    Pan Opara dość jasno wypowiedział się w kwestii plebsu i co o plebsie myśli. Cyt : ".....ci mało wykształceni albo pochodzący np. ze środowisk plebsu " Kon. cyt.
    Czyli rozumiem, że plebs to jakiś podgatunek roboli, niewykształconych pasożytów. W domyśle : każdy żołnierz służby zasadniczej w stopniu szeregowy, st. szeregowy, kapral, st. kapral, czyli wszyscy poniżej stopnia podchorąży, to plebs i ludzie niewykształceni, czytaj : tępaki, ślepo wykonujący rozkazy przełożonych , Cyt : " .... prości wieśniacy".

    W sumie chyba szkoda, że miejscowa "żulia" oraz niewykształceni wieśniacy" nie powybijali zębów, i nie połamali kulasów przyjezdnej zarozumiałej komunistycznej hołocie z koszar, synalkom komunistycznych generałów ( jak wspomniał Pan Opara) i potomkom komunistycznych działaczy PZPR.
    Może dziś Polska byłaby lepsza i wolna od tej komunistycznej zgnilizny.
  • @tańczący z widłami 12:28:29
    Szanowny Panie TzW,

    Ma Pan absolutną rację.
    Z pewnością moi koledzy zachowali się niewłaściwie.
    Ale ja wtedy jako siedemnastolatek, widziałem tę sprawę inaczej.
    A przecież musze podawać wszystko, zgodnie z tym jak to było.

    Poza tym, te dziewczyny, jak mi opowiadał Karol siedziały same, gadały i może czekały na jakąś okazję, albo frajerów, którzy im zafundują drinka...
    No i zgodziły się zatańczyć z moimi kolegami... a więc.

    Tak czy inaczej, nie spodobało się to miejscowym i zaczęła się awantura Oczywiście najgorzej na tym wyszedłem ja.

    Napisałem tak jak było - a punkt widzenia zawsze zależy od siedzenia.

    Pozdrawiam
  • @Lotna 12:35:31
    Szanowna Pani,

    Ma Pani absolutną rację.
    Żyliśmy wtedy, w zupełnie innych realiach.
    Studia, przynajmniej teoretycznie były bezpłatne. Oczywiście, za to wszystko płacili nasi rodzice, którzy prawdę mówiąc pracowali za darmo.

    Tak jak napisałem wyżej...muszę wszystko pisać tak jak było wtedy, choć z perspektywy czasu wiele rzeczy wydaje się całkowicie idiotycznych.

    I tak jak Pani zapewne wie - nic w tym naszym życiu, nie ma za darmo.

    Pozdrawiam
  • @Arjanek 10:15:00
    Szanowny Panie,

    Wydaje mi się, że każdy człowiek żyje w jakimś złudzeniu indywidualizmu - tylko każdy inaczej to rozumie, każdy inaczej to odczuwa.

    A czy w Polsce w tamtych czasach panowali komuniści?
    Moim zdaniem tak naprawdę nie.
    Oczywiście, byli rozmaici, przejściowi oraz narzuceni liderzy delegowani do rządzenia Polską, przez KPZR.
    Oczywiście była PZPR (Polska Zjednoczona Partia Robotnicza), niektórzy starali się przekonać Naród do ideologii komunizmu.
    Bez większego rezultatu.

    Moim zdaniem, prawdziwych komunistów w Polsce nawet wtedy było bardzo niewielu. Ludzie zapisywali się do Partii - dla ułatwienia sobie życia - czyli dla kariery.

    Uważam, że stosunki i więzi rodzinne, jak i sąsiedzkie, narodowe, pracownicze, religijne - itd - byłe wtedy o wiele, wiele lepsze niż teraz.
    Zresztą te sprawy nie są zależne od jakiejkolwiek ideologii a raczej od stylu życia, charakteru stosunków społecznych i wiele podobnych.

    Takie jest moje zdanie

    Pozdrawiam
  • @Lotna 12:35:31
    Cieszę się, że Pan Opara zdradził, co będzie w następnym odcinku. Jest niemal pewnym, że został z powrotem przyjęty na WAM.
    Wnoszę to po tym cytacie :
    " Kiedyś nawet obliczałem ile TON kartofli obrałem" (w koszarach)
    oraz kolejnym cytacie:
    "W czasie studiów, spędziłem w sumie KILKADZIESIĄT dni w tym „przychówku”. (areszcie garnizonowym)

    Żeby obrać tony kartofli i spędzić kilkadziesiąt dni w areszcie nie wystarczyłyby 4 miesiące pobytu w WAM-ie, cyt : "a tu po zaledwie czterech miesiącach - wyrzucono mnie dyscyplinarnie z uczelni".kon.cyt.

    A więc bardzo się cieszę, że Panu Oparze udało się wrócić.
  • @Ryszard Opara 13:29:56
    Czasami trudno doszukać się sprawiedliwości.
    Jedni za skok przez płot dostają nagrodę Nobla, a Pan za to samo i do tego prawie pod obstrzałem "prostych wieśniaków", dostał dyscyplinarkę.
  • @Pedant 12:36:21
    Oczywiście masz rację. W blokach nie mówiąc już o wsi ludzie znali sie wszyscy ze wszystkimi, wszystkie dzieciaki bawiły sie razem. Zimą wrzeszczały i grały w różne hałaśliwe gry po klatkach schodowych. Strzelaliśmy z korkowców na podwórzach, robiliśmy rakiety napędzane saletrą z cukrem, granaty z puszek i karbidu. Jakoś nikomu to nie przeszkadzało. Nie radzę nikomu dzisiaj tego robić, bo policja zjawi się niechybnie.
    Ludzie z zakładów pracy jeździli na wspólne zakładowe wczasy, wycieczki krajowe i zagraniczne, dzieciaki na półkolonie, kolonie, obozy ( np żeglarskie)latem i zimą. Wszytko za drobną opłatą.
    Arjanek albo złośliwy, albo nie wie o czym prawi.
  • @zadziwiony 14:26:22
    To prawda. Oprócz wyżej wymieniony wynalazków pirotechnicznych, były jeszcze świece dymne z plastiku (np : ping-pongów).

    Kiedyś wszyscy znali wszystkich, a dziś klatki schodowe są anonimowe. Na domofonach niektórych osiedli nie ma nazwisk, lecz same numery mieszkań. Do tego wszystkiego doszło jeszcze RODO. Wszystko po to, żeby zatomizować i zanonimować społeczeństwo.
    Dochodzi do takich paradoksów, że mieszkańcy klatek schodowych nie znają nazwisk swoich sąsiadów, jedynie imiona.
  • @zadziwiony 14:26:22
    Takim żydowskim slangiem buduje się więzi narodowe?, wolne żarty...


    https://www.youtube.com/watch?v=tD651uQqV2k


    ...zostaliśmy wychowani i przygotowani do wejścia do eurosojuzu.
  • @Arjanek 15:46:32
    "Takim żydowskim slangiem buduje się więzi narodowe?, wolne żarty..."

    Gierek nie był Żydem.

    Po drugie co z odpowiedzią na moje pytanie na temat Nocy Długich Noży?
  • @zadziwiony 14:26:22
    Święta prawda, tak było.
    A karbid brało się z budowy.
    Wtedy się dużo budowało!
  • @Pedant 16:09:25
    A wiesz kto budował autostradę po której jedzie Marianek?

    https://www.cda.pl/video/981414be

    Taki był PRL jak Marian Szyguła...po prostu gnał do ludzi i tak gnał, że milionami potem emigrował, czasami nawet na antypody.
  • @Arjanek 16:51:40
    Po tym tu piszesz to dochodzę do wniosku że dopiero skończyłes gimnazjum.
  • @Arjanek 16:51:40
    "A wiesz kto budował autostradę po której jedzie Marianek?"

    Nie wiem po jakiej autostradzie jeździ Arianek, ale czekam na Pana opinię o Nocy Długich Noży. Po której stronie Pan by się opowiedział, państwowców czy wichrzycieli? ;)
  • @AgnieszkaS 18:11:15
    " Ja uważam, że edukacja i opieka zdrowotna powinny być w cywilizowanych krajach bezpłatne. Uważam też, że skoro coś się otrzymuje, to ma się obywatelskie zobowiązania"

    Najprościej byłoby zrobić lukratywne kierunki płatne na kredyt, który byłby umarzany stopniowo za każdy rok przepracowany w kraju, np 10%.

    Jeśli by zagraniczny pracodawca chciał zatrudnić polskiego tańszego absolwenta to by ten kredyt sam spłacił.
  • @AgnieszkaS 18:11:15
    Po cholerę stosować rozwiązania socjalistyczne niskich płac i subsydiowania, skoro nigdzie na świecie się nie sprawdziły. Nikt nie lubi tyrać na obcych. Wystarczy zaadoptować strukturę opłat i płac z USA lat 50, 60 i 70-tych, gdzie rodziców przeciętnie zarabiających było stać aby posłać dzieci na studia, a jeśli brakowało, to student brał pół etatu i sobie dokładał. Również sam student pracując w wakacje oraz mając 1/2 etatu w czasie studiów mógł od biedy podołać opłatom czesnego. Obecnie gdy lekarz w USA czy Kanadzie pobiera uposażenie parokrotnie wyższe niż inżynier z podobnym doświadczeniem, to wszystko stanęło na głowie. Nie mówiąc o kaście prawniczej zarabiającej astronomiczne kwoty. Generalnie obniżono ludziom płace, aby ich uzależnić od systemu oraz kredytów.
  • To byly nieludzkie czasy pod kazdym wzgledem.
    Caly czas strach czy nie dostanie sie pysk, czy nie zaaresztuja za przekonania. Brutalna walka w kolejkach, przy wsiadaniu do pociagu, autobusu, chamstwo na kazdym kroku, smrod niedomytych cial, wszedzie szaro, brudno, sadza z kominow. Wszyscy wszystko kradli. W szkole jak przyszedl ktos w nowych butach i zostawil w szatni to juz ich nie zobaczyl. Czego sie spodziewac w kraju , ktorym rzadzili zwyrodnialcy jak Cyrankiewicz? Nie wolno bylo jednak plakac, pokazywac po sobie slabosci.

    W jak roznym swiecie wyrastaly moje dzieci: czysciutko, pachnaco, codziennie prysznic do woli, mozna grymasic, nauczyciele nie zlosliwi, nikt nie bije. Rodzice kupuja co chwile zabawki.

    Moj Boze, zeby tylko Tanczacemu z Widlami moj post sie spodobal bo cos sobie zrobie.
  • @staszek kieliszek 22:40:00
    Co ma mi się nie podobać skoro to prawda co piszesz.
    No i jeszcze ten wieczny smród papierochów marki sport lub klubowe w tamtych ponurych, siermiężnych latach. Dym fajek był wszechobecny. W domach, kawiarniach, pociągach, wszyscy palili.
    Poza tym konfident na konfidencie, człowiek bał się publicznie cokolwiek powiedzieć, bo już jakaś czarna postać odprowadzała go do domu, drugą stroną chodnika.
    Straszne życie zgotowali nam działacze partyjni i ich tajne służby, nawet dzieci były terroryzowane, o indoktrynacji nie wspomnę.

    Pamiętam jak któregoś roku naszą podstawówkę odwiedziła jakiś partyjny dygnitarz. Dyrektor kazał uczniom ustawić się na boisku w szpaler i powiedział : Powitajmy pierwszego sekretarza Podstawowej Organizacji Partyjnej gromkim hurrraaaaa.
    Dygnitarz szedł szpalerem i poszczególne pary wołały hurraaaa. Problem był w tym, że dość późno zacząłem wymawiać spółgłoskę "r", czyli w moich ustach "rower" brzmiało jak "jowej", "chmura", brzmiała jak "chmuja", itd. A więc gdy dygnitarz znalazł się na mojej wysokości, z całych sił nieświadomy krzyknąłem HUJJJJAAAA !!! HUJJJJAAAA !!!
    Partyjniak przystanął, spojrzał na mnie, pokiwał głową i w tym momencie moje kolejne HUJJJAAA !!! utknęło mi w gardle, bo wychowawczyni która stała tuż obok wysyczała mi do uch "tańczący" zamknij się.
    Tak oto powitałem działacza PZPR, Za moje HUJJJAAA ! obniżono mi ocenę ze sprawowania.
    Szybko potem nauczyłem się wymawiać "r".
  • @tańczący z widłami & Staszek
    Wiele w tym, prawdy co mówicie, choć z pewnością przesady też.
    Czy zastanowiliście się jednak. że było to często kilka, kilkanaście lat po wojnie? Po dziedzictwie okresu międzywojennego, gdzie była totalna bieda, smród i ubóstwo? Nie było kanalizacji, prądu łazienek? Potem wojenne zniszczenia? Nie porównuj Staszek tego z ameryką, która też do tej wojny doprowadziła i na niej zarobiła, bez naruszania swego terytorium. Nie róbcie takich porównań , bo to niestosowne. Porównajcie Polskę roku np.1945 a 1980 ( 35 lat) i potem wystawiajcie oceny. Poza tym. o ile ja pamietam , to wszyscy gadali na komunę , nikt się tego nie bał i nikomu nic złego się nie stało. No chyba, że podejmował praktyczne działania wywrotowe. Ale dzisiaj też za to samobójca często go odwiedza.
  • @zadziwiony 10:14:37
    Poza tym cały syf lat 80-tych spowodowany był w znacznym stopniu sankcjami Reagana które miały doprowadzić, i doprowadziły do pierwszej kolorowej rewolucji - rewolucji solidarnościowej.
  • @zadziwiony 10:14:37
    Robiąc porównania czasowe można nawet cofnąć się do jaskini i na tej podstawie twierdzić, że w latach 50, 60, 70, 80-siątych mieliśmy wspaniałe życie i wręcz raj na ziemi.
    Porównanie czasowe, czyli porównywanie standardów byłych z obecnymi jest błędne, ponieważ błędnie interpretuje postęp, jako zjawisko stałe i naturalne.
    Postęp można oceniać jedynie równolegle, a właściwie jego tempo.
    I tak jedynie miarodajną miara postępu jest porównywanie tempa rozwoju danego kraju z innymi krajami w tym samym okresie czasowym.
    A więc pomimo tego, że w latach 80-siątych żyło nam się lepiej jak przed I WŚ , i znacznie lepiej jak w średniowieczu, to porównując życie nasze i życie obywateli zachodu w latach 80-siątych, żyliśmy jak biedne zagłodzone, sponiewierane zwierzęta.
  • @tańczący z widłami 09:58:12
    Po tym wyczynie, na pewno w drodze do domu towarzyszyła Szanownemu Pierwszoklasiście jakiś "czarna postać" po drugiej stronie chodnika.
    A teraz - jest wolność - razem chodzicie na tańce.

    PS. Wiem, że Szanowny chyba nieco za młody był na opozycjonistę i teraz brak kombatanctwa mu doskwiera.
    Tych "normalnych" kombatantów też z roku na rok przybywało.
  • @Krzysztof J. Wojtas 10:40:51
    To był koniec lat 60-siątych. Opozycjonistą zostałem prawie 20 lat później.
  • @Krzysztof J. Wojtas 10:40:51
    Mam też nadzieję, że to nie Szanowny Wojtas snuł się za opozycjonistami drugą stroną ulicy, niczym szara niewidzialna postać. I nie częstował wcześniej na przystanku nieznajomych papierosem marki sport, żeby zdobyć zaufanie, a następnie wyciągać informacje o przekonaniach politycznych częstowanych palaczy.
    Ale kto to dziś wie......a co gorsza, kto to udowodni, skoro papiery spłonęły na śmietnisku ?
    Prawda Panie Wojtas ?
  • @tańczący z widłami 10:36:38
    Wiele nienawiści w Tobie, jesteś jakoś mocno sfrustrowany i głupoty gadasz.... Punkt startu nie ma znaczenia- dziwna konstatacja.
    ps. Więc dlaczego podróż od kamienia łupanego do smartfonów tysiące lat trwała?
    Nigdy nie czułem się , biednym, zagłodzonymi, sponiewieranym zwierzątkiem. Były z pewnością wtedy takie osoby( np. Ty), ale i dzisiaj pełno takich wokół ,mnie.
  • @zadziwiony 13:34:13
    Ja pisałem coś o punkcie startu ? Kolega wybaczy, ale chyba coś się koledze pomyliło. Z tego co pamiętam pisałem na temat mało inteligentnego porównywania życia teraźniejszego z dawnym, zamiast porównania równoległego, np: postępu i dobrobytu kraju do kraju, nie zaś czasu do czasu.
    No ale kolega zdaje się znów nic nie rozumie.

    Oczywiście różnego rodzaju komuszki, rodziny decydentów, śpiochy, donosiciele i inne tego rodzaju indywidua miały się wtedy dobrze.

    P.S. Cyt : "........., ale i dzisiaj pełno takich wokół ,mnie." kon. cyt.
    No to masz to na co zasłużyłeś, czeli ten Twój obecny postęp i raj na ziemi.
  • @zadziwiony 13:34:13
    A poza tym proszę szanownego kolegę, żeby nie projektował (przeczytaj sobie w wiki, co to jest PROJEKCJA) i nie przerzucał być może swoich własnych nienawiści i frustracji, tudzież głupot gadanych na innych interlokutorów.
  • @AgnieszkaS 18:17:32
    Cyt : "Czy mogę się zatem dziwić, że mój mąż zaczął palić już w szkole podstawowej". kon.cyt.
    No właśnie, u nas tez tak było. Tylko ktoś spróbowałby na podwórku z małolatów nie palić, zaraz zostawał mimimsynkiem, a do tego wszyscy uważali, że kto nie pali, ten kabluje. Co podobno po kilku latach przerodziło się w : kto nie pije ten kabluje, ale na szczęście wtedy
    wtedy już mnie tam nie było, zmieniłem podwórko na takie gdzie panowała prohibicja.
  • @tańczący z widłami 18:25:59
    W jakimś dziwnym środowisku żeś się wychowywał- na patologiczne mi wygląda.
    A mnie tak dobrze było bo cała rodzina jako matrioszki z sowietów do rządu w Polsce przysłana została.
    Poza tym gubisz się od gadanych głupot, pamięć chyba z powodu wieku nieco szwankuje, więc dalsza wymiana zdań z Tobą sensu już nie ma.
  • @AgnieszkaS 18:56:54
    Nic na to nie poradzę, że nikt nie płaci mi tantiemów za moje osobiście przeżyte hujjja !!, tylko bezczelnie je sobie przywłaszcza i opowiada jako swój dowcip.
    Ludzie to jednak bestie.........a HUJJJAAAA !!! jest moje i tylko moje.
  • @tańczący z widłami 19:02:07
    Jeżeli szanowna koleżanka przypomni sobie, który to z niszowego sortu humorystów mnie plagiatuje, proszę mnie natychmiast o tym zawiadomić.
  • @AgnieszkaS 18:56:54
    Jak już wspomniałem wcześniej Wojtasowi :@Krzysztof J. Wojtas 10:40:51 Cyt :
    "To był koniec lat 60-siątych. Opozycjonistą zostałem prawie 20 lat później" Kon. cyt. A konkretnie był to rok podstawówki 1969.

    A już dwa lata później 25 stycznia 1971 r, splagiatowano mnie po raz pierwszy (i nic do dziś nie zapłacono)w Gdański, kiedy I sekretarz partii Edward Gierek zapytał : "no to jak, pomożecie" ?
    Wówczas część stoczniowców zaczęła bić gromkie brawa, a pozostała część wołać moje wymyślone 2 lata wcześniej HUJJJAAA !! HUJJJAAA !!!

    Nazywanie przez Ciebie stoczniowców humorystami niższego sortu, doskonale współgra z opinią Pana Opary i jego definicją o żulii, prostych wieśniakach i plebsie.
  • @AgnieszkaS 20:31:00
    A mnie nie brzydzą panie Agnieszki, które zajmują się polityką, nie mając o niej szerokiego pojęcia, a już w ogóle poczucia humoru.
    Przeczytaj sobie co napisałaś powyżej.
    To przecież rzeka niezadowolenia, jeden niesmak i pretensjonalizm do świata i ludzi z panienki wychodzi.
    A przecież pani taka ładna, mądra, błyskotliwa i powabna.
    Złość urodzie i zdrowiu szkodzi.............Agnieszko.
    Nie trzeba, naprawdę nie trzeba być zaciętą.
    Kobieca łagodność, uśmiech i pełne zadowolenie zalecam.

    KOCHAJ SIEBIE I KOCHAJ LUDZI A BÓG CIEBIE POKOCHA.

    Oto słowo moje
    TzW
  • @AgnieszkaS 21:24:36
    Cyt :" tę opowiastkę słyszałam już kilkakrotnie - za każdym razem odpowiednio upiększoną - z ust niższego sortu humorystów".

    Proszę panienkę żeby podważyła moje twierdzenie, że stoczniowcy wołali HUJJJAAA ! A informuję, że każdy kto po 1969 roku wołał widząc komunistów HUJJJAAA !! plagiatował mnie.
    Panienka stwierdziła, że słyszał już moje HUJJAAA! z ust humorystów niższego sortu. A to własnie nie kto inny jak stoczniowcy wołali HUUJJJA !!!
    Ale zdaje się, że ta logiczna spójność myślowa jest dla panienki nie do przerobienia.
  • @AgnieszkaS 18:21:44
    Super komentarz. Staszek kieliszek chyba na siłę chce wszystkich przekonać, że „Hameryka” to siódme niebo, podobnie jak Kanada mlekiem i miodem płynąca.

    W Polsce mydła brakowało tylko dzięki sankcjom naszych największych sojuszników, a wody nigdy i kto chciał,ten się mył codziennie, albo i dwa razy dziennie.

    Zapraszam Staszka na przejażdźkę autobusem w Montrealu, można z łatwością dostać łokciem pod żebro i nie tylko niemytych ciał można się nawąchać, ale różnych przypraw, którymi co poniektórzy są przesiąknięci do szpiku kości. Do metra nie zapraszam, bo wygląda jakby w każdej chwili mogło się na głowę zawalić, o jego „nowoczesnej” architekturze z koszmarnego snu nie wspominając. Przejść się rano spacerkiem przez centrum, a rzeźki wiaterek od rzeki przyniesie odór uryny w centrum tej metropolii. W Toronto ostatnio więcej przestępstw niż w słynnym z nich Nowym Jorku. No ale gdzie tam do nich siermięźnemu PRLowi, gdzie podobno wszyscy wszystko kradli; zazwyczaj każdy sądzi po sobie. Tak tworzą się mity.
  • @Lotna 01:19:52
    Bez przesady. Nie reklamuje USA bo USA jest teraz zepsute i jak widac Kanada tez. Przyjechalem do USA w 1978, ostatnie momenty swietnosci USA. Sila nabywcza godziny pracy spadla od tamtego czasu 2-3 razy. Czy jest w stanie USA sie odrodzic? Oczywiscie ,ze tak ale bolszewicy robia wszystko co moga by sie tak nie stalo.
    Wspomnialem w moich poprzednich komentarzach o papierosach co wzbudzilo boczna dyskusje. Jak pracowalem w USA w latach 80 tych to palili prawie wszyscy w pracy. Okolo poludnia przeciwleglej sciany w biurze nie bylo widac bo 50 inzynierow odpalalo papieros od papierosa. Wypijali przy tym x szklanek kawy dziennie. Co jakis czas kosze na smiecie albo popielniczki sie zapalaly od niedogaszonych cikow.
    Kampania antynikotynowa zrobila swoje, teraz palacych mozna na palcach policzyc i nawet zakazy palenia obowiazuja w ogrodkach piwnych. Paczka fajek w 1978 kosztowala 1 $ a teraz gdzie mieszkam jest $8 a w NY $16 juz dawno kosztowala.
    W zwiazku z tymi fajkami poogladalem sobie dzis statystyki raka i tytoniu za ostatnie 40 lat i wniosek jest taki: choc dramatycznie spadlo palenie to spadek raka pluc wcale dramatyczny nie jest, co oznacza , ze przyczyn raka pluc jest wiecej. Znam osoby co zmarly na raka pluc a byly nie palace a w rodzinie mam tez kuzyna 90 letniego co jest palaczem i alkoholikiem od dziecka.
    W ostatnich latach zasmiecono powietrze promieniowaniem mikrofalowym w postaci telefonow, wiez z talerzami, mikrofalowek, Wi-Fi, ladowarek. Kupilem sobie miernik tej polucji za jedyne $180. Nie przebadalem jeszcze wszystkiego ale na dzis radze kazdemu: wywalic kuchenke mikrofalowa, metr od tej kuchenki nawet nie mozna zmierzyc na mierniku bo skala sie konczy, zupa zagrzana w kuchence promieniuje jeszcze przez 4 minuty, skala na mierniku konczy sie tuz obok tych kiszek co mamy pod komputerem, odsunmy je najdalej od naszych nog, telefon komorkowy juz mozna zmierzyc. A jakie jest dopuszczalne promieniowanie? Tego nie wie nikt. Wiecej na ten temat nie pisze bo ekspertem w tym nie jestem.
  • @tańczący z widłami 09:58:12
    To Ty tez byles galgan jak widze.
    Mial byc pochod pierwszomajowy w ogolniaku. Rozdali sztormowki chlopcom. Jeden dostal ruska a drugi polska ale dla wszystkich chlopcow na te sztormowki juz ich stac nie bylo. Trzeba bylo przejsc mostem nad rzeka Biala w Bielsku Bialej na defilade i namowilem chlopakow by te czerwone flagi wrzucic do rzeki.
    Zrobili sledztwo ale nie zrobili listy kto jaka dostal, nikt mnie nie sypnal i te czerwone sztormowki przez kilka tygodni splywaly sobie przez miasto razem z kupami. Nie bylo wtedy oczyszczalni sciekow w Bielsku, rzeka byla martwa, widac bylo plynace kupy, rzeka zmieniala kolor w zaleznosci na jakie kolory barwiono materialy w zakladach wlokieniczych, smierdzala okrutnie z powodu fabryki margaryny. Teraz rybki plywaja.
  • @AgnieszkaS 18:17:32
    Agnieszko. Moj wyjazd z Polski w 1978 nie byl tak latwy jak przypuszczasz. Mozna by o tym ksiezke napisac albo scenariusz filmowy. Odmawiano mi paszportu i wizy do USA 2 razy. Oba kraje byly przeciwko mnie ale od czego jest umysl. Stworzyli wymyslny system kontroli a ja ubzdralem sobie by ten ich perfekcyjne systemy zlamac, nienawidze glupich zakazow. Po pracy kladlem sie na kozetce, zakladalem rece za glowe i myslalem przez 2 lata. Jak chrabia Monte Christo w wiezieniu. Wymyslilem i wykonalem. Nie przez zielona granice ale normalnym samolotem rejsowym, na oczach wszystkich straznikow. Jak juz bylem w USA to UB nachodzilo moja mame w Polsce by dowiedziec sie jak ja to zrobilem. Mama nie wiedziala a ja tez nikomu o tym nie powiem bo nie wiem na jak dlugo prawo siega wstecz. Nie chce w wieku lat 70 isc siedziec. To bylo prawdopodobnie moje najwieksze osiagniecie intelektualne w zyciu. Pozniej w USA tez trzeba bylo sie spinac i harowac wiecej niz w Polsce ale juz na luzie, pod wielkim niebieskim niebem i przestrzeniami bez konca.
    Ktos napisze, ze juz o tym pisalem.Tak pisalem ale Agnieszka nie slyszala.
  • @staszek kieliszek 03:12:18
    //przez kilka tygodni splywaly sobie przez miasto razem z kupami.//

    "Spływały przez kilka tygodni" ? a to jakim sposobem ? rzeka Biała nie Amazonka i ma wszystkiego 28 km.Odległość od źródła (na Klimczoku) do ujścia (w Czechowicach Dziedzicach) przemierza w ciągu kilkunastu w porywach kilkudziesięciu godzin.
  • @ikulalibal 04:04:09
    Analista jestes. Brawo. Trzeba by zrobic test: Sztormowka to nie kajak. Jak dlugo splywa czerwona sztormowka (z kijem) razem z kupami w rzece Bialka 1 go maja? Ciekawy naukowy projekt by to byl. Praca doktorandzka. Sztormowki zrzucalismy na moscie kolo ratusza. Ale z kad dzis znalezsc te kupy w rzece? Plastikowe jakies atrapy pomaranczowe, ekologiczne, trzeba by wynalezsc bo naturalnych to chyba niezgodne z prawem.
  • @staszek kieliszek 04:15:54
    Te "kupy" też wydają mi się zagadkowe biorąc pod uwagę że miasto Bielsko Biała już od drugiej połowy XIX w jest skanalizowane.
    Gdyby jeszcze rzeczone kupy były widoczne w okolicach Czechowic to jeszcze rozumiem ale w obrębie skanalizowanego miasta?
    Wychodzi na to że miast srać do klozetów lataliście nad Białkę.Albowiem wielka jest siła przyzwyczajenia a skutki migracji ze wsi do miast przykre.
  • @ikulalibal 04:32:14
    Masz racje. Miasto bylo w mej mlodosci dosyc nowoczesne swiatowo, miasto poniemieckie( Drugi Wieden). Byla gazownia, swiatlo gazowe na ulicach, 2 linie tramwajowe ale kupy z kanalizacji wyplywaly do rzeki. Oczyszczalnie sciekow zbudowano dopiero w latach 70 tych ubieglego wieku a ja skonczylem ogolniak w 1967. Moja mama byla sekretarka jakiegos budowniczego dyrektora i zastanawiano sie czy trzeba wybudowac jedna oczyszczalnie czy dwie. Jedna dla kup a druga dla przemyslu. Zadecydywano ,ze nie sposob miec 2 rodzaje kanalow w zlozonym planie miasta i powstala 1 oczyszczalnia uniwersalna. Teraz dolozono druga, tez uniwersalna.
  • @staszek kieliszek 03:46:58
    „To bylo prawdopodobnie moje najwieksze osiagniecie intelektualne w zyciu.”

    Nigdy by mi do głowy nie przyszło, aby ktokolwiek za osiągniecie intelektualne (czy jakiekolwiek) mógł uważać swoją ucieczkę z Polski. Jak ty musisz tej Polski nienawidzieć! Ciekawa jestem, po jakiego grzyba piszesz na tym forum, czy po to, aby innych tą nienawiścią zarazić?

    „Pozniej w USA tez trzeba bylo sie spinac i harowac wiecej niz w Polsce ale juz na luzie, pod wielkim niebieskim niebem i przestrzeniami bez konca”

    Owszem, przestrzenie są nadal, a co zostało z tego błękitnego nieba? Masz brudna zawisinę koktajlu chemicznego, niemal dzień w dzień. Nie podobały ci się fekalia pływające w polskiej rzece, to masz w nagrodę toksyczne sole metali rozpryskiwanie na amerykańskim niebie.

    Świeże powietrze, zdrowe jedzenie, czyściutko, pachnąco, nikt nie bije, co najwyżej wyślę na wojnę. Ameryka!
  • @tańczący z widłami 19:02:07
    też krzyczałem w obecności mojej wychowawczyni hujjaaa!

    I to jest też tylko moje.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031