Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
293 posty 1613 komentarzy

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Polak. Patriota. Humanista.

AMEN -Autobiografia Naukowa -Odc.7

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Priorytetową sprawą w życiu każdego człowieka jest wygrać własne. Najważniejszym pytaniem dla każdego i na zawsze; tak na co dzień i od święta: Co dalej?

AMEN – Odcinek 7. Początki w wojsku.

Chciałem być muzykiem zostałem - lekarzem wojskowym...

Niestety moja kariera muzyczna, skończyła się w snach na poziomie liceum. Wrota Konserwatorium nigdy się przede mną nie otworzyły; wbrem moim chęciom, marzeniom i talentom...ponieważ...

Moja Mama, zawsze chciała być lekarzem. Niestety wojna i lata po - nie pozwoliły spełnić, jej własnych marzeń  z dzieciństwa. Przekonała mnie, że ja powinienem zdawać na Studia Medyczne w Warszawie. Złożyłem więc tam papiery, (ku prawdziwej lub bardzo dobrze udawanej rozpaczy mojej Pani nauczycielki fortepianu), która dla mnie już zorganizowała, niemal pewne miejsce w Konserwatorium - wraz ze znanym wówczas profesorem fortepianu).

Niestety tak wyszło. Ja przecież chciałem TAK; dziś czasami bardzo żałuję, że stało się NIE. Ludzie w większości nadużywają słów: „nie i niestety”, próbując tak właśnie tłumaczyć i definiować swoje błędy przeszłości, zwalając winę na innych i okoliczności.

Pamiętam jak pojechałem do dziekanatu Akademii Medycznej, aby zapytać o miejsce w akademiku dla mnie i tam dowiedziałem się, że to niemożliwe, ponieważ mieszkam za blisko Warszawy. To był cios prawdziwy, poniżej pasa oraz ogromny problem. Wprost nie wyobrażałem sobie, jak mógłbym tak studiować medycynę, ucząc się anatomii w obecności „tłumów” osób, będących w moim domu. To było absolutnie nierealne. Dodatkowo, musiałbym też 3-4 godziny dziennie spędzać w autobusie dojeżdżając na uczelnię.
Tymczasem w szkole muzycznej, drzwi Melpomeny, już się za mną zawarły. Obrażone rozstaniem – razem z gorzkimi słowami czyjejś tam prawdy - na temat mojej głupoty.

Nie bardzo wiedziałem, co robić z fantem swojej przyszłości. A to przecież zawsze najważniejsze pytanie w takich momentach -przełomów w życiu.

Priorytetową sprawą w życiu każdego człowieka jest - wygrać własne.

Najważniejszym pytaniem – dla każdego i na zawsze - tak na codzień i od święta: Co dalej?

Przypadek (taki co to chodzą po ludziach) sprawił, że kilka dni później...nasze Liceum odwiedziło dwóch podchorążych z WAM - (Wojskowej Akademii Medycznej) w Łodzi. Ubrani byli „teatralnie” - w tradycyjne mundury z Powstania Listopadowego 1831 roku. Wyglądali w nich imponująco. Wszystkie dziewczyny „piały z zachwytu”.

Błyskawicznie pomyślałem, że... WAM, że wojsko to jest naprawdę, napewno coś dla mnie. Tymbardziej, że za mundurem...i to takim - panny sznurem.
Wiedziałem, że muszę się tam dostać, choć wszyscy koledzy zaczęli mnie przekonywać, że nie mam szans i tylko raczej marnuję czas.
Ich zdaniem Warszawa była lepszym rozwiązaniem – a podobno za autobusem...panny też kłusem.

Wraz z trójką kolegów z liceum, złożyłem do WAM-u, papiery. Było nas czterech „muszkieterów”.
Oczywiście przyjąłem rolę d’Artagnana. Egzaminy miały się odbyć za miesiąc, były bardzo trudne,
a jak podała łódzka prasa, na jedno miejsce w uczelni - pretendowało ponad 20-tu kandydatów.

W dodatku koledzy poinformowali mnie (po cichu tak w sekrecie), że mają w bliskiej rodzinie wojskowych w randze generałów, że właściwie mają już miejsca zapewnione. A ja... według nich, nie miałem raczej żadnych szans. Przyjmowano zresztą do tej uczelni wojskowej, akurat w 1967 roku tylko 50 osób...

Te wszystkie złe wiadomości, nie spowodowały braku mojej determinacji. Wprost przeciwnie.
Zawsze byłem uparty lubiłem, trudne sytuacje, a tym razem nie miałem również innego wyjścia.
Pragnienia młodości trzeba było odstawić na bok. Pojechałem wiec tam - na WAM...
Był początek czerwca 1967 roku...

Pierwszy raz w życiu zdawałem pisemne egzaminy, w formie testów. Okazało się, że zdałem je super dobrze. Drugi najlepszy. Zostałem dopuszczony do ustnych, które też zakończyły się dla mnie pomyślnie.
A moi koledzy z „rodzin generalskich”, pożegnali się z WAM - już po pisemnych.
Kilka tygodni później dostałem powołanie do wojska.

Okazało się jednak, że jest duży problem: byłem niepełnoletni, nie miałem skończonych nawet jeszcze 17 lat.
Ale widocznie, ponieważ zdałem egzaminy wyjątkowo dobrze, zrobiono dla mnie ten mały wyjątek.
Tak przynajmniej wtedy myślałem.

Przez następne tygodnie byłem lokalnym „celebrytą” Piaseczna; wieść gminna o moich sukcesach rozeszła się błyskawicznie. Równie szybko zresztą umarła... śmiercią czasu i natury.
Jedną z wymiernych dla mnie korzyści, była niespodziewana przychylność „dziewczynów” mojej klasy maturalnej, szczególnie pięknej „Jagody”, o której wdzięki zabiegałem bezskutecznie już od długiego czasu.

Nagle ta moja jedyna, wymarzona...zmieniła zdanie. Zawsze mówiła do mnie: „wszystko można - tylko z wolna i z ostrożna”. Teraz sama zadzwoniła, zaprosiła mnie do siebie – na herbatkę. W czasie naszego spotkania, bez wielkich słów, moje uczucie się skropliło... - kilka zresztą razy.
Przyrzekliśmy sobie, przy okazji dozgonną miłość... po czym, już nigdy w życiu jej nie spotkałem.
A może stało się to po latach...ale Jagody nie rozpoznałem. Któż to wie - ja nie.

Tuż przed rozpoczęciem studiów, choć byłem niepełnoletni, zostałem nawet wychowawcą dzieci na kolonii letniej w Zalesiu. Mama była kierownikiem i organizatorem kolonii, więc ukryła ten fakt przed wszystkimi, w szczególnie gronem pedagogicznym.
Najważniejsze, że podobno wywiązałem się nieźle z obowiązków wychowawcy.

Zdarzył się wtedy pewien głupi incydent - kiedyś z chłopakami mojej grupy, pojechaliśmy do ZOO. Tam oni zapalili papierosa. Ja też. Ktoś uczynny doniósł o tym fakcie innym nauczycielom. Mama i ja mieliśmy kłopoty; okazało się, że nie z powodu palenia a z braku właściwego nadzoru wychowawcy. Wszyscy myśleli, że ja byłem kolonistą i nie było wychowawcy, który jakoś zostawił dzieci bez opieki. Skończyło się jednak bez większych konsekwencji. Najważniejsze, że przy tej okazji, zarobiłem parę groszy na start - w nowym rozdziale mojego życia.


Wojsko: 1967-1977

Wojskowa Akademia Medyczna - 1967-1974

Do Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi, pojechałem w lipcu 1967r. Na starcie pojawił się znowu ten sam problem: nie miałem jeszcze dowodu osobistego, więc traktowano mnie inaczej – może trochę z przymrużeniem oka. Jako gówniarza...

Pierwszy dzień zapamiętałem dokładnie: najpierw zabrano nam ubrania cywilne, ostrzyżono do gołej skóry, po czym zaprowadzono czwórkami do łaźni ogólnej. Tam kąpaliśmy się wspólnie nago - kilkadziesiąt chłopa.
Potem wydano nam mundury i wróciliśmy czwórkami do naszego bloku, gdzie Szef Kompanii: Sierżant Mrozowski - wydał nam wszystkie potrzebne rzeczy, podzielił na drużyny i wskazał pokoje w koszarach.

Pierwsza noc była szczególna, bo nareszcie miałem, swoje własne łóżko. Wprawdzie nie było tam kołdry, tylko koc, ale spałem chyba pierwszy raz w życiu - absolutnie sam w łóżku.

Następny poranek okazał się jednak przykry, przedwczesny. Przerwano nasze senne marzenia rano o 5.30 pobudką, na „zaprawę poranną” czyli gimnastykę i bieg wokół koszar; w butach wojskowych, no i samych tylko, luźnych gaciach, zwanych „dynamówkami”. Trwało to pół godziny i od tego dnia było to samo codziennie rano; przez całe lata studiów.
Nawet zimą, przy wielostopniowym mrozie, nie można było zakładać koszuli. Wtedy dla mnie, to była prawdziwa gehenna ale po wielu latach wspominam to, jako najlepszą formę przebudzenia i zahartowania ciała – z samego rana – sprzed śniadania.

Robię tak do dziś. Każdy dzień zaczynam od ćwiczeń rozciągania mięśni i dyscypliny oddechu. Taka „Polska Yoga” ale uważam, że po kilku godzinnym, w sumie nocnym bezruchu ciała – to jest wprost konieczne.
Należy bowiem rano...
Rozbudzić całe ciało, wszystkie narządy, rozruszać zaspane mięśnie i układ krążenia – tak aby zaczęły dobrze pracować w innej rzeczywistości, pozycji stojącej, klimacie powietrza.
Nazywam to „przeciąganiem ciała” - zaś poranne medytacje myślowe, nazywam... „przeciąganiem duszy”.

Wracając na WAM, rozpoczął się dla nas okres unitarny- przygotowań, gotowości do złożenia przysięgi wojskowej. Każdego dnia tygodnia, od 8-ej rano do wieczora, mieliśmy zajęcia z różnych przedmiotów wojskowych; ćwiczenia na poligonie, strzelanie, manewry. Wszystko na czas i rozkaz.

Na posiłki chodziliśmy 3x dziennie; czwórkami do stołówki. Siadaliśmy i jedliśmy na rozkaz oraz też w ten sposób kończyliśmy: śniadania, obiady, kolacje. Wszystko wedle ustalonego drygu armii.
Brzmiało to tak: „Podchorążowie, do śniadania, na rozkaz - siad”. Było dokładnie 15 minut czasu, a następnie padała głośna komenda: „Podchorążowie: koniec śniadania – na rozkaz powstań”. Tyle.

W soboty/niedziele i święta pobudka odbywała się wprawdzie pół godziny później, ale wszystkie pozostałe czynności przebiegały, według tego samego drylu; na rozkaz. Nie było zajęć, a od rana, każdy czyścił przydzieloną mu broń: Karabin Kałasznikowa musiał wyglądać jak metalowa biżuteria.
No i tak… było... do obiadu.
Wieczory i niedziele, były praktycznie wolne od zajęć, ale w okresie unitarnym, nie mieliśmy prawa i nie zezwalano nam wychodzić poza koszary. Przepustek wtedy nie było. Pisaliśmy, więc głównie listy i czytaliśmy książki.
Był to intensywny okres przygotowań do studiów wojskowych.

Przysięga odbyła się 01.10.1967 roku; na boisku uczelni, przy dźwiękach „muzyki marszowej”, tzn. Warszawianki. Pamiętam ten dzień też doskonale. Była ciepła niedziela, jasno, bezchmurnie.
Po raz pierwszy założyliśmy galowe mundury podchorążych, choć na głowach mieliśmy zielone hełmy.
Po przysiędze odbyła się defilada. Najpierw naszego rocznika, potem pozostałych podchorążych całej uczelni. Ponieważ, byłem jednym z najwyższych studentów w naszej kompanii, maszerowałem w pierwszej czwórce.

Pierwszy raz i chyba jedyny w życiu, widziałem w oczach mojego ojca wielkie łzy, spływające po policzkach. Był wyraźnie wzruszony, patrząc na syna w mundurze, składającego przysięgę. Matka, jak to kobieta- tak samo. Widać było, że są ze mnie dumni, że ten dzień był szczególny w ich życiu. Moim też.
Nigdy więcej potem, nie widziałem więcej rodziców w stanie takiego wzruszenia.
Czułem się wyjątkowo a widok twarzy ojca, trzymam w albumie mojej pamięci do dziś.

Po uroczystościach „chrztu czysto wojskowego”, cała nasza uczelnia; wszyscy podchorążowie czwórkami, defilowała ulicami miasta do gmachu Operetki Łódzkiej. Tam odbyła się uroczysta inauguracja roku akademickiego Odśpiewaliśmy wszyscy głośno „Gaudeamus Igitur, Juvenes Dum Sumus” - po czym udaliśmy się z powrotem do koszar na żołnierski poczęstunek. To był wyjątkowy, jedyny dzień w roku, kiedy koszary były otwarte dla rodzin i znajomych cywilów.

Od poniedziałku 02.10.1967, rozpoczęły się zajęcia na uczelni. Tego dnia była anatomia w Collegium Anatomicum, przy ul. Narutowicza. Blisko WAM i obok Teatru Wielkiego w Łodzi.
Codziennie maszerowaliśmy na zajęcia czwórkami i wracaliśmy tak samo. Nie było „zmiłuj” dla nas; nawet dla śniegu czy deszczu. Nikt czwórkami nie chodził z parasolem. W zastępstwie była czapka ale przemakalna. Wychodziliśmy odpowiednio wcześnie rano by zdążyć na zajęcia, które zawsze zaczynały się o 8.00 rano.

Marsz wojskowy odbywa się w tempie 4-5 km na godzinę. Jeżeli jakieś zajęcia odbywały się daleko, gdzieś tam - kilometry poza Łodzią, wożono nas dużymi ciężarówkami z plandeką.
Zimą było to również raczej…. nieprzyjemne, szczególnie z mrozem poranka.

Pamiętam też pierwsze zajęcia z anatomii, które mieliśmy zawsze ze studentami uczelni cywilnej. A więc brały w nich udział również dziewczyny, choć chyba wtedy...nawet, jeżeli myśleliśmy o nauce i sztuce anatomii - to z pewnością nie takiej, o której akurat mówił wykładowca.
Nasze myśli, były gdzieś tam indziej...bliżej tajemnic ciała.

W prosektorium w dużych ocynkowanych wannach, wypełnionych po brzegi formaliną, (która też śmierdziała omdlewająco), leżały zwłoki wielu różnych osób. Dla większości studentów, szczególnie tych w sukienkach;
to był olbrzymi szok oraz co najmniej odrażający widok. Przynajmniej na początku.

Pamiętam dobrze, jak podczas pierwszych zajęć, nasz asystent anatomii, próbował jakoś zachęcić wszystkich, zwłaszcza obecne dziewczyny, do nauki i ćwiczeń w tych „omdlewających”warunkach. Aby pokazać, że wszystko jest zwyczajnie proste - tylko kwestią przyzwyczajenia, powiedział:
Proszę Państwa, proszę na mnie dobrze spojrzeć. Robię to od wielu, conajmniej 15 lat.

W tym momencie, włożył palec w rozcięty brzuch zwłok jakiegoś mężczyzny i następnie go polizał.
Potem dodał:
Jak widzicie- to nic strasznego ani groźnego. Można do wszystkiego się przyzwyczaić. Proszę, niech teraz każdy zrobi to samo, tak na dobry początek i pierwszą lekcję anatomii.

Wszyscy studenci po kolei zaczęli powtarzać czynność asystenta. Jedni z dużym, inni z większym niesmakiem. Zwłaszcza kobiety. Ale cóż, jak chce się być lekarzem...trudno, trzeba się poświęcać.

Tylko ja, w grupie kilkunastu osób, zauważyłem, że asystent włożył w rozcięty brzuch denata... palec drugi - wskazujący, a polizał środkowy. Zrobiłem więc dokładnie tak samo - jak on.

Po zakończeniu „ceremonii inicjacji”, wykładowca podsumował zajęcia w prosektorium - w słowach następujących:
Zapamiętajcie Państwo dobrze od dziś:
„Medycyna jest nauką polegającą na sztuce obserwacji. Wszystko od tego się zaczyna”.
Tylko jeden z waszych kolegów, zrobił to - co ja - dokładnie. Włożył jeden palec w brzuch denata, a polizał drugi”.

Zwrócił się wtedy do mnie:
Jak Pan się nazywa? Tylko Pan zaliczył dziś ten pierwszy egzamin - dla reszty, to będzie dobra nauka.

Medycyna to sztuka obserwacji - od początku naszej cywilizacji do dziś.

Tak będzie zawsze. Proszę o tym pamiętać.


Dr Ryszard Opara (koniec odcinka nr 7)
 

KOMENTARZE

  • Kurka wodna.Ten odcinek jest THE BEST.Musze ze 2 dni pomyslec
    jak sie pod tym podpisac.
  • @staszek kieliszek 07:10:15
    Szczególnie ta perełka...
    "W czasie naszego spotkania, bez wielkich słów, moje uczucie się skropliło... - kilka zresztą razy. "
  • @staszek kieliszek 07:10:15
    Panie Staszku,

    Cieszę się, że Pan czyta i że Panu się podoba...
    Myślę, mam nadzieję, że kolejne odcinki będą coraz lepsze, bo powoli będę wkraczał w "wiek męski" (wiek zwycięstwa albo klęski) - tak że chyba będzie ciekawiej i bardziej interesująco - dla dorosłych.

    Szkoda tylko, przynajmniej ja żałuję, że jednak mało ludzi czyta moją biografię i mało osób komentuje.

    No cóż może Panu sie podoba - innym nie. Rzecz osobista, choć może trudna do zrozumienia.

    Piszę Panie Staszku, nie "Szanowny Panie", jak zwykle zaczynałem swoje komentarze, bo ostatnio zwrócono mi uwagę (na PW), żebym się nie wygłupiał i zwracał do ludzi normalnie...
    Tymbardziej, że mieszkam w Australii a tu wszyscy mówią sobie na Ty.
    Może i racja - ja chciałem po prostu uszanować moich dyskutantów.

    Pozdrawiam
  • @zadziwiony 10:42:53
    „Perełka” ? Szkoda że w stylu soft porn.
  • @
    //Robię tak do dziś. Każdy dzień zaczynam od ćwiczeń rozciągania mięśni i dyscypliny oddechu. Taka „Polska Yoga” ale uważam, że po kilku godzinnym, w sumie nocnym bezruchu ciała – to jest wprost konieczne.//

    Może się komuś przyda...

    Książka zawiera wiele ćwiczeń
    https://www.youtube.com/watch?v=q5QAWtOKqPc
    http://www.gutenberg.org/ebooks/13402

    Schemat pełnego oddechu
    https://reverb-res.cloudinary.com/image/upload/Yoga-Breath_wgg6h3
  • @Lotna 11:15:06
    Czasami prawiasz wrażenie , że należysz do kobiet z częstymi migrenami....
  • @zadziwiony 14:05:11
    Doprawdy? :))
  • @Lotna 20:05:27
    Tańczący Ci odpowiedział, bo takie same odniósł wrażenie :):)
  • Medycyna to sztuka obserwacji - tekst świetny i pouczający
    Przeczytałem wcześniej tylko rozdział 1 i dopiero dzisiaj wróciłem do Pana wspomnień. Tekst nr 7 był dla mnie i merytorycznie interesujący, jako że przypominający życie w PRL i pouczający: "MEDYCYNA TO SZTUKA OBSERWACJI - od początku naszej cywilizacji do dziś."

    Proszę spróbować przekonać do tej NACZELNEJ zasady medycznej aktualne, importowane zza Oceanu, "lobby antyszczepionkowe" w III RP.
    http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2018/04/Hebraisci-antyszczepienni.jpg

    Na wszelki wypadek przypominam pierwotną definicję coraz bardziej popularnego, także ponoć w III RP zjawiska autyzmu, sformułowaną jeszcze w 1910 roku przez Eugena Breulera: "jest to autystyczne wycofanie się pacjenta do jego urojeń, przeciw którym jakikolwiek wpływ z zewnątrz jest traktowany jako niedopuszczalna ingerencja" (autistic withdrawal of the patient to his fantasies, against which any influence from outside becomes an intolerable disturbance)
  • @tańczący z widłami 21:50:18
    cyt.: "W ogóle Pan Opara jakoś dziwnie pisze na temat seksu. Bo co to znaczy skropliło ? "

    Łoj tam, łoj tam. Czepiacie się kolego. Pewnie nie byliście na tej lekcji, bowiem OPARY maja to do siebie, że przy sprzyjających warunkach potrafią się skroplić. Ja osobiście to raczej czekam na jakieś rewelacje w biografii Autora, które może odparują toksyczne opary pomówień snujące się w jego alternatywnych nieautoryzowanych biografiach publikowanych to tu to tam. Samemu lepiej nie dotykać przedmiotu bo można się oparzyć.
  • @tańczący z widłami 21:15:21
    Tak dla wyjaśnienia - odpowiadam...

    Ja nie ściągnąłem dowcipu z serii o lekarzach...Tak rzeczywiście było...

    Być może nasz asystent anatomii to zrobił, ja wtedy pierwszy raz to słyszałem; chociaż potem opowiadałem wiele razy...

    Proszę też pamiętać, że to był rok 1967 a więc wiele lat temu.
    Być może to już wtedy był dowcip - ale dla nas studentów to była nowość.

    PS Asystent nie włożył palca do formaliny ale do zwłok mężczyzny.
    Być może stężenie tej formaliny było "rozwodnione" - ale "opary" były
  • Tak Pan jak i ja nie poszlismy na studia na jakie bysmy chcieli
    Rolnictwo to byla moja pasja wypita z mlekiem matki. Praca na ogrodku dzialkowym ojca byla dla mnie jak seks a rowiesnicy kopali w pilke. Dziadowie, pradziadowie, studiowali rolnictwo w Berlinie a moj ojciec byl synem soltysa. W komunie rolnictwo bylo w wielkiej pogardzie, liczyla sie technika, postep. Nawet nie probowalem nikomu powiedziec o mej milosci do roli bo stalbym sie posmiewiskiem w rodzinie i szkole. Tak wiec poszedlem na politechnike, wydzial mechaniczny. O ile praktyka robotnicza mi bardzo podchodzila to wyklady, zajecia z asystentami byly koszmarem. Im nie chodzilo wcale by mnie czegos nauczyc ale udupic. Jakas niewytlumaczalna nienawisc do studentow z nich az buchala. Matematyki, oderwanej od zycia nie potrafilem pojac. Jakies ciagi cyfrowe, rachunek prawdopodobienstwa, calki, rownania. Zreszta pozniej pracujac jako inzynier mechanik w USA nie spotkalem sie ani razu by te matematyczne dyrdymaly byly mi do czegokolwiek potrzebne. Po prostu w zyciu nie ma czasu na takie teorytyczne rozwazania, trzeba rysowac szybko, instynktownie, bez zastanawiania sie, klijent ponagla, termin dostawy maszyny juz uplynal i jak do piatku maszyna nie wyjedzie z "szapy" to beda kary umowne.
    Tak wiec po 3 semestrze dostalem urlop dziekanski, probowalem cos na budownictwie wodnym ale tam tez byla matematyka wiec wyzsze wyksztalcenie na tym u mnie sie zakonczylo. Pozniej juz byla tylko szkola zycia.
    Podziwiam Panska erudycje, pomiec do szczegolow i oczekuje nastepnych odcinkow.Dzieki.
  • @tańczący z widłami 21:31:05
    Ćwiczenia oddechowe, będę później nieco opisywał w dalszych odcinkach.

    Ogólnie: ODDYCHANIE - to jedna z najważniejszych funkcji organizmu.
    Bez oddychania człowiek może przeżyć kilka minut (4-5 min) potem z powodu braku tlenu, rozpoczyna się proces deoksydacji.
    Szczególnie wrażliwe są komórki mózgu człowieka (neurony).

    Wymiana tlenu i CO2 - odbywa się w pęcherzykach płucnych.
    Bardzo istotne jest oddychać możliwie głęboko - aby wypełnić wszystkie pęcherzyki płucne.
    Jeżeli się tego nie robi pęcherzyki po prostu włóknieją, zarastają.
    Należy też oddychać wolno. Możilwie jak najwolniej - aby jak najdłużej trzymać tlen w pęcherzykach.

    Prosty dowód, przykład znaczenia tego co mówię: np proszę zwrócić uwagę jak oddych pies: płytko i szybko...Jak długo pies żyje???
    Zwierzęta, które wolno oddychają -żyją dużo dłużej niż psy...

    Jest wiele technik oddychania - można je znaleźć w internecie.

    Ale tak naprawdę należy kilka razy dziennie - szczególnie z rana wziąć kilkanaście jak najgłębszych oddechów - najlepiej w pozycji siedzącej.
    Maxymalnie głęboki wdech przez nos; trzymać go możliwie najdłużej, wydech maxymalnie długi - przez usta.

    Ja rano w pozycji "lotosu": siedzę 10 min - i mam 10 oddechów - jw.
    Czyli 1 odech na minutę. Tak się wyćwiczyłem.

    Staram się powtarzać cwiczenia oddechowe jw. kilka razy dziennie - na siedząco, stojąco...

    Mógłbym wiele mówić na ten temat ale nie chcę zanudzać.
    Proszę spróbować.

    Pozdrawiam,
  • @tańczący z widłami 21:50:18
    Szanowni Panowie,

    Byłem wtedy młodym chłopakiem, inaczej zupełnie podchodziłem do tych spraw. Chciałem jakoś to elegancko opisać - może wyszło niezręcznie.

    Uczucie jest stanem ducha - a ciało, fizyka młodego człowieka wrze na widok pięknej, pożądanej kobiety.
    Fizjologia jest stanem fizyki, nad którą młody chłopak nie ma kontroli.

    Poza tym jestem Oparą - a opary się skraplają nie tryskają.

    Jeżeli kogoś, szczególnie Panie, tą swoją przenośnią, metaforą uraziłem -przepraszam.

    Tak jakoś wyszło - a raczej się skropliło.

    Pozdrawiam
  • @Gasienica 23:26:13
    Szanowny Panie,

    Tak właśnie dokładnie jest. Medycyna jest sztuką obserwacji.
    Tak wogóle powstała medycyna tradycyjna - przez wieki cywilizacji.

    Być może nie doceniałem tych słów, jako student medycyny, ale potem jako praktykujący lekarz, tak naprawdę zrozumiałem znaczenie tych słow.
    Doszedłem do takiej wprawy, że kiedy spojrzałem na pacjenta, który wszedł do mojego gabinetu, po paru chwilach obserwacji, byłem niemal pewien - jakie ten człowiek ma dolegliwości; na co choruje.

    Teraz już właściwie nie praktykuję, ale bardzo często przyglądam się spotykanym ludziom - i myślę o nich właśnie w ten sposób.
    No i doradzam, co mają zrobić...

    Będę o tym pisał w dalszej części swojej biografii - ale tak naprawdę - moją aktualnie "Misją życia" - jest pomaganie innym ludziom.

    Proszę mi wierzyć nie może być większej przyjemności ani satysfakcji w życiu, jak właśnie pomóc komuś...w potrzebie. Przynajmniej dla mnie.

    Pozdrawiam

    PS Odnośnie szczepionek (jak i antybiotyków; innych leków).
    Uważam, że szczepionki to jeden z największych przekrętów medycyny współczesnej.
    Dlatego też przestałem praktykować - przestałem wierzyć w medycynę konwencjonalną - zajmuję się medycyną cybernetyczną i holistyczną.
    O tym też potem.
  • @Ryszard Opara 03:20:45
    Z tym oddychaniem to tez mialem kilka przygod. Bog stworzyl mnie z dobra pojemnoscia pluc wiec basen olimpijski (50 m) moglem przeplywac pod woda bez problemu. Pracowalem w Studio Filmow Rysunkowych w Bielsku Bialej z rezyserem Stanislaw Dulz. Ten gosc nigdy kulturystyki nie uprawial ale klate to mial wielka, jak wchodzil do baru to sie sciszalo. Gosc potrafil w basenie unosis sie jak korek na stojaco nie ruszajac rekami czy nogami, taka mial pojemnosc pluc.
    Niestety choc mialem duze pluca to mialem jakies zwezenie w nosie i nie oddychalem lewa dziurka, to powodowalo otwieranie sie ust w czasie snu, sucho w ustach, chrapanie i jezyczek w gardle mi urosl ponad miare. Z powodu bezdechu w nocy bylem w dzien pitomy, zasypialem przy stole, na czerwonych swiatlach w samochodzie a raz wywalili mnie z pracy za spanie na klawiaturze komputera. Poszedlem wiec na laserowa operacje tego jezyczka w gardle. Wrocilem do domu a tu krwotok. 1/3 wiadra krwi. Za oknem burza z piorunami. I tak zaczalem tracic czucie w nogach, rekach , sluch, a w oczach pojawily sie czarne, prostokatne piksle i w koncu zobaczylem czarny ekran i pojechalem w nieskonczonosc. Jak dlugo bylem w tej ciemnosci? Co wyrabiala w tym czasie moja zona w rozpaczy?
    Dosc, ze sie obudzilem, krwotok ustal.
    Probowale wielu maszyn do oddychania ale wszystkie sa do niczego. Tymczasem nasz organizm ciagle sie zmienia, schudlem, cos sie pootwieralo w gardle, w nosie i juz nie chrapie.
    Medycyna to nie latwa dziedzina, nie mozna ulozyc jej w tabele, wzory, formuly.
  • @tańczący z widłami 22:11:45
    Mnie sie podoba , bo Opara pisze szczerze. A jesli nie szczerze to tez mi sie podoba. Lubie takie Szwejkowe przygody zyciowe czytac. Nie cierpie wymyslonej fabuly jak filmy. Nie ogladalem filmu od lat.
  • @Ryszard Opara 03:42:32
    "PS Odnośnie szczepionek (jak i antybiotyków; innych leków).
    Uważam, że szczepionki to jeden z największych przekrętów medycyny współczesnej."



    Jestem tą wypowiedzią niezmiernie zaskoczona. Był Pan przecież jednym z dyrektorów w zarządzie firmy produkującej szczepionki- Hawaii Biotech, Inc.???
  • @AgnieszkaS 06:46:20
    Szanowna Pani,

    Byłem Prezesem Rady Nadzorczej oraz głównym akcjonariuszem Hawaii Biotech Inc - miałem bardzo eleganckie biuro w Honolulu.

    Miałem podobną funkcję Prezes RN w kilku innych spółkach biotech:
    Avantogen Ltd; Avantogen Oncology; Acuvax Ltd; Polartechnics Ltd

    Hawaii Biotech prowadziło wiele ciekawych badań nad szczepionkami dla różnych chorób: HIV; Dengi Fever; Malaria (w sumie 10). Inne w/w spółki prowadziły badania kliniczne nad chorobami nowotworowymi metabolicznymi, krążenia i innymi.

    Mieliśmy wiele ciekawych odkryć; odkryliśmy wiele leków, szczepionek.

    Jedną z nich był lek o nazwie RP100 - bardzo skuteczny w leczeniu Raka Trzustki; co potwierdziły liczne badania kliniczne... Było wiele innych też obiecujących.

    Pewnego jednak dnia na konferencji Biotech w Los Angeles, podczas swego wystąpienia powiedziałem, że inwestuję, robię to wszystko nie dla pieniędzy...ale dla dobra ludzkości... Zapadła cisza, wszyscy zaczęli patrzeć na mnie jak na wariata...

    Miesiąc później podczas Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy, jeden z większych inwestorów - akcjonariuszy Hawaii Biotech zapytał mnie...
    "czy jest prawdą, to co powiedziałem na Konferencji W LA?"
    Odpowiedziałem - jak najbardziej tak - to moja "misja życiowa"...

    W następnych dniach wszyscy akcjonariusze zaczęli sprzedawać akcje naszych spółek - a Banki wycofały wszystkie linie kredytowe...
    No i tak się wszystko skończyło.

    Wtedy, może zanim się w te sprawy zaangażowałem, jeszcze wierzyłem w konwencjonalną medycynę. Dopiero po czasie przekonałem się, że współczesna medycyna nie zajmuje się leczeniem chorych. To po prostu ogromny interes; najlepszy sposób zarabiania olbrzymich pieniędzy.

    Szanowna Pani - aby zrozumieć medycynę - nie wystarczy być tylko lekarzem - trzeba poznać wszystkie strony medalu.
    Aby zrozumieć dzisiejszy świat - trzeba poznać prawdę rzeczywistości.

    Pozdrawiam
  • @Ryszard Opara 07:26:21
    W kapitalizmie wszystko jest tylko i wyłącznie interesem. Aby to zmienić należałoby wpierw pozbyć się samego sytemu, a później zabrać się za naprawę medycyny. Wątpię jednak, czy kiedykolwiek będzie to możliwe.

    Dziękuję Panu za odpowiedź.

    Pozdrowienia z małego miasteczka niedaleko Los Angeles!
  • @AgnieszkaS 07:51:54
    Sytemu trzeba się pozbyć z naszych głów.

    A do tego potrzeba polityka.

    Polityk to w istocie cywilna nazwa guru, mesjasza. To ktoś, kto potrafi zmienić ludzkie zachowania.

    Nie mamy żadnych polityków, niestety.

    Legenda głosi, że jakiś pojawił się 2000 lat temu, i przemienił świat.
  • Toż to te ludziska wrazliwe
    Mnie określenie o skropleniu uczuć się bardzo podoba. Jest nieco rubaszne , ale i eleganckie , nie naruszajace dobrego smaku wypowiedzi.
    Panie i Panowie są bardziej Ą i Ę niż to potrzebne. Przypomina mi fraszki erotyczne Szatyngera, które też bardzo mi pasują. np.

    "Był las, wrzos i mech,
    Powiedziała : Niech. " lub

    "Wstąpiłem na ciało
    Samo tego chciało"
    inne tutaj. http://fraszki.dowcipy.pl/

    Jeśli chodzi i oddychanie, to może to dowodzić, że sam tlen jest dla naszego rganizmu trujący- musi być w odpowiedniej mieszance z innymi gazami między innymi z dwutlenkiem węgla.
    Są teorie, że w czasie gdy człowiek został stworzony skład atmosfery był inny i stąd może niezbyt doskonałe przystoisowanie naszego organizmu do jej dzisiejszych proporcji.. Stąd potrzeba spowalniania oddechu, by zwiększyć zawartość CO2 w płucach. Zresztą chyba każdemu z nas gdy weźmiemy kilka szybkich głębokich oddechów, to w głowie zaczyna się kręcić.
    Bardzo interesując pańska opowieść o przyczynie wycofywania się inwestorów z pańskich firm. To dowód dla wszelkiej maści lemingozy , czym jest wielka farmacja.
  • @Gasienica 23:26:13
    A może zdyskredytujesz tych ludzi w sposób bardziej merytoryczny bezpośrednio wykazując fałszywość ich konkretnych stwierdzeń ?
  • @tańczący z widłami 09:22:50
    Mam 65 lat. Pływam okazjonalnie, praktycznie bardzo rzadko . W tym roku ani razu. Ale wchodzę do basenu i 25m, nawet trzydzieći bez nawrotu robię z marszu. Pod wodą oczywiście. Nie odbijając się nogami od brzegu basenu.
  • @Ryszard Opara 03:42:32 Living Beings - Creator of In-Formation
    Cytuję opinię dr medycyny, R. Opary:
    „Odnośnie szczepionek (jak i antybiotyków; innych leków).
    Uważam, że szczepionki to jeden z największych przekrętów medycyny współczesnej.”

    No cóż, ja jestem z wykształcenia tylko mgr fizyki (UJ Kraków), M.A. Geofizyki (UC Berkeley), doktorem filozofii (Uni Katowice) oraz kilku jeszcze innych czynności:
    http://markglogg.eu/?p=952
    Otóż z konieczności przypominam zatem szanownemu dr med. z WAM w Łodzi differentia specifica między SZCZEPIONKAMI a ANTYBIOTYKAMI i innymi lekami.

    Normalne LEKI – w tym antybiotyki – UŁATWIAJĄ, zabijając wrogie organizmowi czynniki, zarówno zewnętrzne (głównie bakterie i wirusy) jak i wewnętrzne (głównie własne, patologicznie się zachowujące komórki nowotworów, które z jakichś przyczyn zachowały – lub odblokowały – w sobie genetyczne „wspomnienie” z wczesnoembrionalnego stadium rozwoju danego organizmu, kiedy to jego komórki „mnożyły się na wyścigi" konsumując wszystko, nadające się konsumpcji).

    Natomiast niewielkie ilości TRUCIZN zawarte w SZCZEPIONKACH UTRUDNIAJĄ, ZABURZAJĄ normalny rozwój organizmu, zmuszając go do neutralizacji tychże trucizn (a są to głownie otoczki białkowe wybranych wirusów oraz bakterii, oraz chemiczne 'podniecacze' uśpionego układu odpornościowego). Poprzez Piagetowsko-Lamarckowski efekt „wrównania z nadkompensacją” uszkodzeń spowodowanych tymi mini dawkami SZKODLIWYCH ŚRODKÓW, organizm nabiera ODPORNOŚCI na większe dawki tychże szkodliwych dlań czynników. (Już przed tysiącleciem Chińczycy uodporniali ludzi na czarną ospę, wcierając im w skórę strupy pobrane z osób chorych na tę straszną chorobę; w roku 1980 całkowicie, dzięki masowym szczepieniom, na całym świecie tę straszną chorobę całkowicie wytępiono.)

    A zatem wywołujące efekt HORMEZY, SZCZEPIENIA HISTORYCZNIE NIE NALEŻĄ DO „KONWENCJONALNEJ” MEDYCYNY. Po prostu przy ich stosowaniu wykorzystuje się ODWIECZNE PRAWA BIOLOGII LAMARCKA, o których istnieniu pracowicie stara się zapomnieć Cywilizacja TPD (Technika-Pieniądz-Dupa) w której Pan doktor robił karierę po opuszczeniu PRL-u.

    Czytać więcej, po polsku: NIEZWYKŁA HISTORIA „CECH NABYTYCH” (1979-2008; http://markglogg.eu/?p=622 )
    lub po angielsku: Living Beings (Zoon) – Creator of In-Formation (2013; http://markglogg.eu/?p=640 )
    https://www.verywellfamily.com/anti-vaccine-myths-and-misinformation-2633730
    http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2018/06/Pan-w-Z-nem-3.jpg
  • @AgnieszkaS 07:51:54
    Szanowna Pani,

    W latach 2005-7 również mieszkałem blisko, na południe od Los Angeles - konkretnie w La Jolla oraz Carlsbad - przy polu golfowym.
    Razem z rodzinką.

    Były to również piękne czasy...
    Może kiedyś, gdzieś przypadkowo spotkaliśmy się -

    Ukłony
  • @zadziwiony 09:09:25
    Szanowny Panie,

    Odnośnie tlenu, to z pewnością nie jest on dla organizmu trujący.
    Najlepszy dowód: co się pacjentowi podaje w każdej sytuacji zagrożenia życia - tlen i to w 100%.
    Oczywiście 100% jest umowne - nikt, nigdy w sumie tak nie oddycha.

    Natomiast dwutlenek węgla jest też przydatny. Rozszerza on bowiem tzw. naczynia włosowate organizmu a w płucach jest to bardzo istotne, bo właśnie tam, w pęcherzykach płucnym odbywa się utlenianie krwi, (która potem żyłami płucnymi idzie do lewego przedsionka, potem lewej komory - a ta z kolei pompuje utlenioną krew, poprzez aortę - do całego organizmu.

    Istnieją przypuszczenia, że w świecie przedpotopowym (no i w raju) - ciśnienie atmosferyczne było na poziomie ok 1,500 hektopascali. Takie ciśnienie powodowało, że stężenie tlenu w atmosferze było ok. 40% - dlatego ludzie żyli dłużej - ponoć kilkaset lat (niektórzy ok tysiąca).

    (W dzisiejszym świecie ciśnienie atmosferyczne jest ok 1,000 hps) a poziom tlenu jak wiemy ok 21%) - dlatego ludzie żyją o wiele krócej.

    Jest to wykorzystywane w tzw. komorach hyperbarycznych, które w sumie poprawiają utlenienie i ukrwienie organizmu człowieka - szczególnie jeżeli podwyższy się też poziom CO2 - do 1.5%

    Odnośnie Sztaudyngera - to mój ulubiony fraszkopisarz - szczególnie jego fraszki erotyczne są wspaniałe i przezabawne.

    Pozdrawiam
  • @tańczący z widłami 09:10:09
    Szanowny Panie TzW,

    Pozycja Kwiat Lotosu - nie jest konieczna.
    Ważne, żeby płuca były w pozycji pionowej, niczym nie obciążone - bo to zwiększa, przynajmniej teoretycznie pojemność płuc oraz ułatwia bardzo ruchy przepony.

    Oddychanie pełnymi płucami - oraz możliwie wolno jest najważniejsze.

    Na marginesie, krótka historia:

    Kiedyś, będąc (na zastępstwie) lekarzem w Nowej Zelandii, przyszedł do mnie pacjent po zaświadczenie lekarskie o stanie zdrowia, potrzebne mu do przedłużenia prawa jazdy.

    Spojrzałem w kartę pacjenta, z której wynikało że ma 95 lat... Spojrzałem na pacjenta - wyglądał na 65 - w zwiazku z tym zapytałem o nazwisko, podejrzewając, że recepcjonistka dała mi złą kartę.
    Okazało się jednak, że nie. To był ten sam człowiek, ale wyglądał naprawdę niesamowicie zdrowo - jak na 95 lat. Nigdy nie chorował.

    Zbadałem go, przejrzałem badania laboratoryjne krwi, które przyniósł - wszystko wydawało się w porządku - po chwili więc zapytałem tego pana - o tajemnicę jego super zdrowia i super wyglądu.

    Odpowiedział mi wprost. Zdrowo żyję, niedużo jem ale to co chcę; codziennie spaceruję ok 10 km - a najważniejsze - oddycham 2-3 razy na minutę. To wszystko...cały mój sekret.
    Zaświadczenie oczywiście mu dałem.

    Nie wiem co się potem dalej z nim działo - ale od tamtej pory w sumie, staram się robić to samo: zdrowa dieta, spacery, pływanie, oddychanie.

    Zobaczymy... może za trzydzieści parę lat...jak dobrze pójdzie...

    Pozdrawiam
  • @Gasienica 10:34:26
    Szanowny Panie,

    Nie będę z Panem polemizował - i nie mam tak znakomitych kwalifikacji uniwersyteckich jak Pan.

    Mam swój własny rozum oraz wiedzę opartą na wielu latach praktyki i obserwacji. Moim zdaniem każda choroba jest reakcją organizmu na rozmaite czynniki patogenne, które przewyższają zdolności obronne - odpornościowe tego organizmu.

    Każdy człowiek powinien "słuchać" własnego organizmu oraz zrobić wszystko co możliwe aby maksymalnie wzmocnić siły odporności.

    Absolutnie nie wierzę w skuteczność szczepionek i antybiotyków - oczywiście doskonale wiem, że to są zupełnie inne leki.

    Podam Panu dwa przykłady z historii...

    Jak Pan wie w czasach średniowiecza, najgroźniejszą chorobą była tzw. "czarna śmierć" - dżuma. W XIV wieku - 60% populacji Europy, zmarło w czasie epidemii "czarnej śmierci" - kilkaset milionów ludzi zmarło na tę chorobę. Ale w XVIII wieku, właściwie ta choroba przestała istnieć.

    Dlaczego? - Przecież nie było wtedy żadnych szczepionek, antybiotyków
    Odpowiedź prosta. System obronny ludzi zaczał tworzyć przeciwciała - przeciwko tzw. pałeczce dżumy. - powodującej chorobę, epidemię.

    Podobnie było z wieloma innymi chorobami.
    Np. Kiła - Syfilis - była łagodną "endemiczną" chorobą, wśród Indian obu Ameryk. Ale w Europie była wogóle nie znana. No i co się stało...
    Otóż marynarze Kolumba i innych zdobywców Ameryki, przywozili "krętki blade" - do Europy... no i Kiła/Syfilis stała się bardzo popularną oraz ostrą chorobą zakaźną na starym kontynencie. Ludzie czasem umierali, kilka dni po zarażeniu. Obecnie jest to nadal choroba zakaźna STD - ale przewlekła; ludzie powoli się uodpornili. (Patrz wyżej).

    To tyle. Jak wspomniałem - jestem zwolennikeim medycyny holistycznej i naturalnej - taką stosuję dla siebie i bliskich.
    (Całkowicie przestałem wierzyć i stosować medycynę konwencjonalną).

    Od tej pory - NIGDY na nic nie chorowałem.

    Pozdrawiam
  • @Gasienica 10:34:26
    Jak się jest spoecjalistą od wszystkiego, to przeważnie od niczego.....
  • @Ryszard Opara 14:19:17 Ja też, między 6 i 71 rokiem na nic poważnego nie chorowałem.
    Szanowny Panie,

    Napisał Pan:

    "Całkowicie przestałem wierzyć i stosować medycynę konwencjonalną.
    Od tej pory - NIGDY na nic nie chorowałem."

    Ale kiedy to było, ta rezygnacja z medycyny konwencjonalnej, w której zakresie był Pan przecież specjalistą?

    Otóż według danych z rozdz. 7 urodził się Pan w 1950 roku, czyli 8 lat później niż ja. Ja też poszedłem o rok wcześniej niż zwykle do szkoły, ale w prewentorium w Rabce zapadłem, w wieku lat 6, na prawie wszystkie dziecięce choroby, z dyfterytu to mnie ratowano za pomocą właśnie wprowadzonej w PRL penicyliny, tak że musiałem repetować 1 klasę. Potem były jeszcze jakieś zapalenia ucha itd. ale za wyjątkiem dentysty, złamań nogi i ręki, to do wieku lat 71 na nic, wymagającego "konwencjonalnej" medycyny, nie chorowałem. I nagle, 5 lat temu na Klinice Oftalmologicznej UJ w Krakowie zdiagnozowano u mnie chłoniaka płaszcza w obu oczodołach, na Klinice Hematologicznej ratowali mnie, chemią oczywiście, doc. Jurczak i prof. Skotnicki (skądinąd mój kolega sprzed lat), na klinice Laryngologicznej UJ wycinał mi, spowodowany chłoniakiem wrzód spod oka prof. Składzień, resztki chłoniaka pod okiem dobijano naświetleniami Roentgena na klinice na Raciborskiej w Katowicach - no i jeszcze przez całe 2 lata co 3 miesiące wstrzykiwano mi b. drogie, bo produkowane w Niemczech, przeciwciała. Ale od tego czasu (wiosna 2014) jestem znowu ok. biegam nawet po Alpach - choć zgodnie z mym kalendarzem biologicznym, już mniej zawzięcie się wspinam.

    Dlatego życzę panu doktorowi, by jak przekroczy 70-tkę nie spotkała go taka jak mnie przygoda. Chłoniaki obecnie to jest prawie epidemia, w Z-nem znam trzy młodsze, fizycznie b. sprawne osoby, które z nich wyleczono KONWENCJONALNĄ metodą, w Genewie jedną, b. sportową, która zapadła na ten typ raka będąc w podobnym jak ja wieku.

    Pozdrowienia,

    MG
  • @zadziwiony 09:09:25
    „Panie i Panowie są bardziej Ą i Ę niż to potrzebne.”

    No cóż, prawdziwa cnota krytyk się nie boi. Autor załatwił już sprawę elegancko, a Ty nadal ją drążysz.

    Podejrzewam, że trzeba by Ci było długo tłumaczyć, dlaczego pewne rubaszne zwroty czy dowcipy mogą przyprawić mężczyzn o gromki śmiech, a kobiety o nudności i odwrotnie - inne dowcipy mogą rozbawić kobiety, a mężczyzn przyprawić o gęsią skórkę i odruchowe ściskanie kolan (lub innych części ciała), chociaż tak reagujący mężczyźni wcale nie są „Ą i Ę”.

    Jak chodzi o moje domniemane migreny, proszę przeczytaj odpowiedź tańczącego ze zrozumieniem, bo lada chwila i jego posądzisz o notoryczne bóle głowy, a kto wie, czy nie dewocję.
  • @Lotna 15:26:27
    Nie musisz mi niczego tłumaczyć - z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością , znam kobiety lepiej niż Ty, bo wielokrotnie przekonałem się, że one same siebie nie znają. Wiem też, kiedy kobietom uda się rozchylają (samoczynnie), a kiedy zaciskają. Wierz mi. Mężczyźni mnie w tej materii akurat nie interesują, choć na temat ich reakcji , też mógł bym długo.
  • @Lotna 15:26:27
    Księżniczko!!!
  • @ nie jestem w stanie czytać tej dyskuji, w szczególności o skropleniu
    czy doprawdy, z tego całego fragmentu, to jest najważniejsze ?

    Mnie zdumiewają zupełnie inne sprawy, w nim ujawnione

    "Przez następne tygodnie byłem lokalnym „celebrytą” Piaseczna; wieść gminna o moich sukcesach rozeszła się błyskawicznie. Równie szybko zresztą umarła... śmiercią czasu i natury.
    Jedną z wymiernych dla mnie korzyści, była niespodziewana przychylność „dziewczynów” mojej klasy maturalnej, szczególnie pięknej „Jagody”, o której wdzięki zabiegałem bezskutecznie już od długiego czasu.

    Nagle ta moja jedyna, wymarzona...zmieniła zdanie. Zawsze mówiła do mnie: „wszystko można - tylko z wolna i z ostrożna”. Teraz sama zadzwoniła, zaprosiła mnie do siebie – na herbatkę. W czasie naszego spotkania, bez wielkich słów, moje uczucie się skropliło... - kilka zresztą razy.
    Przyrzekliśmy sobie, przy okazji dozgonną miłość... po czym, już nigdy w życiu jej nie spotkałem.
    A może stało się to po latach...ale Jagody nie rozpoznałem. Któż to wie - ja nie"

    Widzę, że pochodzimy, ja i Pan Opara, z innych planet,
    co nie oznacza, że nie możemy się nawzajem szanować,
    mimo, że nasze postrzeganie innych podmiotów jest całkowiecie różne.
  • @tańczący z widłami 18:11:09
    jeśli "nie masz potrzeby mówienia obcym o swoich dolegliwościach", no to po co się odzywasz?

    Widzisz, my, chorzy, jakoś musimy się bronić przed medycyną. Dlatego się komunikujemy.
  • @tańczący z widłami 18:11:09 czyli totalny głupek
    Doktor medycyny Ryszard Opara się kompetentnie wypowiada na temat tego co sądzi o medycynie, w którym to zawodzie pracował - także naukowo - przez kilkadziesiąt lat, nie tylko na N. Zelandii (gdzie na swoje 70-lecie wchodziłem na szczyt Mt Cook/Aoraki 3751m npm), ale także w Stanach Zjednoczonych, gdzie chyba dało mu w d....

    A jak któryś z dyskutantów przechodzi do meritum sprawy jego naukowych poglądów, czyli jak ta "tradycyjna" medycyna, w którą on przestał wierzyć, w praktyce się sprawdza w III RP, to "tańczący z widłami" (jak jakiś banderowiec?) od razu zapowiada "otaczam się kręgiem ochronnym, by tego nie słuchać.
    Wolę o Jagódkach, malinkach i innych smacznych kąskach."

    Może zatem coś nie tylko o Jagódkach (też było) ale i o najlepszych na świecie WYGÓDKACH, przed z górą 46 laty, opisanych w mej w mej Meta PH.D. Thesis tamże gdzie dr Opara mieszkał, czyli w Kalifornii?
    http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2018/04/Not-too-Divine-Comedy-back-2.jpg
    A przy okazji przypominam, bo "tańczący" się chwali, że on i jego dzieci umieją pływać, że i tutaj mi nie zaimponuje: 54 lata temu wygrałem Mistrzostwa Dywizji w Rzeszowie w pływaniu 100 m st. klasycznym (czas 1'35.6''), a w wieku lat 65, ku mojemu zdumieniu, 25 m pod woda wciąż przepływałem.
  • @tańczący z widłami 18:11:09
    O czym mamy dyskutowac z lekarzem, ktory sam chetnie o medycynie prawi ? Nikt tu sie nie zapytal Pana Opary o porade wiec nie rozumiem Panskiego niezadowolenia z powodu postu mojego oraz Gasienicy.
  • @Gasienica 10:34:26
    Sznowny Gasienico!
    Jesteście już dużym chłopcem :-) i nie podejrzewam Was o naiwność, a zatem w swoich uzasadnieniach zapewne kierujesz się celowym sprowadzeniem dyskusji o szczepieniach na ślepy tor, aby ją wykoleić. Bo tu nie chodzi o to czy szczepionki pomagają czy nie, bo wiadomo że podobnie jak inne leki czy procedury medyczne cięższego kalibru pomagają lub szkodzą w zależności od tego jak zostały przygotowane, kto tym zarządza, jaką mamy sytuację społeczno polityczną, jaką dozę i częstotliwość aplikujemy, kogo szczepimy i tym podobnych czynników. Skoro rzady i MSM wszystkich tzw. rozwiniętych krajów, jak jeden przyjęły niemal identyczną narrację odnośnie szczepień, a całkowicie wykluczyły publiczną debatę medialną z udziałem ekspertów obu obozów tzn. że sprawa ta śmierdzi na odległość lat świetlnych. Podobne sytuacje mamy z tzw. globalnym ociepleniem, wydarzeniami 9/11 oraz wpływem żydów na życie gojów. Propaganda rządowa, gdzie oponentów uważa się za oszołomów, to typowe pranie mózgu. Ponadto generalnie świadomi obywatele za grosz nie ufają swoim rządom, gdyż potrafią wyciągać wnioski z przeszłości. Tak więc gdy wprowadza się przymus szczepień, a jednocześnie trąbi o przeludnieniu planety, to tym bardziej daje do myślenia. Nie mówiąc o doraźnych korzyściach finansowych big farmy. Pozdrawiam
  • @tańczący z widłami 19:13:19
    To ,ze sie nieraz powtarzam to ja dobrze wiem ale mimo to dziekuje Panu za przypomnienie mi tego faktu. Bede sie staral poprawic mistrzu a jak mi sie nie uda to sie pochlastam po przegubach.
  • @tańczący z widłami 19:49:19
    "(…) to może chociaż wypadnie z szafy jakiś zakrwawiony trup."

    Nie trup tylko szkielety zaczną wypadać z szaf. A krew dziewicza to już popłynęła, tylko Autor, ze względu na szczególną wrażliwość Lotnej, ujął to pioruńsko metaforycznie.
  • @tańczący z widłami 20:27:37
    "Natomiast Pan Opara stracił dziewictwo w ciemnych czeluściach biblioteki na drabinie z przemiła panią bibliotekarką (podobno do dziś Rysiek ma słabość do drabin)."


    Jakich drabin, Panie "tańczący"? R.O. ma skłonność do niebiańskich ambrozji. Pominął Pan najbardziej interesujące fragmenty tej opowieści.
  • @Nibiru 19:04:53 czyli odpowiedź na głos DUCHA NIE ISTNIEJĄCEJ PLANETY
    Otóż ten przedstawiciel Urojonej Planety „Nibiru” krążącej wokół Słońca wygłosił pod koniec swego komentarza taką oto opinię: „ Tak więc gdy wprowadza się przymus szczepień, a jednocześnie trąbi o przeludnieniu planety, to tym bardziej daje do myślenia. Nie mówiąc o doraźnych korzyściach finansowych big farmy.” Ale przejdźmy do szczegółów.

    Po pierwsze. W PRL był przymus szczepień, podczas gdy ludność jego zaludnienie umiarkowanie wzrastała, obecnie dąży się do zniesienia tego przymusu, w sytuacji, gdy ludność stagnuje. Jeszcze bardziej ta tendencja jest widoczna w krajach tzw. III Świata. Przymus szczepień doprowadził do znacznie większej przeżywalności rodzących się dzieci i zmniejszenia śmiertelności wśród dorosłych: ileż to DZIESIĄTKÓW MILIONÓW istnień ludzkich zbawiono od przedwczesnej śmierci poprzez eliminację, obowiązkowymi szczepieniami w ostatnim półwieczu, strasznej choroby Azji i Afryki, czarnej ospy.

    Po drugie. Szczepienie chorób za pomocą FIZYCZNYCH SZCZEPIEN jest mało wydajne i z łatwością się wyda: w 1998 bodajże roku w socjalistycznej Libii sprowadzone z Bułgarii pielęgniarki zaszczepiły ok. 400 dzieci szczepionką skażoną HIV. Sprawa się wydała dość szybko, 52 dzieci zmarło, reszta była leczona. I w 2008 roku gdy wreszcie Libia zgodziła się uwolnić skazane na śmierć pielęgniarki, to „Zachód” przyjął do dalszego leczenia u siebie aż 200 zakażonych tą szczepionką dzieci. Co oznacza, że 150 z pierwotnej liczby 400 już wyzdrowiało. Sukces zatem zmniejszania ludności za pomocą zakażonych szczepionek był mniej niż połowiczny.
    Po trzecie. Szczepienia, które eliminują chociażby tylko choroby dziecięce, ZNACZNIE ZMNIEJSZAJĄ DOCHODY firm żyjących z produkcji medykamentów przeciw tym chorobom. Mój osobisty przykład: w 1948 gdy nie było szczepień przeciw dziecięcym chorobom zakaźnym, będąc wysłany do prewentorium w Rabce za namową ówczesnych lekarzy PRL, zaraziłem się tam kolejno prawie wszystkimi chorobami dziecięcymi, przez pół roku byłem ustawicznie chory, bez penicyliny bym może i umarł wtedy na dyfteryt. Proszę policzyć ile zarobili wtedy na mnie opiekujący się mną lekarze, także socjalistyczne wtedy firmy farmaceutyczne oraz szpitale, nie mówiąc już ile to kosztowało rodzinę, w okresach gdy chorowałem w domu. Moja córka, urodzona w roku 1990 miała wszystkie obowiązkowe szczepienia i – ku mojemu zaskoczeniu - na żadną z zakaźnych chorób dziecięcych nie chorowała. Ile to na niej zdrowiu STRACIŁ ten sławny BIG FARM? (Bo raz tylko w życiu człowieka stosowane wszystkie szczepienia razem to przecież chyba nawet nie 1% zysków firm farmaceutycznych!

    No i po czwarte. Starając się skuteczniej zmniejszyć oraz osłabić populację, zarówno w Polsce jak i na świecie, Globalni Zarządcy Big Farm wymyślili podstęp w postaci SZCZEPIENIA CHORÓB UMYSŁOWYCH, pozwalających na zaplanowane osłabienie oraz UZALEŻNIANIE ludności od ciągle przyjmowanych LEKARSTW w takiej sytuacji koniecznych, nie mówiąc już o spontanicznym zaniku płodności, zarówno kobiet jak i mężczyzn, żyjących w BEZRUCHOWYCH, nie dostarczających znaczniejszych BODŹCÓW HORMETYCZNYCH (szczepienia są takimi bodźcami), STERYLNYCH jak te nasze supermarkety, WARUNKACH OTOCZENIA.

    Będąc przekonany, że NIBIRU, jak sama tej UROJONEJ PLANETY nazwa wskazuje, nic z powyższego wywodu nie „wykapował”, pozostaję z serdecznymi, proszczepienymi ukłonami starego wygi, który jakoś przeżył 76 lat aż na 6 ISTNIEJĄCYCH Kontynentach.
  • @Gasienica 21:03:17
    For God sake! Hello Gasienica, we are not in Kansas anymore!
    No przecież ja nie kwestionuję benefitów związanych ze szczepieniami, o ile są one użyte we właściwym celu. Problem powstał nie tak dawno, gdy rozwinięto technikę edycji genowej CRISPR i wektorów dostarczających wrogie fragmenty DNA w określone miejsca atakowanego organizmu) i tym podobne nowinki. Obecnie w szczepionkach można bez problemu (bo nie masowych testów na wykrycie wrogiego DNA) ukryć broń biologiczną. Ludzkość jest zaniepokojona olbrzymim odsetkiem dzieci z autyzmem i seniorów z demencją w krajach gdzie tak masowo wszyscy się szczepią. Lokalne rządy poszczególnych krajów wykonują jedynie polecenia centrali znajdującej się w sferach grandziarzy finansowych, a oni jak wiadomo są wrogiem ludzkości, co udowodnili wielokrotnie w przeszłości doprowadzając do rewolucji oraz wojen depopulacyjnych. Ponadto, czy uważasz Gasienico, że człowiek ma prawo decydowania o swym ciele, jak to oznajmiają feministki domagające się prawa do nieskrępowanej aborcji? Bo jeśli tak, to czemu niby tego prawa nie można użyć w odmowie obowiązkowych szczepień?
  • @Nibiru 23:02:41
    Proszę się zapytać noworodków, czy chcą być szczepione, czy też nie. W Izraelu oraz w USA - przecież w krajach nam kulturowo przywodzących - jakoś się nie pytają nowonarodzonych chłopców, czy chcą być obrzezani czy też nie. A to zabieg o ileż bardziej wstrząsający dla ledwo co narodzonego maleństwa niż nawet kilkanaście ukłuć igłą. A tak ogólnie chorowitość Amerykańców - właśnie wskutek sterylizmu ich życia oraz dobrobytu - znacznie przekracza to, co się obserwuje w krajach mniej zaawansowanych. Bez tych szczepień było by u nich jeszcze z tym gorzej. Podobnie to widać już w Polsce, im bogatsi, tym bardziej chorowici.

    A tak, swoją drogą, należąca do WHO/OMS socjalistyczna Kuba ma ponoć najlepiej w Amerykach rozbudowaną medycynę, zapewne tyleż obowiązkowych szczepień co i Polska i dobrze na tym wychodzi. Ciekawym, czy tam zapadalność i umieralność na raka jest podobna do tej w USA, zwłaszcza w XIX wiecznych centrach industrialnych:
    http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2018/09/Cancer-in-USA-depends-of-way-of-life.jpg
    http://markglogg.eu/?p=2431
  • @Gasienica 23:30:52
    Widzę Gasienico, że sie chyba dzisiaj nie dogadamy. Może nie jesteś w najlepszej formie. Unikasz ustosunkownia się do moich jasno wyrażonych dylematów. Zbaczasz na manowce, a cztelnik zapewne liczy na Twoje światowe obycie (jak sugerujesz) i klarowne wyrażanie myśli a nie lawirowanie.
    Co do szczepienia noworodków to decyzja należy do rodziców (odpowiednio wuedukowanych przez obie strony sporu). W przypadku obrzezania to jest to zabieg barbarzyński i jeśli ktoś chciałby się obrzezać lub oskalpować to powinien podjąć taką decyzję po osiągnięciu dorosłości. Nie wiem tylko czy rabin w czasie obrzezania też brałby do usta genitalia obrzezywanego młodzieńca aby "wyssać krew". Dziecko nie może zaprotestować.
    Co do Kuby to sam przekonałem się, że dolegliwość z którą borykałem się ok. 20 lat i odwiedziłem ok. pół tuzina lekarzy (przeważnie o żydowskich nazwiskach) i wykonaniu dziesiątków testów w Toronto nie została prawidłowo zdiagnozowana i leczono mnie zbędnymi chemikaliami. Na Kubie odwiedziłem dwóch lekarzy w różnych miastach i tylko po samych rozmowach ze mną prawidłowo rozpoznali jednostkę chorobową w kilka minut. Trafili w dziesiątkę.
  • @Nibiru 00:02:52 pisze ześmy się nie dogadali, ale żeśmy się dogadali...
    napisał: Na Kubie odwiedziłem dwóch lekarzy w różnych miastach i tylko po samych rozmowach ze mną prawidłowo rozpoznali jednostkę chorobową w kilka minut. Trafili w dziesiątkę.

    No i dokładnie o to mi chodziło, choć na Kubę nie doleciałem (za mało gór, a w jaskiniach to nie gustuję).

    Powtarzam co powyżej napisałem: A tak, swoją drogą, należąca do WHO/OMS socjalistyczna Kuba ma ponoć najlepiej w Amerykach rozbudowaną medycynę, zapewne tyleż obowiązkowych szczepień co i Polska i dobrze na tym wychodzi.

    Dodaję. Ale my mamy dzisiaj w Polsce US Army, antykomunizm w stylu McCarty, a więc i z medycyną i z powszechnym SKRETYNIENIEM (ruch antyszczepionkowy!) ludności będzie coraz weselej, w stylu przez dr Oparę zapowiadanym.

    No i o co "Nibiru" chodzi? Gdy w 1963 we Wrocławiu było zagrożenie Czarną Ospą przywiezioną przez UB-ka z Indii, to były obowiązkowe szczepienia i za publiczną antyszczepieniowość można było nie tylko dostać karę ale i trafić do więzienia - i słusznie bo się innych narażało na tę straszną chorobę. (Ludzi ze "skórą jaszczurki" na twarzach pamiętam z Indii lat 1970. By tam wjechać/wlecieć trzeba było okazać aktualną książeczkę obowiązkowych szczepień.)
  • I Pan doktorze Opara narzeka? Ze malo ludzi Pana czyta? A czego
    sie Pan spodziewal na ziemi? Uznania jakiegos? Ponad 60 odpowiedzi dzis, ludzi jak najbardziej kulturalnych. Piekna dyskusja. Co nas czeka jutro? Chyba od nas to zalezy. LOVE
  • Gąsienica
    Nie będę silił się na ekstra retorykę i powiem, że masz komuszą, totalitarną ,talmudyczną mentalność , odmawiającą człowiekowi możliwości decydowania o swoim życiu i zdrowiu. Z Twojej perspektywy Goje mają obowiązek poddawać się wszelkim zleconym na nim działaniom, także medycznym, nie mając nic w tym zakresie go decydowania. Decyzje podejmują bowiem starsi i mądrzejsi. Niesteś niebezpieczny.
  • @staszek kieliszek 07:18:05
    Szanowny Panie Staszku,

    Ja nie narzekam. Może na początku miałem nadzieję na więcej czytelników i więcej komentarzy - ale teraz jest coraz lepiej.

    Zresztą jak Pan wie - nadzieja jest matką głupich...

    W sumie tych odcinków - może będzie ze sto - bo moja autobiografia liczy kilkaset stron...
    Parę rzeczy muszę jeszcze dopisać ale parę również usunąć...

    Miłej lektury.

    Pozdrawiam
  • @Gasienica 04:37:19
    cyt.: "Nibiru 00:02:52 pisze ześmy się nie dogadali, ale żeśmy się dogadali..."

    Wydaje mi się, że jednak się nie dogadaliśmy, nawet "na odcinku" Kuby. Otóż ja to widze nieco inaczej. Na Kubie i w Kanadzie poziom nauczania medycyny może być podobny, niemniej w Kanadzie lekarze "tak leczą aby nie wyleczyć" (zupełnie jak rekomenduje jeden z paragrafów Prokokółów Mędrców Syjonu. Mają interes w tym aby pacjent chorował jak najdłużej, gdyż mogą przepisywać mu drogie leki i dostawać "bonusy" od firm farmaceutycznych. Na Kubie takich "bodźców materialnego zainteresowania chyba jeszcze nie ma, zatem lekarz po prostu diagnozuje bezinteresownie. Poza tym lekarze kubańscy pracują w tragicznych warunkach, gdzie brak jest podstawowego sprzętu medycznego oraz leków. Kuba także wtedy (ok.10 lat temu) "wypożyczała" za opłatą lekarzy Wenezueli.
  • @Nibiru 18:32:54 eee, Nibiru, dogadaliśmy się, dogafali, tylko szanownu kolega tego jeszcze nie zauważył
    Nibiru napisał:
    " w Kanadzie lekarze "tak leczą aby nie wyleczyć" (zupełnie jak rekomenduje jeden z paragrafów Prokokółów Mędrców Syjonu. Mają interes w tym aby pacjent chorował jak najdłużej, gdyż mogą przepisywać mu drogie leki i dostawać "bonusy" od firm farmaceutycznych."

    No a przecież o co chodzi w tym "Światowym Ruchu Półgłówków Antyszczepionkowych"?

    Właśnie w poprzednim komentarzu napisałem, że szczepionki to ponoć mniej niż 1% (tak, mniej niż 1%!) wartości wytwarzanych przez Big Farm medykamentów. I przypomniałem ile to musiało kosztować - zarówno wczesny, jeszcze niezupełnie komunistyczny PRL jak i moich rodziców - to moje półroczne odchorowanie prawie wszystkich chorób dziecięcych (powtarzanie klasy, to też jest koszt przerzucany na podatników). A gdy moja córka, dzięki obowiązkowym szczepieniom, W OGÓLE NIE CHOROWAŁA na choroby dziecięce (i pomimo 28 lat wciąż ma się dobrze), to tych dodatkowych kosztów po prostu NIE MA, za wyjątkiem b. tanich w porównaniu z innymi, specjalistycznymi lekami, szczepień (obecnie nawet ta najdroższa szczepionka dla dzieci, zwana "6 w 1" kosztuje ok. 600 zł - i stosują ją tylko bogaci ludzie, inni robią tradycyjne tanie i bezpłatne w Polsce 6 x 1; w moim wypadku przed ok. 4 laty jedna fiolka przeciwciał z Niemiec katalogowo kosztowała 3150 zł, a było ich 8 w ciągi 2 lat! To więcej niż moja całoroczna emerytura!)

    No i to już sprawdzono statystycznie, dzieci zaszczepione, poprzez EFEKT HORMETYCZNY zwłaszcza szczepionki na gruźlicę, mniej statystycznie maja problemów i z astmą i z nowotworami dziecięcymi - podobnie jak te dzieci na Węgrzech, których rodzice zostali umiarkowanie napromieniowani po awarii w Czarnobylu:
    http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2018/09/Cancer-in-children-in-Hungary.jpg
    http://markglogg.eu/?p=2398

    No i, mam nadzieję, że Nibiru jednak coś "wykapował" że by posłużyć się znanym mu j. angielskim, że "I suspect the anti-vaccination movement, (acting in agreement with famous "Protocols") of being covertly sponsored by Global Organizers of Moronization of Masses. Masses taught to worship mindlessly TMA (Technique, Money and pleasing the Ass) shinning gooddies."
    http://markglogg.eu/?p=2431

    A jeśli chodzi o tę "wolność rodziców do nie-szczepień" to już w Anglii doczekaliśmy się epidemii odry po tak zwanej "aferze Wakefielda" (zarobił on na niej 400 tys. funtów, wtedy ok. 780 tys. $!). A gdyby w Polsce, po masowej odmowie rodziców szczepienia swych dzieci na polio, powtórzyła się epidemia Heine-Medina z lat 1950? Co sądziły by dorastające dzieci z powykręcanymi nogami o swych rodzicach, którzy w ramach "wolności" odmówili tego zalecanego przez WHO/OMS, a w Polsce dziś obowiązkowego szczepienia?
    http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2018/09/Szczepienia-1980-2017.jpg
  • @Gasienica 19:51:18
    dziad swoje, baba swoje :-)
  • @Nibiru 20:09:54 message na poziomie techno planety NIBIRU
    Świetnie znam, z doświadczenia mego przydługiego życia, na czym polega syndrom tzw. "API" lub "HI" - American Proud Imbecility, genetycznie pochodzący of HIDE - Hebrajski Inteligentny Dizajn of Evolution.

    Czytać więcej: HEBRAIZM czyli przysłowiowe ‘kuku na muniu’ elit (oraz mas) Planetarnego „I-First” Imperium

    No i z biologicznej konieczności będzie, być może już po mym odejściu "na łono Abrahama", rozgrywka z obłąkanym "ludem bożym", który nam wyewoluował w Cywilizacji TPD Planety Nibiru.

    http://markglogg.eu/wp-content/uploads/2011/11/zdj%C4%99cie-do-strony-Marka-G%C5%82ogoczowskiego3.jpg
  • @tańczący z widłami 21:27:11
    Ton mój był adekwatny do uwagi skierowanej do mnie. Poza tym nie będę się licytował z Tobą w temacie, którego po prostu nie znasz.Tutaj nie miejsce na to.
  • @tańczący z widłami 11:44:10
    Zapewniam Cię, że wiem o czym mówię, z kościołem nigdy bliskich związków nie miałem, a gadanie o szczegółach mej wiedzy nie przystoi na tym portalu bo po prostu nie wypada takich spraw publicznie roztrząsać.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930