Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
282 posty 1546 komentarzy

RP - Primum Non Nocere

Ryszard Opara - Polak. Patriota. Humanista.

AMEN – Odcinek Nr 4 - Dzieciństwo

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Każdy człowiek musi mieć w życiu jakiś cel, do którego zmierza. Musi znaleźć, wyznaczyć sobie drogowskazy - w tym kierunku. Wszyscy mamy określony, niestety ograniczony czas - aby ten cel osiągnąć.

AMEN – Odcinek 4 - Dzieciństwo,

Szkoła; Koledzy, wyalienowanie, kary, rodzina….

W szkole podstawowej uczyłem się chyba za dobrze, ale jako syn nauczycielki, musiałem przecież dawać przykład innym uczniom, dużo więcej, też ode mnie wymagano. Wiadomo, z tych powodów; jako prymus nie byłem zbytnio lubiany przez szkolnych kolegów. Byłem dość zdolny i nauka łatwo mi przychodziła. Nie mogłem czasem pojąć, dlaczego inni uczniowie nie rozumieją podstawowych, prostych zasad np. z matematyki, biologii czy historii.

Oni z kolei uważali mnie za nienormalnego, bo byłem trochę inny; a przede wszystkim, nie rozumieli dlaczego nie paliłem papierosów, o co również mieli do mnie pretensje... Nie kolegowali się ze mną.
Gdy wchodziłem np. do toalety, z której unosiły się kłęby dymu, to oni natychmiast gasili papierosy i wychodzili. Słyszałem jak mówili...”Rysiek, syn nauczycielki...trzeba uważać...”

Kiedyś tam, aby się może przypodobać kolegom, kupiłem paczkę fajek (tak się wtedy mówiło), o nazwie „Silesia”,próbowałem ich poczęstować. Chcąc pokazać dobrą wolę, zacząłem sam palić, choć nigdy nie lubiłem papierosów. Oni zwyczajnie „olali mnie” - dając do zrozumienia, że uważają ten gest za „podstęp” i dziwactwo.
Nie lubili mnie też dlatego, że nie chodziłem z nimi na wagary.
Ale, jak mogłem chodzić, skoro mieszkałem w szkole…I po co? Oni na tych wagarach nic, nigdy nie robili.

Bardzo popularna wśród chłopaków, była wówczas gra w „spuchy” – rzucało się na ziemię małymi monetami (dziesięciogroszówkami); jeżeli udało się komuś tak trafić aby przykryć inną monetę – ten zgarniał wszystkie. Pewnego razu, w lasku koło szkoły graliśmy w „spuchy”, paląc w dodatku fajki - tak po prostu z okazji dorosłości. Niestety, zupełnie przypadkiem - przyłapał nas mój ojciec.
Pierwszy i ostatni raz wtedy dostałem od ojca porządne lanie, pasem na goły tyłek, przy wszystkich kolegach. Przez długi czas, oni naśmiewali się potem ze mnie. Było to dla mnie wyjątkowo poniżające, tym bardziej, że ojciec, wkrótce potem złapał moich braci, dokładnie na tym samym, ale ich - jakoś dziwnie, w ogóle nie ukarał. Ojciec widocznie zapomniał, ja na długo zapamiętałem.

W domu, mój starszy brat, jako pierworodny - był faworytem ojca, młodszy zaś, który miał być ponoć dziewczynką -był ulubieńcem matki. Obaj uczyli się ciut gorzej niż średnio i w dalszym życiu niewiele dokonali, ale obydwaj byli przez rodziców faworyzowani.
Tak wtedy, jako dziecko to czułem i było mi przykro. Moi rodzice, nigdy słownie...nie docenili moich osiągnięć, ale za to eksponowali zawsze sukcesy braci, natomiast ich porażki traktowali bardzo dziwnie – jako moją winę...

Później, już w dorosłym życiu pomogłem swoim braciom bardzo wiele...i ten fakt właśnie - całkiem paradoksalnie, stał się potem powodem wiecznej niezgody.
Zgodnie chyba z polskim przysłowiem: „najlepiej wychodzi się z rodziną na zdjęciu”.
Ta zasada jest jedną z absolutnych – bardzo „Polskich” prawd życiowych. Warto jednak pamiętać: na zdjęciu rodzinnym, najlepiej stanąć w środku, wtedy dość trudno będzie cię stamtąd usunąć.
Pozycja z boku jest zbyt ryzykowna.

Może najlepiej - aby być zawsze dobrym dla swej rodziny warto narzekać na wszystko. Warto też się zastanowić nad absencją... przynajmniej zdjęciową. Jeżeli zaś chodzi o faktyczną pomoc, to najlepiej udawać, że się nic nie ma; w ostateczności skończyć tylko na cacankach i obiecankach.
Jeżeli komuś zależy na dobrych relacjach z rodziną - nigdy nie można się wychylać ze stanem swojego posiadania i broń Panie Boże np. z jakąś dużą darowizną. To absolutny gwóźdź do trumny, rodzinnej; zwłaszcza w relacjach braterskich. Siostry nie miałem.

Reasumując, w dzieciństwie, czułem się samotny, wyalienowany. Czasem myślałem o śmierci, a często, w ogóle o sensie życia. Nocami płakałem. Byliśmy liczną rodziną; 5 chłopców spało razem - na podłodze wnęki pokoju.
Moi Bracia często, widząc moje łzy, naśmiewali się ze mnie, nazywając też obraźliwie (jak wtedy uważałem) - „dziewczyną”. Bardzo to przeżywałem i może stąd się wzięły, już od dziecka moje plany, marzenia o dorosłości, powstałe podczas rozmyślań wielu bezsennych nocy.
Nie mogłem się doczekać, wyprowadzki z domu rodzinnego, aby wreszcie zostać samodzielnym.

Dopiero po wielu latach, matka w chwili szczerości wyznała: Rodzice zawsze uważali mnie, jako najzdolniejszego, tego najbardziej zaradnego z rodzeństwa chłopaka, który z pewnością da sobie w życiu radę; byli też przekonani, iż napewno osiągnę wielkie sukcesy. Z tego właśnie powodu uznali, za swój rodzicielski niemal obowiązek, pomagać w miarę możliwości pozostałym synom - nieudacznikom. Będąc dzieckiem nie potrafiłem tego pojąć, miałem o to do nich żal, prawdę powiedziawszy, nigdy tego do końca nie zrozumiałem.
Każdy dorastający człowiek szuka i potrzebuje przecież jakiejś pochwały, akceptacji swoich działań.
A nastolatek - najbardziej potrzebuje uznania i miłości własnych rodziców.

Mój wewnętrzny - umysłowy i duchowy rozwój.

Mimo młodego wieku, czytałem bardzo wiele. Właściwie chyba wszystko- co było wtedy dostępne. Nawet, jak znalazłem coś na ulicy czy w śmietniku: gazetę, magazyn, których wtedy było niewiele, przynosiłem do domu i czytałem od „deski do deski”.
Bardzo dużo czasu, (szczególnie gdy padał deszcz i mama nie miała co z nami zrobić, spędzałem też w szkolnej bibliotece, która była przez ścianę naszego mieszkania.
Miałem, więc spore możliwości do samodzielnego dokształcania się. Dzięki temu poznałem wiele zagadnień i terminów, o których koledzy; czasem nawet nauczyciele, nie mieli „zielonego” pojęcia.
Często pytali: „Rysiu, skąd ty to znasz? Gdzie się o tamtym dowiedziałeś”? Ja, niekiedy nie znając też odpowiedzi, nie mówiłem nic. Udawałem mędrca… Doszedłem w tym szybko do perfekcji.

Pierwszą książką, którą przeczytałem, jako siedmiolatek, była...„Trylogia” - Henryka Sienkiewicza. Moja ulubiona powieść. Czytałem ją wiele razy, niektóre rozdziały potrafiłem cytować na pamięć – co często wywoływało pewne zdumienie i to dokładnie u wszystkich.
Wcielałem się zawsze w postać Kmicica z Potopu. Zacząłem też szukać wokoło.... Billewiczówny i Radziwiłła.
No a w „Krzyżakach” oczywiście - moim idolem był Zbyszko z Bogdańca. Akurat wtedy weszła na ekrany filmowa wersja tej książki, którą przeczytałem długo przed obejrzeniem filmu.

Przeczytałem wiele innych książek, podbierając je z biblioteki: czytając po nocach, pod kołdrą, przy świetle świecy czy latarki; rano musiałem je po kryjomu oddać, tak by nikt tego nie zauważył.

Biblioteka szkolna była też miejscem mojego pierwszego „męskiego” przeżycia. Pani kierowniczka czasem kazała mi wchodzić na drabinę aby układać albo zdejmować książki, które znajdowały się na najwyższych półkach. Pewnego dnia ta pani, "w ciemnościach kąta", zaczęła mnie „gładzić” po nogach - tak wysoko...mnie nagle zrobiło się naprawdę bardzo przyjemnie, chociaż po kilku chwilach... tak ...jakoś ciepło i dziwnie mokro.
Wtedy nie bardzo jeszcze wiedziałem - o co w tym wszystkim chodzi.
Ale mimo wszystko wtedy....polubiłem chodzić po drabinie...Ona zawsze wstawała jak ja to robiłem. On też.

Jako jedna z pierwszych rodzin w Zalesiu, mieliśmy telewizor marki „Wisła”, potem „Belweder” i miałem możliwość oglądałem wielu programów. Przychodziło do nas (telewizor stał w pokuju), co dzień - mnóstwo ludzi.
Wśród nich dorośli, którzy potem dyskutowali o różnych sprawach, większości nie rozumiałem ale udawałem, że jest inaczej. Wtrącałem się, próbowałem włączyć do rozmowy. Najbardziej lubiłem dziennik, teatr TV, programy historyczne i publicystyczne. Jeśli pewnych rzeczy nawet nie całkiem rozumiałem, byłem niemal intuicyjnie pewien, że to ważne sprawy, o których muszę wiedzieć.

Próbowałem, więc rozmawiać na ten temat ze wszystkimi albo zadawałem nieustannie pytania, przez co niektórzy uważali mnie za nudziarza lub przemądrzalca. W telewizji uwielbiałem oglądać „Kabaret Starszych Panów”.
Nigdy natomiast nie lubiłem westernów i filmów kreskowanych, które wtedy chyba jako całkowicie bzdurne ale też może i neutralne politycznie - królowały w telewizji.

Nawiasem mówiąc dziś jako człowiek już dojrzały, jestem przekonany, że w tamtych latach jakość i różnorodność programów telewizyjnych była dużo lepsza niż obecnie. Może to tylko moja ocena, będąca następstwem zmiany czasów...innego spojrzenia i rozmaitości atłasów.

Ale wtedy, może właśnie dzięki mojej nabytej wiedzy, zdecydowanch, niepospolitych gustach, wielu kolegów, uważało mnie za jakiegoś dziwaka, odmieńca.
Nauczyciele z jednej strony, traktowali mnie jakby bardziej poważnie, doroślej niż na mój wiek przystało; z drugiej moja niepasująca do wieku erudycja była jednak powodem wielu żartów a czasem nieporozumień… Na codzień i od święta i tego nie brakowało...

Co by nie mówić, byłem INNY; sam uważałem, że byłem nie taki, jak żaden z moich rówieśników.

Nigdy wtedy ani potem nie mogłem np. zrozumieć jednej rzeczy: jak można żyć - nic, absolutnie niec nie robiąc.
Być może na tym, między innymi polegała... moja „inność”.

Każdy człowiek musi mieć jakiś cel, do którego zmierza. Musi znaleźć, wyznaczyć sobie drogowskazy - w tym kierunku. Przecież wszyscy mamy określony, niestety ograniczony czas aby ten cel osiągnąć.

Nie mogłem nigdy uwierzyć, że człowiek żyje, pracuje tylko po to aby kiedyś osiągnąć spokojną, pogodną starość.
No bo jak to wszystko mu się uda – to co. Powinien spokojnie odejść, umrzeć. Gdzie jest sens, jaka to logika? 
To przecież absolutny absurd ludzkości!
Człowiek nie żyje tylko dla siebie – ale dla innych; aby coś swoim życiem stworzyć, wykreować.

Zawsze lubiłem być aktywnym; najbardziej męczyła mnie - głupota bezsensu i bezczynności.
Obecnie, mimo wieku od niechcenia, codziennie spaceruję 10 kilometrów: robie tak dla dobra i poczucia zdrowia. To jest mój zwykły ale codzienny cel. I zawsze i ciągle wiem dokąd idę. Dokąd zmierzam...

ŻYCIE: to osiąganie postawionych sobie celów. To nie może być przeciętność ani zwyczajność?

Pamiętam też pewną zabawną historię z lat szkolnych.
Któregoś dnia, w 5-tej klasie na lekcji „wychowawczej”, nasza nauczycielka, Pani Krauze spytała:

- Dzieci… powiedzcie mi wszystkie: kim chciałybyście być jak dorośniecie?

Każdy uczeń odpowiadał inaczej. Jeden marzył zostać lekarzem inny chciał być oficerem, jeszcze inny strażakiem, pilotem, nauczycielem...Kiedy wreszcie przyszła moja kolej, odpowiedziałem bez zająknięcia:

• Ja chcę zostać milionerem. Albo prezydentem”.

Wszystkie dzieci wybuchły niepohamowanym śmiechem; kiedy fala rozbawienia ucichła i trochę się uspokoiło, nauczycielka ponownie zwróciła się do mnie i już tak... na poważnie zapytała:

- Rysiu, ale co ty dziecko przez to rozumiesz. Co to znaczy być milionerem? Na co odpowiedziałem...

• Jak będę „duży”, kupię ten wielki dom naprzeciwko szkoły. Będę miał... „dużo pieniążków” – no i 10 łazienek; będę miał własnego kierowcę i samochód -Rollce Royca...

- Ależ Rysiu- nauczycielka skomentowała bardzo poważnie.
Ten dom, obok szkoły - to sanatorium dla wysokich urzędników PZPR -Partii... i nigdy, ale to nigdy, nie będziesz mógł tego zrobić.

• Zobaczymy...odpowiedziałem bez namysłu.
Przyrzekam, że kiedyś zaproszę Panią właśnie tam - na szampana i to tego najlepszego; no a podobno najlepszy francuski.

Ta zabawna historia, nie skończyła się na lekcji; jej echo…bardzo długo - jeszcze potem grzmiało. Chociaż Wojskiego jeszcze wtedy nie znałem. Poznałem go na lekturach u Pana Tadeusza – rok później.

Wówczas w latach 60-tych, czasach PRL, zdarzenie wywołało dosyć poważne reperkusje dla moich rodziców, jako że oboje byli nauczycielami. Zarzucono im niewłaściwe ideologicznie wychowanie własnych dzieci.
Mama straciła szanse na awans na vice-dyrektora szkoły.
Ojciec (chyba właśnie wtedy), aby uniknąć głupich podejrzeń, zdecydował zapisać się do Partii...no i w dalszej konsekwencji, po pewnym czasie, przeszedł do pracy w Gminnej Spółdzielni.
To akurat była bardzo dobra decyzja dla naszej rodziny. Przynajmniej finansowo. W tzw. GS-ie zawsze mógł...coś niecoś zarobić na boku – i to w rozmaity sposób. Takie były wówczas realia.

Wkrótce potem ojciec, został kierownikiem Składu Węgla. W tamtych...durnych i chmurnych a napewno chłodnych czasach - to był towar na wagę złota, więc zaczął naprawdę dobrze zarabiać. Niestety wiązało się to też z tym, że ojciec nagle miał wokół siebie...zbyt wielu „przyjaciół”; choć głównie do kieliszka. Ponieważ był też towarzyski, ponoć przystojny i miał „duże powodzenie” u kobiet, prowadził raczej niezdrowy, bardzo intensywny, stresujący tryb życia. W niedługim czasie stał się alkoholikiem i jako w sumie młody człowiek - marnie skończył.

Ale wspomniana wyżej historia szkolna, miała swój bardzo ciekawy epilog po niemal 40 latach. Byłem wtedy dość zamożnym człowiekiem. Po powrocie z Australii w 1996 roku ukończyłem właśnie budowę naszej dużej, nowej i oryginalnej rezydencji w Zalesiu Dolnym.  (tej, w której też później nakręcono wiele popularnych filmów: np.; „Tygrysy Europy” z Januszem Rewińskim czy „Killer” z Cezarym Pazurą).

Pewnego dnia, zadzwoniła do mnie mama mówiąc:
Pamiętasz synku, tę historię z 6-tej klasy Szkoły Podstawowej. Powiedziałeś wtedy Pani Krauze, że kiedyś będziesz milionerem i kupisz ten wielki dom na przeciwko szkoły - sanatorium.
Otóż - ten dom jest teraz na sprzedaż.

No cóż, słowo się rzekło- obietnic z dzieciństwa trzeba dotrzymywać. Wkórtce kupiłem więc to sanatorium i stałem się właścicielem - dwóch olbrzymich domów. Jeden blisko drugiego. Byliśmy wówczas we dwoje, tylko z żoną, ale za to z dwoma rezydencjami.

Nie mieliśmy jeszcze wtedy dzieci, więc był to kompletny nonsens. Takich głupot popełniłem w życiu jeszcze wiele, ale wbrew znanemu przysłowiu - niewiele się z tych doświadczeń nauczyłem.
Jedynym pocieszeniem były bąbelki „Dom Perignon”, który zgodnie z moją obietnicą dzieciństwa, wypiłem, w nowo zakupionym domu wraz z Panią Dyrektor Krauze. Miała ona wówczas prawie 100lat, ale pamiętała; dożyła tej chwili...Wypiła nawet kieliszek, będąc świadkiem spełnienia mych marzeń.

Pijąc z nią szampana, patrząc w oczy, na ręce i na starość, tej wspaniałej niegdyś kobiety, myślałem długo o tym co było, o przeznaczeniu; paradoksach przemijania, nieprzewidywalnościach losu każdego człowieka.
W sercu zawitał mimochodem smutek i żal.
Aby go ukoić, rozbiłem pustą butelkę o beton teraźniejszości; kryształki pozostałości wrzuciłem do śmietnika.

Nie mniej jednak - bardzo lubię do dziś - realizować postanowienia (obietnice) z młodości.
I szampana - francuskiego.

Dr. Ryszard Opara
(Koniec Odcinka 4)
 

KOMENTARZE

  • Fajny odcinek.Duzo wlasnej mlodosci w nim widze. U mnie bili w pysk.
    Mieszkalem tuz obok UB. Dzieci ubowcow byly bezkarne wiec bili w pysk. Wyjscie z domu to byl strach. Tak samo pojscie do szkoly i bycia w szkole. Jedynie moj sasiad z na przeciwka, pozniejszy aktor i dyrektor szkoly teatralnej nie bal sie niczego bo jego ojciec byl prokuratorem. Jerzy Sturh. Nikt sie z nim nie kolegowal.
  • Fajne wspomnienia
    Te same czasy podobne przeżycia...(podobne środowisko)
    Własne przeżycia zwłaszcza te wewnętrzne, różne rozterki, uczenie się świata...to bardzo ciekawe dla skonfrontowania własnego świata ze światem innego człowieka.

    Też miałem bardzo siermiężne warunki życia...byłem nieuk w podstawówce...ale pod koniec podstawówki nastąpiła eksplozja głodu wiedzy... czytałem wszystko nieustannie (też w nocy pod kołdrą przy latarce) ... inaczej niż autor najlepiej czułem się na podwórku z innymi dzieciakami..uprawiając sporty..
    W średniej szkole już zacząłem być tym koło którego się siada na klasówce...
    A na studia przeszedłem już bez żadnych problemów a jedyny wysiłek to konieczność wykonania określonych prac na ocenę.

    Dzisiaj myślę że ludzie u których budzi się za młodu potrzeba pochłonięcia ogromnej ilości informacji (kiedyś czytania książek) a dzisiaj ???? biegania po internecie ??? bo to jest dzisiaj globalna uniwersalna książka ??)
    ... to ludzie którzy wyrastają na mądrych , inteligentnych..
    Trzeba po prostu włożyć do tego "rozumu" odpowiednio gigantyczną dawkę informacji by potem mózg miał co kojarzyć między sobą i wnioskować na bazie tych skojarzeń ... a taka baza wiedzy i zdolność do kojarzenia elementów tej wiedzy (logika) nazywamy mądrością.

    Dobra pamięć (do wytrenowania) to pierwszy krok ...
    potem jest ciąg do zapełnienia tej pamięci wiedzą
    a potem (to też wiedza) nauczenie się metod logicznego wnioskowania
    które na bazie dużej wiedzy pozwalają ogarniać ten świat z wyższego poziomu.

    Bardzo fajne wspomnienia indukujące u mnie moje własne reminiscencje z młodości.
  • Kujony i chiligany
    Zdaje się, że w dzieciństwie staliśmy po drugiej stronie barykady. Pan zdaje się należał do kujonów, ja zaś do chuliganów. Na naszym podwórku grało się w 'kastę" i zbijaka o ścianę, a kto nie potrafił strzelać z procy, kraść jabłek, wybijać szyb, wchodzić na drzewa, nie palił, nie wagarował miał na podwórku przerąbane.
    Największym wyzwaniem dla mnie w tamtych latach (wiek 8-10 lat) było pójście rano do sklepu po bułki i mleko. Sklep był 200 metrów dalej na tej samej ulicy, ale to był już teren innej bandy. Uciekać z pełną kanką mleka i siatką pełną bułek nie było łatwo.
    Do dziś spotykam moich "prześladowców" ( pisze "prześladowców", choć w późniejszych latach byliśmy bardzo dobrymi boiskowymi kolegami i razem kopaliśmy piłkę) i muszę stwierdzić, że większość z nich nie rozwinęła się. Mieszkają w tych samych małych czynszowych mieszkaniach i klepią biedę, jak ich rodzice.
    Chyba do dziś za bardzo mnie nie lubią, mają swoje wyimaginowane powody, a jednym z nich jest ten, że po powrocie z emigracji, kupiłem na ulicy mojego dzieciństwa kamienicę.
    Ot takie spełnienie moich prywatnych dziecięcych marzeń i chyba postanowienia, danego sobie, gdy mieszkaliśmy w ciasnym mieszkaniu, że kiedyś kupię sobie całą kamienicę. Udało się.
  • @ autor
    Brakuje aspektu religijnego, czyli wartości moralnych wyniesionych z Biblii, albo na podstawie Biblii.
    Stąd bierze się „wieczne poszukiwanie celu życia”.
  • Nasz bibliotekarka
    Szkoda, że moja pani bibliotekarka nie była tak rozrywkowa. Wówczas pewnie też ganiałbym do biblioteki codziennie i był oczytany jak mało kto. Choć prawdę mówiąc, też potrafiła na swój sposób dostarczyć nam erotycznej rozrywki.
    Nasza szkolna biblioteka składała się z pomieszczenia gdzie trzymano i wypożyczano zbiory i czytelni. Z pierwszych ławek czytelni widać było biurko pani bibliotekarki, ustawione na wprost. Wszyscy chłopcy pchali się do pierwszych ławek, ponieważ pani bibliotekarka, czy to przez roztargnienie, czy celowo, żeby zwiększyć frekwencje w czytelni, miała dziwny zwyczaj. Po wydaniu komuś książki, siadała z zaciśniętymi kolanami poprawiając sobie każdorazowo spódniczkę. Po kilku jednak chwilach kolana rozjeżdżały jej się szeroko, bardzo szeroko, a my mogliśmy podziwiać kolory jej majtek i piękny nabrzmiały wzgórek łonowy i szparkę w którą czasami wrzynały się majtki.
    Z czasem zaczęliśmy robić zakłady jakie dziś będzie miała majtki.
    Niestety ten epizod nie trwał długo, widocznie któryś się wygadał, bo pewnego razu, kiedy kiedy miałem niemal pewna wygraną stawiając na żółte majtki, nie było nam dane tego sprawdzić. Biurko bibliotekarki stało już w innym miejscu.
    Może to i dobrze bo zaonanizowalibyśmy się na śmierć.
  • @Zdzich 18:33:20
    A dlaczego zacny Zdzich uważa, że wartości moralne należy wynosić z bibli, czyli zakłamanej żydowskiej książki ?
    Czyżby Zdzich był promotorem żydostwa na terenie Polski ?
  • @tańczący z widłami 18:49:47
    Opinie takiego żyda jak ty są niezmiernie głupie, prowokacyjne, i bezsensowne.
    Nie będę marnował na to swojego czasu.
  • @Zdzich 18:59:59
    A czy nie jest przypadkiem tak drogi Zdzisiu, że tylko zdewociały katol-żydofil, lub podstępny Żyd może namawiać Słowian do wynoszenia wartości moralnych z żydowskiej książeczki dla durni ?
    Wrzuć ten zakłamany żydowski chłam do kominka i patrz jak płonie, a ty stajesz sie wolny. Bądź pewien, że bez tego jewrejskiego ogłupiacza szybko znajdziesz cel życiowy, którego tak usilnie szukasz.
  • @Zdzich 18:33:20
    Cyt : "Brakuje aspektu religijnego". kon.cyt.
    O jaki aspekt religijny ci chodzi. O ten czy Pan Opara wyspowiadał się na klęczkach pod konfesjonałem i opowiedział księdzu o przyjemnościach jakie przezywał z bibliotekarką ?
    Tego nie oczekuj. Na pewno taki naiwny nie był i tego nie zrobił.
    Ksiądz spowiednik od razu prosto z konfesjonału pognałby do biblioteki i wszedł na drabinę.
  • Jak żyć
    Szanowny Ryszardzie

    Nie da się odnieść do Twojego tekstu, jak anonimowi blogerzy ściągają portal do rynsztoka.

    Czy musimy poddać się ich dewiacjom ???
  • @Andrzej Madej 21:56:53, Czyli dewiacje dewiatów ?
    Seksualność człowieka nie jest rynsztokiem, lecz jedną z uświęconych form człowieczeństwa danego nam przez Boga. A jeżeli przemiły kolega nie potrafi rozmawiać swobodnie o swojej seksualności ( bo żydowska moralność w jewrejskiej ksiunżce zabrania, albo ksiundz zabrania, lub jest skrajnie zamknięty i się wstydzi, ewentualnie pozbawiony jest daru Bożego w postaci seksualności), to proszę pozostać na etapie studiowania w/w książki i nie nazywać normalności dewiacją.
  • @ W tzw. GS-ie zawsze mógł...coś niecoś zarobić na boku – i to w rozmaity sposób. Takie były wówczas realia.
    Mamy wiec podobna przeszlosc. Moj ojciec tez pracowal w geesie,tez popijal i tez szybklo odszedl.Tym co ruznilo naszych ojcow byl fakt ze moj ojciec nigdy nie wziol doslownie niczego.Spotkalem kiedys jego przelozonego i on to mi powiedzial ze wszyscy kradli a on nigdy. i tak tez bylo bo nigdy niczego nie przynosil .Moja sasiadka sie chwalila np ze jej maz z pracy przynosil pelne duze gumiaki zboza,czyli wchodzil w pryzme zboza i sasypywal do pelna te gumowce w ktorych pracowal. Kazdy na miare mozliwosci. Babka byla ortodoksyjna katoliczka ze Starego Zbaraza na obecnej Ukrainie i dzieci w tym ojca uksztaltowala z dosc sztywnym kodeksem zachowan ,niestety nie jest on zbyt praktyczny zyciowo. Czasy sie zmienily nikt w gumniakach zboza z gesu juz nie wynosi ,tak samo jak nikt juz nie napada na banki sa subtelniejsze metody skoku na kase..................................................................
  • @Zdzich 18:33:20
    Szanowny Panie,

    Ja wierzę w Boga, Jedynego, Wszechmogącego.
    Wierzę również, że Pan Bóg jest Twórcą, Kreatorem całego świata:
    - ludzi - na wzór i podobieństwo swoje; zwierząt - wszystkich istot żywych - zycia na naszym świecie.

    Nie jestem jednak przekonany - jak Pan Bóg się nazywa.
    Jaka religia jest prawdziwa.

    Wiem, że Pan Bóg jest jeden; powszechny.
    Nazywam go Panem Bogiem.

    Biblię moim zdaniem napisali ludzie, nie Pan Bóg.
    Akceptuję większość wartości moralnych i zasad znajdujących sie w Biblii - ale co do niektórych mam wątpliwości.
    Podobne zresztą wartosci są w Koranie i innych religiach świata...

    Np. definicja grzechu wg V czy Vii przykazania...
    Zwierzę zabija inne zwierzę, kradnie - aby przeżyć.
    Człowiek hoduje, zabija zwierzęta - dla pieniędzy.
    itd itp.

    Poza tym - Ja wierzę w Boga - ale np. nie wierzę w Kościół Powszechny i Apostolski... Uważam, że ta instytucja wcale nie reprezentuje Boga.

    Wiele można by mówić.

    Pozdrawiam
  • @tańczący z widłami 19:15:55
    Szanowny Panie Zdzichu i Panie Tańczący z Widłami,

    Uprzejmie i bardzo proszę nie pisać tego typu komentarzy pod moim
    tekstem - ani wogóle w Neon24.pl

    Uważam, że są one nie na miejscu i absolutnie nie na temat.

    Rozumiem, że wszyscy możemy mieć różne zdanie, rózne poglądy, opinie ale dyskusja na te tematy, może być na odpowiednim poziomie.
    Nie chciałbym abyśmy w ten sposób rozmawiali.

    Życie to nie jest rynsztok, to nie jest bagno.

    Wszyscy powinniśmy się nawzajem Kochać - a przynajmniej szanować.

    Każdy z nas jest człowiekiem. Pamiętajmy o tym.

    Pozdrawiam serdecznie Panów

    Ryszard Opara
  • @Andrzej Madej 21:56:53
    Szanowny Andrzeju,

    Niestety żyjemy w takiej rzeczywistości - w takim świecie.

    Mnie oczywiście też się nie podoba jak "anonimowi blogerzy ściągają portal do rynsztoka" - ale obojętność czy ignorancja - nie jest rozwiązaniem.

    My się nie poddajemy ich dewiacjom - naszym zadaniem jest wyjaśnić im
    prawdę i nauczyć właściwego postepowania.

    Serdeczności
  • @jan 22:17:54
    Szanowny Panie Janie,

    Myślę, że jesteśmy w podobnym wieku, przeżyliśmy wiele podobnych zdarzeń - i pamiętamy jak to było.

    Miło czasem powspominać, spojrzeć wstecz w przeszłość - to być może da nam odpowiedź na przyszłość - i jedno z głównych dylematów życia:
    "Co dalej?"

    Mój Ojciec też miał na imię Jan; żył niestety krótko - 46 lat;
    był wspaniałym człowiekiem, pełnym fantazji, wigoru i kreatywności -
    ale żył w czasach, gdzie być może nie było wiele alternatyw, możliwości.
    Gdyby żył dzisiaj - może byłoby inaczej.
    Czasem czekam z utęsknieniem - aby go znowu uściskać w zaświatach.

    Pozdrawiam
  • Przeczytalem ten odcinek zonie na glos. Ma Pan pamiec. Lezki poszly.
    Mnie sie to juz rozmyla w pamieci to kiepska mlodosc. Wniosek z tego odcinka ,ze im wieksze trudnosci w mlodosci to tym lepsze rezultaty pozniej. Mam taki obecny przyklad tego. Brat moj ozenil sie niefortunnie w USA z piekna kobieta, chora na schizofrenie (co ukrywala ona i jej rodzina). Nie pozwalila mu wyslac dzieci do szkoly, wystapila o rozwod a sad zabronil mu zblizania sie do wlasnego domu na 2 lata. W koncu udowodnil, ze zona byla chora i dzieci odzyskal (koszta $240K). Dzieci zyly przez 2 lata w stajni Eugiasza, doslownie. Chlopak mial lat 10 i ani 1 dnia w szkole, ledwie co mowil, jak go uwolnil. 6 lat pozniej ten chlopak robil experymenty z "cold fusion". Oto link do filmu dokumentalnego gdzie go mozna zobaczyc @1:53 :
    https://www.youtube.com/watch?v=5i8l62m2LpM .
    Ojciec niefortunnej matki mial wyrzuty sumienia, wydziedziczyl corke a wnukowi zapisal akcje, papiery wartosciowe, ktore moze spieniezyc dopiero po 33 roku zycia albo uzyc na wyksztalcenie. Chlopaczek tak dobrze sie uczyl ,ze ani grosza z papierow nie wyjal, poszedl do pracy i jednoczesnie studiowal, dostal wszystkie mozliwe stypendia i ukonczyl pierwszy uniwersytecki stopien w 2 fakultetach: fizyka i matematyka. Nauczyl sie tez grac na gieldzie i te akcje co dostal od dziadka w wys $350K a sa teraz warte $750K. Trudnosci w dziecinstwie, lzy do poduszki, owocuja pozniej. Teraz chlopczyna ma 23 lata i akurat wrzuca swoj zyciorys na rynek: kto da wiecej. Jak mu to nie wyjdzie to jedzie na magistra w obu dziedzinach. Takiego scenariusza zycia nie potrafi wymyslec zaden rezyser. Podobnie z Panskim zyciem.
  • @Ryszard Opara 02:32:54
    Dobry Wieczór, a może dla Szanownego Pana Dzień Dobry.

    Prawdę mówiąc nie do końca zrozumiałem o jaki mój komentarz zamieszczony na Pańskim blogu Panu chodzi. Gdzie niby "wylałem szambo" (a w moim osobistym przekonaniu przekazałem PRAWDĘ).
    Mam wrażenie, że wystarczyło, że kolega Madej wspomniał coś o zaśmiecaniu bloga, kompletnie niczego nie przytaczając i argumentując i udowadniając, a Pan natychmiast jak z bata strzelił zareagował.
    Pisałem już bardziej dosadne tekst, ale jakoś nie miałem z tym cenzorskiego kłopotu (często piszę na granicy dopuszczalnej przyzwoitości, taki mam styl, tak nauczyło życie, taki mam charakter i takiego siebie lubię i cenię), ale skoro okazuje się, że to Kolega Andrzej
    Madej decyduje kiedy jest ruczaj a kiedy ściek, to przepraszam.

    To że kiedyś staliśmy po przeciwnej strony barykady i Pan jako pilny uczeń i systematyczny bywalec biblioteki dostawałby kilkadziesiąt lat temu od chuliganów, czyli od nas systematyczne bęcki, to nie znaczy jeszcze, że ta barykada musi istnieć do dziś..

    P.S. I pewna rada od byłego chuligana.

    MAJĘTNOŚCI ROZPISUJE SIĘ NA ZAUFANYCH CZŁONKÓW RODZINY I SŁUPY. - wówczas nie grozi konfiskata całości.

    Oto słowo moje dla Ciebie Ryszardzie.

    TzW
  • Nie dajmy sobą manipulować
    I jeszcze jedno.
    Cyt: "Nie da się odnieść do Twojego tekstu, jak anonimowi blogerzy ściągają portal do rynsztoka.
    Czy musimy poddać się ich dewiacjom ???" kon. cyt.

    Gdyby kolega Andrzej Madej miał podobnie ciekawe jak Pan i Ja przeżycia z biblioteki, to być może przyłączyłby się do kompaniji i opowiedział o tym i podzieliłby się z nami swoimi obserwacjami i przeżyciami. Ale widocznie nie miał.
    A jak się czegoś nie ma, a ktoś inny to ma i o tym mówi, to to czasami boli.
    I to prawdopodobnie jest powodem nazwania tego czego sie nie miało i czego się nie rozumie, a czego się w głębi duszy pragnęło RYNSZTOKIEM.

    P.S. Nie jestem anonimowy, wypraszam sobie Szanowny Panie. Macie moje dane, IP, e-mail i wszystko na podstawie czego można mnie zidentyfikować.
    Nie będę przed Madejami świecił swoim nazwiskiem, ZA CIENKI JEST.
  • @tańczący z widłami 21:29:33
    Szanowny Panie,

    Odnośnie komentarza Pana Madeja - on nie ma nic wspólnego z moim.

    Być może pisał Pan w przeszłości bardziej dosadne komentarze, ale ja nie czytam oczywiście wszytkich komentarzy pod innymi blogami.
    Ale pod swoim artykułem zawsze czytam - i reaguje.
    I tylko stąd wynikła moje prośba.
    Osobiście raczej nigdy nie przeklinam i wolę "kulturalną" wymianę zdań - oczywiście to też kwestia definicji - co jest kulturą i co do przyjęcia.

    Odnośnie Pana rady - przekazania majętności na zaufanych członków rodziny - czy też "słupy" - do których ma się absolutne zaufanie.

    Ja właśnie tak zrobiłem... Część majętności przekazałem rodzinie - no a jak znalazłem się w biedzie, potrzebie - poprosiłem o zwrot...
    A oni odpowiedzieli... "spadaj" - tylko w bardziej dosadny sposób - słowem, które też zaczyna się na "s" i kończy na "j"...

    A kiedy znalazłem się "na ulicy" i chciałem wprowadzić się na trochę do dużego domu moich rodziców, w którym obecnie mieszka mój brat a kilka pokoi jest wolnych. Chciałem choćby przenocować - mój brat użył tego samego słowa - jw. na "s".

    Inny przykład:
    Miałem 2 duże nieruchomości, które mój "zaufany przyjaciel, prawnik", (kiedy zaczeły się moje problemy z Pekao), poradził szybko sprzedać - za symboliczną cenę - jedną sobie, drugą "mojej zaufanej osobie" -
    Oboje podpisali umowę zwrotu tych nieruchomości - na moje żądanie...
    Po kilku tygodniach, oboje "sprzedali" te nieruchomości osobom trzecim, ci komuś tam jeszcze; jakimś spółkom - nie informując mnie o tym.
    Oczywiście, kiedy poprosiłem o zwrot - oni rozłożyli ręcę, twierdząc, że nie mogą tego zrobić...bo nie są właścicielami...
    Ale mój "przyjaciel, prawnik" - mieszka w jednej z tych nieruchomości a druga nieruchomość jest wynajmowana...

    Ja wiem - jestem skrajnie głupi i naiwny - a moja beznadziejność oraz głupota polega na tym, że ufam innym ludziom, przyjaciłom, rodzinie...

    Będę o tym zresztą niedługo pisał - chociaż czasem się zastanawiam, czy warto to robić...Kogo to obchodzi...

    Patrzę na życie, coraz bardziej z perspektywy filozofii i przemijania

    Pozdrawiam

    Ryszard Opara
  • @Ryszard Opara 02:38:51
    Panie Ryszardzie. Dochodzi Pan do wieku , w ktorym juz niczego od czlowieka sie nie wymaga. Niech Pan sobie odpusci. Juz nic Pan nie musi odowadniac, bogacic sie, imponowac komus. Tyle Pan dobrego zrobil ale duzo ludzi dzieki temu N24 przekazalo swiatu tyle mysli dobrych i zlych dzieki demokratycznej formule portalu. Czyz nie jest to absurd? Ja osobiscie za N24 jestem Panu wdzieczny bardzo. Poznalem tylu madrych ludzi, z ktorymi moglem sobie pogadac na rowni. To jak chodzic na uniwersytet #1!
  • @Ryszard Opara 02:38:51
    Kogo to obchodzi ? Mnie.
    Szkoda, że nie był Pan w naszej bandzie. Ulica uczy życia, ostrożności, wyostrza instynkt, percepcję i spostrzegawczość, hartuje, uczy cwaniactwa potrzebnego do przetrwania, instynktownego - trafnego oceniania ludzi, uczy unikania zagrożeń.
    Jest Pan z pewnością dobrym, wspaniałym człowiekiem, swojego rodzaju darem Boga, jednak czytając Pańskie przeżycia odnoszę wrażenie , że nie potrafi Pan bronić tego swojego nabytego osobistego bogactwa. Zachowuje się Pan po trosze jak ( bez urazy proszę ) autyczne dziecko, które nie rozumie rzeczywistości i otaczającego go świata i ludzi.
    Na szczęście anioły tez tak mają.
    Pozdrawiam
    TzW

    P.S. Proszę wybaczyć rodzinie. Widocznie nie dorośli do Pana, są na innym poziomie rozwoju swojego człowieczeństwa. Prawdopodobnie to ludzie chciwi i małostkowi. Rozpamiętywanie tego, że zawiedli, oszukali, jest prostą drogą do poczucia wiecznego nieszczęścia, zgorzknienia, poczucia krzywdy i niesprawiedliwości.
    Wybaczenie oczyszcza i tworzy nową, lepszą perspektywę.
    Tego panu życzę

    TzW
  • @tańczący z widłami 10:12:35
    Szanowny Panie TzW,

    Ma Pan rację w pewnym sensie, nie rozumiem rzeczywistości oraz ludzi otaczającego świata. Cały czas próbuję to zrobić...

    I dawno już wybaczyłem rodzinie (braciom), choć było mi przykro, kiedy stałem w deszczowym marcu na ulicy - i brat nie chciał mnie wpuścić do rodzinnego domu.
    Zresztą napisałem o tym tylko dlatego, że to Pan wywołał mnie jakoś -
    "do tablicy" - w jednym z komentarzy twierdzac, że powinienem swój majątek rozpalcelować, wśród bliskich i rodziny.

    Prawdę mówiąc, nigdy nie przywiązywałem większej uwagi do pieniędzy czy wartości materialnych. Jakoś tak się złożyło, że zawsze w dorosłym życiu - nie miałem nigdy z tym problemu. Byłem dość zamożny,

    Dopiero teraz sytuacja się odwróciła - ale patrzę na to - tak jak już wspomniałem - filozoficznie.

    Próbuję zrozumieć świat i ludzi. Piszę kolejną książkę na ten temat.

    Miło się z Panem rozmawia - szkoda, że nie było okazji się poznać.

    Pozdrawiam

    Ryszard Opara
  • @Ryszard Opara 10:48:58
    Dziękuje, cała przyjemność po mojej stronie.
    A co do okazji poznania, to kto wie co w tym temacie Uniwersum planuje.

    Pozdrawiam
    TzW

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031